kizolda
13.02.24, 18:31
Wszystkie moje tematy na forum były ciężkie, poważne, cóż jestem w takiej sytuacji. Ale mniejsza o to. Coś luźniejszego.
Staram się odżywiać zdrowo i jestem permanentnie na diecie, w znaczeniu kontroluję mocno co i ile jem. Byłam w stanie zrezygnować z cukru, niemal całkowicie, chociaż z wielkim trudem. Teraz jest już ok, nie potrzebuje od 2 lat, nie ciągnie mnie nawet. Nie udało mi się za to zrezygnować z soli. Konsekwentnie przez 3 lata nie jadłam jej wcale i unikałam jakichkolwiek nawet lekko słonych potraw. Po roku codziennie myślałam o soli. Po dwóch myślałam, że zwariuję. Ostatnie miesiące żyłam jak zombiak odliczając dni (te 3 lata sobie założyłam).
Gdy minął ten magiczny okres, rzuciłam się po prostu na sól. W sensie nie na samą, tylko do potraw. I od tej pory (a minęły kolejne 2 lata) nic się nie zmieniło. Solę dużo jak dawniej. Kontrola przez postem i po wykazuje mniej więcej to samo: brak niedoborów minerałów w organizmie, tarczyca i nerki ok. Ogólnie zdrowie dobrze. Wiem, że nie jestem w stanie zrezygnować z soli i trudno mi zrozumieć ludzi, którzy nie odczuwają potrzeby jej używania.
Znacie zapewne artykuł Największą niedogodnością tego samotniczego życia był… brak soli. Życie bez soli to istna męczarnia – przyznawał Karp, głowa rodziny. Gdy w chatce pojawili się geolodzy, Łykowowie nie chcieli przyjąć ani chleba, ani innej żywności, lecz bez oporów wzięli sól, by przyprawiać nią spożywane potrawy. To o rodzinie odciętej od cywilizacji, którzy latami nie mieli dostępu do soli, ale nie potrafili się od niej odzwyczaić.
Jak wspomniałam temat lajtowy. A zainspirowała mnie jakaś forumka, która napisała, że soli nie ma w kuchni i w ogóle nie odczuwa jej braku.