No i "dorosłam" do tego tematu. Maj się zbliża a mi cierpną koniuszki palców,
bo boję się, że nie uda mi się przekonać rodziny, że to Sakrament ma być
ważny a nie okoliczności towarzyszące...Rodzinę mamy niewielką, mieszkanie za
to spore (a zawsze można i na dwór się przenieść) - na pewno nie będzie cyrku
pt." impreza niemal weselna ". Pamiętam swoją Komunię i Komunie rodzeństwa:
fakt, alkoholu nie było...ale ilość potraw...ilość gości...nie rozumiem po
co. Czy najwazniejsze w tym wszystkim jest, żeby pokazać rodzinie, że stać
nas na wielką ucztę? Czy może chodzi o to, żeby dziecko w skupieniu przeżyło
ten dzień - jako coś ważnego. Czy to, że przyjedzie wujek Bronek, którego
dziecko zobaczy po raz pierwszy albo ciocia Ziuta, którą ostatnio widziano na
chrzcie, doda znaczenia Sakramentowi? Nie lubię zamieszania towarzyszącego
imprezom - to prawda. Urządzanie przyjęcia dla większej ilości osób jest dla
mnie zbędnym wysiłkiem: jeśli już kogoś zapraszam, poprzestaję na obiedzie
lub chrupiących przystawkach(w stylu bardziej koreczki serowe niż faszerowane
pomidory

). Na szczęście nikt nie składał jeszcze zażalenia

A może ja po
prostu niegościnna jestem? No trudno...tak już musi pozostać, nie podejmę
procesu zmiany charakteru w roku, w którym mam okrągłe(o MATKO!)
urodziny...Wracając do tematu: na pewno oburzenie mojej rodzicielki wzbudzę
ubogim menu. Albowiem planuję kilka sałatek(zanim obiad się nie ugotuje),
obiad i jakieś ciasto, może dwa(ciasto kupione, bo talentu w tym kierunku za
grosz nie posiadam. Mama pewnie dostanie napadu ambicji i sama parę tortów i
ciast będzie chciała upiec...). Oburzenie teściowej zaś wzbudzę zakazem
dawania prezentów. Tylko że tu będzie sprawa złożona: moja teściowa, o ile
tylko dysponuje gotówką obsypuje wnuczęta prezentami (np. telefon komórkowy
dla siedmiolatka, firmowa torebka dla pięciolatki...). Aż się boję, co ona
może wymyślić z okazji Komunii. Wiem jedno - pomysłu obdarowania wnuka z tej
okazji nie dam rady jej wyperswadować

Co na to wszystko Gilbert? Ano - jak wszyscy jego koledzy - czeka na
prezenty. Dodatkowe urodziny w roku. A może Gwiazdka? Ech...rozmowy niewiele
dają. Dlaczego to wszystko idzie w tak materialistycznym kierunku? Czy ja
wyjdę na wyrodną matkę, jeśli poproszę (przynajmniej moją rodzinę), żeby
ewentualne prezenty były związane z religią? Bo nie będzie się mógł pochwalić
kolegom...A niektóre mamy kolegów już całe rozemocjonowane, odliczają czas do
Komunii, jak do Wielkiego Wybuchu, odkładają kasę na organizację imprezy,
rezerwują lokale, planują menu....