mommy_b
03.03.05, 11:17
Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kto mi poradzi a przynajmniej pomoze w tym
problemie.
Mój teść od początku nie lubił ani mnie ani mojej rodziny, z jednego głópiego
powodu, że on nic nie robi, jest alkoholikiem, nie jest wykształcony, całymi
dniami nic nie robi tylko niszczy innym życie, kiedy inni pracują, starają
się coś robić. Na początku były tylko głópie uwagi, że jestem młodsza to mam
sie nie udzielać. Ale rok temu w wielkanoc ten człowiek rozpętał wielkie
piekło. Zaczęło się od uwag do mojego męża a jego syna, który wyszedł
wkurzony zostawiając mnie tam z 4 miesiecznym dzieckiem iwiedząc że jesli on
jest w takim stanie to jest zdolny do wszystkiego. No i stało się, wyzwał
mnie od kórew, moje dziecko od różnych też wyzwał, a na koniec rzucił mną na
ścianę. Nie wiedziałam co mam robić, wziełam dziecko i wyszłąm z tamtąd, a
ten na koniec jeszcze wyleciał na dwór i dalej bluzgał. Najśmieszniejsze
byłoo potem tłumaczenie jego rodziny dlaczego ten "..." się tak
zachował, "..." nawet nie zadzwonił, nie przeprosił, a mój mąż mi nie
uwierzył, bo jego matka powiedział, że nic takiego nie miało miejsca, że cos
wymyslilam sobie. Stara ... .A do mnie powiedziała, żebym temu "..."
pozwoliła na takie zachowanie, bo obn ma chore serce i jest alkoholikiem i
trzeba mu pozwolić dalej tak sie zachowywać. Dop tej pory nie wiem co mam o
tym myśleć, żeby być aż tak zakłamanym.
Potem się to powtórzyło znowu kiedy mój mąż wyjechał na 2 miesiące i zostałam
sama z synkiem. Poprosil ojca zeby placil rachunki i zamykał sklep bo ja z
malym po nocy nie bardzo moge chodzic. Zgodzil sie, ale to co on narobil to
nie miesci sie w glowie. Ludzi obrzucał wyzwiskami, przychodzil nawalony
zamykac sklep, kazal wszystkim wypie..c itd. A kiedy pracownik powiedzial
mezowi jak jego ojciec sie zachowuje, a ten kazal mu zostawic to w spokoju i
oddac mi, rozpętał tym dla mnie piekło.
Niedosc ze ja musialam wciaz słuchac ze jestem kurwą, pizdą itd., a mój syn
to bękart, pie..ny szczeniak (roczne maleństwo), mój synek musiał tego
słuchać, a ja go tylko zasłąniałam sobą (bo tylko to mogłam zrobić), żeby nie
zrobił mu krzywdy. Nigdy wcześniej sie tak nie bałam, ten człowiek jest
nieobliczalny.
A mój mąż głópi bo wierzy swojej matce, która wciąż mówi, że ja kłamałam.
Tylko że ja na samo wspomnienie o tym "..." całą się trzesę i nie moge sie
potem długo us[okoić, nawet to do mojego męża nie przemawia.
Udało mi się wywalczyć, żeby ten "..." nie zbliżal sie do mnie i nie
przychodzil do naszego domu, ale ja sie boje o dziecko, ktore maz czasem
zostawia u nich.
No i te cholerne swieta, ktore bedziemy musieli spedzić u nich, a ja nie
chcem tam iść z moim synkiem, żeby znowu ten koszmar przeżywać, a nie chcem
zrobić mężowi przykrości, bo to w koncu jego rodzina.
Nie wiem jak mu to powiedziec żeby nie sprawic mu przykrosci, że jego zona i
synek nie chca spedzic swiat z tym tyranem.
Błagam was pomozcie mi, bo ja nie wiem co mam zrobic, zeby tam nie isc i zeby
nie urazic meza bo to dobry czlowiem ktory sam suie przez niego nacierpiał.
Beata