Dodaj do ulubionych

"mały morderca"

21.07.05, 18:46
Córka dostała na urodzinki od cioci zestaw pt. "mały odkrywca". Składa się on
z siatki do łapania owadów, pudełeczka z otworem na tlen do przechowywania
owadów, kilku plastikowych dodatków takich jak miarka, latarka, lupka, nożyk
(do cięcia owadów???)
Złapała owada, tak jak pokazują obrazki. Akurat ćma wleciała do domu i miała
pecha. Po małej chwili ćma w pudełku zdechła. I w związku z tym moje pytanie -
jak można pozwalać na sprzedaż takich zabawek. Toż to zestwa pt "mały
morderca owadów".
Czy wasze pociechy mają podobne zabawki? Jestem zniesmaczona.
Obserwuj wątek
    • purpurowazmija Re: "mały morderca" 21.07.05, 18:59
      Jestem przeciwna kupowaniu dziecku takich zabwek, jak i pistoletów, karabinów,
      kapiszonów...
      Ale nie obraź się: twoje pytanie powinno brzmieć: "dlaczego rodzice pozwalają
      na zabawy takimi zabawkami?" , a nie obwiniać sprzedawców tudzież producentów.
      W końcu to Ty decydujesz czym i w jaki sposób bawi się Twoje dziecko. Nie
      prawdaż?
      • marcelino1 Re: "mały morderca" 21.07.05, 19:03
        No jak dostała to chciała się pobawić. Przecież jej nowej zabawki nie zabiorę.
        Zresztą w opakowaniu wyglądała ok. Dopiero w trakcie okazało się, że to jest be.
        • r.kruger Re: "mały morderca" 22.07.05, 12:44
          przecież owad miał mieć dostęp powietrza,producent chyba się trochę pomylił?
    • balba_77 Re: "mały morderca" 21.07.05, 19:00
      Aż strach pomyśleć co jeszcze wymyśli producent powyższego zestawu.
      Moze zestaw "mały chirurg" no bo w końcu jakie dziecko dzisiaj ma ochotę na
      bawienie siew małego lekarza rodzinnego, mały stetoskop odchodzi w siną dal?
      O albo idąc za duchem epoki "mały killer"? Walizeczka z mini snajpereczką i
      jakimś fajoskim rewolwerkiem i do tego zestaw odjazdowych tłumików a później
      nic tylko z wujem Leonem na jakiś dach iść potrenować wink
      • denay Re: "mały morderca" 21.07.05, 20:21
        hmmm... zadna z was nie zatlukla ani jednej cmy, komara, pajaka czy muchy???
        Nie wazne... gazeta, kapciem, sciera czy muchozolem???
        • marcelino1 Re: "mały morderca" 21.07.05, 20:31
          Ja zatłukłam i to nawet wczoraj ale to było w obronie własnej smile
        • semijo Re: "mały morderca" 21.07.05, 20:48
          denay napisała:

          > hmmm... zadna z was nie zatlukla ani jednej cmy, komara, pajaka czy muchy???
          > Nie wazne... gazeta, kapciem, sciera czy muchozolem???

          Nie raz...ale to co innego niż męczenie owadów w zamkniętym pudełku, by dziecko
          mogło sobie przez lupkę popatrzeć. To uczy dzieci przedmiotowego traktowania
          zwierząt
    • luccio1 Re: "mały morderca" 21.07.05, 21:07
      Nigdy czegoś podobnego nie miałem; nie chciałbym i nie chcę mieć. Samo
      pojęcie: "siatka na motyle" - jest to dla mnie coś nie z tego świata (uważałem
      ten właśnie przedmiot za atrybut dawno i bezpowrotnie minionej przeszłości).
      • denay Re: "mały morderca" 21.07.05, 21:26
        w takim razie naukowcy to tez sadysci??
        • semijo Re: "mały morderca" 21.07.05, 21:37
          denay napisała:

          > w takim razie naukowcy to tez sadysci??

          W pewnym sensie tak, choć tu moźna to czasem usprawiedliwić np. badania nad
          szczepionką itp..ale jak usprawiedliwisz męczenie jakikolwiek żyjątek w imię
          zabawy dla dzieci?
      • balba_77 Re: "mały morderca" 21.07.05, 21:29
        Mnie tam do mordowania owadów nie ciągnęło, zawsze lubiłam wszelkie żyjątka
        (tylko larwami sie brzydzę, chociaż po obejrzeniu na discovery programu o tym
        jakie mogą być niezastąpione nieco zmiękłam), za to moja Mama może dziekować
        Bogu że żaden producent zabawek nie wymyślił zestawu "mały pirotechnik",
        chociaż..... w sumie w zestawie dla "małego chemika" znalazłam parę całkiem
        łatwopalnych rzeczy, np saletra wink Generalnie jako dziecko baaaardzo lubi łam
        eksperymenty z ogniem.
    • virtual_moth Re: "mały morderca" 21.07.05, 21:32
      Hm, no nie wiem... Owady dla mnie to nie zwierzątkawink

      Sama jako dziecko dużo z owadami eksperymentowałam... Urywanie skrzydełek
      muchom było na porządku dziennym. Powiem szczerze, że moja wyobraźnia sięgała
      dalego poza dręczenie much i nie potrzebowałam do tego "zestawu małego
      dręczyciela"wink

      Łapałam np. ważkę i nawlekałam ją na igłę z nitką. Zajefajnie furkotałabig_grin;-P

      OK, pewnie jestem drastyczna. Więcej przykładów nie będziewink

      Jestem przeciwna takim zabawkom - generalnie przecież dręczenie owadów jest be.
      Ja dręczyłam w ukryciu przed rodzicami i tak zapewne będą robić nasze
      dzieci...wink

      Pzdr
      • semijo Re: "mały morderca" 21.07.05, 21:41
        virtual_moth napisała:

        > Hm, no nie wiem... Owady dla mnie to nie zwierzątkawink

        zwierzątka może nie ale na pewno żyjątka a nie przedmioty

        > Sama jako dziecko dużo z owadami eksperymentowałam... Urywanie skrzydełek
        > muchom było na porządku dziennym. Powiem szczerze, że moja wyobraźnia sięgała
        > dalego poza dręczenie much i nie potrzebowałam do tego "zestawu małego
        > dręczyciela"wink
        > Łapałam np. ważkę i nawlekałam ją na igłę z nitką.

        Doprawdy masz się czym chwalić

        Zajefajnie furkotałabig_grin;-P

        Zajefajnie??? Fuck...

        > Ja dręczyłam w ukryciu przed rodzicami i tak zapewne będą robić nasze
        > dzieci...wink

        nie sądzę...
        • wadera77 Re: "mały morderca" 21.07.05, 22:01
          Balba77, ja widzialam taki zestaw maly chirurg! maly facet sobie lezy, brzuch z
          pokrywka, pod pokrywka rozne flaki... dzieki... I jeszcze widzialam dentyste -
          mozna a'la shrekowi wyrywac zeby.
          • denay Re: "mały morderca" 21.07.05, 22:24
            hehehe... i myslicie, ze wyrosna slodkie aniolki...

            W takim razie proponuje wyganiac muszki, komarki i inne ciemki na dwor a nie
            walic w nie kapciem...
          • balba_77 Re: "mały morderca" 21.07.05, 22:58
            O jeny!!!! Żartujesz sad)
            • ekan13 Re: "mały morderca" 22.07.05, 02:30
              Dlaczego odrazu zabraniać sprzedazy takich zabawek? Lupą też można wywołać pożar, hulajnogą rozjechać ślimaka, a baby bornem nauczyć dziewczynkę, że sadzając dzidziusia na nocnik należy mocno przycisnąć na głowę. Zabawkami należy bawić się umiejętnie. Taki zestaw pod okiem kogoś kto zna się na rzeczy może być wspaniałą okazją do zainteresowania dziecka światem owadów.
              Mój mąż jest leśnikiem. Zarówno w technikum jak i na studiach robili tablice z owadami. Mam takie w domu i dzięki nim moja 6 letnia córka zna wiele gatunków motyli i innych owadów. Zaręczam wam, że nie jest zadatkiem na morderce owadów i zwierząt. Sama chętnie kupię jej taki zestaw jak tylko spotkam, będzie bardzo szczęśliwa. Można oczywiście uczyć dziecko rozpoznawania owadów z ksiązek, tak jak i można pokazać mu w ksiązce tęcze, morze i cały wspaniały świat...
              • edytek1 Re: "mały morderca" 22.07.05, 10:27
                Zestaw kuchnia wychowuje bezwolne gospodynie domowe.... Bez przesady drogie
                koleżanki moja mała tez ma taki zestaw choć bez narzędzi krojniczych.Łapiemy
                motylka w siatkę wkładamy do pudełka mała poparzty przez dziurkę i lupkę a
                potem wypuszcza. No cóż biolog tez się musi nauczyć różnych rzeczy z
                piły łańcuchowej też mozna zrobić różny użytek czy to znaczy, ze mają zakazać
                ich sprzedaży?
              • weronikarb zgadzam sie 22.07.05, 10:33
                Ja pamietam jak podbieralam mamie sloiki, robila dziurki w denku, kladla trawe
                i lapalam pasikoniki, ktore z duma pokazywalam mamie i ukladalam w pokoju na
                polce.
                Codziennie do niego mowilam, wrzucalam swiez trawke. I tak az nie zdechl.
                Sporo tych zwierzatek bylo. Dobrze ukierunkowana wiedza i pokazywanie dziecku
                ze nie mozna meczyc dla przyjemnosci itp.
                Moj synek juz lapie muchy (20 mcy) i czesto nie przezywaja tego, ostatnio mi
                pajaka podarowal, tylko ze mama jest panikara to pajak uciekl jak skakalam i
                machalam rekami. I co czy juz jest sadysta???
                • denay Re: zgadzam sie 22.07.05, 11:39
                  juz myslalam, ze tylko obroncy ucisnionych pajaczkow zyja na tym
                  swiecie... smile))) a tu jednak glos rozsadku... smile
    • izabela_741 Re: "mały morderca" 22.07.05, 11:54
      Pamiętam wakacje na wsi - nie miałam takiego małego mordercy ale starszych
      kuzynów.
      Łapaliśmy motyle, ważki, żaby, pasikoniki, ślimaki, krety. Chodziliśmy na
      polowania.... Oglądaliśmy, karmiliśmy w słoikach złapane zwierzątka, owady,
      gady. Czasami niektóre zwierzątka zainteresowania naszego nie przeżywały.
      Zrobiliśmy też "tablicę motyli". I tablice drzew, traw, mchów i porostów.
      Przerobiliśmy całą książkę do biologii w kilka wakacji (dzięki czemu do dzisiaj
      o każdej godzinie dnia i nocy mogę omówić rozmnażanie roślin okytonasiennych i
      innych a mam zupełnie inne wykształcenie).
      Tylko raz zdarzyło się, że jeden z kuzynów celowo zabił zwierze ale często
      męczył muchy czy ważki pomimo interwencji dorosłych. I wszyscy mieliśmy mu za
      złe. Teraz gdy już mam swój wiek wiem, że jego zachowanie i prowokacje wynikało
      z problemów rodzinnych (rozwód, przemoc, brak ojca).
      Myślę, że taka zabawka nie jest zła jeśli nauczy się dziecko bawić nią.
      I trzeba popatrzyć z dystansem na pewne sprawy : nie lubię gdy ćma lata ale nie
      pozwolę jej męczyć. Dziecko nie zrozumie dlaczego ma nie zabijać ćmy jeśli
      widzi jak ta "obrywa" od mamy gazetą. Podobnie jak komar, mucha, trute co
      chwilę mrówki (zwijające się od środka paraliżującego), ślimak od ślimakolu i
      in.
      Patologia wynika nie z takich zabaw jak "mały botanik", "mały chirurg"
      czy "mały dentysta".
      Oczywiście jak nie odpowiada Ci taka zabawka w rękach dziecka to możesz zawsze
      ją schować lub wyrzucić.
      I
    • sally_zielona Re: "mały morderca" 22.07.05, 12:26
      No dobrze, może nie uwierzycie, ale ja w dzieciństwie nie zabijałam owadów i
      swoje dziecko też staram się tego nauczyć. Trudno mi ocenić, czy opisywana
      zabawka jest be czy nie jest. Pewnie wszystko zależy od tego, jak dziecko będzie
      ją wykorzystywać. Uważam jednak, że każde, absolutnie KAŻDE życie trzeba
      szanować. Owszem, zabiję czasem komara, ale czynię to w obronie własnej. Jeżeli
      go nie zabiję, to niestety jestem narażona na pogryzienie, a co gorsza moje
      dziecko, które jest alergikiem i takie pogryzienia ciężko znosi. Jeżeli zdaży mi
      się utłuc komara kapciem, tłumaczę dziecku, czemu to zrobiłam. Nie chcę, żeby
      nabierał przekonania, że robaczki można rozgniatać dla zabawy, lub też wyrywać
      im skrzydełka, nadziewać na igły itp. Brzydzę się robactwa, ale mimo to
      wszystkie owady, które nie stanowią dla mnie zagrożenia przeganiam z domu a
      nawet łapię i wyrzucam za okno (nawet obrzydliwe pająki, brrr). I denerwuje mnie
      podejście niektórych, niemal wyśmiewające "obrońców owadów". Gdyby tu ktoś
      przedstawił pytanie, czy np. psa można walić deską po łbie, to chyba możemy
      przewidzieć, jak była by reakcja. Ale to samo potrakowanie nieszkodliwego owada,
      to już zupełnie "inna para kaloszy". Zaznaczam, że chodzi mi celowe uśmiercanie
      lub męczenie owadów, a nie o sytuacje, kiedy np. nieświadomie rozdepczę
      biedronkę, idąc chodnikiem.

      Sally
      • sally_zielona Re: "mały morderca" 22.07.05, 12:41
        Dorzucę jeszcze dwie historyjki, których byłam świadkiem.
        Sytuacja pierwsza - przed kościołem. Trwa msza. Jest ładna pogoda i sporo ludzi
        stoi na zewnątrz, także ja z dzieckiem. Niedaleko nas chłopiec (może 5 lat)
        zabawia się rozdeptywaniem mrówek (za każdym razem musi się nieźle napracować,
        bo mrówkę nie tak łatwo zadeptać). Przygląda się temu z zainteresowaniem mój syn
        (wtedy około 2 letni) i próbuje "małpować". Zwracam chłopcu uwagę, żeby nie
        rozdeptywał mrówek. Chłopiec zdziwiony, pyta dlaczego. Więc ja, że one nie
        zrobią mu krzywdy, tu mają swój domek, są takie malutkie itp. Na to znajdują się
        rodzice chłopca, oburzeni, że nie pozwalam mu deptać mrówek. Przecież to TYLKO
        MRÓWKI!
        Sytuacja druga - nad wodą. Trzej chłopcy łapią żaby i je nadmuchują. Ponieważ
        chłopcy wyglądają na około 12 - 14 lat, więc już im niczego delikatnie nie
        tłumaczę, tylko każę wypuścić żaby i zabraniam takiej zabawy. Okazuje się że
        chłopcy są z dziadkiem (ojcem?), który nazywa mnie histeryczką i który nie widzi
        niczego niestosowanego w takiej zabawie. Przecież to TYLKO ŻABY!

        Sally
        • balba_77 Re: "mały morderca" 22.07.05, 12:57
          Wiecie co dziewczyny macie dużo racji, sporo owadów wylądowało i w moich
          dziecięcych łapencjach i były wypuszczane po oględzinach, ale wydaje mi się że
          z tym nożykiem to już przesada, bo taki nożyk w zestawie wiadomo do czego służy
          i wiadomo co sugeruje, w odróżnieniu do baby borna smile) Wydaje mi się że tą
          niepohamowaną żądzę odkrywania świata czasami trzeba powstrzymywać bo z
          własnych doświadczeń wiem jakcy mali odkrywcy potrafią być nieświadomie okrutni.
          A jeżeli chodzi o tablice to jako mała dziewczyna bardzo chciałam mieć taką z
          motylami (po obejrzeniu filmu przyrodniczego) więc rozumiem chyba o co chodzi.
          Tyle tylko że jestem przeciwniczką łączenia dziecięcego poznawania świata z
          kilowaniem czegokolwiek. Jest w końcu różnica pomiędzy tym kiedy dziecko cos
          złapie i niechcący ukatrupi a łapaniem w celu ukatrupienia.
          • denay Re: "mały morderca" 22.07.05, 12:58
            balba_77 napisała:
            Jest w końcu różnica pomiędzy tym kiedy dziecko cos
            > złapie i niechcący ukatrupi a łapaniem w celu ukatrupienia.


            I o to wlasnie mi chodzilo smile))
            • weronikarb Re: "mały morderca" 22.07.05, 13:06
              No ale dziecko opisywane przez autorke forum nie ukatrupilo owada dla samego
              ukatrupienia - poprostu zlapalo w sloik bo chcialo obserwowac i niestety cma
              tego nie przezyla. Jesli chodzi o zabawke to ona jest wlasnie przy dobrym
              ukierunkowaniu dla dziecka cenna bo przeciez mozna zlapac motylka wlozyc do
              sloiczka poogladac wytlumaczyc dziecko dlaczego tak a nie inaczej wyglada jak
              wygladalo wczesniej i np. powiedziec ze teraz trzeba wypuscic bo motylek umrze
              itd itd. a tu zaraz ze maly morderca
              • balba_77 Re: "mały morderca" 22.07.05, 13:42
                ja poszłąm takim tokiem myślenia
                siatka + lupa + latarka = mały odkrywca
                siatka + lupa + latarka + nożyk= mały odkrywca z przyzwoleniem na zabijanie
                ja w sumie nie chcę żeby moje dziecko robiło sekcje robaczkom
                Jak postanowi zostać biologiem, lekarzem, weterynarzem i pójdzie na studia to
                co innego, bo to jest po coś (chodzi o wiedzę jakiej książki nie są wstanie
                zapewnić) ale kilkulatek zaspokaja w ten sposób swoją ciekawość więc trzeba
                mieć oko na to żeby sie nie zagalopował bo następnym razem bęfdzie chciał
                zobaczyć jak wygląda od środka np oko Mamy wink ...ups chyba sie trochę
                zagolopowałam
                • weronikarb Re: "mały morderca" 22.07.05, 14:04
                  rozumiem o co chodzi ale autorka pisze ze nie uznaje wogole takich zabawek,
                  ja np. uwazam ze pomagaja odkrywac swiat, ale z pomoca i dobra rada rodzicow -
                  czyli nozyk wyrzucamy a reszte zostawiamy i pokazujemy jak podgladac przyrode i
                  nie zabijac oraz starac sie zminimalizowac ryzyko zabicia "okazu"
                  • balba_77 Re: "mały morderca" 22.07.05, 14:06
                    heh wink
                  • izabela_741 Re: "mały morderca" 22.07.05, 14:13
                    Ja też tak zrozumiałam. A przecież można się świetnie bawić tą zabawką! Trzeba
                    tylko trochę doczytać o owadach, żeby dziecku opowiedzieć co w trawie piszczy.
                    Wtedy nie będzie miało ochoty na męczenie "znajomych".
                    I
                  • marcelino1 Re: "mały morderca" 22.07.05, 21:18
                    weronikarb napisała:

                    > rozumiem o co chodzi ale autorka pisze ze nie uznaje wogole takich zabawek,
                    > ja np. uwazam ze pomagaja odkrywac swiat, ale z pomoca i dobra rada rodzicow -

                    > czyli nozyk wyrzucamy a reszte zostawiamy

                    Problem w tym, że nożyk, lupka, miarka są połączone czymś w rodzaju klamerki i
                    nie można rozdzielić. To taka chińska, plastikowa zabawka, bubel po prostu. Na
                    szczęście moja córka nie będzie nożyka z własnej woli używać, bo dobrowolnie
                    nie męczy zwierząt. Nie wiem jak inne dzieci.
                    A ćma się zabiła, bo wpadła na ścianki pudełka. Była w pudełku dosłownie parę
                    chwil i nagle padła na dno trupem.
                    Ja nie neguję takich zabawek. Kolejne owady po prostu łapiemy i za chwilkę
                    wypuszczamy. Staram się namawiać żeby córka łapała np. ślimaki, bo one się nie
                    roztrzaskają o ścianki. Tytuł postu napisałam z celową ironią aby zmienić nazwę
                    zestawu w intrygujący i zachęcający do czytania sposób.
                    • weronikarb Re: "mały morderca" 25.07.05, 09:35
                      To znajdz jakis sposob aby uzywac tego nozyka do czegos innego niz rozkrawanie.
                      Jesli dziecku pokazesz ze to np. do rogrzebywania ziemi aby znalesc mrowki,
                      badz do "ucinania" trwaki do sloika, to ona sama nie wpadnie na cos takiego jak
                      krojenie owada.
                      Czytalam tu cos takiego jak to ze muchy moze sobie podgladac na Discavery - tak
                      moze. Moze tez ogladac zabawki w reklamach - po co kupowac?
                      Zabawki edukacyjne maja uczyc, ale pomagamy ich uzywac dziecku i prawidlowo
                      nadajemy tor ich nauce i ciekawosci - bo dziecku samemu do glowy nie przyjdzie
                      sprawdzic co zaba ma w srodku - ono zbija jak juz to calkowicie nieswiadomie
                      lub przez nieuwage i tutaj powinnismy pokazac ze to tez zwierze/istota zyjaca.

                      No coz w lekrza (tutaj tez byl taki przyklad) tez sie bawilam - cuda sie
                      robilo - czesci ciala pobandazowane, patyczki (zwykle kije) i sprawdzanie
                      gardla, swiece latarka w oczy/uszy. Mielismy nawet stetoskop i jakos nikomu
                      nie przyszlo do glowy robic sekcji zwlok.

                      Takze umiaru troche mamy i czasu poswieccie dzieciom. Zabawki nie kupuje sie i
                      nie puszcza dziecka na zywiol tylko uczy sie go swiata i tego jak ona
                      funkcjonuje i tutaj potrzebne sa edukacyjne zabawki
                • edytek1 Re: "mały morderca" 22.07.05, 15:43
                  Mamy małego odkrywcę wink nie mamy narzędzi krojniczych...
        • maxim31 Wiecie co, kobiety? 22.07.05, 14:15
          Czy Wy troche nie przesadzacie?
          Roztkliwiac się nad życiem cmy?
          Nie przesadzajmy. Jako dziecko nigdy nie miałam do czynienia z takimi
          zabawkami. Jednak będe optowac za wersją, że owady należy tępic - jeżli będą
          bezpośrednio zagrażac mojemu komfortowi psychicznemu.
          A jeżeli uczyłabym (w sumie się staram) moją córkę zachowań altruistycznych w
          stosunku do owadów, to tylko dlatego, żeby nie miała takiej traumy jaka mnie
          dopada, gdy wleci mi jakiś brzeczacy gad do mieszkania. I żeby nie miała potem
          lęków z tego powodu.

          Nie rozumiem takich dylematów. Serio.
          • izabela_741 Re: Wiecie co, kobiety? 22.07.05, 14:22
            Ale nie wszystkie tutaj się tak samo roztkliwiamy. Ja np. podobnie jak mąż Ekan
            (zgubny wpływ wychowania z mężczyznami) robiłam z rodzeństwem i kuzynami
            tablice. I jak moje dziecko kiedyś będzie chciało to pewnie zrobię. Wolę, żeby
            oglądało w kółko jedną muchę ze wszystkich stron niż ukatrupiało w wymyślny
            sposób coraz to inną. Bo wtedy może mu przyjść chęć przerzucenia się np. na
            żaby. I to niekoniecznie pod moją opieką ale np. na koloni wśród kolegów. A jak
            pozna zwyczaje zwierząt to nie będzie go to pociągało.
            I
            • maxim31 Nie zgodzę się z Tobą. 22.07.05, 14:26
              Jako dziecko potrafiłam gnebic np. motyle i naprawdę - nic z tego nie wynikło.
              Traktowałam to po prostu poznawczo. Tak - w tamtych momentach pewnie sadystką
              bywałam - ale jako osoba dorosła wcale w ten sposob ludzi nie traktuję. Nawet
              zdarza mi się wykazac empatią.
              Dzieci i tak za plecami rodziców zrobia swoje. Uwierz.
              • izabela_741 Re: Nie zgodzę się z Tobą. 22.07.05, 14:41
                Nie wiem do końca czy to ze mną się nie zgodzisz z jakiegoś powodu czy z tym,
                że dziecko, które posiada tablice mniej owadów będzie łapać? wink
                Myślę, że jak dziecko będzie miało za szybką owada, to łapanie, żeby się
                przyglądnąć odpadnie. No chyba, że będzie chciało wyrwać skrzydełko po
                skrzydełku, żeby zobaczyć jak mucha będzie latać z mniejszą ilością skrzydeł.
                Wiem, że dzieciaki lubią często gnębić zwierzęta. Ale wg. mnie jest to do
                opanowania i nauczenia, że męczyć nie wolno.
                (To przypomina mi jak zupełnie różny był stosunek do zwierząt dzieci ze wsi -
                one się nimi nie bawiły tj. nie goniły za motylami tylko pryskały środkiem
                owadobójczym, żeby kapusty nie obgryzał, nie podziwiały wiewiórki tylko za nią
                rzucały kamieniami, bo orzeszki wyjadała, za to odpowiedzialnie karmiły i
                pielęgnowały powierzone zwierzęta całymi dniami a nie przez 5 minut jak my)
                I
                • maxim31 Co za róznica 22.07.05, 15:08
                  czy męczy się jedną muchę czy tez jakąś nieograniczoną ilośc?
                  Z tym sie nie zgadzam. Nie ma to znaczenia.
          • iwles Re: Wiecie co, kobiety? 22.07.05, 15:19
            maxim31 napisała:

            > Czy Wy troche nie przesadzacie?
            > Roztkliwiac się nad życiem cmy?
            > Nie przesadzajmy. Jako dziecko nigdy nie miałam do czynienia z takimi
            > zabawkami. Jednak będe optowac za wersją, że owady należy tępic - jeżli będą
            > bezpośrednio zagrażac mojemu komfortowi psychicznemu.
            > A jeżeli uczyłabym (w sumie się staram) moją córkę zachowań altruistycznych w
            > stosunku do owadów, to tylko dlatego, żeby nie miała takiej traumy jaka mnie
            > dopada, gdy wleci mi jakiś brzeczacy gad do mieszkania. I żeby nie miała
            potem
            > lęków z tego powodu.
            >
            > Nie rozumiem takich dylematów. Serio.


            Byłam kiedyś z synkiem w Zoo i akurat na naszych oczach surykatka pożarła
            osę smilesmilesmile
            Niby nic - a mój Mały naraz .... jak się nie rozpłacze ........... eh.....
    • maxim31 A tak a propos 22.07.05, 14:35
      Żaby są wdzięcznym obiektem do uprawiania sadyzmu.
      Cóż. Tak bywa.
      Ale to wcale nie oznacza, że wyrastaja z dzieci sadystyczni mordercy.
      • izabela_741 Re: A tak a propos 22.07.05, 14:44
        Zgadza się. Ale można uczyć, że tak nie wolno. Inaczej kulejącemu psu też się
        oberwie "bo tak śmiesznie ucieka".
        I
        • maxim31 Nie. 22.07.05, 15:07
          Tak nie uważam.
          Oczywiście - miłośc do psow, kotow czy innych stworzen wpajają rodzice.
          Ale.
          Dręczyłam kiedys w grupie żabę. Tylko powiem - byłam przeciwna, z tym, że z
          ciekawością JEDNAK patrzyłam, co tez z tej żaby wycieka.
          I nie zmiania to faktu, że dręczonych zwierzat mi żal. Ale wówczas żaba
          dręczona była ciekawsza.
          Nie ma to przełożenia na późniejsze poglądy.
          Twierdzę opierając się na swoim przypadku.
          • balba_77 Re: Nie. 22.07.05, 15:18
            A ja interweniowałam kiedyś w drastycznej sytuacji bo przybiegła po mnie
            przerażona młodsza siostra..... historia drastyczna więc nie będę opisywac
            szczegółów, powiem tylko tak że bezpańska suka, która się oszczeniła była
            dokarmiana przez wszystkie osiedlowe dzieciaki, ale któregoś dnia dwóch
            chłopców wpadło na szatański pomysł zwiazany z jednym ze szczeniaków, reszta
            co prawda czynnie nie uczestniczyła ale się przyglądała z ciekawością? z
            przerażeniem? nie wiem........ ale cieszę sieze moja siostra przybiegła do mnie
            po ratunek i myślę że zrobiłą to dlatego że była nauczonaszacunku do zycia jako
            takiego, samego w sobie.
            • denay Re: Nie. 22.07.05, 15:27
              a dla mnie jednak istnieje roznica miedzy dreczonym psem, kotem czy innym
              ptakiem, a mucha, pajakiem, cma czy zaba...
              • maxim31 Denay - dla mnie również. 22.07.05, 15:29
                Poza tym dzieci naprawdę trochę inaczej postrzegają świat.
                I może warto byłoby czasami wrócic do własnego dzieciństwa, żeby to zrozumiec.
                • denay Re: Denay - dla mnie również. 22.07.05, 15:34
                  smile)) wiesz... ja sie nie rozczulam nad robalami. Motyla jeszcze "wygonie" na
                  dwor, ale inne muchy????
                  Moj brak cioteczny zarl mrowki - czy to tez pod dreczenie podpada??
                  I tez uwazam, ze ciekawosc dzieciaka polegajaca na wyrywaniu skrzydelek musze
                  czy pompowaniu zaby nie odznacza zapedow sadystycznych.
                  Zreszta... moj M. uwielbia chodzic na ryby, jego bracia tez. I co mam
                  powiedziec dzieciom: tatus zlapal rybke, teraz trzeba ja zabic a potem mamusia
                  zrobi ampu... Toz wychodzi, ze my tez sadysci.
                  MOim zdaniem takiemu dzieciakowi, ktory jeszcze nie wszystko rozumie nalezy
                  tlumaczyc co, jak i z czym sie je, jakie zachowania sa bezsensowne, a jakie sa
                  niezbedne zeby przezyc.
                  A komar, mucha, pajak i cma sa be... big_grin
                  • izabela_741 Re: Denay - dla mnie również. 22.07.05, 15:49
                    A ja się rozczulam nad ... niektórymi robalami. Staram się wytłumaczyć młodemu
                    jakie zwierzątko - sorry owad ma zwyczaje. Niektóre jednak gonię bez litości
                    tłumacząc dlaczego.
                    Wiem też, że dzieciaki, które nie męczyły u nas na wsi żab nie rzucały też
                    kamieniami w psy i koty. Napewno jednak większość dzieci na żabach się
                    zatrzymywało.wink)) Ja zatrzymałam się na obserwacji trajektorii lotu much i
                    motyli (nie wiem skąd u mnie taka szczerość ale niech będzie).;P
                    >Poza tym dzieci naprawdę trochę inaczej postrzegają świat.
                    I może warto byłoby czasami wrócic do własnego dzieciństwa, żeby to zrozumiec.
                    Zgadza się. Wracam już jutro. Nareszcie mam wakacje!
                    Pozdrowienia lipcowe


                  • maxim31 Denay - są be. 22.07.05, 16:00
                    Zgadzam się w całej rozciągłości.

                    Nie trawię stworów o róznych odnóżach, które chcą mnie zaatakowac. Bądź wcale
                    nie chcą - jedynie po mnie sobie idą. Na samą myśl gęsiej skórki dostaję.
              • balba_77 Re: Nie. 22.07.05, 15:53
                no dla mnie też istnieje różnica.
                Co prawda litościwa baba ze mnie i jak znajdę jakiegoś żuczka czy pszczółka na
                chacie to się fatyguję i wypuszczam na dwór. W ganku rozłożył się z pajęczyną
                pewien pająk, nie utłukłam ani nie przeganałam ani nie piskam ze strachu tylko
                mu od czasu jakąś muchę zabitą bestialsko przez męża przyniosę na przekąskę i
                patrzę z zainteresowaniem na to jaki z tego pająka okaz.
                Komary gnębię za to bez litości aż krew (obawiam się zresztą że moja własna)
                bryzga na wszystkie strony.
                Ćmów sporo mam na sumieniu (bo one jakieś takie kruche są, weźmiesz to to w
                palce i się rozgniata w srebrny pył wink)
                Wydaje mi się tylko że rodzic powinien reagować kiedy jego dziecko dokonuje
                aktów przemocy żeby swoją ciekawość zaspokoić bo taka jego rola, nie musi
                rekwirować zaraz "zestawu" ale jak zabierze morderczy nożyk to chyba dobrze nie?
                Tak samo zareagowałabym gdyby moje dziecko wpadło na pomysł nadmuchiwania żaby
                (no bo po kiego wała ma to robić?) albo zaczęło bezmyslnie rozdeptywac mrówki
                (coś dobrego z tego wynika? nic)
                Nie uważam bynajmniej ze dzieci które mają "na sumieniu" różne żyjatka i żabki
                są świetnym zadatkiem na morderców i dewiantów, no bo dzieci to dzici a świat
                ciekawy i okrutny czy tego chcemy czy nie

                (jeszcze wypadałoby na końcu AMEN dodać)
                • maxim31 Moja droga. 22.07.05, 15:58
                  Żaba nadmuchana znacznie jest ciekawsza od żaby zwykłej - nie wiedziałaś?

                  Zgodzę się w jednym. Nalezy reagowac. Ale niech to ma jakieś przełożenie na
                  rozsądek.
                  Poza tym. Czy jestes w stanie przez 24 godziny patrzec na ręce swojego dziecka?
                  Nie dramatyzujmy. Dzieci sa ciekawe. I czasami ich ciekawośc jest brutalna. I
                  wcale to nie wynika z ich złego charakteru. I powtórzę - nie ma to często
                  przełożenia na późniejsze zycie.
            • ania204 straszni rodzice 23.07.05, 20:58
              to jest wstrząsające że są ludzie którzy nie widza nic złego w dręczeniu żab i
              owadów, brak mi słów na niektóre posty
          • lola211 Re: Nie. 24.07.05, 19:05
            Maxim, popieram.Sama dreczylam owady swego czasu- muchy, osy, z wiekszych
            zyjatek zaba tez sie przewinela, a jako dorosla osoba wole pajaka wyniesc na
            balkon niz zatłuc.Nie ma prostego przelozenia- z dreczycieli owadow nie
            wyrastaja sadysci.
    • sally_zielona Re: "mały morderca" 22.07.05, 15:42
      Dziewczyny, ale czy dzieci rzeczywiście muszą łapać owady, żeby się coś o nich
      dowiedzieć? Czy nie można takiego np. motyla podziwiać w jego naturalnym
      środowisku, a nie łapać w siatkę, chować do pudełka, ryzykując przy tym
      pozbawienie żywego okazu życia lub okaleczenie? W imię zaspokajania dziecięcej
      ciekawości? Jakoś nie mogę przyjąć takiego toku rozumowania. Ciekawość może
      zaspokoić telewizja, książki, gazety, wiedza odpowiednio przekazana przez
      rodzica. Naprawdę jest wiele możliwości. W przeciwnym razie jak nauczyć dziecko
      gdzie przebiega ta delikatna linia, której przekroczyć nie można? No bo, czy
      mamy pewność, że po uzyskaniu przyzwolenia na łapanie owadów (w celach
      poznawczych) dziecko nie zechce sprawdzić, jak to jest, gdy oberwie im się
      nóżki, albo co też robaczki mają w środku? A takiego zachowania, to, jak wynika
      z wypowiedzi, większość z nas raczej nie toleruje. Podobnie, jakoś nie jestem
      przekonana, że posiadanie przez dziecko tablicy z przyszpilonymi owadami (brrr!)
      uchroni dziecko przed ponownym bezmyślnym gonieniem przykładowej muchy. Raczej
      będzie to przyzwolenie, pokazanie, że owady po prostu można zabijać, robić z
      nich ozdoby, a rodzice jeszcze to akceptują. Może nawet są dumni, jaki to
      synek/córeczka jest pomysłowy. A jeżeli dziecko zechce ususzyć i trzymać w domu
      węża albo jaszczurkę?
      Owady nie są "tylko owadami". Są żywymi istotami, czego niektórzy nie chcą
      przyjąć do świadomości. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że czasami "mord"
      jest konieczny. Sama przyznałam się do zabijania komarów. Podobnie, nie walczę
      z rolnikami stosującymi opryski. Nie pikietuję przed rzeźnią, żeby bronić świń.
      Przyjmuję to, że w życiu trzeba zabijać. Ale zawsze będę przeciwna bezmyślnemu i
      niepotrzebnemu zabijaniu bądź męczeniu stworzeń. A szczególnie, jeżeli ma to
      służyć zabawie. I nie ma znaczenia, czy jest to stworzenie duże i głośne, czy
      małe i nieme, chociaż jak widać większość tymi właśnie kryteriami się kieruje.

      Sally
      • maxim31 Sally 22.07.05, 15:50
        No, nie przesadzaj, proszę. Są to, owszem, żywe stworzenia. Z tym, że dla mnie
        mogłoby ich nie byc. Czego nie wpajam swoim dzieciom - tylko dlatego, żeby nie
        czuły wstrętu.
        Jednakże często te żyjątka potrafią obrzydzic posiłek np. A mam w nosie taka
        filozofię.
        Słuchaj, na własnym przykładzie moge stwierdzic, ze dręczenie muchy czy też
        komara niczym nie skutkuje. A przynajmniej wbija do głowy, że te stworzenia są
        zbędne.
        I muszę Ciebie rozczarowac - nie ma to przełożenia np. na psy.
        • denay Re: Sally 22.07.05, 16:00
          a poznawanie przyrody na "Discovery" jest dobre, ale tylko wtedy jak nie mam
          mozliwosci dzieciaka zabrac na afrykanska sawanne czy inne stepy i pustynie.
          Troche jak lizanie loda przez szybke skoro moge mu pokazac owada, plaza czy
          inna gadzine w naturze.

          Hie hie hie... a robaki typu dzdzownice czy inne lichy??
          • maxim31 Te lichy potrafią rozwalic. 22.07.05, 16:01
            Zawsze sie zastanawiam - rozgnieśc czy też się przyzwyczaic?

            Pierwsza opcja wygrywa - niestety.
            • denay Re: Te lichy potrafią rozwalic. 22.07.05, 16:07
              a jeszcze jak taka z nienacka spadnie ci na glowe z drzewa albo w kalafiorze...
              brrr...
              • maxim31 Denay droga. 22.07.05, 16:11
                A miałas kiedyś takie coś z sałaty na talerzu? Bo ja miałam.

                I w kapuscie spotkałam.

                Można by sie wymnieniac wrażeniami.

                Ale nawet to mnie obrzydza.
                • denay Re: Denay droga miala.... 22.07.05, 16:14
                  ... i po tym traumatycznym przezyciu, uzbrojona w patyk, rekawice gumowe i dwa
                  kamienie pomagala babci czyscic ogrod z tego dziadostwa... A gola reka za nic w
                  swiecie nie dotkne.
                  Kontunuowac nie bede, bo jakos tez mi niedobrze zaczelo sie robic... a juz po
                  obiedzie jestem.
                  • maxim31 No i mam nadzieję, że obiadek się strawił:))) 22.07.05, 17:42
                    W spokojności.

                    I całkowicie rozumiem, czuję a nawet WSPÓŁCZUJĘ wstrętu do robaków.
    • balba_77 Re: ależ Kochana ;-) 22.07.05, 16:23
      Tak jak pisałam świat jest brutalny czy tam okrutny to fakt i z dzieci też są
      niezłe brutale to wiem bo sam dzieckiem przecież byłam.
      Rozsądek rzecz bezcenna wręcz tu siezgodzę

      A co do żab to mnie bardziej co prawda ciekawią te ruchome i kumkające ale za
      to ze Ty wolisz te nadmuchane i jak domniemywam z wybałuszonymi oczami to Cię
      przecież nie poćwiartuję ani nie przyszpilę wink
      • maxim31 Wolałam! 22.07.05, 16:25
        Takie żaby (a raczej jedna żabka) bardziej przypadła mi onegdaj do gustu.

        Teraz wolę te kumkającesmile)
        • balba_77 Re: Wolałam! 22.07.05, 16:34
          Ok smile
    • sally_zielona Re: "mały morderca" 22.07.05, 17:30
      Maxim31, z Twoich odpowiedzi wynika mi osoba, która chce powiedzieć: "w
      dzieciństwie dręczyłam zwierzęta i nic mi się nie stało, a wyrosłam na
      porządnego człowieka". Uwierz, dla mnie też robactwo jest obrzydliwe, też
      mogłoby go nie być, ale cóż – jest. A to nie znaczy, że mam rozdeptywać
      wszystkie dżdżownice, które staną na mojej drodze. Taki już jest ten świat, że
      nie tylko my na nim żyjemy, ale też wiele innych stworzeń, wśród których są też
      takie, których z różnych powodów nie lubimy. Ale jeżeli nie stanowią one dla nas
      zagrożenia, to nie widzę powodu, żeby skracać im życie, ani tym bardziej męczyć
      w celach naukowych przez kilkulatów. Cieszę się, że w Twoim przypadku
      doświadczenia z dzieciństwa nie mają przełożenia np. na psy. Ala ja znam faceta,
      który w dzieciństwie obrywał muchom skrzydełka, a obecnie nie zawaha się kopnąć
      pasa, a także własną żonę. Więc, jak widzisz, różnie to bywa.

      Denay napisała:

      >a poznawanie przyrody na "Discovery" jest dobre, ale tylko wtedy jak nie mam
      >mozliwosci dzieciaka zabrac na afrykanska sawanne czy inne stepy i pustynie.
      >Troche jak lizanie loda przez szybke skoro moge mu pokazac owada, plaza czy
      >inna gadzine w naturze.

      Jestem jak najbardziej za pokazywaniem dziecku "owada, plaza czy
      inna gadzine w naturze". Ale, jeżeli chodzi o np. oglądanie robalom brzuszków,
      liczenie łapek i sprawdzanie ich wytrzymałości, to wolę zdać się na
      "Discovery". Ostatnio oglądaliśmy z dzieckiem ślimaka maszerującego po drzewie.
      Oglądaliśmy go w jego naturalnym środowisku, dyskutowaliśmy, o tym jak się
      porusza, jak jest zbudowany itd. Nie sądzę aby dziecko bardziej skorzystało z
      tego spotkania, gdym pozwoliła mu ściągnąć ślimaka z gałęzi, sprawdzać patykiem
      jak reaguje na kłucie, wybebeszyć ze skorupy, w celach poznawczych oczywiście,
      żeby dziecko zobaczyło, jak jest tam przytwierdzony itd. Uczę dziecko, że życie
      to dar, którego nie można bezmyślnie niszczyć, nawet, jeżeli to życie ślimaka,
      którego tak łatwo rozdeptać i który nie zaprotestuje, ani nawet nie wrzaśnie.

      Sally
      • maxim31 Sally 22.07.05, 17:41
        Masz więcej sadystycznej wyobraźni w sobie niż ja.
        Nie twierdzę, że oglądanie (a zgodzę się z Denay) Discovery jest be, a
        dreczenie dobre. Bo tak teraz Ty przedstawiłas problem. Po co? Zgrabnie
        odwróciłas kota ogonem.

        Ja w dzieciństwie nie dręczyłam zwierząt,tylko jednego płaza i kilka owadów. I
        nadal uważam, że to róznica. I nie oczekuj, proszę, że teraz posypię z tego
        powodu włosy popiołem. Po pierwsze - jako dziecko zapewne inaczej myślałam,
        czułam, czy współczułam. No tak było. I nadal twierdzę, że to nic nie
        oznacza.Wiesz - posiłkowanie się przykładami i wrzucanie do jednego wora
        pewnych zachowań - jakoś to do mnie nie przemawia, niestety.

        Mój mąz ma kuzyna, który w dzieciństwie kopał, gryzł i wyzywał swoją mamę (np.
        mamucha-ropucha, głupia itp.). Przerażające, prawda? A jako dorosły człowiek
        nie znajdziesz spokojniejszego człowieka. Cóż więc mam Ci rzec?
        • nanuk24 heh Maxim! 22.07.05, 17:49
          Ty morderczynio! I jeszcze szczyci sie?wink)

          Ps
          teraz juz wiem, dlaczego w niektorych blokowiskach nie mozna karaluchow i mrowek
          faraona sie pozbycsmile
          • maxim31 Nanuk:) 22.07.05, 17:59
            Jeżeli chodzi o szczyty - z tego powodu nie szczytujębig_grinDD
          • balba_77 Re: heh Maxim! 22.07.05, 18:03
            Na szczęście problem karaluchów i mrówek faraona mnie nie dotyczy bo nie
            mieszkam w bloku, ale właśnie do mnie durnej dotarło......że ja tu gadam o
            poszanowaniu życia ...a wczoraj nastawiłam łąpkę na szczura który mi się
            przypałętał do kuchni i się wziął i złapał. No cóż teoria teorią a życie
            życiem, a szczury to takie inteligentne zwierzęta wink
            • nanuk24 Re: heh Maxim! 22.07.05, 18:25
              A no widziszsmile I po co dyskutowacsmile))
              pozdrawiam
              • balba_77 Re: heh Maxim! 22.07.05, 18:29
                no po to co by się nie dołować pogodą za oknem, a tak to od rana w bojowym
                nastroju jestem i mam więcej animuszu podczas mycia garów wink
        • denay Re: Sally 22.07.05, 19:04
          dokladnie to samo co napisala Maxim plus to, ze ja w zyciu nie nadepne na
          dzdzownice. Nawet jak takie rozclapane leza na chodniku to bede tak szla, zeby
          je ominac. Bo sa obrzydliwe......
    • brenya Re: "mały morderca" 22.07.05, 20:22
      Przepraszam, ja tu czegos nie rozumiem. Czesc z Was broni okrutnej zabawki, bo
      ponoc jest edukacyjna dla dziecka? A w jaki sposob, jesli mozna spytac, ta
      edukacja sie odbywa?

      Wydaje mi sie, ze ciekawosc dziecka mozna zaspokoic pokazujac mu muche w jej
      naturalnym srodowisku, pokazujac ksiazki i filmy przyrodnicze - wydaje mi sie,
      ze taka wiedza w zupelnosci dziecku wystarczy. Ale, na BOga, czego ma nauczyc
      dziecka rozkrojenie muchy, wyrwanie jej skrzydelek??? Jakiego rodzaju jest to
      wiedza? Wytlumaczcie mi prosze, ale nie rozumiem, na co kilkulatkowi wiedza jak
      lata mucha bez skrzydel, czy szybko sie kreci i czy predko umrze? Czy
      rzeczywiscie kilkulatki rozcinajac muche robia to aby poznac jej uklad
      krwionosny? A moze uklad pokarmowy, a potem rysuja sobie diagramy w zeszycie? No
      sorki, ale to chyba nie jest wiedza niezbedna dla prawidlowego rozwoju
      osobowosci dziecka. Sekcje wystarczy robic na biologii na NIEZYWYCH zwierzetach,
      a nie w wieku kiedy maly czlowiek nawet nie wie po co ta muche rozciana i przez
      glupia zabawke uczy sie tego, ze to normalka i to zupelnie naturalne.

      Uwazam, ze dziecinstwo to wlasnie ten okres kiedy dziecko MUSI nauczyc sie
      podstawowych zasad moralnych. Nalezy do nich rowniez bezwzgledny zakaz meczenia
      zwierzat dla zwyklej ciekawosci. Czym innym jest zabicie muchy packa na muchy,
      czym innym umyslne jej dreczenie. Jezeli tego nie przekazemy swojemu dziecku, to
      kto mu to przekaze?

      I jeszcze jedna uwaga. Oczywiscie nie jest to regula, ale seryjni mordercy
      niemal co do jednego lubili znecac sie nad zwierzetami w dziecinstwie. TO tak
      dla pomyslenia.
      • maxim31 Re: "mały morderca" 22.07.05, 23:12
        brenya napisała:

        > Przepraszam, ja tu czegos nie rozumiem. Czesc z Was broni okrutnej zabawki, bo
        > ponoc jest edukacyjna dla dziecka? A w jaki sposob, jesli mozna spytac, ta
        > edukacja sie odbywa?

        Nie bronię okrutnych zabawek.
        Okrucieństwo można stosowac i bez zabawek.
        >
        > Wydaje mi sie, ze ciekawosc dziecka mozna zaspokoic pokazujac mu muche w jej
        > naturalnym srodowisku, pokazujac ksiazki i filmy przyrodnicze - wydaje mi sie,
        > ze taka wiedza w zupelnosci dziecku wystarczy.

        Zgadzam się. Tylko to, że Ty założysz, że dziecku to starcza nie oznacza
        jeszcze, że dziecko nie pójdzie dalej.

        Ale, na BOga, czego ma nauczyc
        > dziecka rozkrojenie muchy, wyrwanie jej skrzydelek??? Jakiego rodzaju jest to
        > wiedza? Wytlumaczcie mi prosze, ale nie rozumiem, na co kilkulatkowi wiedza
        jak
        > lata mucha bez skrzydel, czy szybko sie kreci i czy predko umrze?

        A skąd wiesz, jak się mucha zachowuje bez skrzydełek?
        Mnie np. inetresowało, czy musze mogą wyrosnąc nowe skrzydełka.

        Czy
        > rzeczywiscie kilkulatki rozcinajac muche robia to aby poznac jej uklad
        > krwionosny? A moze uklad pokarmowy, a potem rysuja sobie diagramy w zeszycie?
        N
        > o
        > sorki, ale to chyba nie jest wiedza niezbedna dla prawidlowego rozwoju
        > osobowosci dziecka. Sekcje wystarczy robic na biologii na NIEZYWYCH
        zwierzetach
        > ,
        > a nie w wieku kiedy maly czlowiek nawet nie wie po co ta muche rozciana i
        przez
        > glupia zabawke uczy sie tego, ze to normalka i to zupelnie naturalne.

        Dlatego ja bym takiej zabawki maluchowi nie kupiła. Co nie oznacza jednak, że
        kilkulatek sam z siebie przy pomocy igły do cerowania nie będzie tej muchy
        dręczył.
        >
        > Uwazam, ze dziecinstwo to wlasnie ten okres kiedy dziecko MUSI nauczyc sie
        > podstawowych zasad moralnych. Nalezy do nich rowniez bezwzgledny zakaz
        meczenia
        > zwierzat dla zwyklej ciekawosci. Czym innym jest zabicie muchy packa na muchy,
        > czym innym umyslne jej dreczenie. Jezeli tego nie przekazemy swojemu dziecku,
        t
        > o
        > kto mu to przekaze?

        Słuchaj - masz rację. Ale dziecko, pomimo tego, że wie, że nie wolno - czasami
        takie rzeczy robi. I wcale nie przyznaje się do tego rodzicom.


        >
        > I jeszcze jedna uwaga. Oczywiscie nie jest to regula, ale seryjni mordercy
        > niemal co do jednego lubili znecac sie nad zwierzetami w dziecinstwie. TO tak
        > dla pomyslenia.

        No tak - ale tu już idziemy w zupełnie inne rejony.
        Ja tylko chciałam powiedziec, że to, że dzieciak RAZ kiedyś coś takiego zrobi -
        wcale nie musi oznaczac, że jest sadystą.
        Zresztą - o ile pamiętam - mnie tego rodzaju zabawy też nie pociągały. Ale
        przyznaję - że parę razy (i to jest naprawde na wyrost) do zaspokojenia w ten
        sposób ciekawości (jak tez ten owad będzie się zachowywał gdy...) doszło.

        Wiem o czym mówisz.
        Tylko myślę, że jednak uważny rodzic dostrzeże kiedy zaczyna trącic to
        patologią. Dziecko nie zrobi nic złego w obecności rodziców - jednak gdy coś
        powtarza się z wybitną regularnością - raczej tego przeoczyc nie można. A mały
        kilkulatek (tak mniemam) nie jest w stanie skutecznie kryc się przez miesiące,
        lata ze swoimi upodobaniami. No chyba, że rodzice takiego dzieciaka mają to w
        nosie. Tylko czy wtedy jest sens mówienia w ogóle o szkodliwości czy tez
        przydatności takiej zabawki?

        Przypominam sobie opowieśc rodzinną, jak to będąc ponad rocznym dzieckiem - z
        miłości udusiłam kurczaczka. Tak mocno go tuliłam.

        A moja córka ostatnio (rok i osiem miesięcy) została przedstawiona ślimaczkowi.
        I robiła mu ajka, i uśmiechała się do niego - a na koniec spotkania zrobiła
        papa. Tylko jak tatuś odstawił ślimaczka na ziemię - to córka uniosła bucik i
        gdyby nie reakcja taty - ślimaczka by rozdeptała. Czy na podstawie tych
        incydentów można stwierdzic, że ktoś jest lub będzie mordercą? Nie i o to mi
        chodziło - incydentalnośc takich zdarzeń o niczym nie świadczy.
        • sally_zielona Re: "mały morderca" 23.07.05, 08:56
          No, to teraz się rozpiszę, aby nadrobić to, że wczoraj wieczorem nie miałam już
          okazji smile Będzie długie smile

          Maxim31 napisała:

          >Masz więcej sadystycznej wyobraźni w sobie niż ja.
          >Nie twierdzę, że oglądanie (a zgodzę się z Denay) Discovery jest be, a
          >dreczenie dobre. Bo tak teraz Ty przedstawiłas problem. Po co? Zgrabnie
          >odwróciłas kota ogonem.

          Po pierwsze – nie wydaje mi się , że odwróciłam kota ogonem, ale zgadzam się, że
          bardziej drastycznie przedstawiłam problem. Po co? Po to właśnie, żeby zadziałać
          na wyobraźnię niektórych i virtualnie nimi potrząsnąć smile Dyskutując tu, odbieram
          wrażenie, że ja mówię o czymś innym, a Maxim31, Denay i jeszcze parę osób o
          czymś innym. Podkreślam raz jeszcze, że jestem przeciwna bezmyślnemu, nie
          służącemu niczemu poza głupią zabawą męczeniu i zabijaniu stworzeń. A do tych
          stworzeń zaliczam także owady. Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację:
          dziecku przyjdzie do głowy bawić się kotem w ten sposób, że ciągnie go za ogon.
          Kot (załóżmy, że to mały kociak, bo duży pewnie sam dał by sobie radę –
          podrapałby dzieciaka i uciekł) wydziera się w niebogłosy. Myślę, że większość
          rodziców zareagowała by w ten sposób, że zwróciłaby dziecku uwagę, że tak nie
          wolno. Ale oto to samo dziecko bawi się w łapanie do słoiczka biedronek, a
          następnie mieszanie w nich patykiem, bo obiad gotuje. I w tym przypadku rodzice
          już nie reagują, bo przecież to TYLKO biedronki. A moim zdaniem jedna sytuacja
          nie różni się od drugiej, bo obydwie dotyczą dręczenia żywych stworzeń (pewnie z
          punktu widzenia biedronki jej życie jest ważniejsze niż życie kota).
          Natomiast co innego jest zabijanie z powodu wyższych potrzeb, bo np. trzeba
          chronić zbiory przed szkodnikami, bo plaga karaluchów rozpanoszyła się w
          mieszkaniu, bo wieczorem przez otwarte okna powlatywały komary i jeżeli się ich
          nie pozbędziemy, to wiadomo, co nocą nastąpi, bo od sąsiadów przeszły pluskwy
          (też gryzą) itp. No, bardziej jasno, obrazowo i łopatologicznie, to ja tego
          wytłumaczyć chyba nie potrafię. Dodam jeszcze, w nawiązaniu do wypowiedzi
          Balby_77, że gdyby szczur wszedł mi do domu, to też nastawiłabym na niego
          łapkę, bo szczur stanowiłby zagrożenie dla mnie i dla mojej rodziny. Ale nie
          ukrywam, że gdybym wymyśliła jakiś bardziej humanitarny sposób na pozbycie się
          go z domu, to bym z tego skorzystała.

          Maxim31 napisała:

          >Ja w dzieciństwie nie dręczyłam zwierząt,tylko jednego płaza i kilka owadów. I
          >nadal uważam, że to róznica. I nie oczekuj, proszę, że teraz posypię z tego
          >powodu włosy popiołem. Po pierwsze - jako dziecko zapewne inaczej myślałam,
          >czułam, czy współczułam. No tak było. I nadal twierdzę, że to nic nie
          >oznacza.

          Zdaję sobie sprawę z tego, że dzieci inaczej odbierają pewne sytuacje. Dlatego,
          broń Panie Boże, nie potępiam dzieci, tylko dorosłych, którzy na takie
          zachowanie dzieci dają swoje przyzwolenie. Nie oczekuję, że posypiesz włosy
          popiołem, ale oczekiwałabym raczej, że z racji swojego wieku i dorosłości
          mogłabyś krytycznie odnieść się do pewnych zachowań z dzieciństwa. Wszak nie
          jesteś już dzieckiem i odróżniasz dobro od zła. I zdajesz sobie sprawę, że ta
          żaba, która swego czasu tak Cię interesowała, musiała się strasznie męczyć zanim
          zdechła. Tymczasem przedstawiasz pogląd, że nic złego się nie stało i jest to
          normalne, że dzieci bawią się w ten sposób. A jak byś zaregowała, gdybyś się
          dowiedziała, że tak zabawia się Twoje dziecko? Powiedziałabyś ok., normalka,
          wszystkie dzieci w jej wieku tak się bawią, a żaby są po to, żeby je nadmuchiwać?

          Sally
          • maxim31 Re: "mały morderca" 24.07.05, 17:16

            > Zdaję sobie sprawę z tego, że dzieci inaczej odbierają pewne sytuacje.
            Dlatego,
            > broń Panie Boże, nie potępiam dzieci, tylko dorosłych, którzy na takie
            > zachowanie dzieci dają swoje przyzwolenie. Nie oczekuję, że posypiesz włosy
            > popiołem, ale oczekiwałabym raczej, że z racji swojego wieku i dorosłości
            > mogłabyś krytycznie odnieść się do pewnych zachowań z dzieciństwa. Wszak nie
            > jesteś już dzieckiem i odróżniasz dobro od zła. I zdajesz sobie sprawę, że ta
            > żaba, która swego czasu tak Cię interesowała, musiała się strasznie męczyć
            zani
            > m
            > zdechła. Tymczasem przedstawiasz pogląd, że nic złego się nie stało i jest to
            > normalne, że dzieci bawią się w ten sposób. A jak byś zaregowała, gdybyś się
            > dowiedziała, że tak zabawia się Twoje dziecko? Powiedziałabyś ok., normalka,
            > wszystkie dzieci w jej wieku tak się bawią, a żaby są po to, żeby je
            nadmuchiwa
            > ć?
            >
            > Sally
            >
            >



            Nie, pewnie, że nie, Sally.

            Chcialam tylko zwrócic uwagę, że dzieci mogą i tak zrobic to, co w naszym
            (dorosłych) przekonaniu jest nie fair.

            Daj spokój.
            Nie jestem typem mamy, która pozwala na dręczenie zwierząt.
            Gdybym widziała - powiedziałabym, że tak nie wolno, po prostu. W czym więc
            problem?

            Znowu (pewnie nieświadomie) odróciłas kotka ogonkiembig_grinDD
        • sally_zielona Re: "mały morderca" 23.07.05, 11:12
          Maxim31 napisała:

          >brenya napisała:

          >> Przepraszam, ja tu czegos nie rozumiem. Czesc z Was broni okrutnej zabawki, bo
          > >ponoc jest edukacyjna dla dziecka? A w jaki sposob, jesli mozna spytac, ta
          > >edukacja sie odbywa?

          >Nie bronię okrutnych zabawek.
          >Okrucieństwo można stosowac i bez zabawek.


          Mądre stwierdzenie, ale nie wnoszące nic konkretnego


          > >Wydaje mi sie, ze ciekawosc dziecka mozna zaspokoic pokazujac mu muche w jej
          > >naturalnym srodowisku, pokazujac ksiazki i filmy przyrodnicze - wydaje mi sie,
          > >ze taka wiedza w zupelnosci dziecku wystarczy.

          >Zgadzam się. Tylko to, że Ty założysz, że dziecku to starcza nie oznacza
          >jeszcze, że dziecko nie pójdzie dalej.


          Oczywiście, że dziecko może wykazać się pomysłowością, ale to nie znaczy, że
          należy to aprobować. Rolą dorosłego jest nauczenie dziecka, co jest dobre, a co złe.



          >>Ale, na BOga, czego ma nauczyc
          >> dziecka rozkrojenie muchy, wyrwanie jej skrzydelek??? Jakiego rodzaju jest to
          > >wiedza? Wytlumaczcie mi prosze, ale nie rozumiem, na co kilkulatkowi wiedza
          >>jak
          > >lata mucha bez skrzydel, czy szybko sie kreci i czy predko umrze?

          >A skąd wiesz, jak się mucha zachowuje bez skrzydełek?
          >Mnie np. inetresowało, czy musze mogą wyrosnąc nowe skrzydełka.


          Bez komentarza.


          >>Czy rzeczywiscie kilkulatki rozcinajac muche robia to aby poznac jej uklad
          > >krwionosny? A moze uklad pokarmowy, a potem rysuja sobie diagramy w zeszycie?
          >>No sorki, ale to chyba nie jest wiedza niezbedna dla prawidlowego rozwoju
          > >osobowosci dziecka. Sekcje wystarczy robic na biologii na NIEZYWYCH
          >>zwierzetach,
          > >a nie w wieku kiedy maly czlowiek nawet nie wie po co ta muche rozciana i
          >>przez glupia zabawke uczy sie tego, ze to normalka i to zupelnie naturalne.

          >Dlatego ja bym takiej zabawki maluchowi nie kupiła. Co nie oznacza jednak, że
          >kilkulatek sam z siebie przy pomocy igły do cerowania nie będzie tej muchy
          >dręczył.


          Jednakże, igły z założenia służą do szycia (cerowania), a omawiana zabawka do
          łapania owadów i wsadzania ich do specjalnie na ten cel przygotowanych
          pudełeczek. I jeszcze ma instrukcję obsługi w postaci rysunków. Ja widzę jednak
          subtelną różnicę.




          >> Uwazam, ze dziecinstwo to wlasnie ten okres kiedy dziecko MUSI nauczyc sie
          >> podstawowych zasad moralnych. Nalezy do nich rowniez bezwzgledny zakaz
          > >meczenia zwierzat dla zwyklej ciekawosci. Czym innym jest zabicie muchy packa
          >>na muchy, czym innym umyslne jej dreczenie. Jezeli tego nie przekazemy swojemu
          dziecku,
          >>to kto mu to przekaze?

          >Słuchaj - masz rację. Ale dziecko, pomimo tego, że wie, że nie wolno - czasami
          >takie rzeczy robi. I wcale nie przyznaje się do tego rodzicom.


          No, a my, rodzice, mamy się z tego powodu cieszyć, czy co? Bo nie rozumiem tej
          logiki.



          >> I jeszcze jedna uwaga. Oczywiscie nie jest to regula, ale seryjni mordercy
          >> niemal co do jednego lubili znecac sie nad zwierzetami w dziecinstwie. TO tak
          > >dla pomyslenia.

          >No tak - ale tu już idziemy w zupełnie inne rejony.
          >Ja tylko chciałam powiedziec, że to, że dzieciak RAZ kiedyś coś takiego zrobi -
          >wcale nie musi oznaczac, że jest sadystą.


          Jeśli ma specjalną zabawkę przeznaczoną do tego celu, to raczej nie będzie to raz.


          >Zresztą - o ile pamiętam - mnie tego rodzaju zabawy też nie pociągały.


          No i nie wyrosłaś na mordercę, jak sądzę smile


          >Ale przyznaję - że parę razy (i to jest naprawde na wyrost) do zaspokojenia w ten
          >sposób ciekawości (jak tez ten owad będzie się zachowywał gdy...) doszło.

          >Wiem o czym mówisz.
          >Tylko myślę, że jednak uważny rodzic dostrzeże kiedy zaczyna trącic to
          >patologią. Dziecko nie zrobi nic złego w obecności rodziców - jednak gdy coś
          >powtarza się z wybitną regularnością - raczej tego przeoczyc nie można. A mały
          >kilkulatek (tak mniemam) nie jest w stanie skutecznie kryc się przez miesiące,
          >lata ze swoimi upodobaniami. No chyba, że rodzice takiego dzieciaka mają to w
          >nosie. Tylko czy wtedy jest sens mówienia w ogóle o szkodliwości czy tez
          >przydatności takiej zabawki?

          To właśnie potwierdza jak wielką rolę odgrywają rodzice w kształtowaniu
          świadomości małego dziecka. Za karygodne uważam nie reagowanie rodziców, czy
          wręcz zachęcanie do zabawy zwierzętami owadami, czy innymi żyjątkami (jak to
          miało miejsce w przypadku historyjek z mrówkami i żabami, o czym pisałam wczoraj).


          >Przypominam sobie opowieśc rodzinną, jak to będąc ponad rocznym dzieckiem - z
          >miłości udusiłam kurczaczka. Tak mocno go tuliłam.


          No właśnie, z miłości, to zupełnie inny rodzaj uśmiercenia stworzonka. Takie
          rzeczy się zdarzają. Zakładam, że dorośli nie zdążyli zareagować, lub nie
          widzieli tego, a nie, że się np. cieszyli: "jaka ta nasza dziewczynka jest
          milutka, czuła, jak ślicznie bawi się kurczaczkiem, ach, jak bardzo go przytula,
          przytul go jeszcze raz, kochanie, to twój kurczaczek".


          >A moja córka ostatnio (rok i osiem miesięcy) została przedstawiona ślimaczkowi.
          >I robiła mu ajka, i uśmiechała się do niego - a na koniec spotkania zrobiła
          >papa. Tylko jak tatuś odstawił ślimaczka na ziemię - to córka uniosła bucik i
          >gdyby nie reakcja taty - ślimaczka by rozdeptała. Czy na podstawie tych
          >incydentów można stwierdzic, że ktoś jest lub będzie mordercą? Nie i o to mi
          >chodziło - incydentalnośc takich zdarzeń o niczym nie świadczy.


          Reakcja dziewczynki normalna (jest jeszcze za malutka, żeby rozumieć, że zabije
          ślimaka rozdeptując go). Reakcja Taty prawidłowa – ślimak został ocalony. I nie
          znaczy to oczywiście, że z dziecka wyrośnie morderca.


          Sally
          • brenya Re: "mały morderca" 23.07.05, 12:06
            sally_zielona napisała:


            >A moja córka ostatnio (rok i osiem miesięcy) została przedstawiona ślimacz
            > kowi.
            > >I robiła mu ajka, i uśmiechała się do niego - a na koniec spotkania zrobił
            > a
            > >papa. Tylko jak tatuś odstawił ślimaczka na ziemię - to córka uniosła buci
            > k i
            > >gdyby nie reakcja taty - ślimaczka by rozdeptała. Czy na podstawie tych
            > >incydentów można stwierdzic, że ktoś jest lub będzie mordercą? Nie i o to
            > mi
            > >chodziło - incydentalnośc takich zdarzeń o niczym nie świadczy.
            >
            >
            > Reakcja dziewczynki normalna (jest jeszcze za malutka, żeby rozumieć, że zabije
            > ślimaka rozdeptując go). Reakcja Taty prawidłowa – ślimak został ocalony.
            > I nie
            > znaczy to oczywiście, że z dziecka wyrośnie morderca.
            >
            >
            > Sally
            >

            Podpisuje sie rekami i nogami pod wypowiedzia Sally. Jezeli chodzi o opisana
            sytuacje to wlasnie tak powinno wygladac pokazywanie dziecku swiata. Zwierzeta,
            nawet te najmniejsze sa po to aby je kochac i tego nalezy dziecka uczyc. Nawet
            takie male dziecko zakodowalo sobie sytuacje, w ktorej tatus broni slimaka przed
            rozdeptaniem. Raz, ze dziewczynka uczy sie, ze jej bucik moze byc niebezpieczny,
            dwa, ze musi uwazac na to co robi, trzy, ze NAWET slimak nie zasluguje na
            rozdeptanie.
            >
            • maxim31 Re: "mały morderca" 24.07.05, 17:19
              brenya napisała:

              > sally_zielona napisała:
              >
              >
              > >A moja córka ostatnio (rok i osiem miesięcy) została przedstawiona ślimacz
              > > kowi.
              > > >I robiła mu ajka, i uśmiechała się do niego - a na koniec spotkania
              > zrobił
              > > a
              > > >papa. Tylko jak tatuś odstawił ślimaczka na ziemię - to córka uniosł
              > a buci
              > > k i
              > > >gdyby nie reakcja taty - ślimaczka by rozdeptała. Czy na podstawie t
              > ych
              > > >incydentów można stwierdzic, że ktoś jest lub będzie mordercą? Nie i
              > o to
              > > mi
              > > >chodziło - incydentalnośc takich zdarzeń o niczym nie świadczy.
              > >
              > >
              > > Reakcja dziewczynki normalna (jest jeszcze za malutka, żeby rozumieć, że
              > zabije
              > > ślimaka rozdeptując go). Reakcja Taty prawidłowa – ślimak został oc
              > alony.
              > > I nie
              > > znaczy to oczywiście, że z dziecka wyrośnie morderca.
              > >
              > >
              > > Sally
              > >
              >
              > Podpisuje sie rekami i nogami pod wypowiedzia Sally. Jezeli chodzi o opisana
              > sytuacje to wlasnie tak powinno wygladac pokazywanie dziecku swiata.
              Zwierzeta,
              > nawet te najmniejsze sa po to aby je kochac i tego nalezy dziecka uczyc. Nawet
              > takie male dziecko zakodowalo sobie sytuacje, w ktorej tatus broni slimaka
              prze
              > d
              > rozdeptaniem. Raz, ze dziewczynka uczy sie, ze jej bucik moze byc
              niebezpieczny
              > ,
              > dwa, ze musi uwazac na to co robi, trzy, ze NAWET slimak nie zasluguje na
              > rozdeptanie.
              > >
              >
              >

              I wyobraźcie sobie, dziewczynki, że też popieram reakcję tatusia.
        • brenya Re: "mały morderca" 23.07.05, 11:58
          Nie neguje tego, ze dzieci maja glupie pomysly. Ale o wyrywanie skrzydelek
          moglabym podejrzewac dwuletnie dziecko, ktore generalnie jeszcze o niczym
          pojecia nie ma smile Ale jezeli robi to 6 latek np. to wydaje mi sie, ze cos jest
          nie tak. Takie dziecko powinno miec juz na tyle wyksztalcona wyobraznie i
          zdolnosc empatii, ze powinno wiedziec, ze jest to zle. Rola rodzicow jest
          dostrzec takie ciekawskie zachowania (o ile sie zdarza) i reagowac natychmiast.
          Dziecku nawet 2, czy 4 letniemu nalezy ostro i kategorycznie pokazac, ze tego
          rodzaju zachowanie jest zle. Wtedy 6 latek juz bedzie wiedzial, ze to co robi
          nie jest w porzadku i po prostu nie bedzie sie w tego rodzaju zabawy bawil. I
          nie ma tu nic do rzeczy, czy bedzie to robil w ukryciu przed rodzicami. Z
          rodzicami czy bez 6 latek powinien SAM wiedziec, ze wyrywanie muszce skrzydelek
          jest okrutne.

          Generalnie nie mam nic przeciwko glupim zabawkom, iglom do cerowania czy
          scyzorykom, bo wiadomo, ze kazda rzecz mozna uzyc i w dobrym i w zlym kierunku.
          Chodzi mi o to, ze kupowanie dziecku zabawki, ktora zacheca do eksperymentowania
          i jeszcze cieszenie sie tym, ze dziecko rozwija naturalna ciekawosc krojac zywe
          owady, a generalnie mucha, czy cma to tylko mucha i cma, jest jakims absurdalnym
          nieporozumieniem wychowawczym. Zabawka tak, ale rodzic ma obowiazek obserwowac
          swoje dziecko i tlumaczyc mu co wolno, a co nie.

          • maxim31 Re: "mały morderca" 24.07.05, 17:24
            brenya napisała:

            > Nie neguje tego, ze dzieci maja glupie pomysly. Ale o wyrywanie skrzydelek
            > moglabym podejrzewac dwuletnie dziecko, ktore generalnie jeszcze o niczym
            > pojecia nie ma smile Ale jezeli robi to 6 latek np. to wydaje mi sie, ze cos jest
            > nie tak. Takie dziecko powinno miec juz na tyle wyksztalcona wyobraznie i
            > zdolnosc empatii, ze powinno wiedziec, ze jest to zle. Rola rodzicow jest
            > dostrzec takie ciekawskie zachowania (o ile sie zdarza) i reagowac
            natychmiast.

            Sorry, ale chyba nie wiesz, co mówisz. Ja miałam może wtedy z pięc lat. I co. I
            nic. Nie popieram przemocy.
            A poza tym, jak może zareagowac rodzic, który tego nie widzi???

            > Dziecku nawet 2, czy 4 letniemu nalezy ostro i kategorycznie pokazac, ze tego
            > rodzaju zachowanie jest zle.

            I tutaj też, moim zdaniem, wykazujesz się nieznajomością tematu. Moja mama nie
            przypuszczała, po prostu, że wpadnę na taki pomysł. Ot co. Poza tym, moja
            droga, myslę, że 30 lat temu były nieco inne metody wychowawcze. Mówię całkiem
            serio. Nie oburzaj się więc tak, bardzo proszę.

            Wtedy 6 latek juz bedzie wiedzial, ze to co robi
            > nie jest w porzadku i po prostu nie bedzie sie w tego rodzaju zabawy bawil. I
            > nie ma tu nic do rzeczy, czy bedzie to robil w ukryciu przed rodzicami.

            I tutaj się zgodzę. Gdyby wczesniej wpajano dzieciom miłośc do much - płakałyby
            z żalu nad ubiciem chociaż jednej.

            Z
            > rodzicami czy bez 6 latek powinien SAM wiedziec, ze wyrywanie muszce
            skrzydelek
            > jest okrutne.
            >
            > Generalnie nie mam nic przeciwko glupim zabawkom, iglom do cerowania czy
            > scyzorykom, bo wiadomo, ze kazda rzecz mozna uzyc i w dobrym i w zlym
            kierunku.
            > Chodzi mi o to, ze kupowanie dziecku zabawki, ktora zacheca do
            eksperymentowani
            > a
            > i jeszcze cieszenie sie tym, ze dziecko rozwija naturalna ciekawosc krojac
            zywe
            > owady, a generalnie mucha, czy cma to tylko mucha i cma, jest jakims
            absurdalny
            > m
            > nieporozumieniem wychowawczym. Zabawka tak, ale rodzic ma obowiazek obserwowac
            > swoje dziecko i tlumaczyc mu co wolno, a co nie.


            Tu też się zgodzę. Gdyz można kroic np. trawę. Tez ciekawa.
            >
    • edytkus Re: "mały morderca" 25.07.05, 00:27
      marcelino1 napisała:

      > Córka dostała na urodzinki od cioci zestaw pt. "mały odkrywca". Składa się on
      > z siatki do łapania owadów, pudełeczka z otworem na tlen do przechowywania
      > owadów, kilku plastikowych dodatków takich jak miarka, latarka, lupka, nożyk

      Nozyk? byl plastikowy czy "prawdziwy"? bo jesli plastikowy to atrapa do udawania zabawy i tu nie widze
      problemu, natomiast jesli byl prawdziwy to bym taka zabawke dziecku natychmiast odebrala - mogloby
      sie skaleczyc. Inna sprawa, nie wiem dlaczego w calym watku przewija sie tematyka sekcji i
      cwiartowania, przeciez nozyk moze sluzyc do np. podwazania kory na drzewie w celu podgladania
      kornikow.
    • ikaes Re: "mały morderca" 25.07.05, 12:36
      a mój mąż, który łapie motyle (razem ze swoim tatusiem i kolegami - u niego to
      dziedziczne) pewnie z chęcią kupiłby małemu taki zestaw. A ja osobiście nie
      chciałabym, żeby mały był entomologiem z zamiłowania, już lepiej niech na niego
      przejdzie zamiłowanie do samolotów, czołgów itp.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka