a_alizze_a
08.03.23, 17:28
Na forum branżowym ( nie, nie matrymonialnym ) poznałam faceta, Amerykanin od kilku lat mieszkający we Francji, doktorat na amerykańskim uniwersytecie, pracujący w dość znanej placówce. Wygooglałam, sprawdziłam, wszystko się zgadza. Stateczny, dojrzały facet, starszy ode mnie co najmniej 10 lat. Już podczas początkowej wymiany zdań zaproponował przejście na komunikator, który w Polsce nie jest powrzechny. Oznajmiłam, że tego komunikatora nie mam i mieć nie zamierzam, więc zaproponował inny, też mało powrzechny, ale zgodziłam się. Komunikator ściągnęłam i zaczęliśmy pisać. Oznajmił, że cieszy się bardzo, że mnie poznał, bo ma kilka pytań dotyczących mojej profesji, ponieważ z racji, że kiedyś był w Polsce tak mu się spodobało pewne miasto, że chciałby się tam kiedyś przeprowadzić (jakoś nie chce mi się w to wierzyć, pewnie ściema), pytań tych w końcu nie zadał, za to po informacji, że dawno temu uczyłam się języka francuskiego zaproponował videorozmowe, abym przy okazji poćwiczyła i przypomniała sobie ten język. Uprzejmie podziękowałam i powiedziałam, że mój poziom jest daleki od możliwości zrozumiałej konwersacji, dodając, że może kiedyś porozmawiamy tak, ale po angielsku na co gość przedstawił swój szczegółowy plan tygodnia, że w poniedziałek pracuje od tej do tej, we wtorek od tej do tej, w środę... itd., a na siłownię chodzi wtedy i wtedy od tej do tej i kiedy tylko będę miała czas i ochotę możemy pogadać. Popisaliśmy jeszcze kilka godzin z przerwami na przeróżne tematy i tyle. Od 5 dni cisza. Czy możecie mi pomóc zrozumieć o co chodziło. Sto lat nie randkowałam, ani nie flirtowałam z facetem, więc jestem zielona w temacie. Dodam, że mogliśmy na tym forum popisać prywatnie, bez konieczności bawienia się w komunikatory.