matkatrojgadzieci
19.04.06, 15:58
Czy czterolatek może skutecznie zmienić podróż pociągiem w koszmar? Tak! Ale
po kolei. Wróciliśmy wczoraj z ferii z górach. Pierwszą klasą- mąż, nasze
nastoletnie bliźniaki i ja. Razem z nami przedział dzielił 4 latek z matką.
W ciągu 6 godzinnej jazdy chłopiec nie usiedział w spokoju 10 sekund - biegał
po korytarzu, skakał po siedzeniach, jadł, wylewał, kruszył, wycierał tłuste
i lepkie ręce w co się dało ( a miał także ochotę w moje spodnie). Domagał
się miejsca przy oknie, potem przy drzwiach, krzyczał, śpiewał, domagał się
czytania książeczek.
Matka spełniała jego żądania- bardzo zadowolona jaki on jest mądry i zaradny.
My - nieco mniej. Gdy w połowie drogi podarł gazetę mojemu mężowi ten nie
wytrzymał. Najpierw zwrócił uwagę matce, aby przyjęła do wiadomości, że w
przedziale są także inni ludzie, którzy też zapłacili za bilety.
Przecież to dziecko, ma swoje prawa- odpowiedziała matka, nie kryjąc
zadowolenia jaim wspaniałym potomkiem los ją obdarzył.
Dojechaliśmy do Warszawy z bólami głowy.
Czy ludzie podróżujący z małymi dziećmi muszą terroryzować otoczenie?
Rozumiem, że droga z Warszawy do Zakopanego jest długa i nudna dla 4 latka,
ale nie jest on sam na świecie.
P.S. A najzabawniejsze jest to, że gdy dojeżdżaliśmy na miejsce matka
zażądała, aby mój mąż zdjął jej walizki.