siedemkropek82
15.08.24, 09:17
Powoli dociera do mnie jak ogromna jest moja samotność. Nie mam nikogo,nie mam przyjaciół.Tak wyszło.Matka nie żyje,ojciec.policjant bardzo zły człowiek dla swoich dzieci-zerwany z nim kontakt,bracia są ale jeden jest daleko, żona jego w ciąży,tylko oni mogliby mi.pomoc.Drugi odzywa się 2x w roku smsem jak coś potrzebuje,tak to kontaktu z nim brak.Byly partner dzwonił,pytał co słychać ale mam dość jego wulgaryzmów, przekleństw,obrażania mnie,gdy mam inne zdanie niż on.Kolezanki-nie mam,każda ma dzieci,rodzinę.Zyje sobie sama,z dwoma kotami Wracam z pracy,ogarniam koty,trochę mieszkanie,śpimy, jemy,bawimy się i czas leci.Gdybym przewróciła się na ulicy,nie mam do kogo zadzwonić o pomoc.Czesto płacze.Za swoją samotność obwiniam patologicznych rodziców.Chcialam się tylko wygadać.