Robię rezerwację (tymczasową na trzy dni), dostaję potwierdzenie z numerem,
ceną...bla, bla, bla.
Jednocześnie dowiaduję się, że są 4 miejsca w tym samym hotelu w cenie
(bagatela) 2tys. niższej (duża zniżka dla dzieci i stąd cena) ale jest
chwilowa rezerwacja. Wygasa dnia następnego (o ile klient nie wykupi
wywczasków) i mogę "wskoczyć" na to tańsze miejsce.
Pani zobowiązuje się do mnie zadzwonić (jak miło z jej strony).
Pani nie dzwoni, dzwonię ja, miejsca nieaktualne. Trudno...
Wczoraj idę wykupić swoje wczasy. Nie dość, że dowiaduję się, że tamte tańsze
miejsca zostały sprzedane...przed chwilą (bo jednak wolne były) to...za moją
muszę zapłacić kilkaset zł więcej. W ostatnim dniu mojej rezerwacji
zadzwoniłam z pytaniem, czy istnieje możliwość przedłużenia o jeden dzień.
Oczywiście, problemu żadnego nie było, "może się pani nie spieszyć".
Pani zapomniała dodać, że zmieniła również numer rezerwacji, przez co
przestała obowiązywać zniżka dla dzieci.
Wkurzyłam się.
Mogę iść do innego biura ale po perypetiach z lat poprzednich, chciałabym
wyjechać i wrócić cało i zdrowo. Poza tym mam za duże dzieci (jak to określiła
pani w jednym z biur "ma pani pecha z tymi dziećmi") abym mogła skorzystać ze
zniżek większych niż kilka procent, z czego starszy nie ma żadnych. Do tego
konkretnego biura (nie mylić z firmą sprzedającą wczasy) mam zaufanie.
Mąż wściekł się i wyszedł.
Ja poprosiłam o rozmowę z przełożoną. Bezkutecznie

((
Dziś muszę podjąć decyzję czy wykupić. Mąż ma już przydzielony urlop, o
zmianach nie ma mowy. Obdzwoniłam inne biura, w tej cenie i w takiej opcji nie
mam szans na miejsca.
Sama nie wiem...