Dodaj do ulubionych

co za mama...

18.08.05, 16:34
Nie wytrzymuję już rad i fanaberii mojej matki. 20miesięcy życia mojego
dziecka przymykałam na to oko, ale tym razem nie mogę...
1. 30 stopniowy upał wracamy z dziećmi znad jeziora; dzieciaki zmęczone
upałem śpią. Przed nami jeszcze 40 km drogi. Wpadam po drodze do mamy po
kilka swoich rzeczy. Rodzice obrażeni, bo nie wchodzimy na kolację...
Tłumaczę, że upał, że jeszcze kawał drogi, dzieci zasnęły... Mama ze mną nie
rozmawia przez tydzień a ojciec rozmawia ze mną przez telefon jak z
uczniakiem...
2. Córka pół dnia baraszkuje w piaskownicy na działce. Robi się późno, czas
wracać do domu. Tłumaczę dziecku, że już późno, braciszek płacze musimy do
domu i zagaduję o czymś innym, żeby dała dziadkowi zamknąć klapę. Później
dowiaduję się od sąsiadki rodziców jak to moja mama opowiadała "jakie dziecko
było zrozpaczone" a ja "taka bezwzględna"
3. idziemy wzdłuż bardzo ruchliwej drogi; mała biega jak szalona, proszę,
żeby mi dała rączkę; najpierw daje, później się wyrywa; w końcu mówię
stanowczo "idziesz za rączkę i koniec". Matka wyrywa do przodu kręcąc z
politowaniem głową. Później mówi mojemu mężowi jak to strasznie ograniczam
swobodę dziecka.
4. mała upiera się, żeby wchodzić po schodach i nie pozwala nawet nikomu za
sobą stanąć. Tłumaczę małej, że zaraz spadnie i zabieram ją ze schodów. Za
chwilę moja mama bierze dziecko na te schody i... długo nie muszę czekać na
efekt. Śliwa na czole jak ta lala a mała ryczy w niebogłosy.
5. mały ma pleśniawki; smaruję aftinem, ale pomaga na krótko. W końcu idę do
lekarza i ten przepisuje nystatynę "Ty żadnych takich świństw nie dawaj. Weź
posikaną pieluchę i wysmaruj mu język a zobaczysz jak szybko zniknie"

Rodziców widuję rzadko, bo mieszkamy daleko, ale za każdym razem wracam do
domu przygnębiona i wściekła. Nigdy nie usłyszałam, że sobie dobrze radzę z
dwójką maluchów, ale zawsze jestem pouczana i wytyka mi się błędy. Mojej
siostrze opowiadała jak to "tresuję swoje dziecko". Bo nie pozwalam na
wszystko na co ma ochotę moja córka? Bo do opieki mam dwójkę a nie jedną
córkę i nie mogę sobie pozwolić na to, żeby dziecko mi wchodziło na głowę?
Dobrze jest radzić i pouczać i być dobrą babcią jak się widzi dzieci raz na
miesiąc (i to trzeba samemu do nich jechać, bo oni przyjechać już nie mogą).

Mąż jedzie sam na ślub przyjaciół. Ja zostaję z małym a mała idzie do
rodziców na cztery dni. Ale po tej historii z pieluszką normalnie zaczynam
się bać, że moja mama zastosuje jakieś nalewki ze skrzydeł nietoperza do
smarowania znamienia małej!

Jak mam sę zachować w stosunku do mamy? Jeżeli próbuję jej coś tłumaczyć to
zaraz się obraża? Nadmienię, że nie zgodziłam się, żeby mną dyrygowała i
postawiłam na swoim w kwestii organizacji mojego ślubu. Oboje z ojcem
obrazili się, nie przyjechali na ślub i do tego nie odzywali się do mnie
przez pół roku! Musiałam się "pokajać" (DOSŁOWNIE) wziąść winę na siebie i
uroczyście przeprosić rodziców i dopiero wszystko wróciło do normy (powiedzmy)

Ręce mi opadają. Naprawdę nie wiem co mam robić...
Obserwuj wątek
    • cocollino1 Re: co za mama... 18.08.05, 16:43
      Ja przepraszam, ze nie doradze, ale wywar ze skrzydel nietoperza na znamie jest
      boskismile))
      • linusia_75 Re: co za mama... 18.08.05, 16:58
        bosz, sama na sobie bym wypróbowała.
        tylko skąd wziąć tego nietoperza wink????
        linusia
    • zbrojwskas z tym slubem to przesadzili 18.08.05, 16:54
      bardzo trudna sytuacja , nic nie poradze bo nie znam Ciebie ani Twoich rodzicow.
      zycze powodzenia - sama wiesz co zrobisz.

      • niutaki Re: pleśniawki 18.08.05, 17:21
        akurat to żaden zabobon z tym moczem, moja babcia w ten sposób wyleczyła sobie
        mocno skaleczony w czasie pracy polu palec u nogi, a na pleśniawki to naprawdę
        działa, mocz ma jakieś działanie anyseptyczne.
        • aniazm Re: pleśniawki 18.08.05, 21:36
          mocz też dobrze działa na opryszczkę...
    • kosheen4 moim zdaniem 18.08.05, 17:27
      opierając się na informacjach z posta wnioskuję, że mama twoja należy do
      nieuleczalnego typu osób, które zyć nie mogą bez wtarabaniania się w sprawy
      swoich dzieci. w domu rodzinnym nie spotkałam się z czymś takim, ale mamy
      znajomą, starszą panią, która wychowała już swoje dzieci i te dzieci mają już
      swoje dzieci. a ona nadal traktuje wszystkich jak ślepe szczenięta, i jest
      skarbnicą porad pt. jak żyć.
      nie wynika to ze złej woli, ale nie przeczę, może być uciążliwe. twojej mamy nie
      znam, ale pani, nazwijmy ją Stefanią, w ten własnie sposób pojmuje bycie dobrą
      matką. dla niej naturalne jest, że jedzie kilkaset kilometrów do
      czterdziestoletniego syna i robi mu awanturę na ulicy, że wraca do domu zawiany.
      awanturę, dodam, połączoną z kopaniem i biciem, biciem starego chłopa! pani
      Stefania zmusiła swojego dorosłego wnuka, aby obciął włosy, bo "te kłocki ma jak
      kobita i tak być nie może!". pani Stefania nie chce wypuścić z rąk sterów domu.
      efekt ma taki, że gromadka jej dzieci i wnuków omija jej dom szerokim łukiem,
      nie przyjeżdżają na weekendy, bo mają dosyć wrzynania się babci w sprawy,
      których ta nie rozumie albo pojmuje po swojemu. pani Stefania nie rozumie także,
      dlaczego w momencie, kiedy nazbierała od kur 60 jajek, nikt nie przyjeżdża ich
      odebrać - na co komu świeże, wiejskie jaja, skoro są zakropione kategorycznymi w
      tonie radami, a wręcz nakazami.
      rodzina wybrała drogę izolacji. nie obrażą się, nie powiedzą wprost, co im leży
      na wątrobie. po części dlatego, że jednak wyszli z tradycyjnego domu, gdzoe
      rodzic miał posłuch, a po części dlatego, że pani stefania by tego nie zrozumiała.
      co robić? widzę, że na panią Stefanię rady nie ma. możliwe, że twoja mama też
      nie rozumie - i nie zrozumie, bo właśnie w taki a nie inny sposób okazuje swoją
      troskę o rodzinę: kategorycznie i bez kompromisów. pani Stefania też się obraża
      i krzyczy - a z drugiej strony widać, że tęskni za dziećmi i wnukami. a dla nich
      sposobem na babcię jest unikanie kontaktów, ograniczanie ich do minimum. od
      święta rodzinie pani Stefania lepiej smakuje wink - a ona? cóż, nie może zrozumieć.

      na marginesie, mocz jest czasem środkiem leczniczym. urynoterapia, chociaż
      kontrowersyjna, ma jednak swoich zwolenników. oczywiste jest, że najpierw
      wszyscy muszą się na nią zgodzić wink a ty wcale nie masz obowiązku smarować
      dziecka siuśkami. chociaż to (podobno) jakieś rozwiązanie jest.
      pozdrawiam
      koshee
    • tynia3 Re: co za mama... 18.08.05, 17:37
      kalafior_tez_kwiat napisała:
      > Ręce mi opadają. Naprawdę nie wiem co mam robić...

