demarta
12.10.06, 21:50
maluch w szpitalu - zdarza się, wiele z nas to przeżyła, przeżywa lub będzie
przeżywać. doskonale rozumiem te mamy, które mają w domu tatę
niezainteresowanego zaistniałą sytuacją i z tego powodu im współczuję. a
sobie współczuję z powodu wręcz odwrotnego.
trafiliśmy do szpitala. liczyliśmy na pobyt dzienny, ale stan małego nie
pozwolił nam na powrót do domu i dojeżdżanie na antybiotyki, inhalacje,
odśluzowanie itd, itp. męzowi wysłałąm smsa do pracy, że nie wrócimy do domu.
ku mojemu wielkiemu zdziwieniu tato zjawił się u nas w szpitalu zaraz po
pracy: wykąpany, przebrany i oświadczył mi: mama, szoruj do domu i idź się
wyspać, ja zostaję z małym, damy sobie radę (wziął urlop). w pierwszej chwili
pomyślełam sobie, kukwa, ja nie chodzę do pracy, niech on się idzie wyspać, a
ja jakoś przeżyję, ale druga myśl przyszła natychmiast, kurcze, a dlaczego
mam nie pójść się wyspać, ostatnią noc niewiele spałam, padam na ryj, jak mam
tu zostać do rana i jutro pół dnia conajmniej, to przecież siądę psychicznie
i zamast mieć siły trzymać się psychicznie dla małego, to będę ryczeć razem z
nim przy każdym zabiegu, a tym napewno mu nie pomogę. lepiej wrócę rano pełna
nowych sił a tatę wyślę do domu żeby się kimnął. pojechałam więc do domu,
spakowałam wszystko co trzeba, zaopatrzyłam tatę w mc zestaw powiększony,
kawę, wodę mineralną i śniadanko, umyliśmy małego, nasmarowaliśmy,
położyliśmy spać i .... przypomniało mi się, że rodzicowi należy się łóżko za
15 zł. za noc. zawołałam więc pigułę i proszę o łóżko dla taty (mały był sam
w pokoju szpitalnym, innych pacjentów niet). piguła marudziła, że trzeba
zapytać lekarza itd itp, no i że odpowiedź jest pozytywna, można, ale trzeba
się przenieść do sali, gdzie leży inne dziecko (dwumiesięczniak po operacji
serca, każda bakteria to dla niego zagrożenie życia, a mój bąbel
naszpikowany bakteriami jak nie wiem co!). zaczeła nas przenosić. więc ja
mówię do męża: ok, to ja spadam do domku. a piguła cała zdziwiona:
cooooo!!!??? o nieeeee!!! łózko jest dla MAMY tylko i wyłącznie. dla taty nie
ma!!! nie chciałam wdawać się w niezdrową dyskusję więc mąż powiedział pani,
ok, to zapitalamy z powrotem do poprzedniego pokoju. piguła do mnie z
wyrzutem: a dlaczegp pani nie może zostać???
i ch.. z tym co jej powiedzialam i jaką miała minę i w ogóle, ale..... ja
naprawdę wierzyłam w to, że żyjemy w erze równouprawnienia, że dziecko ma i
mamę i tatę i obydwoje czują się odpowiedzialni i za dziecko i za siebie
nawzajem i ze obowiązki dzielą między siebie i ze to jest NORMALNE. ale poo
dzisiejszej akcji już nic z tego nie rozumiem. łóżko owszem nalezy się i
fizycznie można z niego skorzystać. za opłatą. ale jak tyłek chce tam położyć
mama. bo jak tata, to ni ch..utki. i nie ma znaczenia, czy dziecko leży w
szpitalu miesiąc, czy dzień, tata won na piwo z kolegami, a łóżko przy
dziecku w szpitalu należy się tylko i wyłącznie mamie. paranoja. głupkowty
kraj. ręcę i nogi opadają. i chyba nie zasnę z wrażenia. zwłaszcza jak
pomyślę, że ja zostając w szpitalu dostałabym łóżko z pościelą, a mój mąż
położy się na podłodze, na cienkim kocu, kóry przypadkiem zdąrzyłam mu
przywieźć.....czy wy znajdujecie zrozumienie dla tej sytuacji, bo ja kukwa
nijak nie mogę, ale może to ze stresu i zmęczenia?