lesk2
05.10.05, 17:18
Odkryłam zdradę mojego partnera. Historia: przez ok. 3 miesiące mnie
oszukiwał, przesyłał sobie „głupie, gorące sms’y” z pewną kobietą, w zasadzie
dziewczyną. Odkryłam te sms’y i praktycznie się rozstaliśmy, ale ubłagał mnie
żebym została. Potem pomimo zapewnień, że już z tym skończył ja czułam, że
coś jest nadal nie tak. W końcu miesiąc i trochę później odkryłam w jego
telefonie nagie zdjęcia tamtej dziewczyny. Zadzwoniłam do niej i tak jak
przypuszczałam wyszło, że przespał się z nią przed południem, dokładnie
następnego dnia po tym jak odkryłam pierwsze sms’y, a wieczorem błagał mnie o
przebaczenie. Tak twierdzi ona, on, że „przeleciał” ją wcześniej – nie wiem,
komu wierzyć. O nagie zdjęcia poprosił ją, bo jak to powiedział „chciał sobie
popatrzeć”. Pewnie, że tak, ona ma biust, rozmiar nie wiem, ale duży a ja
taka mizerotka. Tego samego dnia spakowałam się i z synem wyprowadziłam.
Błagał, żebym wróciła, ze zrobił największą głupotę w życiu, że zrozumiał, że
nic nie jest warte tego, aby nas stracić, itp., itd.. Mamy 10-miesięcznego
syna, wspólną firmę, zamierzaliśmy kupić dom. Wróciłam, próbujemy od nowa,
ale mnie wcale nie jest łatwo. Od czasu jak wróciłam minęło dopiero 2,5 tyg.,
niewiele więcej od czasu, kiedy wszystko wybuchło. Mamy małą firmę
przewozową, prywatną linię do W-wy, mój partner jeździ naszym autobusikiem
jako kierowca. Żeby było śmieszniej ta dziewucha przyjeżdża do swojego domu 1
raz w miesiącu i ponieważ nasze połączenie jest poza sezonem jedynym
bezpośrednim ma nadal zamiar „zabierać” się naszym autobusem. Wiem o tym, bo
mi to powiedziała. Oczywiście zabroniłam mu żeby ją zabrał – 1 raz z nim się
przejedzie i z nami koniec. Powiedział, że jej nie weźmie, to nie PKS, tylko
prywatny przewóz, no, ale zobaczymy. Do tego 2 razy dziennie przejeżdżam obok
jej domu rodzinnego – tam gdzie ona przyjeżdża – jadąc do pracy. Też mi to
nie pomaga. Kocham go nadal, ale to już nie to samo, co kiedyś. Chociaż o
dziwo seksualnie jest mi lepiej niż kiedyś.
Tak naprawdę nie jestem do końca przekonana, że dobrze zrobiłam, wracając.
Pewnie trzeba dużo więcej czasu, abym mogła normalnie żyć. Nabawiłam się przy
okazji kompleksu małych piersi-ale może kiedyś mi przejdzie. Ponadto w tamtym
okresie utrzymywał kontakty (sms’y i rozmowy telefon) z kilkoma dziewczynami,
przed którymi grał kawalera-wiem z sms’ów i bilingu.
Super dieta-schudłam kilka kilo, bo nie mogłam nic jeść, zmieniłam fryzurę,
zaczęłam nosić stringi i ubierać się bardziej seksownie. Fizycznie wyglądam i
czuje się lepiej, ale psychika? Cierpi i to bardzo. Mam niesamowite wahania
nastrojów. Jest sens dalej to ciągnąć? Przeszła któraś z was kiedyś przez
podobną sytuację? Udaje się odbudować wspólne życie? Czy zdradę można
wybaczyć?