szarmszejk123
13.04.25, 15:49
Słowem na dziś jest paw. I nie o ptaka chodzi.
Wczoraj chyba mnie buk opuścił i dałam się mężu namówić na stacjonarne zakupy w centrum. Dzizas kuwa, ja piedole, tyle ludzi, że przejść się nie da, w sklepach kolejki do przymierzalni, do kas, do wszystkiego. Chciałam dać szansę Zarze, bo na stronie widuje fajne ciuchy a w sklepie jakoś magicznie znikają, ale i tym razem nie było mi to dane, bo kolejki do przymierzalni wiły się przez cały sklep, nie było wiadomo gdzie początek a gdzie koniec.
Wkuwilam się tylko tym wyjściem więc dla relaksu poszliśmy na coś słodkiego. Mąż i córka wzięli po gofrze a ja dwie gałki lodów, z czego jedna zaraz po wręczeniu wylądowała na moich butach. Ewidentnie wszechświat dawał mi znać ale go nie posłuchałam i najprawdopodobniej się tymi lodami zatrulam, bo on 3 nad ranem do mniej więcej południa rzygalam jak kot, myślałam że wyrzygam duszę 🤮
Jedyna pozytywną rzecz, że kupiłam w końcu pasujące wszędzie, piękne, szerokie, beżowe spodnie w CottonClub, dzięki czemu ten sklep zyskał status mojego ulubionego 😁
Co u was?
Co ciekawego?
Zamieszczam zdjęcie tłumow na ulicach i czekoladowego popiersia Fridy dla uwagi.