zyciemniekocha2000
19.12.25, 14:55
Jestem strasznie rozgoryczona i muszę się wygadać. Już wcześniej pisałam o sytuacji z wnuczką. Opiekuję się nią w czwartki po 6 godzin, a normalnie pracuję zawodowo. Mimo to ciągle pojawiają się kolejne prośby o pomoc, jakby mój czas i siły nie miały znaczenia.
W zeszły poniedziałek syn poprosił mnie, żebym została z małą od 17.45 do 19.00. Pomyślałam, że godzina z kawałkiem to żaden problem. Tymczasem syn pojawił się wcześniej i zadzwonił zdziwiony, gdzie ja jestem, bo przecież byliśmy umówieni. Tyle że na 17.45, a nie na 17.00. Ja wracałam z pracy, po drodze wstąpiłam do apteki i byłam punktualnie.
Mała ma 5 miesięcy i mocny lęk separacyjny. O 19.00, kiedy synowa miała przyjść, zaczęła strasznie płakać. Czekałam 10 minut, potem kolejne 10 i w końcu zadzwoniłam zapytać, gdzie ona jest. Usłyszałam tylko, że już idzie. Przyszła dopiero około 19.30.
Byłam już naprawdę wkurzona, bo umawialiśmy się na konkretną godzinę i konkretny czas. A tu zrobiły się prawie 2 godziny. Do tego synowa usiadła sobie spokojnie, zaczęła robić mleko i zapytała, czy chcę nakarmić małą, jakby nic się nie stało.
Ja byłam po pracy, głodna, zmęczona. Musiałam zmienić pościel, bo pies rozłożył się na łóżku, chciałam umyć głowę i zwyczajnie odpocząć. Zaczęłam robić swoje, poszlam na gore i tak rozmawialysmy sobie z roznych pieter zupelnie bez sensu
Około 20.00 przyszedł syn i mój drugi syn, który wrócił z pracy. Miałam nadzieję, że zaraz sobie pójdą, nawet stałam już przy drzwiach, ale oni gadali i gadali. W końcu synowa zapytała, czy chce tu zostać na kolacji. Spojrzeli na mnie wyczekująco. Ja nic nie powiedzialam i ostatecznie wyszli, ale dopiero około 20.30.
Z godziny i 15 minut zrobiły się prawie 3 godziny. Nie byłam przygotowana na gości, nie miałam ochoty siedzieć do późna, a potem jeszcze sprzątać.
We wtorek rozłożyła mnie grypa. Wysoka gorączka, ból głowy, wymioty. Jest już trochę lepiej, ale nadal leżę. Odwołałam niedzielny obiad ( mialam swietowac urodziny) , bo nie mam na nic siły. A do tego sama przygotowuję Wigilię dla całej rodziny i jestem w tyle, bo nawet zakupów jeszcze nie zrobiłam.
Dzisiaj rano rozmawiałam z synową. Powiedziałam, że jestem słaba, że w niedzielę nie dam rady gotować i że mam nadzieję jakoś dojść do siebie do Wigilii. Godzinę później dostałam wiadomość z pytaniem, czy w Wigilię mogłabym zostać z małą tylko na 3 godziny.
Ja naprawdę rozumiem młodych rodziców, ale Wigilię przygotowuję sama dla kilku osób. Chciałabym usiąść do stołu w miarę normalnie, a nie padać na twarz ze zmęczenia. Nawet gdybym nie była teraz chora, nie dałabym rady jeszcze zajmować się małą przez 3 godziny. Wedlug mnie w ogole nie powinni mnie o cos takiego prosic.