wpore
27.12.24, 16:08
Chce mi się płakać. Dzisiaj moje dzieci i ich ojciec wyjeżdżali w daleką wielogodzinną drogę po świętach do domu. Śniadanie u rodziców i po śniadaniu wyjazd. Nagle mąż stwierdza że położył klucz do auta na stole a go tam nie ma. No może go przełożył, szukamy patrzymy po całym domu. Rodzice a szczególnie ojciec dopytują się co sią stało, więc żeby ich nie martwić mówię że czegoś szukamy. Mija dobre 30 minut szukania, w końcu ojciec wypytuje syna czego to szukamy i syn mu mówi. A wtedy ojciec dumny wyjmuje nasz klucz do auta z kieszeni i mówi że trzeba było go spytać. Zabrał go po to żeby być spytanym. Prawie 90lat, bardzo sprawny fizycznie i psychicznie.
Wkurzyłam się na niego, całe moje dzieciństwo było takie, chowanie mi rzeczy, przekraczanie granic, czytanie pamiętników, ostre ingerowanie w przyjaźnie - przestrzeganie rodziców innych przede mną, wmawianie mi że jakieś moje działania były celowe.
Już się nie zmieni ale mnie się nie chce z nim rozmawiać. Nie wiem co mu powiedzieć. Może to straszne ale czekam na….Pewnie jestem jakimś potworem. Chciałam się wyżalić.