Jestem 4 lata po ślubie , mamy ślicznego synka (2 latka 5 m-cy), ale moje
małzeństwo to porazka na całej linii... W piątek mąż mi telefonicznie
oświadczył, ze jedzie na 5 dniowe szkoleniene Mazury. Pracujemy w
jednej "dziedzinie, branży", więc znam proces szkoleń i wiem, ze nikt z dnia
na dzień nie kieruje na szkolenia. Coś mi nie dawało spokoju. No ale w końcu
pomyslałam dlaczego miałby mnie kłamać. To prawda od dłuzszego czasu nie
układa nam się okrutnie ale nie sadziłam, ze jest taka świnią. Dziś
zadzwoniłam do jego pracy i ku mojemu zaskoczeniu dowiedziałam się że mąż
miał cały weekend wolny, a od wczoraj jest na urlopie!!!!!!!!!! ( Od piątku
nie nocuje w domu) Nie dzwoni, ode mnie tel nie odbiera... juz o nic mi tak
nie chodzi jak o to że w zasadzie wcale go nie obchodzi dziecko, mógłby choć
z ciekawości i troski zapytać... To że mnie olewa, przeżyję ale że własnego
syna ... trudno mi to wszystko racjonalnie wytłumaczyć. Musze też zaznaczyć,
ze w mojej ocenie mąż od ok roku ma poważny problem z piciem.. Praktycznie
codzienni pije , a w zasadzie upija się piwkiem, bywało tak że czekał kiedy
pójdę spac a wtedy on pił do późnej nocy, czsami chodził do garażu i w aucie
pił, spał, a ja rano sprzatałam ten cały bałagan.. Bardzo czesto z pracy
wracal bardzo późno w nocy pijany w "sztok" (normalnie kończy pracę o 16, a
jak ma na 14 to powinien skończyc o 22),Przyzwyczaiłam go do tego że zawsze
mu wszystko wybaczałam, nie wypominałam ...nawet kiedy kłótnia nie była z
mojej inicjatywy wyciągałam pierwsza rękę,na zgodę...
Zaczęłam coś podejrzewac jakies 3 miesiące wstecz, kiedy kilkakrotnie wrócił
do domu nad ranem (3,4) a i zdarzyło mu się o 6 rano kiedy ja wstawałam do
pracy mój mąż właśnie wrócił i to jeszcze obrażony na mnie bo jak ja moge sie
do niego nie odzywać i omijać jak powietrze... Nie pytałam o nic miałam już
wtedy dosyć, po kilku dniach powiedział sam,że był w knajpie ( do 6 rano?)Nie
uwierzyłam ale przeszłam nad tym dalej...
Czuję że mnie zdradza , (Tak intuincyjnie), ale szlag mnie trafia, ze nie
potrafi mi tego powiedzięc otwarcie, tylko tak podle kłamie.. Przecież nie
mam zamiaru uszczęśliwiać go na siłę, ale chcę wiedzieć naczym stoję i jak ma
dalej to wszystko wyglądąć.... Jestem zła, ze dałam się oszukać, że łudziłam
się że może nam się uda choć już nie raz myślałam o rozstaniu. Ostatnie dni
utwierdziły mnie w przekonaniu że t będzie najrozsądniejsze rozwiązanie. Po
co mały ma być świadkiem ciągłych awantur w domu, chcę mu tego oszczedzić. Ja
miałam sczęśliwe dzieciństwo i takie chce też dać mojemu synkowi. Nie chce
aby zapamiętał ojca z puszka piwa w rece , "warczącego" na mamę> Jestem
załamana!! Ale rozstanie w tej sytuacji jest raczej nieuniknione. Czy
myslicie że może miec inna kobietę?

Strasznie to chaotyczne ale cała
jestem w nerwach....sorry