Dodaj do ulubionych

Pozytywnych historii mi potrzeba...

15.04.24, 15:53
Życiowych, na cito.W temacie, że zwalił się Wam sufit na głowę, dostałyście od życia pięścią między oczy, lądując w ciemnej doopie i potem wszystko wyszło na prostą...
Bez wdawania się w szczegóły, po prostu muszę poczytać , że da się 😔
Obserwuj wątek
    • taniax Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 15:57
      Nie tylko zawalił ale rzeczywistość uwzięła się na równe 7 lat
      To było 7 lat spadania na głowę cegieł z drewnianego dachu ale ten czas minął bo zawsze mija.
      • pasquda77 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 16:04
        7 lat, to pocieszyłeś Taniusza...
        • doprawdy1 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 18:12
          pasquda77 napisała:

          > 7 lat, to pocieszyłeś Taniusza...

          7 lat w naszym wieku mija jak z bicza trzasł suspicious
      • eagle.eagle Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 16:04
        Weź przestań, 7 lat !!! To ma być pocieszające ?
        • princesswhitewolf Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 16:05
          pretensje do Biblii. 7 chudych 7 tlustych smile))
          • taniax Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 16:24
            Nie mam pojęcia jak ta gra działa ale faktem jest że po 7 latach jak ręką odjął, wszystko układa się samo podczas gdy wcześniej im bardziej walczyłam z rzeczywistością tym było gorzej.
        • taniax Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 16:14
          Pocieszające, że wszystko mija nawet najdłuższa żmija
    • mae224 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 16:04
      tak samo potrzebuję! w kobietach siła!
    • marta.graca Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 16:30
      Miałam tak 4 lata temu. Psychiczny koszmar, wieczne płacze, objawy psychosomatyczne, prawie nie spałam, z ledwością wstawałam z łóżka, żyć mi się nie chciało. Jestem zadowolona, że poszukałam pomocy, teraz jest znaczna poprawa, całe życie mi się lepiej udało ułożyć. Trzymam kciuki i za Ciebie.
      • pasquda77 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 16:35
        Jakbym właśnie o sobie czytała...
        • marta.graca Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 16:45
          Jeśli chcesz pogadać, to możesz pisać, albo tu albo na priv.
          • taniax Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 16:59
            Też somatyzowałam bo to mechanizm obronny, bolało mnie ciało.
            • marta.graca Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 18:24
              Dosłownie całe! Budziłam się w nocy i czułam, że jestem sztywna.
          • pasquda77 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 18:03
            marta.graca napisała:

            > Jeśli chcesz pogadać, to możesz pisać, albo tu albo na priv.
            >
            Dziękuję ♥️
    • hrabina_niczyja Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 16:49
      Kochana, da się. Wyszłam z niejednej dupy niejeden raz. Raz wychodziłam szybciej, raz dłużej, ale wychodziłam. Daj sobie czas, otaczaj się ludźmi, którzy pomogą i dają wsparcie, jak trzeba skorzystaj z pomocy specjalistów. Możesz płakać, rwać włosy z głowy, ale zawsze pamiętaj, że nie ma takiej dupy, z której nie da się wyjść i że to co dziś wydaje się nam dupa za jakiś czas okaże się dla nas zbawienne i korzystne. Przytulam cie i głowa do góry 😘
    • panna.nasturcja Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 16:59
      Wszystko przemija nawet najdłuższa żmija. Twoja też przeminie.
      Sufit na głowę? Cała kamienica, nie sufit, gotowa byłam umierać. A potem się nagle odwróciło i zrobiło się pięknie. Owszem, nie srają mi nosorożce tęczą, ale żyje się fajnie i jestem szczęśliwa. A żmije bywają, ale krótkie, takie małe zaskrońce. Usiądź i poczekaj aż minie. Albo idż po pomoc i wsparcie, jeśli czujesz, że potrzrbujesz.
    • arwena_111 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 17:14
      Nie wiem jak ocenić, dla mnie bardzo pozytywny - że mimo wyjściowej sytuacji pani sobie poradziła.

      Panią moja mama poznała w sanatorium. Była trochę młodsza od mojej mamy. Jak skończyła 18 lat została wydana za mąż - rodzice jej męża znaleźli, ona nie miała wiele do powiedzenia. Urodziła dwoje dzieci, jak młodsze jeszcze nie chodziło - mąż zaczął pić, albo po prostu już przestał się kryć. Kiedy pierwszy raz podniósł na nią rękę - uciekła do rodziców. Niestety rodzice jej kazali wracać - bo to jej wina. Wróciła, bo się bała co zrobi, miała skończoną tylko podstawówkę, zero wsparcia w otoczeniu. Po drugim razie uznała, że nie ma nic do stracenia. Zabrała dzieci, jedną walizkę i wyszła domu jak stała. Wyjechała na drugi koniec Polski. Lata 70, więc dostała pracę. Udało jej się wybłagać w gminie jakąś ruderę do zamieszkania. Było bardzo ciężko. Przypłaciła to zdrowiem( renta ). W między czasie się rozwiodła, dostała jakieś alimenty na dzieci.
      Niestety rodzice ją wyklęli - bo przyniosła wstyd rodzinie - chłop najbogatszy we wsi, to że pije - na pewno ma powód i to ona nim była. Do końca swojego życia ( a dożyli prawie 100 lat ) nie chcieli jej znać.
      Nigdy nie żałowała swojej decyzji, niestety córki nie doceniły jej poświęcenia. Jak dorosły - miały jej za złe, ze odeszła od ojca. Bo on przecież dawał prezenty, sypał kasą. A z matką było biednie. Obie córki po skończeniu 18 lat wróciły do ojca, szybko założyły rodziny i niestety jedna trafiła ta takiego męża jak jej ojciec - tylko nie odeszła długo. Chyba po 15 latach, jak mąż przyprowadził kochankę, a jej kazał się wynosić - bo to jego dom.
      Wróciła do matki, która bezwarunkowo ją wsparła i przyjęła do siebie.
      • berdebul Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 18:13
        To jest pozytyw? 2 niewdzięcznych dzieci i rodzice, którzy nie chcieli jej znać?
        • arwena_111 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 18:40
          To, że mimo przeciwności, dziewczyna niewykształcona, bez kasy i wsparcia - wyrwała się od przemocowca i nie dała sobą pomiatać.
          Jak myślisz ile innych pozostało w przemocowych układach? Ile kobiet nawet teraz by się na taki krok zdecydowało?
          • zosia_1 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 23:10
            "wyrwała się od przemocowca i nie dała sobą pomiatać" I żyła w nędzy i biedzie, bez wsparcia rodziny i uznania chociażby własnych dzieci. Dla mnie smutna historia, bez happy endu
            • arwena_111 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 06:49
              Nie no lepiej, żeby została w bogactwie i tylko tuszowała siniaki.
              • eagle.eagle Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 07:53
                arwena_111 napisała:

                > Nie no lepiej, żeby została w bogactwie i tylko tuszowała siniaki.

                Lepszy na wolności kąsek byle jaki niżby w niewoli przysmaki.

                Z pamięci zacytowałam dlatego bez "" .
            • qwirkle Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 07:40
              zosia_1 napisała:

              > "wyrwała się od przemocowca i nie dała sobą pomiatać" I żyła w nędzy i biedzie,
              > bez wsparcia rodziny i uznania chociażby własnych dzieci. Dla mnie smutna hist
              > oria, bez happy endu

              Lepiej jeść topiony serek z suchym chlebem i godnością niż kanapki z szynką i podbitym okiem . Tak uważam.
              I uważam, że pani z opowieści odniosła sukces. Niełatwy, ale niemniej sukces.
              • znowu.to.samo Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 07:59
                Ale historia!
                Ja myślę że dziewczyna pomimo niesprzyjających okoliczności szanowała przede wszystkim siebie, miała wysokie poczucie własneh wartości. -bez względu na to co ktoś o tym myśli
                Szacun za odwagę że żyła jak chciała i nie uginała pod presją rodziny
                Nawet w dzisiejszych czasach mało kogo stać na tak wielką odwagę
        • szare_kolory Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 08:24
          berdebul napisała:

          > To jest pozytyw? 2 niewdzięcznych dzieci i rodzice, którzy nie chcieli jej znać?

          A nie jest? Na dzieci może i miała jakiś wpływ, ale jednak nie wyłączny. Na rodziców wpływu nie miała. Miała za to wpływ na własne decyzje i je podjęła. Zamiast żyć w strachu i wychowywać dzieci z przemocowym alkoholikiem to zdecydowała się "pójść na swoje". Jak to może nie być pozytywna historia? Pozytywna byłaby gdyby pozwalała sobą pomiatać mężowi (pewnie także jego rodzinie) i rodzicom, ale zostałaby tam, gdzie "jej miejsce", tak? I zakrywała ślady pobić pudrem.
    • melisananosferatu Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 17:20
      Bylam w bardzo ciemnej doooopie, wyszlam. Teraz tez jestem i mam nadzieje, ze wyjde.
    • joasia33 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 17:24
      Też bym chciała wiedzieć, że się da. To znaczy, wiem, że innym się udaje. Tylko u siebie tunel wciąż widzę ciemny bez żadnego światełka. Lata chude trwają już dłużej, niż 7 lat i końca nie widać. Ech.
      • igge Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 21:01
        Da się. Nawet kiedy w to nie wierzysz. Nawet jak dosłownie wszystko się wali łącznie ze zdrowiem swoim i najbliższych i to na poważnie.
        Tunel ciemny bez żadnego światełka też był. Dłuuugo.
        Czasem zdarzają się rzeczy niemożliwe i zmiany przychodzą jakby same? Z nieoczekiwanych kierunków i w nieoczekiwanych kierunkach. Oraz po latach.
        Warto oczywiście korzystać z wszelkiego możliwego i nie wsparcia. O ile takie się da wymyślić.
        Trza też uwierzyć w siebiewink I własny potencjał do korzystnych zmianwink.
        Trzymam kciuki za odrobinę farta i dobre pomysły na życie.
        Oraz za zdrowie.
    • olpa7 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 17:28
      Miałam męża próbującego mnie stłamsić, miał pretensje że po 7 latach bycia z dziećmi poszłam do pracy. Do tego syn zachorował na nowotwór, w pracy płacili słabo, wszyscy naciskali żebym rzuciła prace i poświęciła się tylko opiece. Ja wtedy zrozumiałam że muszę się rozwieść. Syn zdrowiał, ja złożyłam papiery rozwodowe, wyprowadziłam się z mieszkania, po miesiącu znalazłam pracę za dwukrotność poprzedniej pensji.

      Minęło kilka lat, syn jest zdrowy, mam dobra pracę, własny domek, bliskich ludzi, normalnego partnera.

      Nadal nie odcięłam ex do końca, który non stop bruździ. Już się przyzwyczaiłam że wiecznie mam sprawy sądowe ale każda jedna wygrywam. Chyba jeszcze pójdę do psychologa żeby umieć całkowicie go ignorować.
    • iwles Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 17:57

      Bez wdawania się w szczegóły- dostałam kilka razy od życia prosto w splot słoneczny. Myśli miałam różne, łącznie z tymi, że chciałabym już nie istnieć.

      Da się. Da się wstać i iść do przodu. Dzięki dobrym ludziom wokół 😘
    • silenta Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 18:11
      Ostatnio uśmiechnęłam się na widok takiej naklejki na wielkiej popielniczce pod Instytutem Onkologii.
      • znowu.to.samo Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 21:06
        He
    • 71tosia Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 22:36
      Lecąc ze Stanow siedziałam obok pani która poczęstowała mnie pomarańczami ze swoje ogrodu a przy okazji i opowiedziała mi swoją historie. Będąc już po 50tce straciła męża w wypadku, później została bez pracy, syn borykał się z ciężka choroba, wiec w przypływie rozpaczy gdy ktoś zaproponował prace bez większego wahania wyjechała do Stanow opiekować się starsza osoba za małe pieniądze a praca ciężka. I tam przez przypadek poznała Polaka, wdowca, właściciela sporej firmy, wyszła za mąż, sprzedali firmę i od kilku lat mieszkaja na Florydzie. A opowieść zakończyła tak „ No o tym ze ma starość będę miała domek z ogrodem to owszem marzyłam ale ze to będzie dom z widokiem na ocean a w ogrodzie będę uprawiać pomarańcze to nigdy mu do głowy nie przyszło” smile
    • eagle.eagle Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 23:04
      Ja dopiero wstaję po dostaniu pięścią w nos , ale walczę cały czas, na szczęście los mi sprzyja, dostaje możliwość aby mało boleśnie przetrwać ten czas. Pomimo że co chwilę mam wrzuconą kłodę pod nogi. Cieszę się z małych rzeczy, uśmiecham do ludzi i jakoś leci ... Mam nadzieję że w tym roku wszystko się już to skończy i obiecuje że już nigdy nie będę narzekać że mam nudne życie.
    • bardzo_wredna_dziewucha Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 15.04.24, 23:34
      Miałam tak, że byłam przekonana, że jak tylko domknę sprawy, którymi nie chciałam wówczas obciążać bliskich po mojej śmierci, to się skutecznie wyprowadzę na tamten świat. To było 8 lat temu, sprawy dawno domknięte, żyję pełnią życia. Wszystko da się ogarnąć, ale nie wolno myśleć, że dasz radę sama. Pomoc bliskich i specjalistów od zdrowia psychicznego jest ogromnie ważna. Trzymam za ciebie kciuki!
    • danaide2.0 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 07:04
      W życiu sufit zawalił mi się dwa razy. Za drugim razem było chyba gorzej, ale może bez pierwszego zawalenia (i takiego a nie innego poradzenia sobie z sytuacją) drugie by inaczej wyglądało? Nie wiem.
      Nie wiem też, czy za drugim razem wyszłam na prostą. Raczej poszłam w bok. Czasem zwyczajnie nie da się wrócić do tego co było i trzeba zaakceptować, że jakoś będzie, choć będzie inaczej.
    • marianna211272 Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 08:04
      mialam tak w 2016 : rozstanie z mezem po 17 latach ( powinnam rozstac sie wczesniej ale czekalam az cos sie zmieni).Poszlam na terapie bylam chuda ,blada kompletnie rozwalona a tu dwojka jeszcze mlodych dzieci i dorosly syn.Finansowo tez kiepsko bo ex wpadl w depresje stracil prace i raptem zamiast byc wsprciem finansowym ( dokladac sie do opieki nad chlopcami) byl ciezarem przez 2 lata .Starszy syn wstawil sie za niego w swojej firme i udalo mu sie znalezc mojemu ex mezowi prace( zajelo mu to 2 lata ze wzgledu na wiek i musial sie przekwalifikowac ).Wyprztykalam sie w tym czasie ze sporych oszczednosci bo z mojej pensji trudno bylo utrzymac towarzystwo..Ja wtrynilam sie w beznadziejny zwiazek z narcyzem ( nigdy nie mialam sklonnosci) szczesliwie bylam na terapia wiec udalo mi sie z tego wyjsc ale i tak stracilam sporo czasu .Od poczatku wiedzialam ,ze cos jest nie tak ale lecialam do tego faceta jak cma do swiatlaW miedzyczasie zmarl moj Tata i to dalo mi chyba takiego kopa ,Tata mnie kochal bardzo i zawsze podziwial mowil jaka jestem wspaniala. Gdy zmarl myslalam " gdyby mnie widzial z kims kto mnie tak traktuje chyba by umarl drugi raz z zalu". Po kilku miesiacach od smierci Taty zostawilam palanta. Potem juz wszystko solo ku lepszemu .Od 5 lat jesf dobrze bylam 3 lata w sumie na terapia u 2 terapeutow. Poukladalo mi sie w zyciu: finansowo sentymentalnie ,rodzinnie ,zmienilam prace na leosza .Jest dobrze a mam 52 lata .Wszystko sie zmienilo w ostatnich latach jest inaczej ale jestem szczesliwa
    • shellyanna Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 08:10
      Mam jedną. Na świeżo.
      Jest sobie pani. Życiowo rozwalona jak paczka dropsów. Przed 50tką zostawia wszystko i wyjeżdża do innego kraju, wychodzi po raz kolejny nieszczęśliwie za mąż. Jest w obcym kraju, uczy się języka, męczy się z mężem bucem (też obcokrajowcem). Uczy się języka, dostaje obywatelstwo. Psychicznie leży. Rozwód. Krok po kroku załatwia sobie mieszkanie komunalne, pracę. Staje na nogi finansowo. Zaczyna być samodzielna, ale ciągle samotna i nieszczęśliwa. Tak konkretnie.
      Przed 70tką poznaje atrakcyjnego wdowca, obcokrajowca który jakimś cudem zna również trochę polski. Facet z innej bajki. Zaradny, samodzielny, wykształcony, elokwentny, z poczuciem humoru i luzem, a jednocześnie opiekuńczy, bardzo fit, przystojny, zero obciążeń rodzinnych i finansowych. Zaczynają podróżować po całym świecie. W życiu tyle nie podróżowałam, co oni przez te trzy lata. Po 3 latach jej się oświadcza. Właśnie dostaliśmy zaproszenie na ślub.

      O sobie wolę nie pisać, ale też jestem klasycznym przykładem, że nawet najgorszy czas w końcu mija.

    • quilte Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 08:19
      Był taki rok w moim życiu, miałam wtedy na stanie niemowlę, a początki macierzyństwa nie były dla mnie łatwe, i świeżo wzięty kredyt na mieszkanie. I w ciągu tego roku zmarła najbliższa mi osoba z rodziny, druga najważniejsza osoba w moim życiu zachorowała na nowotwór, a potem musiałam uśpić ukochanego psa, takiego "psa życia". Z kasą też było krucho. Pozbierałam się, minęło.
    • znowu.to.samo Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 08:28
      Ja jak mam czarną dude to jakoś inspiruje się życiorysami niektórych znanych osób np Barbary Brylskiej, Ireny Santor czy chociażby Tiny Turner

      Jak one dały radę wyjść z takiego kanału to ja też mogę dać, a moja czarna duda okazuje się dziecinną igraszką przy tym co je spotkało
      • igge Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 21:06
        Mnie inspiruje Barbara Skarga.
        • igge Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 21:08
          Oraz w sumie wiele życiorysów, na które natykam się w ŻiH. Sam nawet Emanuel Ringelblum i jego najbliżsi Uri i Jehudis też.
    • bywalec.hoteli Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 08:45
      Poczytaj historię Nick Vujicicia:
      pl.wikipedia.org/wiki/Nick_Vujicic
      • znowu.to.samo Re: Pozytywnych historii mi potrzeba... 16.04.24, 21:04
        No nim też się bardzo inspiruje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka