Jak moje starsze dziecko było w szkole podstawowej i czytałam ematkę, to się nie mogłam nadziwić ilości pasków w klasie, średniej klasy i ematkowych bombelków. U młodej było może 5 osób paskowych, ale to też ze średnimi poniżej 5 (w ósmej klasie były wyższe).
Teraz mam małolata w innej szkole. 14 na 22 ucznów dostało stypendium (czyli srednia 4,8+). Tyle, że w tej szkole poprawia się wszystkie oceny. Nawet 4 poprawiają.
U młodej jak biologica poprawę robiła, to z tłumu luda udawało się może 2-3.
Choć czasem piekliłam się na szkołę młodej, to z perspektywy czasu uważam, że takie podejście jest lepsze. Dzieciaki uczą się, że czasem trzeba zaakceptować 3 i żyć dalej. Mniej problemów w liceum...
Oczywiście piszę to, bo mam juz dziecko w liceum i nauczyłam się celebrować 3
Czy u waszych dzieci w szkołach też poprawiane są wszystkie oceny poniżej 5?