andallthat_jazz
19.01.26, 14:04
Pacjentka z zaawansowanym nowotworem, zero szans. Lubi ze mna rozmawiac. Placze wtedy. Ona wie, ze to koniec i jest przygotowana na to, nawet chce, zeby sie to skonczylo wreszcie. Bo cierpi okrutnie a hydal bierze jak "cukierki". No bardzo biedna jest w tym wszystkim. W nocy uspokajalam ja dlugi czas. Zwierzyla sie, ze najbardziej teraz ja mecza wyjscia na przepustki, ktore zalatwia jej corka, bo to dla niej wyczerpujace, bol zwieksza sie. Ale nie ma odwagi/serca powiedziec tego corce. Kazda taka przepustke okupuje wiekszym niz zazwyczaj bolem. Chcialaby, zeby corka to zauwazyla. Corka jest lekarzem w naszym budynku. Swieta, ciepla kobieta, ktora walczy o matke jak lew. Dziekowala mi nie raz, ze uspokajam jej mame. Z drugiej strony jak tylko moze bierze mame do domu na pare godzin. I taki mam lekki zgrzyt, czy nie powiedziec corce, jak meczace sa takie wypady dla jej mamy. I moze lepiej byloby, gdyby spedzily wspolne chwile na oddziale... Rozumiem obie strony, kazda chce dobrze. Powiedzialybyscie?
Ja zapewne ugryze sie w jezyk. Ale chcialabym posluchac waszych opinii, jesli mozna wywazonych. I tak corka zostala wskazana przez matke, jako ta, ktora ma pelne prawo do informacji. Szkoda mi ich obu.