Ten typ najwyraxniej już tak ma, ze bez niekonstruktywnej porannej kłótni
raz na jakiś czas nie może funkcjonować

Przed pracą popędziłam jeszcze do sklepu. Taki wiekszy osiedlowy. Wszystkie
kasy czynne ale ludzi sporo, bo to przy okazji dzień targowy. A ja tylko po
dwie saszetki kawy... No nic, kawy leżą przy kasie, biorę, co chcę i korie
staję w kolejce. Przede mną dwie osoby: dziewczyna i gruba baba około 60, ale
wózki trzy. Coś mi się w rachunkach nie zgadza. Stroję sobie, wózek na bok
przesuwam. Nagle pojawia się 3 baba z chlebem w łapie i bez żenady przepycha
się przede mnie: Bo ja tutaj stałam. A mnie aż podcięło: Nie stała pani,
tylko wózek, co to za zwyczaje? Ta nie była dłużna : zostawiłam to bo go nikt
i tak nie ukradnie. No to ja : może od razu postawić sobie wózek przy kasie a
z drugim iść na zakupy? włączyła się tamta gruba : Pani ( do mnie ) nie ma
racji. A jak ktoś czegoś zapomni? Ale ona nie zapomniałam, chciała sobie
uwygodnić zycie. Powiedziałyśmy sobie jeszcze parę słów, zakończyłam to
stierdzeniem: Mamusia pani nie wychowała, kultury nie nauczyła, obawiam się ,
że to już jest nie do nadrobienia.
W zasadzie nic nie zyskalam, ale cholera mnie bierze jak widzę coś takiego.
Ja tak nie robię

Serio, jak zapomnę to grzecznie wychodzę z kolejki,
trudno...