Znów u mnie smutne święta. Niby oboje się cieszymy, niby przygotowujemy
Święta wspólnie z mężem.Staram się o fajną atmosferę, ale czuję, że zaczyna
być coś nie tak i z chwili na chwilę mąż robi soraz bardziej milczący,
smutny, robi obrażone miny.Nie daj Bóg dziecko zacznie rozrabiać, to
ostentacyjnie dziś wyszedł sprzątać po kolacji chociaż ta się jeszcze
właściwie nie skończyła.Kiedy pytam czy jest jakiś problem, prawie wybuchł,
że jest poprostu zmęczony ( jak bym ja była wypoczęta, pracowałam tak samo
ciężko a jestem w 6 mies. ciąży).Nie odzywał się do mnie z pół godziny i
nagle wszystko jest OK, humor mu wrócił, rozmawia jakby nigdy nic.Tyle , że
ja się wkurzyłam, jak coś ma to niech powie, albo niech przynajmniej się
postara nie psuć innym świąt.Takie zachowanie powtarza się w każde Święta,
Sylwestra, moje urodziny i w ogóle dni, które z założenia ludzie starają się
uczynić miłymi.On mnie naprawdę terroryzuje takim zachowaniem, ale nie mogę u
męża tego zwalczyć, właśnie przyszedł i pogłaskał mnie po głowie, no przecież
szlag człowieka może trafić.A ja liczę, z niwnością dziecka, że w te Święta
będzie miło i tak qrde od 10 lat

((.Takie zwroty akcji coraz trudniej znoszę
i chyba kiedyś wezmę walizki i zostawię go z tym jego nagłym naburmuszeniem.
Życzę Wam lepszych Świąt niż moje.