Dodaj do ulubionych

Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ?

14.10.05, 20:42
Witajcie.
Przeczytałam dzisiaj raport w miesięczniku "marie clarie" dotyczący
wcześniaków urodzonych w 24 - 28 tygodniu ciąży.
Są w nim opisane konkretne przypadki i relacje rodziców z tych tak bardzo
trudnych chwil.
Są również dane informujące, że kilka krajów europejskich podjęło już decyzję
o nie ratowaniu takich maluszków. Np. w Holandii nie ratuje się dzieciaczków
urodzonych poniżej 27 tyg. ciąży w innych np. poniżej 25. Robi się to tylko
na pisemną prośbę rodziców.
I właśnie tu dopadły mnie mieszane uczucia. Cały proces ratowania tych
maleństw jest dla nich koszmarnie bolesny. Mają wiele różnorakich powikłań
np.wylewów, które często pozostawiają ślady na całe życie. Najczęściej
niedorozwój psychiczny lub ruchowy, głuchotę, brak wzroku. Naprawdę bez
żadnego uszczerbku na zdrowiu udaje się żyć, tylko nielicznym wcześniaczkom z
tak krótkiej ciąży.
Mamy wypowiadają się, że jakby ktoś pomógł im podjąć decyzję, by pozwolić
odejść dzieciom, to chyba by nie chciały tej walki, tego cierpienia maluchów.
Jednocześnie przyznają, że tak bardzo chciały, by dzieci żyły.
Czy to z jednej strony nie jest zwykły egoizm, gdy pragniemy za wszelką cenę
walczyć o takie maleństwo ? Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak wielki
ból musi być w sercach tych rodziców, bo nigdy go nie doświadczyłam. Ale czy
w takiej chwili myślimy tylko o tym, że chcemy tego dziecka, że czekaliśmy na
nie, że inni mają to dlaczego nie my ? Rodzice zawsze walczą do końca, ale
czy choć przez chwilę myślą, czy dzieciątko tego chce ? Czy będzie szczęśliwe
w swoim życiu, gdy nie będzie mogło funkcjonować jak zdrowy rówieśnik ?
Dopadły mnie jakieś takie myśli po tym artykule.
Z jednej strony wygląda to właśnie bardzo egoistyczne. Nie zważając na ból,
cierpienie,późniejsze skutki oczekujemy walki o życie. Boimy się straty,
rozczarowania.
Są również przytoczone słowa Jana Pawła II " stosowanie uporczywej terapii
jest nie tylko jałowe, ale stanowi przejaw braku szacunku dla nieuleczalnie
chorego "
A co Wy o tym myślicie ?
Pozdrawiam - Małgosia
Obserwuj wątek
    • maadzik3 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 14.10.05, 20:48
      Nie wiem. Temat jest niezwykle bolesny, a ja nigdy nie bedac (na szczescie) w
      takiej sytuacji nie czuje sie do konca uprawniona do zabierania glosu. Jedyne
      czego jestem pewna to ze kazde dziecko jest odrebnym kosmosem i podciaganie ich
      pod liczby - 25 czy 26 tydzien nie ma dla mnie sensu. Mysle ze nalezy oceniac
      szanse kazdego dzieciatka na zycie, na zdrowie, rozmawiac z rodzicami. Ratowac
      poki sie da, pozwolic spokojnie odejsc gdy juz nie ma nadziei. Ale tak jak
      napisalam, jest to tak delikatny problem ze jedyne czego jestem pewna to tego ze
      wszelkie kwantyfikatory sa nie na miejscu - patrzmy na te dzieciaczki jak na
      odrebnych indywidualnych ludzi ktorymi sa.
      Magda
      • dagmama Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 14.10.05, 21:00
        To okrutne, co napiszę.
        Znam takiego dzieciaczka: nie widzi, nie słyszy, kupa wad wrodzonych. Organizm
        matki chciał się go po prostu pozbyć. Kosztuje rodzicó kupę forsy i nie ma
        żadnych szans na samodzielne życie, ba, może odejść w każdej chwili, dla
        rodziców to codzienny paraliżujący strach, że to już dzisiaj. Tak jest od
        czterech lat. Często jest chory i cierpi (nie potrafi sam odkrztuszać).
        Jestem za nieratowaniem takich maleństw. W szpitalach bywa tak, że sprzęt jest
        zajęty, a mógłby posłużyć dziecku, które będzie zdrowe.
        Ja, osobiście, nie mam pojęcia, co bym zrobiła...
        Jestem niewierząca, może byłoby łatwiej pozwolić maleństwu odejść.
        • margosia.kr Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 14.10.05, 21:05
          Ale to właśnie wierzącym powinno być łatwiej. Według wiary wraca się do
          lepszego życia, wraca się do Pana.
          Pozdrawiam - Małgosia
        • mamaemmy do dagmama 15.10.05, 08:55
          dagmama napisała:

          > Jestem za nieratowaniem takich maleństw. W szpitalach bywa tak, że sprzęt jest
          > zajęty, a mógłby posłużyć dziecku, które będzie zdrowe.
          >
          to cieszę się,że nie byłas lekarzem w szpitalu,jak urodziłam Emmę.Pewnie nie chciałabys jej ratować....
          • dagmama Re: do dagmama 17.10.05, 09:19
            Mamoemmy,
            Nie jestem lekarzem, nie decyduję o niczym, zresztą wiem, ze taka selekcja, kto
            ma żyć, a kto nie, to koszmar.
            O dziecku, o którym napisałam, wiadomo było, ze NIGDY nie będzie oddychać
            samodzielnie, widzieć, słyszeć. Były nieodwracalne zmiany w mózgu...
            Cieszę się, że Twoja córcia wszystko przetrzymała i pozdrawiamsmile
        • 18_lipcowa Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 16.10.05, 12:16
          zgadzam się z Tobą. Jakaś selekcja naturalna musi być by była równowaga, tak
          jak w przyrodzie.
          • 18_lipcowa Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 16.10.05, 12:22
            Chociaż nie. Nie zajmuję stanowiska.
            Widziałam zdjęcia córki mamyemmy- coś mnie ruszyło. Może jednak ?
            Może dawać im szansę i ratować?
            A selekcja i tak sama wyjdzie z siebie, wtedy kiedy ratuje się i uratować się
            nie da...a jak się da to moze znaczy że dziecko miało życ i wszystko bedzie ok?
        • judytak Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 13:35
          dagmama napisała:

          > To okrutne, co napiszę.
          > Znam takiego dzieciaczka: nie widzi, nie słyszy, kupa wad wrodzonych. Organizm
          > matki chciał się go po prostu pozbyć. Kosztuje rodzicó kupę forsy i nie ma
          > żadnych szans na samodzielne życie, ba, może odejść w każdej chwili, dla
          > rodziców to codzienny paraliżujący strach, że to już dzisiaj. Tak jest od
          > czterech lat. Często jest chory i cierpi (nie potrafi sam odkrztuszać).

          a ja się z tobą zgadzam
          to, co opisałaś, jest właśnie tą "uporczywą terapią", której nigdy bym nie
          chciała dla siebie (jakbym myła np. na miejscu takiej Terri Schiavo - pewnie
          przekręciłam pisownię)

          ale pytanie w wątku jest o wcześniakach
          którzy czasami mają, a czasami nie mają wady wrodzone
          najczęściej mają jakiś stopień wylewu krwi do mózgu i jakieś niewydolności
          oddechowe, krążeniowe i trawienne
          ale te sprawy najczęściej dobrze się poddają leczeniu i rehabilitacji...

          pozdrawiam
          Judyta
          > Jestem za nieratowaniem takich maleństw.
        • tiya Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 15:13
          dagmama napisała:
          W szpitalach bywa tak, że sprzęt jest
          > zajęty, a mógłby posłużyć dziecku, które będzie zdrowe.

          A Ty byś wiedziala, ktore bedzie zdrowe???
      • nerwus4 margosia.kr-zgadzam się z Tobą w 100% 21.10.05, 11:08
        zgadzam się z dziewczyną która ów watek założyła. Wg mnie to "egoizm" rodziców,
        który ratują 25-27 tg dziecko. Praktycznuie nie ma szans na bycia zdrowym
        człowiekiem w przyszłości. To dla tego małego człowieczka i dla rdzicow
        niewyobrażalne cierpienie. Oczywiscie sa ludzie , którzy stworzeni sa do opieki
        na ludzmi chorymi ale ilu ich jest????????????
        Ja wiem, katolicy ortodoksyjni powiedzą że to człowiek. Tak, tak, ale natura
        zrobiła tak: jak coś jest w ciąży nie tak, zapłodnienie poszło źle to kobieta
        roni nawet nie wiedząc o tym. Tak samo jest w późniejszych tyg ciąży. Jesli
        kobieta ma akcję porodową w 25 tyg ciąży tzn że natura stwiwrdziła że coś poszło
        nie tak, należy to przerwac. Precież na Boga- dziecko powinno być jescze prawie
        3 m-ce w brzuchu!!!!!!!!!!!!!!!!!!jak ma sobie radzić w kg leków ciałko które
        waży 400 g!!!!!!!!!!!!
    • ziazia17 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 14.10.05, 20:54
      Nie czytałam artykułu, ale znam dwie dziewczynki urodzone w 26 tygodniu ciąży.
      Jedna ma lat10, problemy z matematyką (dyskalkulia) i słuch absolutny. Jest
      najlepsza w całej szkole muzycznej. Druga lat 4- poza kręgosłupem, ok. Obie są
      po wylewach itp rzeczach. Małe, drobne ale ruchliwe i przesympatyczne. Moje
      koleżanki, ich matki, są z nich dumne, choć bardzo drżą o konsekwencje
      przedwczesnych porodów. Myślę, że każdy powinien mieć szansę na życie.
      Wyznaczanie granic od którego tygodnia, czy od jakiej wagi ratować nie jest
      naszym, ludzkim prawem.... Natomiast rolą państwa jest wspomóc rodziców w tej
      walce (jeśli chodzi o finanse).
    • kalina_p Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 14.10.05, 21:11
      A kto może sie pokusic o odpowiedź na pytanie:
      Czy te dzieci wolałyby zyc, czy nie?
      Może ich zycie (gorsze jakosciowo, bo np. jakies uposledzenia ma), gdyby się
      ich zapytac juz po kilkunastu latach, ma dla nich wartośc najwieksza?
      Może wolałyby zyć, nawet upośledzone, niz umrzec?
      Bardzo, bardzo trudna sprawa, nikomu nie zycze podejmowania takich decyzji...
      Z dorosłymi i eutanazja sprawa jest prostsza - czlwoiek dorosły swiadomie może
      czegos chciec lub nie. A tu trzeba zdecydowac za swoje dziecko...brrrr...
    • kasiuncia25 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 14.10.05, 21:11
      Ja urodiłam sie 26lat temu (medycyna była wtedy na sporo niższym poziomie) w 28
      tygodniu, i co? Żyje normalnie i nic mi nie dolega. Nie ratować? Bez komentarza.
      • ligia76 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 14.10.05, 23:06
        Mam takiego chłopca na osiedlu.
        Urodzony w 26 tyg. ciąży.
        Obecnie ma ok. 20 lat.
        Zdrowiutki.

        Uważam, że jeśli są jakieś szanse - ratować.

        Pozdrowienia
        Ligia
      • maczkama Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 16.10.05, 18:57
        Mój obecnie 36 letni mąż też jest wcześniaczkiem, najniższa waga 860 gramów.
        zdrowy jak rybka, przechowywano go w ligninie bo inkubator się popsuł, jak
        chomiczka...
    • gandzia4 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 14.10.05, 23:00
      Weroniśka urodziła się w 35 tygodniu i miała wylew i pewną nieprawidłowość w
      budowie mózgu, oraz kilka innych problemów, było dość dramatycznie. Lekarze
      delikatnie dawali mi do zrozumienia, że nie wiadomo jak będzie z jej rozwojem
      ruchowym i umysłowym. Te pierwsze pół roku jej życia to był ciągły strach,
      który chwilami niemal mnie paraliżował, o to czy przeżyje, później był strach o
      to jak to będzie z jej rozwojem, dzisiaj strach przydeptała sama Weronisia: ma
      13 miesięcy, śmieje się, woła mama, raczkuje z prędkością światłasmile robi papa i
      kosi-kosi, staje sama i próbuje chodzić. Lekarze dzisiaj ostrzegają nas tylko
      przed dysleksjami, które mogą się ujawnić w wieku szkolnym, ale z tym przecież
      można żyć. Córeczka mojej koleżanki urodzona w 28 tygodniu ciąży ma teraz 3,5
      roku i potrafi przyłożyć mojemu 3,5 letniemu Oskarowi urodzonemu w 36 tyg.
      ciąży, nie mówiąc o tym, że jest bardziej wygadana od niegosmile) Jak podjąć
      decyzję to ratujemy, a to waży za mało albo urodziło się o dwa dni przed
      którymś tam tygodniem niech umiera? Znam też mamę chłopczyka urodzonego w
      terminie, o którego życie trwa walka już 15 miesięcy od chwili gdy miał miesiąc
      (urodził się w terminie) jego też spisać na straty? Ja myślałam nie tylko o tym
      by uratować Weronikę, zastanawiałam się też nad tym, jak będzie wyglądało jej
      przyszłe życie, jeśli potwierdzą się najgorsze scenariusze co do jej rozwoju i
      jak będzie wyglądało życie dwójki jej rodzeństwa, gdy nas zabraknie i opieka
      nad nią spadnie na nich. Uwierzcie mi to są ciężkie rozważania, a zawsze jest
      jakaś nadzieja, lub choć jej cień. Życzę wszystkim by nigdy nie musieli się
      borykać z takimi problemami.
      • dzindzinka Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 14.10.05, 23:08
        4 lata temu poznałam kobietę, matkę wtedy 6 letniego syna. Urodził się w 25 tc.
        Życie zawdzięczał jednej lekarce, która nawet wtedy nie miała dyżuru, inni
        skazali go na śmierć. Dziecko miało pozostałości, nigdy nie będzie całkiem
        zdrowe. Widziałam jego zdjęcie - fajny chłopaczek i widziałam z jaką miłością
        jego matka o nim mówiła.
        • mamaemmy Re: Wcześniaczki - oczywiście,że ratować,. 14.10.05, 23:40
          może poczytacie naszą historie?
          Emma urodziła się w 26 tygodniu ciąży ważąc zaledwie 690 gram.
          Po urodzeniu jej prosiłam Matkę Boską,że jeśli chce mi ją zostawić,to żeby była zdrowa...Przeszłyśmy wiele.Choroba oczków,którą miała była tak zaawansowama,że w 80% groziła jej ślepota-tylko 20% dzieci widzi po retinopatii IIIc..Emka widzi idealnie,nie ma nawet zeza.
          Miała martwicze zapalenie jelit-groziła jej poważna operacja...Cóz,nie miała nawet kolek..
          Miała sepse..
          Miała wrodzone zapalenie płuc...
          Miała taką anemie,że 9 razy przetaczali jej krew.
          I mnóstwo innych dolegliwości..

          Teraz ma 11 miesięcy,czyli 8 wieku korygowanego-bo wczesniaki liczy się od momentu kiedy powinny się urodzić.Jest całkowicie zdrowa.Raczkuje,siedzi,wstaje i zaczyna stawiac pierwsze kroki przy meblach...Gaworzy,jest często uśmiechnieta,umie robić papa,cacy-cacy,pokazac jak duża urośnie,wie kto to mama,tata,tygrys,wie gdzie wiszą dzwoneczki,jest bardzo mądrasmile

          skąd lekarze ratując ją mogli wiedzieć,że tak będzie?

          Czasem urodzi się dzieciaczek w 40 tygodniu i jest ciężko chory,a czasem
          w 24 i jest dobrze.
          Przeczytajcie historie Sary,z 24 tygodnia(22tygodnie od zapłodnienia tam są chyba liczone)www.wczesniak.pl/04_dlarodzicow10ak.html

          A potem przeczytajcie naszą historie...

          Cuda zdarzają się na co dzień.Czasem po prostu wystarczy w nie uwierzyć.

          Emma na forum ZOBACZCIEsmile
          A to historia Emusi
          • mamaemmy Re: Wcześniaczki - oczywiście,że ratować,. 14.10.05, 23:42
            www.wczesniak.pl/04_dlarodzicow10ak.html to poprawny link do historii Sary.
            • inia25 Re: Wcześniaczki - oczywiście,że ratować,. 17.10.05, 09:26
              nikt nie ma prawa decydować, a lekarze składali przysięgę, że ludzkie życie
              będą ratować> Jak można selekcjonować? Jak można dokonywać takich wyboró: tego
              ratujemy, tego nie! Dziecko to istatoa ludzka i ma prawo do życia! Nikt nie
              jest w stanie przewidzieć co będzie w przyszłości, czy będą powikłania czy nie.
              Osobiście znam kilkoro wcześniakó, wszystkie szkraby mają się dobrze! Są dobrze
              rozwinięte. Jedno dziecko urodziło się w 26 tygodniu, drugie w 25 tygodniu a
              trzecie w 32 tygodniu. Pierwszy maluszek, to prawie roczny już facet, który
              swoją walkę o życie wygrał. Jest zdrowy i radosny a rozwija się doskonale!
              Drugi maluszek, to dziewczynka, która dziś ma ponad 3 latka. Jest bardzo
              inteligentna! Rozmawia swobodnie w dwóch językach, czyta. liczy. Jest radosnym
              dzieckiem. Lekarze dawali jej marne szanse na "normalne" życie, tym bardziej że
              matka w ciązy była w indiach i przywlokła ze sobą świństwo w postaci ameby
              czegoś podobnego. I co? I mała ma się dobrze. Trzeci maluszek ma ponad 2 latka.
              Lekazre dawali mu duże szanse, powiedzieli że będzie z nim dobrze, bo jest
              silny i duży. Jak na razie jest to bardzo chorowite dziecko, które wciąż ma
              anginę, lub jakieś inne choroby. Czy to jest rezultat wcześniactwa? Wątpię, Ale
              czy można to ocenić? Nie nie ma takiej szansy! Po prostu jego układ
              odpornościowy jest słabszy!
              To tak jak z karmieniem butelką i z karmieniem piersuią, teoria że dzieci
              karmione piersią są zdrowsze, jest jak dla mnie bezsensowna, bo skąd wiadomo
              czy byłyby tak samo zdrowe jak byłyby karmione butelką! Tego nie da się ocenić..

              Moje zdanie: RATOWAĆ! Jeśli jakiś lekarz ma wątpliwości, to proponuję, żeby
              zmienił zawód, bo przecież przysięga do czegoś zobowiązuje!
    • mruwa9 To nie czytaj Marie Claire 14.10.05, 23:43
      na pewno odpowiednio dobrano opisane przypadki, aby udowodnic postawiona przez
      autorow teze. Kiedys- a bylo to ok. 10 lat temu- spytalismy doktorow na
      klinice patologii noworodkow, jakie sa dalsze losy leczonych na oddziale
      wczesniakow. Co najmniej 80% wychodzi na prosta i prowadzi normalne zycie.
      Poczytajcie sobie forum strata dziecka: osieroceni rodzice chcieliby swoje
      dziecko zywe, bez wzgledu na to, czy byloby sprawne czy niepelnosprawne. Stare
      podreczniki pediatrii opisywaly najmniejszego noworodka, prawie 35 lat temu w
      Siemianowicach Slaskich urodzila sie dziewczynka z waga 450 gram. W szpitalu
      nawet nie mieli inkubatora, nikt nie dawal zlamanego grosza,ze dziecko
      przezyje, a kobieta wyrosla i byc moze podczytuje teraz to forum? IMHO
      zdecydowanie ratowac, dawac szanse kazdemu wczesniakowi, ktory rokuje
      przezycie. Nie do nas nalezy wartosciowanie, na ile sensowne bedzie przyszle
      zycie tego wczesniaka.
      • mamaemmy Re: To nie czytaj Marie Claire 15.10.05, 00:00
        Jak leżałam w szpitalu po urodzeniu mojej maleńkiej Emusi,miałam chyba kilkadziesiąt telefonów od przyjaciół i znajomych i rodziny.Kazdy opisywał jakiegoś skrajnego wczesniaka,którego zna i który ma się dobrze.
        To podtrzymywało mnie na duchu.
        Teraz gdziekolwiek mówię,że Emma to wczesniak,większośc zna innych,równie zdrowych i normalnych wczesniaków.
        Ja sama znam ich kilkanaściesmile.
        Tak jak napisała Mruwa-większośc z nich jednak wychodzi na prostą.Niektóre tylko nadganiają rówiesników do 4 roku życia.
        A,że jest odsetek takich,które są chore..?To samo może przytrafić się dzieciom urodzonym o czasie-czy więc jeśli donoszone dziecko np niedotleni się przez chwile podczas porodu,to może od razu je zostawią,nie ratując?

        Mam pytanie do tych,które gazetę czytały-czy druga historia nie była o blizniakach Alku i Karolinie?Z 24 tygodnia?Czy też była pesymistyczna?
    • pantera80 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 15.10.05, 06:38
      Ratowac ze wszystkich sił trzeba wcześniaczki.
    • gawliki Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 15.10.05, 09:26

    • lola211 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 15.10.05, 09:57
      Temat mnie dotyczacy.8 lat temu urodzilam synka w 27 tyg. ciazy, wazyl 1
      kg.Dzialo sie to w dniu, gdy fala powodziowa zalewala Wrocław.Dziecko musieli
      wieźć do Legnicy- taka podróz dla wczesniaka to ogromne ryzyko.Ale we Wrocławiu
      nie mieli aparatury do ratowania zycia takiego malenstwa - szpitale byly
      pozamykane w zwiazku z powodzia wlasnie.Zmarł po 1 dobie, z daleka ode mnie.Po
      porodzie bylam w dziwnym stanie, wcale nie chcialam, zeby koniecznie dziecko
      ratowali.Balam sie, ze bedzie uposledzone, ciezko chore, nie takiego losu dla
      dziecka chcialam- przykro mi,ale wizja wychowywania ciezko chorego dziecka mnie
      przeraza. W kazdym badz razie wowczas bardziej martwilo mnie co bedzie z
      dzieckiem, gdy przezyje niz fakt, ze umrze.Moze to niektorym wydac sie
      nieludzkie, ale tak wlasnie bylo.
      Akcja reanimacyjna byla oczywiscie podejmowana, bez rezultatu.Nie wiem czy
      bylabym w stanie podjac decyzje- ratowac za wszelka cene czy pozwolic odejsc
      spokojnie, bez dodatkowych porcji cierpien, operacji, itd z marna szansa na
      powodzenie.Nie bylam zmuszona na szczescie stanac przed takim dylematem.Jest we
      mnie za malo optymizmu, by w takich sytuacjach miec przekonanie, ze z pewnoscia
      bedzie dobrze- wcale nie musi byc i szanse na ulomne zycie sa duze.
      Mam tylko nadzieje, ze dziecko bardzo nie cierpialo, to mnie gryzlo i gryzie
      nadal.



      ---------------------------------------------
      Zapraszamy na kursy decoupage we Wrocławiusmile
      Najbliższy termin: 22-23.10.2005
      www.artizana.pl
      • ledzeppelin3 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 15.10.05, 11:25
        Jako lekarz nie amm wątpliwości- podjąć próbę ratowania życia i zdrowia.
        • unoewa Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 15.10.05, 11:30
          moje dziecko jest wcześniakiem ....na początku było ciężko , mineły dwa lata
          ...dziś Natalka jest zdrową , śliczną dziewczynką .
    • ania.silenter dla mnie pytanie retoryczne: mam córkę-wcześniaka 15.10.05, 20:55
      nie była skrajnym wcześniakiem - przy urodzeniu ważyła 1120g, ale znam 540-
      gramowe dziecko, dziewczynkę, która urodziła się w 23 tc i jest nie tylko żywa
      ale i zdrowa! Nie nam decydować KTO ma przeżyć, dzieci są różne i bardzo,
      bardzo chcą żyć. Nikt, kto nie widział walki wcześniaka o życie nie wie jak one
      walczą o każdy dzień, każdy oddech. I wiele z nich wygrywa, choć lekarze nie
      dają im żadnych szans.
      Moja Ola wygrała z sepsą co nie udaje się wielu dorosłym. Widziałam jej walkę o
      życie - nie znam dzielniejszego od niej człowiekasmile)).
      pozdrawiam
    • czajkax2 Ratowac 15.10.05, 22:00
      Nikt mi nie dał prawa decydowania kto jest bardziej wartościowym
      człowiekiem,czy dziecko zdrowe czy chore,wcześniak czy urodzony o czasie. Znam
      chore donoszone,znam zdrowe wcześniaki. nie moja decyzja,komu pozwolic umrzec.
      dlatego jestem za tym aby próbowac. zdarzają się przeciez "cuda" , o których
      nie snilo sie lekarzom (ze tak sparafrazuje Szekspira).
      • betty_julcia Re: Ratowac 15.10.05, 22:06
        Zapytaj ludzi na wózkach, niepełnosprawnych, niewidomych, niesłyszących, z
        wadami czy dobrze że żyją, czy ich życie ma sens, a moze lepiej żeby ich nie
        było? Jeżeli w dzisiejszych czasach medycyna ma tak ogromne możliwości to
        ratować, nikt nie dał nam prawa decydowaniu kiedy życie ma sens, czy jeszcze
        tak, czy już nie....
        ------------------------------------------------------
        Betty to mama a to jestem ja:
        GWIAZDECZKA
    • elza78 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 15.10.05, 22:01
      > Są również przytoczone słowa Jana Pawła II " stosowanie uporczywej terapii
      > jest nie tylko jałowe, ale stanowi przejaw braku szacunku dla nieuleczalnie
      > chorego "

      te slowa dotycza terapii u chorych w terminalnych stanach np chorych na
      nowotwor umierajacych ludzi a nie dzieci ktore mozna ratowac aby przezyly, z
      reszta wiara nei ma tu nic do tego... nie moglabym spojrzec na swoj ryj w
      lustrze jesli podjelabym decyzje o nieratowaniu mojego dziecka chocby nie wiem
      jak malenkie bylo...
      chociaz wiem ze sa osoby ktore mysla inaczej...
      • mama_szymka Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 15.10.05, 22:40
        Nie wiem, bardzo trudny temat.
        sprawa jest bardziej skąplikowana niż wybór ratować lub NIe-ratować. Przede
        wszytskim dlatego, ze w chwili urodzenia nikt nie jest w stanie przewidzieć czy
        zabiegi mające ratować życie powiodą sie, a także jakie będą ich skutki uboczne
        (o ile wogóle będą, bo to nie jest norma).
        Na szczęście nie byłam w takiej sytuacji, więc trudno mi coś powiedzieć. Ale
        jestem mamą i dobrze pamiętam pierwsze chwile po urodzeniu Szymonka. MImo, że
        nie było realnego zagrożenia jego życia to jednak strach, obawa o tą maleńką,
        kruchą, a zarazem najbardziej na świecie ukochaną istotkę był ogromny. A
        pragnienie bycia z nim przez całe życie, najśilniejszym uczuciem.
    • janka19 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 15.10.05, 22:53
      Jednego dnia przEżyłam smierć córeczki jak i pytanie lekarza "czy ratować drugą
      córkę w przypadku kryzysu ?" Bedzie "roslinką", takie dzieci w ogóle nie
      rokują !
      Nie zapomnę tego do końca zycia !
      Kto dał lekarzom prawo do samodzielne selekcjonowania dzieci-na lepsze rokujące
      i gorsze nierokujące ??? Znam dzieci z 10 pkt Appgr urodzone o czasie a teraz
      majace 4-kończynowe porażenie.Nikt (oprócz Boga) nie wie jak naprawdę bedzie z
      dzieciem.
      PS. Na dzień dzisiejszy mała nie ma żadnych objawów porażenia. Jeszcze za
      wczesnie aby się cieszyć ale w Święta Bożego Narodzenia mam zamiar tam jechac i
      pokazać im dziecko które "miało tylko patrzeć w sufit" !!!!!

      • mamaemmy janka19:) 15.10.05, 23:37
        Kochanie,zobaczysz-Twoja córeczka będzie zdrowa!JUŻ jest zdrowa.
        Mozesz sie juz cieszyć,a w Dzień Bożego Narodzenia inni bedą się cieszyc z Tobą,cieszyć się,że..to Ty miałaś rację!
        Trzymam kciuki,ale jednoczesnie WIEM,że będzie dobrze!

        Pamiętaj,że niedawno ja-byłam odbiorcą takich maili jak ten post.
        Zobacz-moja Emma widzi!A jak zapytałam lekarzy,czy będzie cokolwiek widzieć,usłyszałam martwą ciszę...
        • eury1 Re: janka19:) 16.10.05, 00:07
          Nie wyobrażam sobie aby nie ratować....Przecież trzeba dać im szansę - o reszcie i tak nie my zadecydujemy.....
          Tak naprawdę on nie miał prawa się urodzić.Przeżył we mnie wyciaganie spirali jak miał 8tc - lekarz nie zauważył go jak robił USG.W kilka tygodni pozniej przezył mój wypadek...nikt na intensywnej terapii nie zrobił testu ciążowego...ratowali mi życie.Przypałętało się tam przy okazji obustronne wysiękowe zapalenie płuc.Nie pamiętam zbyt dużo z tego okresu,poza bolem i pikaniem jakiś urządzeń i spętania kroplówkami.Ponad trzy tygodnie byłam nimi odzywiana.Synek przeżył razem ze mną - a dowiedziałam się o jego istnieniu jak miał miej więcej 15tygodni.Panika - jakie powstały w nim spustoszenia...jaki się urodzi?Mnóstwo badań mojego maleństwa i odprężenie - w/g usg i badaniom genetycznym dziecko jest zdrowe.Nigdy nie zapomnę jak 28tc byłam na porodówce.Były duże spadki tentna.synek nie ważył 1200g a ja bałam się oddychać - bo to jeszcze nie był jego czas.Jak na ironie przy mnie przewozili w inkubatorze takiego kurczaczka a ja wtedy załamałam się...
          Wojtus urodził się w 36tc.Ważył 2900 - a dal mnie i tak było go strasznie mało.Teraz jest prawdziwym facetem zdobywającym świat.W tym miesiącu skończy 9 mcy.
          I niech mi nikt nie mówi,że pewne wydażenia nie są nam pisane.
          Nie do nas należy decyzja
    • dagella RATOWAĆ!!!!!!! n/t 16.10.05, 02:13

      • margosia.kr Re: Do mamaemmy 16.10.05, 11:37
        Odpowiadając na Twoje pytanie: jest opisana historia Karolinki i Alka.
        Dzieciaczki pomimo komplikacji są zdrowe i dobrze się rozwijają.
        Jest optymistyczny ponieważ z dziećmi jest dobrze. Pozwolę sobie jednak
        zacytować słowa mamy: "..w szpitalu przygotowywałam się na rozmowę z lekarzami
        i ich pytanie:"czy ratować pani dziecko?". I gdyby stan któregoś z nich
        pogorszył się, nie dając nadziei, moja odpowidź brzmiałaby: "Dość, już
        wystarczy". Nie zniosłabym tego, że cierpią, a ja to widzę i nie potrafię im
        pomóc. Uważam, że powinnam mieć do tego prawo".
        " Uważam, że matka powinna mieć prawo do decydowania o losie swojego dziecka".
        Pozdrawiam - Małgosia
        P.S. Zdjęcia Twojej Emmy są bardzo wzruszające.
        • wiatr_na_szczycie Re: Do mamaemmy 16.10.05, 13:39
          Nie ratowalam swojego dziecka. I nie ma tu wiekszego znaczenia, ze nie bylo to w
          pierwszej chwili jego zycia, ale po kilku latach.
          Pytania nie mozna zbyc wzruszeniem ramion- oczywiscie ze ratowac. Bo zahacza ono
          o kwestie ratowania w ogole. Jak dlugo potrzymywac w rodzicach nadzieje
          reanimacja? Jak dlugo trzymac dzieci podpiete pod aparature? jak przekonac
          rodzica ze medycyna wyczerpala srodki?

          Dzieci urodzone w 20- 22 tygodniu, ktore nie widza, nie slysza cierpia z powodu
          padaczki nie staja sie bohaterami Marii Claire. Owszem medycyna umie utrzymac je
          przy zyciu. I owszem wiele z nich rosnie pozniej otoczone miloscia i nikt by nie
          powiedzial ze wazyly mniej niz paczka cukru.

          Szpitale wypisuja takie dzieci donikad. NIe ma infreastruktury pomocy stworzonej
          dla naprawde ciezkich przypadkow.

          Dokladnie zreszta to samo jest w przypadku dzieci, ktore z roznych przyczyn
          cierpia na powazne stany neurologiczne- potocznie mowimyo nich ludzie roslinki.
          Trzymac ich w szpitalu na sztucznym podtrzymywaniu 20 lat? Wypisywac do domu? a
          co potem?

          mialam w pewnym sensie szczescie. Wiedzialam ze moje dziecko cierpi na siertelna
          i nieuleczalna chorobe. Zrobilam wszystko co w mojej mocy, by pozwolic jej zyc
          jak najpelniej a gdy zechciala odejsc- pozwolilam i na to. Dlatego nie mam w
          domu aparatury i nie jezdze codziennie do szpitala.

          Ale tak naprawde nie da sie jednoznacznie powiedzic- ratowac wszystkie dzieci,
          lub nie ratowac zadnego ponizej 20 tygodnia. Bo zdarzaja sie cuda. Ale tez
          dzieja sie tragedie.
    • vibe-b Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 16.10.05, 19:41
      Mowie za siebie.
      Nie chcialabym, by moje dziecko- wczesniak- bylo ratowane, gdyby nie bylo
      przewazajacego prawdopodobienstwa, ze bedzie zdrowe.
      Ale ciesze sie, ze nie mam ani prawa ani koniecznosci podejmowania takich
      decyzji za/dla innych.

      pozdr
      • judytak Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 13:44
        vibe-b napisała:

        > Mowie za siebie.
        > Nie chcialabym, by moje dziecko- wczesniak- bylo ratowane, gdyby nie bylo
        > przewazajacego prawdopodobienstwa, ze bedzie zdrowe.

        tak powiedzieć to zbyt łatwe
        trudności się zaczynają tam, gdzie trzeba wyznaczyć granicę: kiedy jest jeszcze
        wystarczająco zdrowe, a kiedy już nie?

        (np. będzie miało złaby wzrok, słuch - jak słaby jest jeszcze "okularnik", a
        jaki "to prawie ślepy"? ruch: jeśli po latach pracy nauczy się i chodzić, i
        biegać, i pisać, ale np. nie pogra w piłkę, bo jest do tego zbyt niezdarne, to
        co? albo jeśli musi jednak jeździć na wózku, ale ręce sprawne i głowa też? itp.
        itd.)

        druga trudność polega na tym, że zaraz po urodzeniu wcześniaka jest niemożliwe
        przewidzieć, co dalej będzie umiało, a czego nie...

        pozdrawiam
        Judyta
        • vibe-b Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 15:40
          judytak napisała:

          > vibe-b napisała:
          >
          > > Mowie za siebie.
          > > Nie chcialabym, by moje dziecko- wczesniak- bylo ratowane, gdyby nie bylo
          >
          > > przewazajacego prawdopodobienstwa, ze bedzie zdrowe.
          >
          > tak powiedzieć to zbyt łatwe
          > trudności się zaczynają tam, gdzie trzeba wyznaczyć granicę: kiedy jest
          jeszcze
          >
          > wystarczająco zdrowe, a kiedy już nie?
          >
          > (np. będzie miało złaby wzrok, słuch - jak słaby jest jeszcze "okularnik", a
          > jaki "to prawie ślepy"? ruch: jeśli po latach pracy nauczy się i chodzić, i
          > biegać, i pisać, ale np. nie pogra w piłkę, bo jest do tego zbyt niezdarne,
          to
          > co? albo jeśli musi jednak jeździć na wózku, ale ręce sprawne i głowa też?
          itp.
          >
          > itd.)
          >
          > druga trudność polega na tym, że zaraz po urodzeniu wcześniaka jest
          niemożliwe
          > przewidzieć, co dalej będzie umiało, a czego nie...
          >
          > pozdrawiam


          Masz racje.
          Ale ja patrze na to z innej jeszcze perspektywy: Czy JA chcialabym takiego
          zycia, gdybym to ja miala byc wczesniakiem, gdybym miala byc niesprawna cale
          zycie? Ja bym tak nie chciala...
          • judytak Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 23:24
            vibe-b napisała:

            > Masz racje.
            > Ale ja patrze na to z innej jeszcze perspektywy: Czy JA chcialabym takiego
            > zycia, gdybym to ja miala byc wczesniakiem, gdybym miala byc niesprawna cale
            > zycie? Ja bym tak nie chciala...

            muszę powtórzyć pytanie:
            co to znaczy "niesprawne"?
            na ile niesprawne jest tyle niesprawne, że już lepiej nie żyć?
            ile dioptrii w okularach? czy np. aparat słuchowy się kwalifikuje? a dysgrafia?
            a zespół niezdarności ruchowej? jak nasilony się kwalifikuje? czy jedna
            niesprawna ręka, to już lepsza śmierć? a noga? a może silna alergia?
            itp. itd.

            bo mi się zdaje, że jest zupełnie duży margines tego, z czym jak najbardziej
            warto żyć...

            pozdrawiam
            Judyta


            • vibe-b Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 23:29
              judytak napisała:

              > vibe-b napisała:
              >
              > > Masz racje.
              > > Ale ja patrze na to z innej jeszcze perspektywy: Czy JA chcialabym takieg
              > o
              > > zycia, gdybym to ja miala byc wczesniakiem, gdybym miala byc niesprawna c
              > ale
              > > zycie? Ja bym tak nie chciala...
              >
              > muszę powtórzyć pytanie:
              > co to znaczy "niesprawne"?
              > na ile niesprawne jest tyle niesprawne, że już lepiej nie żyć?
              > ile dioptrii w okularach? czy np. aparat słuchowy się kwalifikuje? a
              dysgrafia?
              >
              > a zespół niezdarności ruchowej? jak nasilony się kwalifikuje? czy jedna
              > niesprawna ręka, to już lepsza śmierć? a noga? a może silna alergia?
              > itp. itd.
              >
              > bo mi się zdaje, że jest zupełnie duży margines tego, z czym jak najbardziej
              > warto żyć...
              >
              > pozdrawiam
              > Judyta
              >


              Przyciskasz do muru...
              Dlatego przyznalam, iz ciesze sie, iz nie mam ani prawa ani obowiazku
              podejmowania takich decyzji..

              pozdr
          • wieczna-gosia Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 18.10.05, 00:24
            > Masz racje.
            > Ale ja patrze na to z innej jeszcze perspektywy: Czy JA chcialabym takiego
            > zycia, gdybym to ja miala byc wczesniakiem, gdybym miala byc niesprawna cale
            > zycie? Ja bym tak nie chciala...

            poza tym patrzysz na to z perspektywy zdrowego czlowieka. A gdyby niesprawnosc
            jakas tam byla jdyna alternatywa zycia w ogole?

            Ja zycie kocham. Kocham sam fakt ze jestem tu i teraz i mam szanse przezywac to
            co przezywam. Dlaczego mam zakladac ze dziecko niesprawne nie ma tej samej
            milosci do zycia w sobie?
            • vibe-b Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 18.10.05, 00:29
              wieczna-gosia napisała:

              > > Masz racje.
              > > Ale ja patrze na to z innej jeszcze perspektywy: Czy JA chcialabym takieg
              > o
              > > zycia, gdybym to ja miala byc wczesniakiem, gdybym miala byc niesprawna c
              > ale
              > > zycie? Ja bym tak nie chciala...
              >
              > poza tym patrzysz na to z perspektywy zdrowego czlowieka. A gdyby niesprawnosc
              > jakas tam byla jdyna alternatywa zycia w ogole?
              >
              > Ja zycie kocham. Kocham sam fakt ze jestem tu i teraz i mam szanse przezywac
              to
              > co przezywam. Dlaczego mam zakladac ze dziecko niesprawne nie ma tej samej
              > milosci do zycia w sobie?


              Wieczna Gosiu.
              W pierwszym zdaniu pierwszego postu wyluszczylam "Mowie za siebie". Wiec
              prosze, nie sugeruj, jakobym narzucala Tobie, czy komukolwiek moj punkt
              widzenia.

              pozdr
    • kata74 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 16.10.05, 21:46
      tego się nie da ocenić, przewidzieć, zdecydować, bo każda sytuacja jest inna i
      każde dziecko jest inne, i rodzice też. myśle że ocena prawidłowości
      ewentualnych decyzji niestety przychodzi dopiero po fakcie.

      jednak wrzucanie wszystkiego do jednego worka jest niemozliwe, okreslenie
      czarne czy białe- niedoustalenia

      ponieważ zawsze znajdzie się argument za i argument przeciw poparty
      przykładami z życia.

      to jest dylemat moralny, i oby nikomu nie przyszło go rozstrzygać
    • redudek Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 08:31
      Jestem za tym że mimo wszystko jednak ratować takie dzieci.Nawet nie wyobrażam
      sobie inaczej.
      • dagmama Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 09:31
        Mamoemmy, odpisałam Ci tam wyżejsmile

        Wiecie, ja nie chciałabym być obarczona dzieckiem wymagającym opieki do końca
        mojego życia i później. Chcę mieć zdrowe dziecko, patrzeć jak raczkuje, chodzi,
        ma kontakt z otoczeniem, dorasta, dojrzewa. Poświęcić czas i energię na
        wychowanie dziecka, które da mi radość. Po prostu.

        Wiem, że to darwinowskie i samolubne.
        Przeczytałam Wasze historie. Nie wiem, czy dałabym radę przeżyć chociaż jedną z
        nich. Cieszę się, że mnie taka decyzja ominęła.

        Oczywiście można by rozwinąć temat: zdrowe dzieci, które uległy strasznemu
        wypadkowi, nagle się ciężko rozchorowały i kocha się je nadal, prawda?
        Pozdrawiam.
        • mruwa9 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 12:33
          Moje dziecko urodzilo sie w terminie, jest niepelnosprawne. Donoszenie ciazy
          nie gwarantuje, ze bedziesz miala zdrowe, bezproblemowe dziecko, tak samo, jak
          wczesniactwo nie musi byc rownoznaczne z uposledzeniem . Co zrobilabys, gdybys
          zostala mama dziecka specjalnej troski, nawet donoszonego? Oddalabys do zakladu
          dla uposledzonych? Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono... Oczywiscie, ze
          kazda mama marzy o zdrowym, doskonalym dziecku, ale czasem los nas stawia przed
          faktem dokonanym i zycie modyfikuje wczesniejsze deklaracje.Tak naprawde dopoki
          czlowiek nie odczuje tego na wlasnej skorze, nie ma pojecia, o czym mowi.
        • judytak Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 13:48
          dagmama napisała:

          > Wiecie, ja nie chciałabym być obarczona dzieckiem wymagającym opieki do końca
          > mojego życia i później. Chcę mieć zdrowe dziecko, patrzeć jak raczkuje,
          chodzi,
          > ma kontakt z otoczeniem, dorasta, dojrzewa. Poświęcić czas i energię na
          > wychowanie dziecka, które da mi radość. Po prostu.

          nikt o zdrowych zmysłach by nie chciał :o)
          owszem to samolubne i darwinowskie :o) bo to sama natura :o)

          tyle, że ta natura właśnie nie pyta nas, co byśmy chciały, a czego nie
          tylko coś się wydarzy, i trzeba sobie z tym radzić

          i sobie radzimy :o)

          pozdrawiam
          Judyta
        • wysioka Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 20:51
          Dagmamo
          Ja też jestem mamą chorego dziecka.I jako taka mama myślę, że jeśli ktoś jest
          tak egoistyczny jak Ty, to po prostu nie powinien mieć dzieci. Bo co to jest
          koncert zyczeń - chcę mieć dziecko i będę je kochała pod warunkiem, ze będzie
          ładne, zdrowe i rumiane? Twojemu dziecku nie pozostaje nic innego jak tylko
          cieszyć się, że urodziło się zdrowe, bo w przeciwnym wypadku nie mogłoby na
          Ciebie liczyć. Nie byłoby wystarczajaco dobre? Za mało radości? Trzeba byłoby
          mu poświęcić więcej czasu, a może jeszcze "kupę forsy"?
          Poza tym nie uważam, ze moje dziecko nie zasługuje na leczenie, w takim samym
          zakresie jak Twoje zdrowe, co sugerujesz, pisząc, ze chore dziecko zajmuje
          sprzęt, które mogłoby wykorzystać dziecko, które bedzie zdrowe. A w czym ono
          jest gorsze od Twojego zdrowego dziecka?

          "Wiecie, ja nie chciałabym być obarczona dzieckiem wymagającym opieki do końca
          mojego życia i później. Chcę mieć zdrowe dziecko, patrzeć jak raczkuje, chodzi,
          ma kontakt z otoczeniem, dorasta, dojrzewa. Poświęcić czas i energię na
          wychowanie dziecka, które da mi radość. Po prostu"

          Po prostu, to wystarczy kochać swoje dziecko, a ono zawsze przyniesie ci radość
          i miłość.
          • inia25 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 22:35
            wysioka napisał:



            > Po prostu, to wystarczy kochać swoje dziecko, a ono zawsze przyniesie ci
            radość
            >
            > i miłość.



            to jest najpiękniejsze zdanie jakie w tym wątku przeczytałam!
        • zabka_smieszka Do Dagmamy 20.10.05, 20:23
          Ja zgadzam sie z tym co napisala wysioka. Twoj tok myslenia zupelnie do mnie
          nie trafia choc nie mam chorego dzieca.

          Oczywiście można by rozwinąć temat: zdrowe dzieci, które uległy strasznemu
          > wypadkowi, nagle się ciężko rozchorowały i kocha się je nadal, prawda?


          A co takie juz Ci odpowiada?Bo co, bo mozesz powiedziec, ze bylo zdrowe i
          zachorowalo.
          Nie chcialabym byc twoim dzieckiem powaznie.
    • babsee Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 10:20
      Będąc w 8 tyg ciązy tafilam do szpiatala- ciąża na podtrzymaniu- krwiak w
      macicy. Po 10 dniach podjęłam decyzje o wypisie ze szpitala na własną prośbe i
      odstawieniu leków- jestem bowiem zwolennikiem teorii,ze Nautra wie co jest
      najlepsze i pewne deczyje podejmuje za nas.Medycyna dziś- ingeruje za bardzo.
      Ambicja lekarzy jest utrzymać- za wszelka cenę, nie bacząc na późnijesze
      skutki. Moj poloznik zrozumial moją decyzje.Tanczylam, biegalam, nie bralam
      leków- ciąża utrzymana, nawet przenoszona.Miała się urodzic.Bez względu na to
      co powiedział ordynator- jak Pani stąd dzis wyjdzie, to poroni Pani tę ciąże.
      • r.kruger Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 12:55
        Groziło mi urodzenie synka tak wcześnie, chciałabym Go ratować ale nie za
        wszelką cene...
        Teraz już nie muszę się tym martwić i dobrze, bo podjęcie takiej decyzji to
        chyba najrudniejszy moment w życiu
    • janka19 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 13:27
      Ciekawe czy któras z Was potrafiłaby odłączyć respirator, powyciągac rurki
      itp. ?

      Mnie parę razy wołano do umierającej córki, wystrczy że włążyłam rękę do
      inkubatora i pogłaskałam ją, wszystkie parametry natychmiast szły do góry.
      Wiedziałam że się męczy ale nie mogłam nic zrobic. Do końca zycia nie
      wybaczyłabym sobie gdybym zdecydowała się ją odłączyć.
      Bałam się ew. przyszłości ale nie wiem jak mozna nie ratować swojego dziecka?
      Zawszę będę pamietała jej oczka, cierpiące ale mowiace "mamo nie płacz, nie
      będziesz sam "
      Bóg dał życie i to On jej je odebrał. Ja sie mogłabym mądlic tylko o to żeby
      nie cierpiała.
    • judytak Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 14:10
      margosia.kr napisała:

      > I właśnie tu dopadły mnie mieszane uczucia. Cały proces ratowania tych
      > maleństw jest dla nich koszmarnie bolesny. Mają wiele różnorakich powikłań
      > np.wylewów, które często pozostawiają ślady na całe życie. Najczęściej
      > niedorozwój psychiczny lub ruchowy, głuchotę, brak wzroku. Naprawdę bez
      > żadnego uszczerbku na zdrowiu udaje się żyć, tylko nielicznym wcześniaczkom z
      > tak krótkiej ciąży.

      coś tu masz dame zmanipulowane zdrowo...
      bo proces ratowania nie jest koszmarnie bolesny, co prawda, głównie dzięki
      odpowiednim metodom paliatywnym (czyli przeciwbólowym)
      a ślady w większości przypadków owszem są, ale nie na tyle duże, żeby nie można
      było z nimi spokojnie żyć (tzn. różne zespoły niezdraności ruchowej, kłopoty z
      koncentracją, dysleksje i spółka etc.)

      > Mamy wypowiadają się, że jakby ktoś pomógł im podjąć decyzję, by pozwolić
      > odejść dzieciom, to chyba by nie chciały tej walki, tego cierpienia maluchów.
      > Jednocześnie przyznają, że tak bardzo chciały, by dzieci żyły.

      ciekawe te mamy
      czy aby one nie mówią na zlecenie to, za co im płacą?

      > Ale czy
      > w takiej chwili myślimy tylko o tym, że chcemy tego dziecka, że czekaliśmy na
      > nie, że inni mają to dlaczego nie my ?

      owszem myślałam o tym, że chcę to dziecko
      myślałam o tym nawet na siłę, bo zdawało mi się, że tym dziecku pomagam
      ale zapewniam, że w głowę mi nie przychodziło nic w rodzaju "że inni mają to
      dlaczego nie ja", raz, że to jakieś idiotyzm, a dwa, że nie miałam czasu na
      takie jałowości, byłam zbyt zajęta

      Rodzice zawsze walczą do końca, ale
      > czy choć przez chwilę myślą, czy dzieciątko tego chce ?

      może wydam się jakaś zadufana w sobie, ale jestem przekonana, że zauważyłabym,
      jakby dziecko nie chciało
      takie właśnie dziecko malutkie chudziutkie, za słabe, żeby oczy otworzyć...

      Czy będzie szczęśliwe
      > w swoim życiu, gdy nie będzie mogło funkcjonować jak zdrowy rówieśnik ?

      każdy jest czasami szczęśliwy, a czasami nieszczęśliwy
      ja też
      moje dziecko też i jego "zdrowi rówieśnicy" też
      :o)

      Są również przytoczone słowa Jana Pawła II " stosowanie uporczywej terapii
      > jest nie tylko jałowe, ale stanowi przejaw braku szacunku dla nieuleczalnie
      > chorego "
      > A co Wy o tym myślicie ?

      myślę o tym, że ten cytat w tym kontekście jest strasznie naciągany
      bo odnosi się on do ludzi nieuleczalnie chorych, z jednoznaczną, pewną
      diagnozą, a nie do wcześniaków, o których nikt na razie nie jest w stanie
      powiedzieć, co z nich wyrośnie...

      pozdrawiam
      Judyta



      • tiya Przeczytajcie 17.10.05, 16:39
        www2.tygodnik.com.pl/tp/2820/main01.php
    • inia25 opowiem Wam historię 17.10.05, 22:58
      małej dziewczynki, którą lekarze skreślili a mama wygrała jej życie!

      Pewna kobieta, z utęsknieniem czekała na drugie dziecko. Miała już kilkuletnią
      zdrową dziewczynkę. Zaszła w ciąże, niesamowita radość! Jednak dość szybko
      okazało się że płód jest uszkodzony. Poważne niedorozwoje, wady, lekarz
      zasugerował aborcję. Drugi i trzeci potwierdzili diagnoze. Kobieta chciała,
      żeby to natura zadecydowała. Ciąża się utzymywała. W ssiódmym miesiącu ciąży
      cc. Urodziła się dziewczynka. Rozszczep brzuszka, wargi, podniebienia. Urodziła
      się bez części czaszki, nie miała czoła, nosa... Lekarz zasugerował ochrzczenie
      małęj, dawał jej do 10 dni życia. Matka przygotowała się do odejścia małęj, ale
      prosiła ją mimo wszystko żeby walczyła. Chrzest w szpitalu a później
      oczekiwanie na TEN moment. Minęło pięć, dziesięć, piętnaście dni... Rodzina nie
      chciała odwiedzać w szpitalu małej, żeby się nie przywiązać! Lekarze nie dawali
      szans na przezycie, a jeśli nawet cudem, to kilka miesięcy (max 2). Niedorozwój
      ruchowy, psychiczny... na to matka była przygotowana! I wiecie jaki jest finał
      tej historii? Matka po dwóch tygodniach życia córeczki zaczęła o nią walczyć!
      No i okazałao się, że jest o co! Dziś mała ma 4 lata jest radosnym i
      szczęśliwym dzieckiem. Nie ma żadnego niedorozwoju, ani psychicznego ani
      ruchowego. Dziecko jest takie jak każde inne w jej wieku! Przeszła co prawda
      kilka operacji, ale i tak jest dzieckiem radosnym. Teraz przed nią ostatnia
      operacja - rekonstrukcja noska! Matka wygrała, wbrew lekarzom, wygrała walkę o
      jej życie. I całe szczęście, że nie poddała się sugestiom, żeby usunąć, żeby
      zostawić małą w szpitalu....

      Nie życzę nikomu takiej walki, bo do tego trzeba mieć siłę i serce, i nie
      oczekiwać, że macierzyństwo to tylko piękne strony, idealne kupy, zero kolek,
      idealny książkowy rozwój! Macierzyństwo to przede wszystkim bezgraniczna
      miłość, która jest potrzebna dziecku do życia tak samo jak tlen.
      • michalina7 Re: opowiem Wam historię 21.10.05, 09:38
        Nie życzę nikomu takiej walki, bo do tego trzeba mieć siłę i serce, i nie
        > oczekiwać, że macierzyństwo to tylko piękne strony, idealne kupy, zero kolek,
        > idealny książkowy rozwój! Macierzyństwo to przede wszystkim bezgraniczna
        > miłość, która jest potrzebna dziecku do życia tak samo jak tlen.


        Pięknie to napisałas. Aż się popłakałam. Naprawdę
    • 5aga5 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 17.10.05, 23:32
      RATOWAĆ. Zrobiłabym wszystko by ratować maluszki. Nie byłam nigdy w takiej
      sytuacji - dzięki Bogu- i chyba już nie będę.
      Nie wyobrażam sobie jak matka znosi odejście swojego dziecka.
      Wierzę że każda prawdziwa matka walczy do końca o swoje maleństwo, cokolwiek ta
      walka miałaby znaczyć.
      Własnie, spójrzcie na Skarba mamaemmy...... i co? Warto ratować?
      Zawsze warto dać szansę.
      • polka3 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 18.10.05, 00:04
        Do czego to dochodzi,że ludzie zadają sobie pytanie,czy ratowac ludzkie
        życie..zamiast dziekować Bogu, że możliwośći medycyny są coraz większe..
        Brać sobie prawo holenderskie za wzorzeć??Absolutnie , nie....
        Czytam i zastanawiam sie gdzie się podziało przekonanie o nadrzędnej wartości
        życia.....dlaczego w religii katolickei nie można targac się na swoje życie???
        Pamięć ludzka,ech....

        I mam jeszce jedno pytanie..kto powiedział ,że widzący ma większe prawo od tego
        co nie widzi,albo że lepiej ma słyszacy.......od nie słyszącego..co to znaczy
        lepiej...lepiej mają też bogadsi i ładniejsi..i co z tego????? Czy to swiadczy
        o ich człowieczeństwie???

        Myślę sobie ,że na pewno lepiej mają ludzie czystego serca,pełni miłości i
        spokoju wewnętrznego,pełni ufności ....tego nie gwarantuje słuch,ani wzrok
        sokoli...nie gwarantuja tego sprawne nogi ,ani chłonny umysł.....
        Swiat zdrowych,mądrych sprawnych...bez np. dzieci z zespołem Downa- czy to oby
        na pewno jest świat naszych marzeń????

        Oczywiście,że ratować....każdego człoweika ......
        ratować,nieść nadzieję, obdarzac miłością...


        --

        CHRZEST
        blondyna
        POMÓŻ
        • 5aga5 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 18.10.05, 00:07
          polka3 - jestem dumna że Cię ,,znam". To było piękne i masz 100%-ową rację.
          • polka3 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 18.10.05, 00:11
            Oh Agniesiu..czasem jednak brak słów..szczególnie gdy mowa o
            oczywistościach..pozdrawiam Cię serdeczniesmile))
            • 5aga5 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 18.10.05, 00:15
              Agato, nie Agniesiu - ale Ci wybaczam!!!!!
              • polka3 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 18.10.05, 00:18
                Nigdy nie myślałam,że skrót od Agaty to Aga- człowiek się całe życie uczysmile)))A
                swoją drogą ładne imięsmile))))))
                • 5aga5 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 18.10.05, 00:24
                  Masz rację, skrót Aga to od imienia Agnieszka. Moi znajomi tak mnie jakos
                  nazwali i tak jest. Ale ten temat to nie tu. Tu jak poczytałam sobie niektóre
                  wypowiedzi to włos mi się zjeżył.
                  • polka3 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 18.10.05, 00:37
                    Bardzo mi się podoba to co napisała wieczna - gosia,nic dodac, nic ująćsmile
    • mamapiotra Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 18.10.05, 11:47
      przeczytałam wszystkie posty i sie popłakałam.
      oczywiscie, ze ratowac. to nie my mamy decydowac o tym, czy ktos ma zyc czy nie. zabijajac takiego malucha odbieramy szanse na tyle wspaniałych chwil! i odbieramy wszelka nadzieje na to życie, jakiekolwiek by ono nie było. a nie wiemy jakie bedzie. moze akurat wspaniałe?
    • mazak13 Re: Wcześniaczki - ratować, czy pozwolić odejść ? 20.10.05, 09:41
      Ja też uważam, ze trzeba ratować. Zadziwia mnie łatwośc z jaka niektórzy piszą,
      nie ratować takie dzieci zajmują sprzęt medyczny, który posłuży do ratowania
      zdrowego dziecka. MOzę warto choć przez chwilę się zastanowić, co czują matki
      chorych dzieci, gdy czytają, że waszym zdaniem ich dzieci do niczego się nie
      nadają, bo tylko zdrowe dzieci przynoszą radość.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka