Dodaj do ulubionych

Przyjaciele

11.03.05, 12:44
Naszło mnie czytając wątek o zazdrości. Ten w którym dziewczyna pisze, że
większość e-mam na wiele stać.
Odpowiedziała jej L.e.a "przyjaciele, którzy nie dadzą Ci zginąć" No
właśnie... jak to u was jest?
Tak się składa , że w moim otoczeniu jest kilka osób, które stać na wiele, a
przede wszystkim - które DUŻO mogą. Znam je od liceum to juz 15 lat, kontakt
mamy częsty.
Do meritum:
rok temu moja bajeczna sytuacja życiowa zmieniła się prawie z dnia na dzień i
na gwałt poszukiwałam pracy. Byłam pełna optymizmu, ale po 2 miesiącach (ja
wiem, że to krótko) troszeczkę zaczęłam się martwić ciągłymi odmowami.
Szukałam dalej, ale kiełkowała myśl, że moje koleżanki gdyby tylko chciały
szepneły by słówko, i mialabym fajną pracę. Nawet nieśmiało o tym wspomniałam
(naprawdę - bez napraszania, nie natarczywie - po prostu grzecznie
zapytałam). I nic. Cisza.
No coż. Pracę znalazłam, mam się dobrze, tylko do koleżanek zmieniłam
leciutko podejście. Nic nie powiedziałam broń Boże, ale zadra jest.
Mam rację? Bo ja wiem, że pomogłabym na pewno ( i robiłam to kiedy jeszcze
mogłam)

Pozdawiam.
Obserwuj wątek
    • zaga25 Re: Przyjaciele 11.03.05, 13:05
      Może ludzie pomprostu się boją? Załatwią komuś pracę, ten ktoś okaże się lepszy
      i jego wywalają. Ale jeśli ma się możliwość pomocy komuś bliskiemu to się nie
      odmawia. Ja bym nie odmówiła.
      • michiko od przyjaciół chroń mnie Panie Boze bo z.. 11.03.05, 13:09
        wrogami sam sobie poradzę" to mądre zdanie wypowiadał jednen z kardynałów.I
        jest ono do bólu prawdziwe
    • weronikarb Re: Przyjaciele 11.03.05, 13:07
      Tak, podobną sytuację już też zauważyłam.
      Kto ma dobrze - boi sie abyś ty nie miała lepiej
      Kto ma świietna pracę - boi sie abyś Ty nie miała lepszej
      Niestety tak jest bez wzgledu czy to przyjaciel czy nie.
      Ja mowie ogolnie i nie twierdze ze to standard tylko ze to coraz czestsze sad
      • asiaasia1 Re: Przyjaciele 11.03.05, 13:13
        Mam tylko jedno pytanie - czy jesteś na 100 % pewna , że jedno słowo Twoich
        przyjaciół i miałabys szanse na pracę ?
        Moja mama pracuje w szpitau i wiele osób ( rodzina , znajomi )mysli , że
        wystarczy jej jedno słowo i "coś się zawsze załatwi" - pierwszy numerek w
        kolejce , prywatna konsultacje za darmo itp .
        Jesli jednak jestes pewna , że przyjaciele mogliby Ci pomóc i polecić
        pracodawcy a tego nie zrobili to faktycznie , nie sa to przyjaciele tylko
        znajomi . Znajomi , z którymi spędza sie dobrze czas , kiedy jest nam wszystkim
        fajnie ale , nie daj Boże ,kiedy ktos wpada w tarapaty .
        • mamadwojga DOKŁADNIE TAK 11.03.05, 13:16
          asiaasia1 napisała:

          > Mam tylko jedno pytanie - czy jesteś na 100 % pewna , że jedno słowo Twoich
          > przyjaciół i miałabys szanse na pracę ?

          Czasami naprawdę przeceniamy możliwości przyjaciół i znajomych. Jeszcze się nie
          spotkałam z tym żeby miejsca pracy powstawały akurat wtedy kiedy nam pasuje.
          Myślę że gdyby przyjaciele mogli Ci pomóc to by pomogli.
        • chloe30 Re: Przyjaciele 11.03.05, 13:17
          asiaasia1 napisała:

          > Mam tylko jedno pytanie - czy jesteś na 100 % pewna , że jedno słowo Twoich
          > przyjaciół i miałabys szanse na pracę ?
          >
          No niestety, jestem pewna. A najbardziej zabolało mnie, kiedy na moje pytanie,
          czy nie dałoby się czegos zrobić, koleżanka "ŻYCZLIWIE" zaczęła mi doradzać "a
          może byś zadzwoniła do tej cz tamtego: a o sobie nie wspomniała. Odebrałam to
          bardzo źle.
          • asiaasia1 Re: Przyjaciele 11.03.05, 13:21
            Jeżeli rzeczywiście Twoi przyjaciele mają takie mozliwośći , że mogliby
            polecic Cię pracodawcy i coś mogłoby to Tobie pomóc a nie zrobili tego , to po
            prostu sa to znajomi od zabawy i imprezowania .
          • zzz12 Re: Przyjaciele 11.03.05, 13:23
            Moze przeceniasz mozliwosci swoich przyjaciol? Moze tylko Tobie sie wydaje, ze
            oni tak duzo moga, a w rzeczywistosci sa pionkami, ktore nie maja szans na
            wplyniecie na czyjakolwiek decyzje ?
            • chloe30 Re: Przyjaciele 11.03.05, 13:31
              zzz12 napisała:

              > Moze przeceniasz mozliwosci swoich przyjaciol? Moze tylko Tobie sie wydaje,
              ze
              > oni tak duzo moga, a w rzeczywistosci sa pionkami, ktore nie maja szans na
              > wplyniecie na czyjakolwiek decyzje ?

              Kurcze, no. Ja naprawdę wiem ile oni mogą. Może nie zaraz i natychmiast, ale
              Burmistrz Miasta chyba coś może? Nie chciałabym żeby mnie upakował na ciepłej
              posadce w Urzędie Miasta, ale ten człowiek zna wszystkich w okolicznych firmach
              i niejdnej osobie pomógł polecając ją gdzieś. A dlaczego nie mnie? No cóz...
              Spróbowałabym się koleżanki zapytać, gdybym spodziewała się szczerej odpowiedzi.

              Pozdrawiam
              • isma Re: Przyjaciele 11.03.05, 13:50
                A ja bym bardzo dobrze myslala o burmistrzu, ktory ma zasade NIEZATRUDNIANIA
                ZNAJOMYCH.
                Dziwne, nie?
                • chloe30 Re: Przyjaciele 11.03.05, 13:58
                  isma napisała:

                  > A ja bym bardzo dobrze myslala o burmistrzu, ktory ma zasade NIEZATRUDNIANIA
                  > ZNAJOMYCH.
                  > Dziwne, nie?
                  Dziqwne. Bo jak napisałam wyżej nie chodziło mi o nepotyzm. tylko o polecenie.
                  I nie w Urzedzie tylko u znajomków, którym niejedno załatwił bo święty nie jest
                  jak Ci się wydaje. Nie chciałam żeby ktoś dla mnie stwarzał stanowisko
                  gdziekolwiek, tylko mnie POLECIŁ bo a nuż widelec. Widzisz różnicę?
                  • isma Re: Przyjaciele 11.03.05, 14:13
                    To sama sobie dalas odpowiedz. Czy mozna szanowac i uwazac za (uwaga, duze
                    slowo!) przyjaciol osoby, ktore sie uwaza za "nieswiete"? No, chyba ze sa
                    to "przyjaznie" w celu merkantylnym - ale wtedy sie trzeba liczyc z tym, ze
                    inwestycja w znajomosc moze sie nie oplacic. Przykre, ale prawda.
                    • chloe30 Re: Przyjaciele 11.03.05, 14:18
                      isma napisała:

                      > To sama sobie dalas odpowiedz. Czy mozna szanowac i uwazac za (uwaga, duze
                      > slowo!) przyjaciol osoby, ktore sie uwaza za "nieswiete"? No, chyba ze sa
                      > to "przyjaznie" w celu merkantylnym - ale wtedy sie trzeba liczyc z tym, ze
                      > inwestycja w znajomosc moze sie nie oplacic. Przykre, ale prawda.

                      To nie moja koleżanka jest burmistrzem tylko jej ojciec. Mam przestać z nią
                      rozmawiać bo tata jest "nieświęty"? A niejednej osobie również pomógł i również
                      w znalezieniu (ZNALEZIENIU, poleceniu - nie załatwieniu) pracy.
                      Dlatego kiedys pomyślałam (kiedy upadałam na duch) że mógłby pomóc i mnie.

                      Takie to straszne?
      • chloe30 Re: Przyjaciele 11.03.05, 13:15
        Tym bardziej to smutne... myślałam, że u mnie takie wypaczone koleżanki, ale
        jeżeli tak jest częściej.. to gdzie my dojdziemy? Człowiek nie może przecież
        być sam, potrzebuje przyjaciół zarówno w tych szczęśliwych chwilach, a w tych
        złych tym bardziej. A coraz częściej wygląda to tak, że jak się bawimy jest ok,
        ale jak ktoś ma problem - nie ma nikogo. (Sory - mam jedną koleżankę, która
        uwielbia jak ktoś ma problemy - bo wtedy czuje się lepiej - chore.)
        • ewa2233 Re: Przyjaciele 11.03.05, 14:15
          W obecnych czasach niestety nie jest tak, że mieć pracę znaczy
          "mieć kontakty i możliwości".
          A z drugiej strony...
          znam przypadek, gdy przyjaciel nawet stworzył miejsce pracy by poratować swego
          przyjaciela w potrzebie. Wystawiono go do wiatru, naciągając na koszty.

          Chyba nie jest to zawsze kwestia zazdrości.
          Czasami nie wiadomo po prostu, jak u przyjaciela z lojalnością.
          Mam kilku przyjaciół, których poleciłabym "w ciemno", a kilku takich, na
          których mogę polegać w kwestiach "osobistych", lecz nie "pracowniczych".
          ------------------------------------------------------
          çççççççççççççççççççççĂçççççç
    • fiszerowa Re: Przyjaciele 11.03.05, 14:06
      A ja, niestety, jestem w stanie zrozumiec osoby, ktore nie pomagaja w
      znalezieniu pracy.
      Sama bylam w takiej sytuacji i byl w niej rowniez moj maz, ktory dodatkowo
      uczestniczyl w rekrutacji nowych pracownikow do firmy.
      To ze kogos znamy, przyjaznimy sie i mamy bliskie kontakty, paradoksalnie moze
      przyczynic sie do tego zeby wlasnie tej osoby nie zatrudniac ;-(.
      Podam przyklad: znam osobe, ktora prywatnie jest urocza, ciepla, nieba by
      wszystkim uchylila, z kazdym zagada, powie cieple slowo, pojdzie na papierosa,
      nigdy sie nie spieszy, po prostu do rany przyloz... Tylko, nistety zastanowmy
      sie jakie to ma przelozenie na prace... To co jest dobre i pozadane prywatnie
      moze byc katastrofa w pracy. Kolezanka mila i urocza jest caly czas, tylko
      zamiast zajac sie praca chodzi na papierosy, zatrzymauje sie przy kazdym zeby
      spytac jak tam dzieci czy nowy samochod. Jest pedantyczna, skrupulatna i nie
      potrafi przerwac jednej pracy by zajac sie ta pilna, ktora nagle wyskoczyla. No
      i coz mozna zrobic: nalezy sie rozdwoic i zajac sie praca swoja i kolezanki,
      ktora sie przeciez polecilo... A to ze bede siedziala w pracy do 21, dziecko
      zobacze spiace a maz nie bedzie sie odzywal to nie wazne, grunt, ze kolezanka
      ma prace...
      To byl przyklad wymyslony na potrzeby tego watku, ale czy taka sytuacja nie
      moglaby sie wydarzyc?
      Raz jeden poprosilam kogos o zatrudnienie mojej siostry. No i mimo calej
      siostrzanej milosci i zyczliwosci jaka dla niej mam, musze przyznac, ze okazala
      sie beznadziejna ;-(. Najadlam sie wstydu, zepsulam sobie kontakty z
      czlowiekiem i jeszcze pozostal okropny niesmak. Nie znaczy to, ze zostawilam
      siostre sobie samej. Pomagam jej jak moge, ale nigdy jej juz nikomu nie polece.
      Jeszcze jeden przyklad (tym razem prawdziwy): dwie przyjacioki pracowaly na
      uczelni. Jedna zdecydowala sie odejsc i zalozyla biuro podrozy. Gdy juz sie
      urzadzila zabrala do siebie te druga. Jak myslicie ile wytrzymaly razem? 2
      miesiace!!! Dziewczyna byla swietna przyjaciolka i b. dobym pracownikiem
      naukowym, jednak zupelnie nie potrafila poradzic sobie w prywatnej firmie i w
      pracy na wlasny rachunek.

      Chloe, nie pisze tego zeby Cie urazic. Pisze aby wytlumaczyc siebie i takie
      osoby jak ja dlaczego nie pomagam. Wlasnie w imie przyjazni, aby jej nie
      stracic. Zrobie wiele dla moich znajomych i przyjaciol, ale tego jednego nie.
      Chyba, ze wiem jak ta osoba pracuje i ze poradzilaby sobie.

      pozdrawiam
      Fiszerowa
      • chloe30 Fiszerowa 11.03.05, 14:23
        >
        > Chloe, nie pisze tego zeby Cie urazic. >

        Wiem smile)

        Rozumiem doskonale Twoje podejście.
        Ale jakbyś się zachowała gdyby ktoś Cie poprosił o pomoc? Zbyłabyś milczeniem,
        czy probowałaś byś wytłumaczyć dlaczego nie?

        Bo mnie o to milczenie chyba najbardziej chodzi.
        • fiszerowa Re: Fiszerowa 11.03.05, 14:37
          Ja bym probowala wytlumaczyc. Ale to ja, a ja nie znosze niedomowien i braku
          odpowiedzi na pytania. Ale ja tez jestem taka, ze jak ktos mi nie da odpowiedzi
          to bede drazyc wink, wiec wole od razu jasne syuacje.
          Ale nie kazdy jest taki. Moze bylo je niezrecznie i nie chciala sprawiac Ci
          przykrosci, moze tatus powiedzial kategoryczne NIE, bo pamieta jak jego corunie
          malolate sprowadzalas na zla droge wyciagajac na dyskoteke wink, moze...
          • kborz2 Re: 11.03.05, 15:44
            Muszę napisać , bo byłam w podobnej sytuacji. Po powrocie z macierzyńskiego
            moją firmę rozwiązano. Byłam bez pracy i kasy za to z małym dzieckiem w wieku
            1,5 roku. Powiedziałam wszystkim znajomym i jak mi się wtedy wydawało -
            przyjaciółkom że szukam pracy. Okresliłam wprost prosząc nie o załatwienie
            pracy, ani jakies poręczenie mojej osoby tylko żeby dały mi znać jak w ich
            firmach czy w innych będzie jakiś nabórczy wolne miejsce. A ja złoże wtedy
            papiery do działu kadr na to stanowisko, przechodząc całą drogę rekrutacji.
            Bardzo często się zdaża że firmy nie dają ogłoszeń do gazety tylko wieść
            rozchodzi się po znajomych. Spośród wielu pseudo przyjaciół tylko jedna osoba
            dwukrotnie dała mi znać że w sąsiedniej firmie potrzebują. Za pierwszym razem
            mi sie nie udało, a za drugim poszłam pracować na zastępstwo. Po pół roku z tej
            drugiej firmy do mnie zadzwonili i poprosili mnie o stałą współpracę. JA miałam
            posadę a moja przyjacióka nie ponosząc żadnego ryzyka mi pomogła.
            NAtomiast osoba z którą znam się od 3 roku życia mnie zawiodła. Któregoś dnia
            zadzwoniłam do niej do pracy i tel. odbiera inna dziewczyna, która za chwile
            oddała mojej "przyjaciółce" słuchawkę. Na moje pytanieco to za jedna.
            Usłyszałam, że to nowa sekretarka. Niby nic ale to miała być moja najlepsza
            przyjaciółka , która nawet nie wspomniała że jej firma szuka kogoś w moim
            zawodzie. Zaznaczam że nie wymagałam aby ktos za mnie ręczył czy załatwiał,
            wystaczy że da znać.
            Ale tak to jest że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.
            Zyczę WAm tych prawdziwych.
            • fiszerowa Re: 11.03.05, 16:30
              A mnie sie wdaje, ze nie bylas w podobnej sytuacji...
              Czym innym jest prosba o zalatwienie pracy (szepniecie komu trzeba aby miec
              fajna prace) a czym innym informacja o tym, ze jaks firma przeprowadza nabor
              lub ma wakat.
              Dla mnie pomoc przyjacielowi i kazdemu w potrzebie bedzie polegala wlasnie na
              informacji o wolnym stanowisku, na pisaniu CV czy zamieszczeniu ogloszenia w
              internecie. Ale nie uwazam, ze w imie przyjazni nalezy polecac kogos do pracy.
              • fra_mauro Re: 12.03.05, 05:15
                Zgadzam sie z Toba fiszerowo ! Wiele znajomosci i nawet przyjazni rozpadlo sie
                po takich "zalatwianiach". Sama kiedys polecilam swego znajomego, do pracy ,
                zreszta malo skomplikowanej ale wymagajacej zwyklej ludzkiej uczciwosci, bo
                wiazala sie z brakiem stalego nadzoru. I co? Po miesiacu musialam uslyszec
                gorzkie uwagi o bumelanctwie kolegi.
                Ja ze swej strony-choc miewam takie mozliwosci-nie zatrudnilabym zadnego
                znajomego /-ej , aby pozniej byc z nim w zaleznosciach sluzbowych. Nie wybieram
                tez innych "przyjaciol i znajomych krolika" czyli znajomych/ czlonkow rodziny
                kolegow z pracy. Po co mi pozniej problemy ?
                • kingusi Re: 12.03.05, 08:27
                  polecilabym tylko osobe za ktora moge reczyc w 100 proc, natomiast nie
                  wyobrazam sobie zataic wiadomosci o vakacie jesli wiem , ze ktos usilnie szuka
                  pracy
                  • l.e.a Re: 12.03.05, 08:56
                    przyjaciele nie są "tylko" od pośrednictwa pracy ...
                    • aniael Re: 12.03.05, 10:03
                      L.e.a - przyjaciele nie są od pośrednictwa pracy, ale przyjaciół poznaje się w
                      biedzie. Jak jest dzisiaj z pracą, każdy wie. Można chyba oczekiwać od
                      przyjaciół przynajmniej info, że gdzieś jest miejsce.
                      Chloe - a może jednak jesteś w błędzie, myśląc, że koleżanka mogła ci pomóc. W
                      końcu to nie ona jest burmistrzem. Mój ojciec był przed laty dyrektorem
                      szpitala. Gdy nim został, nagle "przypomniały" sobie o mnie koleżanki z liceum
                      (kończyłam liceum medyczne), z którymi nigdy nie miałam szczególnie bliskiego
                      kontaktu. Ot - dalsze koleżanki. Na szczęście studiowałam wtedy w innym
                      mieście, więc oszczędzone mi było wysłuchiwanie petycji o pracę.
                      Jedna - bardzo bliska koleżanka, poprosiła mnie wprost o pomoc, o wstawienie
                      się u ojca. Co mogłam - zrobiłam. Rozmawiałam z ojcem, powiedział, że w danym
                      momencie nie ma miejsc pracy wolnych, ale jak będą, da znać. Za jakiś czas
                      otwierał się nowy oddział i miejsca pracy powstały. Ojciec pamiętał o
                      koleżance, polecił przeze mnie, żeby przyszła z dokumentami. Była w
                      zaawansowanej ciąży, czy świeżo po porodzie, więc nie przyszła.
                      Jestem przekonana, że też były komentarze w jej rodzinie, jaka to ze
                      mnie "przyjaciółka".
                      • l.e.a Re: 12.03.05, 10:21
                        aniael napisała:

                        > L.e.a - przyjaciele nie są od pośrednictwa pracy, ale przyjaciół poznaje się
                        w
                        > biedzie. Jak jest dzisiaj z pracą, każdy wie. Można chyba oczekiwać od
                        > przyjaciół przynajmniej info, że gdzieś jest miejsce.

                        z tym się zgadzam, moi przyjaciele właśnie w taki sposób próbują mi pomóc
                        dlatego dziękuję Panu Bogu za to, że ich mam.
                        • sowa_hu_hu Re: 12.03.05, 10:45
                          a ja mam wiele wspaniałych kolezanek ale od wielu lat borykam sie z tym czy moge
                          je nazwac swoimi przyjaciołkami...
                          dla mnie słowo przyjaciel ma niesamowita moc...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka