Taką oto widziałam scenkę w kościele: matka z około 3-letnim chłopcem siedzi
w ławce w trakcie mszy. Chopiec - żywe srebro - nie może usiedzieć na
miejscu, kręci sie i wierci. W kościele słychać tylko uciszanie malucha
szeptem matki. I w najbardziej "cichym" momencie mszy rozlega się wrzask
małego: WCALE NIE JESTEM WSTRĘTNYM BACHOREM!!!

)) I jak tu się modlić jak
cały kościół łącznie ze mną wyje ze śmiechu???

))
A tak na marginesie - chodzicie do kościoła z dziećmi? Czy w waszych
kościołach są wydzielone miejsca dla matek z dziećmi?