bedzie długie ...
Wczoraj wybraliśmy sie na rodzinne zakupy do supermarketu.
Przy kasach Maja była już wyrażnie znudzona, więc wyszłam z propozycją, żeby Maciek zabrał Maję do samochodu (bujanej zabawki, które teraz przepełniają pasaże sklepów).Powiedział, ze pochodzą sobie po pasażu.
Ja zapłaciłam za zakupy no i zaczynam poszukiwania rodzinki. Idę do bujanych zabawek - nie ma, w sklepie zoologicznym - nie ma, w kwiaciarni, w kiosku, w toalecie - nie ma, latam jak głupia 15 min. po sklepie zołądek mam już w gardle, myślę Boze coś się stało. Wychodze na dwór, wiaterek wieje dość silny i zimny, ja trzymam czapeczkę Mai w dłoni i myślę, no chyba Maciek nie wyszedł z nią na dwór, biegnę w stronę samochodu z daleka nikogo nie widzę, z nerwów cała się trzęsę, podbiegam bliżej
a tam moja córcia cała szczęśliwa, siedzi tatusiowi na kolankach i bawi sie w najlepsze w kierowcę.
Ja blada , Maciek pyta co się stało?? mówię mu, ze myśłałam ze ich ktoś porwał, ze mieli być przy samochodzie , a on na to- no przecież jesteśmy

. Ja poprostu mu nie powiedziałam o jaki samochód mi chodzi. Wybrał lepszy

Maciek miał ubaw przez reszte dnia. Mówi na mnie teraz PANIKARA czy słusznie


??
Chyba trochę przesadziłam , jak myślicie ??

Pozdrawiam Magda