tromedlov
10.03.24, 09:17
Czyli "warszawka" nie pije. I nie tylko "warszawka", bo widzę to też po nawet mniejszych miejscowościach.
www.onet.pl/styl-zycia/businessinsider/koniec-ery-trzeba-to-oblac-zjawisko-nolo-przyjmuje-sie-w-polsce/zqwnl51,211f4564
Jak jest u was w środowisku?
Ja z jednej strony widzę te rozmnożone sklepy z alkoholem, które istnieją, mają się chyba dobrze, bo nadal się rozmnażają (i ogółem podobno Polacy piją strasznie dużo), a z drugiej ostatnio umówiłam się na wspólne wyjście z koleżankami i po chwili debaty nad kartą było zbiorowe uff - no dobra, przyznajemy się przed sobą, NIE PIJEMY. Bierzemy coś non-alco z karty. Na spotkaniu świątecznym w mojej firmie po raz pierwszy od wielu lat alkohol był pity w ilościach znikomych. I nie dlatego, że my się zrobiliśmy starzy, ale dlatego, że doszli młodzi. I oni nie piją. I ci starzy poszli za tym.
Chyba następuje jakieś kolejne rozwarstwienie w społeczeństwie.
To nie jest niepicie dlatego, że alkohol to zło i jest trend jakiś narzucony. Raczej widzę podejście, że alkohol może sobie być ok, ale my osobiście przez niego tracimy np. część kolejnego dnia. A dzień ten jest zbyt cenny.
Pamiętam, jak się jeszcze niedawno (15 lat temu) szukało knajpy, w której się nie pali (przed zakazem - dramat). A teraz jest szukanie knajpy, w której można się napić bezalkoholowych drinków, bezalkoholowego wina itp.