chloe30
11.03.05, 12:44
Naszło mnie czytając wątek o zazdrości. Ten w którym dziewczyna pisze, że
większość e-mam na wiele stać.
Odpowiedziała jej L.e.a "przyjaciele, którzy nie dadzą Ci zginąć" No
właśnie... jak to u was jest?
Tak się składa , że w moim otoczeniu jest kilka osób, które stać na wiele, a
przede wszystkim - które DUŻO mogą. Znam je od liceum to juz 15 lat, kontakt
mamy częsty.
Do meritum:
rok temu moja bajeczna sytuacja życiowa zmieniła się prawie z dnia na dzień i
na gwałt poszukiwałam pracy. Byłam pełna optymizmu, ale po 2 miesiącach (ja
wiem, że to krótko) troszeczkę zaczęłam się martwić ciągłymi odmowami.
Szukałam dalej, ale kiełkowała myśl, że moje koleżanki gdyby tylko chciały
szepneły by słówko, i mialabym fajną pracę. Nawet nieśmiało o tym wspomniałam
(naprawdę - bez napraszania, nie natarczywie - po prostu grzecznie
zapytałam). I nic. Cisza.
No coż. Pracę znalazłam, mam się dobrze, tylko do koleżanek zmieniłam
leciutko podejście. Nic nie powiedziałam broń Boże, ale zadra jest.
Mam rację? Bo ja wiem, że pomogłabym na pewno ( i robiłam to kiedy jeszcze
mogłam)
Pozdawiam.