Dodaj do ulubionych

Do niewyrodnych matek

01.03.06, 09:29
No tak mnie ruszył wątek o klapsach ze aż mi gorzej. Czyli znaczy wyrodna jestem, potwór. Według znakomitej większości. Naruszam godność i cielesność, bo pare razy (ze cztery może) kalpsa w podbramkowej sytuacji dałam. I nawet byłam zdziwiona efektywnościa tego klapsa, co z niechecią, ale jednak przyznaję.
I jeszcze zdarza mi sie do kąta dziecko postawić. I bajki nie pozwolić oglądnąć skoro zabawki nieposkładane. I każę się ubrac samemu pomimo godzinnego rozpaczliwego krzyku ze nie umie i nie chce i że malutkie jest sad. I skoro samo umie jeść nie karmię , choć w efekcie czasem je zimną zupę.
Wór pokutny włożyć muszę.
Jak łatwo postawić problem na głowie. Klaps to katowanie, stawianie w kącie pewnie będzie naruszaniem godności, a jak nie daj Boże powiem, że wilk obudzi sie i przyjdzie jak młody bedzie wrzeszczeć bez powodu, to zaburzam poczucie wolności.I stres wprowadzam.
A przeciez życie pałne stresu jest. W przedszkolu stres, w szkole to juz megastres. Więc powiedzcie, wierzycie że takie wychuchane dzieciątko da sobie rade potem z tym wszystkim? Czy tez może nie i wtedy to zagłaskanie przerodzi się zamiast w niesienie pokoju, w agresję i frustrację?
Ja wiem że agresja rodzi agresję, te klapsy u nas to bardzo sporadyczna sprawa. Ale z drugiej strony - no sorki, mea culpa - nie wierzę w wielogodzinne tłumaczenie dziecku dwu-trzyletniemu jakie zagrożenia niesie ze soba określone postępowanie. Czterolatek zrozumie i zastosuje (też nie zawsze), dwulatek (mimo,że wygadany jak rzadko) nawet nie bardzo wie o czym mówię. Bo z mojego doświadczenia wynika, że im młodsze dziecko tym krócej trzeba mówić, żeby nie rozmyć sensu. NIE musi być jednoznaczne i kategoryczne. Nieodwolalne. I tyle. Jak to się ma do tych wywodów z ksiażek? I jak tłumaczycie dzieciom że nie można kręcić kurkami od gazu i wkładać palucha do kontaktu, skakać ze stołu na podłogę i wyłazić na parapet? I jak złapiecie po raz setny na parapecie co robicie? Zeby bylo skutecznie i bez nadmiaru filozofii? No i bez klapsa, rzecz jasna. Podzielcie się doświadczeniami smile.
Obserwuj wątek
    • e_r_i_n Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 09:33
      Pytanie nie do mnie - ja taka sama wyrodna jestem.
      Przywdziewam wiec razem z Toba wor pokutny smile
    • waha31 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 09:35
      I jak tłumaczycie dzieciom że nie można kręcić kurka
      > mi od gazu i wkładać palucha do kontaktu, skakać ze stołu na podłogę i
      wyłazić
      > na parapet?

      Moj syn ma roczek i robi dokładnie to wszystko , o czym piszesz. Normalnie ręce
      mi juz opadaja, i mam wrazenie ze nie wypowiadam innych słów poza NIE WOLNO!
      Czasami to az mnie reka swierzbi....
    • lila1974 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 09:39
      Z włąsnego podwórka.
      Mama dawała mi wychowawcze klapsy a czasem kary - pyskowałam ile wlazło.
      Tata ani razu mnie nie strugnął - szacuneczek.

      Wyrosłam na dziecko znające granice między dobrem i złem, ale przede wszystkim
      znającym własną wartość.

      Nie lubię słowa "wychowanie" - z dzieckiem trzeba być, z jego tatą budować
      dobre relacje a dziecko w takiej atmosferze samo się wychowa na dobrego i
      mądrego człowieka.

      A na kurki, okno itp reaguję właśnie zdartą płytą "nie wolno" i odciąganiem od
      źródła zagrożenia.
      Owszem zdaży mi się dać klapsa lub huknąć, dlaczego? Dlatego, że jestem czasami
      zła, zmęczona, sfrustrowana - nie, klaps i krzyk to źli doradcy.
      • kathi0508 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:09
        Kocham cie kochanie moje!

        Kasia
        • lila1974 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:13
          Niezmiernie mi miło, choć nie zasłużyłam tongue_out
    • be.em Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 09:42
      odciągam sześćset razy od kurka, za sześćset pierwszym - daję klapsasmile
      idę z Tobą na kolanach do Częstochowysmile
    • kotbehemot6 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 09:48
      ech, wdzę że to już cała pielgrzymka będzie, łańcuchy też przywdzieję, bo i mi sę zdarzyło klapsa dac. Co prawda miałam potem wyrzuty sumienia, zę człowieczek taki mały a ja taka....ale jaki był skuteczny.Środki wychowawcze należy dobierać do każdego małego człowieka indywidualnie, jednemu starczy wytłumaczyć i powiedzień nie wono, niestety czasem takie argumenty nie tafiają i zostaje klaps czyli strach przed zrobieniem czegoś zabronionego bo bedzie bolało.Należy odróznić klapsa nawet niekoniecznie mocnego od bicia i znęcania się nad dzieckiem, wiadomo też że środek nadużywany nie ma już takiej władzy.U mnie klaps jest absolutną ostatecznościa, i młoda jest bardziej zdziwiona niż z bolącą pupą.
      • lila1974 Re: Czyli tresura 01.03.06, 09:53
        Nie zrobię czegoś, bo mama da klapsa i będzie bolało.
        Trochę jak niedźwiedź w cyrku - zrobie sztuczkę, bo jak nie to znów mnie na
        gorącej blasze postawią.

        Rozumiem, ze rodzic da klapsa, bo święty czasami by nie zdzierżył przy
        wyczynach naszych dzieci ale czy to chwały nikomu nie przynosi.
        • kotbehemot6 Re: Czyli tresura 01.03.06, 10:06
          Nikt nie mówi o chwale, tylko o tym że czasami naprawdę nie ma innej możliwości pomine kwestię że czasami też nerwy puszcaja bo nikt nie jest święty. Sama bylam wielkim przeciwnikiem klapsa, niestety do czasu, kiedy tłumaczenie , nie raz nie dwa, nie dawalo żadnego skutku, mam ryzykować to że dziecko w końcu zrobi sobie krzywdę, czy dać lekiego klapsa, po którym wiem że więcej tego nie zrobi.Klaps u mojej córki wywołuje efekt bardziej psychologiczny, po prostu wie że jest granica nieprzekreaczalna , niestety czasmi tłumaczenie i nawet pokazanie konsekwencji nie jest skuteczne, może Twoje dziecko jest tak dojrzałe i posłuszne że wszystko rozumie i się podporządkowuje, to garuluję i chylę czoła,
          • aprilia33 Re: Czyli tresura 01.03.06, 10:19
            Wiesz co,jeżeli ten klaps rzeczywiście sprawia,że dziecko już nigdy nie
            podejdzie do tego kurka to jeszcze pół biedy.Ale czy tak rzeczywiście jest?Mój
            mąż parę razy klepnął w pupę i to nic nie dało oprócz kilkuminutowego płaczu,po
            którym mały powędrował do zakazanego miejsca.Więc u nas nie działa.Dlatego ja
            nie daję klapów,tylko zabieram,zasłaniam,zajmuję czymś innym i to najczęściej
            działa.Dziecko wie,że nie można i już.
            • kotbehemot6 Re: Czyli tresura 01.03.06, 10:24
              Dlatego napisałam wcześniej należy indywidualnie dobierać srodki wychowawcze,klaps nie jest panaceum na wszystko- u mnie jest to OSTATECZNOŚĆ - gdy nic innego nie dział, albo wymaga natychmiastowj interwencji-np. ostatno dostaał klapsa jak opluła fryzjerkę-bo jej sie nie podobało- Było to skandaliczne zachowanie i wymagało natychmoastowj reakcji, sytuacja była taka że tłumaczenie że pani fryzjerce jest przykro i jest niegrzezcna odniosłyby skutek rzucania grochu o ścianę
        • mkolaczynska Re: Czyli tresura 01.03.06, 10:14
          tresowaniem możemy nazwać nauke czegoś co jest niezgodne z naturą czyli np.
          ograniczanie wolności typowo motorycznej(gdy nie istnieje niebezpieczeństwo
          zrobienia sobie krzywdy) dziecku 12-30m od którego nie powinniśmy wymagać żeby
          usiedział na pupie dłużej niż kilkanaście minut(choć oczywiście jeśli umie
          usiedzieć to fajnie). To jest fizjologia.
          Wychowaniem nazwe nauke słuchania rodziców i czymś innym jest moim zdaniem
          danie klapsa dziecku które w wieku 18m zaczyna uczyć się pewnych granic (tutaj
          jednak stanowcze nie powinno wystarczyć) a czymś innym danie klapsa np za
          celowe uderzenie jeszcze młodszej koleżanki zwłaszcza jeśli poprzedzały to
          kilkakrotne werbalne napomnienia.
          • malila Re: Czyli tresura 01.03.06, 11:46
            mkolaczynska napisała:
            > Wychowaniem nazwe nauke słuchania rodziców

            Znaczy się, służbę sobie szykujesz na starość?wink)
            Mam nadzieję dobrze wychować dzieci, ale akurat posłuszeństwo rodzicom nie
            wydaje mi się specjalnie pożądaną cechą u takiego np. dwudziestolatka. A z
            tego, co zrozumiałam z niektórych wypowiedzi to właśnie posłuszeństwo stanowi o
            dobrym wychowaniu. Ja jednak wolę dzieci samodzielne, samostanowiące o sobie i
            podejmujące decyzje pod wpływem rozumu a nie strachu czy bezmyślnego
            posłuszeństwa. Tym bardziej, że prędzej czy później rodzice przestają być
            wyrocznią i dziecko równie "rozumnie" może zacząć słuchać kolegów czy
            przywódców partyjnych, co wcześniej rodziców.
            • mkolaczynska Re: Czyli tresura 01.03.06, 12:21
              co innego samodzielność i samostanowienie a co innego lanie po buzi 6m dziecka.
              Co mam mu po raz 10 mówić misiu kochanie nie wolno bić dzidzi, dzidzi tylko
              chce się z tobą pobawić? Czy mam trzymać na smyczy moje dziecko i dziecko
              siostry?
              Co innego słuchanie co mówią rodzice w wieku 10 lat a co innego w wieku 20.
              Naturalne jest ze dziecko się uniezaleznia od rodziców i zaczyna podejmować
              cOraz samodzielniejsze decyzje, ale wiedząc już jakie konsekwencje poniesie w
              wyniku swoich wyborów i do tego też są czasem potrzebni rodzice także gdy mamy
              lat 20 a nawet 30.
              Nieprzypadkiem pełną samodzielność prawną otrzymujemy w wieku lat 18 a nie 3.
              • malila Re: Czyli tresura 01.03.06, 12:41
                A czy ja napisałam, żebyś się zwracała do lejącego dziecka "misiu kochanie"?
                Mówisz, że nie wolno bić, a jak bedzie bić, to nie będzie się bawić. I odsuwasz
                dziecko od wspólnej zabawy.
                Jeśli zaś chodzi osiemnastolatka, to powiedz mi jak chcesz go nagle oduczyć
                posłuszeństwa, skoro przez osiemnaście lat uczono go posłuszeństwa? A jeśli tak
                łatwo go oduczyć, to skąd obawy, że rozpuszczone dziecko będzie rozpuszczonym
                osiemnastolatkiem? Przecież powinien się odpowiedniego zachowania szybko
                nauczyć.
                • lila1974 Re: malila 01.03.06, 12:47
                  Dokladnie. Bije - idzie do domu - proste.

                  "Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne - tam gdzie chcą" smile
                  • lolinka2 Re: malila 04.03.06, 14:27
                    Spoko: bije- ide do domu.
                    Ale JA nie mam ochoty iść. Dlaczego mam osobiście ponosić konsekwencje
                    zachowania mojego dziecka w taki sposób?? Niech ono ponosi konsekwencje SWOJEGO
                    zachowania. Jestem u kuzynki/koleżanki itp i przez jakiś czas chcę tam być, nie
                    wrócę do swojej pustelni przez aspołeczne zachowanie progenitury. Nie cały świat
                    jest dla progenitury. Niech się progenitura uprzejmie dostosuje. I zdzieliłabym
                    też za uderzenie niemowlaka jeśli napomnienie (1 raz) nie dało skutku. To samo o
                    zaczepianiu i dręczeniu zwierząt.
                • mkolaczynska Re: Czyli tresura 01.03.06, 13:05
                  malila napisała:

                  > A czy ja napisałam, żebyś się zwracała do lejącego dziecka "misiu kochanie"?
                  > Mówisz, że nie wolno bić, a jak bedzie bić, to nie będzie się bawić. I
                  odsuwasz
                  >
                  > dziecko od wspólnej zabawy.
                  No nie, myślisz ze co, siedziałam sobie i patrzyłam jak sie ładnie bawią co
                  jakiś czas mówiąc nie bij koleżanki? Miałam go trzymać na rękach przez 5
                  godzin, bo o żadnym odwraceniu uwagi nie było mowy.

                  Im dziecko jest starsze tym pozwalasz mu na więcej rzeczy licząc na jego coraz
                  większy rozsądek i poznanie świata. Dorosłość, odpowiedzialność to nie jest
                  sprawa której można sie nauczyć w ciągu jednego dnia i jest dla mnie całkiem
                  zrozumiałe że 3 latek musi słuchać mnie w znacznie większej ilości spraw niż
                  np. 10 czy 15 latek. Dziecko dorasta jest coraz moądrezjsze i podejmuje
                  świadomiej pewne decyzje.
                  • malila Re: Czyli tresura 02.03.06, 09:22

                    mkolaczynska napisała:
                    > No nie, myślisz ze co, siedziałam sobie i patrzyłam jak sie ładnie bawią co
                    > jakiś czas mówiąc nie bij koleżanki? Miałam go trzymać na rękach przez 5
                    > godzin, bo o żadnym odwraceniu uwagi nie było mowy.

                    Raczej nie myślałam, ze siedzisz i patrzysz, jak się dzieci ładnie bawią, bo
                    nie pisałaś nic o bawieniu, tylko o tym, że jedno dziecko próbuje tłuc drugie.
                    Nie odpowiem Ci na pytanie, czy miałaś trzymać dziecko przez pięć godzin na
                    rękach. Tu nie ma jednoznacznej instrukcji obsługi pt "co robić, jak dziecko
                    się zbiesi". Wszystko zależy od kontekstu: czy dziecko chce się bawić cudzą
                    zabawką, czy uważa bicie za fajną zabawę taką samą jak stukanie młotkiem w
                    zabawkę, a może to drugie dziecko mu dokuczyło, a rodzice tego nie widzieli,
                    czy moze po prostu jest zmęczone. Albo jeszcze kilkaset innych rzeczy. Więc
                    najpierw się tłumaczy, że tego nie wolno, że boli, próbuje kolejno odwracać
                    uwagę wieloma rzeczami, ostatecznie izoluje się dziecko i - tak - trzyma się
                    je. Nie można pogadać z koleżanką czy siostrą? Trudno. Taki lajf. Pogaduszki
                    odkłada się na później.

                    > Im dziecko jest starsze tym pozwalasz mu na więcej rzeczy licząc na jego
                    coraz
                    > większy rozsądek i poznanie świata. Dorosłość, odpowiedzialność to nie jest
                    > sprawa której można sie nauczyć w ciągu jednego dnia i jest dla mnie całkiem
                    > zrozumiałe że 3 latek musi słuchać mnie w znacznie większej ilości spraw niż
                    > np. 10 czy 15 latek.

                    Ale ja nie piszę, że dziecko nie musi się słuchać. Oczywiście, ze musi. Piszę,
                    że posłuszeństwo nie powinno być celem wychowawczym.
            • e_r_i_n Re: Czyli tresura 01.03.06, 13:28
              A to wychowanie jest czyms niezmiennym? Metody, granice nie sa ustanawiane co
              chwila od nowa - uwzgledniajac wiek dziecka? Przeciez oczywiste, ze na co
              innego pozwolisz 10 latkowi, na co innego 16 latkowi. I to, ze dziecku w wieku
              lat 10 zabronisz calonocnej imprezy (czyli zmusisz do posluszenstwa) nie
              oznacza, ze jak bedzie mial lat 20, bedzie maminsynkiem.
              Granice podejmowania decyzji sie rozszerzaja wraz z wiekiem, zeby w koncu
              przestac istniec (przynajmniej w wersji wytyczanej przez rodzicow).
              • malila Re: Czyli tresura 02.03.06, 09:26
                Nie wiem, do czego odnosi się Twój komentarz, bo ja odniosłam się do
                słów :"Wychowaniem nazwe nauke słuchania rodziców". Zgodnie z tą tezą
                wychowanie będzie czymś niezmiennym. Ja jednak postuluję, żeby nie uczyć tego,
                że dziecko ma robić pewne rzeczy dlatego, że ma być posłuszne, tylko dlatego,
                że to działanie ma jakiś sens - możliwy do ogarnięcia rozumem.
                • mkolaczynska Re: Czyli tresura 02.03.06, 10:43
                  malila napisała:

                  > Nie wiem, do czego odnosi się Twój komentarz, bo ja odniosłam się do
                  > słów :"Wychowaniem nazwe nauke słuchania rodziców". Zgodnie z tą tezą
                  > wychowanie będzie czymś niezmiennym. Ja jednak postuluję, żeby nie uczyć
                  tego,
                  > że dziecko ma robić pewne rzeczy dlatego, że ma być posłuszne, tylko dlatego,
                  > że to działanie ma jakiś sens - możliwy do ogarnięcia rozumem.
                  Tak szczegolnie łatwo jest wytłumaczyć 1kilkunasto mieisęcznemu dziecku zę ma
                  sie nie rzucać na ziemie podczas przechodzenia przez jezdnie czy w sklepie.
                  Już widze jak tłumaczysz:
                  mati chodź bo brum brum zrobi bach i będzie kuku. To słowa które 18
                  miesięczniak już pewnie zna i jak myślisz zrozumie co chcaiłaś mu powiedzieć?
                  Co innego nauka słuchania co mówią rodzice a co innego nauka bezwzględnego
                  posłuszeństwa. Nawt 18 mieisęczne dziecko ma prawo nie zgadzać się z rodzicami
                  np w sprawach zabawy czy jedzenia i ok.
                  • malila Re: Czyli tresura 02.03.06, 11:49
                    Mam troje dzieci, do żadnego nie mówiłam "brum, brum" czy "kuku". Do
                    najmłodszej dziewięciomiesięcznej, kiedy mnie gryzie w pierś, mówię, że mnie to
                    boli. Pewnie jeszcze nie czai, ale ponieważ nie wiem, KIEDY zaczai, odsuwając
                    ją, mówię, że boli, a nie że ma byc posłuszna.
                    • mkolaczynska Re: Czyli tresura 02.03.06, 12:03
                      malila napisała:

                      > Mam troje dzieci, do żadnego nie mówiłam "brum, brum" czy "kuku". Do
                      > najmłodszej dziewięciomiesięcznej, kiedy mnie gryzie w pierś, mówię, że mnie
                      to
                      >
                      > boli.
                      No wiadomo co innego gryzienie po piersi a co innego bicie po twarzy zupełnie
                      co innego wbieganie na ulice.
                      Faktem jest ze dziecko 18m do którego mówisz 10 razy nie nie rób tak nie wolno
                      nie słucha cię po prstu, nie nie rozumie, nie jest nieposłuszne ono cię
                      ignoruje i jesli ten klaps zwróci uwage dziecka na ciebie to uważam ze jak
                      najbardziej trzeba go dać. Ah zapomniałam zawsze można porobić głupie miny, ale
                      dziecko musi najpierw na ciebie spojrzeć znad tego pięknego asfaltu.

                      Nauka słuchania rodziców to ważny etap a często bywają dzieci które rodziców
                      ignorują nie dlatego ze są rozpuszczone źle wychowane nie upośledzone taki
                      chrakter albo brak koncentracji. Bywa, nawet dość często.
                      Nauka słuchania rozumiesz co pisałam słuchania.
                      • mkolaczynska Re: Czyli tresura 02.03.06, 12:11
                        aha może nawet nie ignoruje moze ma ciekawsze zajęcia, ale akurat w sytuacji w
                        której czekać na zaspokojenie ciekawości nie mozesz.
          • kai_30 Re: Czyli tresura 01.03.06, 14:21
            mkolaczynska napisała:

            > Wychowaniem nazwe nauke słuchania rodziców i czymś innym jest moim zdaniem
            > danie klapsa dziecku które w wieku 18m zaczyna uczyć się pewnych granic (tutaj
            > jednak stanowcze nie powinno wystarczyć) a czymś innym danie klapsa np za
            > celowe uderzenie jeszcze młodszej koleżanki zwłaszcza jeśli poprzedzały to
            > kilkakrotne werbalne napomnienia.

            mkolaczynska - a dajac dziecku klapsa za to, ze uderzylo mlodsza kolezanke co
            mowisz? Moze: nie wolno bic mniejszych od siebie? I j* w tylek, na poparcie
            slusznej tezy?

            Czego tak naprawde klaps uczy dziecko? Ano tego, ze silniejszy ma zawsze racje,
            to po pierwsze, po drugie, ze silniejszemu wolno to, czego nie wolno nam ("nie
            wolno bic mniejszych od siebie!", "nie wolno bic dzieci!"), i ze nie wolno robic
            czegos tam - nie dlatego, ze to niebezpieczne/niegrzeczne/zle, tylko dlatego, ze
            bedzie klaps.

            Sama, przyznaje, dalam moim dzieciom pare klapsow w zyciu. I kazdy z nich
            traktuje jako moja osobista porazke wychowawcza.
            • mkolaczynska Re: Czyli tresura 01.03.06, 21:16
              Tak uważam że podkresliłam fakt ze nie nalezy bić słabszych ja dałam mu tylko
              klapsa który odczuł chyba jednak bardziej jako moje definitywne nie na jego
              zachowanie niż kare cielesną.
              >
              > Czego tak naprawde klaps uczy dziecko? Ano tego, ze silniejszy ma zawsze
              racje,
              czego uczy stawianie dziecka np. do kąta?
              uczy ze dorosły ma zawsze racje, więcej uczy że będziesz musiała wykonywać jego
              polecenia nawet jeśli burzy się przeciwko temu całe twoje ja. Uczy ze bez zgody
              dorosłego nie wolno ci nic zrobić.
              Odwracanie uwagi jest dobre, ale nie zawsze działa.
    • aprilia33 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 10:05
      Moje dziecko jest właśnie w wieku,że najbardziej ciekawią je zabawy typu
      kręcenie kurkami,wtyczki,kontakty.Oczywiście mówię "nie wolno",ale przede
      wszystkim nie daję możliwości ww zabaw-gniazdka są zasłonięte,mam pozakładane
      gdzieniegdzie blokady(moje dziecko jest miłośnikiem tylko pewnych szafek,reszta
      jest w miarę bezpieczna).Zabieram dziecko,gdy bawi się w strefie zero i zajmuję
      czym innym.Działa.W szafce kuchennej ma wydzielone miejsce do wyciągania
      garów,misek,itp.Bawi się,więc swoją szafką.Nie robię cyrków o
      drobiazgi,wywłóczone po pokoju zabawki,czy miski.Rozumiem,że dziecko to dziecko
      i na tym etapie nie podejmuję z nim dyskusji,dlaczego ma być tak czy
      siak.Mówię,ale nie dyskutuję.Z drugiej strony nie zmuszam np.do jedzenia.Jak
      akurat nie ma zupełnie ochoty,to szanuję to i też jest ok.Choć są rzeczy,które
      zrobić po prostu trzeba,czy się ma ochotę,czy nie.Mam chyba szczęście,bo mam
      dziecko dość mało konfliktowe.Nie wrzeszczy u lekarza,chętnie się kąpie,myje
      ząbki.Ogólnie jest bardzo wesoły i pogodny.Oczywiście są momenty,że mnie "szlag
      trafia",ale uważam,że to mój problem i staram się nie wyżywać na dziecku.Z
      drugiej strony nie robię sobie wyrzutów,że czuję złość,mam też do tego
      prawo,tylko uważam,że moje dziecko niczemu nie jest winne.
      Może dlatego,że dziecko mam po trzydziestce,mniej przejmuję się pewnymi
      rzeczami,które kiedyś być może denerwowałyby mnie.Jestem teraz ogólnie dużo
      bardziej spokojna i wyluzowana,niż kilka lat temu i to pomaga mi zachować
      dystans do wielu spraw.
      • edycia274 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 10:14
        Ja dzis dałam klapsa,już nie miałam siły tłumaczyć: młoda włazi na parapet, na
        szafki,wywala ciuchy z szafek, papiery z szuflad, molestuje monitor itd itd
        poprostu jest dzis okropna aja nie mam dzis dobrego dnia,musze pisać prace
        licencjacką i wogóle....ale jestem dzis niedobra sad((
        • luleczka1 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 13:50
          NO WŁAŚNIE NIE MASZ DOBREGO DNIA , TO CO MUSISZ WPIPRZYĆ CÓRCE NA POPRAWĘ
          HUMORU???? PHI
          • mama_kotula Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 14:17
            luleczka1 napisała:

            > NO WŁAŚNIE NIE MASZ DOBREGO DNIA , TO CO MUSISZ WPIPRZYĆ CÓRCE NA POPRAWĘ
            > HUMORU???? PHI

            Naucz się czytać ze zrozumieniem. Klapsy są z reguły spowodowane bezsilnością
            rodzica, zmęczeniem, czy właśnie gorszym dniem, ale - na Boga - nie na poprawę
            humoru rodzica! To nie antidotum na stres, to tylko niestety przykry skutek
            uboczny stresu u rodzica.
      • edorka1 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 10:17
        Ja tez mam dzieci po 30 smile. Mam dystans i wyluzowanie. Nawet znacznie ponad normę w niektórych sytuacjach. Ale moje dzieciaki są jak iskierki, ciekawe jak małe kotki , blokady i zapory mam we wszelkim asortymencie, ale przecież okien deskami nie zabiję smile. I jak synek po raz tysięczny siedzi na parapecie (i akurat najczęściej wtedy gdy idę siku) to normalnie trafia mnie szlag. I jakoś kurde nie uważam, że to mój problem. Bo on ma już taki odruch Pawłowa - mama kibelek synek parapet... A córa mądrzejsza nieco wrzeszczy - mama Tomek zaraz wyleci .... mama nie sikaj.... mama chodź tu...
      • ewa216 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 10:18
        No właśnie Aprilia, zgadzam się z Tobą. A do reszty: myślę ze drzecie się na
        dzieci za każdą pierdołę dlatego dziecko już nie reaguje na wasze zdenerwowanie
        czy podniesiony głos i uciekacie się do klapsów. Gdybyście od początku
        traktowały dzieci z szacunkiem, nie darły się o byle gó.. to teraz nie
        musiałybyście maluchom ręcznie pewnych rzeczy tłumaczyć. Nigdy nie uderzyłam
        swojego dziecka ( ma 2,5 roku) i nigdy tego nie zrobię. I nikt nigdy nie wmówi
        mi ze jakakolwiek przemoc ręczna jest skuteczna w czymkolwiek! Nie istnieje
        klaps wychowaczy! To jest zawsze złe, zawsze i mimo wszystko uważam ,że ktoś
        kto daje dziecku klapsa do inteligentnych osób nie należy.
        • mama_kotula Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 10:28
          ewa216 napisała:

          > To jest zawsze złe, zawsze i mimo wszystko uważam ,że ktoś
          > kto daje dziecku klapsa do inteligentnych osób nie należy.

          O ja nieinteligentna kretynka, aż mi siebie żal.
          Dziewczyny, przyłączam się do pielgrzymki. Na kolanach. Z pieśnią pokutną na
          ustach. A potem proponuję wspólne leżenie krzyżem i mantrę w stylu "będę
          idealną i cierpliwą matką".
        • kotbehemot6 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 10:28
          wybacz ale tez na dziecko jak mialo 2,5 roku nie krzyczałam ani głosu nie podnosiłam bo niby za co- przecież to prawie niemowlę jeszce? Zanim wydasz tak jednoznaczny wyrok zbierz trochę doświadczenia i poczekaj aż twoja pociecha będzie miala przynajmnie 5 lat , wtedy chętnie jeszce raz z Toba porozmawiam . gwoli wyjaśnienia też mam po 30 i do wszystkiego podchodzę z dystansem i nie denerwuje mnie byle głupstwo.
          • aprilia33 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 10:51
            To ja pisałam o tym,że jestem po 30,ale chyba nie do mnie piszesz?Ja nikogo nie
            osądzam.Pisałam tylko i wyłącznie o sobie.
            Po prostu nie widzę,by klapy dawały coś pozytywnego w przypadku mojego malucha.
            Jasne jest,że w przypadku zagrożenia,gdy np.dziecko wbiega pod samochód klaps
            może być skuteczny tu i teraz.Myślę jednak,że gdy chcę by dziecko się
            nauczyło,że nie wolno np.grzebać w śmieciach nie jest to dobra metoda.Lepiej
            jest po prostu zablokować szafkę.
            • kotbehemot6 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 11:17
              Aprillo pisałam do ewy 216.....przeczytaj moje poprzednie wpisy i zobacz mówię o klapsie jako o ostateczności w wyjatkowych sytuacjach , kiedy moje dziecko było na etapie grzebania w smieciach i krecenia kurkami to Bylam wielką przeciwniczką klapsów i podobnie jak pozostale mamy, moje poglądy zostały zweryfikowna przez życie.Powtarzam że klaps nie jest jedynym środkiem wychowawczym, jest OSTECZNOŚCIĄ. Chciałabym życzyć mamaom z bogatym doświadczeniem wychowawczym 2,5 latków, żeby bardziej przemyślnaie wypowiadały się na temat na który mają bardzo blade pojęcie
            • malila Skuteczny? 01.03.06, 11:55
              Skuteczny to on mógłby być, gdyby zabezpieczał dziecko przed wybieganiem na
              ulicę. Ale po? Niby jaki skutek się nim osiąga? Ze matka czy ojciec pozbywa się
              poczucia winy? Że wyładuje na dziecku swój strach? Naprawdę wierzycie w to, że
              to dzięki takiemu klapsowi trzylatek czy czterolatek juz więcej nie wbiegnie na
              ulicę? Bez jaj. Gdyby tak było, to żadne dziecko nie nauczyłoby się chodzić.
              • edorka1 Re: Skuteczny? 01.03.06, 12:14
                To ja od tego klapsasmile. Skuteczny był że szok. Bo jadące auto było dla małej abstraktem. A klapsik był szokiem zapamiętanym na długo. Po jakimś czasie zmadrzała i wie juz czemu ulica jest niebezpieczna. Ale kiedy była na etapie szczeniaczka sprawdzajacego empirycznie wszelkie niebezpieczeńswa, był skuteczny tak, że aż sama się zdziwiłam. I sama już więcej na ulicę nie wlazła bo...bała się klapsa - klapsa, nie auta. Auta zaczeła się bać, kiedy przestała być głupolem a zaczęła troszke rozumieć otaczający świat...
                • malila Re: Skuteczny? 02.03.06, 09:32
                  Klaps jest faktycznie skuteczny, jeśli celem ma być szok. Pierwszy klaps
                  oszałamia dziecko i idzie ono potem jak po sznurku. Ale jak długo? Wszak pamięć
                  dziecka jest zawodna. Poza tym najbardziej pamięta ono klaps. Okliczności
                  zacierają się dużo szybciej.
                  Jeszcze jedna sprawa. Pamiętam swoją znajomą, która lanie stosowała w miarę
                  regularnie. Dzieci szybko się nauczyły, że to, co mają zrobić, powinny robić
                  tak, żeby mama nie widziała. W związku z tym, kiedy dokuczały kolegom i
                  koleżankom, wyzywały czy biły - robiły to niemal niewidocznie. Mama za to była
                  przekonana, że ma idealne dzieciaki, a to wszystko dzięki klapsom.
          • sowa_hu_hu Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 11:32
            nie nooo rewelacja... że ktos mi mówi że ja sie darłam na swoje dziecko o byle
            gó..... naprawde - super! szklana kula czy coś?
    • ciocia_luta no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 11:04
      po tych klapsach nawet okazjonalnych nauczy...
      ano tego, ze jak go ktos nie slucha mimo że przecież sie mowi i juz stracil
      cierpliwośc - MOŻNA uzyc przemocy, walnąc, klapnąc,
      szturchnąc....oczywiście "lekko" ;/
      i w sumie po takich wypowiedziach matek - ja sie nie dziwie skąd potem zony,
      narzeczone albo kobiety piszą, że ich partnerzy uzywają przemocy...
      Coż same wychowujecie damskich bokserow, albo uległe ofiary.
      • weronikarb Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 11:15
        mój mąż też dostawał sporadycznie lanie od mamy (mama wiadomo klapa dala
        bezbolesnego) i od taty chyba ze dwa razy takie porzadne, do dzis pamieta za co
        i smieje sie z tego. I on nie wyobraza sobie aby bić mnie czy maltretować synka
      • kotbehemot6 Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 11:22
        Poczytaj sobie o bezsresowym wychowaniu, własnie wchodzi w zycie pokolenie któremu wszystko wpolno i które nie ponisiło konsekwencji za swoje zachowanie..właśnie wśród nich znajdziesz najwięcej osób z z aburzeniami...cóż może bezstresowe wychowanie jest dobre, ale tylko w społeczeństwie bez regułi zasad gdzie każdy bezkarnie robi to na co ma ochotę, nie zważając na innychDojrzyj subtelną róznice między klapsem okazjonalnym, a systematycznym laniem dziecka za wszstko i wtedy wypowiadja jakże odkrywcze teorie na temat przemocy w rodzinei i damskich bokserów
      • sowa_hu_hu Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 11:33
        co za bzdura...
      • sowa_hu_hu Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 11:33
        ja dostawałam jakies tam klapsy w dziecinstwie , mój facete tez - i zadne z nas
        nie jest ani katem ani ofiarą...
        • ciocia_luta Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 12:03
          sowa_hu_hu napisała:

          > ja dostawałam jakies tam klapsy w dziecinstwie , mój facete tez - i zadne z
          nas
          > nie jest ani katem ani ofiarą...
          >
          No i Sowa co dały w dluższej perspektywie te klapsy?
          Lepsza jestes? Grzeczniejsza? Bardziej kochasz i szanujesz mame i tatę?
          Nie wtykasz palcoww do kontaktu??
          Osobiscie uwazam, że nie tędy droga. Dziecko nalezy wychowywac, stale, 24
          godziny na dobe, swoim przykładem, a nie okazjonalnie tresowac, z okazji
          wlasnego wnerwienia. Ale coż, kazdy robi jak umie.

          • sowa_hu_hu Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 12:05
            ani bardziej nie kocham ani mniej... to po prostu nie jest dla mnie
            istotne.rodzice mnie nie bili , nie katowali...

            jesli ty umiesz lepiej wychowywac dziecko niz ja - to super , gratuluje , nie
            każdy jest taki fantastyczny...
            • ciocia_luta Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 12:07
              Widzisz Sowa, to nie jest kwestia kto lepiej,
              nie tak napisalam, dla mnie istotne jest , zeby to robić (wychowywac)
              swiadomie, a nie od emocji do emocji.
              A dawanie po d. jest nieracjonalne, to emocjonalne sie wyzycie, nic wiecej .
              Pozdrawiam !
              • sowa_hu_hu Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 12:10
                dlatego napisałam ze ja juz swojemu dziecku klapsów nie daje!!!
                ale jak przyjdzie sytuacja kryzysowa nie wiem czy nie dam , może dam i ni bede
                sie z tego powodu samobiczować...

                a co robisz jak np twoje dziecko nie chce jesc ? nie chce sprzatac? nie chce myc
                zębów? u mnie tłumaczenia nie pomagają... musze powiedziec ze przyjdzie pan
                sasiad i nam zje zupe albo zabierze klocki i wtedy i zjada i sprząta...
                • malila Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 12:17
                  Moje jak nie chcą jeść, to po prostu nie jedzą. Jak nie chcieli sprzątać
                  klocków, to nie sąsiad, tylko ja je zabierałam. Za grzyba nie rozumiem, po co
                  do tego mieszać sąsiada.
                  • sowa_hu_hu Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 12:22
                    jak nie chca jesc to nie jedzą? tak całymi dniami....? mam rozumiec że głodzisz
                    swoje dzieci?
                    jak nie chca sprzatac to robisz to za nie??? tzn ze zawsze bedziesz za nie
                    wszystko robić...? jak tówj syn czy córka bedzie dorosłe to tez mu bedziesz
                    porządki w pokoju robić?
                    • malila Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 12:29
                      sowa_hu_hu napisała:

                      > jak nie chca jesc to nie jedzą? tak całymi dniami....? mam rozumiec że
                      głodzisz
                      > swoje dzieci?

                      Tak, jasne, to ja je głodzęwink) Jeśli już, to samo się głodzi. Nie słyszałaś o
                      tym, że dzieci mają instynkt samozachowawczy? Nie zagłodzi się. Sowa, weź
                      poczytaj trochę na ten temat albo zapytaj pediatry.

                      > jak nie chca sprzatac to robisz to za nie??? tzn ze zawsze bedziesz za nie
                      > wszystko robić...? jak tówj syn czy córka bedzie dorosłe to tez mu bedziesz
                      > porządki w pokoju robić?

                      Jeżu kolczasty, gdzie Ty to wyczytałaś? Napisałam, że jak dziecko nie chciało
                      sprzątnąć klocków, to ja te klocki zabierałam (najpierw mówiłam, że zabiorę).
                      Następnym razem klocki były już sprzątane.
                      • sowa_hu_hu Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 12:33
                        a to sory z klockami musiałam źle przeczytać...

                        a co do jedzenia - moje dziecko ma niedowage i tak sie składa że jakby mógł to
                        by nic nie jadł prócz jogurtów itp...
                        ja uwazam ze musi zjeśc obiad i chociaz troche na sniadanie i kolacje...
                        • malila Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 12:57
                          Mam taką fajną lekarkę, która opowiadała o pani docent, która to (p.docent)
                          robiła habilitację z siatek centylowych, ale dziecka to (p. docent) na oczy nie
                          widziała.
                          Wiesz, to zależy jaką niedowagę. Jeśli z dzieckiem wszystko ogólnie jest w
                          porządku, to pewna niedowaga nie stanowi żadnego problemu. Poza tym teraz
                          dzieci są często przejedzone i mają raczej nadwagę, a siatki centylowe układa
                          się na podstawie tego, jakie dzieci są, a nie jakie powinny być.
                          Poza tym jogurty typu "danonki", to niewiele warte zapychacze w niewielkim
                          stopniu różniące się od słodyczy. Warto w ogóle wyrzucić je z diety, albo mocno
                          ograniczyć na rzecz kasz, płatków owsianych i jakichś takich bardziej
                          wartościowych pokarmów.
                          Ja mam w domu jednego tadka-niejadka. Ręczę Ci, że zdrowe dziecko się nie
                          zagłodzi. Chodzenie za nim i wmuszanie jedzenia tylko pogarsza sprawę. I
                          sprawia, że dziecko traci orientację co do potrzeb własnego organizmu.
                      • lolinka2 Re: zabieranie klocków 04.03.06, 14:40
                        U mnie nie działa - wyniosłam młodej połowę zabawek, bajzel jest jak był,
                        zostałaby bez niczego i pozostała niewzruszona w tej materii. Wojskowa metoda
                        raz w tygodniu sprawdza sie skuteczniej chwilowo - stanąć, zakomenderować tonem
                        nie znoszącym sprzeciwu, nie pozwolić dyskutować (bo na mur będzie to robić
                        godzinami długimi) i niech sprząta.
                    • e_r_i_n Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 13:36
                      Ee, ja tez do jedzenie nie zmuszam. Czasami wetnie wiecej, niz ja, czasami
                      dzien caly zyje na jednej suchej bulce. Szkoda zycia na zmuszanie dziecka do
                      jedzenia. Zglodnieje - zje.
                      Wazne, zeby mu podrzucac urozmaicone posilki. Znam takie niejadki, ktore nie
                      jedza, bo na okraglo maja kanapki. I w wieku kilku lat poznaja, co to kalafior.
                      Dziecko, ktoremu sie poda cos nowego na stol, czesto z niejadka zmienia sie w
                      niezlego jadka wink
                • ciocia_luta Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 12:19
                  > a co robisz jak np twoje dziecko nie chce jesc ?
                  Cóz, moj syn (niecale 3) je raczej ładnie, generalnie potrafi sie zachować przy
                  stole, wie do czego sa sztućce. Natomiast bywa ze probuje przy stole sie
                  popisywac, zwlaszcza w wiekszym gronie, w restauracji np. Wtedy ignorujemy
                  popis i zwracamy uwage. To zazwyczaj pomaga.
                  >>nie chce sprzatac?
                  >>nie chce my
                  > c
                  > zębów?
                  No u mnie sa troszke innne problemy, bo ze sprztaniem i myciem zebow klopotow
                  nie ma, natomiast zauwazyłam , że im spokojniej o cos prosze , tym lepsze mam
                  efekty - syn jest hmm bardzo żywiolowy i bardzo aktywny. Nie pisze ze mi to
                  łatwo przychodzi bo sama jestem dosc choleryczna, ale widze efekty.
                • mama_kotula Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 01.03.06, 12:20
                  sowa_hu_hu napisała:

                  > a co robisz jak np twoje dziecko nie chce jesc ? nie chce sprzatac? nie chce
                  myc zębów? u mnie tłumaczenia nie pomagają... musze powiedziec ze przyjdzie pan
                  > sasiad i nam zje zupe albo zabierze klocki i wtedy i zjada i sprząta...

                  Sowa, ze straszeniem przy jedzeniu uważaj... możesz sobie niejadka wychować,
                  zatem ostrożnie.
                  Dowiedziałam się, że jedna pani w żłobku u mojego syna stuka w stół i
                  mówi "ktoś puka i patrzy przez dziurkę od klucza, czy wszystkie dzieci ładnie
                  jedzą". Akurat moje dziecię na to wykłada, ale niektóre wyją wniebogłosy.
                  Ale co do egzekwowania sprzątania przez zagrożenie wyrzuceniem zabawek, jestem
                  nawet za... smile))
          • mkolaczynska Re: no a czego sie taki synek czy coreczka 02.03.06, 21:02
            ciocia_luta napisała:

            > sowa_hu_hu napisała:
            >
            > > ja dostawałam jakies tam klapsy w dziecinstwie , mój facete tez - i zadne
            > z
            > nas
            > > nie jest ani katem ani ofiarą...
            > >
            > No i Sowa co dały w dluższej perspektywie te klapsy?
            > Lepsza jestes? Grzeczniejsza? Bardziej kochasz i szanujesz mame i tatę?

            A co gorsza? mniej grzeczna bardziej sadystyczna nie szanuje mamy czy taty bo
            klapsy dostawała?
            Co za idiotyzm?
    • izabela_741 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 11:09
      Ja jestem mega-wyrodna. Klapsa dalam kilka razy ot tak, bo "peklam". Nie chce
      sie dokladniej chwalic, bo naprawde nie ma czym.
      Nie daje za wspinanie sie po szafkach - zbieram zboja i tlumacze, gniazdka
      zabezpieczone, kurki tez. Jak mam podejrzenie, ze cos zmaluje to biore ze soba
      wszedzie - rowniez do wc. Na ruchliwej ulicy mocno trzymam za reke.
      Generalnie naruszam godnosc podniesionym glosem przywolujac do porzadku
      lub "odebraniem" bajki czy dotkliwiej - odebraniem zainteresowania zboja osoba
      na 10 minut. Nie bawie sie, ignoruje. Dziala.
    • shamsa Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 11:14
      klaps nikomu jeszcze nie zaszkodzil, ale zaloze sie, ze oprocz tego klapsa i
      "wielogodzinnych tłumaczeń trzylatkowi" nie szukalas innych alternatyw, nie
      probowalas sie wiecej dowiedziec. wnioskuje tak stad, ze konfrontujesz jedynie
      te dwie metody.
      z punkt widzenia modyfikacji zachowan zakaz ogladania dobranocki nie jest kara,
      a negatywnym wygaszeniem (zabraniem korzysci).
      klaps tak czy inaczej, to wyraz wychowawczej bezsilnosci i niewedzy rodzica na
      temat danej sytuacji i motywacji dziecka. klaps nie zaszkodzi dziecku, to ja
      czulabym sie zdruzgotana.
      psa nie biję, to dlaczego mialabym bić dziecko. mam nadzieję, że nigdy nie będę
      w takiej sytuacji.
      • edorka1 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 11:22
        Wyrodna jestem zdruzgotana nie. Dzieci mam na psychice zdrowe,nie poruszam się bynajmniej między kijem a marchewką smile, alternatyw szukam własnie i hihi jakoś wiele opisów nie znajduję. Ogólniki, ogólniki, madyfikacje zachowań bla bla bla. W gębie wszyscy mocni są, ksiażki przeczytałm mądre w ilości tuzina najmniej. A życie życiem...
        Aha, dzieci nie bije.Nie piętrzmy nieporozumień. O biciu to jest inny wątek. Tu ma byc o alternatywach. Bardzo prosze o alternatywę dla klapsa w suytuacji podbramkowej typu dziecko na ulicy. Bo za parapet klapsa jeszcze nie dałam. Nie. Za to za oknem mieszka Wielka Dziura Bardzo Groźna i zjada dzieci...Ale to przeciez stres...
        • mama_kotula Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 11:32
          edorka1 napisała:

          > Bardzo prosze o alternatywę dla klapsa w suytuacji pod
          > bramkowej typu dziecko na ulicy.

          Ja mam alternatywę- trzymać na smyczy smile))
          Zaraz zakupię dla siebie dwie sztuki na allegro smile
          A tak serio, to na moje dzieci odciąganie od ulicy nie działa. Odciągnę jedno,
          wylatuje drugie, i tak na przemian. Ta ulica kusi jak magnes. Dwójki nie uniosę
          jednocześnie smile
        • malila Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:00
          edorka1 napisała:
          > Za to za oknem mieszka Wielka Dziura Bardzo Groźna i zjada dzieci...

          Ale nie będziesz zdziwiona, kiedy okaże się, że Twoje dziecko nie lubi się
          wychylać, nie będzie podejmować ryzyka i będzie bardziej bierne niż aktywne? W
          pracy też nie wróżę wielkich awansów.
          • sowa_hu_hu Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:03
            co za głupoty... mnie rodzice tez opowiadlai różne historie - całe życie byłam
            bardzo przezornym dzieckiem...
            aktywności mi nie brakuje...
            • malila Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:13
              sowa_hu_hu napisała:

              > co za głupoty... mnie rodzice tez opowiadlai różne historie - całe życie byłam
              > bardzo przezornym dzieckiem...
              > aktywności mi nie brakuje...

              Na forum rzeczywiście zdecydowanie nie.
              • sowa_hu_hu Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:20
                nie tylko na forum, zapewniam...

                a masz z tym jakis problem? smile
          • mkolaczynska Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:05
            A ty mówisz czasem swojemu dziecku NIE, NIE WOLNO? Nie boisz się że będzie
            ograniczone?
            • sowa_hu_hu Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:07
              do kogo to było?

              ograniczone??? tzn?
              • mkolaczynska Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:11
                do nas wszystkich ograniczasz swoje dziecko mówiąc nie nie boisz się że będzie
                niepełnosprawne umysłowo? Co z jego "wyobraźnią" przestrzenna itd. Zobacz ile
                by się w czasie takiego lotu z okna nauczył wink
                • sowa_hu_hu Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:19
                  hehe smile alez jestecie makabryczne a fuj - do więzienia za to!

                  wink
            • malila Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:11
              Ale odróżniasz "nie wolno" od zjadania dzieci?;-P
          • edorka1 No szok po prostu... 01.03.06, 12:05
            Jasne, awanse w pracy, niech leci bo chce...
            No to co mam powiedzieć? Że za oknem miękki dywan? A może Bozia za oknem bo na poddaszu mieszkam i parapety mamy niżej nz standart, za to ziemia daleko...
            Biedaczek niech się lepiej zestresuje...i nie leci. A awanse w pracy niech zawdzięcza wykształceniu.
            • mkolaczynska Re: No szok po prostu... 01.03.06, 12:08
              Heh przynajmniej wiesz że dożyje do tych awansów, zresztą pewnie nie będzie już
              miał żadnej konkurencji wink
            • malila Re: No szok po prostu... 01.03.06, 12:23
              Dwulatkowi? Że umrze. Nie rozumie? Tzn. że jest jeszcze za mały, żeby zostawiać
              go przy otwartym oknie. Jak samo otwiera, założyć blokady.
              A jeśli chodzi o awanse, to już nie te czasy, kiedy się stoi w kącie, a praca
              sama przychodzi. Jeśli chcesz wychować w miarę odważne dziecko, nie strasz go
              światem.
              • sowa_hu_hu Re: No szok po prostu... 01.03.06, 12:27
                oj moje dziecko jest bardzo odwazne , chyba najbardziej ze wszystkich ajkie znam
                , znajomi tez to potwierdzają i rodzina smile
              • edorka1 Umrzesz.... 01.03.06, 12:39
                Jasne, że umrze.
                Umrze. No umrzesz dziecko. Słyszysz umrzesz.Zrozum dwuletni synu - U M R Z E S Z !!! Masakra. Była tu kiedyś jedna mama, co to mówiła córci, że jak bedzie uciekac w supermarkecie, to ją porwą i rozbiorą na organy ( wątroba, serce itd...)
                Ja tam wolę powiedzieć, że za oknem jest Wielka Dziura Bardzo Groźna. Zgodne z prwawdą? Zgodne. Jest dziura -jest. Groźna - jak najbardziej. Zabijać deskami nie zamierzam, bo on tam NIE może wychodzić. I ma wiedziec że nie może. I ma sie dostosować. Ot co. I nie wykluczam, że klapsem się ta sytuacja może skończyć. I nie sądzę, że rozładuje tym swój stres. Nie. ja mu po prostu nieco może boleśnie uświadomię że NIE znaczy NIE.
                Dziecko MUSI znać granice. Czsem stawianie tych granic jest bolesne. Ale życie jako-takie sielaną nie jest. Nie uchronisz dziecka przed bólem. To tak jak z piekarnikiem było w kuchni - nie dotykaj , gorące. 100 razy. Przekonał się sam, obchodzi z daleka. Tyle, że przez okno ... no wiesz epirycznie tłumaczyć nie będę. I nie zamierzam zamiatać dróg po których moje dzieci będą chodzić. Niech się wywracają. I niech uczą się życia...Czasem boli, ale tak wlaśnie jest i nie ma co wciskać kitu o awansach i lataniu.
                A wiesz...znam paru takich co to latają bo chcą. Keine grenzen. Straszni są i smutni... I bardzo krzywdzą tych co obok nich...Niestety.
                • malila Re: Umrzesz.... 01.03.06, 12:47
                  edorka1 napisała:

                  > Jasne, że umrze.
                  > Umrze. No umrzesz dziecko. Słyszysz umrzesz.Zrozum dwuletni synu - U M R Z E
                  S
                  > Z !!! Masakra. Była tu kiedyś jedna mama, co to mówiła córci, że jak bedzie
                  uci
                  > ekac w supermarkecie, to ją porwą i rozbiorą na organy ( wątroba, serce
                  itd...)
                  > Ja tam wolę powiedzieć, że za oknem jest Wielka Dziura Bardzo Groźna.

                  No tak, bo zjadająca dzieci wielka dziura jest mniej straszna od śmierci;> Ja
                  wymiękam.

                  > Dziecko MUSI znać granice.

                  Ktoś pisał, że nie?

                  > A wiesz...znam paru takich co to latają bo chcą. Keine grenzen. Straszni są i
                  s
                  > mutni... I bardzo krzywdzą tych co obok nich...Niestety.

                  Ja rozumiem, że nowy miesiąc, zmęczenie wiosenne, itp, ale o jakie latanie Ci
                  chodzi to nie rozumiem.
                  • lolinka2 Re: Umrzesz.... 04.03.06, 14:47
                    Przywołana do tablicy zgłaszam się smile) To ja o tych organach mówię, a właściwie
                    już nie mówię bo od dawna nie ucieka...
          • mama_kotula Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:06
            malila napisała:

            > Ale nie będziesz zdziwiona, kiedy okaże się, że Twoje dziecko nie lubi się
            > wychylać, nie będzie podejmować ryzyka i będzie bardziej bierne niż aktywne?
            W pracy też nie wróżę wielkich awansów.

            Sądzę, że "straszenie" sprawdza się do pewnego wieku. W moim przypadku jest to
            niespełna 3 lata, gdy Młody śmieje się już z moich makabrycznych opowieści i z
            uśmiechem i bez awantur wykonuje to, o co go proszę.
        • shamsa Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 14:10
          przeciez nie twierdze ze zniszczylabym psychike dziecka, twierdze, ze
          odebralabym to jako wlasna porazke.
          a smycz, poza tym, jest dobrym rozwiazaniem. ja wole miec dziecko na smyczy niz
          lac je za to, ze wejdzie na ulice. tak, tak. niedopilnowane dziecko to MATKI
          WINA, wiec niech sobie sama klapsa da.
    • weronikarb Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 11:19
      Przyłączam sie do pokuty ... Tez nieraz nie wytrzymalam i klepnelam synka (choc
      przez pieluche to nie poczul).
      Proponujecie mówić "nie wolno" do skutku - a co jeśli teściowie nauczyli synka
      że jak chca aby cos zrobił to mówią "nie wolno" to on robi to wlasnie co nie
      wolno (a co oni chca) ???

      Tlumaczenie, mowienie, odciaganie to nie daje NIC jak on chce dana rzecz.
      W ten sposob o malo co 2 razy by telewizor nie zrobil mu krzywdy - bo go
      zrzucil razem z komoda. A wie ze NIE WOLNO go dotykac. Tak jak wie ze
      magnetowid nie do zabawy - a umie juz go obslugiwac, to samo z kompem. Reszte
      urzadzen to mam tak zrobionych aby krzywdy sobie nie zrobil i ich nie zpsul.

      Pozatym jak pisze wszedzie - teściowa uwaza ze mam anielska cierpliwosc do neigo
      • sowa_hu_hu dopisuje sie do listy!!! 01.03.06, 11:28
        ja natomiast moje dziecko strasz , jesli mozna to tak anzwac - tak go anuczyłam
        myc zeby... tłumaczenia nic nie dawały , ani bajki ani piosenki... mały sie darł
        , wyrywał sie itd... aż sie zepsuł ząb... wtedy w kapieli powiedziałam że
        ludziki litle people uciekna razem z woda do rury - od razu skubaniec otowrzył
        buzie do mycia... teraz juz mi sam sczotke daje i zeby myje!
        • weronikarb Re: dopisuje sie do listy!!! 01.03.06, 12:05
          to nic nie daje. Po pierwsze moja mama zaczela straszyc malego mysza i sie
          budzil w nocy. Ja tego staram sie nie robic chyba ze juz w krytycznej sytuacji,
          pozatym jedynego co sie boi to pajaków i suchych liści smile
          • sowa_hu_hu Re: dopisuje sie do listy!!! 01.03.06, 12:06
            mój syn nie budzi sie w nocy , nie ma lęków... jest pogodnym , rozbrykanym
            maluchem...
            • weronikarb Re: dopisuje sie do listy!!! 01.03.06, 12:18
              No widzisz to możesz go straszyć. Mój od urodzenia jest bardzo wrażliwym
              dzieckiem na otoczenie i emocje. Chociażby to ze straszony byl - bo pan cie
              zabierze. Do dzis panicznie boi sie obcych.
              Nie kazde dziecko moze byc identycznie wychowywane, u jednego sprawdza sie
              jedno u drugiego drugie. Mysle ze najwazniejsze to wychowac dziecko na dobrego
              czlowieka, bez zachamowań smile
              • sowa_hu_hu Re: dopisuje sie do listy!!! 01.03.06, 12:24
                no masz racje smile

                ale ja mojego nigdy nie strasze ze go ktos zabierze... tylko ze np zabawki
                uciekna albo przyjdzie ktos i zabierze klocki...
                • weronikarb Re: dopisuje sie do listy!!! 01.03.06, 12:43
                  ja poszlam do pracy zaraz po macierzynskim, zajmowala sie nim tesciowa do
                  poludnia no i teraz sa różnego tego efekty.

                  Choc dziekuje jej za opieke
    • dziubelek2 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 11:26
      a na moją trzylatkę klaps nie działa - dalej robi swoje, a przecież nie będę
      jej do krwi lać. bardziej skuteczne jest przytrzymanie małego trolka i gdy ona
      mówi" nie kocham mamy" ja jej na to, a "ja ciebie kocham".
      poza tym staram sie ja rozbawic ,przerwać atak wściekłości, a gdy robi xle -
      zając czyms innym, ewentualnie odsunąc od źródła zagrozenia, zabrac rzecz nie
      nadającą sie do zabawy.
      co oczywiscie nie oznacza, ze jestem swięta, nie, klaps się trafia, ale jak
      napisałam wyżej jest kompletnie nieskuteczny.
      mam jeszcze dwójkę starszaków,i tych przekonuje do okreslonego zachowania
      tłumaczeniem, ewentualnie jakąś nagrodą, czasem trafi sie kara.
      jednak zgodzę się, ze czasem az ręce swierzbią.....
      pozdr. anka
      • natiania Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 11:53
        dopisuję się zbiłam moją raz ale ją czasami straszę opowiadając niesamowite
        (niestety trochę makabryczne) historie o jej ukochanym białym króliczku. typu
        jak króliczek bawił się zapałkami i spalił cały swój domek i nie miał gdzie
        mieszkać, a na rzucanie zabawek biore worek na śmieci i mówię że jak będzie
        rzucać to jej wszystkie zabawki wyrzucę. okropne
        • mama_kotula Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 12:04
          Ja straszę spuszczeniem zabawek w ubikacji smile)) Młody się pokłada ze śmiechu,
          bo doskonale wie, że "dziura jest za mała", ale traktuje to jako hasło, że nie
          odpuszczę sprzątania - i działa!
    • aga55jaga Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 11:50
      dziecko bez wyraźnych granic w domu - co mu wolno a czego nie, pozostawione
      same sobe z własnymi emocjami (bo po co je tłumić - będzie sfrustrowane),
      robiące co mu się tylko podoba jest, wg mnie dzieckiem nieszczęścliwym i to
      jest nie bezstresowe a stresowe wychowanie chciałabym dołączyć do tego link do
      posta który popełniłam wczoraj

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=37627270&a=37652359
      Ja podobnie jak częśc z Pań z tegoż wątku uważam że sporadyczny klaps nie jest
      jakimś tam traumatycznym przeżyciem dla dziecka. Oczywiście, jeżeli jest on
      faktycznie sporadyczny mocno związany z sytuacją niebezpieczną jak np w twoim
      przypadku Edorka1 i tą ulicą, gniazdkiem, kurkiem od gazu.
    • triss_merigold6 Propozycję mam 01.03.06, 12:49
      Mam propozycję: walnijcie kogoś silniejszego - męża, szefową, irytującego
      teścia, szwagra "głupie komentarze to moje drugie imię".
      Siłowanie się w wersji "zmuszę cię żebyś ustąpił" z dzieckiem jest uwłaczające
      dla dorosłego.
      Wydaję proste, krótkie komunikaty. Bez podnoszenia głosu, krzyków. Czasem wezmę
      pod pachę i przestawię potomka w inne miejsce. Jak mam ubrać to sadzam na
      kolanach i ubieram. Karmię dopóki chce jeść, jak nie chce to je później.
      Ja nic nie muszę. Dziecko też nic nie musi.
      Sądziłam, że straszenie wyszło z użycia a tu ciekawostka jakie popularne jest...
      • weronikarb Re: Propozycję mam 01.03.06, 12:57
        No cóż ze starszymi (typu szwagier, maz itd.) porozmawiam, bo do nich argumenty
        trafia.
        Krotki komunikat bez zmiany tembra glosu (nie mowie o krzyku) to dla mojego
        powod do dalszego zajomwania sie dana rzecza.
        Przestawienie w inne miejsce powoduje ze jeszcze bardziej jest ciekawy tego co
        robil
        Ubram wijacego sie dwulatka na kolanach to nie dla mnie - odpuszczam ewentualny
        spacer. Jak musze to ubieram na sile mimo wrzaskow i placzu - maltretuje wg
        niektorych.
        Klaps jest sporadyczny i bardziej ja sie faktycznie wyladuje (mowie o lekkim
        klapsie ktorego nie poczuje przez pieluche) i jestem spokojniejsza i potrafie
        po raz steny tlumaczyc mu cos.

        Triss podziwiam, ze tak usluchane Twoje - niestety moj jest odporny an
        wychowanie
      • edorka1 Re: Propozycję mam 01.03.06, 13:04
        Jasne, też tak mam. Tłumaczę, odwracam uwagę,polecenia i komunikaty lapidarne.Nie wmuszam jedzenia, nie krzyczę. I mam na sumieniu jakieś 4 klapsy. Skuteczne o zgrozo...Mea culpa. I mam nadzieję ze nie dojdzie do sytuacji kiedy dam 5. Ale nie życzę ci sytuacji, kiedy byc może zaliczysz i Ty tego klapsa. I tego zdziwienia, że sto razy NIE nie pomogło, a jeden klaps pomógł.
        Bo ja wiele rzeczy muszę. I moje dzieci tez muszą...
        • triss_merigold6 Re: Propozycję mam 01.03.06, 13:17
          Widzisz, jestem dziwnie pewna, że kiedyś dam klapsa. Puszczą mi nerwy,
          przestraszę się (tego wbiegnięcia na jezdnię chociażby), z bezradności, z
          przemożnego wk....a. Nie będę się czuła szalenie winna ale dyskomfort będę mieć.
          Zasadniczo klapsów jako metody wychowawczej nie akceptuję, co nie znaczy, że
          przenigdy nie użyję.
          Aha, tembr głosu zmieniam wydając polecenie. Nie ma żadnych wątpliowści JAKI to
          rodzaj komunikatu.
          • wieczna-gosia Re: Propozycję mam 01.03.06, 13:18
            bo mysle ze Triss chodzi o to (mi przynajmniej o to chodzi hehe) ze nie sztuka w
            tym zeby nigdy w zyciu nie dac klapa, ale w tem by wyciagnac z tego wnioski.
            • lila1974 Re: Gosiu jak zwykle bez pudła 01.03.06, 13:52

          • e_r_i_n Re: Propozycję mam 01.03.06, 13:22
            I wlasnie o takiego klapa w ostatecznosci chodzi pewnie wiekszosci tutaj sie
            wypowiadajacych.
            Ja swojego dziecka nie strasze. Egzekwuje to, co jest konieczne, czasem
            odpuszczam (bo dziecko tez sie musi skads nauczyc ustepowania). Klaps to
            ostatecznosc - ale nie bede sciemniac, ze NIGDY mi sie nie przydarzyl.
            Poskutkowal.
    • wieczna-gosia Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 13:00
      > I jeszcze zdarza mi sie do kąta dziecko postawić.

      mi sie nie zdarza, ale zdarza sie odeslac do pokoju smile

      I bajki nie pozwolić oglądnąć
      > skoro zabawki nieposkładane

      jak najbardziej

      I każę się ubrac samemu pomimo godzinnego rozpacz
      > liwego krzyku ze nie umie i nie chce i że malutkie jest sad. I skoro samo umie j

      jak najbardziej

      I skoro samo umie j
      > eść nie karmię , choć w efekcie czasem je zimną zupę.

      jak najbardziej

      > Ale z drugiej strony - no sorki, mea culpa - nie wierzę w wielogodzinne tłumac
      > zenie dziecku dwu-trzyletniemu jakie zagrożenia niesie ze soba określone postęp
      > owanie. Czterolatek zrozumie i zastosuje (też nie zawsze), dwulatek (mimo,że wy
      > gadany jak rzadko) nawet nie bardzo wie o czym mówię. Bo z mojego doświadczenia
      > wynika, że im młodsze dziecko tym krócej trzeba mówić, żeby nie rozmyć sensu.
      > NIE musi być jednoznaczne i kategoryczne. Nieodwolalne.

      moge sie podpisac pod kazdym slowem.

      I jak tłumaczycie dzieciom że nie można kręcić kurka
      > mi od gazu i wkładać palucha do kontaktu, skakać ze stołu na podłogę i wyłazić
      > na parapet? I jak złapiecie po raz setny na parapecie co robicie? Zeby bylo sku
      > tecznie i bez nadmiaru filozofii?
      bardzo prosto- mowie nie, czasami tlumacze dlaczego, czasami nie, mwie nie,
      odwracam uwage, wyprowadzam z kuchni, mowie nie, mowie nie, mowie nie. Bez
      cienia usmiechu, ostrym glosem, wyprowadzam, daje klocka i zaczynam mowiec
      slodko. zyli stosuje pelna manipulacje aby dziecku uzmyslowic jakiego zachowania
      oczekuje a jakie jest dla mnie niedobre. Robie tak wiele razy, aprzed daniem
      klapa chroni mnie jedna rzecz- nie oczekuje ze moj dwuletni synek zalapie od
      razu. I on nie zalapuje od razu. A ja mowie nie, wyprowadzam z kuchni. A on nie
      zalapuje. A ja go pilnuje i wyprowadzam i mowie nie. On sie wscieka, bo mu sie
      nie podoba, aja go nadal wyprowadzam.

      I przychodzi taki moment ze moj synek pokazuje na kurek i mowi- NIE. Ze innym
      dzieciom potrafi powiedziec ze NIE. I ze moj zakaz staje sie czescia jego
      swiata- on go nie rusza dlatego ze dostanie klapa, czy dlatego ze gaz sie ulotni
      (bo tego nie zrozumie) ale nie ruszy go DLATEGO ze sie kurka nie rusza. Nie
      dlatego ze sie mnie boi.

      No i teraz wytlumacz mi edorko, dlaczego moge sie podpisac pod praktycznie calym
      twoim postem, jakies 89% metosd jest moje a mimo to czuje sie jakbym byla te
      niewyrodna a ty jestes ta wyrodna ( a swoja droga czemu wyrodna jak ja nie lubie
      tej kokieterii)

      > A przeciez życie pałne stresu jest. W przedszkolu stres, w szkole to juz megast
      > res. Więc powiedzcie, wierzycie że takie wychuchane dzieciątko da sobie rade po
      > tem z tym wszystkim?
      Nowiec ja uwazam, ze swiat jest pelen stresu i w d.upe daje. Ale nie uwazam ze w
      zwiazku z tym rodzic tez powienien dawac. Wlasnie uwazam, ze bycie rodziciem
      daje te niepowtarzalna szanse nauczyc nasze dzieci inaczej niz przez bol i lzy.
      Kropla drazy skale i te sprawy. Moje dzieci sa zestresowane. Ja zabraniem, sa
      reguly ktorych sie nie lamie a zlamanie ich niesie pewne konsekwencje. Ale nie
      koniecznie uwazam ze to musi byc klaps.

      I mysle edorko ze klaps moze sie zdarzyc dokladnie kazdemu. Nie rozumiem tylko
      po co dorobic do tego ideolo o brutalnym swiecie. Sama w koncu przyznajesz ze
      klapa z piesnia na ustach i radoscia w sercu nie dajesz. Ze jest sporadyczny i
      czujesz ze hmmm.. wlasciwy nie jest. A mimo to wlasnie rzucilas sie na oltarz w
      obronie czegos co wg ciebie ani chwalebne ani wlasciwe. No niezle niezle smile
      Ja mysle ze nie chodzi o to by sie ubiczowac za klapa z nierwow. Nie sadze zeby
      klaps czy dwa w normalnym domu mialy jakies dramatyczne skutki. Ale uwazam, ze
      warto pewne rzeczy umyslowo przetworzyc, nie tlumaczyc sobie ze dalam klapa bo
      gowniarz, tylko dalam klapa bo zabraklo mi konceptu. lalam, tfu stalo sie, a
      teraz pomysle, pogadam z mezem przeczytam jakas ksiazke moze i sprobuje innego
      sposobu. A moze zamin trzasne w pupe- zawolam mezqa zeby dziecka pilnowal i
      trzeasne sobie drzwiami lazienki gdzie sie pojde powsciekac? i wymysle co moge
      zrobic zeby sie nie doprowadzac na krawedz szalenstwa?
      • edorka1 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 13:19
        Wiesz nie o kokieterię chodzi, tylko o to, że jak ja tu czasem czytam sobie co też dziewczyny wypisują, to dchodze do wniosku, że straszną mamą jestem. Choćby to co mi tu któraś napisała, że jak nie pozwalam synowi na okno wychodzić to on bedzie miał problem z awansem w pracy. No jak większość tak myśli to ...
        A co do klapsa, zasadniczo jestem przeciw jak słusznie zauważasz.
        Tylko bardziej chodzi mi o to kategoryczne nie, o to odrzucenie , o to że jak to pisza niektóre, dziecka palcem nie tkną.
        A ja już wiem, że potrafię tego klapa dać.
        I nie bronię klapsa, tylko wkurza mnie takie gadanie austryjackie. Ze nie, że nigdy, że przemoc w rodzinie, że wypaczanie osobowości. A potem przychodzi taka chwila że ... no właśnie.I chciałam się dowiedziec czy tylko ja tak mam - to rozdarcie - że niby przeciw jestem , ale z całą świadomością tego co robię jednak umiem klapsa dać...
        I dzieki za mądre słowo, Gosiu. Nie jestem wyrodna,masz rację. Kocham moje smerfy do szaleństwa. Jestem normalna jak sądzę.
        • malila Re: Do niewyrodnych matek 02.03.06, 09:41
          edorka1 napisała:

          > Wiesz nie o kokieterię chodzi, tylko o to, że jak ja tu czasem czytam sobie
          co
          > też dziewczyny wypisują, to dchodze do wniosku, że straszną mamą jestem.
          Choćby
          > to co mi tu któraś napisała, że jak nie pozwalam synowi na okno wychodzić to
          o
          > n bedzie miał problem z awansem w pracy.

          Uff... Spróbuję jeszcze raz, ale patrz mi w klawiaturę. Nie chodzi o pozwalanie
          wchodzenia na parapet. Chodzi o niestraszenie dziecka światem zewnętrznym,
          jakimiś Zjadającymi Dziurami, babami, dziadami czy innymi abstrakcyjnymi
          tworami. Dziecko ma być ostrzegane, ale przed realnymi zagrożeniami. Wtedy jego
          ostrożność będzie adekwatna do zagrożenia. Udawanie, że świat jest zawsze
          bezpieczny, stworzy iluzję bezpieczeństwa i złudne przekonanie, ze można robić
          wszystko i nic się nie stanie. Wymyślanie zagrożeń z kolei spowoduje nadmierną
          lękowość i wycofanie. Tym bardziej, ze dziecko kiedyś się w końcu zorientuje,
          że ta wielka_dziura_zjadająca_dzieci widziana z okna to to samo miejsce, które
          co dzień mija wychodząc z klatki.
    • nisar To chyba pomyłka! 01.03.06, 13:07
      Te dyskusje o dawaniu klapsów posypały się na różnych forach po wczorajszym
      artykule o maltretowaniu dzieci.
      Dyskusje te sprowadzają się do wrzucania do jednego worka klapsa i codziennego
      bicia np. moczoną smyczą.
      Dla mnie to nieporozumienie, nie można tych spraw traktować tak samo.
      To tak jakby rozpatrywać odmowę kupienia dziecku czekoladki (bo było
      niegrzeczne) w kategoriach odmawiania za karę jedzenia.
      Jakkolwiek klaps mieści się w pojęciu "kara fizyczna", to jednak jest tam jakąś
      kropelką w oceanie.
      Bez przesady, drogie panie. Trochę umiaru nikomu jeszcze nie zaszkodziło.
      • honi_29 mój post na edziecku był przed tym artykułem 02.03.06, 12:20
        i zostałam obrzucona błotem.Szkoda,że przez neta nie da się kamienowacwink)).Jak
        ktoś ma ochotę,zapraszam do lektury,oto link:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=37285395
        i drugi wątek,nieco podobny:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=37513361
    • bea.bea Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 13:12
      nie będe uogólniać...moge napisac tylko o sobie....więc piszesz...

      >? I jak tłumaczycie dzieciom że nie można kręcić
      kurkami od gazu i wkładać palucha do kontaktu, skakać ze stołu na podłogę i
      wyłazić na parapet? I jak złapiecie po raz setny na
      parapecie co robicie?

      po pierwsze uważam , ze sytuacje o których piszesz powstają w wyniku braku
      kontroli nad dzieckiem...

      nie wiem co to krecenie kurkami ponieważ moje dziecko ma wstęp do kuchni tylko
      gdy ja tam jestem....jako maniaczka zabezpieczeń mam pozakładane bramki
      rozporowe na otwory drzwiowe ( bo drzwi mam tylko w łazience....)

      włazenie na stół ...boze ja mam chyba jakis nienormalny egzemplarz...nie włazi ,
      a stawania na krzesła oduczył sie gdy spadł...

      kontakty zabezpieczone, ale kapiszony załatwiły temat ...keden kontakt , bardzo
      widoczny został odłaczony i odbezpieczony ....cierpliwie powtarzliśmy żeby tam
      nieczego nie wpychać ...no cóz ciekawość bierze górę...patyk do kontaktu a tu
      buch...nie jestem pirotechnikiem , wiec wybuch nastapił z tyły ...ale dla dzicka
      to nie miało znaczenia...strasznie sie pszestraszył...i teraz słysze ...mamo nie
      wolno tam jest prą....

      pod oknami nie stoi nic co mogłoby zachecac do włażenia na parapet....a okna
      maja blokady na klamkach....

      o wychodzeniu na dwór , czytaj spacer juz pisałam....rączka i ani kroku dalej...
      czasem mozesz iśc sam, ale jeśli odejdziesz kawałek ...ro pójdziesz za
      raczkę....działa...

      moje dziecko ma w domu duzo swobody, ale jednocześnie ostro wyznaczone
      granice...ma 2,5 ...i nie obejrzy bajki dopuki nie posprzata swojego pokoju....
      moze grzebac we wszystkich szufladach w kuchni ( w mojej obecności) ale otwarcie
      nastepnej nastepuje po posprzątaniu poprzedniej....
      o rzucaniu sie na ziemie juz dawno zapomniałam ...

      a jeśli cos ze złościa pleci na ziemie ...mama zwykła mówic....wiesz kazdy ma
      prawo sie denerwować...mama tez czasem cos ze złości rzuci (prawdasmile) ale potem
      musi to posprzatać...a jesli zostanie zniszczona zabawka mój syn albo prosi
      bysmy spróbowali ja naprawic, albo sam ja musi wywalic...albo chowam ja ..bo
      zabawce jest bardzo przykro...

      nie wiem co jeszcze....nie wiem co to bicie mnie , czy innego dziecka...pwiem
      tak próbował gryźć...ale sprawdziliśmy to ze mama tez ma zeby....i ze to
      boli...eksperymentalnie...

      a co do klapsów...to mam taki film o kobiecie która ma malutkie dziecko
      ...i...nie ma rąk..ciekawe jakie miała by zdanie na temat klapsów....oze bedzie
      kopac..ale to juz taka moja złośliwośc...
      pozdrawiam


      moja wypowiedz , dotyczy mojego sposobu wychowywania, nie jest w zadnym wypadku
      napadem na mamy które klapują....moją wypowiedzia chciałam pokazac , ze mozna
      inaczej....ale kurcze kosztuje to duzo zdrowia , pomysłowości i cierpliwości....

      pozdrawiam
      • triss_merigold6 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 13:19
        Ja mam tylko zabezpieczone kontakty, reszta to pełen luz.
        Co do prób bicia czy gryzienia to prosta opcja: za rękę, odsunięcie i nie
        wolno. Do skutku. Trudno, żeby roczniak nie próbował gryźć, coś jak młody pies.
    • marta.m2 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 13:17
      Ja też uważam, że klaps w chwili zagrożenia życia dziecka może pomóc, ale tylko
      wtedy kiedy klaps jest dla dziecka czymś niezwykłym! Jeżeli jest "klapsane" na
      co dzień, to wówczas kiedy wybiegnie na ulicę, klaps nie nie zrobi na nim
      wrażenia. Natomiast w sytuacjach codziennych - tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć.
      Ja sama mam dwójkę dzieci - 3 latka i 1,5 roku - dwóch bardzo żywych chłopców.
      I jakoś sobie radzę bez krzyków i klapsania (w 99% przypadków, bo też mam parę
      grzeszków na sumieniu). Starszy jest już na tyle duży, że wszystko można mu
      wytłumaczyć, a co do młodszego to choćby i 1000 razy wlazł na parapet nie jest
      jeszcze w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. I wcale dzieci nie są
      wychowywane bezstresowo - wiedzą jakie zachowanie jest dopuszczalne, a jakie
      nie. Nie ma natomiast bezsensownych zakazów - typu nie bo nie. Na różne
      sytuacje są różne rozwiązania. Kiedy dziecko krzyczy, mówię, że z krzykaczami
      nie gadam, a poza tym nie rozumiem nawet co chce mi powiedzieć i po prostu go
      ignoruję. Po chwili sam się uspokaja. Kiedy starszy raz napluł na podłogę,
      zapytałam czy koniecznie chce się pośliznąć i złamać sobie nogę. Sam poleciał
      po ścierkę. Teraz jak ma ochotę sobie popluć to może - ale tylko w łazience do
      wanny. Jak chcą włazić na drabinę - mogą, ale tylko z asekuracją taty lub mamy.
      Nie chcą posprzątać zabawek - mówię, ża sama posprzatam, ale jeżeli będę to
      musiała zrobić sama, to zebrane zabawki oddam dziecku, które będzie je
      szanować. Zawsze skutkuje. Do jedzenie natomiast nigdy nie zmuszam.
      Uważam, że przy wychowywaniu dzieci grunt to samemu zachować spokój, a wówczas
      klaps będzie naprawdę niepotrzebny. A, że nie jest to łatwe każna z nas wie.
      Marta
    • 76kitka Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 13:46
      zdejmę z parapetu 101 raz i powiem, że nie wolno, bo zleci i łepek rozbije. Mam w domu schody bez balustrady, nie ma jak ich zabezpieczyć, mały musi byc stale w zasięgu mojego wzroku, włazi na te schody kilkanaście razy dziennie, choć wie dokąd Mu wolno wejść, a gdzie jest za wysoko. Tłumaczyłam Mu wiele razy, pokazuje paluszkiem dokąd Mu wolno, a i tak od czasu do czasu próbuje wejść wyżej, kiedyś dostał za to w skórę, to też nie poskutkowało, więc nie będę klapsów wymierzać. Nie ma siły, która zatrzyma dziecko, które lubi się wdrapywać przed wejściem na stół, czy parapet. Ale biciem dziecko można wytresować, bo wychowaniem trudno to nazwać. Mój mały nie jest wychowywany bezstresowo, jak mi chce wejść na głowę idzie za karę siedzieć na kanapie dwie minuty, dla ruchliwego dwulatka to koszmarna kara, nie dostaje deseru, albo nie obejrzy bajki w zalezności od tego do czego bliżej, żeby kojarzył karę z winą. natomiast nie strasze dziecka nikim i niczym ani nie mówię, że Go oddam, bo dziecko musi być pewne miłości rodziców. trzeba mieć poprostu cierpliwość i przeczekać, aż dziecko dorośnie do tego, że zacznie kojarzyć skutek z przyczyną i zacznie słuchać i rozumieć powody zakazów. Ja jestem choleryczką, nerwusem, raptusem ja wiele razy dziennie liczę do 10 żeby nie wybuchnąć, staram się przewidywać reakcje małego, wiem, że markerem może coś zniszczyć więc jest schowany wysoko, stołów z domu usunąć się nie da, trzeba pilnować i zdejmować, pogrozic palcem, powiedzieć NIE WOLNO ZLECISZ i tyle.
    • luleczka1 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 13:47
      a dlaczego nie walniesz swojego męża,żony koleżanki itp jak zrobi coś głupiego
      albo jak cię wkurzy. może jak wkurzę swojego męża a jemu zabraknie argumentów
      żeby mnie przekonać to niech mnie kopnie w d....ę albo przez łep, albo z
      otwartej w tyłek.Ludzie to nie chodzi o to żeby wkładać wór pokutny i bić się w
      piersi za klapsa ale żeby się zastanowić nad sobą i swoimi emocjami.
      bo chodzi o to że to dziecko to człowiek któremu się należy SZACUNEK JAK
      KAŻDEMU INNEMU DOROSŁEMU CZŁOWIEKOWI, ALE DZIECKU WOLNO TRZEPNĄĆ BO NIE ODDA,
      BO ZAPAMIĘTA SOBIE ŻE NIE WOLNO, bo to moje dziecko wiec moge robić z nim co
      chcę. I wcale nie mówię o wychowaniu bezsstresowym, BO JEST WIELE INNYCH METOD
      POWSTRZYMANIA,MALUTKIEGO DZIECKA, LUB WYEGZEKWOWANIA CZEGOŚ NP. OD STARSZEGO
      JUŻ DZIECKA.
      Bo jeżeli daje klapsa to znaczy że nie radzę sobie z własną złościa i nie mam
      już pomysłu na to jak postępować, a to wymaga wysiłku , klaps nie wymaga
      myślenia.
      i wiecie co żebyście nie myślały że się wymądrzam, mi też sie zdarza dać
      klapsa,albo krzyknąć ale zdaję sprawę sobie że to nie jest rozwiązanie, że to
      głupie, i jest mi strrrasznie WSTYD, mam kaca, strasznego moralniaka bo czsami
      nie mam koncepcji i kieruje sie głupim impulsem.
      staram się nad sobą pracować. i nie chcę się puszyć,nadymać i usprawiedliwiać
      jak niektóre osoby tutaj wypowiadające się, że dają klapsy i co z tego.nie
      macie być z czego dumni.
      moja koleżanka spotakana ostatnio w samie, opowiadała mi jak jej 2 letnia
      córeczka spadła z krzesła i złamała sobie rękę " 10000 razy wchodziła na
      krzesło i nic za 1001 razem weszła i zleciała i klatkę z papugą przestawiła tak
      się zdenerwowałam że jeszcze jej nalałam" te słowa wypowiedziała z takim dumno
      głupawym uśmiechem na gębie.mało tego jeszcze się przyznaje oficjalnie że
      beż "KLAPAKA" to ani rusz. nie mam dla niej szacunku.end
      a w Polsce jest przyzwolenie na bicie i to jest hańba. czas to zmienić i
      czerpać właśnie dobre wzorce z zachodu. i powtarzam nie chodzi o to żeby
      dziecku oszcędzić stresu bo to niemożliwe(są kary,zakazy, szlabany dla
      starszych dzieci, młodszym można przytrzymać ręce, po prostu zabronić,
      odciągnąc, odwrócić uwagę, zaproponować coś innego, ajak nie to niech
      popłacze, )ale ludzie nie mówcie ze klaps to dobra metoda wychowawcza, bo to
      tak jakbym słyszała swoich starych.NIC NIE USPRAWIEDLIWIA BICIA, BO KLAPS TO
      BICIE. choćbyście nie wiem jak to tłumaczyli NIE MA WYTŁUMACZENIA I KONIEC.
      • ewa216 Re: Do niewyrodnych matek 02.03.06, 00:22
        Luleczka bravo!!! Podpisuję się rękami i nogami.
      • mkolaczynska Re: Do niewyrodnych matek 02.03.06, 10:24
        luleczka1 napisała:
        A masz koleżanke która kładzie sie na srodku ulicy i nie chce z niej zejść.
        Albo próbuje lotu z 9 piętra?

        SZACUNEK JAK
        > KAŻDEMU INNEMU DOROSŁEMU CZŁOWIEKOWI, ALE DZIECKU WOLNO TRZEPNĄĆ BO NIE ODDA,
        > BO ZAPAMIĘTA SOBIE ŻE NIE WOLNO, bo to moje dziecko wiec moge robić z nim co
        > chcę. I wcale nie mówię o wychowaniu bezsstresowym, BO JEST WIELE INNYCH
        METOD
        > POWSTRZYMANIA,MALUTKIEGO DZIECKA, LUB WYEGZEKWOWANIA CZEGOŚ NP. OD STARSZEGO
        > JUŻ DZIECKA.
        Jedyną rozsądną jaką znam jest odwracanie uwagi. Szntaże itd też są sposobem
        okazywania braku szacunku dziecku. Więc dlaczego ciągle słysze że klaps czyli
        możliwość przyszłego katowania fizycznego dziecka jest gorsze niż szantaż
        emocjonalny i przyszłe maltretowanie psychiczne?

        > Bo jeżeli daje klapsa to znaczy że nie radzę sobie z własną złościa i nie mam
        > już pomysłu na to jak postępować, a to wymaga wysiłku , klaps nie wymaga
        > myślenia.
        dlaczego uważasz ze klaps musi być wynikiem "odwetu" NIC NIE USPRAWIEDLIWIA
        BICIA, BO KLAPS TO
        > BICIE. choćbyście nie wiem jak to tłumaczyli NIE MA WYTŁUMACZENIA I KONIEC.
        Szantaż emocjonalny, dezaprobata społeczna to maltretowanie psychiczne i nic
        tego nie usprawiedliwia NIC.
    • bea.bea to co mam walić??? a jak odda?? 01.03.06, 15:04
      smile)..to ile klapsów powinnam wystosowac dzis mojemu męzowi...??
      od tygodnia proszę go o przykrecenie wyrwanego kontaktu w łazience.....wczoraj
      to nawet na niego nawrzeszczałam ...i nic!!

      ...smile ...a czyz to nie zagrozenie naszego zycia...mojego i dziecka...???
      • aprilia33 Re: to co mam walić??? a jak odda?? 01.03.06, 15:24
        A mój ciągle zostawia uchylone drzwi w łazience,mimo,że może wejść tam
        dziecko.Chyba mu dzisiaj przylutuję lewego sierpowego,bo gadanie nie
        skutkuje.Oby tylko mi nie oddał wink
    • molinezja2 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 21:11
      uważam, że autorka wątku mówi bardzo rozsądnei i myśli też.
      generalnie jestem przeciwniczką klapsów i krzyków.

      odpowiedzcie sobie na pytanie: dziecko 4,5 letnie rozpieszczone, nie słucha,
      rodzice ustępują, proszą, błagają, tłumaczą od urodzenia... Dziecko jest bardzo
      żywe, uparte, ma swoje zdanie, traska drzwiami. Rodzice tłumaczą; nie trzaskaj,
      bo szyba wypadnie, dziecko swoje. Pewnego dnia podczas zabawy dziecko mocniej
      zamyka drzwi (oboje rodzice obecni i bawiący się z dzieckiem) i wylatuje na
      niego szyba 2 metrowa na 1 metr na malutkie kawałeczki. Jak reagujecie????
      Bijecie? Wrzeszczycie? Moja reakcja:

      Przytuliłam go i dziękowałam Bogu, że ma tylko ZADRAPANIE!!!!

      Wiecie co było moją kolejną myślą??? Że czasem by wymusi posłuszeństwo klaps
      nie zaszkodzi. Bo byłoby tragedią, gdy zagraża ono swemu zyciu: gaz, prąd,
      ulica, okno i takie podobne.

      Są dzieci tak spokojne, że wystarczy im powiedziec czy krzykną, ale uważam, ze
      co poniektórym w sytuacjach ekstremalnych (zagrozenie ich życia)nie jest niczym
      złym. Pamięta należy jednak, żeod klapsa do przemocy krótak droga i trzeba tą
      cienką granicę rozpoznawac.
      • wieczna-gosia Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 21:40
        Dziecko jest bardzo
        >
        > żywe, uparte, ma swoje zdanie, traska drzwiami. Rodzice tłumaczą; nie trzaskaj,
        >
        > bo szyba wypadnie, dziecko swoje. Pewnego dnia podczas zabawy dziecko mocniej
        > zamyka drzwi

        nie prosze i nietlumacze tylko uniemozliwiam trzaskanie drzwiami. Mozna je
        przywiazac sznurkiem, mozna na gorna krawedz polozc kocyk, mozna w ogole sie nie
        zgodzic na trzaskanie drzwiami- ja wybieram te wariant. I przestawiam dziecko,
        az ono zalapie. To ze dziecka sie nie bije nie znaczy ze nie mozna byc
        stanowczym wobec niego.
        • molinezja2 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 21:46
          I co ci ta stanowczosc da? Przytrzymasz drzwi przez całe 12 godzin aktywności
          dziecka? Ciekawa teoria. Sznurkiem? Do czego do ściany? Wszystkie drzwi? u
          babci, u cioci? A jeśli Twoje dziecko na przykład regularnie uciekało by na
          ulicę w kierunku nadjeżdżającego samochodu też przywiążesz sznurkiem???
          he he he ... Jak widzisz wszystko ma teorię względności.
          • wieczna-gosia Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 21:56
            MOlinezjo slowem sugerujesz mi ze klaps by rozwiazal sprawe? smile

            jak napisalam- ja wybieram stanowczosc. Tak, przetrzymuje 12 godzin aktywnosci i
            to nie jednego dziecka. W domu drzwi dla swietego spokoju maja takie gumowe cuda
            na gornej krawedzi- trzasnac nimi nie mozna, zdjac tego nie mozna 8,99 w
            supermarkecie. Nie pozwlalam dzieciom po prostu trzaskac drzwiami- gumowe dinksy
            sa na wypadek gdybym sie zagapila- zeby wlasnie nie oszlo do nieszczescia.

            Dziecko regularnie uciekajace do samochodu bede regularnie trzymac za reke.
            Rozwaze opcje- jesli sprobujesz uciekac- wracamy do domu (jesli to mozliwe of
            kors), rozwazylabym opcje jesli bedziesz uciekac- jedziesz w wozku przypiety
            pasami. Rozwazyabym opcje jesli uciekasz- bedziesz chodzic na szelkach.

            O prosze- wymyslilam trzy alternatywy. Jaka ja tffuurcza jestem ho ho smile biorac
            pod uwage ze kazda z nich mozna zoastosowac kilka razy oraz mozna je stosowac i
            na spacerze, keidy mozna wrocic i np w drodze do pracy gdy nie mozna wrocic- na
            jakis czas by starczylo smile
            • molinezja2 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 21:59
              tak można, jesli siema flegmatyczne i przewidywalne dziecko.

              Wiesz, też kiedyś byłam taka mądra, wszystko do czasu.
              Punkt widzenia zależy od... punktu siedzenia.

              Sugeruję, że klaps w ekstremalnych sytuacjach to IDELANE rozwiązanie.
              • marghe_72 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 22:02
                molinezjo, tak z ciekawosci pytam
                ile masz dzieci?
                • wieczna-gosia Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 22:15
                  kurcze no smile

                  dochodze do wniosku ze jestem szczesciara. Mam flegmatyczne i przewidywalne dzieci.

                  Molinezjo- to co opisalas w pierwszym poscie swoim to nie byla akstremalna
                  sytuacja poniewaz zaznaczylas na poczatku ze:

                  dziecko bylo rozpieszczone
                  rodzice niekonsekwentni
                  blagali tlumaczyli a nie zabraniali

                  doprowadzili do sytuacji w ktorej byc moze- faktycznie nic tylko walic. Ale sam
                  proces to chyba taki nagly nie byl smile)
                  • triss_merigold6 Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 22:25
                    W takim razie ja mam coś co właściwie się nie rusza. DDDD
                    Nie rozumiem czemu ludzie doprowadzają do sytuacji do tego stopnia
                    konfliktowej. Dobra, skromne mam doświadczenie, ale na razie stawianie niewielu
                    ale za to jasnych granic wychodzi ok.
                    A dziecko jest przewidywalne wbrew pozorom, wystarczy minimum obserwacji i
                    wyobraźni.
              • wieczna-gosia Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 22:17
                > Wiesz, też kiedyś byłam taka mądra, wszystko do czasu.
                > Punkt widzenia zależy od... punktu siedzenia.

                sugerujesz ze bede odszczekiwac pod stolem?
                Nie bede.
                Bo sie nie zarzekam ze nie walne w chwili goracej.
                Miewam momenty bezradnosci rodzicielskiej.
                Natomiast nie uwazam, ze klaps w chwili ekstremalnej pomaga klapanemu smile- on
                pomaga klepiacemu smile))
    • betty_julcia Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 22:54
      JA z toba idę do tej Częstochowy na kolanachsmile
      A tak na serio to nie jestem żadna święta ani robot wyzuty uczuć. Jestem tylko
      człowiekiem i jak każdy człowiek tracę czasami cierpliwość.
      Uważam że jeżeli moje dziecko ma czegoś nie zrobić tylko w obawie przed
      dostaniem go to prosze bardzo. Moje dziecko jest bardzo uparte. BArdzo często
      ćwiczy ten upó na mnie i sprawdza jak długo na cos moze sobie pozwolić.
      Niestety jest wiele sytuacji które mogą być sprawdzone tylko raz i zakończyć
      sie tragicznie np. ucieczka przed mamą prosto pod koła samochodu albo w tłum
      ludzi w hipermarkcie itp itd. Więc dostała klapsa i nie robi tego możliwe że
      tylko w obawie przed następnym i bardzo dobrze.
      Ale oczywiście z niczym nie należy przesadzać. Myślę że nalezy znaleźć złoty
      środek i nie popadać w skrajnosci. Jest też wiele sytuacji w których chciałoby
      sie wymierzyć klapsa bo emocje nami rządzą ale ten klaps tak naprawdę niewiele
      zdziała. Więcej zdziała cierliwość i wyrozumiałość i odrobina sprytu ale to
      wymaga wiecej poswięcenia i pracy niz klaps.
      Tak więc myślę ze klaps to nie jest zbrodnia ani nic strasznego jeżeli sie go
      nie nadużywa. Bo jeżeli wszystko chce sie załatwić klapsem a nie pracą,
      cierpliwością i wyrozumiałością to rzeczywiscie nie tędy drogai nie wrózy to
      niczego dobrego.
      ------------------------------------------------------
      Betty to mama a to jestem ja:
      GWIAZDECZKA
    • mamaoskarka Re: Do niewyrodnych matek 01.03.06, 23:27
      Jak maly robi cos nie tak to po prostu tlumacze mu, ze nie wolno. Oczywiscie
      czasem musze cos powiedziec nawet 100 razy (niestety mam bardzo zywe i uparte
      dziecko) ale przewaznie odnosi to skutek. Latem mial np. faze bicia dzieci,
      chociaz nikt go w domu nie bil ani nie byl w stosunku do niego agresywny to
      niestety ledwo wychodzil do piaskownicy to zawsze sobie znalazl kogos komu moze
      przylozyc. Tlumaczylam, ze nie wolno ale nie zadzialalo, wiec przez dwa
      tygodnie zrobilam mu mala separacje, nie wychodzilismy juz na nasz plac zabaw
      tylko do piaskownicy na placu obok, w ktorej przewaznie nikt sie nie bawil bo
      byla polozona w niezbyt atrakcyjnym miejscu, po tym czasie wrocilismy na nasz
      plac i bicie odeszlo jak reka odjal. Jestem przeciwnikiem bicia chociaz
      niestety pare razy dalam klapa malemu i jest to moja osobista porazka
      wychowawcza. Klaps nie jest zadna metoda wychowawcza, jest tylko zwyklym
      wyladowaniem sie rodzica, czasami latwiej dac w tylek niz tlumaczyc kolejny raz
      to samo ale nie tedy droga.
    • blou1 Re: Do niewyrodnych matek 02.03.06, 09:47
      No i podzielam Twoją opinię na temat klapsów. Ja chyba jestem nie tylko katem
      bo klapsy daję ale i psychicznie je katuję. Bo czasem głos podniosę, nawet
      kilka razy, a potem kiedy nie skutkują prośby potem groźby, jest klaps. Mała
      zaczyna kurkami kręcić, podsuwa sobie krzesło o zgrozo do gazówki, skacze z
      kanapy, włazi na parapety, podsuwa krzesło pod zlew i myje, że niby naczynia a
      woda leci itp. Typowe zachowania dwulatka niespełna. Prawda, im krótsz mowa do
      takiego małego dziecka tym lepiej. Mam i czterolatka który jako spokojniejszy,
      bierze przykład z małej! Czasem mnie posłucha nawet sam strofuje małą ale i on
      dostaje czasem klapsa kiedy inne argumenty nie skutkują.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka