Bylam w rossmanie. Do koszyka drobiazgi, dość sporo, bo w rossmanie to bywam raz na 3 miesiące, do ręki papier toaletowy. Przy kasie samoobslugiwej papier na ziemię, koszyk na kasę. W trakcie telefon. Nie odbieram, ale zadzwonił ponownie. Przyjaciółka z onkologii. Miałam tylko powiedzieć, że oddzwonię, ale w sluchawce uslyszalam "mam wznowę". Nogi się pode mną ugięły, skanowalam szybko, zapomnialam o papierze, który jednqk podnioslam i ruszyłam do wyjscia. No i ochroniarz mnie zatrzymał z pytaniem czy aby na pewno wszystko zapłaciłam. Na szczęście miglam wrócić i zaplacić za ten papier. No wstyd.
A przyjaciółka po 5 katach wznoqa, niestety przerzutami do kości, wątroby, pluc. Co za cholerstwo