      Przeczekać, bo to pewnie klimakterium wink, u rodziców, rzecz jasna.
      Nie dać się emocjom.
      Nie analizować wink.
      Nie czekać, aż się "odbrażą", to zapewne zrobią to szybciej.
      Być uprzejmą, ale stanowczą - jesteś dorosła i masz swoją Rodzinę.


      pzdr serdecznie
    • michiko nie odzywac się.....zaraz masz swiety spokoj 18.08.05, 17:40

    • kalafior_tez_kwiat Re: co za mama... 18.08.05, 17:45
      ok urynoterapia urynoterapią, ale ja wcale nie muszę jej stosować na moim
      3miesięcznym dziecku (mama wypowiada te rady tonem nie znoszącym sprzeciwu).
      Tak myślę, że ta pani stefania to właśnie moja mama. Można kota zagłaskać na
      śmierć a przy okazji zarazić go łupieżem...
    • mieszkowamama Re: co za mama... 18.08.05, 17:51
      To przykre, że własna matka... Minie niedługo 7 lat od śmierci mojej mamy, więc
      zaufaj mi i nie urywaj z nią kontaktów, ona jest tylko jedna jedyna na świecie.
      Porozmawiaj z nią, zbyt dużo możesz stracić. Ja wiem, że ludzi trudno zmienić,
      ale tutaj chodzi o coś więcej niż zwykłego człowieka, koleżankę, znajomego.
    • gepart_czester Re: co za mama... 18.08.05, 18:06
      Moja mama jest bardzo podobna do Twojej, wiec takie sytuacje znam z autopsji.
      My mieszkamy bardzo blisko niej i czasem naprawde jest ciezko ale mam na to
      zloty sposob.
      Moja mama na zycie kocha mojego synka. Ma zupelnie inne metody wychowawcze niz
      ja. Czasem jak na to patrze to az mnie trafia (wrrrr !!!). Moj sposob jest
      bardzo prosty: chce sie pozajmowac malym - oki, daje jej go, nawet na caly
      dzien. W tym czasie ja po prostu nie wtykam nosa w co mama robi (wiem, na
      pewno, ze krzywdy mu nie zrobi, jedynie to za bardzo rozpiesci). Gdyby
      wysmarowala malemu jezyk moczem, ja po prostu bym tego nie widziala, a jesli
      nie zaszkodziloby to malemu a nawet pomoglo to dobrze.
      Gdy mama mnie po raz tysieczny poucza albo mowi, ze jej serce peknie bo maly
      jeszcze nie byl na spacerku po prostu koncze rozmowe.
      Choc bywa i tak, ze na niektore jej pomysly musze zareagowac bardzo stanowczo.
      Wowczas sie poobraza i jej przechodzi.
      Ja sie chyba po prostu przyzwyczailam do mojej mamy. Jest cholernie trudna, ale
      doceniam ja bardzo za to jak kocha mojego synka i chocby z tego wzgledu
      wszystko jej wybaczam.
      Pozdrawiam
      Nie lam sie, sprobuj troche wyluzowac.
      • xsenna Re: co za mama... 18.08.05, 18:17
        Nie mozesz jej poprostu wytlumaczyc ze ona jest babcia a Ty mama,i masz swoje
        zasady wychowywania.Ja mialam taki problem ze swoja zawsze wszystko wiedziala
        lepiej.Pogadalysmy i jest ok.
        P.s.Co do tych plesniawek to moja mama tak robila mojej siostrze,i naprawde pomoglo.
        • czajkax2 Re: co za mama... 18.08.05, 20:49
          Wydaje mi się zenajskuteczniejszym sposobem jest jasne i stanowcze określenie
          granicy,że jest babcią a ty mamą. To ty wychowujesz i ty decydujesz co jest dla
          twoich dzieci najlepsze. Wiem ze radzic łatwo,gorzej wcielić rady w zycie.
          Powiedziałabymze nie zycze sobie takich komentarzy przy ludziach. Albo sama
          zaczęłabym jej odpowiadac w podobnym tonie. Moze by zrozumiala. jezęłi by się
          obraziła to trudno. Poczekałabym az jej przejdzie. Wiem ze rodzice tak naprawde
          mają nas ciagle na smyczy,czasem dłuzszej czasem krótkiej. Zawsze istnieje
          jakies poczucie winy i obowiązku względem nich, Dkatego tak trudno jest się
          zdystansowac i jasno określic czego sobie nie zyczymy. Ale warto próbowac. W
          koncu to nasze zycie i mamy je tylko jedno.
          p.s. Mozliwe ze mocz pomaga na pleśniawki,ale ja NIGDY nie pozwoliłabym
          smarowac memu dziecku w ustach moczem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka