Dodaj do ulubionych

musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :(

17.12.04, 09:26
własnie sie pakuje
powiedziała zebyśmy sie w końcu wyprowadzili bo ona ma nas dość
Obserwuj wątek
    • joasiiik25 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 09:29
      sowko serio?
      przeciez jest zima, nawet mroz na dworze(wiem bo wrocilam z zakupow) co
      zrobisz????co z synkiem?
      sprobuj porozmawaic chociaz sadze,ze gdy sie uslyszy takie slowa to nawet
      rozmawiac sie nie chce.

      Trzymaj sie mimo iz uwazasz,ze cie nie lubie (lub odwrotnie)
    • gagunia Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 09:30
      sowa, przestan. to pewnie glupia gadka w zlosci. nie wierze, ze powaznie tak
      mysli i kaze wam sie zbierac w srodku zimy i w dodatku przed swietami. rzuc
      walizki, zamknij sie na klucz w pokoju i poczekaj az emocje opadna.
      • sowa_hu_hu Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 10:05
        jak zaszłam w drugą ciąże to mi powiedziała że mam mieszaknia szukac bo panna z
        dwójką dzeci nie ma miejsca pod jej dachem...

        teraz mi powiedziała że jestem nierobem - powtarza mi to co dzień , że jej w
        niczym nie pomagam , że jestem beznadziejna , ze ona nas utrzymuje a my w
        zamian nic itp... jak przyjedzie tata to opowie mu swoją wersje - on uwierzy
        jak zwykle jej i zostane jeszcze przez niego zgnojona...
        chciałam jechac do babci (mamy mojego taty) ale nie chce mieszac w to rodziny
        bo wiem jaka będzie awantura... mój fact mówi zeby przeczekac do nowego roku i
        wtedy on znajdzie prace i sie wyniesiemy ale ostatnio tez tak mówił i co? dalej
        nie ma pracy i tkwimy tutaj...
        cała jestem zaryczana - nie wiem co robić...
        wiem ze słowa mojej mamy sa prawdziwe! może faktycznie nie pomagam jej tyle ile
        powinnam ale ona mi nawet nie daje szansy sie wykazać - wszystko robi za mnie
        bo jej sie starsznie spieszy! wszystko musi byc teraz - okna pomyte dzisiaj bo
        jutro będzie za późno - i tak jest we wszystkim - potem ja wychodze na
        nieroba... a tego co zrobiłam niegdy nie widzi...
        boże jak mi jest źle...
        nie wiem co robić
        • gagunia Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 10:10
          wiem co czujesz, bo moja mama tez jest w goracej wodzie kapana i wiecznie miala
          do mnie pretensje, ze jeszcze cos jest nie zrobione. dlatego ustalilysmy swoje
          terytoria i jest ok.
          nie martw sie, wytrzymajcie jeszcze te 2 tygodnie do konca roku, mozer
          rzeczywiscfie cos sie "ruszy" z praca.
          trzyma sie i po prostu schdz mamie z drogi.
    • wieczna-gosia Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 10:29
      Sowa strasznie ci wspolczuje. Ale doskonale wiesz co masz zrobic- WYNOSIC SIE
      STAMTAD JAK NAJSZYBCIEJ. Wmieszaj rodzine jesli trzeba i PO PROSTU sie wynies.
      Wiesz to od pol roku conajmniej.
      Wiesz co mysle? Mysle ze twoja mama jezdzi po tobie wiecej niz powinna bo czuje
      ze ma nad wami wladze. I w dodatku ma racje. I w dodatku wasze wysilki by
      sytuacje zmienic sa nieefektywne. Twoje intencje sa w tym momencie niewazne-
      takie sa fakty. Fakty sa ze z facetem przebieraliscie w mieszkaniach, on
      marudzil przy pracach (przynajmniej tak opisywalas) zamiast brac co daja i w
      nogi. I teraz za to placicie. Twoja mama cie obraza poniza i kaze ci sie
      wyprowadzic. Ty jej zapraszasz kogos na Świeta i sie roztkliwiasz jaka ona zla
      i ze nigdy cie nie przytulila. Sowka co ty masochistka jestes?? Twoja mama cie
      poniza bo wie ze MOZE. Bo TY jej na to pozwalasz. Bo znowu nic nie robisz. Bo
      poczekacie do niowego roku znowu sie rozejdzie po kosciach i za miesiac
      napiszesz koleny taki post.
      Sowa! Walnij lbem w sciane! Zacznijcie w koncu myslec i dzialac. Twoja mama
      uwaza ze jestes beznadziejna a ty grzecznie grasz role beznadziejniej, nieroba
      i co tam ona sobie zyczy.
      Naprawde kibicuje ci szczerze. Ale dorosnij, Sowa, dorośnij. Od X lat mieszkasz
      z czlowiekiem z ktorym ci zle. I co? I pstro.
      Nie stac was na mieszkanie samodzielne- poszukajcie malzenstwa z dzieckiem i
      wynajmijcie cos na spolke. Albo samotnej matki. Facet nie moze znalesc pracy-
      niech na czarno robi czy w supermarkecie palety rozwoci. Moj maz ynteligent
      wapno mieszal i zaprawe kladl jak bylo trzeba, a na poczatku we wlasnym
      mieszkaniu zaliczylismy wylaczenie pradu tacy bylismy bezkasiasci i zadluzeni.
      Ale u rodzicow nie miszkalam ani dnia bo by bylo dokladnie tak samo jak u was.
      Z moja mama mam stosunki poprawne, niemniej jednak kazda pomoc z jej strony
      jest rozliczana niepienieznie- tez zawsze oberwe pare tekscikow w stylu ze
      jestem beznadziejna i do nieczego w zyciu nie doszlam. Dlatego trzy razy sie
      zastanowie jak do niej zadzwonie, dzwonie jak mam noz na gardle i bule
      opiekunce za komfort nieproszenia mamy, chociaz tak naprawde srednio mnie na te
      opiekunke stac wink)

      Sowa!
      NIE JESTES BEZNADZIEJNA.
      NIE JESTES NIEROBEM.
      Tylko zrob cos wreszcie z ta sytuacja niech mama wreszcie zobaczy co to znaczy
      nie miec dzieci niech twoj facet nareszcie zobaczy co to znaczy byc ojcem a ty
      naraszzcie zobacz co to znaczy byc pania domu.
      • lolka11 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 10:59
        Popieram wieczna-gosie.
        Sowa, nie zycze Ci zle, ale naprawde nic nie robicie, aby zmienic wasza
        sytuacje...no sorry....

        Dorota
      • sakada Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 11:01
        Popieram w całej rozciągłości. Z ust mi to Gosiu wyjęłaś. Sówko zrób jak ci
        radzą i opuść ten dom, bo to się kiedyś dla Ciebie źle skończy. Jak ktoś słyszy
        codziennie, że jest beznadziejny, to nie wiem jakim by wspaniałym był
        człowiekiem naprawdę - prędzej czy później zaczyna w to wierzyć. I to jest
        straszne. Uciekaj jak najszybciej.
      • umasumak Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 11:23
        Podpisuje się rekami i nogami pod tym co powiedziała Gosia. Spieprzajcie do tej
        babci i już mieszkając u niej szukajcie pracy i mieszkania do wynajęcia.
        Zobaczysz, że się uda. Przy matce nic się nie uda, bo raz - nie macie
        motywacji, a dwa - wykończycie się psychicznie. Pzdr
        • 197575a Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 11:51
          Jeśli rzeczywiście jest jakaś babcia, która Was przyjmie, to przeprowadźcie się
          jak najszybciej;
          a może Wam jakoś pomogą rodzice, rodzina Twojego niemęża ?- nie wiem, nie znam
          sytuacji, ale wyprowadźcie się, bo Twoja mama nie umie tego inaczej
          zakomunikować , ale ona swoim zachowaniem chce Cię zmusić do większej
          samodzielności. Stanowicie rodzinę- Ty , Twój niemąż i Marcel- to powinno się
          dla Was liczyć, koszty utrzymania będą duże, ale wszyscy je ponosimy, jeśli
          niczego nie zrobicie, sytuacja się powtórzy za jakiś czas i będzie wracała jak
          bumerang.
          Popieram Wieczną-Gosię.
      • cytrynka3 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 17:46
        Sówko
        Gosia Wieczna świetnie to ujęła, co ja chciałam Ci powiedzieć. Jak trzeba
        wprowadź się na trochę do babci, zwiększy Wam się motywacja szukania pracy i
        mieszkania. Życzę Ci jak najlepiej, prawda jest jednak taka, że musisz wziąść
        się w garść, wyprowadzić się, nawet jeśli mielibyście na początku niewiele mieć
        w nowym domu, jeśli musielibyście mocno zacisnąć pasa.
        I nie pozwól sobą pomiatać. Jesteś dużą dziewczynką, poradzisz sobie bez mamy,
        będziesz szczęśliwsza, zacznie się wreszcie układać.
        Tak bedzie.
    • ula_max spokojnie... 17.12.04, 10:48
      Mama cię napewno bardzo kocha. Sama piszesz że bardzo Ci pomogła nie raz. A TY
      co Ty zrobiłaś dla swojej matki? Dlaczego uważasz, że ona ma Ci ciągle coś
      dawać i Ci pomagać? Czas dorosnąć dziewczyno i stanąć na własnych nogach, rób
      wszystko po kolei a nie na skróty. Nie chcę Cie krytykować, nie znam Cię ani
      dokłądnie Twojej sytuacji. Po lekturze paru wątków uważam, ze powinnaś podjąć
      ostateczną decyzję o "odcięciu pępowiny"! Zacznij żyć swoim życiem, masz
      dzieci, dorośnij. Rodzice nic już dla Ciebie nie muszą robić, mogą ale nie
      muszą!
      • joanna35 Re: spokojnie... 17.12.04, 11:57
        Wiesz co Ula, Ty chyba należysz do tej kategorii, która uważa, że matkom należy
        się cześć i uwielbienie tylko za to, że urodziły i dały jeść i dach nad głową.
        Kiedy ktoś mądrzejszy ode mnie powiedział, że nie samym chlebem żyje człowiek.
        Dach nad głową i jeść daje też dom dziecka. Matka to taki sam człowiek jak
        każda inna osoba i wredne wśród nich też się zdarzają i nie widzę powodu, żeby
        wpedzać Sówkę w poczucie winy, bo i bez tego czuje sie podle. Droga Sówko,
        bardzo mi przykro. Całkowicie zgadzam się z wieczną-gosią, tylko niezalezność
        pozwoli Ci na ułożenie relacji z matką wg. własnych potrzeb i wyobrażeń.
        • isma Re: spokojnie... 17.12.04, 12:03
          Z ta roznica, ze dom dziecka daje dach nad glowa do 18 roku zycia wink)).
          • joanna35 Re: spokojnie... 17.12.04, 12:12
            Isma, masz racjęsmile, tylko od kogo mamy oczekiwać wsparcia w trudnych chwilach
            jak nie od rodzonej i podobno kochającej matki? Sorry, pewnie w ogóle nie
            powinnam się odzywać, bo od razu czuję jak podnosi mi się ciśnienie i poziom
            adrenaliny. Niestety, jest to temat dla mnie równie bolesny, jak dla Sówki,
            mimo, że życie nam się inaczej ułożyło. Pozdrawiam
            • isma Re: refleksja zupelnie na marginesie 17.12.04, 12:19
              Jasne, tylko widzisz, z tym wsparciem to bywa roznie. Nie zawsze madre wsparcie
              polega na bezkrytycznym akceptowaniu zyciowych wyborow kochanej osoby. Znam
              taka matke alkoholika (lat 37, kawaler) - mamusia go utrzymuje, odbiera
              ze "zlobka", pociesza - i w ten sposob facet ma zero motywacji do czegokolwiek,
              od podjecia pracy do rzucenia kielicha, wiecej, za wszystkie swoje zyciowe
              niepowodzenia mamusie obwinia, bo przyzwyczajony, ze ona za jego zycie
              odpowiada.
              Abstrahuje w tej chwili od tytulowego problemu, od formy, w jakiej ten brak
              akceptacji sie wyraza - ale jednak mysle, ze - jako ze nasi rodzice szczesliwie
              sa odrebnymi bytami od nas - do wlasnego zdania maja prawo...
        • ula_max Re: spokojnie... 17.12.04, 12:26
          wcale nie wiesz co uważam, ale skoro Cię to interesuje to napiszę kolejny raz
          na tym forum: kiedy dziecko zaczyna żyć własnym życiem, układa sobie swój los
          tak jak ono chce nie bacząc na rodziców, kiedy zaczyna być dorosłym i dojrzałym
          i chce robić wszystko po swojemu to musi zacząć być także odpowiedziale za swój
          los, a nie tkwić pod spódnicą mamuni. Sowa powinna dawno się wyporwadzić. Matka
          nie musi jej pomagać. Wcale nie uważam że rola matki kończy się na urodzeniu i
          wychowaniu. Jeżeli matka chce to moze utrzymywać swoje potomstwo do grobowej
          deski jeżeli jej to pasuje. Ale matce Sowy wyraźnie to nie pasuje, a Sowa będąc
          dorosłą kobietą powinna to zrozumieć i uszanować.
      • sowa_hu_hu ula_max 17.12.04, 15:44
        w niektórych sytuacjach mama mi pomogła a w niektórych dla mnie bardzo trudnych
        mnie zostawiła (np kiedy poroniłam) więc nie wybielaj osoby mojej mamy...
        pytasz czy ja dla niej coś zrobiłam - tak jakbyś z gówy zakłądała że nic nie
        zrobiłam - przynajmniejn ja to tak odebrałam...
        skąd wnioski ze ja uwazam ze mama ma mi pomagać? za kogo mnie masz? za jakiegoś
        pasozyta? za człowieka który nic z siebie nie potrafi dać?
        jesli piszesz że mam astanąc na własnych nogach to moze napisz jak? próbowałam
        ale sama nie dam rady - czy to tak trudno zrozumieć? co miałaś na mysli mówiąc
        żebym robiła po kolei a nie na skróty...?
        wiesz gdyby to było takie proste spakowac manaty i sie wynieśc już dawno bym to
        zrobiła...
        nie osądzaj mnie tak łatwo bo przeciez nie wiesz jak dokładnie jest...
        nie zebym miała do ciebie pretnesje... sama wiem ze nie jestem idealna i ze
        powinnam byc lepszą córką... ale nie jestem jakąś totalną beznadzieją żebym
        zasługiwała na to jak traktuje mnie moja mama...
        • ula_max Re: sowa_hu_hu 20.12.04, 07:19
          Widzisz Sowo wcale Cie źle nie oceniam, oceniam źle całą tą chorą sytuację. W
          innym poście piszesz że mama ma bardzo dobry kontakt z Twoja siostrą, nawet
          sama próbowałaś to Twojej mamie uświadomić. Więc wniosek taki ze tylko pomiędzy
          Tobą a Twoją matką jest coś nie w porządku. Czy się myle? Dalej konflikty
          między Wami są już od X lat. Czyżbym znowu się myliła? Piszesz ze próbowałaś
          wiele razy, ale co próbowałaś? Wyprowadzić, się dorosnąć, wynająć mieszkanie,
          z tego co piszesz - mogę tu coś przekręcić - to ze swoim "niemężem" mieszkacie
          u mamy i jesteście na jej utrzymnaniu, przecież to świętego by wyproowadziło z
          równowagi! Nie okłamuj się Tobie się nie chce żyć na włąsną ręke, Tobie jest
          wygodnie, bo jakby co to mamusia pomoże. Zrobiłaś w swoim życiu napewno coś
          wbrew rodzicom, coś co ich uraziło, teraz zbierasz żniwo. Nie wmawiaj mi że od
          urodzenia matka Cie szmaci! Bo nikt w to nie uwierzy. Zacznij zyc swoim zyciem
          dziewczyno i nie mów że się nie da. Bo wszystko sie da jak się chce.
    • laura4 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 11:03
      Wieczna gosia ma 100% racje i podpisuję się pod jej postem obydwiema rekami.
      Mieszkałam trochę z teściami, trochę z rodzicami ale w końcu wynajęliśmy starą
      rozwalającą się chatkę bez łazienki i z wychodkiem na podwórku. I w tej chatce
      spędziliśmy bardzo szczęśliwe 2 lata małżeństwa. Gdy wreszcie poszłam do pracy
      mogliśmy wynająć małe 2-pokojowe mieszkanko. Nigdy o nic nie prosiłam moich
      rodziców w dorosłym życiu.
      Bardzo Ci współczuję ale rozumiem też Twoją mamę. Jej pokolenie troche inaczej
      patrzy na świat i na życie. Może trochę więcej odpowiedzialności za swoje
      życie...
      • jarzebina_cz Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 11:30
        Sówko, pewnie pamiętasz mój wątek o toksycznym ojcu i strasznych wspomnieniach z
        dzieciństwa... Sama się wypowiedziałaś w temacie i nie żałowałaś dobrego słowa
        smile Ja wyprowadziłam się z rodzinnego domu dwa lata temu i przeprowadziłam do
        innego miasta, do męża. Nie było łatwo zostawić świetnej posady, przyjaciół,
        mamy, ale nie żałuję. Nie mam tu pracy, nie mam znajomych, całe dnie spędzam
        sama ze synkiem , bo tatuś pracuje od świtu do nocy, ale i tak bilans wychodzi
        na plus... Czasami jest mi ciężko i czuję się bardzo samotna, wydaję majątek na
        telefony do mamy i przyjaciółek, ale nie żałuję... Gdy się wyprowadziłam
        nareszcie zaczęłam swobodnie oddychać... Nikt już mną nie pomiata, nie krytykuje
        na każdym kroku, nie niszczy. A jak przyjeżdżam do domu - raz na dwa miesiące -
        jestem najukochańszą (bo jedyną wink córeczką na świecie. Uciekaj Sówko, jak
        najdalej i jak najszybciej. "Kochać to nie znaczy, zawsze to samo...", czasami
        trzeba się oddalić, żeby móc kochać i przebaczyć. Myślę, że wyprowadzka to
        jedyny sposób, żeby uzdrowić Twoje relację z mamą. Trzymam kciuki.
    • mamaszyma Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 11:13
      Sówko, bardzo Ci współczuję, ale.... wieczna gosia ma rację. To także Wasza
      wina/zasługa że jest jak jest. Wynajmijcie chociaz małą kawalerkę, albo
      wyprowadz się do rodziny, cokolwiek, ale uciekaj z tamtąd. Ja sie
      wyprowadziłam od rodziców i od razu wszystko sie poprawiło. Porozmawiaj z mama
      bez emocji, na spokojnie, może pozowli Wam pomieszkać jeszcze do końca roku,
      albo do świat, a jak nie, to zmiataj z tamtąd. Na pocioeszenie Ci powiem, że ja
      się wyprowadziłam na trzy dni przed Świętami Wielkanocnymi, a Ty masz troszke
      więcej czasu! Powodzenia Sówko!
    • kubusala Sowa... 17.12.04, 12:04
      Twoja sytuacja przypomina mi sytuacje mojej kuzynki, która mieszka z mężem i
      dzieckiem u swojej matki. Wiecznie sie kłóca, wiecznie sie wyzywają, wiecznie
      Ja matka z domu wywala i Ona wiecznie szuka mieszkania. potem sie godza i Ona
      przestaje szukac mieszkania i wszystko wraca do "normy".
      Milion razy juz Jej tłumaczyłam,że jak nie oderwie pępowiny od matki to zawsze
      będzie poniżana przez Nią. Matka ich utrzymuje i ma władzę.
      Skoro nie udało mi się dać kuzynce kopa w tyłek, to Tobie pewnie tym bardziej.
      Wiem,że to nie takie proste, ale zastanawiam się dlaczego tak sie boisz
      samodzielności? bo to pewnie o to chodzi.
      Podziwiam Ciebie i Twojego faceta: skoro byliscie na tyle dorośli,żeby zostac
      rodzicami to bądźcie do cholery dorośli do końca. Chyba,że chcesz aby Twoje
      dziecko ogladało scenki kłótni z matką..?
      Sowa, nie chodzi mi o to żeby Cie oceni8ac, ale jak może w końcu 20 osób Toba
      szarpnie to sie opamiętasz. Pamietaj im szybciej ptak nauczy sie samodzielnie
      zdobywac pokarm tym lepiej mu to bedzie szło, a jak tylko będzie siedział w
      gnieździe i dziób otwierał to jak zabraknie zywiciela-z głodu zdechnie.
      pozdrawiam!!
      • pola777 Re: Sowa... 17.12.04, 12:43
        Sowa, ja sie zgadzam z gosia.. tak cie tu czasem czytam i mam wrazenie ze
        tracisz kupe czasu na gadanie o swoich psiapsiolkach, innym pomagasz, a sobie
        nie pomozesz? moglabys te serialowo dramatyczne dylematy zastapic dzialaniem na
        swoja wlasna korzyscsmile
        a chlopa twojego to na twoim miejscu bym dawno pogonila do roboty ja nie wiem
        na co wy czekacie??????? Facetem trzeba posterowac , nakierowac go na dobra
        droge, jak mozesz w ogole PATRZEC na takiego kolesia co 24/h siedzi przed
        komputerem? sami sobie winni jestescie ale przeciez nic stracone. Jestes mloda,
        nieglupia, zamiast narzekac bierz sie do roboty i jeszcze matce pomozeszsmile

        trzymaj sie i przestan tak wglebiac sie w sytuacje swoich kolezanek , zastap to
        madrym dzialaniem na swoja korzysc.
      • kuku-007 Re: Sowa... 17.12.04, 13:00
        A ja uważam, ze mama zrobiła ci najlepszy prezent świateczny, jaki mogła: dała
        ci wolność. Dlaczego nie chcesz jej wziąć? Jesteś osobą dorosłą (w domysle -
        dojrzałą), masz dziecko, za które jesteś odpowiedzialna. Ciuchy ciążowe twojego
        projektu są super. W przyszłym roku zamierzam je nosić smileMasz w ręku wszystkie
        atuty, żeby stać się naprawdę samodzielną, samowystarczalną kobietą, której
        nikt nie napluje do kaszy. Dlaczego z nich nie korzystasz? Dlaczego tkwisz w
        uzaleznieniu od toksycznej osoby, która cie niszczy?
        Twoja matka z tego co piszesz jest bardzo podobna do mojej, nawet nie wiesz jak
        bardzo. tak samo mnie gnoiła, chociaż nie byłam na jej utrzymaniu, pracowałam i
        odnosiłam sukcesy. Niestety mieszkałam z nią i to wystarczało.
        Wiele lat temu wyprowadzaliśmy sie z hukiem w boze narodzenie, kilka miesięcy
        po ślubie. Propozycja, żeby chwilowo u niej zamieszkać wyszła od niej. Mój mąż
        nie zgodził się, żebysmy rozbudowali dom matki (za jej namowa) i zamieszkali
        razem na stałe, o co miałam do niego żal, ponieważ moim zdaniem było to
        rozwiązanie najlepsze dla nas w tamtym momencie. Byłam przyzwyczajona do
        toksycznych zagrań mojej matki, on jednak widział, że nie jest to normalne
        zachowanie. Bardzo szybko okazało się, że miał rację i wyprowadzka (dośc
        gwałtowna) była jedną z najlepszych decyzji w naszym zyciu, kto wie, czy nie
        najlepszą. Wreszcie mieliśmy spokój i wszystko inne, praca, finanse, od razu
        zaczęły się lepiej układać, między nami również smile MOja mama przez te lata w
        ogóle sie nie zmieniła. Teraz, kiedy pomyślę, że moglibyśmy mieszkać razem z
        nią, przechodzą mnie ciary i dziekuje Bogu, że mnie od tego ustrzegł.
        A trudno było tylko na początku. Szybko zrobiło sie radośnie, dumnie i
        spokojnie. I tak jest do dziś.
        Wieczna Gosia ma rację - wyprowadzka to najlepsze wyjście. I nie ma na co
        czekać (że święta, opłatek itp.) To niczego nie zmieni. Znów będzie przez
        chwilę lepiej, a potem... Lepiej będzie wtedy, kiedy się wyprowadzcie. Zrób to,
        sówko, a zobaczysz, że wolnośc (zwłaszcza ta psychiczna) to cudowny stan,
        którego nie zamienisz na żaden inny. Sorki, że się tak rozpisałam, ale domyślam
        się, co czujesz. Sama to ćwiczyłam smile
        pozdrawiam, kuku
    • anek.anek Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 12:50
      Sówko, jeśli masz taką możliwość to siędo tej babci wyprowadź. Na pewno
      przyjmie was z otwartymi ramonami! a mieszanie rodziny w "wasze" sprawy?
      Przecież babcia do rodziny należy, i to najbliższej. Czego Ty się boisz, będzie
      awantura? No, to będzie! Może taka decyzja o natychmiastowej wyprowadzce
      spowoduje, że matka trochę ochłonie? Przemyśli?
      Z własnych doświadczeń wiem, że najważaniejsze to nie dać się wepchać w skórę
      tego słabszego. Unieś się honorem i naprwdę się wyprowadź! Nie znam szczegółow
      Twojej sytuacji, ale jeśli będziesz non-stop obrażana, poniżana itd, i bęziesz
      na to pozwalać to nie spodziewaj się żadnych zmiansad To Ty musisz w końcu
      podnieść głowę i powiedzieć KONIEC, NIE MASZ PRAWA! i wyprowadź się. Stań
      sięzmina i z łatwo nie wybaczaj!
    • wieczna-gosia Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 13:08
      Sowa,
      Ja rozumiem, ze ty sie boisz nieznanego- glownie.
      Powiedz sobie tak- do toksycznego gniazda zawsze zdarzysz wrocic jesli ci sie
      kompletnie nie pouklada. Nie wyladujesz pod mostem, bo twoja mama oprocz tego
      ze za fajna nie jest nie jest swinia i cie przyjmie spowrotem. Ale przy takich
      decyzjach warto zaszarzowac. Zepniecie sie wtedy z niemezem, a swiadomosc ze
      ewentualnie trzebaby bylo wrocic z bagazem w zebach i powysluchiwac jakas
      pie.. ze sie wyprowadzasz i wracasz pozniej tylko doda ci determinacji wink
      Jak nie sprobujesz to sie nie dowiesz czy umiesz se poradzic wink
      • samumer Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 13:19
        Sądzac po braku odpowiedzi od autorki postu myślę, że chyba się jednak Sówka
        wyprowadza.
        • wegatka Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 13:44
          Sówko, strasznie Ci współczuję tej sytuacji.
          Można teraz wiele doradzać, szkoda tylko, że chwile będą święta, niestety nie
          dla wszystkich wesołe i radosne...
          Jak można przed wigilią kogoś wyrzucić z domu, a potem usiąść do świątecznego
          stołu tak jakby nic się nie stało?

          Sowo, ściskam Cię mocno i trzymam kciuki, żeby wszystko się Wam jakoś
          poukładało.
          • sowa_hu_hu dziewczyny... 17.12.04, 15:38
            jestem, jestem...
            rozmawiałam z babcią i po tej rozmowie wiem ze do niej sie wyprowadzic nie
            moge sad poza tym u niej w domu jest totalny remont o którym zapomniałam więc
            gdyby nawet to odpada... babcia niby by chciała pomóc ale wiem ze nie chce sie
            w to mieszać...
            więc jedyne co by mi teraz pozostało to dom samotnej matki...
            mój facet poprosił mnie o 2 tyg czasu , do nowego roku powiuedziałze znajdzie
            prace nawet za 700zł a drugie tyle będzie dorabiał i ze sie wyniesiemy...
            ostatnio tez tak mówił i nic z tego nie wyszło no ale jakiż ja mam w sumie
            wybór... postanowiłam dac mu te 2 tyg i jakos przebiedowac w tym domu...
            chociaz świąt sobie nie wyobrażam...
            tym którym sie wydaje ze ja chce tu mieszkac to źle sie wydaje... i wcale od
            mojej mamy nie wymagam , nie żądam pomocy! ja chciałabym zyć bardziej po
            swojemu ale ona mi na to nie pzowala , wiecznie sie wtrąca i krytykuje...
            nie jestem jakimś pasożytem - nie siedze całymi dniami i nie zbijam bąków!
            poza tym wytłumaczcie mi co to znaczy pogonić faceta do roboty??? mam mu
            pistolet do głowy przyłozyć? rozmaiwałm z nim tysiące razy na temat pracy nawet
            sie wykłócałam... co mam jeszcze zrobić? jeździć za niego na rozmowy
            kwalifikacyjne? on twierdzi ze szuka pracy ale nie ma ofert (chciał znaleźc
            prace za ok 2tys) - teraz twierdzi ze będzie szukał za połowe mniej zeby tylko
            sie wyprowadzić.... jeśli niektórym z was sie wydaje że mnie ejst tu dobrze -
            bo mamusia wszystko za mnie robi itp to sie mylicie... ja bardzo bym sie
            chciała wyprowadzić ale prawda jest taka że sama nie podołam choćby nie wiem
            co! dziecko jest za małe na przedszkole wiec do pracy iśc nie moge - a jesli
            chodzi o opiekunke to tyle samo bym musiała jej zapłacić ile bym zarobiła... a
            iśc do pracy tylko po to zeby komuś coś udawadniac jest bezsensem...
            ja naprawde chce zacząc zyć po swojemu , mieć swoje cztery kąty i prowadzić je
            tak jak ja uwazam za słuszne...
            zbyt wiele razy próbowałam żeby coś sie zmieniło ale jak ktoś nie zauwaza
            niczego pozytywnego tylko wciąż napiernicza to człowiek moze zwatpić... głupie
            przykłady - ugotuje jakiś pyszny obiad - mama nigdy mi nie powie ze dobre -
            zawsze sie musze dopytywac - a robie to przecież zeby rodzinie smakowało , zeby
            ona musiała tego robić... jak pieke ciato to zawsze słysze - a pocóż ty to
            pieczesz...? odniechciewa sie wszystkiego! moze to proste przykłady ale
            jakbyście słyszały ton mojej may i widzialy jej niezadowoloną mine tobyście
            zorozumiały...
            naprawde nie jest łatwo żyć z osobą która przeklina od samego rana - zaczyna od
            kota a kończy na mnie... wiecie jak trudno sie wtedy przełamac i zapytać -
            mamo , w czym ci pomóc?
            a z resztą co ja będe gadac... mogłabym pisac i pisać...
            zaraz usłysze ze to zadne problemy...
            a co do kolekcji to długa droga przedemną zanim coś na tymz arobie tak ze na to
            nie mam co liczyć na razie...
            naprawde moja sytuacja nie ejst łatwa przedewszystkim ze względu na finanse -
            tak ze nie moge tak poporstu spakowac sie , wziąść ddziecko pod pache i
            wyjść... mój niemąż musi mieć dostęp do komputera zeby coś zarobić... naprawde
            wiele tego jest...
            mam tylko nadzieje że te 2 tyg coś przyniosa a jesli nie to co...
            pozostanie mi dom samotnej matki a mojemu facetowi powróct do swoich rodziców...

            • joasiiik25 Re: dziewczyny... 17.12.04, 15:51
              sowko smieszny jest ten twoj facet, ma marzenia ale zero realizacji
              • joasiiik25 Re: dziewczyny... 17.12.04, 15:56
                za szybko naciselamsmile
                jakie on ma wyksztalcenie, ze marzy mu sie tak dobrze platna praca?wiesz ludzie
                dAaja sobie rade za 800zl i nie mieszkaja kontem u rodzicow. My trzy lata temu
                przenoszac sie do R. mielismy ok 1500zl i miko nie mial nagranej pracy, szukal
                tydz. znalazl zarabial 650 i dalismy sobie rade. sami bez pomocy
                rodzicow...moze warto zaryzykowac i zaczac samodzielnie zyc

                powodzenia

                ps: nie raz miko powtarzal,ze b. chce ze mna mieszkac i nawet jak trzeba bedzie
                to pojdzie rowy kopac by zarobic na utzrmanie i samodzielne zycie, facet po
                studiach i z tytulem mgr.
              • triss_merigold6 Re: dziewczyny... 17.12.04, 16:02
                No więc właśnie...
                Mieszkając z rodzicami zarabiałam przynajmniej częściowo na swoje wydatki.
                Jeśli żyję "na swoim" to mogę mieszkać i z Misiem Uszatkiem czy innym
                Colargolem i nikt się nie wtrąca. Co do płac: różnie bywało, jak nie miałam
                wyjścia to byłam hostessą, kelnerką, tłumaczyłam debilne filmy, chodziłam na
                badania ankietowe, bez grymasów i czekania na propozycję wymarzonej pracy.
                Facet Sowy jest leniem patentowanym i kopa powinien dostać już dawno.
                • joasiiik25 Re: dziewczyny... 17.12.04, 16:07
                  dokladniesmile
                  kurcze trzeba byc odpowiedzialnym za swoje czyny, ja 3 lata mieszkam sama tzn
                  nie u rodzicow. mieszkalam u nich jak bylam tzw panienka. Ja sie nie balam
                  przeprowadzki, samodzielnego zycia razem z miko cieszylismy sie ze wspolnych
                  zakopow do wynajmowanego mieszkania

                  teraz po 3 latach nigdy bym nie cofnela czasu, stworzylismy dom dla naszego
                  synka gdzie wiemy,ze nikt nam nie powie "wynocha"

                  maz sam pracuje i nadal dajemy sobie rade.
                  jestesmy wolni bo niezaleznismile
            • triss_merigold6 Sówko 17.12.04, 15:57
              Przeczytaj jeszcze raz co napisała Wieczna Gosia. Przykro mi ale masz chłopa
              nieroba, bo jednak o pracę za niską pensję nie jest zbyt trudno (zwłaszcza
              fizyczną i na czarno). Twojej mamie się nie dziwię, że jest wiecznie wściekła:
              dwie dorosłe osoby na utrzymaniu + dziecko. Świętego by krew zalała.

              Dziecko za małe na przedszkole? Są żłobki. Wiem, że to nie jest idealne
              rozwiązanie ale ludzie kiedy MUSZĄ pracować i samodzielnie się utrzymywać a
              opiekunka kosztuje tyle co pensja oddają dzieci do żłobków. Po to są.

              Chłopu postaw ulitimatum: znajduje pracę natychmiast albo niech spada do
              rodziców, gdziekolwiek. Tobie rodzice mogą pomagać ale nie widzę powodu żeby
              utrzymywali Twojego konkubenta tym bardziej, że zdaje się jest zdrowy.

              Rozumiem, że będziesz miała fatalne święta ale taka jest cena za brak
              samodzielności i wygodę. Twoja mama i tak IMO długę tę mocno nienormalną
              sytuację znosiła. Nie wyraża tego w fajny sposób ale już jej nie zmienisz.
              Zajmij się w końcu własną rodziną i własnym życiem a nie pomaganiem koleżankom
              czy zapraszaniem kogoś do matki na Wigilię.
              Sorry, że tak brutalnie ale postawiłam się w sytuacji rodziców utrzymujących
              bezrobotną, dorosłą parę z dzieckiem.
              • maja45 Re: Sówko 17.12.04, 16:12
                Zgadzam sie z przedmówczyniami-Twój chłop to kompletny nierób-fantasta, który
                nie liczy się z potrzebami Twoimi i dziecka a tylko z własnymi, blizej
                nieokreślonymi.Sorki za brutalną szerośc ale Ty również chyba zbyt długa zyłas
                w jakims wyimaginowanym , wirtualnym świecie-facet, ojciec dziecku( z tego co
                zrozumiłam wkrótce juz dzieciom), zamiast łapać kazdą robotę, marzy o wielkiej
                karierze i pozwala , by jego rodzinę utrzymywała tesciwa. Dla mnie obciach i
                nie dziwię się reakcji Twojej matki-widać taki kubeł lodowatej wody to jedyna
                rzecz, która pozwoli sie wam otrząsnąc z tego dziecinnego marazmu.
                Druga sprawa-pozwoliliście sobie na drugie dziecko w takiej beznadziejnej
                sytuacji ekonomicznej??? Toż to samobójstwo.
                Mimo wszystko pozdrawiam i zyczę znalezienia wyjścia z tej sytuacj.
                Pozdrawiam.
                Marta
                • joasiiik25 Re: Sówko 17.12.04, 16:14
                  a to drugie juz w drodze?

                  szczerze wspolczuje
                  • wegatka Maja45, Joasiiik25 17.12.04, 16:17

                    • wegatka Re: Maja45, Joasiiik25 17.12.04, 16:18
                      Jak wy czytacie, przecież Sowa nie pisze nigdzie, że jest w ciąży, owszem była
                      jakiś czas temu i poroniła.
                    • joasiiik25 Re: Maja45, Joasiiik25 17.12.04, 16:19
                      wiem o co chdzoi.....

                      nie czytalam wszystkich wypowiedzi dopiero pozniej sobie przypomnialam
                      sorki nie sledze zycia sowki na bierzacosmile
                      • joasiiik25 pisze 17.12.04, 16:20
                        jak zaszłam w drugą ciąże to mi powiedziała że mam mieszaknia szukac bo panna
                        z
                        dwójką dzeci nie ma miejsca pod jej dachem...

                        ________________________________________________________
                        mozna z tego wnioskowac cos innego
                        • maja45 Re: pisze 17.12.04, 16:30
                          No właśńie, teżsie tym cytatem zasugerowałam, ale nie znałam wcześniejszej
                          sytuacji Sowy( poronienie).
                          Wtakim wypadku przepraszam, ale mam taką refleksje, ze skoro nie jet w ciązy to
                          moze sama poszuka roboty, a małego pośle do żłobka-to trudne , ale w jej
                          sytuacji bytowej chyba konieczne, bo na pomoc faceta chyba niestety sięnie
                          doczeka....
                          Pozdrawiam.
                          Marta
                        • wegatka Re: pisze 17.12.04, 16:35
                          I to była właśnie ta ciąża, którą poroniła.
                          • maja45 Re: pisze 17.12.04, 16:51
                            Dzięki Wegatko, juz się sama zreflektowałam.
                            Pozdro.
                            Marta
                            • lolka11 mieszkanie dla Sowy 17.12.04, 16:54
                              Sowa, naprawde powinnas wyprowadzic sie od mamy. Nawet do kawalerki. Ciasne,
                              ale wlasne...
                              Chociaz z tego co pamietam, to ty chcialas minimum 3 pokoje, a moze sie myle...

                              Dorota
                            • sowa_hu_hu troche wyjasnień... 17.12.04, 17:04
                              mój facet daje mamie 500zł na miesiąc - wiem że to mało ale musimy tez mieć na
                              przejazdy , na wlanie do baku , na pieluchy i ogólnie na jakieś drobiazgi...
                              czasami tez robie zakupy i gotuje z tego co kupiłam...
                              to nie jest tak ze ona nic nie robi - nie żebym go broniła - pisze różne
                              zlecenia ale płaca nie jest stała i raz pieniądze są raz ich nie ma...
                              oczywiście dużo bardziej wolałabym gdyby on miał normalną robote! a do tego jak
                              widać mu sie nie pali... i to mnie cholernie wkurza - ile ja już sie z nim
                              wykłócałam , ile sie wybeczałam... jesli tym razem nie znajdzie tej roboty to
                              słowo daje kopne go w tyłek i tak sie to skończy!
                              a mój facet ma kwalifikacje do pracy za 2 tys - studiuje prawo , zna
                              perfekcyjnie angielski , jest po szkole informatycznej więc informatyke i
                              komputery ma w jednym palcu , prowadził własną firme internetową , zna sie
                              świtnie na marketingu - znalazł prace za 2,5 tys ale była to tylko praca na 3
                              mies. niestety sad
                              a ja do pracy nie moge iśc bo u nas niestety nie ma żłobków - nie mieszkam w
                              mieście... uwierzcie mi ze etraz to ja bym nawet sprzątać poszła byleby być na
                              swoim... juz kiedyś pracwałam i wstawanie o 4.30 czy praca w nocy rano nie są
                              mi obce...
                              łatwo sie mówi żebymz aczeła zyć na swoim itd... ale jak już wczesniej pisałam
                              nie ejst to mozliwe bez pomocy mojego faceta! ja marze wprost o prowadzeniu
                              własnego domu , praniu i gotowaniu tylko naszej trójce - bardzo bym chciała -
                              ale nie da sie pstryknąc palcami i już...


                              ps. i prosze was nie rozgrzebujcie sprawy mojego poronienia bo nie jest to dla
                              mnie łatwa kwestia...
                              • joasiiik25 Re: troche wyjasnień... 17.12.04, 17:13
                                usprawiedliwiasz GO i siebie a to nie jest rozsadne podejscie do problemu
                                szukasz nie porady, nie wsparcia tutaj a rozgrzeszenia.sory ja tak to widze

                                uciekam bo moj maz na nas czeka
                              • triss_merigold6 Re: troche wyjasnień... 17.12.04, 17:26
                                Sówko jako formalnie samotnej i bezrobotnej matce przysługują ci różne
                                świadczenia i zasiłki + pierwszeństwo przy przyjmowaniu dziecka do żłobka i
                                zniżki na opłaty. Jesli w Twojej miejscowości nie ma żłobka to przenieście się
                                gdzieś gdzie jest. Samochód macie? Jeśli piszesz o benzynie to wnioskuję, że
                                tak więc jesteś mobilna i możesz szukać pracy dalej.
                                Swoją drogą przy takich dochodach utrzymywanie samochodu to IMO fanaberia.

                                Facet ma kwalifikcje ale nikt mu nie chce dać tych 2 tysięcy. Trudno.
                                Kwalifikcje mu nie zmarnieją jeśli pójdzie do pracy za mniej. Jak się nie ma co
                                się lubi to się lubi co się ma.
                                Miałaś czas żeby się usamodzielnić bo na forum na swoją sytuację i relacje z
                                mamą żalisz się od dawna.
                                Sówko, strzeliliście sobie dziecko to bądźcie dorośli.
                                • sowa_hu_hu triss 17.12.04, 17:32
                                  samochodu nie mam!!! mama mi pożyczała...

                                  a kiedy zachodziłam w ciąże mój facet dobrze zarabiał i obiecywał mi bardzo
                                  wiele rzeczy... nie chce o tym mówić i wywlekac tego co było! ale w tamtym
                                  czasie wyglądało na to że wszystko będzie bardzo dobrze! potem okzazało sie że
                                  80% z tego to kłamstwo... musiałam sobie z tym wszystkim jakoś poradzić - łatwo
                                  mi nie było... nie chce tego opisywac ale zapewniam cie że keidy sie z nim
                                  wiązałam sprawy miały sie inaczej... z resztą czego bym nie powiedziała ty masz
                                  juz tak wyrobione zdanie na ten temat ze i tak tego nie zmienie...
                                  nie twierdze ze zupełnie nie masz racji ale w niektórych kwestiach za bardzo
                                  sie zapędzasz i zbyt pochopnie oceniasz - to troche przykre sad
                                  • triss_merigold6 Re: triss 17.12.04, 17:44
                                    Przepraszam, nie znam Twojej wcześniejszej historii, aż tak nie śledzę.
                                    Słuchaj, ja rozumiem, że masz fatalny nastrój przed świętami, że takie układy
                                    rodzinne to o kant d.. potłuc ale też nie obwiniaj ciągle swojej mamy.
                                    Nie wiem, też jestem przewrażliwiona, to będą pierwsze święta po śmierci mojej
                                    mamy i nie czuję się najlepiej.
                              • martaglowacka Re: troche wyjasnień... 20.12.04, 10:24
                                Sowo, ok, Twój Mężczyzna ma takie kwalifikacje, ale co z tego jeśli nie ma
                                takiej pracy. Skoro możecie pozwolić sobie na utrzymanie samochodu to chyba nie
                                jest aż tak źle... A z drugiej strony skoro już auto macie to może niech Twój M
                                zatrudni się jako kurier, rozwoziciel czegokolwiek...Mój Mąż swego czasu też
                                tak zarabiał, choć kwalifikacje ma duże...
                                Skoro Twój Facet taki wykształcony może niech poszuka pracy w większym mieście,
                                a potem do niego dobijecie - kurcze możliwości widzę 100, aby tylko nie
                                siedzieć z założonymi rękami...
                                Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
                                Marta
            • wieczna-gosia Re: dziewczyny... 17.12.04, 19:51
              Sowa.
              To SA problemy.
              Ale moja droga od jak dawna nam sie wyzalasz?
              Twoja mama nie jest taka od wczoraj.
              I nie od wczoraj o niej slyszymy.
              Sowka badz dorosla- meszkasz w koncu niedaleko Krakowa. Poszukaj opiekunki z
              kims na spolke, albo mamy z dzieckiem ktora chce dorobic. Albo sama sie zajmij
              czyims dzieckiem. Wnajmij mieszkanie z kims na spolke. Sowa- kazdemu sie zdarza
              ze ma gorzej. Kazdego przy tym bezrobociu moze dotknac strata pracy. Ale u was
              mam wrazenie ze jest constans. Wezcie sie w garsc. Nikt ci tu nie chce dowalic.
    • mamadwojga Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 17:05
      Pomyślałam sobie co bym zrobiła w Twojej sytuacji i mimo wszystko myślę że
      Twoja sytuacja wcale nie jest taka beznadziejna żebyś od razu myślała o domu
      samotnej matki. To jest ostateczność.
      Ja nigdy nie miałam z rodziną "na pieńku" ale też utrzymuję się sama (teraz mąż
      mnie utrzymuje) od 18 roku życia. I nie wyobrażam sobie mieszkania z rodzicami.
      Moje życie też mnie nie raz kopnęło, przeżyłam i bezrobocie i mieszkanie w
      hotelu robotniczym i waletowanie w akademikach i wynajmowanie mieszkań i pustkę
      w portfelu. Mąż (mgr inż.) wyjeżdżał na budowę za granicę, sprzedawał lody i
      imał się wielu różnych prac po to byśmy jakoś przeżyli. Nie było łatwo, wylałam
      morze łez ale wyszłam z tego silniejsza.
      Wiem że z pracą jest trudno ale taka jest prawda że kto chce ten pracę znajdzie-
      tyle że niestety marnie płatną najczęściej. Ale mając coś nawet źle płatnego
      można powoli rozglądać się za czymś lepszym. Ponieważ nie masz ślubu, w
      przypadku posłania dziecka do żłobka miałabyś z pewnością ulgę w opłacie stałej
      i opłacałabyś tylko posiłki. Czyli żłobek kosztowałby Cię najwyżej 80-90 zł
      miesięcznie, wynajęcie mieszkania za niewielkie pieniądze jest na pewno trudne
      ale może popytać w akademikach, odkupić skierowanie, popytać wśród znajomych.
      Może na początek wynająć tylko pokój. Z pewnością przysługuje Ci jako samotnej
      matce jakiś zasiłek. Trzeba się tylko wziąć w garść. Nie robić wszystkiego na
      hurra, dobrze rozejrzeć, zacząć od szukania żłobka i jakiejkolwiek pracy.
      Podkreślam JAKIEJKOLWIEK. Jak we dwoje znajdziecie pracę za 600 złotych to już
      razem będziecie mieć 1200. A to już jest suma przy której można zacząć żyć na
      swoim.
      Wiem że to łatwo mówić siedząc sobie spokojnie w swoim domu, ale jak dokładnie
      przemyślisz sprawę to przyznasz mi rację.
      • sowa_hu_hu joasik 17.12.04, 17:20
        dziękuje za twoje rady! jesli robisz to złośliwe to mam nadzieje ze dobrze sie
        bawisz!
        gdybyś zechciała zauwazyć to ja nikogo nie usprawiedliwiam - chciałam tylko
        wyjaśnić jak sprawa sie ma zeby nikt nie myślał ze nie dokłądamy na dom ani
        grosza a mój facet siedzi cały dzien i ogląda tv!
        wiem doskonale jaki on jest i nie mam zamiaru go bronić! ciesz sie ze ty masz
        super idealnego faceta i nie musisz sie borykać z kimś takim jak mój chłop!

        • joasiiik25 Re: joasik 18.12.04, 08:43
          sowko uwierz ze w mioch wypowiedziach nie ma ani odrobine zlosliwosci.

          wiesz facetow, mezow, kochankow itp wybieramy sobie same smile wiec
          chyba "widzialy galy co braly"

          wiem wiem,ze faceci sie zmieniaja ale zawsze to wczesniej da sie wylapac tzn:
          jakies nieprawidlowosci w zachowaniu waceta, jego braki, ulomnosci i
          rozne "zapaly"

          pozdrawiam
          • sowa_hu_hu Re: joasik 18.12.04, 08:53
            otóż nie zawsz sie da! kiedy wiązałam sie z tomkiem widzialam z nim wspanialą
            przyszłośc bo tak wszystko super wyglądało i takie były rewelacyjne
            perspektywy - wszystkie kolezanki zazdrosciły mi takiego faceta - u mnie w domu
            go ubustwiali... tak ze nie tylko ja dałam sie nabrać...
            nie będe pisac o szczegułach bo po prostu nie chce!
            wiem jedno - jak go poznałam wydawał mi sie najbardziej odpowiedzialnym facetem
            jakiego znam... nie będe siebie obwiniac za to że on mnie oszukał...
      • maja45 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 17:23
        Mieszkacie na wsi, ale chyba w poblizu jest jakieś miasteczko, gdzie
        moglibyście wynająć kawalerkę i posłać dziecko do złobka.Prowadzić firmę
        internetową Twój facet może na wsi w mieście i na ksiezycu, byleby miał dostep
        do netu, a i ty miałabyś większe mozliwości znalezienia roboty niż na wsi.
        Co do kwalfikacji męza-sorki , ale znam wielu ludzi po studiach , znających
        angielski, którzy albo pracuja za grosze( bo takie mamy czasy), albo sie pakują
        i wyjeżdzaja do Anglii lub Irlandii, gdzie mozna znalezć niezła prace.Nie
        mysłeliście o emigracji?
        Bez mieszkania, pracy, dorobku powinno być wam latwo podjac tak decyzje.
        Moim zdaniem jakoś specjalnie piętrzycie trudności, by nic ze swoim życiem nie
        zrobić.
        No i jak w tej sytuacji zachowuja sie rodzice Twojego faceta, biernie się
        przypatrują?
        Marta
        • sowa_hu_hu rodzice mojego faceta... i kwalifikacje w pracy... 17.12.04, 17:28
          ogólnie mają wszystko gdzieeś - ciesza sie że to nie u nich mieszkamy...
          kontakty z synem mają bardzo słabe...
          mamusia przezyć nie moze że synek kariery nie zrobił itd
          ich rodzice nam na opewno w zadne sposób nie pomogą! nigdy na to nie liczyłam!
          jedyne co mnie kłuje to totalny brak zainteresowania wnukiem ale to już inny
          temat...

          a co do kwalifikacji to jest to róznie - jedni ich nie posiadają a mają super
          płatną robote , sa i tacy którzy mają dwa fakultety a pracy niestety nie...
          ale ja sie nad innymi zastanawiac nie mam zamiaru - mnie interesuje mój chłop i
          to co on moze zrobić ze swoimi kwalifikacjami! uwierzcie mi to bardzo
          inteligenty człowiek ale większego lenia nigdy nie spotkałam! gdyby tylko
          chciał byłoby inaczej - ja to wiem! mam nadzieje ze coś do niego w końcu
          dotatrło - jeszcze dziś z nim będe rozmawiac...
          • joasiiik25 Re: DO SOWY 18.12.04, 08:50
            a co do kwalifikacji to jest to róznie - jedni ich nie posiadają a mają super
            płatną robote , sa i tacy którzy mają dwa fakultety a pracy niestety nie...
            ale ja sie nad innymi zastanawiac nie mam zamiaru - mnie interesuje mój chłop i
            to co on moze zrobić ze swoimi kwalifikacjami! uwierzcie mi to bardzo
            inteligenty człowiek ale większego lenia nigdy nie spotkałam! gdyby tylko
            chciał byłoby inaczej - ja to wiem! mam nadzieje ze coś do niego w końcu
            dotatrło - jeszcze dziś z nim będe rozmawiac...

            napisalas jasno :
            "ale ja sie nad innymi zastanawiac nie mam zamiaru - mnie interesuje mój chłop"

            zobacz piszesz,ze innych sytuacja cie nie obchodzi( tak ja to zrozumialam) a
            oczekujesz zrozumienia u nas, chcesz zeby ona nas obchodzila

            wiem,ze piszesz w emocjach ale to nie tlumaczy wszystkiego.

            TY CHYBA Z NAMI CZUJESZ SIE BEZPIECZNA poniewaz kazdy (prawie) dawal ci
            wsparacie (psychiczne) rozgrzeszenie, podawal dokladne instrukcje jak zyc jak
            postepowac.
            Zacznij myslec i dzialac samodzielnie bez wiernych kibicow
            • sowa_hu_hu joasik zastanów sie co piszesz 18.12.04, 08:59
              joasik prosze cie daj mi już spokój...

              kolejny raz nie zrozumiałaś o co mi chodzi... skoro pisze że mnie innych losy
              teraz nie interesują to chyba nie trudno sie domyslić w jakim sensie!
              same dziewczyny mi napisały że nie powinam sie zajmowac problemami innych tylko
              w końcu zająć sie swoimi... nie będe teraz siedzieć i płakac nad swiatem tylko
              w końcu chce co zrobić w swoim życiu a ty mi piszesz że to jest złe! no weź sie
              zastanów!

              ja niczego od was nie oczekuje! tym bardziej od ciebie!
              jeśli ktoś chce mi doradzić to to robi , jesli nie to nie - proste i logiczne!
              • joasiiik25 Re: joasik zastanów sie co piszesz 18.12.04, 09:05
                pokarz mi gdzie ja napisalam,ze zle robisz zajmujac sie swoim
                zyciem??????????????????????????????????????????????????????????????????????????
                ????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????
                chodzi mi o to stwierdzenie, ze inni cie nie interesuja.
                oczywiscie,ze zle (moze fakt w tej chwili malo istotne dla ciebie)
                ale jak sie orientuje nie ty jedyna tu masz takie problemy, a mimo tego
                dziewczyny cie wspieraja nic nie mowiac o swojeje sytuacji (chyba zapominaja na
                chwile o niej). wiec zacznij czytac uwaznie wszystko a nie to czego sama
                chcesz....

                powiem ci szczerze ze jakos z gory zakladam,ze nic sie w Twoim zyciu nie
                zmieni ,ani teraz ani za 2 tyg. Oczywiscie chce zebym sie mylila, nawet nie
                wiesz jak bardzo

                pozdrawiam
                • sowa_hu_hu Re: joasik zastanów sie co piszesz 18.12.04, 09:15
                  z góry zakładasz że nic sie nie zmini ale bardzo chcesz zeby sie zmieniło -
                  bardzo to sensowne i logiczne!

                  jesli byłabys tak miła to nie pisz więcej w tym ani w innych moich wątkach bo z
                  twoich rad i tak nie skorzystam...

                  ja myśle jednak ze ciebie bawi ta sytuacja - zwłaszcza występowanie w roli tej
                  mądrzejszej - zyciowo zaradnej...

                  ps. kiedy inni mają problemy tez im radze i nie tylko na forum więc po raz
                  drugi podkreślam że na opak zrozumiałas to co napisałam!!!

              • anna.michal Re: Mail na priv 18.12.04, 16:45
                Sowa wysłałam ci maila na pocztę gazetową.

                Trzymaj się i weź się w garść.
        • triss_merigold6 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 17:32
          No właśnie! Do jasnej Anielki mój znajomy inżynier z perfekcyjnym angielskim +
          znajomością programowania właśnie wyjechał do Irlandii jako tłumacz dla grupy
          robotników. Pracę stracił jesienią bo firma padła i nie zastanawiał się długo,
          mimo, że ma rodzinę.
          Rodzice faceta nie mają nic do rzeczy, nie mają obowiązku finansować dorosłego
          i pełnosprawnego gościa. Może im wcześniej zaświtało, że syn jest leniem?
      • sowa_hu_hu ja mieszkam na wsi - u nas nie ma żłobka :( 17.12.04, 17:23
        już to wyzej pisałam - teraz mieszkam na wsi a jak sie przeprowadzimy to do
        miesciny obok w której nie ma czegoś takiego jak żłobek...
        ja od poniedziałku ide sie pytać o mieszkania!
        kiedyś fakt myslałam o 3 pokojowym bo mój chłop szukał pracy za 2 tys... a
        teraz mi sie wszystko zweryfikowało...
        mam nadzieje że jak zaczne nowa kolekcje to jakoś to ruszy i będziemy miec z
        tego moze z 500zł miesięcznie - mamy dużo zamówień więc moze sie uda...
        • nocula Re: ja mieszkam na wsi - u nas nie ma żłobka :( 17.12.04, 18:32
          Wiesz Sowo tak przypadkiem tu weszłam. Mieszkam 10 km. od Ciebie więc niejako
          realia znam. Dostałaś niezłą porcję krytyki, ale chyba troszeczkę słuszniesmile.
          Praca za 2 tys. tutaj..No cóż mój mąż ma studia ekonomiczne, język a jakże i
          pracuje za 1500 miesięcznie, dodam że ma 20 lat pracy za sobą. Cóż takie czasy.
          Z drugiej strony wynajęcie mieszkania w pobliskich małych miasteczkach i w
          ogóle życie tutaj jest tańsze niż w dużym mieście. Może należałoby przestać
          szukać mieszkania w dużym mieście, a rozejrzeć się po okolicznych małych
          miastach w których są bloki, i ludzie wynajmują w nich mieszkania. Faceta
          faktycznie kopnąc w tyłek, pracę w naszym rejonie można znależc czy na czarno,
          czy normalnie, ale nie za taką kasę. Nie wiem zresztą jak Twój facet jako
          mężczyzna znosi tę sytuację, chyba dla niego to też trudne. Może wjedź mu na
          ambicję, tego z reguły żaden dobrze nie znosi. Przecież od biedy może wyjechać
          na zbiór owoców do np. Francji, tak robi mój kuzyn i utrzymuje rodzinę. To w
          naszym regionie popularna forma, nie twierdzę ze najlepsza, ale chyba lepsza
          niż to co macie. A mamie się nie dziw, może chce po prostu odpocząć, to jej
          prawo.
      • mama_julci22 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 17:47
        Witaj Sówko własnie jestem w trakcie przeprowadzki i nie łatwo mi z tym,ale
        uparłam sie bo byłam w podobnej sytuacji,rok temu wyprowadziłam sie od mamy tez
        przed swietami,a teraz znowu sie przeprowadzam jak najdalej moge bo choc to
        jest moja mama to jest strasznie "toksyczna osoba" a ja głupia nie umiem sie
        jej sprzeciwicsad
        Zgadzam sie z wieczną Gosią i jesli musisz to dotrwaj do nowego roku ale potem
        uciekaj gdzie pieprz rosnie,bo i Twój synek tez na tym ucierpi.
        Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za Wassmile
        • ma.dzia Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 17:51
          Witaj Sowa!To przykre,ze tak sie to uklada... Kiedys mysleliscie o
          przeprowadzce do Krakowa, tam chyba latwiej o prace i zlobki sa? Moze najpierw
          Twoj facet powinien sam znalezc prace i rozejzec sie za mieszkaniem a potem
          zabrac Was? Musicie dzialac, trzymam za Was kciuki.
          • sowa_hu_hu triss................................. 17.12.04, 18:10
            to nie ejst tak ze ja tylko obwiniam mame! ja wim za co ona może mieć do mnie
            pretensje ale wiem też że jest czasami , nawet cześto bardzo niesprawiedliwa...
            gdybyś z nią troche pomieszkała sama byś zobaczyła jak to jest...
            ja nie uważam sie za super człowieka - wiem że częśto źle robie albo za mało
            robie... ale moim zdaniem nie zasłużyłam na takie traktowanie , chyba żadna
            osoba na to nie zasługuje... ja juz to wiele razy podkreślałamże bardzo mame
            kocham ale nie moge pogodzić sie z tym i akceptować tego jak sie w stosnku do
            mnie odnosi... wiem ze zycie dało jej w kośc ale dlaczego to odbija sie an
            mnie...? prawda jest taka ze moja siostra sie wyniosła bo miała dośc jej
            wtrącania sie , kontroli i awantur... podejrzewam ze ojceic znalazł sobie inna
            babe z podobnych powodów... zawsze mamay broniłam i winiłam ojca ale teraz po
            czasie kiedy mieszkam z nią sama widze że wina wcale nie lezy po jednej
            stronie... moja mama jest bardzo trudnym człowiekiem we współżyciu... gdybyście
            wiedziały o jakie ona rzeczy potrafi sie czepiać , jak ona świetnie wyładowuje
            sie na mnie kiedy wstanie lewą nogą... czy gdbybym odkurzała całymi dniami tak
            jak to jej sie marzy byłaby dla mnie iona? dlaczego ja mam być takim samym
            niewolnikiem sprzatania jak ona...? moja mama naprawde na tym punkcie ma coś
            nie tak - nawet nie wiecie jakie to uciązliwe...
            podejrzewam triss jak bardzo ci źle bez mamay bo wiem że gdyby mojej zabrakło
            nie mogłabym sobie z tym poradzić - przynajmniej na poczatku...
            kocham ją bardzo - całym sercem - ale zaczynam watpić w to czy ona kocha mnie...
            • wieczna-gosia Re: triss................................. 17.12.04, 19:57
              gdybyście
              >
              > wiedziały o jakie ona rzeczy potrafi sie czepiać , jak ona świetnie
              wyładowuje
              > sie na mnie kiedy wstanie lewą nogą... czy gdbybym odkurzała całymi dniami
              tak
              > jak to jej sie marzy byłaby dla mnie iona? dlaczego ja mam być takim samym
              > niewolnikiem sprzatania jak ona...? moja mama naprawde na tym punkcie ma coś
              > nie tak - nawet nie wiecie jakie to uciązliwe...

              sowa- bo u niej mieszkasz.
              nie, nie wiemy jakie to uciazliwe.
              mieszkalam 3 miesiace u tesciowej ktora jest aniolem i ja uwielbiam i juz obie
              mialysmy dosyc.
              • sowa_hu_hu . 17.12.04, 20:07
                zdaje sobie sprawe z wszystkiego co mówicie ale jestem juz tak maxymalnie
                zdołowana sytuacją w domu że naprawde cięzko mi czytać niektóre wypowiedzi i
                wciąz tłumaczyć pewne rzeczy...
                i nie radźcie mi że juz teraz mam sie wziąść w garść - może sie wezme ale od
                jutra...
                oprócz tego że każda ze stron zawaliła w jakimś stopniu to mnie jest cholernie
                przykro i źle że mam takie a nie inne stosunki z moja mamą... - tego chyba nikt
                nie wziął pod uwage...
                prawda jest taka że fajnie sie radzi będąc z boku - a moze postapiłybyście
                zupełnie inaczej będąc w mojej sytuacji niż teraz mi radzicie... co nie znaczy
                ze nie jestem wam wdzięczna za wypowiedzi - rady - jestem - i to bardzo!
                dziekuje za zaisnteresowanie!
                w poniedziałek albo juz jutro zaczne pytac o mieszkania i mam nadzieje że
                mojemu facetowi uda sie znaleźc prace... bo jesli nie to nie wiem co zrobie -
                nie wyobrażam sobie mieszkania tutaj - w ogóle nie wiem dlaczego ostatnio
                odpuściłam i dałam sie nabrać na tą gadke o braku pracy...
                ile ja sie musze najeść wstydu za tego mojego chłopa...

                ps. apropos wyżalania - coś mi sie wydaje że juz macie dość mojej paplaniny...
                • linkaa3 ... 17.12.04, 20:14
                  Nie chodzi o to ze nie mozesz sie wyzalic. I nie pisz, ze nie wiemy, co to jest
                  zloszczaca sie matka, nerwy i klotnie. Przynajmniej ja wiem. Po 3 miesiacach
                  pod jednym dachem z moja mama mialam serdecznie dosyc, ona tez. Bo nawet mimo
                  tego ze sie b lubimy itd, to obie jestesmy doroslymi kobietami i kazda chce zyc
                  po swojemu i nie zagladac drugiej w garnki.

                  Zreszta, w momencie jak skonczylam studia, z domu sie wyprowadzilam do
                  wynajetego mieszkania i sama sie utrzymywalam. Uwazam, ze tak bylo zdrowiej dla
                  wszystkich. I nie chodzi o to, ze dre koty z moja matka - nie, my sie naprawde
                  lubimy.

                  L.
                  • triss_merigold6 Re: ... 17.12.04, 20:23
                    Wiesz linkaa, moja ciotka (b. kochająca swoją mamę zresztą) zawsze twierdziła,
                    że dwie gospodynie w jednej kuchni to o jedną za dużo i coś w tym jest.
                    Kiedy juz jako pełnoletnia, studiująca kobieta mieszkałam u rodziców to nadal
                    czułam się jak dziewczynka, mimowolnie wszyscy tworzyli taki klimat.
            • linkaa3 SOWA!!! 17.12.04, 19:57
              Bede brutalna i to bardzo!

              Masz dziecko i to jest teraz Twoj podstawowy obowiazek. Dziewczyno, obudz sie,
              musisz go nakarmic i ubrac i zyc samodzielnie, dla niego wlasnie. Matka
              niezaleznie od charakteru nie ma obowiazku Cie utrzymywac.

              Ty ciagle - ona mnie nie kocha, nie lubi, przeklina, krzywo na mnie patrzy.
              OBUDZ SIE!!! Jestes dorosla baba, masz dziecko - to Twoja rodzina najblizsza.

              A ojciec dziecka ma obowiazek na nie lozyc - wystap o alimenty jak nie chce isc
              do pracy, postaraj sie o zasilki, zacznij sprzatac nawet na czarno - piszesz o
              tym, a nic nie robisz, tylko lzy lykasz ze Twoja matka Cie nie kocha.

              Ma Cie po glowce poglaskac i chwalic, ze jestes takim cudem? A jak tego nie
              doczekasz? Sama sie musisz lubic przede wszystkim i uwierzyc w siebie, a nie
              siedziec na 4 literach i szlochac. Od placzu jeszcze nic nikomu nie przybylo.

              Facet nie ma pracy - Ty szukaj, nie bedziesz miec problemu ze zlobkiem, niech
              siedzi z synem. Zobaczysz jak pogna do roboty.

              I przestan narzekac na matke. Co Ci to daje? Nie poglaszcze Cie po glowce,
              wybacz, Ty masz sie wziac w garsc, i to Ty masz zadbac o siebie i swoje
              dziecko, a nie czekac az ktos to zrobi (facet, matka). Skad masz pewnosc, ze
              gosc Cie wiecej nie oklamie? A jesli, co wtedy zrobisz, jak sobie dasz rade?

              Powodzenia w realnych dzialaniach,
              L.
              • sowa_hu_hu Re: SOWA!!! 17.12.04, 20:09
                • sowa_hu_hu Re: SOWA!!! 17.12.04, 20:15
                  naprawde bardzo relaistyczne rady... wziąś alimenty , robote na czarno i wtedy
                  będzie OK? za to będe mogła sie utrzymac ja i dziecko? to moze napisz mi w jaki
                  sposób?
                  jak już dajecie rady to takie zebym mogła z nich skorzystać...
                  • linkaa3 Re: SOWA!!! 17.12.04, 20:19
                    A nie realistyczne? Mam znajome po elitarnych studiach, ktore w podobnej
                    sytuacji pielily ludziom ogrodki (w grudniu nie da rady) i sprzataly. I
                    oszczedzaly na kazdym kroku, zeby sobie poradzic.

                    Do pracy na czarno Cie nie namawiam, moze legalnie znajdziesz?

                    Sezon przedswiateczny, nie mozesz komus okien myc?

                    Wiesz, jak sie ma miekkie serce, trzeba miec twarde co innego. A Ty masz za
                    miekkie serce dla swojego niemeza.
                    • sowa_hu_hu Re: SOWA!!! 17.12.04, 20:26
                      w tym momnecie to ty mówisz tylko o myciu okien - ja tez bym mogła to robić bo
                      już to robiłam i nie jest mi to dziwne! gdybym tylko miała z kim dziecko
                      zostawić... i nie chodzi mi o to czy robota jest czarna czy biała chodzi o to
                      co napisałas - zebym poszła do pracy , wzieła zasiłek i alimenty - i to mi niby
                      pozwoli na wyprowadzenie sie? i na jakie zycie dalej? bo skoro alimenty to z
                      ojcem mojego dziecka bym nie była... jakoś mi sie ten scenariusz nie klei...

                      a co mojego faceta - to co bys zrobiła na moim miejscu skoro uwazasz ze ja
                      takie miękkie serce mam? nawet nie wiesz ile było z mojej strony działań żeby
                      coś w końcu sie ruszyło... poradź mi więc co mam jeszcze zrobić! zmusić go?
                      jak? zostawić go moze? i co wtedy zrobie sama z dzieckiem? co innego gdybym
                      miała skończoną szkołe i prace... widze ze naprawde łatwo ci sie mówi... szkoda
                      że w ogóle nie potrafisz sie wczuć w moją sytuacje... z tego co widze
                      postrzegasz mnie jako jakąś panienke z okienka która nic nie robi i jeszcze
                      głaszcze swojego faceta po głowie a na dodatek pasozytuje na własnej matce!
                      • nanuk24 Re: SOWA!!! 17.12.04, 21:14
                        Jak to nie masz z kim dziecka zostawic? Skoro Twoj chlop raczy siedziec w
                        domu,to nie moze zajac sie dzieckiem, a Ty nawet komus pojdziesz okna umyc?
                        a co do faceta... jezeli juz wszystkiego probowalas, zeby wreszcie poszedl do
                        pracy i nic. To tak , postawic mu ultimatum. Albo sie ruszy wreszcie, albo niech
                        sie wynisi. Ty jeszcze na tym mozesz zyskac, bo moze matka skonczy Cie wykanczac
                        psychicznie1. Wiesz, baba z wozu, koniom lzej. A dla Twojej matki to jest
                        zupelnie obcy facet.
                        pzdr
                      • linkaa3 Re: SOWA!!! 17.12.04, 21:44
                        Nanuk juz Ci odpowiedziala z kim dziecko masz zostawic - z ojcem.
                        Alimenty dziecku przysluguja, a Ty dalej mozesz z nim byc. Szczegolnie, ze
                        jesli jego na nie nie stac, to dostaniesz z MOPSu chyba (nie znam szczegolow,
                        ale wystarczy na Samodzielnych spytac). Brr, ale skoro nie masz na utrzymanie
                        sie, to musisz korzystac i z takiej formy pomocy finansowej.

                        Wynajecie kawalerki to majatek nie jest, szczegolnie poza Wwa. Jak nas nie bylo
                        stac, to wlasnie w minikawalerce we trojke mieszkalismy i sie cieszylismy, ze
                        osobno.

                        Na Twoim miejscu zadbalabym o dziecko i siebie, jesli jego ojciec nie bierze
                        sie za robote zeby nas utrzymac. Zmusic nie zmusisz, ale chyba nie czytalas
                        mojego posta - dziecko mozesz z ojcem jego zostawic, a sama do pracy.

                        Pewnie ze latwo mi sie mowi, bo mam zdziebko inny charakter i nie znioslabym
                        takiej sytuacji, wynioslabym sie nawet do domu Samotnej Matki, chocby dla
                        spokoju dziecka i swojego. Nie znioslabym, zeby patrzyl jak ktos pomiata jego
                        matka.

                        Ech, nie bede Cie po glowie glaskac, bo masz sie wziac do dzialania, a nie do
                        uzalania nad soba, chyba ze temu drugiemu ten watek ma sluzyc. I gdybym Ci
                        dobrze nie zyczyla, to bym sie nie odezwala.

                        Nie znam Cie w realu i nie wiem co robisz a czego nie, nie oceniam Cie ani
                        Twojego postepowania z wyzej wymienionych powodow. Po prostu uznalam, ze
                        potrzebujesz motywacji a nie uzalania sie nad Toba, co jest moim zdaniem
                        zupelnie bezproduktywne.

                        Powodzenia i nie najezdzaj na mnie, bo rowniez nie wiesz, jak wyglada(la) moja
                        sytuacja.
                        L.
    • nocula PORADZIŁAM 17.12.04, 20:22
      No Sowa ja ci konkretnie poradziłam, może inaczej niż dziewczyny, ale weż to
      pod uwagę i się ustosunkuj, aha dziewczyny w naszych okolicach biorą za godzinę
      opieki nad dzieckiem 5 zł. Przy dobrej organizacji dnia i zaangażowaniu Twojego
      Pana może coś by z tego było.
    • sowa_hu_hu Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 20:44
      tak sobie myśle że w sumie to w większości macie racje i chyba niepotrzebnie
      bronie swojego stanowiska... to chyba prawda że jestem kompletnie nieporadna
      życiowo... teraz pewnie usłysze że sie użalam nad sobą... ale jak sobie
      przeanalizowałam to co mówicie to do takich wniosków doszłam...
      do tego jeszcze zrobiłam smietnik na forum walkując znowu ten sam temat...
      ide spać - może pomysle nad jakąs pracą dorywczą...
      boli mnie głowa , podle sie czuje...
      • virtual_moth Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 21:33
        Sowo, ja Ci poradzę tak:

        Skoro Twój facet nie ma pracy, niech zostanie z dzieckiem, a Ty idź do
        jakiejkolwiek roboty. Może w ten sposób otworzysz mu oczy, a przy okazji coś
        zarobisz.

        Widzisz, ja jestem samotna matką mieszkającą u mojej mamy. Duuuuuuużo bym dała
        za taką opiekunke jak bezrobotny chłop w domusmile)) I do tego ojciec dziecka:-
        ))) Nadmienię, że mam córeczkę w weiku Twojego synka. Niedługo babcia Ali idzie
        na emeryturę i będę mogła dziecko z nią zostawić, a sama iść do pracy. Nie mogę
        się doczekać!

        Pamiętaj też, że żale na matkę na forum to nienajlepszy pomysł. Ja też mogłabym
        tutaj morze łez wylać, ale nie robię tego: zdaję sobie sprawę, ze sama na
        własne życzenie wpakowałam się w taki układ i sama muszę ponosić za to
        odpowiedzialność. A więc: sama wybrałam sobie chłopa, który nie był w stanie -
        podobnie jak Twój - zarobić na dom. Zachowywał się identycznei jak Twój, do
        tego mnie zdradził, więc kopnęłam go w tyłek i tyle. Nie zamierzam jednak
        biadolić, że tak mi ciężko, bo muszę z matką mieszkać, tylko cierpliwie czekam
        aż bedę mogła iść do roboty. A potem się zobaczy.

        Odradzam Ci też wyprowadzanie się na łapu-capu. Najpierw TY znajdź pracę, nie
        licz na chłopa.

        Powodzenia!
      • wieczna-gosia Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 22:39
        to chyba prawda że jestem kompletnie nieporadna
        życiowo.

        no pewnie. W dodatku jestes brzydka gruba i nikt cie nie kocha.
        Zobacz mala ile osob ci tu kibicuje. Ile osob za ciebie trzyma kciuka. Zobacz
        jaka triss mila 9chociaz pewnie sie w niej gotuje jak czyta o rodzicach
        utrzymujacych wlasne dzieci).
        Sowa- prawda jest taka ze najtrudniej zajac sie wlasnym bagienkiem.
        Przyjaciolce latwiej pomoc niz sobie. I jeszcze alibii czlowiek zyskuje ze sie
        soba nie zajal.

        Sowa, kurde.
        Nie jestes nieporadnma zyciowo, tylko starasz tak wypasc. Bo tak latwiej. A
        najtrudniej z dzieckiem pojsc na niepewny los. Ale Sowa warto. naprawde. Warto
        usiasc w najgorszej ruderze, warto dziecku zamiast danonka kupic mleko i to w
        folii. Zaparzyc herbate w odrapanym kubku. I byc u siebie. Jestes mloda. Bardzo
        mloda. Ale trzeba wylesc spod skrzydel mamusi.
        Ja trzymam kciuki i czekam na posta- wyprowadzilam sie- jestem szczesliwa wink
        • triss_merigold6 Re: Gosia 17.12.04, 23:16
          Właśnie ta młodość to kapitał. Bo jeszcze się chce coś zmieniać, działać, są
          złudzenia, które dają kopa. Im człowiek starszy tym bardziej przyzwyczaja się
          do jakichś tam sytuacji, obojętnieje (OK. WIEM, że nie wszyscy), olewa.
          Sówka ma dużą szansę fajnie poukładać sobie życie tylko musi zacząć działać. Ma
          zdrowe dziecko, sama jest zdrowa, bystra, ciepła, potrafi rozmawiać z ludźmi.

          Nie mogę byc obiektywna bo sama miałam rewelacyjne układy z rodzicami, takie
          modelowo pozytywne - wspierający, nietoksyczni. Głupio i niemodnie to brzmi ale
          ja naprawdę miałam w rodzicach przyjaciół (nie kolegów broń Boże) i dotąd mam
          ojca na którego zawsze mogę liczyć. Szanuję i nie nadużywam. Stąd może trudno
          mi zrozumieć zupełnie odmienne relacje.
    • nanuk24 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 20:57
      Droga Sowko!
      Jak juz ktoras z dziewczyn napisala: skoro mama Ci dala dzisiaj wolnosc,
      skorzystaj z niej.
      Wiem, co mowie. Ja tez dostalam taka przymusowa wolnosc. Bylam z facetem. Jaki
      czlowiek, nie bede opisywac, bo szkoda klawiatury. Wyjechalam z nim do Stanow.
      To moja pierwsza wyprawa za granice. Wyobraz sobie, ze mnie tak, jak stalam z
      jedna walizka ze 100$ zostawil na lotnisku. Bylam nielegalnie, bez jez.
      angielskiego, bez pieniedzy, bez mieszkania i bez ani jednej osoby, ktora bym tu
      znala i ktora by mi pomogla. Kompletnie nie wiedzialam, gdzie jestem. Byl
      listopad, a ja bezdomna zostalam zdana na sama siebie. Tylko zyly wtedy sobie
      podciacsad
      Mialam dwa wyjscia: wrocic najblizszym samolotem do Polski, mieszkac katem u
      mamy i robic z siebie posmiewisko lub zostac i pokazac swoja dume.
      Szybko znalazlam dziewczyne, ktora poszukuje wspollokatorki, na drugi dzien
      znalazlam prace w serwisie sprzatajacym. Tyralam od switu do nocy przez siedem
      dni w tygodniu. Nie wstydziam sie tego, ze sprzatam, bylam dumna, ze poradzilam
      sobie sama, majac nienajlepszy start.
      Wyszlam na prosta. Poczatki nie byly latwe. Nigdy nie sa. Nie raz zaplakalam w
      poduszke. Ale gdybym nic nie robila, tylko plakala, zapewne bym nie przezyla.
      Jestem tutaj juz 5 rok. Mam mieszkanie, meza kochajacego i dziecko. I ani razu
      nie pozalowalam swojej decyzji.

      Sowko trzymaj sie! Zycze Ci trafnego wyboru!
      Wieczna Gosia, zreszta wszystkie dziewczyny maja racje. Pakoj sie i zmiatj z
      tego domu, bo obie wykanczacie sie nawzajem
      pzdr
    • izuhaha Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 21:31
      mogę się założyć, że Sowa się nie wyprowadzi. Ani jutro, ani po świętach, ani
      po nowym roku. Przeczytałam bardzo dokładnie wszystkie wypowiedzi w tym wątku,
      zresztą już od pewnego czasu "z grubsza" śledzę wątki zakładane przez
      Sowę: "czy to jest przyjaźń", "zawiodłam się na przyjaciółce", "mama mnie nie
      kocha" i tak w kółko. Problemy takie gnębiły mnie w wieku dorastania - czyli
      koniec podstawówki i początek liceum. Nie spotkałam jeszcze tak infantylnej
      osoby w tym wieku, a w dodatku z dzieckiem. Kiedyś mojej znajomej, która też
      kłóciła się z mamą, a mieszkały razem doradziłam aby się wyprowadziła i zaczęła
      żyć na własny rachunek. I wiecie co? Lepiej, ta mama kupiła jej mieszkanie. A
      ona w chwili szczerości, zresztą w Święta Bożego Narodzenia dwa lata temu
      wykrzyczała mi prosto w twarz, że nigdy mi tego nie wybaczy. tzn. tej rady. Ten
      typ tak ma. Na obiady zresztą do tej pory codziennie śmiga do mamy, pomimo, że
      ma 32 lata. Dodam, że jest samotna.
      • mysia.8 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 17.12.04, 21:58
        izuhaha napisała:

        > mogę się założyć, że Sowa się nie wyprowadzi. Ani jutro, ani po świętach, ani
        > po nowym roku. Przeczytałam bardzo dokładnie wszystkie wypowiedzi w tym
        wątku,
        > zresztą już od pewnego czasu "z grubsza" śledzę wątki zakładane przez
        > Sowę: "czy to jest przyjaźń", "zawiodłam się na przyjaciółce", "mama mnie nie
        > kocha" i tak w kółko. Problemy takie gnębiły mnie w wieku dorastania - czyli
        > koniec podstawówki i początek liceum. Nie spotkałam jeszcze tak infantylnej
        > osoby w tym wieku, a w dodatku z dzieckiem.

        nareszcie ktos to napisal wink
        posty sowy pod tytulem "wyprowadzamy sie", "zaczynam szukac mieszkania" "mąz
        juz prawie znalazl prace" przewijają sie od wielu wielu miesiecy na tym forum,
        dziwie sie ze jeszcze tylu dziewczynom chce sie jej radzic, odpisywac,
        pocieszac...
        oni nigdy sie nie wyprowadza, chyba ze naprawde jej mama doslownie wyrzuci ich
        za drzwi, a wtedy wspolczuje babci, ktorej nagle bedzie musiala przejąć od
        córki utrzymywanie dwojga doroslych ludzi z dzieckiem
      • sowa_hu_hu Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 18.12.04, 08:21
        więc proponuje ci sie założyć - koniecznie o grubą kase skoro jesteś tegho taka
        pewna!
        jesli uważasz że sprawa związana z przyjaźnią nie jest problemem , ze takie
        stosunki z mamą jakie ja mam też nie są problemem to gratuluje wrażliwości!
        moze byś coś napisała o problemach dorosłych!
        tak naprawde guzik o mnie wiesz - nie znasz mnie , nie wiesz jaką jestem
        osobą... to że nie jestem samodzielna nie znaczy że jestem infantylna!
        skąd możesz wiedzieć z czym ja sie jeszcze w zyciu borykam?
        widze że ocenianie innych przychodzi ci bardzo łatwo...
        wiele dziewczyn tutaj nie dało mi bardzo pozytywnego kopniaka żebym sie wzieła
        do jakiegoś działania - ty tez dałaś mi kopniaka , tyle ze w głowe!
        i nie porównuj mnie do jakiejś tam swojej znajomej która sie zachowała jak
        idiotka bo ja idiotką nie jestem! i nie życze sobie takic porównań ok?
        i po cholere czytasz moje watki skoro tak cie drazni moja osoba?
        nie masz pojęcia o tym jak było w moim zyciu , jak jest - zero epatii - tylko i
        wyłącznie bezkonstruktywna krytyka!
        jeśli tak sie zachowujesz w stosunku do osób z twojego otoczenia to im szczerze
        współczuje...

        tak że serdecznie dziękuje za twoje wypowiedzi dorosła "kolezanko"



        • sowa_hu_hu to wyżej jest do izuhna 18.12.04, 08:35
    • joanna35 do sowy_hu_hu 17.12.04, 22:27
      Sówko napisałam do Ciebie na priva
      • inez21 Re: do sowy_hu_hu 17.12.04, 23:07
        Izuhaha i Mysia.8-jesteście strasznie miłe...w wątku gdzie ktoś szuka
        pocieszenia ,trzeba go pocieszuć a nie krytykować we wredny sposób!
        A wy mądrale wiecie jakbyście się czuły i zachowywały w takiej sytuacji???

        Jest takie powiedzenie "Nie oceniaj nikogo jeśli nie szedłeś w jego butach od
        wschodu do zachodu słońca".

        Trochę więcej życzliwości dla innych ludzi!

        Sówko-trzymaj się mocno!!! Z pewnością wszystko się ułoży jak najlepiej!!!
        Pozdrawiam cię gorąco!

        Jeśli są wątkiktóre mnie drażnią to poprostu nie czytam ich i nie zabieram głosu
        i to radzę wszystkim "życzliwym".
    • fiszerowa Lista zadan dla Sowy 17.12.04, 23:25
      Oto lista zadań dla Sowy:

      1. Sprawdzić, w której miejscowości najbliżej jest żłobek i jakie są szanse
      przyjęcia dziecka. Jeśli nie uda się najbliżej, szukać do skutku miasteczka ze
      żłobkiem z wolnymi miejscami

      2. Po znalezieniu żłobka rozpocząć poszukiwania mieszkania.

      3. Po znalezieniu mieszkania rozpocząć dawanie ogłoszeń np. w GW o sprzątaniu.
      Regionalna e-mama też może być.

      4. Po 1.01.2005 r. wyegzekwować od niemęża umowę o pracę (lub zlecenie). Jeśli
      jej jeszcze nie znalazł wyeksmitować do mamusi.

      5. Uwaga! Przed eksmisją niemęża wykorzystać jego siłę fizyczną do
      przeprowadzenia się do własnego mieszkanka i dokonania wszystkich niezbędnych
      prac adaptacyjnych.

      6. Wziąć się ostro do pracy nad nową kolekcją.


      A teraz kilka słów ode mnie wink

      Sówko,

      odkąd pamiętam zawsze byłam samodzielna. Jesteśmy z moją matką tak różne, że
      mieszkanie pod jednym dachem było dla mnie nie do zniesienia.
      I zaczynałam od pokoju we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu.
      Lista którą stworzyłam dla Ciebie, nie jest dowcipem. Ja dokładnie tak bym
      postąpiła.
      Zastanawia mnie Twój upór i niechęć do przeprowadzki w inne miejsce. W obecnych
      czasach i problemach ze znalezieniem pracy, nie można kierować się sentymentem.
      Idzie się tam gdzie jest praca. Nie możesz też tłumaczyć się, że u Was na wsi
      nie ma żłobka. To jest absurdalne wytłumaczenie. Mam duże grono znajomych i
      wierz mi, już prawie nikt z nich nie mieszka w swoim rodzinnym mieście.
      Ja mam na to takie motto życiowe: Mój dom jest tam gdzie jest mój mąż i syn. A
      w jakim to będzie państwie i mieście i czy mieszkanie będzie własne czy
      wynajęte, to nie ma żadnego znaczenia. Ważne żebyśmy byli razem.
      Martwię się też stosunkiem Twojego faceta do pracy. Dziewczyny już o tym
      pisały - jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. A zważywszy że ma
      się dziecko na utrzymaniu, to trzeba się natychmiast wziąć do roboty!
      Trzymam za was kciuki.

      pozdrawiam
      Fiszerowa
      • mamadawidka1 Sówko a Ja cię bardzo dobrze rozumiem 18.12.04, 00:35
        Ja przechodziłam horror w domu dzięki mojej mamie - nie mieszkam z nimi i nie
        utrzymuję kontaktu od 4,5 roku. Byłam bita poniżana i sam pan bóg wie co
        jeszcze. I bardzo dobrze Cię rozumiem trzymam kciuki za Waszą trójkę i oby jak
        najszybciej twój niemąż znalazł pracę trzymajcie się cieplutko. Jak chcesz to
        napisz na gg ale dopiero w poniedziałek będę.
    • kasiuncia25 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 18.12.04, 02:25
      Sówko bardzo mi przykro że jesteś w takiej sytuacji. Trzymam kciuki żeby Wam
      sie wszystko ułożyło jak najlepiej.

      Nie mam zamiaru krytykować Cie ani oceniać sytuacji, Ciebie, Twojego faceta ani
      Twojej mamy. Bez względu na to co sie stało, jak i ile to trwa problem jest
      jeden: przeprowadzka i finanse.
      Wpadło mi do głowy troche pomysłów i dlatego postanowiłam napisać.
      Nie masz z kim zostawić dziecka i wolisz siedzieć w domu (może nie wolisz ale w
      związku z brakiem żłobka nie masz wyjścia) więc możesz pracować w domu. Nawet
      takie składanie dłudoisów czy coś w tym rodzaju przynosi jakieś pieniądze. Jest
      jeszcze wiele możliwości: przepisywanie tekstów, krawiectwo (pisałać cosik o
      ubraniach ciążowych więc wnioskuje że umiesz szyć więc za opłatę można ludziom
      przyszywać łatki czy skracać spodnie), opieka nad innym dzieckiem u Ciebie w
      domu i wiele innych.
      Pomysł drugi jest dla Twojego faceta. Pisałaś że świetnie zna angielski więc
      może dawać korepetycje - napewno są w okolicy dzieciaki które mają problem z
      tym w szkole albo rodzice chcą żeby sie uczyli języków. To nie problem napisać
      50 ogłoszeń i porozklejać w okolicy. Z własnego doświadczenia wiem że można na
      tym zarobić bo sama dawałam korki jak byłam na studiach. A niech sie znajdzie 5
      osób chętnych na dwa razy w tygodniu to 10 godzin tygodniowo po np 25zł. Mogą
      to być też korki z informatyki lub matmy.
      To na razie tyle z tego co wymyśliłam ale jak mi coś wpadnie do głowy to
      napisze.

      Trzymaj sie, głowa do góry, teraz jest źle więc potem będzie lepiej.
      Pozdrawiam cieplutko.
    • umasumak Sóweczko :)) 18.12.04, 08:17
      Sowo kochana, nie masz się co obrażać na słowa prawdy, nawet jeśli są one
      trochę zbyt ostre. Ja mimo, iż Cię bardzo lubię, najchętniej też bym jakoś Tobą
      wstrząneła.
      Prawda jest taka, że jeśli się nie usamodzilnicie, nic w Waszej sytuacji się
      nie zmieni, a na pewno już nie zmieni się zachowanie Twojej mamy wobec Ciebie.
      Piszesz, że masz wątpliwości czy ona Cię kocha. Mam wrażenie, że jednak kocha,
      tylko się zamartwia Twoim brakiem stabilizacji i jej podejście do Ciebie z tego
      wynika. Przecież ona z pewnością boi się, co z Tobą będzie gdy jej zabraknie.
      Widzi, że nie masz oparcia w facecie, że sama też sobie nie radzisz. Piszesz,
      że wobec siostry jest inna. No dobrze, ale siostra z Wami nie mieszka,
      usamodzielniła się, mama nie musi się o nią martwić, przynajmniej pod tym
      wzlędem.
      Z resztą - co tu dużo gadać - jeśli natychmiast się nie zmobilizujecie do
      działania ( a wiesz do jakiego, bo dostałaś wiele cennych rad w tym wątu i sama
      też jakieś pomysły masz), to będziecie grzęźli w kręgu niemocy jeszcze przez
      długi czas.
      Pozdrawiam Cię cieplutko

      Uma
      • umasumak i jeszcze coś :)) 18.12.04, 08:30
        Chciałam Ci jeszcze zwrócić uwagę na to, jak wiele osób przyciągasz Sowo.
        Popatrz ile dziewczyn poświęciło Ci masę czasu i uwagi, po to żeby Ci doradzić.
        Zrób z tych rad użytek, bo są one na wagę złota, tym bardziej, że w więkrzości
        przypadków wynikają z doświadczeń.
        Sowa, nie jesteś typem szaraczka, jak mówisz/piszesz wiele osób Cię
        słucha/czyta i co najważniejsze poświęca swoją energię, żeby Ci odpisać. Nie
        każdy ma taki dar przyciągania Sowo. Jesteś potenacjalnym człowiekiem sukcesu,
        uświadom to sobie. Pzdr
      • sowa_hu_hu Re: Sóweczko :)) 18.12.04, 08:34
        dzięki wielkie za dobre słowo! ja sie z wieloma rzeczami które napisały
        dziewczyny zgadzam - wiem jaka jestem i czas to zmienić - musze sama zacząc
        działac a nie wiecznie liczyć na mojego faceta...
        mam nadzieje że znajdzie prace bo jesli nie to ja już tak żyć nie będe... a
        tkwie w czymś takim już 3 lata i mam dosyć dopytywania sie kiedy znajdzie jakąś
        robote... nie jest to łatwe bo z jednej strony człowiek chce byc razem z ta
        druga osobą a zdrugiej szlag go trafia że ta osoba nic nie robi żeby bylo
        lepiej...
        uma - ja sie nie obrażam za słowa krytyki - absolutnie! jestem wam ogromnie
        wdzięczna - naprawde! chyba mało kto tak potrafi dogadac jak wy smile
        ale jak mi ktos pisze że sie założy że sie nie wyprowadze i porównuje mnie do
        jakiejś skończonej kretynki to spokojna być nie moge!

        w pon zaczne szukać jakiegos mieszkanka małego , codziennie będe tłukla
        facetowi na temat pracy , wyśle projekty do krawcowej i jesli je zaakceptuje
        zacznie sie praca nad kolekcją - tylko musze to zacząc robić sama a nie liczyć
        na faceta! zrobie to sama i mam go gdzieś smile oby tylko to wypaliło i nic złego
        sie nie podziało...

        a co do mamy to ja wiem że ona na pewno ma racje - ale mnie chodzi o to jak ona
        to okzauje - nigdy ze mną nie usiadła i nie powiedziała żebym zaczeła coś
        robić , że ma takie i takie wymagania jesli chcemy tu mieszkać! ona tylko
        wyklina... nie uwazam zebym na to zasługiwała... zarówno ojciec jak i siostra
        wiedza jaka mama jest ale bronią jej z każdej strony bo każdy ma w tym jakiś
        interes...ojciec nie chce zebysmy sie wyprowadzli , nie rozumie czemu nie
        mozemy sie z mama dogadać - nie mieszka tutaj i tak naprawde nie ma o niczym
        pojęcia... a jesli je ma to z opowiadań mojej mamy! a siostra ubolewa nad tym
        ze sie wyprowadze bo mama zostanie sama - " i zostawisz mame samą..." takie mi
        pytania zadaje i jeszcze buduje we mnie poczucie winy - bo oni sie spakowali i
        wyniesli a teraz to ja musze myśleć ze mama zsoatanie w tym wielkim domu
        calkiem sama... ale teraz mam dużo mniej takich mysli - teraz myśle
        przedewszystkim o sobie i dziecku! boje sie zostać z nim sama , boje sie że mój
        facet dalej bedzie sie zachhowywał tak samo... chyba moge mieć takie
        watpliwości...

        • joasiiik25 Re: do sowy....................................... 18.12.04, 08:53
          napisalas jasno :
          "ale ja sie nad innymi zastanawiac nie mam zamiaru - mnie interesuje mój chłop"

          zobacz piszesz,ze innych sytuacja cie nie obchodzi( tak ja to zrozumialam) a
          oczekujesz zrozumienia u nas, chcesz zeby ona nas obchodzila

          wiem,ze piszesz w emocjach ale to nie tlumaczy wszystkiego.

          TY CHYBA Z NAMI CZUJESZ SIE BEZPIECZNA poniewaz kazdy (prawie) dawal ci
          wsparacie (psychiczne) rozgrzeszenie, podawal dokladne instrukcje jak zyc jak
          postepowac.
          Zacznij myslec i dzialac samodzielnie bez wiernych kibicow
          • blue_mamcia Re: do sowy...................................... 18.12.04, 09:39
            Droga sowko!!!!
            Niestety dziewczyny maja racje: masz faceta wałkonia, lenia i żyjącymi mżonkami
            o lepszym dostatnim życiu.
            Ty jako młoda kobieta też uwierzyłaś w jego słowa, zapewnienia o lepszej pracy
            ( o matko 2tys chce zarabiac),jego "cudowna wizja" stała się waszym marzeniem.
            To piękne ale trzeba zacząć coś robić, bo od samych marzeń sytuacja się nie
            zmieni.
            Piszesz, ze Twój mężczyzna ma takie wspaniałe referencje i super wykształcenie
            (moim zdaniem uważasz że zasługuje na taką kase) aja uważam,że troche
            koloryzujesz bojąc przyznać sie do prawdy. Nie macie ślubu, jesteś panna z
            dzieckiem należą ci się świadczenia (pisały o tym dziewczyny) możesz podać
            faceta o alimenty (chociaz nie widze sensu i zwiazku z cala sprawa) możesz
            wiele zrobic byu zmienić swój los. Masz dziecko i co mu ofiarujesz w
            przyszłości? Chyba pojawienie się Marcela to był przypadek (nie rozliczam CiE)
            i Twoj facet nie byl gotowy na jego przyjscie. Zaprzeczysz wiem, to powiedz mi
            dlaczego nie tworzycie rodziny wedlug prawa? (brak slubu)

            Mama ma racje mimo,iz wybrala zly moment na wyrażenie swojej niecheci (świeta)
            No coz dorosłe zycie nie jest łatwe, ale CHCIEĆ TO MÓĆ mam nadzieje,że
            chcesz....więc zamiast marnować czas na "jałowe dyskusje" zrób coś ze Swoim
            życiem.

            Może troche ostro,ale nic nie działa tak motywująco jak wstrząs.

            pa bądż dzielna i pamiętaj :WIĘCEJ RÓB A MNIEJ GADAJ (możesz tak powiedzieć
            swojemu pożal się boże facetowi i czasami sama sobie w duchu).
            • aleksandrynka Re: do sowy...................................... 18.12.04, 13:27
              Chyba pojawienie się Marcela to był przypadek (nie rozliczam CiE)
              > i Twoj facet nie byl gotowy na jego przyjscie. Zaprzeczysz wiem, to powiedz
              mi
              > dlaczego nie tworzycie rodziny wedlug prawa? (brak slubu)


              wiesz, nie wiem, jak było u sowy, ale uwierz, ze można planować i urodzić
              dziecko nie pobierając sie przed tym, tak było właśnie u mnie...

              więc zamiast marnować czas na "jałowe dyskusje" zrób coś ze Swoim
              > życiem.

              To nie jest, wbrew pozorom jałowa dyskusja. Sowa przeczytała tu wiele rad,
              mniej lub bardziej praktycznych, spojrzenie na swoją sprawę oczami innych może
              przynieść wiele dobrego, taka burza mózgów pozwala obejrzeć problem z różnych
              stron, być może i dostrzec wiele sposobów na jego rozwiązanie, co początkowo
              mogło sie wydawać niemożliwe. Sytuacja patowa zostaje "odczarowana", otwiera
              się wiele konkretnych możliwościach. Nie mówiąc już o funkcji terapeutycznej
              takiego watku - może się okazać, że nie jestem sama ze swoim problemem, ktoś
              inny tak ma i poradził sobie, nastepne osoby są ze mną i mi kibicują, ktoś
              podpowie coś, co jest strzalem w dziesiątkę... To po prostu taka grupa
              wsparcia!

              Sówko, spisz sobie na kartce WSZYSTKIE pomysły na rozwiązanie Twojej sutuacji,
              posegreguj je na te do wykonania natychmiast i te, które wymagają więcej czasu
              i pracy, potem przyjżyj się im dokładnie i sprawdź, które najbardziej Ci
              odpowiadają i najlepiej pasują do Twojej konkretnej sytuacji. Taka lista pomoże
              trochę uporządkować nawał informacji i wiele emocji pojawiających się podczas
              myślenia o tym wszystkim. Z taką kartką w ręku lepiej się działa!
              To wszystko jest bardzo zagmatwane i czas to uporządkować. Póki co zajmij się
              konkretami, kiiedy już wyjdziesz na prostą będziesz mogła zająć się SOBĄ,
              swoimi emocjami i relacją z mamą. Bo miesza się tu wiele wątków, wyłuskaj to,
              co jest proirytetem na dziś i od tego zacznij.
              Pozdrawiam serdecznie, trzymam kciuki!
        • laskosia Re: Sóweczko :)) 18.12.04, 10:07
          do odważnych świat należy - bądź dzielna Sówko, uda Ci się tylko musisz coś
          zrobić- już Ty sama powinnaś wiedzieć najlepiej co... moja kuzynka mając własne
          mieszkanie, za które spłacała kredyt mieszkała z rodzicami - baba po 30 bała
          się mamy zostawić z ojcem - bo pewnie będą się kłócić... po kilku latach ojciec
          wreszcie wywalił ich z mieszkania przeprowadzili się do swojego (2 ulice
          dalej!!!!) i wiesz -od tego czasu minęły 2 lata - dziś są wdzięczni ojcu za
          ten "wstrząs" mieszkają sami będą mieli dziecko i są szczęśliwi, rodzice
          zostali sami i też między nimi dobrze się układa- zawsze boimy się nie znanego,
          ale często okazuje się, że nie słusznie...
          wiosną miałam dołek i poprosiłam dziewczyny na forum by napisały mi, czy miały
          kiedyś taki zakręt życiowy- miało wiele ale do dziś pamiętam jedną z historii-
          dziewczyna została sama z dzieckiem (facet się rozmyślił)-nie pracowała, z
          długami tuż przed odbiorem niewykończonego mieszkania- dała radę- dziś jest
          niezależną kobietą, szczęśliwą mamą zdrowej dziewczynki, ma swoje mieszkanie,
          dobrą pracę, święty spokój i cieszy się życiem...
          tego i Tobie życzę pamiętaj w życiu prawie wszystko zależy od nas samych, życzę
          Ci by spełniły się Twoje marzenia, byś miała marzenia, byś miała cel, siłę i
          wiarę w samą siebie...
          dziewczyny dały Ci dużo dobrych rad- a dobre rady maja to do siebie, że nie
          zawsze są "słodkie"
          działaj Sowa, działaj !!
          Kasia

          P.s.
          A Twoja mama na pewno Cię kocha - a prawdziwa miłość jest stanowcza i Twoja
          mama chce byś w końcu nauczyła się "latać" dlatego wyrzuca Cię z "gniazda"...
          • maja45 Re: Sóweczko :)) 18.12.04, 10:51
            Sowo-to wspaniale , że w końcu masz jakiś plan na zycie, ale wydaje mi sie on
            mało konkretny.
            Piszesz , ze będziesz truć facetowi o prace-myśłe , że trułaś mu juz
            wystarczająco długo i nic z tego nie wynikneło.Teraz moim zdaniem powinnaś :
            1. Kupić poniedziałkową Wyborczą,
            2. Współnie z facetem dokładnie zapoznać się z ofertami
            3.Udać się wspólnie z nim do Urzedu Pracy-moze znajdzie się coś i dla niego i
            dla Ciebie.Teraz w Urzędach Pracy jest sporo ofert z zagranicy( Eures), to też
            jest rozwiazanie,zwłaszcza dla osób niechętnych etatom.
            4.Udać sie do przedszkola( chyba macie w tej mieścinie chociaż przedszkole) i
            zapytać sie , czy maja tam grupe złobkową lub może w drodze wyjątku przyjmą do
            przedszkola dziecko młodsze niż te " przepisowa " 3 latka. Teraz dzieci jest na
            tyle mało, że przedzszkola przyjmują dzieci 2 naet dwu letnie i w pampersie.
            5.W lokalnej gazecie poczytać ogłoszenia na temat mieszkań.
            Gdyby okazało się , że dziecka nie przyjmą do przedszkola , może Twoja babcia ,
            o której wspominałas mogłaby się nim zając-niektóre starsze osoby sa bardzo
            energiczne i zywotne.
            Jeśli Twoja mama zobaczy , ze nareszcie próbujecie robić coś konstruktywnego ze
            swoim życiem z pewnością zmieni swój stosunek do Coebie.
            Wiele osób ma trudne stosunki ze swoimi rodzicami a jednak zyje normalnie nie
            drazac bez przerwy tego tematu.
            Twój pomysł robienia włąsnej kolekcji jest fajny, jednak moim zdaniem powinnaś
            poszukać stałej pracy -wolny zawód nie jest w tym momencie dla Ciebie
            rozwiązaniem, bo w takimzawodzie wiadomo-raz pieniędze sią , a raz ich niema,
            więc Twoja sytuacja będzie dokłądnie taka sama ,jak w chwili obecnej.
            Możesz przecież robić kolekcje pracujac jednocześnie np. w sklepie( piszesz, że
            nie masz szkoły i kwalfkikacji,a pracy dla sprzedwaczyn jest w cholere)
            Pozdrawiam i zycze wytrwalości.
            Marta
            • joasiiik25 Re: praca dla leniwych/ link 18.12.04, 11:01
              znalazlam calkiem przypadkiem umieszczajac swoje ogloszenia o kalendarzach


              moze to nie 2tys ale zawsze sprobowac moznasmile
              pilne.com/index.php?id=pokaz_ogloszenie&id_oglosz=4550
              • sakada Re: praca dla leniwych/ link 19.12.04, 00:14
                Joasiu. Już sądziłam, że możemy zapomieć o dzielących nas różnicach... A
                jednak. Nie przepuścisz okazji, żeby udowodnić tonącemu swoją wyższość. Bo masz
                to, to i to. Podkreślasz to nadwyraz wyraźnie. Życzę Ci serdecznie, żebyś nigdy
                nie spotkała się z kłamstwem, oszustwem, niesprawiedliwością i brakiem miłości.
                Bo zginiesz.

                Pozdrówka.
    • marianna72 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 18.12.04, 13:58
      Sowo naprawde niedobrze sie robi od tego Twojego uzalania sie .
      Dziewczyny Ci daja rade a Ty wynajdujesz tysiac argumentow zeby z niej nie
      skorzystac tak naprawde do niczego nigdy nie dojdziesz. Zrozum ,ze wiele z nas
      byla w podobnej sytuacji i wiemy co to bezrobocie brak pieniedzy
      Piszesz co mam zrobic zostawic go jak sobie poradze sama z dzieckiem. Mysle ze
      lepiej sobie poradzisz niz siedzac z facetem , ktory ma przerost ambicji nie
      wspolmierny do rzeczywistosci . Nawet nie chodzi o to zebys go zostawila ale
      zebys zaczela liczyc na siebie . Zostalam w swoim czasie ( prawie 10 lat temu
      sama z 1.5 rocznym dzieckiem9 a meza mialam podobnego do Twojego tez wiecznie
      plany i zero realizacji . Nawet rano nie chcialo mu sie wstac i kupic gazety
      zeby przejrzec ogloszenia , a przez miesic po stracie pracy oszukiwal mnie i
      wychodzi co dzien rano wydalo sie kiedy nie przyniosl wyplaty. MOglabym
      wymieniac i wymieniac mieszkalismy u moich rodzicow i tak samo jak Twoja mamma
      nie byli przychylnie nastawieni.
      Z perspektywy wcale im sie nie dziwie . Kiedy w koncu zostalam sama nabralam
      jakiejs niesamowitej energi znalazlam prace, zlobek dla dziecka i moje zycie
      zaczelo nabierac kolorow .
      Wreszcie mialam jakies pieniadze i pamietam radosc z pierwszej kurtki ktora w
      koncu moglam sobie kupic ( bo gdy bylam z moim ex jego papierosy zawsze byly
      wazniejsze).
      Nie bede Ci tu opisywac calego mojego zycia ale po dziesieciu latach final jest
      taki ze ja mama normalny dom dwojke dzieci kochajacego troszczacego sie o
      mnie meza
      A moj byly w wieku 36 lat dalej mieszka katem u mamusi i pieniadze na papierosy
      pozycza od niej .
      Oczywiscie milo by bylo gdyby Twoj sie przebudzil ale poki to nie nastapi
      zacznij dzialac Ty. Pozdrowienia
      • grzalka tak, ale 18.12.04, 14:52
        To jest klasyczna gra w "tak, ale.."
        Sowa ma problem. Ludzie jej radzą jak umieją. Sowa zaczyna grać w "tak, ale.."
        Tak, ale moja mama..
        Tak, ale mój facet...
        Tak, ale ja jestem taka....
        Tak, ale tu gdzie mieszkam...
        Tak, ale ty nic o mnie nie wiesz...
        Tak, ale juz próbowałam i wiem, że sobie nie poradzę (chyba kluczowe zdanie)
        itd itp
        W związku z tym myślę, że izuhua (chyba nie pomyliłam nicka) ma niestety rację
        • yenna_m Re: tak, ale 20.12.04, 00:59
          Uwazam podobne jak grzalka.

          Sowko, jednego nie rozumiem - dlaczego na forum robisz takie reality szoł?
          Forum to nie jest dobre miejsce na opisywanie prywatnych problemow.
          Problemy rozwiązuje się realnie, wsrod przyjaciol czy z niemęzem - w trakcie
          rozmowy.

          Jesli idzie o meriutm wątku.

          Sowa, była na forum jakies dwa lata temu chyba dziewczyna.
          Sytuacje miala dość podobną jak Ty.
          Ale ona znalazla sobie pracę jako opiekunka do dziecka.
          Tak szukala pracy, że znalazla kobiete, ktorej pilnowala dziecka zajmując się
          rownoczesnie swoim dzieckiem.

          Masa mam tak robi.

          Moze to jest jakis sposob na prace?
          I przy okazji zalatwia Ci to problem, ktory nazywasz "nie mam z kim zostawic
          dziecka"?

          Sowa, moi rodzice w pewnym momencie mojego zycia bardzo mi pomagali. Do tego
          stopnia, ze przyjezdzali do nas na prawie caly tydzien, zeby pomoc nam zajmowac
          się dziecmi.
          I powiem Ci, ze najlepszą rzecza, ktora zrobilam, bylo podziękowanie im za
          pomoc. I zajęcie się dziecmi samej.
          Z tą chwilą rozwiązało się 90 procent problemow - moich, mojego męża i... moich
          rodzicow. Wszyscy na tym skorzystalismy. Zyskalismy spokoj, stabilizację
          emocjonalną i poczucie, że mieszkamy u siebie i nie jestesmy nieustannie
          krytykowani za przyjęty przez nas model zycia odbiegający znacznie od modelu
          zycia moich rodzicow.

          Ty, niemąż, dziecko powinniscie mieszkac sami.
          Powinniscie sie sami utrzymywac.

          Gdy idzie o zachowanie Twojej mamy - niestety, jesli ja utrzymuje kogos, daje
          mu dach nad glowa - to mam prawo od niego wymagac chocby pracy w domu - w
          zamian za to, co mu daję (a Ty tak duzo czasu marnujesz w necie...).

          Sowa, sama przyznajesz, że sie nie spisujesz.
          Jesli w pracy byś powiedziala szefowi, ktory oczekuje od Ciebie przygotowania
          na cito raportu: "potem to zrobie" to gwarantuje Ci, że po kilkukrotnym
          takim "zaraz" i kilkukrotnym sporządzeniu tego raportu na cito przez kogos
          innego - stracilabys te prace.

          A w domu, poki nie pracujesz, taką szefową jest mama. I ponieważ daje Ci dach
          nad glową ma MOIM ZDANIEM (z ktorym nie musisz sie zgodzic, bo moze nie ma
          racji) prawo oczekiwac realizacji wyznaczonych zadan zwiazanych z
          funkcjonowaniem domu.

          I niestety, poki nie jestes samodzielna, nie masz sie co obrazac.

          Czas dorosnąc, kobito.

          Będe trzymac kciuki.
    • izuhaha Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 18.12.04, 15:06
      Ho, ho, ho. Ale mi się dostało! Znam Sowo doskonale taką sytuację, moja Mama
      nie była lepsza gdy razem mieszkałyśmy. Nie dość że mi ubliżała, to jeszcze
      mnie biła i kazała się dokładać do wspólnej kasy. Ale to był dla mnie problem
      tylko do momentu skończenia 18 lat. Potem skończyłam LO, zdałam na studia i
      wyprowadziłam się z domu daleko daleko. A ten wątek śledzę bardzo dokładnie ze
      względu na inne dziewczyny - jak one poradziły sobie z podobnymi
      doświadczeniami. Nie ze względu na Ciebie, bo Ty sobie NIE RADZISZ. Ty go po
      prostu założyłaś. Użalanie się nad sobą jest w moim odczuciu żałosne. Jestem
      zwolenniczką działania bez gadania zbędnego. Co do zakładu, który mi
      proponujesz - odmawiam, i tak jesteś (z tego co piszesz) niewypłacalna. Ale
      jeśli się wyprowadzisz - daj znać, szczerze Cię przeproszę. I zdobędziesz
      uznanie w moich oczach. Bo cenię ludzi którzy potrafią sami sobie radzić. A
      obwinianie za swoje nieudacznictwo jakiegoś innego nieudacznika (Twój partner),
      czy też Mamy, która musi na Was wszysktich łożyć. Oburzanie się na nią, że jest
      rozgoryczona i wściekła to naprawdę infantylizm. Jak inaczej nazwać zapraszanie
      do cudzego domu obcych ludzi na święta bez zgody gospodarza? A Twoje już nieco
      odległe w czasie wątki: "muszę się trochę zdystansować od forum", "za dużo o
      sobie opowiadam", "jak skasować wątek". No i zniknęły. A dwa dni
      później "błagam o przepis na cośtam". Jak to określić? A ostatnio: "mój facet
      nie chce się ze mną kochać tak często jak ja chcę", a niecały tydzień
      później :"o co chodzi z tym seksem, zupełnie nie mam ochoty, a gdy on zaczyna
      mnie pieścić to wzbiera mnie obrzydzenie, a poza tym jest zaniedbany". Widzisz
      tu gdzieś konsekwencję? To jest takie gadanie tego co ślina na język
      przyniesie. A w dodatku wielka labilność emocjonalna - charakterystyczna dla
      okresu dojrzewania właśnie. To mnie fascynuje z racji wykształcenia. Skoro
      zamieszczasz coś na forum publicznym, musisz się liczyć z tym, że nie tylko
      usłyszysz: "jakaś Ty Sówko biedna i wspaniała, ułoży się, poradzisz sobie". Tak
      to już jest - Ty piszesz - jestem biedna, a ja się z tym nie zgadzam i
      odpowiadam Ci masz to co chcesz!
      • joasiiik25 Re: izuhaha 18.12.04, 15:29
        popieram mi jednak zabraklo odwagi by wygarnac jej wszystkie czasami nie zbyt
        przemyslane wypowiedzi tylko dlaetego,ze sowka znowu odbierze to inaczej.

        No coz nawazyla sobie piwa i sama musi sie z tym uporac-takie jest moje zdanie
    • miriam_b Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 18.12.04, 21:38
      słuchajcie!!!!jak czytam te posty to mnie normalnie krew
      zalewa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!jak wy możecie bronić tej matki!!!!!!bronicie
      bo takie jesteście?????no Boże drogi!!!!nie wyobrażam sobie żebym mogła coś
      takiego zrobić córce!!!a wy tak zrobiłybyście!!!????bo z tego wychodzi że
      tak!!!!ja mam kochającą matkę i mam pracę i do dziś z nią mieszkam w małym
      mieszkanku i wszyscy wokoło wiedzą że wreszcie trzeba się wyprowadzić!!!ale w
      życiu nikt w domu mi nie powiedział że mam się wynieść!!!!i takiego czegoś nie
      rozumiem!!!!Sówko oczywiście że rady typu wynieśś sie jak najszybciej są
      dobre!!!!Ale rany zrozumcie dziewczyne gdzie ma się wynieść i za co!!!????ja
      gdybym teraz miała się wynieść (musiała)to bym się chyba powiesiła!!bo jak
      związać koniec z końcem kiedy ma się dziecko!!!!!jak się go nie ma to nie ma
      problemu w mieszkaniu pod mostem !!!!ale jak jest dziecko trzeba nieraz dużo
      wytrzymać żeby zapewnić dziecku dach nad głową ,i jedzenie!!!to jest też
      ważne!!!!no nie??????dziewczyna ma poprostu przerąbane!!!!nie ma praktycznie
      wyjścia do czasu aż nie będe odpowiedniej kasy!!!!jedyne wyjście jakie by
      było...to tylko wtedy kiedy któraś z wymądzrających się mam powie....wprowadz
      się do mnie na jakiś czas!!!powie tak któraś??????????????????????no
      słuchamy!!!!!!przecież macie mieszkania ,domy a któraś zaproponowała żeby
      znalazła małżęństwo i wynajęla coś na pół!!!no kto chce??????????
      • gagunia Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 18.12.04, 21:58
        zgadzam sie z toba miriam. publiczne krytykanctwo na pewno nie doda je
        skrzydel, a jazda po facecie jest conajmniej nie na miejscu. o postach typu
        praca dla leniwych nie wspominajac...
        nie wnikam w finanse sowy, ale zdaje sie, ze gdzies widzialam, ze daje matce
        500zl i cos im jeszcze zostaje - wiec porady typu podaj go o alimenty sa
        smieszne. jakby nie bylo facet cos zarabia. niejeden maz pan krytykantek ma
        tyle samo albo niewiele wiecej dochodu. nie chce mi sie komentowac, bo i tak
        jest tu maly sajgon. kazdy jest inny, a i zycie na wsi w dupe dac potrafi, bo o
        wszytsko jest 2 razy trudniej. szczegolnie z dzieckiem. kto nie mieszkal, ten
        nie ma o tym bladego pojecia.
        • miriam_b Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 18.12.04, 22:05
          otóż to masz rację!!!!ja mam dom na wsi po dziadkach,stary bo stary ale
          stoi...pewnie zaraz na mnie fukną że powinnam się tam wynieść...ale nie
          jutrzymam domu za 700 zł ,sieb9ie dziecka ,poza tym musiałabym dojeżdzac 60 km
          do pracy!!a co z dzieckiem???ta sama sytuacja...tylko że mnie nikt nie
          wygonił...wszystkie tu to takie mądre,ułożone ,pracowite,kulturalne,kochające
          córki,kochające mężów i mające pracowitych dużo zarabiających mężów...to może
          mężem też się któraś podzieli skoro facet sówki jest taki "zły"!!!!!!!!ja mam
          brata z wyższym wyksztalceniem!!!0przeprowadził się za kobietą do małej
          miejscowości,pracy nie ma od 3 lat!!!i teraz dziecko im się urodziło...żona
          pracuje i haruje za dwóch bo akurat jej ojciec otworzył jej gabinet
          weterynaryjny ale wiecznie kasy nie mają no w końcu jedna pensja.....ale też
          maja teściów dość ale się nie wyprowadzą bo jak???mieszkanie jest jej
          taty,prace on jej że tak powiem kupił....no i co mają zrobić????ja widze ze w
          oczach tych dziewczyn wiekszosc nie pracujacych chlopów,czy mało zarabiających
          to lenie!!!!!no kurcze to bardzo mi żle w tej Polsce!!!same lenie a dookoła
          full pracy no nie???????????????!!!!!!!!!!!!
          • mrufkaa Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 18.12.04, 22:25
            Sowa, pisze, bo tez Ci dobrze zycze.
            Jak dla mnie, to wroc do postu Fiszerowej, jest tym, czego szukasz.
            Nie masz wyjscia, zeby cokolwiek drgenlo w rajstopach, MUSISZ sie wyprowadzic.
            Czekam na odpowiedz: gdzie jest najblizszy zlobek i czy Ci dziecko przyjma? Ile
            ma Marcel?
            Pisz, prosze
      • umasumak Miriam :)) 18.12.04, 22:57
        miriam_b napisała:

        > słuchajcie!!!!jak czytam te posty to mnie normalnie krew
        > zalewa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        No własnie widać, że Cię zalewa wink). Spokojnie dziewczyno....

        jak wy możecie bronić tej matki!!!!!!bronicie
        > bo takie jesteście?????no Boże drogi!!!!nie wyobrażam sobie żebym mogła coś
        > takiego zrobić córce!!!a wy tak zrobiłybyście!!!????bo z tego wychodzi że
        > tak!!!!

        To, że staramy się tłumaczyć zachowanie matki Sowy, nie oznacza jeszcze, że
        same kazałybyśmy pakować manatki swoim dzieciom. Oznacza jedynie, że próbujemy
        spojrzeć na tę sytuacje obiektywnie.

        Sówko oczywiście że rady typu wynieśś sie jak najszybciej są
        > dobre!!!!Ale rany zrozumcie dziewczyne gdzie ma się wynieść i za co!!!????

        Sowa dostała naprawdę dużo dobrych rad i jeśli zechce to z nich skorzysta,
        jeśli nie, to niestety będzie nadal tkwiła po uszy w toksycznym układzie.
        Piszesz, że nie wyobrażasz sobie, że mogłabyś się wyprowadzić w tym momencie -
        dobrze, ale Ty masz dobre układy ze swoją mamą, więc Twoja sytuacja jest jakby
        bardziej do przełknięcia, niż sytuacja Sowy.

        ..to tylko wtedy kiedy któraś z wymądzrających się mam powie....wprowadz
        > się do mnie na jakiś czas!!!powie tak któraś??????????????????????no
        > słuchamy!!!!!!przecież macie mieszkania ,domy a któraś zaproponowała żeby
        > znalazła małżęństwo i wynajęla coś na pół!!!no kto chce??????????

        To co w tym momencie napisałaś jest śmieszne i dziecinne. Wynając z kimś
        znajomym coś na pół, to jest jednak inna sytuacja, niż przygarnięcie bądź co
        bądź obcej osoby pod swój dach. A chodzi też o to, a może przede wszystkim o
        to, że Sowa ma się USAMODZIELNIĆ, a nie przejść z jednej zależności w drugą.
        Wdzisz subtelną różnicę? Bo ja tak. Pzdr
        • miriam_b Re: Miriam :)) 18.12.04, 23:03
          przeczytalam wszystkie posty..i napisz mi gdzie są te dobre rady???????????bo
          ja wiem że mam jaskre ale bez przesadysmilesmilejednym jeszcze widze....poza tym..jak
          to śmieszne...dla mnie jest smieszne jak pewnie 3/4 z dziewczyn które tak
          mędrkują nigdy nie mieszkała z dzieckiem z rodzicami!!!!!!!
          • umasumak Re: Miriam :)) 18.12.04, 23:30
            miriam_b napisała:

            > przeczytalam wszystkie posty..i napisz mi gdzie są te dobre rady???????????bo
            > ja wiem że mam jaskre ale bez przesadysmilesmilejednym jeszcze widze....poza
            tym..jak
            >
            > to śmieszne...dla mnie jest smieszne jak pewnie 3/4 z dziewczyn które tak
            > mędrkują nigdy nie mieszkała z dzieckiem z rodzicami!!!!!!!

            Właśnie dlatego, że nie widzisz tych dobrych rad, nadal mieszkasz z mamą w
            maleńkim mieszkaniu. Nie jesteś otwarta na zmiany, nie lubisz wyzwań. Nie piszę
            tego złośliwie - Ty poprostu taka jesteś. Ale powtarzam jeszcze raz, Ty masz
            inną sytuacje - nie jesteś w konflikcie z matką. Sowy sytuacja jest
            diametralnie różna od Twojej. A dla dziecka droga Miriam, najważniejsza jest
            atmosfera panująca w domu, a nie to czy na sniadanie zje kaszkę Bobo Vity, czy
            grysik na mleku z woreczka. Pzdr
            • miriam_b Re: Miriam :)) 19.12.04, 16:21
              nooo napisałam maleńkim...bo wydaje się jak na cztery osoby małe 64 m2...i
              jestem rozpieszczona ale nie jedynaczka więc lubię wygodę a nie że nie lubię
              zmian!!!po jaką cholerę mama się wyprowadzać żeby za przeproszeniem klepać
              bidę??smilemi tu dobrze..z nikim się nie kłócę bo mam przesłodkich rodziców...na
              nic im nie muszę dawać pieniędzy..sami mi jeszcze dokładają ...nie proszę ale
              sami mi kupują różne rzeczy ..jak namawiają mnie do kupna płaszcza to mówie że
              nie mama kasy ale owocuję to tym że sami mi kupują nie narezkam i mam aż za
              dobrze!!!!!fakt!!!!i nie będę dla jakichś zmyślonych ideałów zabierała tego
              wszystkjiego mojemu dziecku!!!!!teraz stać mnie na dużo rezcey dla niej...potem
              nie będzie...i poprostu nie mam zamiaru się wyprowadzić...i tyle...ale
              wyobrażam sobie co by było gdybym była na miejscu sówki czego widzę wiele
              dziewczyn nie potrafi zrobić..rady na odległość to ja mogę też dać!!!!WYJEDŻ DO
              USA!!!no co nierealne???????realne i też dobra rada no nie????tylko ja nie wiem
              czy sówce o takie rady chodzi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              • umasumak Miriam :)) 19.12.04, 18:16
                Miriam i własnie dlatego, że Twoje życie z rodzicami wygląda zupełnie inaczej
                niż Sowy sytaucja, Ty możesz sobie pozwolić na luksus mieszkania z nimi. Sowa
                nie bardzo. Powiem Ci coś jeszcze: dziewczyny, które się wypowiadały w tym
                wątku przerabiały podobne sytuacje, wyprowadzały się, usamodzielniały. Ich rady
                są coś warte, ponieważ każda z nich przeszła swoje. Natomiast Ty moja droga,
                nie jesteś predysponowana do udzielania rad w takich kwestiach, z tej prostej
                przyczyny, że wybrałaś wygodę, przedkładając ją nad walkę, czyli nie
                doświadczyłaś jeszcze samodzielnej egzystencji. Twój wybór i nie zamierzam go
                komentować, natomiast Sowa raczej wyboru wielkiego nie ma - albo się
                usamodzielni, albo będzie gnojona przez własną matkę. Taka jest smutna
                rzeczywistość.
                • miriam_b Re: Miriam :)) 19.12.04, 22:56
                  wiesz co??to że mieszkam z rodzicami nie znaczy że nie mieszkałam sama!!!!nie
                  wiesz-nie wypowiadaj się na mój temat
                  • umasumak Re: Miriam :)) 19.12.04, 23:01
                    miriam_b napisała:

                    > wiesz co??to że mieszkam z rodzicami nie znaczy że nie mieszkałam sama!!!!nie
                    > wiesz-nie wypowiadaj się na mój temat

                    Wypowiedziałam się na Twój temat tylko i wyłącznie dla tego, że opisałaś swoją
                    sytuacje. NIc nie wspominałaś, że mieszkałaś sama. Poza tym piszesz, że nasze
                    rady są do kitu. Prosze bardzo, poradź coś Ty Sowie, szczególnie, że przecież
                    mieszkałaś sama i jak sądze musiałaś sobie jakoś radzić (No chyba, że sobie nie
                    radziłaś?)
                    • miriam_b Re: Miriam :)) 20.12.04, 10:17
                      otóz to....jako smaotna matka nie poradziłam sobie finansowo!!!!najpierw
                      mieskzałam z byłym mężęm ale jak tylko poczuł kto jest panem domu...miałam
                      koszmar!!!!!wyprowadziłam się za ich namową spowrotem do domu.,..poprostu od
                      niego uciekłam,po rozwodzie mieszkanie było moje...ale co z tego jak nie
                      utrzymałam ani siebie ani tego cholernego mieszkania ani dziecka!!!!
                      popróbowałam i nie dało rady!!!!i oto moja rada!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                      NAJPIERW TRZEBA MIEĆ ZA CO ROBIĆ PLANY!!!!!A POTEM SIE WYPROWADZAĆ !!!!!A NIE
                      RZUCAĆ SIĘ NA GŁĘBOKĄ WODĘ!!
                      A tu wssyscy sugerują na odwrót...a co jak się wyprowadzi z chłopoem on coś tam
                      zarobi a za miesiąc dwa ją zostawi i nie będzie miała za co żyć??????ma wtedy
                      błagać mamusie o przyjęcie spowrotem????
                      • evee1 Re: Miriam :)) 22.12.04, 00:25

                        > NAJPIERW TRZEBA MIEĆ ZA CO ROBIĆ PLANY!!!!!A POTEM SIE WYPROWADZAĆ !!!!!A NIE
                        > RZUCAĆ SIĘ NA GŁĘBOKĄ WODĘ!!
                        > A tu wssyscy sugerują na odwrót...a co jak się wyprowadzi z chłopoem on coś
                        tam
                        >
                        > zarobi a za miesiąc dwa ją zostawi i nie będzie miała za co żyć??????ma wtedy
                        > błagać mamusie o przyjęcie spowrotem????

                        Miriam, czy rada:
                        1) znalezc zlobek
                        2) znalezc prace
                        3) znalezc mieszkanie
                        jest rzucaniem sie na gleboka wode?
                        Dla mnie jest to calkiem rozsadna droga do usamodzielnienia sie. Znacznie
                        lepsza niz poprzestanie na stwierdzeniu "Nie da sie". I najlepiej niech Sowa
                        robi to sama, nie liczac na swojego partnera. Jest takie powiedzenie "Umiesz
                        liczyc? Licz na siebie!". Samodzielnych matek sa tysiace i jakos daja sobie
                        rade (choc na pewno nie jest im latwo), ale dzialaja, a nie czkaja az COS sie
                        wydarzy.
                        Sowa, przefiltruj listy z forum, odrzuc oceny i zostaw tylko konkrety, zrob
                        sobie liste rzeczy do zrobienia i ja realizuj. Ale zacznij wreszcie cos robic!!
                        Bo inaczej bedziesz miala lat 40 i bedziesz w dokladnie takiej samej sytuacji!!!
              • nanuk24 Re: Miriam :)) 19.12.04, 19:22
                Miriam
                Masz wygode z rodzicami, dobrze! Tyko niestety tej wygody w domu nie ma Sowa. I
                jej jedynym wyjsciem, to wyprowadzic sie jak najdalej i jak najszybciej od
                toksycznej matki. I wcale nie wydaje mi sie, ze dziewczyny radza wyprowadzke juz
                teraz, w tej chwili, nawet na ulice. Ale na metode "malymi kroczkami" Sowa miala
                okazje wczesniej, bo ten uklad z matka nie trwa od dzis.

                Dobrze, ze masz swietne relacje z mama, ze mama Ci pomaga i dzieki niej nie
                klepiesz biedy... Tylko, ze mama wiecznie nie bedzie zyla, o czym niektorzy
                zupelnie zapominaja. A wtedy, to niestety juz trzeba stac na wlasnych nogach, bo
                nikt juz nie bedzie placil za wygode.

                I naprawde nie wiem, gdzie Ty wyczytalas zlote rady typu: wyjedz do USA! Bo ja
                jakos nigdzie nie znalazlam.
                Pozdrawiam
                nanuk
                • miriam_b Re: Miriam :)) 19.12.04, 22:58
                  to była moja złota rada-ironiczna...poza tym oczywiście że musi się
                  wyprowadzić!!!!ale rady!!!!dziewczyny radyyy!!!!!nie odróżniają rad od słów
                  wydoroślej!!!albo przestań się użalać....no i iopieprzanie jej z góry na dół to
                  rady?????
                  • umasumak Re: Miriam :)) 19.12.04, 23:06
                    miriam_b napisała:

                    > to była moja złota rada-ironiczna...poza tym oczywiście że musi się
                    > wyprowadzić!!!!ale rady!!!!dziewczyny radyyy!!!!!nie odróżniają rad od słów
                    > wydoroślej!!!albo przestań się użalać....no i iopieprzanie jej z góry na dół
                    to
                    >
                    > rady?????

                    Miriam. Sowę opieprzyły dwie lub trzy dziewczyny. Cała reszta (nawet
                    kategoryczna w takich sprawach Triss) starała się jej doradzić. Zapisz do
                    żłobka/zrób użytek z talentu do projektowania/zmobilizuj chłopa/ poszukaj
                    taniego mieszkania do wynajęcia - to wszystko są rady a nie opierniczanie.
                    Teraz czekamy na Twoje Miriam smile)
          • sakada Re: Miriam :)) 19.12.04, 00:05
            "to śmieszne...dla mnie jest smieszne jak pewnie 3/4 z dziewczyn które tak
            mędrkują nigdy nie mieszkała z dzieckiem z rodzicami!!!!!!!"

            Ja mieszkam. Konkretnie z niemężem, mamą, siostrą i synkiem. Drobna różnica
            polega na tym, że mamy spory domek (7 pokoi, 2 kondygnacje) a moje kontakty z
            mamą są bardzo dobre. Nie zawsze tak było: kiedyś zauważyłam, że sytuacja jej
            przeszkadza (jakieś 2 lata temu, wpływ siostry, nie zachowała się jednak nawet
            w ćwierci tak jak mam Patrycji). I wtedy już pakowalismy się do znalezionego w
            gazecie mieszkania (Rumia - przedmieścia), wynajeliśmy busa, ale moja mama
            szybko zmieniła zdanie i prosiła nas o pozostanie w domu. To był ten jeden
            jedyny zgrzyt. Obecnie niemąż pracuje, (dom w spadku po ojcu jest w 1/3 mój) i
            oddaje mojej mamie potrzebne należności tj. 1/3 rachunków. Moja mama jest
            zdania, że lepiej będzie jesli poczekamy jeszcze z własnym mieszkaniem. Jest
            samotna po śmierci ojca i niemożliwie kocha mnmie i swojego wnuka - pogodziłam
            się z siostrą i układa się nam wzorowo. Pomijając strach (bo to moim zdaniem
            główny problem Sowy) jej mama zachowuje się skandalicznie. Wiem, że "ma prawo",
            że "nie musi", że "nikt nie może od niej żądać..." Ja jako matka na dzień
            dzisiejszy mogę powiedzieć, że nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego własnemu
            dziecku. Po prostu bym nie potrafiła. Na ludziach można się zawieść; na mężu,
            na przyjaciołach, nawet na samym sobie. Jednak własnym dzieciom nalezy pomagać.
            A przynajmiej nie szkodzić. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy wywalam własne
            dziecko z domu przed świętami. Wybaczcie. Dla mnie to chore. Mama Sowy jest
            socjopatką, albo ma poważne problemy z empatią... żebym nie powiedziała więcej.
            Szkoda, że odbija się to na córce. Prawda jest taka, że Sowa MUSI się
            wyprowadzić. Po prostu musi. Bo własna matka ją zniszczy. Celowo lub
            przpadkiem. Sowa już zaczyna wierzyć w to, co mówi jej mama (a wierzcie mi -
            Sowa to suuuupr babka. Wiem. Widziałamsmile)).

            Tak że: Sowo. Trzeba zwiewać. Jak najszybciej. Na detoksykację! Od włąsnej mamy.

            PS: W Gdyni można wynająć mieszkanie nawet za 400 zł miesięcznie (3 pokoje -
            teściowa). Odezwij się a coś znajdziemy. Całusy.
            • laskosia Re: Miriam :)) 20.12.04, 10:05
              nie zansz życia Miriam, oj nie znasz...
              nie każdy kto jest szczupły - nie musi dbać o sylwetkę
              nie każdy kto ma własny kąt dostał go od rodziców
              nie każdy kto ma kochającego partnera wyniósł z domu taki wzór
              uwież mi jest wielu ludzi, którzy pokonali bardzo ciężką drogę by być kim są-
              różnica między nimi a "wygodnymi" osobami jest taka - że oni zdecydowali się
              wyruszyć we własną podróż zostawiająć ciepły koncik z rodzicami, którzy zawsze
              mają dla nich ciepłe kapcie...
              dla mnie dorosły człowiek to człowiek dojrzały, odpowiedzialny przepraszam Cię
              ale bycie "maskotką" nie jest dla mnie...
              mi rodzice nie dali materialnych dóbr- nie mogli, ale dami mi coś o wiele
              bardziej wartościowego i wiem, że zawsze dam radę- tobie dają materię, bardzo
              dobrze skoro mogą - ale co zrobisz jak ich zabraknie ?
              pozdrawiam ciepło
              Kasia
              • miriam_b Re: Miriam :)) 20.12.04, 20:14
                przykro mi że komuś rodzice niemogą dać tego co dają mi moi...na miłości życie
                się nie kończy niestety....i za miłość do dziewcka nie kupisz mu jedzenia ani
                mleka!!!!!ci którzy święcie są przekonani że największym dobrem w tym świecie
                jest miłość są porpostu w błędzie ja nie wiem czy ja nie znam życia...jestem po
                jednym rozwodzie,przeżyłam piekło z poprzednim mężem i sama z nim mieszkałam i
                też sama musiałam dać sobie z nim radę!!!a to o wiele gorzej niż dać sobie radę
                z mamusią!!!byłam bez pracy bez konkretnego wykształcenia...ale się nie dałam i
                kto nie zna życia ja?????owszem nie zna go rozpieszczona mama która żyje na
                utrzymaniu męża i do tego ma kochających rodziców...mi zostali tylko rodzice i
                córka!!!dopiero teraz znalazłam mężczyznę moich marzeń...ale nie mów mi że nie
                znam życia...a że wygodba jestem to i owszem....bo mam takie możlwiości..każdy
                kto by miał też byłby wygodny....
                • laskosia Re: Miriam :)) 21.12.04, 09:12
                  Też jestem wygodna- teraz kiedy mogę sobie na wygodę pozwolić, kiedyś bywało
                  różnie i też nie jedno "piekło" przeżyłam i wiesz myślę, że nie my jedne ,
                  dlatego bardzo niesprawiedliwe wydały mi się Twoje słowa - "wszystkie tu to
                  takie mądre,ułożone ,pracowite,kulturalne,kochające
                  córki,kochające mężów i mające pracowitych dużo zarabiających mężów...to może
                  mężem też się któraś podzieli skoro facet sówki jest taki "zły" "
                  Nie wydaje mi się żeby (poza małymi wyjątkami) ktoś tu się wymądrzał i
                  pokazywał na tle Sowy jaki jest wspaniały, jakiego ma cudo męża czy niemęża jak
                  jest beztroski , nie dziewczyny piszą , że wszystko można zmienić jeśli się
                  bardzo chce, że w życiu powinniśmy liczyć przede wszystkim na siebie, że też
                  miały takie zakręty ale wyszły z nich, że raz im lepiej raz gorzej…
                  Nie wiedziałam, że przeżyłaś takie swoje piekiełko- przykro mi i życzę Ci byś
                  nigdy już nie musiała przez coś takiego przechodzić i rozumiem, że Tobie teraz
                  potrzebni rodzice, potrzebne bezpieczne miejsce byś mogła zagoić rany i po
                  prostu odpocząć. Wydaje mi się też , że sytuacja Sówki jest inna niż Twoja i
                  takie głaskanie je nie jest wskazane- Ty kiedyś podjęłaś w swoim życiu decyzję
                  na coś się zdecydowałaś - wyszło tak jak wyszło… trudno , może teraz się uda ,
                  Sowa nie może się zdecydować i tkwi w martwym punkcie … jej potrzebna jest inna
                  forma pomocy i dziewczyny dały jej wiele dobrych rad
                  Pozdrawiam Ciebie Miriam i życzę Tobie i Twoje córeczce wiele spokoju, miłości
                  i radości
                  Kasia
                  P.s.
                  Dobrze, że masz wsparcie w rodzicach - od tego mamy rodzinę by być blisko w
                  ciężkich chwilach, byśmy mogli do nich wracać gdy jest nam źle, by żyjąc swoim
                  życiem wiedzieć, że oni nam kibicują i wierzą w to, że damy sobie radę.

                  • miriam_b Re: Miriam :)) 21.12.04, 17:41
                    dziękuję za życzenia...no nareszcie ktoś rozmawia a nie rzyca wyzwiskami....tak
                    ja mam wsparcie w rodzicach i ogromne...Sówka nie...niestety...dlatego rozumiem
                    ją bo niewyobrażam sobie sytuacji w tej chwili gdybym została bez
                    rodziców,jakoś trzeba będzie kiedyś żyć bez nich...ale będzie ciężko...więc nie
                    dziwię się Sowie ale dziwię się jedynie tym dziewczynom które strasznie
                    krytykują ją i uważają że jej matka ma racje,...
                    • laskosia Re: Miriam :)) 21.12.04, 22:34
                      wiesz Miriam prawda zawsze leży po środku- zapewniam Cię, że trochę racji ma
                      Sowa i trochę jej mama...

                      smile
                      pozdrawiam


    • koleandra Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 18.12.04, 23:00
      Podczytuję wątek od samego początku i tak sobie myślę... czy tam u Was jest az
      tak ze wszystkim ciężko?
      Na początku miałam coś napisać... ale po przeczytaniu paru odpowiedzi dziewczyn
      zawachałam się... a teraz i tak to napiszę. Sowa! Dawaj do mnie! Cholera jasna,
      za daleko! a szkoda!
      Tutaj z miejsca jest robota dla Ciebie i Twojego chłopa za 700-800zł -
      najnizsza krajowa to najnizsza ale na początek jakis grosz jest. Miasteczko
      małe, nieduże ale żłobek mają a jak nie to ja z miłą chęcią bym z Twoim
      dzieckiem siedziała za... powiedzmy 200zł i jeszcze bym łapki zacierała bo
      siedzę w domu a tez wypadało by sobie dorobić. A jeszcze Twój facet z tego co
      widze cwany jest to drugie tyle by sobie dorobił.
      Z mieszkaniem jest gorzej odrobinkę ale dam sobie rękę uciąć że by się
      znalazło - dwupokojowe za 200 zł miesięcznie bo tak tu się wynajmuje.
      To są realia u nas, tutaj gdzie mieszkam ja, od Krakowa to baaaardzo daleko ale
      czy jest az tak bardzo inaczej?
      Weź sie w garść! Poza tym... masz sporo koleżanek, przyjaciółek z tego co
      czytam i żadna Ci nie pomoże w biedzie? A wynajmij cos na spółę z tą co
      ostatnio chłopa rzuciła i dacie sobie radę.
      • miriam_b Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 18.12.04, 23:06
        Sówka!!!!ja rzuciłamsmileale mam nowegosadsad.....trzymaj się ciepło ja za ciebie
        trzymama kciuki żeby jakaś robota przyszła jak najpredziej chłopu!!!i życzę ci
        z całego serducha!!!!i jak cie jakieś kobity wkurzają(mowa o forum)to daj w
        zęby i spokójsmile
        • maniusza Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 18.12.04, 23:51
          Swko,
          nie znam Twojej sytuacji zbyt dokładnie. Wahałam się czy napisać, ale
          przeczytałam te wszystkie posty...
          Wzbudziłaś moją ogromną sympatię od jakiegoś czasu więc się zdecydowałam. Jedno
          jest pewne - próbuj za wszelką cenę się usamodzielnić! Wiem jak jest ciężko
          zmobilizować faceta do ruchów, ale nie wiem jednego (przyznaję nie czytałam
          wszystkich Twoich postów). Czy Ty go kochasz? Jeśli tak to próbujcie razem,
          naprawdę! I jeśli wiesz że on Was kocha, warto próbować. Mimo wszystko razem.
          Bo miłość zwycięży wszystko. Ale wyprowadźcie się! Biednie, ale na swoim.
          Uwierz w siebie, proszę!
          pozdrawiam cieplutko, nie daj się, masz dla kogo żyć!
          • migotka_muminek Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 10:35
            Witaj Sówko,witajcie dziewczyny.
            Jestem zniesmaczona tym frontalnym atakiem na Sowę.Tak-atakiem,kryjącym się pod
            pozorami dobrych rad.Tylko nieliczne z was naprawdę dobrze radzą Sowie.Reszta
            "rzuciła" się na dziewczynę.Straszne.
            Sowa jest faktycznie w niełatwej sytuacji i mnie osobiście trudno znaleźć dobre
            rozwiązanie.Pierwsze co się nasuwa-to szczera do bólu rozmowa z mamą.Tylko że
            zdaje się Sowa już kiedys pisała że taka rozm owa z jej mama nie ma sensu,że
            mama nie słucha,nie da się konstruktywnie podyskutować.Mimo to spróbowałabym:nie
            "dogadać się" lecz jasno wyłuszczyć swój punkt widzenia,powiedzieć:mamo,widzę
            że nie życzysz sobie żebyśmy razem mieszkali,widzę że cię denerwuję,ok/zaczynam
            szukać innego lokum,pracy itd.-ale potrzebuję czasu na to,jest tak i tak,proszę
            o czas."
            Zgadzam się że Sowa powinna diametralnie zmienić swoje życie.Ale na litość
            boską-nie na hurra!Nie wyprowadzać się uniesiona dumą z domu!Wszystko małymi
            kroczkami.
            Trzeba myśleć o dziecku.
            Radzicie:znajdź pracę,jest jej w cholere,w twojej sytuacji nie powinnaś
            wybrzydzać.A pewnie.Tylko że dalej radziecie:wyprowadź się od razu,wynajmij
            mieszkanie,dziecko do żłobka,na chłopa machnij ręką!
            Kobiety,na jakim świecie wy żyjecie???
            W moim mieście (średniej wielkości) wynajęcie kawalerki kosztuje min.500
            zł.Żłobek min.200 zł.Wy radzicie Sowie żeby wzięła pracę jaką dadzą,czyli za
            średnio 700 zł.Noż qrwa widzicie tu logikę????
            Ciocie dobra rada zachęcają:wyprowadź się natychmiast!Poradzisz sobie!
            Która z was weźmie odpowiedzialność jeśli Sowa sobie nie poradzi?
            Mówicie:chłopa oddal,sama działaj.A ile z was tak spróbowało?Ile z was świadomie
            zrezygnowało z mieszkania u rodziców,żeby stać się samodzielnym,mając małe
            dziecko,bez pracy i mieszkania?Załóżmy że Sowa znajdzie pracę,wynajmie coś i
            jakimś cudem zostanie jej jeszcze na rachunki(tak tak w wynajem nie wlicza się
            kosztów eksploatacji moje kochane)i jedzenie-tak jak by tego chciały ciocie
            dobra rada z 700 zł.-a jeśli mały się rozchoruje,a ma to jak w banku,jeśli
            pójdzie do żłobka?Co wtedy hę?Zaopiekujecie się jej synkiem żeby nie straciła
            pracy?Kupicie jej leki?

            Sama jestem dumna z tego że radzimy sobie z mężem samodzielnie,jesteśmy
            niezależni,ale osiągaliśmy tę sytuację dłuuugo,i na pewno w jakichś 5 procentach
            złożyły się na nią łut szczęścia i -minimalna ale JEDNAK-pomoc rodziców.
            I nie wierzę w te bajki które pewne osoby z forum wciskaja zachwyconej i naiwnej
            publice,jak to z zera totalnego,z ulicy niemalże dźwignęły się SAME,wbrew
            Wrednemu Światu.Zawsze jest to szczęśliwy zbieg okoliczności lub wyciągnięcie
            przez kogoś zyczliwego pomocnej ręki.Zawsze.

            Inna super dobra rada."Weź w końcu wypędź tego swojego chłopa do roboty"
            "wytłumacz mu" itd itp.No Dżizas!A miała któraś takiego opornie myślącego w
            domu?Wiecie jak to jest jak chłop n ie rozumie?Bo ja wiem.I obwinianie jeszcze
            Sowy za jego myślenie,i zachęcanie jej żeby mu truła i truła,co na 100
            proc.doprowadzi do awantury,bo jak ktoś nie rozumie to "truty" reaguje
            agresja,jest poniżej pasa.
            Ech wkurzyłam się maksymalnie.

            Sowa,porozmawiaj z mamą,wczesniej usiądź spisz sobie na kartce co jej chcesz
            powiedzioeć,poprzemawiaj to sobie parę razy,wypij meliskę i do mamy.Zapowiedz że
            masz plan,przedstaw go przystąp do działania.
            I nie wpadaj w dołek,nie wpwpadaj w dołek!
            Pozdrawiam ciepło smile
            • miriam_b Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 16:26
              No napisałaś poprostu Bosko!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!zgadzam się z tobą w każdym
              słowiesmileSówki mi żal z wszystkich postów jakie czytałam super babka i wiem
              jedno faktycznie dziewczyny się na nią rzuciła...ta potzrebuje rady albo
              dobrego słowa..nadziei...a co niektóre to normalnie mopgą się z jej matką na
              kawę umówić!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!zaproście ją!!!!!!jak ja widze te
              teksty i w ogóle uniewinnianie mam (swoich czy cudzych)to normalnie mam
              wrażenie że moi rodzice to normalnie z księżyca skoro są tacy dobrzy!!!!!!!!!i
              chyba tak jest ale ja wiem jedno że będę cudowną matką chyba skoro mi wpoijono
              takie zasady!!!w życiu za chiny ludowe dziecka bym nie wyrzuciła!!!nie
              wyobrażam sobie takiej możliwości i do tej pory wydawało mi się że to jakaś
              tragiczna patologia!!!!
        • astomi25 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 10:37
          Miriam...twoje rady za to sa suuuuper.
          Dac w zeby i juz! Jestem pewna podziwu ,naprawde. <rzyg rzyg >
          Dodam ze zgadzam sie z Grzalka.
          Sowa prowadzi gre pt. " tak,ale..." I dopoki sama nie bedzie chciala zmienic
          swojej sytuacji ,bedzie tkwila w tym gownie.
          • linusia_75 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 11:30
            Miałam nie pisać, bo chyba wszysko ta czy inna mama napisała, choć naprawdę
            forma czasem poniżej wszelkiej krytyki.
            Sówko, a i inne Panie - nic nie dzieje się z dnia na dzień i bez przyczyny.
            Relacje Sowy i matki mają cechy współuzależnienia i patologii, ale wierzcie mi,
            każda z nas w takiej sytuacji zachowywałby się podobnie i "grała w tak, ale...".
            Trzeba dużo siły i demerminacji, żeby wyjść z takiego układu, gdy tkwiło się w
            nim całe życie.
            Sówko, jesteś mądra, silna i fantastyczna dziewczyna. Nie daj sobie wmówić, że
            jest inaczej. Ani ma mamę ani na faceta, jak widać, nie masz wielkiego wpływu.
            Więc odpuść sobie tę szarpaninę. Znajdzie pracę, dobrze, a nie... jego problem.
            Zacznij liczyć na siebie. Tylko na siebie. To nie znaczy, że masz zostać sama.
            Po prostu wierz tylko sobie. Planując cokolwiek bierz przede wszystkim swoje
            dobro (i syna, oczywiście). Nie oglądaj się na innych, wiesz juz przecież, że
            nie ma na kogo.
            Nie piętrz trudności, to do niczego nie doprowadzi poza tkwieniem w niemocy.
            Zacznij działać. Dla własnego dobra. Jak już zrobisz pierwszy krok, to
            przekonasz się, że to nie takie trudne.
            Taki układ jest w stanie zniszczyć każdego. Nie daj się.
            Pozdrawiam ciepło. Wiem, że sobie pordzisz.
            linusia
            • martelia1 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 13:21
              Droga Sówko!
              Nie czytałam wszystkiego, może takie propozycje już padły - mianowicie:
              Twój mąż z takim wykształceniem, kwalifikacjami, znajomością języka angielskiego na perfect mógłby przecież wyjechac zagranicę - najłatwiej do Irlandii. Ręczę, że na budowie pracę znalazłby od razu a wtedy moglibyście tu w Polsce wynająć jakies mieszkanie no i na razie niestety życ z daleka od siebie, ale przynajmniej na swoim, a Twoja mama wtedy mogłaby sie pocałowac w d...
              Kwestia tylko tego, czy chcecie sie rozdzielać, ale w takiej sytuacji ja bym się nie zastanawiała.
              Tylko pozostaje problem pięniędzy na podróż i dla Ciebie na przeżycie póki maż nie znajdzie pracy.
              Może w twojej rodzinie znalazłby sie ktoś przyjazdny, lub może ktoś z Waszych przyjaciół kto mógłby wam te pieniadze pożyczyć, bo napewno oddacie, mur beton prace twoj niemąż znajdzie.
              Wiem, że Ci trudno, ale może jakbyś taka propozycję przedstawiła matce, że zostaniesz u niej, póki twoj facet nie przyśle Ci pierwszych zarobionych pieniędzy.
              To już jakis początek.
              A jak ambicje faceta sa większe niż praca na budowie, to będac na miejscu tam w Irlandii czy Anglii mógłby się gdzies zakręcić, na spokojnie poszukac pracy przez internet albo z agencji pracy ale już na luzie, nie pod presją ciągłych pretensji Twojej matki. Ty mogłabyć do niego dojechać z dzieckiem i tam moglibyście sie jakoś urządzić, ale to już Wasza decyzja czy chcecie wyjeżdżać, czy nie.
              A tak nawiasem mówiąc Twój niemąż mógłby bardziej pomyśleć o Was i znależć cokolwiek tu w Polsce, byleby sie jak najszybciej stąd wynieść.
              Życzę Ci aby jak najszybciej rozwiazała sie Wasza sutuacja, sama byłam w podobnej, a na razie musisz się niestety uodpornić na docinki mamy, bo taka osoba już sie nie zmieni.
              Pomysl o przyszłości, bo szanse macie duże na zmianę, tylo trzeba się naprawdę zmobilizowac i naprawdę mooocno postarac,aby do czegoś dojść.
              Wspierajcie się nawzajem, nie obwiniajcie, pomagajcie dobrym słowem, tak będzie lepiej, wierzę ze wam sie uda
              Pozdr.
              Marta
          • miriam_b Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 16:27
            naucz się do jasnej cholerki pocieszać ludzi a nie napraszać się żeby te zęby
            stracićsmilei naprawde nie piekl sie tak bo możesz nie tylko zwymiotowaćsmile
            • miriam_b Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 16:28
              to było do astomi25smilesmilesmile
            • astomi25 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 17:17
              Zal mi cie miriam.Musisz byc niezla idiotka...
              • astomi25 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 17:20
                I jeszcze jedno.A po co ja mam sie nauczyc pocieszac? Sowa potrzebuje rad ,a
                nie pocieszenia.Jak ja tak kazdy bedzie po glowce glaskal i mowil ze bedzie
                dobrze ,to ona nigdy nie stanie na nogi.
                A ty dasz jej gwarancje,ze bedzie dobrze?
                Bo ja nie daje.Zadnej.
            • astomi25 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 17:22
              A mozesz mi pokazac prosze ,gdzie ja sie piekle? Ja tego nie robie ,jestem
              bardzo opanowana osoba.Czego raczej nie mozna powiedziec o tobie
              miriam.Wystarczy przeczytac twoje posty.Wiecej wykrzyknikow niz sensownej
              tresci smile
              • miriam_b Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 22:44
                pieklisz się bo mnie wyzywasz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!spojrzyj cvzasem w lustro i
                przelicz swoje szare komórki zamiast obrażać innych!!!!naprawdę uwierz mi w
                twoim przypadku zajmie ci to niewiele czasu!!!!!!
                • astomi25 Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 20.12.04, 15:20
                  Miriam ,a twoim zdaniem teksty typu :"przelicz swoje szare komorki ,na pewno
                  nie zajmie ci to duzo czasu" ,to niby co to jest? Komplement?

                  Uwazam ,ze nie jestes upowazniona do dawania rad Sowie ,poniewaz sama nigdy nie
                  bylas w takiej sytuacji jak ona i nie masz pojecia jak to jest.
                  Dziewczyny dobrze jej radza. I tyle.

                  ps.wlasnie spojrzalam w lustro.Ladna jestem smile
                  • miriam_b Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 20.12.04, 20:18
                    no to dobrze że jesteś ładnasmileja zazdrosna o to nie jestemsmilea tak jak pisałam
                    wcześniej...ja przeżyłam piekło z byłym mężem i byłam na jego utrzymaniu a
                    udało mi się stanąć na nogi i pozbyć się jego raz na zawsze!!!ale owszem
                    wszystko z pomocą rodziców inaczej wylądowałabym w domu samotnej matki!!!!no
                    chyga tego Sówce nie życzycie????
                    • kuku-007 Re: do miriam 20.12.04, 20:37
                      Ależ ty wcale nie stanęłaś na własnych nogach! Popadłaś z jednej zależności (od
                      męża) w drugą - od rodziców. Szczęściem masz takich, z którymi pokojowo
                      mieszkasz i którzy nie wymawiają ci tego co chwilę. Sówka ma zupełnie inną
                      sytuację.
                      Mam wrażenie, że nie dopuszczasz do głosu innej możliwości niż ta, że
                      usamodzielnić (! w tym akurat przypadku słowo nietrafione) można się tylko z
                      pomocą rodziców. A to nieprawda, o czym świadczą historie różnych dziewczyn w
                      tym wątku. I to one dają najlepsze (bo sprawdzone w życiu) rady.
                      Ty miriam wcale nie jesteś samodzielna - wystarczyłoby, żeby rodzicom
                      nagle "się odwidziało" (nie życze ci, ale załóżmy - różne rzeczy się zdarzają)
                      i co? Dupa blada, smutek i zgrzytanie zębów. NIezależność jest wtedy, kiedy
                      jesteś w stanie sama utrzymać siebie i dziecko.
                      Sówka może tego dokonać, ma wszelkie dane ku temu. Brakuje jej tylko odwagi,
                      żeby zrobić ten pierwszy krok. I piszące tu kobiety starają się trochę tej
                      odwagi w sówkę wlać. Bo wiedzą, że to, czego ona chce dokonac jest możliwe. Bo
                      same dokonały tego, o czym ty nie masz pojęcia - stały się naprawdę samodzielne.
                      kuku
                      • miriam_b Re: do miriam 20.12.04, 22:41
                        jakoś bym była w stanie ...ale po cholerę mi to???ja próbowałam pisałam już!!!!
                        ale nie dałam rady....i dlastego pisałsam też!!!!!!najpierw porządna kasa,praca
                        a potem wyprowadzka!!!!!!!!!!!
            • wieczna-gosia miriam i astomi 19.12.04, 19:53
              przywoluje was do porzadku.
              Miriam sowa jak widze lepiej znosi nasze rady niz ty. Widocznie nie sa takie
              zle a sowa wie o naszej rzyczliwosci.
              Laskawie prosze sie w jej watku nie wyzywac.
              • miriam_b Re: miriam i astomi 19.12.04, 22:47
                no właśnie a kto wyzywa??????????????poza tym ja nie widzę czy je dobrze znosi
                bo do tej pory tylko biedna się musiała bronić
                przed "napastnikami"(czyt.doradczyniami)....a teraz w ogóle się nie wypowiada
                bo ma chyba dość rad!!
    • ania.freszel Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 16:56
      Sowko, przede wszystkim spokojnie. To przeciez Twoja wlasna matka, nie moze Was
      jak psa wypedzic z domu. Ja wiem ze nie masz lekko, w sumie nikt nie ma. Przede
      wszystkim musisz wziasc sie za Twojego chlopa i ostro z nim porozmawiac. W
      koncu chlop to chlop. Potem pomysl o sobie. Kobieta tez powinna pracowac.
      Pewnie powiesz, ze to co teraz oferuja to g....o nie praca. I na pewno nie da
      sie z tego zyc. Prawda, ale zawsze lepsza taka niz zadna. Przynajmniej nic Ci
      nikt nie zarzuci. Matce mozecie sie dokladac do rachunkow i czynszu, pomagac w
      domu (Ty i maz). Nie wiem czy Twoja Mama zgodzi sie zajac dzieckiem? Jesli tak,
      plac jej za to. Ja wiem , ze moze nie wypada tego proponowac, ale moze tego
      oczekuje? Moja Mama nie chcialaby ode mnie grosza , ale ludzie sa rozni. A
      dzieci nasze...
      Wspolczuje Ci Sowko, nie masz lekko, ale widze ze sie trzymasz. Poza tym ten
      Twoj chlop nie jest taki najgorszy tylko trzeba mu zrobic porzadna musztre.
      Kazdy musi to przerobic. Ja tez mam to za soba. Powodzenia
      Aneczka
      • l.e.a Re: musze sie wyprowadzić - nie mam gdzie iść :( 19.12.04, 21:35
        Sowo

        Masz talent, ślicznie szyjesz i projektujesz, początki są bardzo trudne ale
        możesz odnieść sukces, wiesz nam też nie jest łatwo, miało nie być prezentów w
        te Święta ale zarobiłam dzięki innym - zaczęłam piec ciasteczka świąteczne na
        zamówienie, nie zarobię kokosy ale zawsze coś smile
        Jeżeli Twój nie-mąż za angielski niech napisze do wydawnictw, do biur tłumaczy -
        ja też dorabiam tłumacząc.
        Ja w Ciebie wierzę Sowo, wierzę, że dacie radę smile

        Pozdrawiam Cię serdecznie
        lea

        Ps. w razie czego, powtarzam u nas się znajdzie dla Was miejsce przy Wigilijnym
        stole ...
    • barbie2 bardziej popieram stanowisko mamy 19.12.04, 21:21
      Bardziej popieram stanowisko mamy,dziewczyno jestes dorosla masz dzieci -ojca
      dzieci ktorego obowiazkiem jest zapewnic wam mimimum utrzymania.Chlopak ma
      wykształcenie a że jest leniem to widziały gały co brały.Jakoś bardziej
      współczuje twojej mamie.jeżeli nie umiesz walczyc o dobro dla swoich dzieci to
      im też współczuje .Państwo w trudnej sytuacji też ma zobowiązania wobec
      Obywatela nawet tego ze wsi(pisałaś sama że mieszkasz na wsi)mam na myśli
      wszelkie zasiłki itp.a to co napisałam to sierotko mój mąż nie ma wykształcenia
      nawet w połowie takiego jak twój zostawił mnie samą z dnia nadzień (poszedł
      siedzieć)i "zapomniał"zabezpieczyć mnie i dziecko .wydatki stałe to były
      ok.1500 (mieszkanie-wynajmowane prad telefon ) plus koszt utrzymania dziecka a
      sama też coś musze jeść mama pomaga mi trochę ale nie było mowy o tym bym
      wróciła do domku pod spodniczka sie schowała u mamusi
      WYDOROŚLEJ........................
      • miriam_b Re: bardziej popieram stanowisko mamy 19.12.04, 22:50
        kurcze no następna...skąd się w tym kraju biorą te "złe"matki i córki to ja nie
        wiem bo normalnie same ideały.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka