polka3
09.07.05, 23:41
Pisałam juz że w czwartek mój syn pojechał na wakacje na żagle...dziś
pierwszy raz zadzwonił..w ogole mu się nie podoba...skaleczył się w
noge...jest przygnębiony...smutny...zmeczony,ale nie takim zmeczeniem z
satysfakcja,ale z niechęcią do całej tej imprezy. Nie wiem co mam o tym
myśleć, syn i jego kolega z klasy są tam najmłodsi,starsi chłopcy maja
najmniej 15 lat(on ma 12),ale praktycznie się z nimi nie zadają.
Martwię sie tez tym jego skaleczeniem w stopę(wszedł na muszlę)-może należało
go zaszczepić na tężca.
W ogóle jestem zła na siebie,myślałm że złapie bakcyla a z tego co widzę
żeglarza z niego na pewno nie będzie...
Mąż mówi, że synowi się taka szkoła przetrwania przyda,że chłopak
zmężnieje ,ale ja mam mieszane uczucia...
Mój Jeremi jest raczej typem intelektualisty-i póki co jest wierny jednej
pasji od lat-czytaniu tego co mu w ręce wpadnie...
Podoba mu się tez łowienie ryb z tatą i oczywiście komputerek kocha bardzo...
Czasami po prostu nie wiem co dla dziecka najlepsze...
Martwię się cholera jasna...