mika2
18.05.06, 13:05
Właśnie wróciłam ze spaceru ze swoim 3 letnim synkiem. Byliśmy w pobliskiej
piaskownicy - synek się bawił waiderkiem i łopatką, zjeżdżał na zjeżdżalni a
ja sobie siedziałam na boku piaskownicy i jak mnie poprosił to mu pomagałam.
Po jakichś 40 minutach przyszła o rok starsza dziewczynka. Jej mama tylko
podeszła i powiedziała "baw się grzecznie swoimi zabawkami, mamusia już
biegnie bo spóźni się na autobus do pracy" po czym do mnie "spojrzy Pani na
nią żeby nie odeszła od piaskownicy?". Powiedziałam, że tylko chwilkę bo
zaraz idziemy. I poszła. Dziewczynka została z zabawkami i oczywiście zamiast
bawić się swoimi to zaczęła zabierać mojemy synkowi zabawki akurat te, które
miał w ręce. Nie mam nic przeciwko bawieniu się zabawkami wspólnie ale ona po
prostu perfidnie wyrywała mu co tylko wziął do ręki i zaczynała się tym bawić
sama. Upomniałam ją ale niewiele sobie z tego robiła. Całe szczęście mój
synek nie wziął sobie tego do siebie i nie płakał. Trochę bawił się jej
zabawkami, dopóki mu nie zabrała. Wyjrzała babcia dziewczynki i oczywiście do
mnie "bedzie Pani tak uprzejma zwrócić na nia uwagę?" Ja mówię, że zaraz
idziemy (zaczęła mnie irytować ta dziewczynka swoim zachowaniem) a ona "a
kiedy?" Jak powiedziałam, że za 10 minut to powiedziała, że idzie kończyć
obiad i za 10 minut wróci. Co mnie cholera jej obiad obchodzi !? Po czym
poprosiła jakąś starszą kobietę siedzącą na pobliskiej ławce, żeby ona
pilnowała dziewczynki jak ja pójdę. Kobieta (grubo po 60-tce)na to "ale ja
tylko na fajeczkę przyszłam i zaraz idę" (fajne miejsce - ławka koło placu
zabaw na fajeczkę). Babcia się zmyła. Synek biegał za dziewczynką bo cieszył
się, że ma jakiekolwiek towarzystwo a ona mu co jakiś czas dokuczała. Starsza
Pani (ta tylko na fajeczkę) skończyła palić i sobie poszła. Ja też
postanowiłam iść, bo miałam w planach drobne zakupy w pobliskim sklepie, a
potem synek ucina sobie drzemkę a ja robię obiad. Wstałam ze 3 minuty
wcześniej, żeby babcia widziała przez okno, że jej wnuczka zostaje bez
opieki. Wyszła. Ja lekko wkurzona poszłam z synkiem do sklepu.
Wkurzaja mnie takie sytuacje:
- nie znam ani tej dziewczynki, ani jej mamy ani babci jednak one bez wahania
powierzają dziecko przypadkowo spotkanej osobie czyli mnie (nie są to moi
sąsiedzi)
- tak organizuje sobie czas, żeby wyjść z synkiem na 2 godzinki do
piaskownicy, do parku, mieć czas na ugotowanie obiadu itd. i żeby czas w
piakownicy zarezerwowany był tylko dla synka
- nie lubię zajmować się cudzymi dziećmi, które mnie w dodatku irytują sowim
zachowaniem (oczywiście nie mam tu na myśli dziecka jakiejś bliższej
koleżanki lub kogoś z rodziny)
- w pobliżu jest rzeka, niedaleko ruchliwa ulica i wiadomo, że będę pilnować
swojego dziecka i to zanim pójdę a nie za "cudzym"
- mam wielki brzuch (7 m-c) i ciężko mi już angazować się w zabawę jak kiedyś
a ta dziewczynka np. na podwieszanym drewnianym moscie jak wszedł mój synek
zaczynała skakać a on biedny nie wiedział co ma robić no i oczywiście nie
było nikogo z jej opiekunów kto mógłby jej zwrócić uwagę
Kurcze - dla mnie jest to po prostu niewyobrażalne! Jak wychodzę ze swoim
dzieckiem to go pilnuję. Kiedy trzeba zwracam mu uwagę, kiedy trzeba pomagam.
Jestem w pobliżu. Za nic na świecie nie zostawiłabym go samego z nieznajomą
osobą. W takich sytuacjach mam ochotę powiedzieć "że ja mam czas dla sowjego
dziecka i nie będę pilnować jej wnuczki więc albo niech sama się nią zajmie
albo niech weźmie ją ze sobą do domu i jak skończy obiad to wyjdzie z nią na
dwór". Ale oczywiście nie mówię, bo zaraz baba by gadała na około i kolejne
spotkanie z nią w tej piaskownicy byłoby w niemiłej atmosferze, bo oczywiście
to ja byłabym ta nieuprzejma. Ale kurcze nie bedę pilnować nieznajomych
dzieci bo nie mam na to ochoty i już !
Mam nadzieję, że jak zjemy obiad i pójdziemy na spacer to nie będę miała
przyjemności jej spotkać.