Dodaj do ulubionych

Znów moja matka-wredota...

06.06.05, 15:16
Znowu muszę to wywalić z siebie bo inaczej zacznę wrzeszczeć. Ona nie znosi
mojego męża i na każdym kroku mi o tym przypomina. Czasem niby to nic takiego
nie mówi złego o nim, ale rzuca takie aluzje, że szlag mnie trafia. Nie umiem
jej już kochać, pozostał tylko jakiś respekt nic więcej. I wyć mi się chce,
bo muszę tu z nią żyć i mój biedny mąż. Czasem się boję, że nasze małżeństwo
tego nie wytrzyma. Szukam mieszkania do wynajęcia, ale marnie mi
idzie...Musiałam to z siebie wyrzucić. Zrozumcie.
Obserwuj wątek
    • sowa_hu_hu Re: Znów moja matka-wredota... 06.06.05, 15:33
      juśka aja cie dokonale rozumiem... sama mam problemy z mamą...

      sluchaj ja zapytam tej kolezanki co mi dała te ogłoszenia zeby przysłala coś
      nowego i dam ci cynk - moze tez ci sie uda - ja znalazłam pierwszego dnia...


      oto moje gg 8647857
      • juska2 Re: Znów moja matka-wredota... 06.06.05, 16:14
        Dzięki, dzięki że mnie rozumiesz bo dla wielu osób to niepojęte, że można się
        nie dogadywać z własną matką. A jednak. Jak coś to pisz na gazetowy, będę
        dozgonnie wdzięczna. J
      • czarna_maruda Re: Znów moja matka-wredota... 06.06.05, 17:24
        Współczuję mamie-wychowała, trzyma pod swoim dachem i wredota...
        • juska2 Re: Znów moja matka-wredota... 06.06.05, 17:50
          Zazdroszczę-Tobie, że nie wiesz jak to jest...
          • sowa_hu_hu czarna 06.06.05, 17:53
            jak mozesz osądzac skoro nie wiesz jaka jest sytuacja? to ze matka wychowała i
            ze trzyma pod swoim dachem oznacza ze nie moze być wredna???
            oj może , może...
            można mieszkać u swoich rodziców a być traktowanym jak największe g...
            wiec nie wiem komu tu współczuć...
            • juska2 Re: czarna 06.06.05, 18:13
              Otóż to. Już kiedyś mi się oberwało tu jak źle wyraziłam się o mojej matce, nie
              mam ochoty rozpisywać się w czym rzecz, musiałabym streścić pół życiorysu. Nie
              rozumiem tylko dlaczego teściową można objechać tu po całości, a złego słowa o
              matce nie można powiedzieć, w końcu to też teściowa.
              • czarna_maruda Re: czarna 06.06.05, 20:07
                Tak się składa, że czytałam wątki Twoje jak i Sowy o Waszych matkach co nie
                znaczy, że zmieniam zdanie. Mieszkacie u nich, a nie one u Was - co to oznacza
                odpowiedzcie sobie same.
                • danik1 Re: czarna 06.06.05, 21:58
                  Alez co Ty opowiadasz Czarna_maruda. Mieszka u niej to moze traktowac ja
                  zle?????? Zona mieszka u meza to tez ja moze zle traktowac????? A male dzieci
                  zle traktowane to przepraszam gdzie maja sie wyniesc????? Idac Twoim tokiem
                  rozumowania to jak rodzice mieszkaja u swoich dzieci to te tez maja prawo ich
                  zle traktowac??? A niech sie ktores poskarzy!!!!!! Dziwne to dla mnie!!!

                  PS. Nie mieszkam z rodzicami!!! Ufffff!!!
                • sowa_hu_hu Re: czarna co to oznacza? 06.06.05, 22:41
                  to ze mieszkam u mamy oznacza ze moge być poniżana i wyzywana...?

                  gratuluje podejścia
                • umasumak Re: czarna 06.06.05, 22:42
                  No właśnie Czarna, co to oznacza? Czyżby miało to oznaczać przyzwolenie na
                  poniżanie w imię szacunku dziecka do matki?

                  No ludzie, ja wszystko rozumiem, samodzielność, samowystrczalność i inne takie,
                  ale chyba zdajecie sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach, nie jest tak łatwo
                  na samym starcie dorosłego życia, całkowicie odciąć się od rodziców. Często
                  jednak jest to uzależnienie, chociażby w kwestii mieszkania. Czy to ma znaczyć,
                  że wobec tego morda w kubeł, bo nie jest się u siebie?
                  Zresztą to nie jest tak, że np Sowa nie jest u siebie. Jest w swoim domu
                  rodzinnym, do którego ma również prawa, pomaga w jego utrzymaniu poprzez
                  dokładanie sie do rachunków, sprzątanie, gotowanie dla rodziny itp, w związku z
                  tym jest jak najbardziej u siebie. Pzdr
                  • sowa_hu_hu uma 06.06.05, 22:48
                    dobrze to wyraziłaś... idąc tym tokiem jak mój syn będzie ze mna mieszkał po
                    skończeniu pelnoletności to będe go raczyć słowami typu " ty gnoju , tu nierobie
                    , wex sie do roboty , jesteś beznadziejny , nic w zyciu nie soiągniesz..." - i
                    to bedzie w porządku poniewaz bedzie mieszkał pod moim dachem i będe go żywić...
                    naprawde super...
    • maggs1 Re: Znów moja matka-wredota... 06.06.05, 22:03
      Trzymaj się jakoś - moja mama może nie jest wredna, ale tak potrafi uprzykrzyć zycie, że jadąc do niej na dwa dni czuję się zmęczona potwornie. Nigdy nie chciałabym z nią mieszkać. Szukaj tego mieszkania - dopóki się nie wyprowadzicie będzie coraz gorzej. pozdrawiam. Ja Cię rozumiem.
    • buba27 Re: Znów moja matka-wredota... 06.06.05, 22:04
      Twoja mama nie lubi twojego męża a jak jest odwrotnie? bo u mnie to się razem
      nie lubią i myślę że wzajemnie są o siebie zazdrośni. Każde by chciało mnie,
      dziecko i psa tylko dla siebie. A ja mam tego dość, ani jedno ani drugie jest
      niereformowalne i nie można im nic przetłumaczyć. Najchętniej uciekłabym z małą
      jak najdalej od nich. Prawda jest taka że jak jestem tylko z mamą albo tylko z
      mężem to jest nawet ok, ale taka mieszanka jest nie do zniesienia.
      • verdana Re: Znów moja matka-wredota... 06.06.05, 22:24
        A ja tak myślę, że musi byc koszmarnie, jesli córka wprowadza do domu osobę,
        której sie nie znosi i trzeba razem mieszkać.
        Tak sobie myslę, ze gdyby któres z moich dzieci chciało poslubic osobę, która mi
        się bardzo nie podoba i której nie lubię, to oczywiscie powiedziałabym - trudno,
        ale nie pozwoliłabym, aby zamieszkali u mnie. Sa dorosli, musza sobie sami
        radzić. Moze dałabym nawet jakąś kasę, ale osoba, której nie znoszę nie będzie
        mieszkała w moim mieszkaniu. Nawet jako ukochany mąż córki.
        • czarna_maruda Re: Znów moja matka-wredota... 06.06.05, 23:28
          Matka wredota, córka za to ideał ? Gdyby mi było źle z mamusią to bym stanęła
          na głowie, żeby się od niej wyprowadzić - proste. Jest mnóstwo możliwości.
          Najłatwiej narzekać, wyzywać matkę jaka to niedobra i wredna. Osiemnaście lat
          skończyłyście?
          Dowód osobisty macie?
          Mama nie musi Wam pomagać, Wam i Waszym mężom.
          Verdana - dobrze powiedziane. Pewnie mamie niekoniecznie jest super miło
          oglądać codziennie obcego faceta w swoim domu. A kochać zięcia nie jest
          zobowiązana
          • sowa_hu_hu Re: Znów moja matka-wredota... 06.06.05, 23:43
            a kto powiedział ze córka ideał??? gdzieś tyto wycztała??? kobieto!jaideałem nie
            jestem ale na pewno nie zasluguje na ublizanie mi... bo ja mojej mamy nie wyzywam!

            a gdybac to ty sobie możesz... i na głowie stawac również...
            a wyprowadzenie sie nie jest takie proste - a jesli tak i jesli jest wiele
            mozliwości to prosze podaj je - jestem ciekawa co wymyslisz ciekawego...

            jak mam na co narzekac to narzekam - nie robie tego bez powodu , matki nie
            wyzywam...



            • czarna_maruda Re: Znów moja matka-wredota... 06.06.05, 23:57
              To nie ja mieszkam z toksyczną matką - a o możliwościach mówiły inne emamy w
              innych (licznych) wątkach o mieszkaniu z matkami-wredotami więc nie widzę sensu
              żeby się powtarzać.
              Swoje matki znacie nie od dzisiaj i bez urazy - zdecydowałyście się na faceta i
              dziecko wiedząc, że będziecie z nimi żyć pod jednym dachem? Mnie to dziwi po
              prostu i tyle. Żeby nie było wątpliwości-męża i dziecko mam, a oprócz tego
              kredyt mieszkaniowy, dzięki temu moja mama nie musi oglądać brudnych skarpetek
              mojego męża, a mi przez myśl nie przejdzie nazywać jej wredotą.
              • sowa_hu_hu Re: Znów moja matka-wredota... 07.06.05, 00:00
                tak sie czasmai w zyciu układa... ludzie popelniają błędy - jak ja bym iwedziała
                ze bedzie tak jak jest dzisiaj to postapiłabym inaczej w wielu sprawach...
                ale jak bym chciala sie tak nad tym zastanaiać to nic poza tym bym nie robiła a
                to raczej sensu nie ma - gdybanie nad rozlanym mlekiem... bezsens...

                jesli masz kredyt i cie na niego stac to super - mnie jak na razie nie stac więc
                go nie wezme... gdybym mogła zrobiłabym to juz dawno...

                a skoro nie masz wrednej mamy to pozazdrościć
                • bea.bea Re: Znów moja matka-wredota... 07.06.05, 00:18
                  a jamyśle , że znoszenie tzw. " wrednej matki" nie jest deo końca tak uciążliwe,
                  może nawet wygodne dla kolezanki.....
                  nie gniewaj sie sowo,ale uważam , że jeśli ma sie kogoś dość to po prostu
                  zabiera się manatki i w drogę......

                  od wielu lat mieszkam samodzielnie, i nie zawsze było mi łatwo, ale moja
                  samodzielność zaczęła się kiedy po jakiejś awanturze z ojcem , spakowałam rzeczy
                  i wyszłam ....wiedząc , że nie wróce....i tak się stało....

                  i przeżyłam stawke żywieniową dzienną 1,50 zł, bo tyle zostawało po dokonaniu
                  opłat, ale nie żałuje.....

                  i choć moje układy z rodzicami są jak najbardziej poprawne, to nie wyobrażam
                  sobie mieszkania z rodzicami , ani teściami....

                  uważam , że mieszkając z rodzicami ,niestety musisz przyjąć ich warunki, czy ci
                  się to podoba czy nie,
                  to ich dom, ich cięzka praca ich dorobek.....
                  i większośc naszych rodziców zaczynała od jednej łyżki....nikt im nie dał
                  niczego,więc dlaczego mają rezygnować z własnych upodobań , przyzwyczajeń itp...

                  zgadzam się z verdaną
                  chcesz brać odpowiedzialnośc za swoje życie to ...droga wolna...

                  i kiedy jesteś sobie sterem i okrętem , to inni ci mogą naskoczyć....brzydko
                  sad)(( przepraszam
                  • sowa_hu_hu bea 07.06.05, 08:44
                    nie wiem niby jak mialam zebrać manatki i w drogę... skoro facet nie mial stałej
                    pracy.. z dzieckiem? gdzie? do przytułku??? bez jaj...

                    co do przyjmowania warunków - jak bym chciała przyjąć warunki mojej mamy
                    musiałabym stać sie chora na natręctwa bo tego sie chyba ineczej ująć nie da...
                    naprawde chyba nie zdajesz sobie sprawy jak sie mieszka z osobą która ma pipcia
                    na punkcie sprzatania... i to nie jakies tam sprżątanie tylko dopierdzielanie
                    takie ze wdo mu nie ma kropku kurzu... tego sie nie da opisać...
                    mam sie stac niewolnikiem szmaty do podłogi , mam byc taka jak ona? w imie czego?
                    i na jakie warunki mam sie godzić - wyzywania mnie??? wolno jej , bo jej dom?

                    tak chce odpowiadac za swoje zycie dlatego sie wyprowdzam ale teraz kiedy wiem
                    ze bede miala za co oplacić rachunki i sie wyżywić... a nie kretyńskie pakowanie
                    walizek bez grosza przy dupie tylko po to zeby komuś coś udowodnić...
                • mijaczek Re: Znów moja matka-wredota... 07.06.05, 01:13
                  Czarna marudo...bardzo by bylo fajnie, gdyby zycie bylo takie latwe - mam wredna
                  matke/ojca - nie mieszkam z nimi, mam fajnych rodzicow - moge to rozpatrzyc...
                  Zycie nie jest tylko biale i tylko czarne...

                  kazda rodzina funkcjonuje w inny sposob, w takich rodzinach jak u sowy czy
                  innych jest strasznie duzo emocjji...duzo zaleznosci... szantazu emocjonalnego,
                  finansowego... corki/synowie probuja sie wyzwolic spod wladzy rodzicow na rozne
                  sposoby... udaje im sie znalezc meza/zone... udowodnic, ze moga byc szczesliwi z
                  kims, ale jest im trudno uniezaleznic sie od matki/ojca...

                  ludzie maja pewne cechy charakteru bez wzgledu na to czy sa rodzicami czy nie.
                  jedno jest powne - nikt nie zasluguje na to by byc traktowany jak pomiot...
                  • juska2 Re: Znów moja matka-wredota... 07.06.05, 09:46
                    No cóż, tyle zrozumienia i tyle niezrozumienia...
                    Nie od początku mieszkaliśmy z mężem w moim RODZINNYM domu. Mieliśmy krótki, a
                    jakże szczęśliwy okres w życiu kiedy to mieszkaliśmy sami w małej kawalerce.
                    Ale życie tak się ułożyło, że kawalerka poszła do sprzedania (nie była nasza,
                    tylko teściów) i musieliśmy wrócić do moich rodziców. I również nie od poczatku
                    było źle, wręcz przeciwnie, było jaknajbardziej w porzadku. Babcia szcześliwa,
                    bo wnusia w domu, mąż nieźle zarabiał więc żadnych problemów z płatnościami (od
                    poczatku nie dawali nam żadnej taryfy ulgowej pod tym względem).
                    Potem było już tylko coraz gorzej. Bo pogorszyło się u męża w pracy ,a jak nie
                    mogliśmy zapłacic wszystkiego w terminie to każdy pretekst był dobry do tego
                    żeby się nas uczepić. Dodam, że wszystko zawsze spłacaliśmy z opóźnieniem ,ale
                    spłacaliśmy.
                    Teraz z kasą nie ma problemu, ale niechęć do mnie i mojego męża wcale się nie
                    zmniejszyła. Ile ja razy słyszałam jaka jestem beznadziejna, owszem mój mąż też
                    nie przepada za moją matką, ale jak może być inaczej, skoro ona nawet mu "dzień
                    dobry" nie odpowie...
                    Wcześniej nie mogłam myśleć o wyprowadzeniu się, bo nasza sytuacja finansowa
                    nie była dobra, teraz jest lepiej, ale też mam same obawy, bo wynająć
                    mieszkanie to jedno, a wyposażyć to już gorsza sprawa. A i znaleźć coś taniego
                    i odpowiedniego wcale nie jest łatwo.

                    Rozpisałam się strasznie, choć miałam tego nie robić.
                    Ja też mam na co narzekać, więc narzekam, przecież nie tak znowu często.
                    Naprawdę zazdroszczę dziewczynom, dla których matka jest przyjaciólką, albo
                    choć nie jest wrogiem.

                    Pozdrawiam. J
                    • sowa_hu_hu juska 07.06.05, 09:57
                      jak ja cie doskonale rozumiem... to starszne kiedy własna matka traktuje cie jak
                      wroga , jak jakie popychadło... a ja jeszcze musze patrzeć na to jak zupelnie
                      inna jest w stosunku do mojej siostry... skzoda gadac... zazdroszcze moim
                      kolezankom które mają super kontakty ze swoimi mamami... gdzie matka nie wyzywa
                      ich od najgorszych z powodu kurzu na półce... to jest jakies chore... ja nawet
                      siebie obwiniałam... wierzyłam w to co mojaj mama o mnie mówi... ale doszłam do
                      wniosku ze to jakas bzdura jest - przecież nie jestem taka jak ona twierdzi...
                      nie jestem zerem...

                      moze sie kiedys spotkamy i pogadamy...

                      co do wyprowadzki to ja tez nie mam kasy - na zadne umeblowanie itp...
                      • juska2 Re: juska 07.06.05, 10:04
                        Ja też mam siostrę i ona z moją matką świetnie się rozumieją. Potrafią
                        godzinami gadać. Teraz prawdopodobnie moja siostra z dzieckiem też na jakiś
                        czas się do nas sprowadzą. I choć z siostrą mam dobre stosunki, to chyba tego
                        nie zniosę.
                        Brakuje mi tylko odwagi i wiary wto,że sobie poradzimy.J
                        • sowa_hu_hu Re: juska 07.06.05, 10:13
                          musisz uwierzyć! wiesz u mnie to szukanie mieszkanie trwa już pół roku... ja
                          najpierw szukalam w miasteczku obok ale starsznie tu cięzko z mieszkaniami...
                          dlatego zdecydowałam sie na kraków - tam naprawde jest duzy wybór... ale trzeba
                          szukać - codziennie! na pewno sie uda! rodzina mojej mamy twierdzi ze jak szybko
                          sie wyprowadze tak szybko wróce do mamusi , ze sobie nie dam rady itd... tak jak
                          bysmy jacyś lewi byli - nie moge tego słuchac bo mnie szlag trafia...
                          fakt faktm ze mój niemąż mało arabia ale pracuje tez dodatkowo i mam nadzieje że
                          jakoś zwiążemy koniec z końcem... nie mam zamiaru mieszkac tutaj do 40stki...
    • anka1003 Re: Znów moja matka-wredota... 07.06.05, 10:10
      trzymaj się ,rozumiem Cię ,nie mieszkam z moją mamą (całe szczęście)ale potrafi
      mi nieźle dopiec.Jest czepialska i roszczeniowa.Ja milczę ,zaciskam zęby i
      robię swoje ale moja siostra nie wytrzymała i ograniczyła kontakty z matką do
      minimum.To smutne ,mam prawie 40 lat ,3 dzieci a moja mama czołga mnie jak
      gó..arza.Dodam ,że jestem niezależna i czasami pomagam mamie finansowo nie
      narzekam ,nie wypominam ,bo uważam ,że tak w życiu jest.Smutne jest to ,że nie
      chcę być taka jak ona i moje dzieci wychowuję inaczej.Jeżeli tylko możesz to
      się wyprowadź ,bo zatruje wam życie i będzie coraz gorzej.Pozdrawiam i życzę
      siły.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka