Dodaj do ulubionych

chyba mam problem...nie lubie tego dziecka

09.02.05, 13:41
Nie lubię własnego dziecka. Dziecko ma 5 miesięcy, jest drugim dzieckiem,
zaplanowanym, to nie była wpadka. Oprócz tego mam jeszcze 4-letnią córkę.
Nie lubię tego dziecka od początku. To znaczy najpierw było mi obojetne, a
teraz wzbudza we mnie coraz większa niechęc i odrazę. Czasem chciałabym coś
mu zrobic, zwłaszcza jak cos ode mnie chce. Zdarza mi sie nim gwałtownie
kołysać (to znaczy potrząsać) i uderzyć go grzechotką. Jak krzyczy to mam
ochote go wyzywac najgorszymi z rynsztokowych słów. Jest chłopcem, ja
chciałam dziewczynkę- byłam przekonana, ze będę miała drugą dziewuszkę. Nie
mam siły i ochoty się do niego uśmiechać. Dziecko rozwija sie dość dobrze.
Jest troche nerwowe, ale nic dziwnego, skoro ma taka matkę. Myslałam, żeby go
oddać, ale co na to córka, rodzina, znajomi?
Nie jestem pewna, czy to depresja poporodowa. Ogólnie wszystko jest ok, córkę
nadal kocham nad życie, uwielbiam spędzać z nią czas, potrafię znaleźć sobie
zajęcie, nie jest mi smutno tak w ogóle. Jest we mnie tylko mnóstwo agresji
do tego, Bogu ducha winnego, chłopca. Ja wiem, że on ma tylko mnie. Że wierzy
mi bezgranicznie. Że tyle ode mnie zależy. Wiem. Ale jakos mnie to nie
obchodzi.
Obserwuj wątek
    • mamamisiaczka Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 13:52
      Na twoim miejscu chyba udałabym sie po poradę do jakiegoś psychologa lub
      psychiatry . Może on zdoła ci pomóc . Sama mam synka i nie wyobrażam sobie
      czegoś takiego co ty opisujesz . Zwróć się do kogoś o pomoc , zanim zrobisz
      dziecku krzywdę , potem możesz tego żałować . A moze jest ktoś z twojej rodziny
      kto może ci pomóc ?
      Mam nadzieję że jakoś sobie poradzisz . Pozdrawiam Edyta
      • joasiiik25 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 13:54
        gdzie w tym wszystkim maz i ojciec dziecka?
        nie wie o Twoich uczuciach do syna?
    • bea.bea Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 13:54
      oj.oj.oj.....

      ogladałam kiedys taki film.....
      ...pogrzeb świerszcza...
      moze warto bys go tez obejżała....

      nie wim co napisac ....żal mi i ciebie i twojego synka....

      pozdrawiam cie cieplutko ,
    • aleksandrynka Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 13:54
      to co piszesz jest dla mnie dość przerażające... Ale próbuję Cię zrozumieć. Nie
      znam się na depresji poporodowej, ale bardzo możliwe, że to właśnie to. Skoro
      tu napisałaś, to jednak niepokoi Cię ta sytuacja (mimo, że piszesz, że niewiele
      Cię to obchodzi), wiesz, że źle się dzieje i pewnie chcesz to zmienić. Cóż, na
      forum tego nie załatwisz, jedyne, co mi przychodzi do głowy to NATYCHMIASTOWA
      konsultacja z psychologiem. To nie może dłużej trwać, sama wiesz, że cierpi na
      tym niewinne niczemu dziecko, a oprócz tego Ty i cała Twoja rodzina. Zgłoś się
      do jakiejś poradni jak najszybciej! Poważnie, poszukaj specjalisty, bo przez
      swoje problemy z psychiką możesz być poważnym zagrożeniem dla tego dziecka.
      • aerina Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:03
        Oczywiście, że sytuacja mnie niepokoi (może przeraża byłoby tu lepszym słowem).
        Nie zostałam matką po raz pierwszy, mam córkę, którą kocham tak, że nie
        potrafię tego wyrazić. Od samego początku. Za początek rozumiem moment
        urodzenia, bo dziecko w brzuchu (jedno i drugie) było mi obojętne. Myślałam, że
        to wynik cc (córka rodziła się normalnie) i że z czasem jakieś ciepłe uczucia
        się pojawią, ale jest coraz gorzej.

        Mąż jak jest, to wspiera i rozumie. Dużopracuje. Mam pomoc, więc nie zostaję
        duzż z nim sama.

        Jeśli ten film, bea.bea, kończy się tragicznie, to nie chcę go ogladać.
        • martaglowacka Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 16:43
          Jak to "dziecko w brzuchu (jedno i drugie) było mi obojętne"?? To chyba już tu
          zaczyna się problem......
          • grzalka Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 17:28
            martaglowacka napisała:

            > Jak to "dziecko w brzuchu (jedno i drugie) było mi obojętne"?? To chyba już
            tu
            > zaczyna się problem......

            Nie, Marto. To się zdarza i nie jest jakieś mocno wyjatkowe. Bardzo duzo kobiet
            zaczyna kochać swoje dziecko dopiero po narodzinach. Część kilka tygodni, a
            nawet miesięcy po.
            >
    • tynia3 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 13:58
      Jak dla mnie to prowokacja, bo:
      -autorka ma 1 post na swoim koncie,
      -jak planowane, to dlaczego ani słowa o ojcu dziecka?

      Jeśli jednak faktycznie masz taki problem, w co szczerze wątpię, to jedynym
      rozwiązaniem jest pomoc psychologa.
      • joasiiik25 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:08
        w pierwszej chwili tez o tym pomyslalamsmile ze to prowokacja przez....

        pozdr
    • agatha_mama Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:01
      Jakie to smutne...spróbuj spojrzeć na tego maluszka inaczej, przecież to twoje
      maleństwo, bezbronne i zdane tylko na Ciebie, które kocha Cię najbardziej na
      świecie, nie rób mu krzywdy, przecież to boli...ja mam 2 córeczki i 6 tyg. temu
      urodziłam nieplanowane 3 dziecko-chłopczyka.Kiedy dowiedziałam się o tej ciąży
      wpadłam w histerię, dopiero co wróciłam na studia, znalazłam super pracę,
      kredyt zaciągnięty, mąż w Niemczech, a tu kolejne dziecko!!!!!Nie chciałam go,
      chciałam usunąć, płakałam, walczyłam z własnym sumieniem i tylko dzięki mężowi
      nie zabiłam tego dziecka.Musiałam przerwać studia, zwolnili mnie z pracy i
      spędziłam 2 miesiące na oddziale patologii ciąży..miesiąc przed terminem
      urodziłam ślicznego, zdrowego chłopczyka, Kubusia, patrzyłam na niego i byłam
      wściekła na siebie za te moje głupie myśli co do niego, za to, że prawie go
      zabiłam, a on patrzył na mnie swoimi ufnymi oczkami nic nie świadomy...dziś nie
      wyobrażam sobie życia bez niego i choć wszystkie plany i marzenia diabli
      wzięli, a teraz noszę go nonstop na rękach i nic nie mogę zrobić, wyglądam jak
      7 nieszczęść to nie cofnęłabym czasu.
      A co na to Twój mąż?
      mam nadzieję, że nauczysz się jeszcze kochać swoje maleństwo, życzę Ci tego z
      całego serca,chociaż spróbuj, przytul go pocałuj, napewno też już usmiecha się
      do Ciebie i tylko czeka na ciepłe słowo i czuły gest, proszę nie odmawiaj mu
      tego,.
      pozdrawiam Cię serdecznie
      aga
    • maxim31 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:01
      Słuchaj, a rozmawiałaś z kimś na ten temat? Przeraziło mnie to co napisałaś.
      Zawsze pamiętaj, że jest to b. malutkie dziecko i naprawdę można mu zrobić
      krzywdę na całe życie nieopatrznym potrząsaniem etc. Ja kocham swoje dzieci b.
      mocno, jest to miłość wypływająca niejako bez mojej woli, więc trudno zrozumieć
      mi Twoje negatywne emocje . Ale może warto byłoby z tym problemem udać się do
      psychologa?Czy Twój mąż wie o sytuacji?Powiem Tobie, że na Twoim miejscu
      bałabym się zostawać z dzieckiem sama.Nie jesteś po prostu w stanie zapanować
      nad agresywnymi odruchami wobec niego - z tego co piszesz.Ale również myślę, że
      może całą tę sytuację nie powoduje Twój syn, tylko jakieś inne okoliczności, o
      których być może nie chciałaś napisać. Na Twoim miejscu postarałabym się o
      pomoc - dla Ciebie samej, żebyś wyszła z tej matni. Pamiętam kiedyś program E.
      Drzyzgi, w którym wystąpiła matka, która swojego najstarszego (dorosłego już
      człowieka) nie kochała. Owszem, zajmowała się nim, ale on wiedział o tym, że
      matka go nie kocha. Było to wstrząsające. Niemniej jednak konluzja z tego
      prgramu była taka, że wołami nikogo nie można zmusić do miłości. Tylko szkoda,
      bo to zawsze uniesczęśliwia osobę najmniej w tym wypadku winną - dziecko.
      • aerina tynia3 09.02.05, 14:08
        Niestety, to nie jest prowokacja. O ojcu dziecka napisałam. Zmieniłam nicka, bo
        jakoś nie chcę, żeby ludzie, którzy mnie znają, wiedzieli, że mam takie myśli.
        Ty byś chciała?
        Napisałam tez na forum psychologia, ale tam chyba jest mniej rozsądnych ludzi.
        Po cóż ktoś chciałby w ten sposób prowokować?
        • tynia3 Re: tynia3 09.02.05, 14:17
          Wiesz co, należy Ci się kopniak w tylek. Owszem, to klasyka - depresja
          poporodowa. I są na to metody, bo nie Ty pierwsza taką masz. Tylko Ty zamiast
          lecieć do psychologa i pomóc sobie i dziecku przede wszystkim, rozkminiasz to
          na forum. No nie rozumiem. Jak Ci na stare lata syn odplaci to się nie zdziw. I
          córeczkę, ktorą tak kochasz przy okazji nauczysz kochania... wybiórczego. Weź
          normalniezrób coś ze sobą, bo już 5 miesięcy masz zmarnowane, kobieto!
          • mamamisiaczka Re: tynia3 09.02.05, 14:20
            Zgadzam się z tynią , nie wierze że w twoim mieście nie ma psychologa. Ja
            mieszkam w mieście z ok. 60 tyś . mieszkańców i w naszej lokalnej gazecie
            ogłaszają sie psychologowie. Także dla chcącego nic trudnego . Przejrzyj
            ogłoszenia , spróbuj w przychodni na pewno lekarze mają prywatne gabinety .
            Poszukaj a na pewno znajdziesz.
            • tynia3 Re: tynia3 09.02.05, 14:25
              I z góry mówię, że ani trochę zrozumienia nie mam! Egoizm w najczystszej
              postaci.
              Bawić się w tłumaczenie i takie tam dyrdymały to by można, jakby tylko o
              autorkę chodziło. A to o maleńkim dziecku mowa.
              Oj uważaj, bo życie odpłaca... .
              • sceptyczna1 Re: tynia3 09.02.05, 14:41
                A ja ją rozumiem. Natomiast nie rozumiem jak można kogoś zmusić do kochania.
                Poza tym autorka wątku jasno napisała, że jest to wołanie o pomoc, a nie o
                krytykę czy potępienie. No, ale już dawno zauważyłam, że na tym forum jest
                grupa pań, którym się wydaje, że wszystkie rozumy pozjadały. Może zamiast
                zjadać wszystkie trzeba było sobie jakiś zostawić i używać go do myślenia.
                • e_r_i_n Re: tynia3 09.02.05, 14:44
                  Wolanie o pomoc - ok.
                  Ale jesli na rade, zeby pojsc do psychologa odpowiada autorka watku, ze :
                  1. w miescie ponizej 150tys takowego moze nie byc
                  2. problem z pojsciem jest, bo mam znane nazwisko
                  to juz staje sie to irytujace i kuriozalne.
                • tynia3 Re: tynia3 09.02.05, 14:49
                  Daj spokój... Nikt nie każe zmuszać do kochania, a do myślenia właśnie i do
                  robienia czegokolwiek a nie tylko pielęgnowania siebie i swoich emocji.
                  I może temu dziecku w przyszłości tez bedzie trzeba tak tłumaczyć? Że mamusia
                  się nie zmuszała i dlatego się mu rodzina się sypnęła, ale to jej prawo, święte
                  (!). A kto myśli inaczej i -o zgrozo- skrytykuje, ten nie ma w sobie odrobiny
                  empatii. A idź.
                  • sceptyczna1 Re: tynia3 09.02.05, 14:57
                    Przeczytaj jeszcze raz swoje posty - Ty , owszem, udzieliłaś jej rady odnośnie
                    psychologa, ale poza tym nie mogłaś się oprzeć pokusie dowartościowania siebie
                    jej kosztem. Jaka to ja jestem wspaniała, bo kocham moje dziecko - no to się
                    ciesz, że nie wiesz o czym autorka wątku pisze, że to zostało Ci oszczędzone.
                    • tynia3 Re: tynia3 09.02.05, 15:02
                      Ale przestań, naprawdę. Głaskano ją 5 miesięcy i co? I nic.
                    • e_r_i_n Re: tynia3 09.02.05, 15:02
                      sceptyczna1 napisała:

                      > ale poza tym nie mogłaś się oprzeć pokusie dowartościowania siebie
                      > jej kosztem

                      A gdzie w postach tyni jest jakies dowartosciowywanie? Ona nie pisala o sobie,
                      tylko o dziewczynie - ze zamiast sie zalic na forum, gdzie pomocy odpowiedniej
                      do sytuacji nie znajdzie, powinna ruszyc do fachowaca.
                      • sceptyczna1 Re: tynia3 09.02.05, 15:06
                        to przeczytaj jeszcze raz posty Tyni
                        • g_kasia Re: tynia3 09.02.05, 15:06
                          radzę to samo...
                        • e_r_i_n Re: tynia3 09.02.05, 15:07
                          Przeczytalam. Ani slowa o niej.
                          • sceptyczna1 Re: tynia3 09.02.05, 15:11
                            No wiem, bo dla Ciebie powinna o sobie pisać w pierwszej osobie. Poczytaj
                            między wersami
                            • g_kasia Re: tynia3 09.02.05, 15:13
                              dla mnie nadinterpretujesz... ale może o To Ci chodzi?
                            • tynia3 Re: tynia3 09.02.05, 15:13
                              Ty chyba przypisujesz mi coś, czego nie powiedziałam i nie zamierzałam, ale
                              skoro Ci z tym dobrze - miłej zabawy wink. I kończę tu, bo zaczyna być nie na
                              temat.
                            • e_r_i_n Re: tynia3 09.02.05, 15:13
                              Eee, pewnie i tak nic nie zrozumiem smile W koncu guupia jestem smile
                              • sceptyczna1 Re: tynia3 09.02.05, 15:19
                                no więc prosze o wyjaśnienie, bo mnie nasuwa się samo, kiedy czytam ironiczną
                                uwagę o tym, że ma nauczyć córeczkę kochania wybiórczego - to znaczy, że
                                autorka postu potrafi kochać "całościowo" i dlatego jest lepsza - skoro daje
                                rady i ocenia. Podobnie rzecz się ma z uwaga o egoiźmie - ja nie jestem
                                egoistką więc jestem ok, tak?
                                • e_r_i_n Re: tynia3 09.02.05, 15:22
                                  Ja nie wiem, co potrafi tynia, natomiast inaczej niz Ty intrepretuje jej slowa.
                                  I wyjasniac w takim ukladzie nie ma czego.
                                • g_kasia Re: tynia3 09.02.05, 15:22
                                  czy Ty wszystko czytasz w ten sposób? nie dziwię się w takim razie że masz
                                  podwójne wiersze...
                                  • sceptyczna1 Re: tynia3 09.02.05, 15:25
                                    No faktycznie, gdybyś ty miała podwójne wiersze to może zrozumiałabyś dlaczego
                                    autorka wątku otworzyła się na forum
                                • tynia3 Re: tynia3 09.02.05, 15:25
                                  Dlaczego ironiczną? Sądzisz, że jej córka nie zauważy tego co się dzieje i nie
                                  zastosuje w życiu. Tak to zwykle bywa - dzieci uczą się od rodziców. I co? To
                                  nie egoizm nie iść po poradę w obawie o własne nazwisko i wizerunek a kosztem
                                  bezbronnego?
                                  Już moze przestań czytać między wersami.
      • omama Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:09
        istnieje syndrom dziecka potrząsanego - noworodki są o wiele delikatniejsze i
        icg mózg jest mniej chroniony. Potrząsaniem można diecko zabić, oślepić,
        doproadzić do ciężkich upośledzeń umysłowych.
    • jagienkaa Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:08
      ja też uważam (i mam nadzieję!) że to prowokacja.
      Jeśli nie, to zdecydowanie trzeba się udać po pomoc, bo może się to wszystko
      źle skończyć. Jest dużo miejsc gdzie się można udać po pomoc, i zrób to
      koniecznie, zanim komuś się może stac krzywda.
      • aerina to nie jest prowokacja, to wołanie o pomoc... 09.02.05, 14:15
        Mąż wie, zajmuje sie synem po przyjściu do domu, nie ma do mnie pretensji, to
        on zatrudnił opiekunkę do pomocy, robi wszystko, żeby sytuacje jakos unormowac.
        Nie wiem, skąd wziąć takiego psychologa, skoro się mieszka w mieście poniżej
        150tys. Na dodatek nazwisko jest dość znane. Prosze o podpowiedzi gdzie
        konkretnie mam sie udać?
        Prosze o niemęczenie mnie już tym, że to prowokacja.
        Z opiekunką czuję sie źle, bo musze przed nią udawać, że go lubię. Zazwyczaj
        wychodzę, ale jak jesteśmy we dwie, to jest dziwnie.
        • verdana Re: to nie jest prowokacja, to wołanie o pomoc... 09.02.05, 14:24
          Wyobrax sobie, ze jurto u Twojego synka stwierdzaja np. białaczkę. Czeka go
          bardzo ciężka kuracja, może nawet smierć.
          Jesli to Cie wystraszyło, to jesteś na dobrej drodze. Jeśli nie, musisz
          poszukać pomocy, nawet jeśli oznaczało by to dojazdy do bardzo oddalonego
          miasta. Bo mozesz skrzywdzić nie tylko syna, ale i córkę. Dzieci swietnie
          wszystko widza. Jak zauwazy, ze nie kochasz rata, bedzie sie zastanawiała kiedy
          i ją przestaniesz kochać.
          A dla pociechy - o ile jest to pociecha. Ja jedno z moich trojga dzieci
          kochałam mniej. Przez pierwsze parę lat. I co? I nic! Teraz kocham je tak samo
          jak pozostałe, a ono nigdy sie o tym nie dowiedziało. Tyle, że ja je kochałam -
          tylko trochę inaczej.
          • aerina Re: to nie jest prowokacja, to wołanie o pomoc... 09.02.05, 14:25
            Już sobie wyobrażałam. Niestety nic sad((
            • tynia3 Re: to nie jest prowokacja, to wołanie o pomoc... 09.02.05, 14:31
              aerina napisała:

              > Już sobie wyobrażałam. Niestety nic sad((


              I dalej na forum siedzi !!!
              Że Cię mąż nie leje, to aż się mu dziwię.
            • e_r_i_n Re: to nie jest prowokacja, to wołanie o pomoc... 09.02.05, 14:35
              Od siedzenia na forum nic sie nie zmieni.
              Masz z kim zostawic dzieci, wiec pupa w gore i bierz sie za siebie.
              Rozumiem, ze masz problem i tego nie zazdroszcze.
              Natomiast nie moge zrozumiec, dlaczego nic z tym nie robisz. Tu trzeba dzialac
              juz, natychmiast. Dziecko juz pewnie i tak bardzo odczuwa te Twoje problemy. I
              szczerze mowiac - jemu wspolczuje najbardziej.
        • e_r_i_n Re: to nie jest prowokacja, to wołanie o pomoc... 09.02.05, 14:25
          Psychologow mozna znalezc i w miescie 20tysiecznych. A nazwisko? Mysle, ze
          wazniejsze pomoc sobie, a przede wszystkim dziecku, a nie ogladac sie na opinie
          kogokolwiek.
          Wybierz sie na przyklad do poradni psych - pedagogicznej, tam moga Ci doradzic,
          gdzie szukac psychologa.
          • kropisia Re: to nie jest prowokacja, to wołanie o pomoc... 19.02.05, 11:33
            Dokladnie - psychologow mozna znalez wszedzie. Ja mieszkam w miescei
            12-tysiecznym i polozna w szkole rodzenia mowila nam, zeby w razie jakichs
            negatywnych uczuc wobec siebie czy dziecka, ktore moga wystapic po porodzie udac
            sie do poradni zdrowia psychicznego. Poradnia jest darmowa.
            Psychologa czy psychiatre obowiazuje tajemnica zawodowa - to jesli chodzi o
            nazwisko. Gorzej bedzie gdy prasa doniesie, ze w szanowanej rodzinie matka
            podejrzana jest o doprowadzenie dziecka do smierci przed potrzasanie.

            Biedny chlopczyk i biedna jego siostra.
        • g_kasia Re: to nie jest prowokacja, to wołanie o pomoc... 09.02.05, 14:26
          moja propozycja - kup lokalną gazetę - otwórz na strnie z odłoszeniami i w
          rubryce zdrowie napewno znajdziesz jakiegoś psychologa lub psychiatrę, i nie
          pisz że w małych miastach nie ma tego typu pomocy, bo nawet na wsiach sie
          ogłaszają.
          Kiedy odnajdziesz odpowiednie ogłoszenie, zadzwoń i umów się na wizytę, potem
          powinno być z górki, co do nazwiska - psycholog i psychiatra muszą dotrzymywać
          tajemnicy lekarskiej i nikomu nie powiedzą o Twojej sytuacji...
          Zresztą co jest ważniejsze nazwisko czy dziecko?
          Dla mnie choć też przeszłam przez depresję poporodową wybór nie był trudny
          • sceptyczna1 Re: to nie jest prowokacja, to wołanie o pomoc... 09.02.05, 14:49
            Nie wiem jak wygląda sytuacja z psychiatrą, ale u psychologa nie trzeba podawać
            nazwiska, przynajmniej w gabinetach prywatnych.
        • black-cat Re: gdzie się udac - psychiatra 09.02.05, 19:00
          Aerino, jest coś takiego jak telefon zaufania. Tam dyżurują specjaliści i
          wskażą ci miejsce lub lekarza do których będziesz mogła się udać. Poradnia
          Zdrowia Psychicznego jest też w Warszawie przy ulicy Modzelewskiego, nie znam
          telefonu ale można zadzwonić na 913 i się dowiedzieć. Nie zwlekaj, jeżeli nie
          chcesz leczyć się w swojej miejscowości, przyjedź do Warszawy. Jeżeli mąż wie
          to zrobi wszystko, żeby ci pomóc. Proszę nie zostawiaj tak tego.
        • justyna_dabrowska Re: to nie jest prowokacja, to wołanie o pomoc... 14.03.05, 16:31
          Proszę o podanie miejscowości a ja sprawdzę, czy gdzieś blisko nie ma
          certyfikowanego psychoterapeuty.
          Wydaje mi się, że nie ma na co czekać.
          Pozdrawiam serdecznie
          Justyna Dąbrowska, psycholog, terapeuta, red. nacz Dziecka
          mój adres: justyna.dabrowska@agora.pl
    • maxim31 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:20
      Strasznie przykro mi się zrobiło. Tyle ostatnio jest o dzieciaczkach bitych,
      niechcianych ... Oczywiście, w tym przypadku najprawdopodobniej chodzi o coś
      innego, ale jednak u podstaw działań tamtych rodziców również był brak
      miłości.Ciężko żyć z taką świadomością...
      • klaudia1973 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:35
        osobiscie czuje , ze to prowakacja , matczyne uczucia drzemia w kazdej z
        nas , takze byalm przekonanna ze druga ciaza to bedzie syn a mam córke ,
        zszokowana zaskoczona ale szcesliwa po uszy , wiec nie wydaje mi sie aby
        mozna tak nie lubic dziecka własnego , noszonego pod serce, kochanego i
        wyczekanego, własnie dzis o 2 w nocy moja kolezanka straciła dziecko ,
        nieplanowane ale kochane i chciane i jej rozpacvz jest przeogromna po stracie
        dziwecka , a ty masz dziecko i nie umiesz tego docenic , powinna sie
        iopamietac bądz udac do poradnii zdrowia psychicznego o porade to nie jest
        noirmalne zachowanie nawet jeskli to jest depresja poprodowa a nie jak
        prowokacja o która cie podejrzewam
        • sceptyczna1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:45
          To może nie jest częste, ale normalne i opowiadasz bzdury pisząc, że uczucia
          macierzyńskie drzemią w każdej z nas. Ona akurat do tego dziecka ich nie ma.
          Przeprowadzono w tym temacie badania i okazało się, że bezwarunkowa jest miłość
          dziecka do matki, a nie odwrotnie.
          • g_kasia Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:48
            coś propo tych rozumów zjedzonych... grono się chyba powiększa wink
            • sceptyczna1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:52
              Mylisz sie droga Kasiu, ja przez coś takiego przeszłam i bynajmniej nie była to
              depresja poporodowa. I jeszcze jedno - z własnego doświadczenia wiem, że dla
              matki to jest tragedia, a jeżeli panie tak łatwo oceniające innych myślą
              inaczej to są po prostu GŁUPIE.
              • g_kasia Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:59
                słuchaj jestem w stanie to zrozumieć bo też przez to przeszłam, ale każdy
                normalny człowiek jeżeli widzi coś niepokojącego to powinien jakoś działać... a
                ona po 5 miesiącach ocknęła się, ale nadal siedzi na forum zamiast iść szukać
                konkretnej pomocy, zwłaszcza, że w każdej gazecie nie tylko dotyczącej dzieci
                pisze się o depresji poporodowej - to nie jest temat tabu... i wszędzie się
                mówi o pomocy psychologa, psychiatry jako podstawie.

                a jeżeli panie tak łatwo oceniające innych myślą
                > inaczej to są po prostu GŁUPIE

                sama teraz z ofromną łatwością oceniłaś więc oceń i siebie...
              • e_r_i_n Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:00
                sceptyczna1 napisała:

                > a jeżeli panie tak łatwo oceniające innych myślą inaczej to są po prostu
                > GŁUPIE.

                Łatwe oceny? smile
              • tynia3 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:12
                sceptyczna1 napisała:

                > Mylisz sie droga Kasiu, ja przez coś takiego przeszłam i bynajmniej nie była
                to
                >
                > depresja poporodowa. I jeszcze jedno - z własnego doświadczenia wiem, że dla
                > matki to jest tragedia, a jeżeli panie tak łatwo oceniające innych myślą
                > inaczej to są po prostu GŁUPIE.



                Oj, to dobrze, że jesteś.
          • jagienkaa Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:01
            no ale skoro autorka wątku już ma jedno dzieckom które bardzo kocha, to chyba
            jednak te uczucia w niej gdzieś drzemią?
            • sceptyczna1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:04
              a ponieważ kocha córkę to MUSI tak samo kochać synka, tak?
              • e_r_i_n Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:05
                Nie, poniewaz ma corke, ktora kocha, to ma jakies uczucia macierzynskie.
              • g_kasia Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:05
                nie tak samo, ale jest zdolna do miłości... więc skoro nie kocha to powinno ją
                to zastanowić na początku a nie po 5 miesiącach... a nawet jeżeli dopiero po 5
                miesiącach... eh... szkoda słów nie lubię się powtarzać...
                • sceptyczna1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:10
                  No dobrze, załóżmy, że autorka poszła do psychologa, wzięła udział w terapii -
                  bardzo się strała i nie udało jej się pokochać synka. I co wtedy? Skoro
                  wszystkie matki kochają swoje dzieci to dlaczego jest tyle dzieci w domach
                  dziecka, dlaczego noworodki, często martwe znajdowane są na śmietnikach,
                  dlaczego rodzice mordują swoje dzieci. Z miłości?
                  • g_kasia Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:12
                    sceptyczna1 napisała:
                    Skoro
                    > wszystkie matki kochają swoje dzieci to dlaczego jest tyle dzieci w domach
                    > dziecka, dlaczego noworodki, często martwe znajdowane są na śmietnikach,
                    > dlaczego rodzice mordują swoje dzieci. Z miłości?

                    słyszałaś o patologiach, o chorobach psychicznych, o braku pieniędzy, o
                    ludzkiej głupocie? bo to jest odpowiedź na Twoje pytanie...
                    • sceptyczna1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:14
                      a słyszałaś o najzwyklejszej nieumiejetności kochania tego konkretnego
                      człowieka, bez uciekania się w patologie
                      • g_kasia Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:15
                        jeżeli nic się z tym nie robi to dla mnie to jest patologia
                • jagienkaa Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:10
                  lepiej późno niż wcale. I nie oceniajmy ludzi ot tak sobie, autorka potrzebuje
                  pomocy a nie rozprawy sądowej.
                  • sceptyczna1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:12
                    Widzisz jagienko, dokładnie to miałam na myśli pisząc swoje posty, dokładnie to.
                    • g_kasia Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:16
                      serio? bo między wierszami było inaczej...
                      • sceptyczna1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:21
                        droga kasiu , jak widzę Wy macie prawo do oceniania i krytykowania innych, ale
                        same jesteście bardzo czułe na swoim punkcie
                        • e_r_i_n Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:23
                          Oczywiscie, zarowno Kasia, jak i ja (moge sie, Slonce, w Twoim imieniu
                          wypowiedziec, prawda? smile ), wpadlysmy w bardzo glebokiego dola po Twoich
                          slowach o glupocie smile.
                          Jako ze ciezko mi sie z niego podniesc, koncze juz rozmowe z Toba, bo sie watek
                          rozbudowuje nie z te strone, co trzeba smile
                          Pozdrawiam serdecznie smile
                          • g_kasia Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:26
                            Erin idę się powiesić po tej druzgocącej i oczywiście niesłusznej uwadze na mój
                            temat, nudzi mnie ten wątek... rozwija się w całkiem innym kierunku... kolejna
                            prowokacja? a może taki już los tego typu wątków...

                            Ok przeczytam czy mam jakieś wolne miejsca pomiędzy wierszami i wciskam po raz
                            ostatni w tym wątku "wyślij"

                            Miłego dnia
                          • sceptyczna1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:26
                            droga erin , a gdzie ja napisałam, że jesteś głupia. Uderz w stół, a nożyce się
                            odezwą?
                            • danik1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 21:07
                              Sceptyczna zgadzam sie z Toba, a Wy dziewczyny, te atakujace i kpiace
                              zastanowcie sie czasami zanim cos napiszecie. Po co ta agresja i drwiny.
                              Ja rowniez mam nadzieje, ze ten post jest prowokacja, a jezeli nie to jest mi
                              bardzo szkoda tej matki a najbardziej dziecka. Jednak nie wszystko jest czarne
                              albo biale i moze autorka postu naprawde nie wie jak ma sobie i dziecku pomoc.
                              Wizyta u psychologa moze nie byc problemem dla kogos kto do niego nie musi isc,
                              ale jezeli juz pojawia sie taka potrzeba to nie jest to latwe.
        • ewis Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 21.02.05, 16:58
          > osobiscie czuje , ze to prowakacja , matczyne uczucia drzemia w kazdej z
          > nas

          No cóż, a ja nie jestem pewna czy to prowokacja.
          Matczyne uczucia uczuciami, a życie różnie się toczy.
          Moja starsza córeczka jest i zawsze była bardzo mądra, grzeczniutka, aniołek po
          prostu, a młodsza - wrzaskun powyżej granicy akceptowalnego dźwięku (oczywiście
          nie zawsze), piszczy jak nie wiem co i do tego preferuje rozwiązania siłowe.
          Ewcia wiele razy przez nią płakała, bo Ala ją uderzyła, przestraszyła wrzaskiem
          albo obudziła. Ja również momentami byłam bliska obłedu gdy ten maluch krzyczy i
          piszczy o wszystko, wzięty na ręce wali mnie główka w nos tak, że widzę
          ciemność, nie chce ani byc na rękach ani bawic się sama - wrzask i pisk o
          wszystko...
          Powiem Ci, że początkowo trudno mi było zaakceptować tak różny charakter od
          charakteru starszej córci. I trudno było przyzwyczaić się, że po względnej
          swobodzie z mądrym trzylatkiem, zajmujesz się - momentami - bardzo trudnym
          maluchem.
          Więc nie pisz, klaudia1973, że "to prowokacja, bo matczyne uczucia drzemią w
          każdej z nas", bo nic nie wiesz. Czasami to nie jest takie proste.

          Pozdrowienia
    • zaneta21 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:34
      Powiem tak tez miałąm depresje poporodowa to straszny stan i jestem w stanie
      sobie wyobrazic co czujesz.Powiem jedno najwazniejsze to uswiadomic sobie ze ma
      sie problem i ze sytuacja nie jest normalna -ty juz to zrobiłas a to juz
      naprawde duzy sukces Masz oparcie w męzu co równiez ma ogromne znaczenie przy
      leczeniu depresji poporodowej
      Moja rada jak najszybciej do psychologa bez wzgledu na nazwisko czy uwagi
      otoczenia .....dla dobra Twojego syna Twojego i całej Twojej rodziny
      Pozdrowienia i zycze powodzenia
    • sakada Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:47
      Nie będę oryginalna - NATYCHMIAST idź do psychologa. To jest forum - a na nim
      piszą ludzie. Nie lekarze, nie terapeuci. A właśnie osoba wykwalifikowana jest
      Ci teraz niezbędna. Rozumiesz? Nawet jeśli nic nie czujesz do dziecka - ono
      jest najważniesze i jako matka musisz zrobić co w Twojej mocy, żeby pomóc jemu
      i sobie. Powiem ostro - rusz tyłek i ratuj swoje dziecko, bo jeśli coś mu się
      stanie będziesz tego żałować do końca życia!
    • merlott Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:51
      mam nadzieje, ze to prowokacja..

      jesli jednak nie, to musisz jak najszybciej udac sie do psychologa. depresja
      poporodowa moze sie poglebiac i doprowadzic do strasznych rzeczy.

      podczas moich zajec w szkole rodzenia polozna chciala koniecznie podkreslic,
      bysmy za wszelka cene starali sie przez kilka dni po porodzie nie poddac tej
      depresji. by nakreslic jej niszczycielska sile opowiadala nam o przypadku
      kobiety, ktora miala porod z komplikacjami, wiec musiala potem zostac w
      szpitalu na tydzien. Czwartego dnia kobieta dostala swoje dziecko do karmienia
      i w pewnym momencie zaczela na nie krzyczec i je bic!! cale szczescie, polozne
      byly blisko.
    • melka_x nigdy nie potrząsaj dzieckiem 09.02.05, 14:54
      Jedno to pychiatra (raczej nie psycholog, mogę się mylić, ale podejrzewam, że
      masz depresję, którą powinno leczyć się farmakologicznie). Jeśli wstydzisz się,
      zostaw dziecko z opiekunką i pojedź do innego miasta.

      Drugie - nigdy nie potrząsaj niemowlakiem. Z dwojga złego lepiej wrzasnąć czy
      rzucić jakimś przedmiotem. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale w przypadku
      niemowlaka mocne i/lub regularne potrząśnienia mogą być przyczyną różnych
      upośledzeń, a w skrajnym przypadku nawet doprowadzić do śmierci. Jeśli czujesz,
      że nie możesz sobie zaufać, sceduj opiekę na kogoś innego, ewentualnie tak
      sobie ustawcie życie, żebyś nie zostawała z dzieckiem sama.
      • melka_x Re: nigdy nie potrząsaj dzieckiem 09.02.05, 14:55
        miało być 'potrząśnięcia'
    • xxx75 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:55
      Wiem co przechodzisz,jestem po takim koszmarze.Kiedy moj synek mial 15miesiecy
      zaszlam w druga ciaze,zaplanowana,oczekiwana itp.Kiedy synek sie urodzil zaczal
      sie pieklosadnie potrafilam Go pokochac,irytowalo mnie kiedy plakal,kiedy chcial
      cos ode mnie,doszlo do tego ze myslalam,ze on jest jakims przeklenstwem,chcialm
      zeby bylo tak jak kiedys,tzn kiedy Go nie bylo potrafilam GO zostawic,zeby
      plakal.Mimo ze rozwijal sie bardzo dobrze,wyczuwal moja niechec,mniej sie
      usmiechal,byl bardzo nerwowy,potrafilam Mu mowic rzeczy bardzo
      przykre,slowa,ktore nigdy nie przeszly mi przez gardlo do starszego synkasadMoj
      maz...szkoda slow,nawet nie chce o tym pisac,Twoj przynajmniej wynajal
      opiekunke..niewazne,w pewnym momencie nastapil przelom,kiedy mial ok 11miesiecy-
      wiem ze to dlugo.To nie jest tak,ze przez 11miesiecy nie zaznal mojej
      milosci,teraz z perspektywy czasu wiem,ze kochalam GO od samego poczatku,ze od
      samego poczatku byl moim wytesknionym,wymarzonym kurczaczkiem i nadal
      jest,tylko ze ja pewne rzeczy robilam mechanicznie.Teraz kurczaczek ma
      14miesiecy kocham Go ponad zycie,jest cudowny,a wszystkie zle chwile chce
      wymazac z pamiec,ale wiem ze nigdy mi sie to nie udasadzaluje tego bardzo i co
      noc modle sie do Boga,aby mi wybaczyl.I wiem,ze Ty tez kochasz swojego synka
      baardzo mocno,mimo,ze wydaje Ci sie ze Go niecierpisz,kochasz Go bo jest
      czescia Ciebie.Mi pomogli moi rodzice i moja przyjaciolka,duzo ze mna
      rozmawiali,pokazywali jaki jest madry,cudowny i wspierali w zlych
      chwilach,odganiali demony kiedy ja nie mialam juz sily.Niestety ja odbijalam na
      nim swoje nieudane zycie malzenskie,kiedy synek mial 3miesiace moj maz zaczal
      kontaktowac sie ze swoja "byla" i zaczely sie rozne jazdy,ale wiem ze w zaden
      sposob mnie to nie tlumaczy,bo na takie cos nie ma wytlumazcenia,ani
      usprawiedliwieniasad.Jesli chcesz porozmawiac pisz na priv.Trzymam za Ciebie
      kciuki!
    • evee1 Wolanie o pomoc 09.02.05, 14:55
      e_r_i_n napisała:

      > Wolanie o pomoc - ok.
      > Ale jesli na rade, zeby pojsc do psychologa odpowiada autorka watku, ze :
      > 1. w miescie ponizej 150tys takowego moze nie byc
      > 2. problem z pojsciem jest, bo mam znane nazwisko
      > to juz staje sie to irytujace i kuriozalne.
      No, ja nie wiem, ja ze swoja depresja (co prawda nie poporodowa) walczylam sama
      przez 10 lat, zanim wreszcie odwazylam sie pojsc do lekarza smile). Teraz uwazam
      to za 10 straconych lat mojego zycia.

      aerino, powinnas jak najszybciej wybrac sie do psychologa, a raczej psychiatry,
      bo pewnie bez farmakologii sie nie obejdzie, a tylko psychiatra ma mozliwosc
      zapisywania lekarstw. To mozna leczyc i wyleczyc. I im szybciej, tym lepiej.
      I tak za dlugo juz zwlekasz... Szkoda zycia i radosci, ktora molabys miec z
      tego malego chlopczyka (wiem, bo sama takiego mam, tez urodzil sie jako drugi,
      po corce).
      • e_r_i_n Re: Wolanie o pomoc 09.02.05, 14:59
        Eeve, a czy odbijalo sie to w taki sposob na rodzinie (a szczegolnie malenkim
        dziecku)?
        Gdyby tu chodzilo tylko o samopoczucie dziewczyny - to pewnie nikt by tak nie
        reagowal.
        Ale jesli cierpi (doslownie i w przenosni) dziecko - to juz wymaga to
        zdecydowanych reakcji.
        • evee1 Re: Wolanie o pomoc 09.02.05, 15:14
          > Eeve, a czy odbijalo sie to w taki sposob na rodzinie (a szczegolnie malenkim
          > dziecku)?
          Nie specjalnie, bo mam kochana rodzine smile). Ja nadal bylam w stanie jakos
          funkcjonowac na zasadzie "bo musze". Ale bylo to strasznie wyczerpujace i
          komplikowalo wiele podstawowych spraw zyciowych, na przyklad za nic sama nie
          wyszlam z domu, a czasami jednak musialam smile)). Ale teraz przynajmniej zapala
          mi sie czerwone swiatelko jak widze pewne zachowania u moich dzieci, bo one sa
          obciazone genetycznie i po mnie i po tacie (moja tesciowa i jej mama cierpialy
          na ciezka kliniczna depresje, ktora zreszta przyczynila sie do ich
          przedwczesnego odejscia z tego swiata - depresja to nie zarty niestety).

          > Gdyby tu chodzilo tylko o samopoczucie dziewczyny - to pewnie nikt by tak nie
          > reagowal.
          > Ale jesli cierpi (doslownie i w przenosni) dziecko - to juz wymaga to
          > zdecydowanych reakcji.
          Totaz wlasnie musi jak najszybciej cos z tym zrobic, a podejrzewam, ze samej
          bedzie jej baaardzo trudno, a lekarz jakos tym pokieruje tak zeby nie tylko ona
          miala sie lepiej, ale by i dziecko bylo bezpieczne.
          Bo jezeli faktycznie jest to depresja poporodowa (czy jakakolwiek), to
          "branie sie w garsc" nie ma specjalnego efektu.
          • e_r_i_n Re: Wolanie o pomoc 09.02.05, 15:16
            Ja sie domyslam, ze depresja to nie jest latwa choroba (domyslam, bo sama sie z
            nia nie zetknelam).
            Co do drugiej czesci Twojej wypowiedzi: dlatego z takim uporem maniaka pare
            osob, w tym ja, namawiamy dziewczyne do pojscia do specjalisty, a nie zalenia
            sie na forum. Bo tu moze tylko slowa: wez sie w garsc, a to, jak sama piszesz,
            za malo.
    • kassia23 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 14:57
      Oddaj go! Jest wiele rodzin, które z pocałowaniem ręki wezmą Twoje zdrowe,
      śliczne maleństwo pod swój dach, swoje skrzydła, swoje serce. Jeśli nie
      potrafisz sobie z tym problemem poradzić (a wydaje mi się, że byś potrafiła -
      autodiagnoza na to wskazuje) to będzie to najlepsze rozwiązanie...
      Albo wiesz co? Poczytaj w wolnym czasie forum "Chore dziecko, strata dziecka".
      Kasia.
    • jagienkaa Do Aeriny 09.02.05, 15:08
      Posłuchaj, a może napisałabyś z jakiego jesteś miasta? Jeśli się boisz że Cię
      rozpoznają, to podaj 3 miasta czy coś, ale na pewno znajdzie się ktoś kto Ci da
      namiary do specjalisty.
      Zrób to dla siebie, synka i córki.
      Trzymaj się, wszystko się ułoży.
      • aerina jagienko i te, które sa oburzone 09.02.05, 15:24
        Jagienko, juz poprosiłam o namiary (juz widze, jak częśc forum rzuca sie
        sprawdzic jakie to miasto).

        Co do niektórych oskarżeń, to się ustosunkuję- nigdzie nie napisałam, że w moim
        mieście nie ma psychologa. Jest mnóstwo, szpital psychiatryczny.
        Po drugie, być może niezbyt jasno to napisałam (bo napisałam) ale to nie jest
        tak, że od 5 miesięcy mam ochote rozwalic swojemu dziecku głowe o ścianę.
        Najpierw zajmowałam się nim bez agresji, z pełną obojetnością. Potem, jak
        sytuacja zaczęła sie pogarszać, poszukaliśmy opiekunki. Trochę pomogło. No, a
        teraz od jakiegos czasu znowu jest gorzej.

        Szczerze mówiąc doskonale wiem, że potrzebna mi pomoc psychoterapeuty. Dobrego.
        Który by nauczył mnie rozładowywania negatywnych emocji.
        Ale to naprawde nie jest łatwe- przyznac sie do takich uczuć komuś obcemu. Mąż
        to mąż. Ten post służy wyłącznie przełamaniu się- jeśli potrafię napisac co
        czuję i poddać się ocenom takich ludzi jak g-kasia, tynia i (nie pamietam nicku)
        tej, która nie wierzy, że mogą nie istniec uczucia macierzyńskie- to juz jest
        duzy krok do przodu.
        Oburzonych przepraszam, że wstrząsnęłam ich delkatną psychiką.

        Melko-x, ja nim nie potrząsam w TAKIM sensie. Raczej wrzeszczę, kopię drzwi,
        zagłuszam. Zdarzyło mi się pare razy agresywnie go kołysac (tył/przód).
        Uszkodzenia mózgu zdarzaja się przy potrząsaniu za ramiona, gdy głóka lata
        bezwładnie.
        • kalina_p A ja pociesze... 09.02.05, 15:28
          Trzymaj sie, ciesze sie, ze cos z tym chcesz zrobic. Faktycznie, tylko
          specjalista Ci pomoze...szkoda mi ciut tej malenkiej istotki, ktora kocha
          Ciebie bardzo, calym swoim serduszkiem ale mam nadzieje, ze sie pozbierasz i
          rowniez pokochasz.
          Tylko prosze, postaraj sie, niech maluch nie cierpi, bo on nie jest niczemu
          winien, nie prosil sie na ten swiat...
          Badz dzielna, idz gdzies, obcemu latwiej jest sie wygadac, niz znajomemuwink I
          pisz koniecznie, co dalej, ok? Moze na priv sie do mnie odezwiesz?
          Pozdrawiam!
        • jagienkaa jeszcze raz ja 09.02.05, 15:33
          ja jakoś nie umiem znaleźć miasta, gdzie mieszkasz, natomiast zaglądnij tutaj:
          www.rodzicpoludzku.pl/baby/depresja.html
          a potem spróbuj do nich zadzwonić:
          www.rodzicpoludzku.pl/poradnia/index.html
          wiem że numer jest Warszawski ale może Ci dadzą jakieś wskazówki gdzie się udać.
          Walczsmile
        • melka_x Re: jagienko i te, które sa oburzone 09.02.05, 15:49
          > Melko-x, ja nim nie potrząsam w TAKIM sensie. Raczej wrzeszczę, kopię drzwi,
          > zagłuszam. Zdarzyło mi się pare razy agresywnie go kołysac (tył/przód).
          > Uszkodzenia mózgu zdarzaja się przy potrząsaniu za ramiona, gdy głóka lata
          > bezwładnie.

          Aerino bez żadnej agresji; obrażenia wewnętrzne w wyniku potrząsania niestety
          zdarzają się i nie ograniczają się do mózgu, w dodatku czasem niewielkie
          obrażenie wewnętrzne nie zdiagnozowane może doprowadzić do poważnych
          komplikacji (wiem, co mówię, bo lekarze nie wykluczyli, że skręt jelit u mojej
          córki mógł być wynikiem potrząsnięcia). No i druga rzecz, wszyscy mamy
          skłonność do przesuwania sobie granic, na razie zdarzyło Ci się agresywnie
          zakołysać dzieckiem, następnym razem możesz nim potrząsnąć lub je uderzyć.
          Jakby Ci to się wydawało teraz nierealne, jest to możliwe. (Pewnie gdyby kilka
          miesięcy temu ktoś Ci powiedział, że będziesz agresywnie kołysać dzieckiem też
          byś nie uwierzyła.)

          Bardzo Ci współczuję, niemniej uważam, że obowiązkiem Twoim i męża jest przede
          wszystkim zadbać o bezpieczeństwo dziecka, nawet z marginesem, który wydaje Ci
          się przesadą.

          Na pociechę powiem, że znam podobny przypadek, dziecko wywoływało w matce nie
          tylko złość, ale autentyczne, jak najbardziej fizyczne obrzydzenie (kobieta
          brzydziła się nie tylko karmić - i nie karmiła-, czy przewinać - mąż przewijał,
          ale nawet dotknąć dziecka). Najpierw farmakologia, później psychoterapia, dziś
          dziecko jest ukochaną córeczką i patrząc na jej matkę nigdy w życiu nie
          domyśliłabyś się jakie przeszła z córką piekło. Leczenie trwało 2 lata, ale
          pierwsze efekty były zauważalne po kilku miesięcach.
        • xxxinkaxxx Re: jagienko i te, które sa oburzone 09.02.05, 19:03
          Hej,

          ja tez nie bede oryginalna- MUSISZ NATYCHMIAST iść do psychiatry, a najlepiej
          gdyby udało się znaleźć psychiatre/psychoterapeute... nie szukaj przeszkód i
          wymówek... to część tej choroby- nawet drobne zadanie urasta do problemu nie do
          rozwiązania.....

          wiem co mówię, bo chociaż mój problem polegał na czym innym, to też zwlekałam z
          pójściem do psychiatry, wydawało mi się że sama sobie poradzę...

          Napisałaś:
          > Szczerze mówiąc doskonale wiem, że potrzebna mi pomoc psychoterapeuty.
          Dobrego.
          >
          > Który by nauczył mnie rozładowywania negatywnych emocji.

          Ale moim zdaniem to nie o wyładowanie agresji chodzi.... raczej o to byś
          znalazła przyczynę takich uczuć wobec własnego dziecka... jestem pewna, że coś
          się za tym kryje...



          > Ale to naprawde nie jest łatwe- przyznac sie do takich uczuć komuś obcemu

          ... hm, wiem z doświadczenia, że okazuję się, że dużo łatwiej niż komuś
          bliskiemu....

          pozdr

          INKA
    • atlantis75 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:17
      Aerina, proszę, idż po pomoc do psychologa... Gdyby Ci na synku nie zależało
      nie napisałabys takiego posta...
      • sceptyczna1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:23
        trudno się z tym nie zgodzić
        • aerina i bardzo dziękuję tym... 09.02.05, 15:27
          emamom, które podeszły do mojego problemu poważnie i życzliwie.
          Chociaż w zasadzie byłam przygotowana na znacznie większą agresję.
          • sceptyczna1 Re: i bardzo dziękuję tym... 09.02.05, 15:35
            A to zupełnie inaczej niż ja, bo mnie ta agresja zaskoczyła. Nigdy nie przyszło
            by mi do głowy, że można człowieka tak jednostronnie osądzić"od czci i wiary" w
            imię obiegowych opinii, że "każda matka kocha swoje dziecko". Tymczasem gorąco
            w to wierzę, że dla matek, które jeszcze nie zdążyły pokochać swojego dziecka
            to wielka tragedia, jako, że mają pełną świadomość konsekwencji takiego braku
            uczuć. I dlatego zasługują na wsparcie w poszukiwaniu dróg wyjścia z problemu a
            nie krytykę i potępienie. Pozdrawiam serdecznie
    • maw51 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:26
      Szkoda mi tego dziecka. Mam nadzieje ze psycholog lub psychiatra będzie w
      stanie cię z tego wyciągnąć i pokochasz to maleństwo
      • makowapanienka2 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 15:54
        Też nie podoba mi się ta agresja. Jednego mnie życie nauczyło, żeby nie oceniać
        ludzi zbyt surowo bo niewiadomo jak my byśmy się zachowali w takiej sytuacji.
        Każdą z nas mogło to spotkać. Dziewczyna zachodząc w ciąże napewno nie myślała
        że tak będzie. Ato że pisze na forum to znaczy że wcale jej z tym dobrze nie
        jest i że zdaje sobie sprawe że coś jest nie tak, a to już dużo. Niestety wydaje
        mi się że tylko dobry psycholog jest wstanie pomóc.
        Pozdrawiam cię serdecznie i mam nadzieje że przyjdzie taki czas że pokochasz
        swego synka.
    • sceptyczna1 do tyni, kasi i erin 09.02.05, 15:51
      Nie bardzo wiem, jak zacząć. Mnie również nie podoba się kierunek w jakim
      potoczyła się nasza wymiana postów, bo nie o to mi chodziło. I na pewno nie o
      to, żeby kogoś obrazić. Bardzo możliwe, że autorka wątku otwarła moje stare
      rany stąd może , aż tak emocjonalna reakcja na Wasze posty. czytając je
      poczułam sie urazona, bo sama byłam kiedyś w podobnej sytuacji jak autorka
      wątku i dzień, w którym poczułam, że kocham moje dziecko uważam za
      najpiękniejszy w moim życiu, ale nie dlatego, że "kazda matka kocha swoje
      dzieci", tylko dlatego, że sama zawsze cierpiałam z powodu braku matczynej
      miłości i zawsze sobie zakładałam, że moje dzieci tego nie doświadczą. Nie
      zareagowałam też świętym oburzeniem na post autorki, bo obecnie tak kocham
      mojego syna, że nie wiem czy można kochać bardziej, więc wiem, że jest możliwe
      wyjście z tej sytuacji. Poza tym mam już tyle lat, że wiem, że życie nie jest
      czarno-białe, ale składa się z różnych odcieni szarości. Mniejsza z tym. Nie
      zgadzam się z Waszymi ocenami, ale zgadzam się, że każdy ma prawo do własnego
      zdania i w imię tego prawa przepraszam, jeżeli poczułyście się urażone.
      • tynia3 Re: do tyni, kasi i erin 09.02.05, 15:55
        Też przepraszam, jeśli było zbyt emocjonalnie i pozdrawiam wink
        • g_kasia Re: do tyni, kasi i erin 09.02.05, 16:00
          j.w.
      • e_r_i_n Re: do tyni, kasi i erin 09.02.05, 16:35
        Ja sie nie poczulam urazona, juz od dawna wszytsko, co jest pisane na forum
        dziele przez 4 smile
        Pozdrawiam i przepraszam, jesli przeze mnie poczulas jakos zle sie poczulas.
    • black-cat Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 18:52
      Pędem do psychiatry najlepiej specjalizującego się w psychozach poporodowych.
      Przypadki odrzucenia własnego dziecka zdarzają się ale postaraj sie zrobić
      wszystko aby to wyleczyć. Pięć miesięcy z oziębłą emocjonalnie matką to bardzo
      długo i nie czekaj dłużej. Nie pozwól, żeby rosło z poczuciem winy i nie funduj
      mu przyszłości na kozetce u psychiatry.
      • verdana Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 19:29
        Do psychologa, oczywiscie, ale chyba jednak nie w swoim miescie. To prada -
        jesli w małym miescie jest się znaną osobą, lepiej nie zwierzać się nawet
        psychologowi, ze nie kocha się dziecka. Nigdy nie wiadomo, kiedy
        wiadomość "wycieknie" i za pare lat ukochane dziecko dowie się, ze mama go nie
        kochała.
        A poza tym, tak sobie myslę - czy rzeczywiscie nie kochasz tego swojego
        dziecka. Denerwuje Cię (mnie moje ukochane denerwowało nie mniej, wrzeszczałam
        na niemowle, fakt, miałam ochote je zlac - fakt, i tak sobie mysle, że nie
        byłam nienormalna tylko jawnie przyznaję się do tego, co inni ukrywają). Masz
        go dosyć. Wolałabys mieć spokój. To prawda.
        Ale jakby Cię to dziecko tak naprawde zupełnie nie obchodziło, nie martwilabyś
        się, że mama go nie kocha. Bo przecież Twoje zmartwienie to troska o dziecko.
        Głeboka troska. Więc to chyba nie jest całkowita obojetność na jego losy.
    • 18lipiec dziwne..i smutne. 09.02.05, 20:31
      Ale dziwnie tak...piszesz o synu "to dziecko, tego dziecka" Chyba ani razu nie
      napisałaś synek, albo po imieniu. Dziwna jesteś. To po co Ci to było?
      • wieczna-gosia Re: dziwne..i smutne. 09.02.05, 21:06
        lipiec,
        mysle ze aerina nie wiedziala ze takie uczucia spotkaja ja w stosunku do
        wlasnego dziecka.
        Strasznie to smutne co piszesz.
        Ale wiesz co?
        Ludziom, ktorzy faktycznie maja swoje dzieci tam gdzie plecy zmieniaja nazwe
        nawet nie przychodzi do glowy ze nie sa OK.
        A tobie przyszlo.
        Bierzcie sie z mezem do roboty.
        • ewamamaolka3 Re: dziwne..i smutne. 18.02.05, 03:17
          Wyglada mi to na depresje poporodowa. Bardzo czesto sa takie symptomy agresja w
          stosunku do dziecka i to wszystko co napisala.
        • annba1 Re: dziwne..i smutne. 19.02.05, 11:37
          Wiem, że tak się nie powinno, i że na forum jest dyskusja, ale nie mam czasu
          czytać tu wszystkich wypowiedzi. Zdanie o mamie pomijam, chciałam tylko
          podzielić się z wami moimi odczuciami na temat takich maleńkich dzieciątek -
          niekochanych! Patrząc na swoje maleństwo, tuląc je w nieskończoność i
          podziwiając na każdym kroku, bardzo silnie i wrażliwie reaguję na brak uczuć i
          miłości dla maluszków, które nie dostają tego co im się należy. Wyję nad
          dziecmi do adopcji, wyję nad dziećmi z domów małego dziecka, a najbardziej
          takimi, jak opisany w wątku - maluszek zamknięty w czterech ścianach- o
          którego "tragedii" nikt nie wie i nie może mu pomóc! Nie wiem, po prostu
          strasznie mnie rusza los niemowląt! A nie jestem w stanie im pomóc!!! Niestety!
          Bo niby jak??
    • olga50 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 20:38
      Współczuje twojemu synkowi, że ma taką matkę.
      brrrrr tragedia.idź lepiej dziewczyno do psychologa albo od razu do psychiatry,
      bo tobie jest potrzebna pomoc.
      • miriam_b Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 21:25
        no tak wszystkie mało wyrodne mamy się tu zebrałysmileczyt...wszystkie te
        matczyne "dewotki"które jak przyjdzie co do czego same by dziecko trzasnęły a
        tu kochają i dziewczynę uważają za nienormalną......(acha przepraszam nie
        wsyztskie tu takie sąsmile)ale co do tych pań to niech poprostu zamkną się w swoim
        pięknym świecie gdzie wszyscy wszystkich kochaja a matki jak aerina zamyka się
        najlepiej w szpitalu psychiatrycznym...no pogratulować co niektórym
        pomysłówsmilesmilesmilea wracając do tematu zupełnie rozumiem cię co do nazwiska....też
        mam te problemy...jak poszłam do ginekologa to zaraz wiedzieli pracownicy
        mojego ojca nawet!!!!!ach szkoda słów...wiadomo jeden wypad do psychologa i
        klapa kulturowa....to akurat racja i jak ktoś nie ma takich problemów nie
        zrozumie!!żadnego psychiatry dziewczyno nie polecam!!!!psychiatra jest od
        chorób psychicznych zdiagnozowanych pod względem medycznym!!!psycholog nie
        zajmuje się chorobą jako chorobą ale przede wszystkim przyczynami...jeśli ktoś
        zrozumie w ogóle o co mi chodzi...psycholog potrzebny bo poprostu ktoś musi
        poznać powód tego problemu...porozmawiać z kimś anonimowo byłoby
        najlepiej...ale ze specjalistą a nie z mamami z forum no chyba że któraś jest
        psychologiem....napewno jest dużo rozwiązań i dużo pomysłów jak dojść z tym
        wszystkim do ładu...w każdym razie życzę powodzenia.....nie będę się rozwodzić
        jakie to dziecko jest biedne bo i tak sama sobie zdajesz z tego sprawę,a to nic
        nikomu nie pomoże tym bardziej synkowi...
        • odlipcadomarca Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 09.02.05, 21:59
          Uwazaj na siebie. Niestety wiele kobiet w depresji poporodowej probuje zrobic
          sobie krzywde, ostateczna krzywde - najczesciej z powodu tych wlasnie
          pogmatwanych uczuc: poczucie obowiazku, swiadomosc braku pozytywnych i ogolnie
          oczekiwanych uczuc wobec dziecka, stawianie samej sobie wysokich wymagan zeby
          byc przyzwoita matka, zmeczenie, zapetlenie, brak wyjscia sad Zanim zrobisz
          dziecku krzywde, o co tak wiele pan sie tu boi, mozesz zrobic sobie cos
          nieodwracalnego wlasnie z obawy zeby nie skrzywdzic dziecka - to dosc typowy
          mechanizm w przypadku depresji, nie tylko poporodowej. Nie jestes w stanie sama
          sobie pomoc na tym etapie. Juz sama obecnosc dziecka jatrzy i prowokuje kolejne
          zle mysli i uczucia zarowno wobec Niego jak i samej siebie. Wstydzisz sie
          prosic o pomoc, bo zapewne do tej pory zawsze umialas sobie ze wszystkim radzic
          sama. Byc moze nawet nalezalas do tych, ktorzy zawsze umieja sie sami wziac w
          garsc. Ale czasem tak jest, ze najwiekszym osiagnieciem jest wzbudzenie w sobie
          tej umiejetnosci poproszenia o pomoc. Bo sa tacy, ktorzy moga Ci pomoc. Na
          pewno nie szukaj pomocy w swoim miescie ale koniecznie jedz do najblizszego
          wiekszego osrodka. Nie bardzo mozesz sobie pozwolic na zwlekanie, bo jak sama
          piszesz, uczucia niecheci wracaja i poglebiaja sie. Niszczy Cie to. Odwaz sie
          szukac pomocy zanim Cie zniszczy.
          Serdecznie Cie pozdrawiam i trzymam kciuki za odwage smile
          od7do3
        • evee1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 10.02.05, 00:12
          > pomysłówsmilesmilesmilea wracając do tematu zupełnie rozumiem cię co do
          nazwiska....też
          > mam te problemy...jak poszłam do ginekologa to zaraz wiedzieli pracownicy
          > mojego ojca nawet!!!!!ach szkoda słów...wiadomo jeden wypad do psychologa i
          > klapa kulturowa....to akurat racja i jak ktoś nie ma takich problemów nie
          > zrozumie!
          Czyli, ze trafilas na kiepskiego lekarza, ktory nie potrafil dochowac tajemnicy
          lekarskiej. Jezeli Aerina podejrzewa, ze cos takiego moze sie zdarzyc, to
          faktycznie lepiej, zeby poszla do lekarza w innym miescie.

          > żadnego psychiatry dziewczyno nie polecam!!!!psychiatra jest od
          > chorób psychicznych zdiagnozowanych pod względem medycznym!!!psycholog nie
          > zajmuje się chorobą jako chorobą ale przede wszystkim przyczynami...jeśli
          ktoś
          > zrozumie w ogóle o co mi chodzi...psycholog potrzebny bo poprostu ktoś musi
          > poznać powód tego problemu...
          I tu sie mylisz, bo depresja poporodowa, to nie jest dol czy chandra, tylko
          choroba, ktora trzeba leczyc. Sklonnosci do depresji jedni maja i wylazi im
          ta zolza przy wielkich zmianach zyciowych, inni jej nie maja i chocby sie
          walilo i palilo wyjda z tego poobijani, ale psychicznie zdrowi.
          I grzebanie w przeszlosci z psychologiem niewiele tutaj pomoze. Ja dobrze
          wiedzialam, ze powinnam byc szczesliwa i rozumowo do tego podchodzac
          powinnam "sie wziac w garsc i wybic sobie glupoty z glowy". Ale mam taki feler
          jak imbalans serotoniny w mozgu i niestety ma to takie skutki, a nie inne.
          teraz co prawda juz nie biore zadnych medykamentow i jest nareszcie OK, ale
          wiem, ze moje problemy moga wrocic. Ale teraz juz sie nie boje, bo wiem, coz z
          tym fantem robic.
          A grzebanie w przeszlosci dalo mi tylko tyle, ze zdalam sobie sprawe, ze pewne
          moje zachowania z przeszlosci wskazywaly na to, ze mam sklonnosci depresyjne.
          Wszystko ulozylo sie w piekna calosc i wiedzialam dlaczego dzieje sie tak jak
          sie dzieje, ale nie co zrobic, zeby przestalo sie dziac.
          A symptomy Aeriny sa dosyc klasyczne i opisywane dosyc czesto, wiec ja bym na
          jej miejscu oszczedzila pieniadze na psychologu i poszla raczej od razu do
          psychiatry. Ale to jej wybor...
          Aerina, mozesz jeszcze porozmawiac o swoim problemie na forum Depresja
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=99, albo wrzuc haslo "depresja" na
          www.google.pl.
          Powodzenia.
          • miriam_b Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 10.02.05, 09:09
            oczywiście depresje poporodową się leczy!!!ale nie środkami farmakologicznymi i
            nie przez psychiatrę!!!!
            a co do ginekologa nie tylko o niego chodzi!!chodzi o innych w ogóle ludzie i
            tak w ogóle tajemnicy lekarskiej wśród znajomych nie ma...smileto bajka...smile
            • melka_x Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 10.02.05, 09:18
              miriam_b napisała:

              > oczywiście depresje poporodową się leczy!!!ale nie środkami farmakologicznymi
              i
              >
              > nie przez psychiatrę!!!!

              Miriam mylisz się. Depresję rozumianą w ścisły, kliniczny sposób leczy się
              farmakologicznie, a leczenie prowadzi lekarz psychiatra.
        • black-cat Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 10.02.05, 14:51
          Chyba nikt Aeriny nie wysyłał do szpitala. Psychiatrzy mają dużo większą wiedzę
          na temat psychoz poporodowych. Również psychiatrzy (oczywiście nie wszyscy tak
          samo jak nie wszyscy psycholodzy) są psychoterapeutami. Aerina nie jest wyrodną
          matką, po prostu ma problem a najważniejsze, że zdaje sobie z niego sprawę. Nie
          jest jedyną, co więcej może to spotkać każdą z nas. Depresje i psychozy to
          jednostki chorobowe i leczą je psychiatrzy szukając między innymi ich przyczyn.
    • lizzy Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 10.02.05, 09:55
      A jaCi napiszę,że nie jesteś wyjątkowa. Wiele mam przez to przechodzi, ale w
      naszym społeczeństwie gdzie kult matki polki jest wiecznie żywy mało która
      kobieta do tego się przyzna.
      Przechodziłam przez to przy pierwszym dziecku co prawda tylko przez miesiąc,
      ale zawsze. Moje dziecko było mi obojętne. Marzyłam, żeby zniknęło, albo żebym
      to ja zniknęła. Wkurzało mnie gdy ktoś mówił, że ona jest taka bezbronna, bo
      dawała mi w kość. Jedynym pozytywnym uczuciem jakie miałam w stosunku do mojej
      córki to było przeświadczenie, że zabiję każdego kto chciałby zrobić jej
      krzywdę. I to dawało mi nadzieję, że moje uczucia do niej wkrótce się zmienią.
      Nie potrafiłam jej pocałować, mówić do niej po imieniu, przytulić. Była mi obca.
      Jednakże byłam ostrzeżona, że tak może być. To się zdarza - miłości trzeba się
      nauczyć. Czasem ta nauka może trwać nieco dłużej.
      Kiedy moja córka skończyła miesiąc nastąpił 11 września 2001. To wydarzenie tak
      mną wstrząsnęło, że wszystko mi się poukładało - czego i Tobie życzę.
      • iwcia75 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 10.02.05, 11:32
        ja rowniez odradzalabym psychaitre i faszerowanie sie lekami
        • evee1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 10.02.05, 12:58
          > ja rowniez odradzalabym psychaitre i faszerowanie sie lekami
          Tak, najlepiej niech sie dziewczyna wezmie w garsc. Sorry za ironie.
          A dlaczego uwazasz, ze psychiatra jest "be", a lekow nie nalezy brac?
          Jak ktos ma angine, to tez bys odradzala mu wizyte u lekarza i branie
          antybiotykow?
          • iwcia75 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 10.02.05, 13:04
            evee, wcale nie uwazam,ze "dziewzyna ma sie wziac w garsc", jestem jak najdalej
            od tego. autorce postu potrzebna jest pomoc bliskich,a jesli pomoc specjalisty,
            to duchowa. mowie to dlatego,ze znam osoby,ktore mialy depresje i leki
            uczycnily z nich wraki ludzkie, stali sie lekomanami i zadnej osobie nie
            zyczylabym tego.
            wiem,ze gdybym ja miala ten problem,to zwrocilabym sie do znajomej mi psycholog
            i bylabym pewna,ze zachowa ona to w tajemnicy. chcialabym,zeby mama tego 5mies
            chlopczyka tez miala taka mozliwosc
            • milarka Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 10.02.05, 13:38
              iwcia75 napisała:

              > mowie to dlatego,ze znam osoby,ktore mialy depresje
              > i leki uczycnily z nich wraki ludzkie, stali sie lekomanami i zadnej osobie
              > nie zyczylabym tego.

              Depresję leczy się lekami, te osoby o których piszesz może trafiły na jakieś
              niekompetentnego lekarza, nie wiem
              mój tata miał depresję, i wiem, że żadna terapia by go z tego nie wyciągnęła,
              gdyby nie lekarstwa - bo żeby terapia pomogła to trzeba iść na tę terapię i
              chcieć się leczyć.

              To tak trochę na marginesie, bo jeżeli chodzi o autorkę wątku to mi to nie
              wygląda na depresję, specjalistka oczywiście ze mnie żadna, ale w depresji nie
              jest tak, że kochasz jedno dziecko, a drugiego nie, w depresji jest tak, że nic
              cię nie obchodzi, na nic nie ma siły, w ogóle dół totalny.

              Oczywiście do specjalisty (psychoterapeuty, psychologa czy psychiatry) warto
              się wybrać, bo problem ten tkwi jak najbardziej w psychice.
              • iwcia75 milarko 10.02.05, 13:46
                tez mi sie tak wydaje- i co do odpowiedniego lekarza i co do depresji. wydaje
                mi sie,ze w depresji czlowiek nie znosi wszystkiego, wszystkich lacznie z samym
                soba, jest osowialy, jakby obojetny, bez sil. u Aerin to jest chyba cos innego,
                co przeminie, ale potrzebna jest tu pomoc. to,ze piszę,ze nie polecam
                psychiatry, wynika z mojego osobistego braku zaufania do tego typu lekarzy.

                co do tych osob uzaleznionych od lekow, to ja mam wrazenie,ze one pokochaly
                swoja depresje i swoje leki. trudno mi powiedziec, kto popelnil tu blad
                • wieczna-gosia Re: milarko 10.02.05, 14:58
                  moj przyjaciel mial depresje jako skutek urazu glowy- facet wysportowany,
                  aktywny, nagle stal sie slaby jak niemowle. U niego prowadzone bylo rownolegle
                  leczenie farmakologiczne i psychoterapia, obecnie po poltora roku leki zostaly
                  odstawione, psychoterapia trwa nadal, poprawa jest uderzajaca.
            • evee1 Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 10.02.05, 13:57
              iwcia75 napisała:

              > evee, wcale nie uwazam,ze "dziewzyna ma sie wziac w garsc", jestem jak
              najdalej
              > od tego. autorce postu potrzebna jest pomoc bliskich,a jesli pomoc
              specjalisty,
              > to duchowa. mowie to dlatego,ze znam osoby,ktore mialy depresje i leki
              > uczycnily z nich wraki ludzkie, stali sie lekomanami i zadnej osobie nie
              > zyczylabym tego.
              Ja bylaby troche sceptyczna jezeli chodzi o stwierdzenie, ze to na skutek
              brania lekow stali sie oni wrakami ludzi. Moze to wlasnie depresja i niemoznosc
              znalezienia odpowiedniego leku doprowadzila ich do takiego stanu. Wcale nie tak
              latwo dobrac lek, ktory pomaga danej osobie, a na efekty dzialania kazdego z
              nich trzeba czekac tygodniami. Ja mialam dzikie szczescie, ze trafilam (a
              raczej moj lekarz) trafil za pierwszym strzalem, ale utrzymywalam kontakt z
              ludzmi, ktorzy cierpieli na dokladnie to samo, ale ten lek na nich nie dzialal.
              Poza tym sporo lekow starej generacji ma dosyc nieprzyjemne efekty uboczne, co
              tez nie pomaga.
              Nawet w przypadku tej samej osoby przy kolejnych nawrotach depresji to co
              dzialalo kiedys moze nie dzialac i czlowiek dalej musi (z pomoca lekarza)
              szukac. Tak bylo z moja tesciowa, dla ktorej lekarze za kolejnym razem po
              prostu nie mogli (i w efekcie nie zdazyli juz) dobrac lekarstwa. A gdyby
              im sie udalo, to pewnie jeszcze by z nami byla.
              Poza tym w ciezszych stanach depresyjnych (czy manii, fobii czy nerwic) czesto
              najpierw zaczyna sie od leczenia farmakologicznego, a dopiero jak czlowiek
              wyjdzie troche na prosta zaczyna sie psychoterapie. Ale to juz specjalista
              musi ocenic czy wystarczy psychoterapia, czy potrzebne sa jednak na poczatek
              jakies srodki.

              > wiem,ze gdybym ja miala ten problem,to zwrocilabym sie do znajomej mi
              psycholog
              > i bylabym pewna,ze zachowa ona to w tajemnicy. chcialabym,zeby mama tego
              5mies
              > chlopczyka tez miala taka mozliwosc
              Ale ja mam w rodzinie psychologa i psychiatre, ale jakos wole obcym opowiadac o
              swoich problemach (dlatego tak latwo mi tu pisac) niz rodzinie.
              W zasadzie wole z nimi pozostawac w stosunkach rodzinnych niz pacjent-lekarz.
              Owszem moge poprosic o polecenie mi kogos, ale sama na kozetke do kogos z
              rodziny na pewno bym sie nie udala smile).
              Ale jak psycholog Aerinie pomoze, to bardzo dobrze. Byle jak najszybciej...
              • odlipcadomarca Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 10.02.05, 15:51
                Depresja jest jak najbardziej jednostka chorobowa. Ma rozne postacie (np.
                wiekszosc eating disorders to formy depresji, to tak dla przykladu) i leki
                dobiera sie odpowiednio do sytuacji pacjenta, zaawansowania choroby itp.
                Depresji nie da sie wyleczyc wylacznie psychoterapia (choc, oczywiscie, stosuje
                sie ja jako srodek wspomagajacy) gdyz mamy do czynienia ze zmianami klinicznymi
                w mozgu - namawianie do wizyty u psychologa jest wiec bardzo chwalebne ale
                uczciwie mowiac, przyzwoity psycholog majac do czynienia z pacjentem z objawami
                depresji, jedyne co moze i powinien zrobic, to wyslac tego pacjenta ciupasem do
                psychiatry. Doprawdy trudno jest diagnozac cokolwiek poprzez Internet, zawsze
                istnieje mozliwosc, ze piszacy historie wymyslil, radzi sie na temat znajomych
                lub opisywana historia jest tylko czescia calego zespolu innych objawow ale
                jesli traktowac pierwszy post autorki z cala powaga, to tu potrzebny jest
                psychiatra specjalizujacy sie w postpartum depressions. I to potrzebny jest
                raczej szybko. Wiele moze bowiem byc potegujacych sie objawow istniejacego
                stanu z katatonia lub probami samookalecznia lub samobojstwa wlacznie. Dlatego
                nie bardzo jest na co czekac - ten stan nie minie sam, a nawet jesli nastapi
                chwilowa poprawa, to problemy nieleczone i tak wroca, bo taka jest okropna
                natura depresji. Wiekszosc ludzi, ktorzy raz na nia zapadli, zmaga sie z jej
                skutkami badz nawrotami przez wiekszosc zycia choc formy depresji i ich
                nasilenie zmieniaja sie.
                od7do3
            • l.e.a chyba mam problem.nie lubie tego dziecka - Iwcia75 22.02.05, 09:48
              iwcia75 napisała:

              > evee, wcale nie uwazam,ze "dziewzyna ma sie wziac w garsc", jestem jak
              najdalej
              >
              > od tego. autorce postu potrzebna jest pomoc bliskich,a jesli pomoc
              specjalisty,
              >
              > to duchowa. mowie to dlatego,ze znam osoby,ktore mialy depresje i leki
              > uczycnily z nich wraki ludzkie, stali sie lekomanami i zadnej osobie nie
              > zyczylabym tego

              iwcia75

              walczyłam z depresją farmakologicznie, jakieś 1,5 roku temu, pomogło, nie byłam
              wrakiem ( no chyba,że na początku leczenia) i nie uzależnilam się. leki
              p/depresyjne NIE UZALEŻNIAJĄ - tak było kiedyś, teraz sa takie leki, które nie
              uzależniają ... obecnie mam spore kłopoty, chodzę do psychiatry i Bogu
              dziękuję, że są tacy lekarze ...

              do autorki wątku ...
              to, że napisałas to bardzo dużo, to pierwszy krok, wierzę,że znajdziesz
              zaufanego lekarza, który Cię z tego wyciagnie, jeszcze będziecie szczęśliwą
              rodziną - zobaczysz smile

              pozdrawiam ciepło
              lea
    • mamagucia Re: chyba mam problem...nie lubie tego dziecka 11.02.05, 18:21
      Aerina, jeśli to depresja, a wiele na to wskazuje, to nie czekaj tylko walcz -
      dla swojego synka, który jak sama piszesz jest "Bogu ducha winien i ma tylko
      Ciebie". W ostatnim numerze "Twojego dziecka" jest artykuł "Miłość od drugiego
      wejrzenia", gdzie jest napisane m.in.,że "kobiety dotknięte depresją poporodową
      nie potrafią okazywać dziecku miłości, unikają z nim kontaktu, a nawet czasem
      zachowują się wobec niego wrogo.W efekcie potrzeby psychiczne dziecka nie są w
      pełni zaspokajane, nie ma niezbędnego mu poczucia bliskości z mamą. Skutki tego
      są szybko widoczne: maluch nie czuje się pewnie i bezpiecznie w towarzystwie
      matki, może zacząć jej unikać, pojawiają się zaburzenia w jego zachowaniu.
      Kiedy dziecko podrośnie, może mieć problemy z wchodzeniem w bliskie związki."
      Autorka artykułu podaje kilka rad jak walczyć z depresją, wśród nich proponuje
      grupę wsparcia (jeśli nie w Twoim miejscu zamieszkania, to może w jakimś
      większym mieście)i coś, od czego moim zdaniem możesz zacząć - anonimowy telefon
      wsparcia np. w Poradni "Początek" przy fundacji "Rodzić po Ludzku":
      022/6351011, czynny w pon.,śr., czw.,pt. w godz. 13-15. Myślę, że tam
      podpowiedzą Ci co robić i do kogo się zwrócić, może współpracują z psychologami
      czy psychiatrami lub mogą konkretnego terapeutę polecić. W każdym razie zacznij
      działać, żeby Twój maluszek jak najszybciej poczuł Twoją miłość i bliskość,
      bardzo proszę. Trzymaj się dzielnie, pozdrawiam - Agnieszka
      • wio_sna Do Aeriny 12.02.05, 03:16
        Przeszłam przez to samo. Ja dodatkowo, nie mogłam patrzeć także na moje starsze
        dziecko.

        Teraz, gdy wszystko wróciło do normy czuję czasem straszny żal i pustkę. Żal mi
        tych starconych miesięcy, brak ciepłego niemowlaka, którego nie przytulałam z
        czułością, brak wpomnienia ufnych dziecięcych oczu. To starsznie teraz boli.

        Mam wiele wspomnień podobnych do Twoich. Kiedyś schowałam się przed dziećmi w
        sypialni, nie zapalałam światła, żeby starszy mnie nie zanlazł i leżałam na
        podłodze marząc, że umrę i ten koszmar wreszcie się skończy. Przyszedł starszy i
        gdy mnie znalazł poprosił: Mamo kochaj mojego braciszka.
        Twoja starsza córka też bardzo cierpi.

        Wiem jak trudno wybrać sie do lekarza, wiem jak trudno cokolwiek zrobić.
        Doskonale rozumiem Twoje obawy, ale myślę, że dla lekarza to nie pierwszyzna, że
        kobieta ma depresję poporodową. Na pewno nie jesteś pierwszą pacjentką, która
        się zgłasza z takim problemem, na pewno nie ostatnią.
        Tobie wydaje się teraz, że to wyjątkowa sprawa, że świadczy o ułomności. To
        tylko choroba!!!! Straszna, bo nie pozwala Ci odczuć miłości do synka, jaką w
        sobie masz.
        Mi ulżyło, gdy usłyszałam diagnozę, bo wiedziałam, że z tym można sobie
        poradzić, a byłam przekonana, że ten stan będzie już trwał wiecznie i nie można
        go zmienić.
        MOŻNA !!!!!!!!!!!!!!!!!!

        Trzymam kciuki za całą Twoją rodzinę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka