Dodaj do ulubionych

Relacje z Matką - długie

29.06.06, 11:04
Mam 30 lat i jestem mamą 3-letniego chłopca. Pracuję i synek w ciągu dnia
przebywa z moją Mamą. Praktycznie, pozostaje pod jej opieką od godz. 10 do
18.30. Moja Mama sama podjęła się opieki nad wnukiem i ja wróciłam do pracy
po 5,5 m-ca od urodzenia synka. Dodam jeszcze, że jestem jedynaczką, tak więc
uwaga moich Rodziców jest w pełni skupiona na mojej osobie. Tata mój ze
względów finansowych pracuje od kilku lat za granicą i do domu przyjeżdża raz
na 4-6 tygodni. Oprócz mojego synka, Mama zajmuje się także mocno
zniedołężniałą 95-letnią babcią.
Od jakiegoś czasu zupełnie nie mogę porozumieć się ze swoją Mamą. Jestem jej
bardzo wdzięczna za opiekę nad synkiem, co na każdym kroku podkreślam,
niemniej jednak z jej strony słyszę tylko i wyłącznie słowa krytyki. Mojego
męża po prostu nie trawi, nie słyszałam jeszcze nigdy dobrego słowa na jego
temat. Ja jestem okropną córką, źle mnie wychowała, nic mnie nie obchodzi.
Pracuję intensywnie, ciągle odczuwam niedosyt, że zbyt mało czasu poświęcam
rodzinie i w ciągu weekendu staram się nagrodzić ten czas synkowi. Wg mojej
Mamy wszystko robię źle, nawet zupa, którą ugotuję dla dziecka jest niedobra
i "on woli zupki Babci". Nigdy jeszcze nie usłyszałam od niej dobrego słowa,
tylko i wyłącznie krytykuje mnie i moje małżeństwo (12 lat razem,w tym 6 po
ślubie). Dla mojej Mamy idealną rzeczą byłoby gdybym zostawiła męża (który
jest leniem i nierobem) i przeprowadziła się do niej. Mój mąż jest dobrym
człowiekiem, sądzę, że inny zięć już dawno powiedziałby mojej Mamie kilka
przykrych słów, ale też zna jej charakter. Niekiedy jadąc po pracy po syna,
słucham na temat meża, swoich teściów - finał jest taki, że często i gęsto
swoje nerwy po takiej rozmowie wyładowuję na mężu. Doszło do tego, że
wszelkie przykre uwagi na swój temat przemilczam, aby nie prowokować dłuższej
wymiany zdań. Zaczęłam unikać rozmowy z Mamą na wszelkie tematy, gdyż to
powiem i tak zostanie przekręcone wedle uznania mojej Mamy. Nie wiem, jak
sobie radzić w tej sytuacji, gdyż kocham swoją Mamę bardzo, jestem jej
jedynym dzieckiem i chciałabym mieć w niej oparcie i przyjaciółkę. Dodam
jeszcze, że mój ojciec jest "pod pantoflem" i przez 32 lata małżeństwa nigdy
się Mamie nie sprzeciwił. Czasami mam wrażenie, że moja Mama chciałaby
kierować także moim życiem i nie przyjmuje do wiadomości faktu, że mam już 30
lat. Wiem, że to co piszę brzmi chaotycznie, ale trudno jest w kilku słowach
przedstawić całą historię. Doradźcie drogie Mamy, jak kontynuować te relacje?
Obserwuj wątek
    • g0sik Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 11:12
      A może mama jest po prostu zmęczona? Opiekuje się 3 letnim dzieckiem przez
      prawie dziewięć godzin dziennie plus 95 letnią zniedołężniałą babcią....Może
      najwyższy czas pomyśleć o odciążeniu mamy?
    • izabela_741 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 11:26
      Mysle, ze Twoja mama jest przeciazona tymi opiekami.
      To nie jest zarzut w stosunku do siebie - sama w pewnym momencie baaardzo
      potrzebowalam pomocy rodzicow (przeprowadzki) i wtedy dziecko bylo pod ich
      opieka.
      Taki stan powinien jednak byc przejsciowy a nie trwac jak piszesz prawie 3
      lata!
      Szukaj wiec opiekunki lub zapisz dziecko do przedszkola - lub jedno i drugie. Z
      rodzicami bedziesz spotykala sie na obiadku niedzielnym a gotowanie - bedziesz
      mogla zrzucic na innych wink))
    • kubonka Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 11:26
      Na pewno jest zmęczona. Dlatego też, gdy tylko mąż jest wcześniej z pracy,
      zabiera Małego. Ale to też nie jest dobrze, bo Mama woli sama zająć się
      dzieckiem, niż dać go nieodpowiedzialnemu ojcu. Chciałam małego oddać do
      przedszkola - "niech jeszcze rok zostanie, odchowałam Ci go, a teraz ty mi go
      chcesz zabrać i będziesz przywozić jak będzie chory". I niestety taka zapewne
      byłaby prawda. W weekendy chcę, żeby Mama odpoczęła, więc nie narzucam się
      odwiedzinami z małym, wręcz przeciwnie, zapraszam do mnie, ale zawsze odmawia,
      bo jak twierdzi to nie jest mój dom i ona przyjeżdżać nie będzie (mamy
      samodzielne mieszkanie, które jest własnością teściów).
      • angiea Re: Relacje z Matką - długie 08.07.06, 14:44
        Wiele rodzin sie przez toksyczne tesciowe i mamusie rozpadlo. U mnie tez
        klotnie z mezem byly o to jak tylko zamieszkalismy razem, bo wiedzielismy, ze
        moga byc ciezcy moi rodzice i zawsze uwazamy na nich, co by nam na glowe nie
        wchodzili. Jakos nie wchodza, ale byly proby, ktore zawsze trzeba ucinac.
        Teraz to ja dzwonie, jak chce, zeby mi w czyms pomogli. Oni nie przychodza bez
        uprzedzenia. Zawsze sie umawiamy i widujemy 1 na 3 miesiace, bo tak chcemy. To
        my decydujemy kiedy i gdzie i w czym moga pomoc. Oni sie nie maja prawa w nic
        wtracac, bo my mamy wlasna rodzine. Niestety, ja juz czescia ich rodziny nie
        jestem. Jestem czescia wlasnej rodziny. Takie zycie i koniec.
        Zycze Ci, by przez mamusie Ci sie rodzina nie rozpadla, bo maz tez moze sie
        wku...i wyjechac jak maz Twojej matki, ktory mozliwe, ze mial jej po prostu
        dosc i lepiej mu pewnie zagranica. A ona musi sie na kims wyrzywac i wybrala
        Twoja rodzine. Zdarzaja sie tez akcje, ze babcia walczy przed soba o opieke nad
        wnuczkiem, bo rodzice sa nieodpowiedzialni i nie maja czasu a babcia sie
        starosci samotnej boi i zwykle z dziadkiem razem do sadu ida. Trzeba uwazac i
        nie zawzsze babcia jest najlepsza opiekunka dla dziecka. Moze super sie
        opiekuje Twoim, ale jego rodzicow traktuje chamsko a wrecz terroryzuje. Dziwie
        sie, ze sie zgodzilas by sie nim opiekowala. Na chore dziecko otrzymasz
        zwolnienie z pracy, wiec to podrzucenie babci a nie przedszkolu to moim
        zdaniem, pojscie na latwizne kosztem zdrowia rodziny.
    • lena99 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 11:36
      hej,
      no coż, niewiele mogę Ci pomóc, ale pocieszę Cie, że nie jesteś sama. Mam
      podobne relacje z moją mamą - też ciągła krytyka, też zupka babci jest lepsza
      od mojej, włąściwie nt. dziecka moja mama wie wszystko lepiej smile))
      Ja się w pewnym sensie z tym pogodziłam, przyjęłam, ze ten typ tak ma, że nie
      krytykuje złośliwie tylko dlatego, że jej się wydaje, że wie najlepiej. I
      właściwie jednym uchem wpuszczam to co mówi a drugim wypuszczam. Inaczej dawno
      bym osiwiała.

      Poza tym, może rzeczywiście jest zmęczona opieką nad dzieckiem. Pomyśl o
      przedszkolu, na początek chociaż na kilka godzin. Może mniej obowiązków wpłynie
      korzystnie na jej samopoczucie? i tym samym zmniejszy się ilość krytyki?

      Pozdrawiam
    • ewa2233 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 11:38
      Przede wszystkim poszukałabym niani, by się uniezależnić. Nie przedszkole - by
      babci nie podrzucać dziecka w razie choroby.
      Nie sądzę, by Wasze relacje się polepszyły od schodzenia z drogi.
      Nie warto poświęcać małżeństwa i własnego zdrowia, by mama była zadowolona, bo
      przyznasz jej rację dla świętego spokoju, albo przemilczysz coś, co Ci się nie
      podoba. Weź także pod uwagę, że babcia ma duży wpływ na dziecko. Jak sobie
      dajesz radę ze świadomością, że opiekuje się nim osoba, która Cię tak bardzo
      drażni?
      -------------------------------------------------
      • kubonka Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 11:47
        Jeśli chodzi o opiekę nad małym - mam do swojej Mamy pełne zaufanie. Bardzo go
        kocha i często mu to okazuje (co jest dla mnie szokiem, bo ja nie pamiętam z
        lat dzieciństwa, abym kiedykolwiek została przez Mamę pocałowana, albo
        siedziała u niej na kolanach - takie chwilę kojarzą mi się tylko z Tatą).
        Opiekunka jest rozwiązaniem i już o tym myślałam, ale jest to jednoznaczne z
        tym, że moja Mama przestanie się do mnie odzywać. Myślę teraz o drugim dziecku
        i śmieszne jest to, że nawet boję się Mamie o swoich planach powiedzieć, bo z
        góry wiem, jak zareaguje. Moja koleżanka z pracy (która zna moje mniejsze i
        większ historie z Mamą) powiedziała, żebym absolutnie jej o swoich planach
        ciążowych nie mówiła tylko po prostu robiła co uważam za stosowne.
        • ewa2233 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 12:08
          Pomysł z nianią jest PRZEDE WSZYSTKIM na potrzeby uwolnienia się od matki!
          Ale chyba sama jeszcze nie jesteś pewna czy się chcesz od niej "uwolnić", skoro
          masz wątpliwości. A skoro tak, dałabym JEDNĄ szansę na poprawę stosunków z
          mamą. Pogadałabym z nią w taki +- sposób (nie dając sobie przerywać. "Pozwól,
          że skończę" trzeba mieć "przećwiczone" smile

          "Bardzo mnie denerwuje, gdy krytykujesz mnie i mojego męża. Przemyślałam tą
          sprawę i doszłam do wniosku, że mimo iż jesteś świetną babcią i wspaniale się
          dzieckiem opiekujesz - jednak nasze codzienne spotkania i Twoja krytyka
          wyprowadzają mnie z równowagi. Do tego stopnia, że myślałam o opiekunce dla
          synka. Nie wiem co zrobić, bo z jedenej strony bardzo mi na kontaktach z Tobą
          zależy, lecz z drugiej - nie wytrzymuję tej presji. Sądzisz, że mogłabyś się
          powstrzymać od swoich uwag na mój i M. temat, by ocieplić nasze stosunki?

          -------------------------

          W ogóle nie widzę powodu wtajemniczania mamy w Wasze plany "dzidziusiowe".
          To wyłącznie małżeńska sprawa. Zdanie mamy może się liczyć wyłącznie wtedy, gdy
          utrzymuje swoje dorosłe dzieci i ich dzieci.
          ---------------------------------------------------
          çççççççççççççççççççççĂççĂç
          Życie jest mdłe i znikome,życie się całkiem nie liczy
          bez jakiejś wielkiej niewiadomej,bez tajemnicy.
          • e_r_i_n Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 17:21
            ewa2233 napisała:

            > Zdanie mamy może się liczyć wyłącznie wtedy, gdy utrzymuje swoje dorosłe
            > dzieci i ich dzieci.

            Albo gdy sie bedzie chcialo jej pomocy przy kolejnym...
            • zuzanna56 Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 17:41
              No tak, gdy matka utrzymuje dorosłe dzieci albo opiekuje się wnukiem 10 godzin
              dziennie to zwykle czuje że w związku z tym może się wtrącać. Również wtedy gdy
              dała dzieciom dom albo mieszkanie albo mieszkają razem.

              Jest jedno proste rozwiązanie. W dorosłym wieku należy zachowywać się jak osoba
              dorosła tzn. zarabiać na swoje potrzeby.

              Ale tak z drugiej strony czy można trochę pomagać dorosłym dzieciom i nie
              wtrącać się do ich życia? Czy są takie matki i teściowe?

              • e_r_i_n Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 17:46
                zuzanna56 napisała:

                > Ale tak z drugiej strony czy można trochę pomagać dorosłym dzieciom i nie
                > wtrącać się do ich życia? Czy są takie matki i teściowe?

                Są. Moi rodzice pomagaja nam - finansowo na szczescie nie musza, ale w opiece
                nad dzieckiem. Dzisiaj na przykład wywozimy synka do nich na cały miesiąc - z
                ich propozycji. I nie maja zapedow do wtracania sie - ale radza, jesli ich o to
                prosimy.
                • zuzanna56 Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 17:55
                  O rany! Moi nie chcieli zostac z moimi dość dużymi dziećmi na 4 dni w sierpniu.
                  A dzieci mam naprawdę spokojne. Ostatecznie zostanie z nimi teściowa która
                  mieszka blisko ale raczej rzadko jest z nimi (może 3-4 godziny raz na pół roku).

                  Ale nie mogę narzekać na moich rodziców. Finansowo nam nigdy nie pomogli ale
                  kiedyś opiekowali się dzieckiem kilkanaście godzin w tygodniu a ostatnio
                  odbierali dzieci ze szkoły i przedszkola 3 razy w tygodniu i czekali 2-3
                  godziny aż wrócę z pracy. I muszę przyznać że nie wtrącają się.
              • lena99 Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 18:12
                zuzanna56 napisała:

                > No tak, gdy matka utrzymuje dorosłe dzieci albo opiekuje się wnukiem 10
                godzin
                > dziennie to zwykle czuje że w związku z tym może się wtrącać. Również wtedy
                gdy
                >
                > dała dzieciom dom albo mieszkanie albo mieszkają razem.
                >
                > Jest jedno proste rozwiązanie. W dorosłym wieku należy zachowywać się jak
                osoba
                >
                > dorosła tzn. zarabiać na swoje potrzeby.


                Gdyby to było takie proste....
                Ja nie jestem na utrzymaniu rodziców, nie pomagają nam finansowo, nie zajmują
                sie dziećmi, nie mieszkamy razem, nie kupili mi mieszkania ani domu, a i tak to
                nie przeszkadza mojej mamie wtrącać się niemal we wszystko (łącznie z tym, ile
                mamy dzieci i dlaczego akurat tyle). To taki typ - lubi rządzić.
                • zuzanna56 Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 18:17
                  Lena, w takim razie współczuję. Doceniam też moją teściową, która nam co prawda
                  w żaden sposób nie pomogła ale trochę próbowała się wtrącać. Po moim uprzejmym
                  stwierdzeniu że mam inne zdanie na ten temat potrafiła juz więcej nie ingerowac
                  w nasze sprawy.
        • lena99 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 13:01
          Twoja mama i moja to chyba jakieś klony big_grinDDD

          No cóż, powiem Ci, że ja tez się bałam powiedzieć mojej mamie o drugim dziecku.
          Wiem, że to śmiesznie brzmi, ale tak było. No i nie rozczarowałam się reakcją
          mamy - obraziła się(!). Teraz się z tego śmieję, ale jednocześnie jest mi
          przykro. Chiałabym móc się jej poradzić w różnych sprawach (tym bardziej, że
          planuję jeszcze jedno dzieckosmile), ale to niemożliwe.

          Wiesz, może powinnaś sie zastanowić, co jest dla Ciebie ważniejsze. Czy
          realizacja własnych planów życiowych czy "uszczęśliwianie" mamy. Jesli to
          pierwsze, to po prostu rób to co Ty uważasz za słuszne, nawet jeśli
          konsekwencją będzie niezadowolenie mamy.


          PS. A dlaczego boisz się jej o tym powiedzieć?
          • kubonka Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 18:45
            Boję się, bo wiem, jaka będzie reakcja. Już jej kiedyś o tym wspominałam, to
            wyraźnie mi powiedziała, że jest przeciwna, bo wówczas jej wnuczek będzie miał
            mniej (w sensie, że drugie dziecko tez będzie miało swoje potrzeby, przez co
            nie będziemy mogli spełniać zachcianek synka). A poza tym, nie dam sobie rady,
            bo przecież będę musiała wrócić do pracy, a ona na pewno nie zajmie się drugim
            dzieckiem (czego nawet bym nie oczekiwała). Po prostu byłaby obraza, że
            zrobiłam coś wbrew jej woli.
            • zuzanna56 Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 18:51
              kubonka napisała:

              > Boję się, bo wiem, jaka będzie reakcja. Już jej kiedyś o tym wspominałam, to
              > wyraźnie mi powiedziała, że jest przeciwna, bo wówczas jej wnuczek będzie
              miał
              > mniej (w sensie, że drugie dziecko tez będzie miało swoje potrzeby, przez co
              > nie będziemy mogli spełniać zachcianek synka). A poza tym, nie dam sobie
              rady,
              > bo przecież będę musiała wrócić do pracy, a ona na pewno nie zajmie się
              drugim
              > dzieckiem (czego nawet bym nie oczekiwała). Po prostu byłaby obraza, że
              > zrobiłam coś wbrew jej woli.


              Co to znaczy obraża się.
              Widać nie pogodziła się z faktem że jej córka może mieć własne zdanie.

              Ktos tu musi być dorosły w tej rodzinie.
        • angiea Re: Relacje z Matką - długie 08.07.06, 14:08
          Ale jak te relacje Cie tak mecza i cala Twoja rodzine to dotyka, to ja na Twoim
          miejscu jednak bylabym za opiekunka czy zlobkiem/przedszkolem. Jak tak na
          Ciebie mowi i w sumie to Cie obraza caly czas, to co, jesli podobne rzeczy o
          Tobie moi dziecku? Mozliwe, ze nie, ale tak moze byc. Wiem, ze wychowanie
          dziecka do 3 r.z. najbardziej wplywa na jego pozniejszy rozwoj.
          Ja swojego dziecka nie oddam na wychowanie zadnej babci, bo moim i mojego meza
          zdaniem, nie nadaja sie do tego. Jedna jest chora, wiec nie moze a druga
          opiekuje sie dzieckiem mojej siostry, ale nam sie to nie podoba i nie chcemy,
          zeby naszego synka tez tak traktowala. Najlepiej jakos 'lagodnie' skoncz te
          opieke pod pretekstem wyslania dziecka do przedszkola, bo ma 3 lata wiec pewnie
          juz czas.
    • lolinka2 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 11:48
      czy twój mąż pracuje zawodowo??
      Jeśli tak, to uciekaj od toksyny w osobie mamy.
      Jeśli nie, to dlaczego nie on zajmuje się progeniturą?? W tym przypadku, obawiam
      się, że racja leży po stronie mamy...
    • iwles Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 11:51
      Najbardziej w tym wszystkim zabolał mnie tekst: odchowałam ci dziecko, a teraz
      chcesz mi je zabrać ?


      Myślę, że Twoja mama przyzwyczaiła się do myśli, że to zawsze ona ma rację,
      przez ponad 30 lat nikt nigdy się nie odezwał, więc ma prawo sądzić, że się
      zgadzacie.

      Może nadszedł właściwy czas, aby jednak udowodnić mamie, że nie jesteś już
      małym dzieckiem ?
      • kubonka Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 12:00
        Iwles - też tak myślę. Tyle tylko, że boję się nie chcę poniekąd "stracić"
        matki. Jakakolwiek próba konstruktywnej rozmowy z Mamą nie przynosi efektu. Ona
        po prostu wie swoje. Niekiedy usłyszę od niej na prawdę przykre słowa, ale w
        duchu "to jest moja Matka" dzwonię, pytam i rozmawiam jak gdyby nic się nie
        stało. Odkąd pamiętam to nawet kłótnie pomiędzy rodzicami wyglądały w ten sam
        sposób - ciche dni, mama obrażona na cały świat i finalnie przeprosiny ze
        strony ojca (choć nie był winny).
        • nisar Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 12:06
          Będę brutalna - odnoszę wrażenie, że relacja Twoja mama - Twoje dziecko nie
          jest relacją babcia-wnuk, a bardziej mama-syn.
          Co znaczy "chcesz mi go zabrać"? Nie rozumiem. Dziecko jest Twoje i Ty
          decydujesz, co dla niego dobre. Ty i Twój mąż. Nawet najlepsza babcia nie może
          podejmować kluczowych decyzji co do wnuka.
          Zastanawia mnie to co napisałaś o swoim dzieciństwie, odnoszę wrażenie, że
          Twoja mama pokpiła sprawę jako matka i próbuje to sobie powetować jako babcia.
          Sorry, ale zwiałabym z tego interesu kurcgalopkiem.
          Sama piszesz, że mama potrafi cię tak nabuzować, że warczysz na męża. No to
          zdecyduj, który związek w razie czego jesteś skłonna poświęcić - z mężem czy z
          mamą.
          Jak na 30-latkę to sporo Twoja mama ma do powiedzenia w Twoim życiu. Sorry.
          • kubonka Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 12:16
            Nie chcę poświęcać żadnego ze związków, bo oba są dla mnie bardzo ważne. Zawsze
            jednak kłócąc się z Mamą, miałam potem poczucie winy, że może faktycznie jestem
            okropną córką. Czytając jednak Wasze wypowiedzi, dochodzę do wniosku, że nie do
            końca nie mam racji. A tak na marginesie: dzwoniłam do Mamy jakiś czas temu,
            aby zapytać, co porabiają (w sensie Mama i mój synek) i w odpowiedzi
            usłyszałam, że co mnie to interesuje, przecież dużo bardziej obchodzi mnie
            rodzina teściów. Jest to oczywista nieprawda, bo z teściów swoich nie
            uwielbiam, po prostu staram się mieć poprawne relacje.
            • ewa2233 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 12:21
              No, wybacz, po takim tekście nie byłąbym pewna, jak Twoja matka przedstawia Cię
              w rozmowach z synkem. Widać, że do tego wszystkiego jest zazdrosna o wszelkie
              poprawne kontakty, które z komkolwiek utrzymujesz.

              Nie wiem, ja bym widziała tylko dwa wyjścia: albo konkretna rozmowa (nie przez
              telefon) - jak napisałam wyżej, a jeśli to nie pomoże to rozwód z matką, zanim
              doprowadzi do większej Twojej nerwicy.
              ------------------------------------------------------
              çççççççççççççççççççççĂççĂç
              Życie jest mdłe i znikome,życie się całkiem nie liczy
              bez jakiejś wielkiej niewiadomej,bez tajemnicy.
            • anet81 Re: Relacje z Matką - długie 01.07.06, 12:56
              Jak by mi tak moja mama powiedziała, to wnuczka by długo nie widziała, jak nie
              wcale!
              Dlaczego tolerujesz takie teksty?
              Nie jesteś już małą dziewczynką! nie musisz znosić pyskówek mamy.
              Nie wiem doprawdy co to za miłość... Twoja mama Cię wciąż obraża, a Ty to
              znosisz z uśmiechem na ustach i jeszcze nadstawiasz drugi policzek.
              Kobieto! Wstrząśnij nią jakoś. Pokaż jej, że relacje, które próbuje stwarzać ze
              swoim wnukiem i z Tobą są chore.
              Nie bój się zatrudnić opiekunki. Na pierwszy rzut oka wydaje się to drogą
              sprawą. Ale podlicz sobie ile wydajecie na paliwo do Twojej mamy itp. Dodaj do
              tego cenę Twojego spokoju.
              Nie daj sobą pomiatać, bo niedługo Twój syn urośnie i nauczony przez babcię też
              nie będzie Cię szanował.
              A babcia się z tym szybko pogodzi, choć moze teraz wydaje Ci się to
              nieprawdopodobne. Pozłości się, pozłości i jej przejdzie.
              A wasze relacje na dłuższą mete tylko na tym zyskają.
              Powodzenia
              Anet


    • maminka75 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 12:21
      Bardzo Ci współczuję, bo z Twojego listu wynika, że darzysz mamę szacunkiem i
      miłością. Ona pewnie też Cię kocha tylko z okazywaniem uczuć jej nie wychodzi.
      a to ostatnie dla nas -nowoczesnych i uświadommionych córek jest bolesne. Mam
      podobną sytuację choć nie aż tak wyraźnie negatywną.
      Moja rada - za innymi forumowiczkami powtórzę: niania lub przedszkole na kilka
      godzin dziennie (jeśli Was stać). Poza tym powinnaś od czasu do czasu
      powiedzieć mamie szczerze, że jest ci przykro (mówienie o swoich emocjach a nie
      racjach lepiej przemówi jej do serca), kiedy słyszysz jak ona krytykuje ciebie
      i męża. powiedz, że starasz się np. ugotować dobrą zupę ale jej smak nie jest
      az tak istotny aby go wypominac, bo coż jest ważnego w życiu... zupa?
      Martwi mnie stosunek twojej mamy do zięcia. nie powinno tak być. Ona w ten
      sposób podważa twoje wybory życiowe, zwłaszcza jeśli jesteście dobrym
      małżeństwem. Spróbuj mame wziąć na szczerą rozmowę (najlepiej nie w domu a na
      neutralny grunt-miła kawiarnia lub park) i powiedz jej (nie pytaj lecz
      oznajmij) jak dobrze wam ze soba. Podaj konkretne przykłady, kiedy mąż zachował
      się wobec ciebie i dziecka bardzo dobrze/miło/z wyczuciem itp. Powiedz też jak
      to twój mąż wyraża szacunek dla niej.
      Twoja mama ma "pod pantoflem" nie tylko swojego męża ale i ciebie i twoja
      rodzinę. Ona tak mysli i to daje jej wydumane prawo do krytyki i wtracania się,
      które zaczyna w koncu niszczyć. Powiedz mamie, że chetnie posłuchasz krytyki
      ale konstruktywnej. Jeśli to są uwagi, z których można cos poprawić a nie
      zniszczyć - jak ona sugeruje aby sie rozwieść.
    • ewa2233 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 12:24
      >>Opiekunka jest rozwiązaniem i już o tym myślałam, ale jest to jednoznaczne z
      tym, że moja Mama przestanie się do mnie odzywać.>>

      To się nazywa szantaż.
      Czyli bojąc się żyć według swojego pomysłu - dajesz sobą manipulować.
      ------------------------------------------------------
      çççççççççççççççççççççĂççĂç
      Życie jest mdłe i znikome,życie się całkiem nie liczy
      bez jakiejś wielkiej niewiadomej,bez tajemnicy.
      • kubonka Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 12:32
        Dzięki dziewczyny. Wasze słowa, jeszcze bardziej umacniają mnie w przekonaniu,
        że powinnam w końcu tupnąć nogą. Porozmawiam z Mamą, tak jak radzicie - jednego
        tylko się boję, że zaraz się popłaczę (bo niestety, troszkę płaczek jestem w
        stresowych sytuacjach). A Mama, gdy widzi, że płaczę, to od razu wie, że ma
        nade mną przewagę.
        • ewa2233 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 12:37
          smileJa też płaczę gdy mnie emocje dopadająsmile
          Wtedy mówię: chwileczkę. Muszę ochłonąć i MUSZĘ ta rozmowę TERAZ dokończyć.
          To pomaga, a nie daje drugiej stronie przewagi.
          -------------------------------------------------------
          çççççççççççççççççççççĂççĂç
          Życie jest mdłe i znikome,życie się całkiem nie liczy
          bez jakiejś wielkiej niewiadomej,bez tajemnicy.
          • ewa2233 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 12:44
            No i nie idź rozmawiać na pozycji cierpiętnicy błagającej o litość.
            Idź jako dorosła kobieta i też matka.
            Ustal ze sobą ile jesteś w stanie "odpuścić". Negocjuj, nie daj się "zbyć".
            Nie daj sobą manipulować, ani się zastraszać. Jakby co mów: to nie fair. Nie
            szantażuj mnie, tylko rozmawiaj ze mną jak z DOROSŁĄ OSOBĄ. Nie rozmawiam z
            Tobą by się kłócić. Chcę ocieplić nasze relacje.
            Miej w zanadrzu teksty typu: jeśli jestem miła dla swoich teściów, nie jest to
            KOSZTEM tego, że Ciebie mniej kocham.
            itp.
            Najważniejsze, by nie mówić: Ty nigdy, Ty zawsze. Nie oceniać, tylko mówić o
            swoich uczuciach.
            Wtrącać: a Ty co o tym sądzisz? Jakie widzisz rozwiązanie?
            I pamiętaj PO CO jest ta rozmowa. Masz z niej wyjść usatysfakcjonowana, z
            otwartą drogą w lepszą przyszłość.
            Na początek upewnij się, że nikt Wam nie będzie Wam przeszkadzał. Zapytaj mamy
            czy ma czas. Spokojne miejsce do rozmowy jest bardzo ważne.
            ---------------------------------------------------
            çççççççççççççççççççççĂççĂç
            Życie jest mdłe i znikome,życie się całkiem nie liczy
            bez jakiejś wielkiej niewiadomej,bez tajemnicy.
        • maminka75 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 12:40
          Ja tez w takich sytacjach ryczę. Ale to nie jest powód do przewagi! Pomyśl tak:
          przemawiają przeze mnie emocje ale lepsze to niż wyrachowane szafowanie
          argumentami. W koncu cała ta sytuacja z mama to sprawa emmocjonalna. Poza tym
          jak kilka razy miałam z różnymi osobami takie ryczące rozmowy to po płaczu
          miałam lepszą argumentację bardziej trzeźwą i osoba widząc, że się "podniosłam"
          nabierała szacunku.
        • atra1 Re: Relacje z Matką - długie 29.06.06, 12:45
          Kubonka nie matrw się że wyjesz w nerwach, ja też tak mam i z każdą awanturą z moją mamą (też mam za sobą trudne zerwanie pępowiny) wychodziłam na idiotkę i histeryczkę.
          Ale w nosie. Czy jej to powiesz spokojnie czy wywrzeszczysz najważniejsza jest Twoja konsekwencja potem - jeżeli się decydujesz na odcięcie się to konsekwentnie, Kontakty z żadnych zrobią się chłodno-poprawne. Z czasem nawet serdeczne, a granice już będą dawno wytyczone. I tak chyba ma być - miłość i szacunek z OBU stron.

          Trzymaj się dzielnie i walcz o swoje decyzje. Pozdrawiam.
        • angiea Re: Relacje z Matką - długie 08.07.06, 15:05
          To jak masz zamiar plakac to sobie daruj, tylko odetnij te 'pepowine' swoja od
          niej, bo caly czas jestescie jak matka i corka! A jak bedziesz miala zalamanie
          nerwowe, to ona moze to wykorzystac i pojdzie do sądu i bedzie walczyla o
          opiekae nad dzieckiem. Moze o to jej chodzi? Bo nie sadze, zeby jej uczucia
          wzgledem Ciebie mozna bylo nazwac miloscia, ale to jakas zawisc i walka o
          autorytet wzgl. dziecka: ONA chce byc jego matka!
    • iwles Kubonko, 29.06.06, 12:57
      Czy kiedykolwiek powiedziałaś mamie, tak otwarcie, że bardzo Cię boli i rani
      jej zachowanie, a przede wszystkim jej słowa?
      Że sprawia Ci ogromną przykrość ?
      Może ona nie zdaje sobie sprawy, że kogoś może zranić?
      • kubonka Iwles 29.06.06, 14:09
        Ona jest tego świadoma. Myślę, że czasami robi to z pełną premedytacją
        i czeka na moją reakcję. Ja zwykle chowam uszy po sobie zbywając to milczeniem
        lub słowami "Nie ma Mama racji" lub też "To przykre, że Mama tak myśli". Co
        dziwne nigdy nie mówię do rodziców per Ty - co jest powszechne i normalne,
        zawsze zwracam się w 3 osobie - z racji na szacunek, ale i tak Mama uważa, że
        jej nie szanuję i nieodpowiednio traktuję.
        • iwles Re: Iwles 29.06.06, 14:19
          Kubonko - musisz zareagowac i cos postanowić już w najbliższym czasie.
          Bo jak tak dalej pójdzie - źle wróżę Waszemu małżeństwu. Bo to mąż może nie
          wytrzymać....
          Bo on ożenił się z Tobą, dojrzałą, wspaniała kobietą, matką jego dzieci, a nie
          z córeczką swojej mamusi. Dla niego może być ciężkie do zaakceptowania, że
          najbardziej w waszym wspólnym życiu dla ciebie liczy sie to, co myśli mama. Że
          tylko jej nie chcesz urazić, kosztem męża. A co z Wami ?
    • beatakat Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 15:00
      Przeważnie nie piszę na forum, ale w tym wypadku muszę. Opisana sytuacja jest
      bardzo podobna do mojej. Mój synek ma roczek, też pracuję od pół roku, mam 30
      lat. Mama opiekuje się synkiem, robi to bardzo dobrze, jestem jej za to
      wdzięczna ale... nie lubi mojego męża i za każdym razem wytyka mi jego
      zachowanie, postępki, wszystko co złe to ON. Też mam wrażenie że najlepiej by
      było gdybym się z nim rozstała. A to naprawdę w porządku facet. Też ona
      najlepiej opiekuje sie dzieckiem, choć nie krytykuje mnie wprost. Są to
      delikatne aluzje, stara się być taktowna. Nie mogę z mamą szczerze porozmaiwać
      jeśli są jakieś kłopoty, szczególnie z mężem, bo tylko "ukręcę" na siebie bicz.
      Każde słowo na temat meża obraca się przeciwko mnie. Też staram sie nie
      poruszać wielu tematów, zeby nie słuchać potem tych "dobrych rad". Mogłabym
      jeszcze dużo pisać ale nie będę. Mimo wszystko czuję się źle pisząc złe słowa
      o mamie... Aha, tata też jest pod jej pantoflem. No i też nie chce mi dać żyć
      po swojemu, cały czas sugeruje co powinnam posprzątać, co i jak zrobic. Moja
      mama jest nieomylna i perfekcyjna i chce żebym ja też taka była...
      Sama nie wiem jak rozmaiwać żeby było dobrze. Łatwo moją mamę urazić. na razie
      wolę przemilczać, szczególenie uwag na temat męża. Nic nie podpowiedziałam ale
      moze Ty poczujesz się lepiej smile
    • igielka6 Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 15:45
      Przyznam, że nawet nie doczytałam do końca, bo już po pierwszych kilku zdaniach
      odniosłam wrażenie, jakbyś pisała o mojej mamie. Ja nie jestem jedynaczką i co
      dziwne zachowanie mojej mamy w stosunku do mojej siostry jest zupełnie inne.
      Ona to niemalże 8 cud świata, a ja najgorsze byleco. I nie jest to tylko moje
      wrażenie. Obce osoby zwróciły mi kilkakrotnie na to uwagę. Jestem beznadziejna
      we wszystkim co robię, mąż też do kitu, wszystko, co dotknę, to spiep... A
      gdyby spojrzeć z dystansu i obiektywnie porównać "siągnięcia życiowe" moje i
      siostry, wypadła blado, delikatnie rzecz ujmójąć, mimo, że jest starsa. Nie ma
      wykształcenia, doświadczenia zawodowego, CV - mierne i to bardzo. Życie
      osobiste też w rozsypce.
      Jestem w Twoim wieku i dpiero niedawno zdałam sobie sprawę, że sytuacja jest
      chora.Może dlatego, że ja zrezygnowałam z pracy i zostałam w domu z dzieckiem.
      Dzięki temu nigdy nie musiałm liczyć na jej pomoc. Dopiero przy drugiej ciąży.
      I wtedy zaczęły sięschody (pisałam kiedyś na forum). Po urodzeniu drugiego
      dziecka było jeszcze gorzej, nawet wylądowalam u psychiatry, bo myślalam, że
      może mm depresję poporodową. Radził mi matkę odizolować. Powiedział, że w innym
      razie znisczy mnie i szczęście naszej rodziny. Długow zwlekałam z tą secyzją w
      nadzieji, że jakoś się to ułozy. Ale wręcz przeciwnie. Sytuacja sięgnęła
      zenitu. Nieustanna krytyka przy dziecku, babcia wie lepiej i robi lepiej, a
      mama głupia i do niczego. (Podkreślę, że jej pomoc ograniczała sięe do
      wychodzeia ze starzym dzieckiem - 2 lata - na spacer. Nigdy nie zrobiła nic o
      co ją poprosiła, bo zawsze wtedy mówiła, że nie jest moją służącą).
      Ostatecznie podziękowałam za pomoc i porosiłam, żeby nie przychodziła. Ale ona
      na tyle ignorowała i lekceważyła już moje słowa i decyzje, że najzwyczajnien w
      świecie w poniedziałek znowu przyszła. zabrała małego z placu zabaw, gdzie
      byłam z moją dwójeczko i jakby nic poszła z nim na spacer. Jakby mnie tam nie
      było. Dokładniej chciała zabrać, bo ja wkroczyłam do akcji i skończyło
      się "przedstwieniem ". Ale powiem jedno. To była najlepsza decyzja, jaką
      kiedykolwiek podjęłąm, poza wyjściem za mąż za moje męża i urodzeniem
      dzieciaków. Jest mi ciężko, bo maluchy są małe - 23 i 7 msc. Ale jaki spkój?
      Nie wiem, jak jest u Ciebie. Ale wydaje mi się ,że podobnie. Zastanów się, czy
      nie lepiej opiekunkę? O ile oczywiście finanse pozwalają. Pomyśl też o tym, że
      zachowanie Twojej ma wpływ na małego. Pomijam napiętą atmosferę, ale babcia
      mądrzejsza od mamy, to chyba niezdrowy układ. Mama to mama. A babcia to TYLKO
      rodzina. Tylko w sensie takim, że nie pwinna mieć więcej do powiedzenia,
      niżkażda jedna ciotka, kuzynka i koleżanka mamy i taty. Dla mnie przynajmniej
      ma to ogromne znaczenie, żeby dziecko było związane przedewszystkim z rodzicami
      i w nich znajdowało autorytet i oparcie. A babcię też niech kocha i niech ona
      nawet na więcej mu pozwala - bo w końcu takie jej niepisane prawo - ale nie
      codziennie, tylko od czasu do czasu w dwiedzinach.
      Jak na razie postanowiłąm ograniczyć nasze kontatky do spotkań na obiadkach
      niedizelnych i iieninach. O "samodzielnym" pikniku jeszcze nie myślę. Musi
      upłynąć trochę czasu i mama musi zrozumieć, jaka jet jej a jaka moja rola. Z
      resztą na razie śmiertelnie się na mnie obraziła, co psychiatra mi gwarantował.
      Powidział, że w 100% będzie mnie szanażować swoim żalem i krzywdą, której
      rzekomo ja jej zrobiłam.
      Pomyśl, co jest dla Ciebie najbardziej niewygodne w tej sytuacji i działej
      szybko. Mały rośnie, a mamy na pewno nie zmienisz. aka jest moja rada.
      • zuzanna56 Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 16:17
        A mnie się wydaje że jest już za pózno na jakiekolwiek zmiany. Nie wiem jak
        mogłaś pozwolić na to żeby mama krytykowała twojego męża? Czy rzeczywiście jest
        on taki zły?
        Mama za bardzo kieruje twoim życiem i jest przeświadczona że robi dobrze a ty
        ją w tym utwierdzasz.
        Powinnas była zacząć o sobie decydować jakieś 10 lat temu.

        Ale chyba warto spróbować ratować swoje małzeństwo bo mama pewnie nie zrozumie
        że chcesz sama o sobie decydować.
        • kubonka Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 16:48
          Beatakat - bardzo dobrze opisałaś całą sytuację (i ja też po raz pierwszy
          zdecydowałam się napisać na forum - dotychczas tylko czytałam). Faktem jest, że
          zawsze byłam dobrą córką, rzekłabym bezproblemową - wzorowa uczennica, żadnych
          problemów w szkole średniej. Ze względów finansowych poszłam do pracy po
          maturze i już w trybie zaocznym kończyłam studia (aby odciążyć rodziców).
          Ukończenie studiów wyższych było marzeniem moich rodziców w stosunku do mojej
          osoby (piszę o tym, bo choć mała rzecz to jednak gdzieś tkwi i boli nadal) -
          nie było łatwo, dużo pracowałam, zajęcia na uczelni w każdy weekend. Moja mama,
          gdy przyniosłam jej dyplom ukończenia uczelni nie powiedziała nawet słowa. Dla
          niej to chyba było oczywiste, że tak musi być - dla porównania, gdy wróciłam do
          domu po obronie, na stole czekał na mnie kosz kwiatów od teściów!!! Oczywiście,
          nie zrozumcie mnie źle, nie liczyłam na nic więcej poza słowami " cieszę się".
          A wracając do męża - jest wyrozumiały i sam niekiedy mówi, że nie warto, abym
          dyskutowała z Mamą, bo wiadomo, że ma ciężki charakter (swoją drogą dla tych,
          którzy wierzą w horoskopy - moja Mama to skorpion). Mój mąż nigdy nie
          powiedział Mamie ani jednego przykrego słowa - natomiast moja Mama nawet
          spojrzenia, miny męża interpretuje w swój własny sposób. Ja po prostu te uwagi
          przemilczam, bądź też, gdy już nie wytrzymuję, w delikatny sposób staram się
          jej zwrócić uwagę, aby nie dopuścić do sytuacji, że się na mnie obrazi. Mama
          nie trawi męża, ponieważ uważa, że jej jedyne dziecko (czyli ja) nie powinno
          tak dużo pracować, że to mąż powinien zarabiać na rodzinę. Nie oszukujmy się,
          oboje z mężem pracujemy, aby jakoś utrzymać rodzinę, a że ja mam umowę o pracę,
          a on własną działaność, z której nigdy nie wiadomo, ile będzie pieniędzy w
          danym miesiącu - to już inna sprawa. A tak już zupełnie na marginesie - od
          wczoraj rozmawiamy z Mamą tylko na temat dziecka i to zupełnie zdawkowe uwagi
          (te z Was, które czytały cały wątek, pamiętają zapewne, że chodziło o rozmowę
          telefoniczną, w której usłyszałam, że nie obchodzi mnie moja własna rodzina).
          Tak więc, dzisiaj mąż odbiera dziecko od Mamy (choć zawsze robię to ja, bo
          zabieram brudne rzeczy małego do prania i coś czystego na weekend. Zastanawiam
          się tylko, czy zadzwonić w weekend z zapytaniem, co porabia, czy też "tupnąć
          nogą" i się nie odzywać?
          • zuzanna56 Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 17:00
            Mój mąż nie zarabia mało - ma dość wysokie stanowisko.
            A ja i tak dużo pracuję i nie robię tego bo lubię tak duzo pracować ale żeby
            więcej zarobić. Żyjemy więc w miarę dobrze. Ale mojej mamie do głowy nie
            przyszło żeby krytykować mojego męża że za mało zarabia.
            Uszanuj to że masz naprawdę anielsko cierpilwego i dobrego męża.
          • beatakat Re: Relacje z Matką - długie 30.06.06, 18:47
            Jeszcze bardziej utwierdziłam się że mamy podobne mamy. Szczególnie jeśli
            chodzi o stosunek do męża. Jak spotykają się razem to aż czuć jak atmosfera
            gęstnieje. Mama cały czas go obserwuje, a jak jesteśmy same to zaczyna: musisz
            go sobie wychować, on robi co chce, nie pozmywał, zostawił bałagan, itp...
            kiedyś nie wytrzymałam i krzyknęłam: najwyżej się rozwiodę! I co? mama nic nie
            powiedziała... przemilczała to (milczenie=zgoda).
            Kolejna sprawa - studia. Oj moja siostra do dziś o tym mówi; ja skończyłam bez
            problemu studnia dzienne - rodzice nawet nie dopuszczali myśli, ze może być
            inaczej (tak w ogóle to często oceniają ludzi po wykształceniu), to było
            naturalne. Natomiast siostrze nie udało się skończyć studiów (zrobiła 3 lata
            prawa), potem zaczęła inne, przerwała no i jest to straszna zadra dla rodziców
            (mimo że bez studiów znalazła dobrą pracę, niedawno zmieniła na jeszcze lepszą
            w UM, dobrze zarabia, a firmy dzwonią za nią z propozycjami zatrudnienia).
            Ogólnie mam wymagających rodziców i ciężko jest im dogodzić. Zawsze było tak że
            jak coś szło dobrze, to się o tym nie mówiło (bo to przecież naturalne), a jak
            coś szło źle to dyskusji nie było końca. Nigdy też nie potrafiłam z mamą
            serdecznie i o głupstwach rozmawiać. Natomiast teście - złoci ludzie! Wstyd się
            przyznać ale wole z nimi przebywać niź z własnymi rodzicami! Oni są po prostu
            ciepli , serdeczni, nie krytykują, nie dają "dpbrych rad", szanuja wybory
            swoich dzieci, naprawdę wspaniali ludzie, ponadto kochają mojego Tomusia nad
            życie. Oczywiście moi rodzice też kochają wnuka.
            Faktem jest, ze cały czas w podświadomości wiem że mam liczyć się ze zdaniem
            mamy, konsultować z nią wszystko, radzić się bo wtedy będę postępować słusznie
            i dobrze. Mama ma zawsze rację! - to motto mojego taty.
            Można by tak bez końca pisać...
        • igielka6 ani za wcześnie ani za późno 02.07.06, 21:59
          Najwyższa pora, zeby coś zrobić zanim się zwariuje. Ja nie widziałam się z moją
          cały tydzień. Dziś robia imieniny na nieszczęsnej działce. Pojechaliśmy z mężęm
          i naszmi szkrabami i wiehciem oczywiście.
          Najpierw pretensje, że z życzeniami lepiej późno niż wcale (ale sama mi
          urodzinowych wcale nie złożyła, nie wspominając o prezencie).
          potem oczywiście trawkę mąż musiał skosić, mimo że występował w roli gościa, a
          ja w tym czasie wa;czyłam z naszą dwójką, z czego jedno chciało pać, bo babcia
          nie mogła się zającżdnym. Więc dzień, jak co dzień na spacerek z parką, zeby
          maleńka usnęła. A babcia? Kawkę musiała odpić w towarzystwie pozostałych gości
          (my nie zasłużyliśmy?).
          Potem grilla trzeba było zrobić. I kto? Mój mąż oczywiście. Wiry było w sumie
          ok 15 osób. My oczywiście nie załapaliśmy się, bo jak żarło podano, to była już
          najwyższa pora na karmenie i płódniową drzemkę naszych dzieciaków (a potem już
          nie było co zjeć).
          Ja już zagotowałam, a i mój mąż miał trochę dość i usiadł sobie na leżaku i
          zrobił kawkę. mama tylko poiorunowymi spojrzeniami rzucała, że śmieliśmy
          usiąść, jak nasze szkraby śpią zamiast zając się jej gośćmi.
          Zmienić się osoby tego pokroju nie da. Można tylko sobie oszczędzić do
          niezbędnego minimum przyjemności jej towarzystwa.
    • a.m.a Re: Relacje z Matką - długie 01.07.06, 00:42
      Ciekawi mnie jedno - dlaczego piszesz mama z wielkiej litery? Dlaczego juz maz
      i synek sa z malej? Rozumiem, ze wielkie M przez szacunek dla mamy, tylko
      dlaczego brak tego szacunku przy wyrazach maz i dziecko?
      Wydaje mi sie, ze jestes za bardzo zwiazana ze swoja matka, ze ciagle jestes
      mala coreczka, pomimo zalozenia wlasnej rodziny. Ze nie szanujesz swojej
      rodziny pozwalajac mamie na przykre uwagi dot. twojego meza. Ps. myslisz, ze
      ona powstrzymuje sie przy dziecku? Ciekawe jaki obraz waszej rodziny ma twoj
      wlasny syn - przeciez on b. dlugo przebywa codziennie z babcia.
      Dla mnie to wszystko jest jakies chore. Nie uwazasz, ze mama nie miala prawa
      zbywac cie, kiedy ty telefonujesz i pytasz co porabia twoj syn? Dlaczego jej na
      to pozwalasz? Rzadko kogos wysylam do psychologa, ale tobie by sie chyba
      przydala pomoc z zewnatrz.
      Pozdrawiam
      ama
    • kasik751 Re: Relacje z Matką - długie 01.07.06, 00:42
      Kubonka bardzo Ci wspolczuje, ale przyznam, ze jeszcze smutniej czytac to co
      piszesz widzac, jak - wybacz - niewiele widzisz.
      Twoja mama manipuluje Toba, nie szanuje Ciebie i Twoich zyciowych wyborow,
      psychicznie uzaleznia Cie od siebie i po prostu niszczy Ciebie i Twoja rodzine.
      To nie jest normalne, ze dorosla corka boi sie powiedziec matce, zeby przestala
      ponizac jej meza, a tym samym ja sama, bo matka sie obrazi.
      Kochajaca matka nie poniza i sie nie obraza.
      Ja nie wierze, ze opiekuje sie Waszym dzieckiem z wielkiej milosci do wnuka.
      Robi to po to, by zyskac nad Toba maksymalna kontrole i tkwic solidnie w Twoim
      zyciu. Nie wierze, ze jest dobra babcia, bo kocha, lecz po to, zeby byc lepsza
      babcia niz Ty matka. Ewidentnie z Toba rywalizuje o lepsza pozycje osoby
      sprawujacej glowna opieke nad Twoim przeciez dzieckiem. Bo Ty urodzilas to
      dziecko dla niej, nawet tego specjalnie nie kwestionujesz.
      Nie sprzeciwiasz jej sie, wiec nie ma powodu, zeby kiedykolwiek miala przestac.
      Celem tego typu osob, niekoniecznie uswiadomionym, jest roztaczanie pelnej
      wladzy nad zyciem bliskich i tak naprawde jest ich powolnym winiszczaniem przy
      pomocy wlasnie takich manipulacji jak wpedzanie w poczucie winy, zanizanie
      samooceny czy wmawianie, ze dziecko sobie bez nich nie poradzi i ze tak wyglada
      swiat. A Twoj swiat kreci sie wokol Twojej mamy. Twoj maz zdaje sie pozostawac
      daleko w cieniu, jak Twoj tata.
      A tak nie musi byc.
      Prawdopodobnie nigdy nie zadowolisz Twojej mamy, bo ona nie jest w stanie byc z
      Ciebie zadowolona. Nie doceni Twojej cierpliwosci, wyrozumialosci i kultury.
      Wyglada tu z opisu na dosc mocno toksyczna osobe szczerze mowiac, a w takich
      wypadkach tzw. 'szczera rozmowa' nie dziala.
      Nie polece Ci zadnych konkretnych rozwiazan, bo nie wydaje mi sie, zebys byla
      na nie gotowa, ale mysle, ze moge Ci polecic zakup kilku ksiazek, nawet
      poradnikow na temat relacji z takimi osobami (bo jest ich wiecej, Twoja mama
      nie jest jedyna), a to by Ci pomoglo w ogole zidentyfikowac problem, z ktorym
      masz do czynienia. A problem jest dosc powszechny i niezle opisany.
      Pozdrawiam.
      • mamapa pytanie 01.07.06, 07:18
        a jakie to książki? podaj tytuły i autora, taka lektura może się zawsze
        przydać, Kasia
        • kasik751 Re: pytanie 01.07.06, 10:33
          Ok, ale musze poszukac. Przede wszystkim rzuca sie w oczy - nie wiem czy mi
          link wejdzie w calosci - Toksyczni rodzice:
          www.libre.pl/pokaz.php?tid=4135730104&pk=PS
          Opis moze odpychac doslownoscia, bo traktuje o ciezkich przypadkach, ale po
          indywidualnym przefiltrowaniu wiele bardziej lightowych tez znajdzie tam swoje
          ujecie.
          Jest tez taka ksiazka "Nie obwiniaj matki" (Paula Caplan), ktora z kolei pomaga
          spojrzec z drugiej strony i zrozumiec matke sprawiajaca wrazenie obojetnej i
          nieczulej. To ksiazka dla doroslych corek zyjacych i niezyjacych matek.
          Na razie tyle smile
        • kasik751 Re: pytanie 01.07.06, 10:44
          Znalazlam fragment:
          dda.bhd.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=19&Itemid=49
        • kasik751 Re: pytanie 01.07.06, 11:08
          Problem z tymi amerykanskimi poradnikami jest taki, ze trzeba sie mocno skupic,
          zeby przelozyc te wszystkie przyklady na nasze realia. Poza tym czasami sa
          kiepsko przetlumaczone po prostu. Moze kiedys doczekamy sie dobrych rodzimych
          ksiazek, ale na razie nasze slawy chyba wola "robic" w biznesie, bo z tego maja
          wieksze pieniadze smile
          Wylowilam taki fajny urywek:
          "Rodzice, którzy akceptują samych siebie, nie muszą kontrolować swoich
          dorosłych dzieci. Ale toksyczni rodzice, których spotkaliśmy w tym rozdziale,
          działają pod wpływem głębokiego poczucia braku satysfakcji z własnego życia i
          lęku przed odrzuceniem.
          Niezależność dziecka jest dla nich jak utrata ręki. Kiedy dziecko dorasta, dla
          rodzica staje się jeszcze bardziej istotne pociąganie sznureczkami, które
          utrzymują je w zależności. Dopóki toksyczni rodzice potrafią skłonić swojego
          syna czy córkę do czucia się dzieckiem, dopóty mogą utrzymywać kontrolę.
          W rezultacie, dorosłe dzieci kontrolujących rodziców często mają niewyraźne
          poczucie własnej tożsamości. Mają problemy z patrzeniem na siebie jako na
          istoty oddzielone od rodziców. Nie potrafią odróżnić własnych potrzeb od
          potrzeb rodziców. Czują się bezradne.
          Wszyscy rodzice kontrolują swoje dzieci aż do chwili, kiedy one same przejmują
          kontrolę nad swoim życiem. W normalnych rodzinach zmiana ta ma miejsce wkrótce
          po wejściu w wiek dorosły. W rodzinach toksycznych to zdrowe oddzielenie jest
          opóźnione o całe lata lub też nigdy do niego nie dochodzi. Może mieć ono
          miejsce tylko wówczas, gdy dokonasz zmian, które umożliwią ci uzyskanie władzy
          nad własnym życiem."
    • judytak Re: Relacje z Matką - długie 01.07.06, 08:42
      a ja myślę, że jednak najlepiej by było zapisać dziecko do przedszkola
      jak od września się nie da, to chociaż od stycznia (często łatwiej w trakcie
      roku)

      zgadzam się, że wymiana babci na opiekunkę byłaby odbierana jako krytyka ("ty
      się nim źle zajmujesz, dlatego odtąd zajmie się ktoś inny"), za przedszkolem
      można wytoczyć wiele neutralnych argumentów (towarzystwo rówieśników,
      socjalizacja jedynaka, przygotowanie do szkoły, gimnastyka korekcyjna,
      angielski, cokolwiek)

      poza tym można zostawić miejsce na codzienną aktywność babci: niech odbiera,
      spędza z nim te trzy godziny popołudniem, nakarmi zupką, przeciez dla niej to
      czysta przyjemność (naprawdę!), a jednak nie "zdominuje" ci dziecka ;o)

      a grożbą zerwania kontaktów nie masz co się poważnie niepokoić, jak będziesz
      spokojna a zdecydowana, i gotowa do rozmów, ustaleń, negocjacji, to aż di tego
      nie dojdzie, a nawet jeśli, to długo nie wytryma...

      pozdrawiam
      Judyta
    • mag778 Re: Relacje z Matką - długie 05.07.06, 10:04
      Kochana, wydaje mi się, że poradniki nie wystarczą. Tak jak już któras z
      dziewczyn pisała - wydaje mi się, że powinnas skorzystać z pomocy psychologa.
      Takie sytuacje są niezwykle trudne, cięzko jest tak po prostu wziąć się w garść
      i porozmawiać z matką. Oczywiście, nalezy próbować, ale myślę, że trzeba zacząc
      konkretne i szybkie działania w celu ocalenia Twojej najbliższej rodziny tzn
      waszej trójki - Ciebie, Twojego męża i dziecka. Twoje relacje z matką psują
      Twoje małżeństwo, synek też czuje ze cos jest mocno nie w porzadku. Im bedzie
      starszy tym bardziej bedzie czul sie zagubiony: babcia i mama - obie kocha i z
      obiema chce byc, ale kiedy one sa razem atmosfera robi się napieta. To tez się
      odbije na dziecku! Podejrzewam, ze jak zaczniesz zmieniac swoje podejscie to
      matka faktycznie sie na Ciebie obrazi, ale nie przejmuj sie: to pomoze ci
      uporzadkowac sobie wszystko w glowie, zrozumiec, ze bez niej tez mozesz zyc i
      to zycie jest o niebo spokojniejsze. Jesli bedziesz spotykac sie z
      psychologiem - to on pomoze ci przez to przejsc. A ona, zaswiadczam ci, bo sama
      to przeszlam, predzej czy pozniej oprzytomnieje. Przynajmniej na tyle, żeby
      relacje były poprawne - przeciez bedzie chciala widywac sie z wnukiem, nie? A
      moze kiedys uda ci sie namowic ja zeby poszla do psychologa?
      Bardzo Ci współczuje, ale musisz zaczac działać - najwazniejsza jestes Ty i
      Twoja rodzina. Chron ich! Twoja matka jest dorosla osoba i powinna kontrolowac
      to jak sie zachowuje - nie mozesz jej caly czas poblazac, unikac drazliwych
      tematow i wybaczac kazda przykrosc. Ona nie jest niedorozwinięta i wie co robi.
      Sluchaj, jakbys chciala kiedys pogadac to daj znac smile
      • kasik751 Re: Relacje z Matką - długie 08.07.06, 14:41
        Rowniez uwazam, ze poradniki nie wystarcza, ale od czegos trzeba zaczac, zeby
        ruszyc temat smile Nie jest prosto wybrac sie na wielomiesieczna terapie do
        psychologa i to dobrego psychologa, przede wszystkim trzeba wiedziec, ze w
        ogole jest problem.
        Bo rzecz nie w tym , ze kubonka ma zla matke, ktora trzeba zmienic. Kubonka
        musi siebie zmienic, a nie czekac az mama sie zmieni. I mysle, ze jesli sobie
        przeczyta ksiazeczke na spokojnie w zaciszu domowym, to moze byc wlasciwy
        start, bo dowie sie przede wszystkim, ze mama raczej nie zmieni sie wcale,
        chocby nie wiem jak sie starala.
        Tak wiec spokojnie mysle trzeba do sprawy podejsc, bo to nie sa rzeczy ktore
        zalatwia sie jedna rozmowa.
    • joszka30 Hola, hola... 05.07.06, 18:50
      Robi się nagonaka na mamusię. Że manipuluje, że prawdziwie nie kocha. Wredna i
      zła. Po prostu. nie daje życ córce.. Pytanie, jak to się dzieje, ze córka taka
      zalezna od matki? Nie mozna dwóm panom słuzyć: zadowalac matkę, spełniac jej
      oczekiwania i jednoczesnie dbać o siebie, swe prawa. To sfrustruje i wypali.
      dwóch pliszek nie złapiesz za ogon. Zadowolenie mamy= rezgynacja z siebie;
      zycie swoim zyciem= kwasne miny mamy, komentarze.
      Klasyczna sytuacja jak ją nazywam: MNIE JEST ŻLE, ALE TO KTOS MA SIĘ ZMIENIĆ.
      Byłoby łatiwej, ale to tak nie działa niestety.
      To chyba kwestia decyzji kogo Ty w końcu chcesz zadowolic? Polecam tak w ogóle
      REWELACYJNA kiążke " Gniew kobiety"!!!! Myslę, ze parę wskazówek tam bys
      znalazła
    • joszka30 c.d 05.07.06, 18:59
      jak ustawiasz się w pozycji, że to mama ma się zmieniac, możesz czekac latami.
      jak zaczneisz od siebie; jestem pewna, ze akurat na to masz wpływ! I moze wtedy
      zadzieje się tak, ze sama sobie dasz prawo bycia dorosłą (i decydująca m.in. o
      ilości dzieci) bez względu na komentarze, uszczypliowści i emocjonalne szantaże.
    • matiti2 Re: Relacje z Matką - długie 06.07.06, 08:18
      wiem o czym piszesz, moja mama jest dokładnie taka sama...toksyczna... pomaga
      mi przy dzieciach, gotuje obiady, ale przy najblizszej okazji mi wypomni co dla
      mnie dobrego robi... a ja nie potrafie nie wpuscic jej do domu, mimo ze
      przychodzi kiedy ustaliliłysmy ze ma nie przychodzic, albo po tym jak sie
      pokłocilysmy i przychodzi jak gdyby nigdy nic.... i oczywiscie ona dla nas tak
      duzo robi, poswieca sie, pomaga a ja wyroda córka, zła, niedobra i głupia!!. ja
      mam takie odczucia ze matce sie nalezy szacunek a moj maz sie dziwi ze ja daje
      sie tak ponizac...
      ale ostatnio postanowiłm cos z tm zrobic, to juz nie chodzi o mnie, ale o
      dzieci. obraza mnie przy dzieciach i choc sa małe i nie rozumieja, to za wczasu
      chce z tym walczyc. no i ostatnio podziekowałam mamie za wizyte, jak zaczeła
      sie ze mna kłocic ( ze robie nie tak, jak ona by tego chiała,oczywiscie zle, ze
      ona matka to ma racje , a ja niby kto?? ). mama nie wyszła. odczekała godzine,
      a potem jak gdyby nigdy nic znowu zaczeła sie rzadzic. wiedziałam, ze jak nie
      zareaguje to znowu wroicmy do punktu wyjscia. powiedziłam jej ze nic sie nie
      zmienilo sprzed godziny i dalej jej dziekuje za wizyte. wyszła krzyczac, ze
      jaka ja okropna, ze ona sie tak poswieca dla mnie... teraz sie do mnie nie
      odzywa, juz tydzien. a ja tez nie dzwonie. ucze sie radzic sobie sama ( mam
      dwoje malych dzieci ). tylko zastanwiam sie co bedzie jak zadzwoni, lub
      przyjdzie....jedno juz wiem, nie dam sie ponizac ani wchodzic na głowe. i wiem
      jak jest ciezko, bardzo, targaja Cie wyrzuty sumienia, ze nie powinnas tak tak
      sie zachowywac w stosunku do matki. ale ja sobie cały czas powtarzam, ze robie
      to dla dobra swoich dzieci i mojej rodziny
      acha, duzo dało mi do myslenia, jak zaczeła do jednej z moich córek zaczeła
      mówic "córciu".......
      jak nie dasz rady, idz do psychologa, przeciez to tez lekarz. i napisz jak
      sobie radzisz.pa
      • mara65 Re: Relacje z Matką - długie 14.07.06, 07:50
        matiti2 napisała:
        . tylko zastanwiam sie co bedzie jak zadzwoni, lub
        > przyjdzie....
        To jej powiedz : miło, że jesteś, napij się kawy,i pamietaj, że to jest mój
        dom.Kocham Cie, jestem wdzięczna, dużo dla mnie zrobiłaś, ale nie oczekuj, że w
        zamian za to podporządkuję Twoim wymaganiom życie mojej rodziny.
        Obrazi się znowu, trzaśnie drzwiami? Trudno, do następnego razu! Wasze matki się
        nie zmienią,Wy musicie przstać się ich bać.I zacząć żyć po swojemu.
    • moninia2000 Re: Relacje z Matką - długie 07.07.06, 13:39
      Hej!
      Czytam Twego posta, ale odp.na razie nie, za duzowink)
      Mnie sie nasuwaja od razu takie uwagi:
      przede wszystkim widac, ze mame kochasz , szanujesz i....boisz sie ciut? Bo
      piszesz Mama zawsze z duzej, z wielkim szacxunkiem, nie krytykujesz nawet ciut
      za to, co robi,.
      Poza tym Twoja mama jest osoba dosc zmeczona, jak sadze i byc moze
      zgorzkniala...?
      Pomysl, jest sama z niedolezna babcia, a to naprawde trudneeee z maluszkiem
      twoim i ..bez meza. Zle jej na pewno, a jak komus zle to na ogol dopiernicza
      innym brzydko mowiac..
      Czy z Twoja mama nie da sie porozmawiac rzeczywiscie? Czy gdybys znalazla
      chwile dla Niej na kawe sam na sam..i sprobowala z miloscia powiedziec mamie
      jak sie czujesz, gdy tak Cie traktuje itp...ze Ci zle z tym, bo ja kochasz
      itd....Moze by podzialalo?
      Jak sadzisz?
      Choinka, zycze Ci powodzenia, bo ja tez mam "dziwne" relacje z mama, choc w
      niczym mi nie pomaga, a ja sama zajmuje sie dzieckiem i w ogole jest inna, ale
      kocham ja tez. Niedawno sie wyzwolilam w sumie i naprawde warto, bo inaczej zle
      Ci samej z soba.
      Byc moze wyjsciem byloby tez oddanie dziecka do przedszkola lub opiekunce
      (znanej i dobrej), bo..mysle, ze dla dziecka tez niedobre takie "klimaty"..
      Dzieci to czuja, a kto wie czy Twa mama nie pusci czasem czegos na wiatr...a
      maluch slucha.
      Ma juz 3 latka, dobrze by mu zrobil kontakt z innymi dziecmi, a nie tylko ze
      starsza osoba, osobami....w takiej atmosferze.
      Powodzenia!

      moni
      • mara65 Re: Relacje z Matką - długie 14.07.06, 00:28
        dziewczyny, córki i matki małych dzieci! Uciekajcie!!!przet takim życiem. niech
        nikt nie pisze, że matka chce dobrze, dając "rady", krytykując męża, zupę i
        brudne łapki dziecka. Jeśli chce dobrze, to tylko dla s i e b i e. Nie jest
        prawdą, że można jej zaufać w opiece nad Waszym dzieckiem, jeśli nie szanuje Was
        jako matek i mężatek.Prawdą jest to, że bardzo żle wpływa na dziecko, które na
        pewno zacznie wyczuwać niuanse Waszych wzajemnych relacji i na pewno będzie
        wiedziało, kto tu "rządzi". Na dziecko wpłynie to fatalnie, bo będzie pogubione,
        Jeśli rodzice są słabi, to co jest jego "strefą bezpieczeństwa"? Babcia, której
        się boją, przy której gęstnieje atmosfera, po której wizytach mama jest smutna,
        nerwowa, sfrustrowana?Ojciec, który zaciska zęby? Przed dzieckiem nie ukryjecie
        Waszych stanów emocjonalnych, jest jak barometr.Jeśli nie potraficie przerwać
        takiego fatalnego układu z matką dla siebie, to zróbcie to dla dziecka.
        Zrozumcie, to nie babcia ponosi pełną odpowiedzialność za dziecko, lecz Wy,
        rodzice.Jak dziecko będzie kiedyś pogubione, to co mu powiecie? babcia?
        Piszę, bo bardzo Was rozumiem.Kiedy urodziły się moje dzieci - bliżnięta- było
        bardzo ciężko. Mama stanęła na wysokości zadania, aby mi pomóc, ale szybko
        zrozumiałam, że cenę za tę pomoc będę musiała zapłacić dużą. Musiałam znosić
        uwagi, co do mojego męża, też nie mogłam się wygadać na niego, bo po
        wspólczującym kiwaniu głową przy pierwszym lepszym momencie byłoby to
        wykorzystane,co do mojego życia i preferencji stylu wychowywania dzieci.Nazywam
        to formą specyficznego ubezwłasnowolnienia. Aż do bólu znam to wszystko, o czym
        piszecie.Poradziłam sobie, ale miałam też obawy, że mama się obrazi, nadmie,
        zrobi aferę. Też przychodziła do mnie bez zapowiedzi, kiedy chciała, z marszu
        mnie krytykująć, więc zrywałam się rano, ścieląc łóżka, poprawiając, co się da,
        by zminimalizować krytykę, aż...któregoś dnia, rano, uświadomiłam sobie, że to
        bez sensu, jestem dorosła, mam własne dzieci,męża,dom...Poprosiłam męża o pomoc,
        umówiłam się z nim, co do postępowania z matkami. Nazwaliśmy to :"akcja -
        mamuśka".Muszę dodać, że jego matka to taki dsam typ jak moja, obie próbowały
        nas ugrać, każda w swoją stronę smile.
        Starcie pierwsze, najważniejsze : mąż rano do pracy, a ja...wykorzystując piękną
        pogodę- dzieci w wózek, pampersy do torby, mleko w cycach i na piknik do
        dalekiego parku.Jak wróciłam do domu dobrym popołudniem, obie stały pod
        drzwiami(choć nawzajem się nie lubiły)! to były czasy sprzed komórek...na
        szczęście. Ponoć chciały dzwonić na policję, że niby zaginęłam, i drzwi
        wyważać... Potem krytyka domu, że wyra nie posłane, że obiad byle jaki - ja, że
        to nic, bo dzień był piękny, M.że się cieszy, że miło go spędziłam. "Rżnęliśmy
        głupa" na całego.Ale oczywiście, jak mamusie chcą się z nami spotkać, to prosimy
        zadzwonić, umówimy się na jakiś dzień... Matki się wściekły na całego, zamilkły
        na całe trzy dni, kontrolne telefony je doprowadzały do rozpaczy.Bo choćbyśmy
        padali na pyski, zawsze świetnym głosem mówiliśmy, że jest super!Potem często
        robiliśmy "nieodpowiedzialne rzeczy", samodzielnie gdzieś wychodząc,
        wyjeżdżając. Potrafiliśmy zadzwonić i powiedzieć - nie przychodż przez trzy dni,
        bo właśnie wyjeżdżamy nad morze/w góry/na Mazury.Z naszej strony była pełna
        kurtuazja, one m u s i a ł y się dostosować do nas, nie my do nich.łatwo nie
        było, nie ukrywam, bywały ciężkie dni.Tym bardziej, że wbrew wszystkim szybko
        machnęliśmy sobie synka.Ja? prymitywna baba, co nawet nie potrafi się
        zabezpieczyć, M? dzieciorób.Bywało ostro.Swięta? Jedna mamuśka - wigilia u mnie,
        druga mamuśka- nie, u mnie, MY- NIE - wigilię spedzamy SAMI, natomiast możemy
        wpaść w pierwszy/drugi dzień świąt.Było i obrzycanie Nas wyzwiskami, po których
        byliśmy "obrażeni" - trzeba nas było przepraszać...i stwierdzenia, że nie
        nadajemy się na rodziców. Tysiące uwag i rad, po których bardzo grzecznie
        odpowiadaliśmy"och! bardzo dziękuję, zastanowię się nad tym, muszę to
        przemyśleć, to miło z Twojej strony, ze tak się o nas troszczysz" i ...robiliśmy
        swoje! Cena za niezależność? wysoka. Bo wynajęliśmy opiekunkę - koszt, bo dzieci
        chorują - co oczywiście jast naszą winą, z powodu niezbyt właściwej opieki, bo
        zatrucie pokarmowe = "gdybym to ja gotowała, nic takiego by nie nastąpiło". Bo
        czasami chciałoby się gdzieś wyjść, ale nie ma z kim dzieci zostawić, bo jak się
        pokłócilismy, to nie można było się po ludzku wyżalić, bo były różne, jak to w
        życiu, ciężkie chwile...
        Dziś nasze dzieci mają 17, 17 i 15 lat, są świetne, nikt nie ingeruje w nasze
        życie. Nasze matki się nie zmieniły, nadal nas krytykują, choć rzadziej, bo to
        jakby "grochem o ścianę". Mój M. jest "beznadziejnym" zięciem, ja "złą"
        synową.Ale nikt nie próbuje sterować naszym życiem,już nie ma dyskusji, co
        powinniśmy robić.To my decydujemy, jak chcemy żyć, wychowywać dzieci, pracować i
        wypoczywać. Zaciskaliśmy zęby wiele razy, kłócilismy się tysiące razy, czuclismy
        osamotnienie i bezsilnośc, ale przetrwaliśmy. Jestem z nas dumna, bądżcie i Wy,
        Dziewczyny.
        ps. takie matki, jak nasze, nie rozumieją, że dzieci wychowuje się nie dla
        siebie, ale dla nich samych. To są ludzie, których trzeba przygotować do
        samodzielnego życia, bez nas.Jakość ich zycia to efekt naszego wychowania. Jeśli
        uznamy, że jako dorośli ludzie nie są w stanie poradzić sobie z własnym zyciem,
        to bedzie to nasza porazka.To my musimy stopniowo odcinać pępowinę. Jestem
        pewna, że nie będę barabanić od rana do domów moich córek i syna, nie będę ich
        krytykować, nie będę ich truć. Uszanuję ich wybory, nawet, jeśli będa mi obce,
        bo to przecież MOJE dzieci.
        • lolinka2 Re: Relacje z Matką - długie 14.07.06, 08:00
          mara, pomysł super.
    • niusianiusia Re: Relacje z Matką - długie 14.07.06, 13:16
      u mnie identycznie...... mama chodzacy ideał, wszyscy inni źli, ja niczego nie
      umiem, mąż też głupi, Mój tata nie żyje, ale myślę, ze też mama się do tego
      trochę przyłożyła swoim truciem i awanturami. Ogólnie jest nieszcześliwa i
      musi to na wszystkich wyładować. No i oczywiscie wszyscy są za to winni, nie
      ona. Teraz mi nerwy psuje przy każdej okazji.. nie ważne, ze jestem w ciąży, ze
      nie mogę dźwigać...
      taki charakter i już, olać, olać, olać i starać się nie denerwować
      • mara65 Re: Relacje z Matką - długie 14.07.06, 14:47
        dziewczyny, nie olać! Ile można olewać?udawać?dla świętego spokoju?to
        niemożliwe, wcześniej czy póżniej za to udawane olewanie zapłacicie ewysoką
        cenę. Wasze matki nie zrobiły dla Was nic szczególnego, jeśli wypominają Wam, że
        tyle dla Was poświęciły. Wykonały swój obowiązek, skoro zdecydowały się na
        dziecko. Nie macie długów wdzięczności za to, że jesteście. Matki się nie
        zmienią, ale to Wy musicie zmienić kontakty - ich ilość i jakość. Nieprawdą
        jest, że dobrze opiekują się Waszymi dziećmi. dobra opieka to nie zupka i
        rękawiczki, to szacunek, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa. One prowadzą
        subtelną grę, manipulację na Waszych dzieciach. Jak to, babcia cacy, mamusia be?
        To jest dobre wychowanie? Wyobrażcie sobie, że dziś matka opiekuje się Waszym
        dzieckiem, a w przyszłości będzie decydować w ramach wdzięczności o jego życiu,
        jak Waszym. tego chcecie?
        Ja nauczyłam się ucinać wszelkie zapędy.Czasem żartem, ośmieszająco.
        -Tyle dla Ciebie zrobiłam....tzn. ile, konkretnie? Skoro urodziłaś mnie, to
        musiałaś się mną zająć.
        -nie masz pojęcia, jak to zrobić...zgadzam się, nie mam pojęcia, więc na pewno
        zrobię żle, ale po swojemu.
        -głupio robisz....tak, zgadza się, robię głupio.To moje głupio.Lubię robić głupio.
        -serce mnie boli przez Ciebie...wezwać karetkę? podać kropelki (i nadal
        kontynuować głupie robienie)
        -jesteś nic nie warta....jeżeli tak uważasz, to nie będę zaprzeczać,
        -powinno się pozbawić Ciebie praw rodzicielskich....proszę, zrób to, podać
        telefon do opieki społecznej?
        -przynosisz mi wstyd przed ludżmi....och, bardzo mi przykro, nie przejmuj się,
        mamo opinią innych, najważniejsze, że Twoja córka jest szczęśliwa!
        -zmarnujesz te dzieci, nie potrafisz ich wychować....tego jeszcze nie wiem, ale
        od teraz będą wychowywane wg. moich i męża reguł, żeby za kilkanaście lat
        wiedzieć, jaki sukces odnieśliśmy.I nie winić Ciebie za ewentualne niepowodzenia.
        - musisz to zrobić tak i tak.....może to dobry pomysł, zastanowię
        się........dlaczego jeszcze nie zrobiłaś tak, jak kazałam?...bo jeszcze się
        zastanawiam. Jak długo masz zamiar się zastanawiać?....aż dojdę do jakiegoś
        wniosku...doszłaś już?...nie, jeszcze nie, myślę.
        Ucinajcie te toksyczne związki z mamuśką, jak najszybciej.To trucizna. nawet,
        jeśli będą zawały serca, palpitacje, choroby wrzodowe, awantury i wszystkie inne
        plagi, nie poddawajcie się. Nie miejcie żadnych wyrzutów sumienia, nie dajcie
        się nabrać na żałosne miny. Nie jest prawdą, że matkę kochać trzeba.Wy musicie
        kochać siebie.
        • marianna73 Re: Relacje z Matką - długie 14.07.06, 16:19
          mara65 napisała:

          > dziewczyny, nie olać! Ile można olewać?udawać?dla świętego spokoju?to
          > niemożliwe, wcześniej czy póżniej za to udawane olewanie zapłacicie ewysoką
          > cenę.

          ======
          Właśnie postanowiłam przerwać tą chorą ,toksyczną zależność. Zgadzam się z Tobą
          ,że nie chodzi o to ,żeby olewać chore zachowania naszych matek.
          Ja olewałam to przez przeszło 30 lat,byłam wspaniałomyślna i tolerancyjna, a i
          tak wciąż było niedobrze, w końcu powiedziałam dość,jestem niezależną od matki
          dorosłą kobietą z własną rodziną ile mozna pozwalać skakać sobie po głowie.
          Teraz jestem najgorszą córką swiata.
          Tu masz mały fragment moich problemów z matką:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=39030492&a=39030492
          maro, zgadzam się z wszystkimi Twoimi radami, mądra z Ciebie kobieta, widać ,że
          sporo przeszłaśsmile
          Mam pytanie jak obecnie wygladają Twoje kontakty i stosunki z matką? Czy wogóle
          macie ze sobą kontakt? Czy interesuje się Wami, wnukami?

          pozdrawiam Cię serdeczniesmile))
          • mara65 Re: Relacje z Matką - długie 17.07.06, 09:53
            Marianna, ja sobie po prostu "odpuściłam" moją matkę. Bzrydko brzmi? Trudno.
            Najważniejsze są dla mnie moje dzieci, mąż, MOJA rodzina.Matka interesuje się
            nami, na swój chory sposób.Raz na parę tygodni kontaktujemy się. Nie zmieniła
            się, w tym sensie, że chyba nigdy nie zapomni o swoich zapędach urządzania
            mojego życia. Ale znakomicie zmieniło się to, na ile może sobie pozwolić w
            stosunku do mnie, do nas. Druga mamuśka też.Jestem złą córką, nieudanym
            człowiekiem. Wszystko, co robię jest złe, zero akceptacji, ale ja o to nie
            walczę, o tę akceptację. Nie pozwalamy nikomu na zadne historie, które nas
            poniżają.Matka się nie zmieniła, ale doszło do takieg stanu, w którym boi się
            mnie coś powiedziec.Jak się zachowuje ok., to ja siedzę cicho, jak zaczyna swoje
            jazdy, to szybko to ucinam.W żadnym wypadku nie olewam, bo za takie olewania,
            kładzenie uszu po sobie placiłam cenę wewnętrznym dygotem, złym humorem,
            poczuciem poniżenia.No, ale nauka tego trwała....W sumie okazało się, że
            etykietka "złej córki, nieudanego egzemplarza" bardzo się przydała! Skoro już
            zostałam tą niedobrą, to mogę pozwolić sobie na wszystko, prawda? Jak dziś matka
            wyjeżdzą z krytyką, np. na męża, to ja natychmiast mam tekst typu: "M. jest w
            Twoich oczach fatalny, wiem, ale ja go kocham, wciąż, po tylu latach.Na
            szczęście nie jestem ani w części tak doskonała, jak ty, więc dopasowaliśmy się,
            nie mam większych wymagań. Zobacz, na rocznicę ślubu dostałam....coś tam. Jestem
            bardzo szczęśliwą mężatką"., albo dzieci, że powinnam je inaczej, czytaj dobrze,
            czytaj wg. mamusi stylu... brrrr....wychowywać : "zobacz, zawsze mnie
            krytykujesz za wychowywanie dzieci, i sama też nie mogę się nadziwić, jak, mimo
            lekceważenie twoich światłych rad udało mi się mieć tak cudowne dzieci.
            Wspaniale się uczą, mają sukcesy, są bardzo z nami związane, mają dużą
            autonomię, mimo wysyłania na różne obozy ciąle jeszcze żyją itp. Jak to możliwe,
            że ktoś tak nieudany jak ja i M. ma tak wspaniałą rodzinę?"
            Jestem złośliwa, to fakt.Wg. przewidywań mamusiek, konsekwencji nie słuchania
            ich, powinnismy się rozwieść, a dzieci popaść w narkomanię, prostytucję i
            wandalizm.Poprawczak i opieka społeczna prawie pewna. Mieliśmy sobie nie
            poradzić, żyjąc po swojemu, czyt. głupio. Więc, jak tylko zapominają się, to my
            chwalimy się na całego, napominając przy okazji, że jak na związek tak
            niewydarzonych osobników, mamy nadspodziewane sukcesy.Zresztą, nic tak nie
            wprawia w konsternację mojej matki, jak mówienie o uczuciach, To są obce rewiry
            dla niej. Więc kiedy ja mówię, że jestem szczęśliwa, zakochana w mężu,DUMNA z
            dzieci,że jestem SZCZĘŚLIWĄ matką i mówię to przy nich i przy matce, to jest
            niesłychania skonsternowana.Zresztą, przy każdej okazji, jak tylko coś się
            wydarzy fajnego, obwieszczamy to "rodzince" wszem i wobec, nagłaśniając
            radośnie. a jak się coś nie uda i są próby wytykania, to mowimy "no tak, ale
            czego można się spodziewać po kimś takim jak ja..." smile
            powodzenia, dziewczyny.Matki się nie zmienią, Wy też się nie zmieniajcie, nie
            olewajcie tego, co boli, tego, co Was poniża.Powalczcie o szacunek dla siebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka