mat.teacher
29.05.06, 20:00
Dzisiaj padłam. Uczę w liceum i mam takiego jednego ucznia który chyba nie
przejdzie do następnej klasy- nie tylko u mnie ale u kilku innych nauczycieli
też. I ten chłopak ma ojca który dzisiaj przyszedł się "wstawić" za synem.
Ojciec wjechał do sali z bukietem róż chyba z 50 tych róż było, z bombonierą
jak telewizor plazmowy i do mnie się przystawia, PODRYWA, wdzięki roztacza.
Brzuch jak piłka plażowa, tłuste włosy, wymięty jakiś ale normalnie pewny
siebie jak cholera. Jak nie bardzo podziałało na mnie to jego "podrywanie" to
zaczął z "innej Mańki". Bo jego synuś to w firmie pomaga (mają hurtownię
jakichś chemikaliów), towar po nocach rozładowuje i nie ma czasu się do
lekcji przygotować, to może "Pani szanowna profesor" korepetycji udzieli po
100zł za godzinę, tak ze dwie godziny codziennie i synkowi wszystko dokładnie
wytłumaczy.
Wywaliłam gada oczywiście za drzwi, ale pani od chemii się ZGODZIŁA. Reszta -
nie wiem.
Czy Ci ludzie za grosz wstydu nie mają? I nauczyciele i rodzice.
Jak "podryw" i prezenty nie zadziałają to przekupstwo jawne proponują? I się
na to godzą?
Co byście zrobiły w takiej sytuacji? Powiedzieć w dyrekcji? Mścić się na
synu? To jest po prostu taki zamknięty w sobie chłopiec, blady jak anemik,
taki jakiś nieporadny i zaduszony przez ojca... Zawsze boję się że mi
zemdleje ze strachu na zajęciach. Ale naprawdę NIC nie umie i NIC się nie
uczy...