myślałam że jestem wyjątkiem i mam super teściów

((
mój glut wczoraj obchodził pierwsze urodziny.
nie zapraszaliśmy nikogo bo to środek tygodnia my co weekend z mężem mamy
szkoły i to z reguły na przemian i tak nie ma zabardzo jak sprosić całą
rodzinkę ale zastanawialiśmy się jak to rozwiązać. moja teściowa mnie
poprostu powaliła na łopatki! zadzwoniła przed wczoraj i spytala czy jutro
(wczoraj) będę w domu ok 15 bo ona wpadlaby sama na chwilke ucałować wnusia.
powiedziałam że ok nie ma sprawy (przecież to babcia niech wpada na chwile)
powiedzialam ze nie ja w rosole nie bede miala czasu nawet tortu upiec ani
nic powiedziala ze ona przyniesie malutki torcik dla Kubusia.
no i przyszlo wczoraj zwaliła sie teściowa zwaliła sie jej córka (siostra
meza) zwalił sie teśc przyniosła tort a nie torcik! piaskownice dla małego DO
SIEBIE na działke (metr na metr) i ta piaskownica stoi na śtrodku mojego 12
metrowego pokoju! klocki i łopatki ! dowiedazialam sie o tym na 30 minut
przed zdarzeniem! czekałam na sama tesciowa w jeansach jakiejs bluzce
zwyczajnej z zebranymi wczoraj mytymi kudłami bez makijażu z wielkim pryszem
na gębie. wpadli i zrobili małemu urodziny bez obecnosci TATY który był w
pracy! bo po co tata prawda? szwagierka nakrecila film kamera w telefonie i
wszyscy byli szczęsliwi! wściekłam sie strasznie myślałam że sie rozrycze bo
tak mi było przykro że to wszystko odbywa sie bez OJCA DZIECKA

( teść
jeszcze wychodzac powiedział do małego że dziękuje mu za pyszny torcik (który
zrobiła jego żona przecież!)! ja nie wiem czy on miał do mnie jeszcze
pretensje?
czy ja jestem nienormalna?