Dodaj do ulubionych

maluch w szpitalu c.d.

12.10.06, 21:50
maluch w szpitalu - zdarza się, wiele z nas to przeżyła, przeżywa lub będzie
przeżywać. doskonale rozumiem te mamy, które mają w domu tatę
niezainteresowanego zaistniałą sytuacją i z tego powodu im współczuję. a
sobie współczuję z powodu wręcz odwrotnego.
trafiliśmy do szpitala. liczyliśmy na pobyt dzienny, ale stan małego nie
pozwolił nam na powrót do domu i dojeżdżanie na antybiotyki, inhalacje,
odśluzowanie itd, itp. męzowi wysłałąm smsa do pracy, że nie wrócimy do domu.
ku mojemu wielkiemu zdziwieniu tato zjawił się u nas w szpitalu zaraz po
pracy: wykąpany, przebrany i oświadczył mi: mama, szoruj do domu i idź się
wyspać, ja zostaję z małym, damy sobie radę (wziął urlop). w pierwszej chwili
pomyślełam sobie, kukwa, ja nie chodzę do pracy, niech on się idzie wyspać, a
ja jakoś przeżyję, ale druga myśl przyszła natychmiast, kurcze, a dlaczego
mam nie pójść się wyspać, ostatnią noc niewiele spałam, padam na ryj, jak mam
tu zostać do rana i jutro pół dnia conajmniej, to przecież siądę psychicznie
i zamast mieć siły trzymać się psychicznie dla małego, to będę ryczeć razem z
nim przy każdym zabiegu, a tym napewno mu nie pomogę. lepiej wrócę rano pełna
nowych sił a tatę wyślę do domu żeby się kimnął. pojechałam więc do domu,
spakowałam wszystko co trzeba, zaopatrzyłam tatę w mc zestaw powiększony,
kawę, wodę mineralną i śniadanko, umyliśmy małego, nasmarowaliśmy,
położyliśmy spać i .... przypomniało mi się, że rodzicowi należy się łóżko za
15 zł. za noc. zawołałam więc pigułę i proszę o łóżko dla taty (mały był sam
w pokoju szpitalnym, innych pacjentów niet). piguła marudziła, że trzeba
zapytać lekarza itd itp, no i że odpowiedź jest pozytywna, można, ale trzeba
się przenieść do sali, gdzie leży inne dziecko (dwumiesięczniak po operacji
serca, każda bakteria to dla niego zagrożenie życia, a mój bąbel
naszpikowany bakteriami jak nie wiem co!). zaczeła nas przenosić. więc ja
mówię do męża: ok, to ja spadam do domku. a piguła cała zdziwiona:
cooooo!!!??? o nieeeee!!! łózko jest dla MAMY tylko i wyłącznie. dla taty nie
ma!!! nie chciałam wdawać się w niezdrową dyskusję więc mąż powiedział pani,
ok, to zapitalamy z powrotem do poprzedniego pokoju. piguła do mnie z
wyrzutem: a dlaczegp pani nie może zostać???
i ch.. z tym co jej powiedzialam i jaką miała minę i w ogóle, ale..... ja
naprawdę wierzyłam w to, że żyjemy w erze równouprawnienia, że dziecko ma i
mamę i tatę i obydwoje czują się odpowiedzialni i za dziecko i za siebie
nawzajem i ze obowiązki dzielą między siebie i ze to jest NORMALNE. ale poo
dzisiejszej akcji już nic z tego nie rozumiem. łóżko owszem nalezy się i
fizycznie można z niego skorzystać. za opłatą. ale jak tyłek chce tam położyć
mama. bo jak tata, to ni ch..utki. i nie ma znaczenia, czy dziecko leży w
szpitalu miesiąc, czy dzień, tata won na piwo z kolegami, a łóżko przy
dziecku w szpitalu należy się tylko i wyłącznie mamie. paranoja. głupkowty
kraj. ręcę i nogi opadają. i chyba nie zasnę z wrażenia. zwłaszcza jak
pomyślę, że ja zostając w szpitalu dostałabym łóżko z pościelą, a mój mąż
położy się na podłodze, na cienkim kocu, kóry przypadkiem zdąrzyłam mu
przywieźć.....czy wy znajdujecie zrozumienie dla tej sytuacji, bo ja kukwa
nijak nie mogę, ale może to ze stresu i zmęczenia?
Obserwuj wątek
    • iwonag25 Re: maluch w szpitalu c.d. 12.10.06, 21:54
      Nie rozumiem tego kompletnie. Gdy my lezalysmy w szpitalu, moj maz mogl przyjsc
      do nas w srodku nocy i w trojke moglismy sobie zostac bez gadania. ALe faktem
      jest, ze u nas sie placi 21zł/dobe bez jedzenia.
      A wracajac do sprawy - nie rozumiem dlaczego tata ma byc gorszy. Przeciez taki
      sam rodzic jak mama. No, chyba ze pigula innej orientacji seksualnej bylasmile
    • bea.bea Re: maluch w szpitalu c.d. 12.10.06, 21:55
      niezaleznie od tego co czujesz...rano marsz do ordynatora oddziału....smile
      pozdrawiam cieplutko..i zycze zdrowia...

      no cóz ja na 6sty dzień po porodzie , ale już na odziale dzieciecym..na moja
      prosbe, czy oge sie wykompac, bo mam szwy a łazienka zamknieta...usłyszałam..a
      kto za wode bedzie płacił...
    • elza78 dobrze ze daja dla mamy :) 12.10.06, 21:57
      znajoma w pologu spala na podlodze szpitalnej przy lozeczku swojego dziecka i
      myla sie w ogolnodostepnej toalecie na korytarzu bo pietro wyzej na ginekologii
      byla tylko dla pacjentow!!!!
      to jest dopiero mrok smile
    • monia145 Re: maluch w szpitalu c.d. 12.10.06, 22:00
      Moje pytanie powraca jak bumerang. Joasiik nie raczyła odpowiedzieć, może ty
      jestes odważniejszasmile Co zamierzasz z tym zrobić? Bo, że to przegięcie to
      jasne. Nie czegos takiego, jak łózko dla matki. przynajmniej tam, gdzie
      pracowałam przez trzy lata, ojciec mógł nocować na równych prawach z matką. na
      litośc boska szpital to nie sanatorium, gdzie każdemu dopasują. Jak matka nie
      może zostac z dzieckiem to ojca prawem jest zastapienie jej.
      Pisz do ordyantora. Jak nikt nie podejmuje walki z chorymi przepisami( dodajmy,
      że ustalonymi nieformalnie), to tak ta sytuacja będzie wygladac nadal.
      • monia145 Sorry za literówki, ale to nerwy:) 12.10.06, 22:01

        • edycia274 Re: Sorry za literówki, ale to nerwy:) 12.10.06, 22:03
          ja leżałam z Niki 9 dni, sama non stop , dostałam leżanke....
          potem mówie " dziewczynom" ( ponieważ miałam na tym oddziale staż pielęgniarski
          więc mówie na Ty )iż ja wysiadam psychicznie i zmieni mnie w nocy mąż.
          A one , że nie. A ja co????? no idż do ordynatora. Więc pytam go czemu nie? Bo
          to mężczyzna tu sa same kobiety mamy itd....poprosiłam o wypis ormalnie od
          razu......
          • peggy1 Re: A u nas nocowal tata 12.10.06, 22:10
            Nie mielismy problemu zeby tata zostawal z dzeckiem na noc. Za 6zl mial osobne
            lozko. Ja bylam w dzien - tata w nocy. Nikt nam uwagi nie zwrocil wprost choc
            szepty byly ze ja wyrodna jestem.
            • demarta peggy 12.10.06, 22:19
              ja tam już przywykłam do tego że jestem wyrodna, najczęściej słyszę (czytam) o
              tym na forum i szczerze mówiąc nie zmieniło to mojego światopoglądu i nie mam z
              powodu mojej organizacji życia żadnych, ale to żadnych wyrzutów. ale serce mi
              się kraje, jak pomyślę, że on nawet kukwa krzesła wygodnego tam nie ma tylko 2
              taborety, ze ja miałabym łózko, a on albo ma stać całą noc, albo siedzieć na
              taborecie, albo na podłodze się walnąć. no ja nawet psu pozwalałam wskakiwać do
              łóżka, bo od podłogi ciągnęło, no.... a tu facet chce mi pomóc i sam podwójnie
              za to cierpi. obłęd.
    • latouche nie wszedzie tak jest, na szczescie 12.10.06, 22:07
      w ubieglym roku moj maly chorowal na salmonelle, lezal pare dni w krakowskim
      szpitalu im. Jana Pawla II, i to maz z nim siedzial caly czas (15 zeta za lozko
      + 20 za wyzywienie, ale potem dali rabat). Ja bylam w ciazy, i nie moglam zostac
      z synkiem na zakaznym, ale w sumie ciaza nie byla zbyt jeszcze widoczna, i nikt
      nie pytal dlaczego tata a nie mama.
      Fakt, ze oprocz niego na oddziale byly podobno same mamy, a panie pielegniarki i
      lekarka nie mogly wyjsc z podziwu jak maz swietnie zajmowal sie synkiem, jakby
      to rzadkosc jakas byla.
    • demarta a propos co z tym zrobić. 12.10.06, 22:08
      dziewczyny, do ordynatora pójdę na bank!!! ale jak macie info co jeszcze można
      z tym zrobić tro dajcie cynk, bo za cholerę gnojom nie popuszczę. wiem, że w
      porównaniu z tym molochem pt.: NFZ jestem mała mrówka, ale jak nie nie zrobię
      niczego choćby to było "z motyką na księżyc" to sobie nie daruję!!!
      • monia145 Re: a propos co z tym zrobić. 12.10.06, 22:11
        I właśnie- mrówka do mrówki....smile
        Z doraźnych, niezbyt mądrych pomysłów mojej kolezanki na porodówce- powiedz w
        szpitalu, tak absolutnie spontaniczniesmile, ze mąż jest dziennikarzemsmile)))))
        Ona potwierdza, że to działasmile
      • iwoniaw NFZ nie ma z tym nic wspólnego 12.10.06, 22:17
        - to wyłącznie zwyczaje/zarządzenia w konkretnym szpitalu (a może nawet na
        jednym oddziale). Idź do ordynatora, bo to jedyna droga służbowa w tej sytuacji.
        ps.
        Gdy moje dziecko było (jeszcze jako niemowlę) w szpitalu, to na oddziale z
        dziećmi przebywały matki, ojcowie, dziadkowie, ciotki - i nikt o płeć ani
        stopień pokrewieństwa nie pytał. Małe dziecko mogło mieć _opiekuna_ przy sobie
        całą dobę, a że sytuacje rodzinne są różne, to i nie zawsze była to matka
        (normalne chyba, że przy dzieciach przebywających w szpitalu dłużej opiekunowie
        się zmieniali, zwłaszcza że warunki, w jakich egzystowali, były dalekie od
        komfortu).
        • monia145 Re: NFZ nie ma z tym nic wspólnego 12.10.06, 22:22
          Dokładnie- to zarządzenia wewnatrzoddziałowe nijak majace sie do ogólnych
          przepisów. Koło absurdów sie zamyka- ojcowie nie moga zostać zdzieckim, bo na
          około same mamy, ale jak ma byc wiecej ojców, kiedy nie pozwala im sie
          korzystać z przysługujacych im praw? Paranoja.....
        • demarta Re: NFZ nie ma z tym nic wspólnego 12.10.06, 22:25
          no to jest tym bardziej wkurzające, że na oddziale jest milion petycji ze
          srtony personelu, wywieszonych na czerwonych kartkach. że: nas jest mało i
          każdym dzieckiem zająć się nie możemy, więc wspomóżcie nas RODZICE i odciążcie,
          zajmijcie się WASZYM dzieckiem tak jakby było w domu, a to wspomoze nas w pracy
          i da niesamowitą satysfakcję waszym dzieciom. jak sobie przypomnę pobyt na
          patologii noworodka - to był hard core!!! dwie pielęgniarki na zmianie i 40
          noworodków do obsłużenia włącznie z karmieniem, przewijaniem, kąpaniem,
          lampami, lekami, noi a oczywiście większość tych dzieciaków to wcześniaki były,
          te to miały zapier..l!!! a tu niby wojewódzkie sralalala, a stare prukwy NIC
          przy dzieciach nie robią, bo przecież powiesiły czerwoną kartke, że nie mają na
          to czasu i sił. kukwa, skapitulowałam dziś psychicznie, ale ... nie popuszczę.
      • guderianka Re: a propos co z tym zrobić. 13.10.06, 09:37
        demarta
        KARTA PACJENTA
        jest w niej napisane jakie prawa ma dziecko w szpitalu
    • anna-pia Re: maluch w szpitalu c.d. 12.10.06, 22:31
      szczęka mi opadła
      jak byłam z młodym w szpitalu, łóżko dla _dorosłego_opiekuna było przypisane do
      dziecięcego łóżeczka, i pielęgniarki nie narzekały na płeć ani na wiek (matka,
      ojciec, wujek, babcia niemowlaka - wszystko jedno, byle opieka była)
      i kurde jak dostałam anginy, to mnie ordynator nie wywalił z oddziału, tylko
      pielęgniarkom kazał do lekarza wysłać, bo mały na piersi i żeby mnie szybko
      wyleczyli smile
      walcz, demarta, bo to chamstwo, to raz, a po drugie niezgodne z konstytucją
      RP!!! (równośc bez wzgledu na płeć)
      _żadne_ prawo w RP nie może byc niezgodne z konstytucją
    • joanna_poz Re: maluch w szpitalu c.d. 13.10.06, 09:31
      Bzdurność takich zarządzeń wynika z powszechności przekonania, że dzieckiem na
      się opiekowac matka.
      Tata zajmujący się dzieckiem to ewenement, dziwactwo i kuriozum (a rzadkość
      tego zjawiska potwierdza wiele watków z tego forum).
      Tez byłam z synkiem w szpitalu, miał podejrzenie białaczki - nie wiem co prawda
      czy było przyzwolenie na nocowanie taty na oddziale, bo nie mielismy okazji
      sprawdzić (karmiłam synka piersia, wiec musialam nocowac, ale w dzień wyręczal
      mnie wlasnie moj facet i niania).
      Ale przytoczę co powiedziała kiedys nasza pediatra, do ktorej synek czesto na
      wizyty przyjeżdza z tatą: "jest pan jedynym tatą który przyjeżdza z synkiem sam
      na wizyty."
      • guderianka Re: maluch w szpitalu c.d. 13.10.06, 09:36
        leżałam z córką kilka razy w szpitalu-na różnych oddziałach- leżałam ja -bo
        byłam samotną mamą ale też widziałam i innych dzieci zarówno mamy jak i ojców
    • siasiuszek Re: maluch w szpitalu c.d. 13.10.06, 09:42
      ciekawe co ma zrobić w takiej sytuacji samotny tata;/
    • fify Re: maluch w szpitalu c.d. 13.10.06, 09:46
      rany boskie. ręce opadają. idź, zrób porządek i walcz o prawo dla ojca. czekam
      na dalszy ciąg przebojów szpitalnych. pozdrawiam
    • lolinka2 Re: maluch w szpitalu c.d. 13.10.06, 09:56
      my mieliśmy równouprawnienie, w sali dwie inne mamuśki i mój mąż, matki za łózko
      płaciły my wybraliśy opcję free czyli karimata pod łóżeczkiem.
      na Kopernika nie testowaliśmy noclegu w ogóle bo duża była już duża i spała sama....
      • czarna_maruda Re: maluch w szpitalu c.d. 13.10.06, 10:29
        Też nie rozumiem
        Leżałam z małą w szpitalu i tata mógł przyjść do nas o każdej porze dnia i
        nocy, wystarczyło uprzedzić pielęgniarki i same bez problemu go wpuszczały bez
        gadania. W drugim tygodniu polegiwania złapałam zapalenie oskrzeli, zastąpił
        mnie mąż i nawet miał lepiej bo panie częściej przychodziły sprawdzać "jak tata
        sobie radzi". Łóżko było dla RODZICA lub OPIEKUNA a nie dla mamy-wiadomo matki
        zostają najczęściej, ale równie dobrze mogła to być babcia, ciocia, czy dziadek.
        Inna sprawa, że tylko POZYTYWNIE mogę wypowiedzieć się o tym szpitalu, a także
        o pracujących tam pielęgniarkach
        A co, zareklamuję to szpital im. Korczaka we Wrocławiu
    • isma Re: maluch w szpitalu c.d. 13.10.06, 10:26
      Zalezy od szpitala ;-(((. M. byla w takim, w ktorym na noc istotnie pozwalano
      zostawac tylko matkom (skutkiem czego w izolatce rezydowala bedaca w 8 miesiacu
      ciazy matka trzylatka z rotawirusem - ciekawe, czy jej to wyszlo na zdrowie) -
      inna sprawa, ze byl to oddzial niemowlecy, wiec w ciagu dnia matki karmiace sie
      obnazaly, ze hej, a jakos personel nie zapobiegal tej jakze krepujacej
      sytuacji wink)), ale rok pozniej byla w takim, gdzie plec opiekuna byla
      obojetna, i spalismy z nia rotacyjnie.
    • demarta ciąg dalszy ciągu dalszego 13.10.06, 13:52
      słuchajcie ten wczorajszy wybryk z brakiem łózka dla taty to nic. dzisiaj było
      jeszcze lepiej.
      rano o 7.30 pojechałam do szpitala. maż opowiedział mi jak to w nocy
      pielęgniarka wpadała co godzinę włączając światło i budząc małego ale nie z
      kroplówką, nie z lekarstwami, tylko poprawić tabliczkę z nazwiskiem, zapytać
      kto zdjął kroplówkę i szukać jej po całym pokoju (a ona sama osobiscie zdjęła
      ją 2 godziny wcześniej)aż ją opierd..ł i dała sobie spokój. o 8 rano mieliśmy
      dostać kolejną porcję antybiotyku, inhalację i odśluzowywanie. wpadła
      pielęgniara i zapytała czy mamy moze własny termometr, bo trzeba zmierzyc
      temperaturę. nie mieliśmy. obiecała wrócić z termometrem za 5 minut i.... nie
      przyszła już wcale. o 9 w końcu przyszła pani z kroplówką i antybiotykiem, ale
      stwierdziła, że wenflon puszcza i trzeba założyć nowy i.... zniknęła. również o
      8 miał być obchód. był o 9.45. pękłam i korzystajac z faktu, że jest obecna
      pani ordynator i wszyscy lekarze wyraziłam swoje niezadowolenie. zapytałam po
      co leżymy na oddziale skoro wyraźnie wszystkim przeszkadzamy, ja rozumiem, ze
      panie mają mnóstwo pracy, ale dlaczego szwędają się po korytarzu nie wiedzac co
      ze sobą zrobić, a dziecko nie może dostać na czas antybiotyku, zapytałam też
      czy mój skąd wezmą informacje, czy mały miał gorączkę, skoro nikt mu jej nie
      zmierzył i czym zasłużyliśmy sobie na taką ignorancję i brak zainteresowania.
      pani ordynator rozdziawiła gębę, odwróciła się na pięcie i wyszła obrażona a z
      nią cała świta. za pięć minut przysłała do nas lekarkę, które na mnie
      nawrzeszczała, że nasza torba leży na podłodze, a to jest NIEDOPUSZCZALNE i też
      wyszła. odczekaliśmy więc 2 godziny do czasu aż pani ordynator przyjmowała
      rodziców i zapytaliśmy czy możemy się starać o pobyt dzienny (dojeżdżanie 2
      razy dziennie na antybiotyk i wszystkie inne pierdoły). pani ordynator
      powiedziała, ze jest jej przykro, ale nawet jeszcze nie widziała karty małego,
      nie zna jego przypadku i odpowie nam jak się zapozna. po godzinie przyszła,
      przebadała bąbla i pozwoliła nam na pobyt dzienny, dzięki bogu, bo chyba bym
      pozabijała ten personel pożal się boże. może nie byłabym tak zdruzgotana,
      gdybym nie miała porównania do oddziału patologii noworodka, gdzie 2 piguły
      zapierniczają jak z motorem w tyłku i obsługują kompleksowo ok 35 dzieciaków
      włącznie z karmieniem, kapaniem itd. i dają radę. zaraz wchodzę na stronę
      szpitala, pooglądam strukturę organizacyjną i piszę skargę do kogoś, kto ma
      władzę nad panią ordynator. jak się nie umie utrzymać kadry w ryzach to się nie
      bierze za robotę, w której zawiaduje się ludźmi. ja tam nikomu utrty pracy nie
      życzę, ale pani ordynator mogłaby wyjechać na wyspy i zarabiać funciaki, a za
      ten oddział mógłby się wziąć ktoś z ikrą, zacięciem i.... ochotą do pracy.
      • anatemka Re: ciąg dalszy ciągu dalszego 13.10.06, 14:15
        no i bardzo dobrze! pisz skargę. Najlepiej do dyrekcji.
        hehe, myslałam, że tylko moja ordynator nie zna dzieci na swoim oddziale;/
      • connie1 Re: ciąg dalszy ciągu dalszego 13.10.06, 14:30
        Pewnie walcz i pokazuj patologię ( z tym brakiem łózka dla taty to jakis
        nonsens). Tylko problem jest niestety wielofalowy-wiadomo ,że za stan oddziału
        odpowiada ordynator, tylko jak nie ma czym zmotywowac do lepszej pracy , to
        czasem trudno tej lepszej pracy wymagać. Okrutne to wiem ,ale jesli zwolni
        ostatnie pielegniarki to musi zamknąć oddzial z powodu braku personelu , tak
        po prostu. Sytuacja wśrod pediatrow jest równie alarmująca, brakuje
        neonatologow, jeden z nowoczesnych oddizałów w srednim mieście byl zamknięty
        przez cale lato ... wlasnie z tego powodu.
        Życzliwośc nic nie kosztuje ,ale czasem nawet ta zyczliwośc się wyczerpie , tak
        po prostu.
        życze zdrowia dla synka!!!
        • anatemka Re: ciąg dalszy ciągu dalszego 13.10.06, 14:49
          nikt za nieuprzejmość z pracy nie zwalniasmile
          a poza tym, lekarz nie jest przełożonym pielęgniarki, więc skarżenie do niego
          nie ma sensusmile
          • connie1 Re: ciąg dalszy ciągu dalszego 13.10.06, 15:00
            Ordynator jest przełożonym całego personelu Oddzialu!
            • anatemka Re: ciąg dalszy ciągu dalszego 13.10.06, 15:14
              hm, droga służbowa dla pielęgniarki to: oddziałowa, dyrektor do spraw
              pielęgniarstwa, dyrektor naczelny. Ordynator zgłasza uwagi do pielęgniarki
              oddziałowej, a ta przekazuje personelowi.
              Chodziło mi raczej o skarżenie do np.lekarza dyżurnego czy prowadzacego i
              oczekiwanie, że 'ukaże' on pielęgniarkę.
      • asik_8 Re: ciąg dalszy ciągu dalszego 13.10.06, 20:47
        Sorka nie doczytałam reszty.Dobrze zrobiłaś ze odwazyłaś sie tak im wszystko
        wypluć.Moje gratulacje!
    • mathiola Re: maluch w szpitalu c.d. 13.10.06, 15:48
      Ja juz raz to pisalam, napisze jeszcze raz. Niedawno wrocilam ze szpitala z
      moimi maluchami. Lezalam prawie tydzien, wszystko bylo ok, dopoki nie
      dokoptowali nam do pokoju dziecka ktorym opiekowal sie wlasnie tata... Pomijam
      fakt, ze bylam zachwycona, z jaka troska, cierpliwoscia i umiejetnoscia
      opiekowal sie ten tata swoim dzieckiem. Tylko podziwiac. Ale.. Ja musialam
      dzieli maly pokoj z calkowicie obcym mi facetem. Musialam przy nim spac, karmic
      dziecko piersia i - najgorsze - sciagac mleko dla corci... To bylo ponad moje
      sily psychiczne, myslalam, ze oszaleje, chociaz on byl w miare dyskretny,
      staral sie wychodzic, sam sie przy tym tez meczyl... Mysle ze wlasnie dlatego
      tata nie moze w niektorych szpitalach zostawac z dzieckiem. I ja to niestety
      rozumiem. W naszych realiach (brak osobnych pokoi dla dzieci z rodzicami) ten
      wymog, zeby z dzieckiem siedziala mama to nic innego jak zapobieganie takim
      wlasnie krepujacym sytuacjom. W naszym szpitalu taki wymog nie istnieje. I
      uwierzcie mi dziewczyny - przezylam traume - nie z powodu samego pobytu, ale
      wlasnie dlatego, ze mieszkalam z takim opiekunczym tata.
      • cocollino1 Re: maluch w szpitalu c.d. 13.10.06, 15:55
        No tak, faktycznie jest to krepujące, ale przeciez w tym wszystkim chodzi
        glownie o komfort dziecka, prawda? Jesli szpital nie moze zapewnic komfortu
        zarowno rodzicom jak i dzieciom, to jasne jest ze priorytetem jest zapewnienie
        komfortu psychicznego dziecku, a takim bedzie stala obecnosc rodzica.
      • demarta mathiola 13.10.06, 19:06
        dla mnie problem był o tyle nielogiczny, że my byliśmy sami na sali i nawet
        jakby w nocy dotarło jakieś nowe dziecko, to 3 sale jeszcze były puste. tam
        spokojnie po dwie mamy można było razem spać położyć.
      • ivvette Re: maluch w szpitalu c.d. 13.10.06, 19:29
        Kiedy mała miała 9 dni wylądowałyśmy w szpitalu z podejrzeniem posocznicy (a
        było to zapalenie pępka)i jako matka karmiąca dostałam jednoosobowqy pokój,tzn
        dwu - dla matki i dziecka.
    • asik_8 Re: maluch w szpitalu c.d. 13.10.06, 20:43
      Hej.No to przeszłaś troszke>>>Ja tez uwazam MARSZ DO ORDYNATORA!Pozdrawiam i
      zycze zdrówka dla dzidzi!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka