Dodaj do ulubionych

rak, rak, rak...

19.10.06, 17:38
jest wszędzie, w każdym z nas(?).Mamgo już dość!Najpierw umarł tata mojego
Męża potem koleżanka mojej Mamy. Z tym świństwem u mojej Mamy walczymy już
prawie 2 lata z takim skutkiem, że waży mniej niż40 kilo i nie ma szans , by
z tego wyszła. To kwestia dni, może miesięca. A teraz dowiaduję się , ze moja
koeżanka w moim wieku- 25 lat ma raka krwi. Co jest? Szlag może trafić na
takie życie. Do dupy to wszystko.
Obserwuj wątek
    • joasiiik25 Re: rak, rak, rak... 19.10.06, 18:39
      dzis kolezanka z pracy dowiedziala sie ze jest chora!!!!!!
    • mammma.mia Re: rak, rak, rak... 19.10.06, 18:52
      choruje niestety coraz więcej osób-mój mąż pracuje na onkologii-ostatnio była
      tam pięcioletnia dziewczynka z nowotworem rdzenia kręgowego-nie udało się.......
      to cholerstwo jest takie okropne!!
      • ibulka Re: HIV, HIV, HIV... 19.10.06, 18:58
        W mojej rodzinie przypadków raka na szczęście nie ma. Zdarzył się za to
        przypadek AIDS... Nie wiadomo, jak smarkacz się zaraził wirusem HIV.
        Zmarł nie doczekawszy 16 urodzin...

        Straszne... I przykre...
        • oxygen100 Re: HIV, HIV, HIV... 19.10.06, 19:09
          no jak jak sie zarazil?? raczej nie droga kropelkowa
          • iwles Re: HIV, HIV, HIV... 19.10.06, 20:57
            ????????????????????

            jakies konkretne sugestie ???????
            • rita75 Re: HIV, HIV, HIV... 19.10.06, 22:53
              > jakies konkretne sugestie ???????

              komar go ugryzł
              • swinka_morska Re: HIV, HIV, HIV... 21.10.06, 16:02
                komary nie przenosza wirusa (podobno)... natomiast na przyklad w szpitalu lub u
                dentysty calkiem prawdopodobne, tak samo jak z zoltaczka - pacjenci-nosiciele
                powinni lekarza informowac o tym, iz sa nosicielami. ale czy to robia? moze w 5%
                przypadkow
          • elza78 Re: HIV, HIV, HIV... 19.10.06, 21:27
            mogli mu wszczepic w szpitalu oxygen w polsce wsio mozliwe...
          • attena76 Re: HIV, HIV, HIV... 20.10.06, 13:55
            ech...szkoda słów...
    • prozak.on Re: rak, rak, rak... 19.10.06, 20:44
      Tez niestety mam przykre doswiadczenia z ta straszna choroba, moja mama choruje
      od lat, teraz jest juz wlasciwie przykuta do lozka, cierpi w sumie cala
      rodzina, ja mam ogromne wyrzuty sumienia, ze nie moge jej pomoc, mieszkam
      daleko i wszystko spadlo na moja siostre i ojca. Niestety nie ma czasami rady
      na to cholerstwo. Jedyne co mozna radzic bliskim to aby jak najczesciej robili
      badania profilaktyczne, wystarczy raz na rok, wczesnie wykryta choroba jest
      latwiejsza do wyleczenia.
    • monia145 Re: rak, rak, rak... 19.10.06, 20:54
      U mnie w rodzinie umarło na raka już kilkoro moich bliskich. W tamten piątek
      odbył sie pogrzeb wuja- zmarł, po kilku miesiącach walki z chorobą. Tak jak mój
      dziadek, babcia, ciotka.........
      Pracuję w szpitalu. Uczę dzieci. Równiez na oddziale onkologicznym..czy coś
      może równać się z widokiem cierpiacego dziecka? Rzygającego po chemii,
      słabnacego i niknacego w oczach...dla mnie nie...
      • ada9611 Re: rak, rak, rak... 19.10.06, 21:24
        rak zabral mi moja najblizsza przyjaciolke w wieku 28 lat,zostawila dziecko
        ktore i tak sama wychowywala.
        • verdana Re: rak, rak, rak... 19.10.06, 21:25
          Ale bywa i inaczej. Na szczęscie. Synek mojej kolezanki dostał bialaczki w
          wieku 6 lat. W wieku 8 - przerzuty.
          Teraz ma 20. Studiuje razem z moja córką. Jest zdrowy.
          • 19amatata02 Re: rak, rak, rak... 19.10.06, 21:40
            wczoraj mielismy pogrzeb mojej babci która tez zmarła na raka jestem tym
            przerazona moze wiecie jakie trzeba badania wykonywac zeby to paskuctwo szybko
            wykryc.
            • phantomka Re: rak, rak, rak... 19.10.06, 21:44
              Czlonkowie rodziny, w ktorej nowotwor czesto wystepuje, powinni zglaszac sie do
              poradni onkologicznych i tam byc pod stala kontrola...ja sie wybieram juz
              dluuugo, bo u mnie, oprocz mojego taty, wszyscy umierali na raka, a bylo tych
              osob troche.
    • asik_8 Re: rak, rak, rak... 19.10.06, 21:50
      Tak to okropne.3 lata temu mój wuja,rok temu ciocia a miesiac temu ojciec mojej
      kolezanki.Ten ostatni przypadek najgorszy tzw glejak!
    • weronikarb Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 08:22
      u mnie od strony mamy zmarli wszyscy na raka, bądź sąpo operacjach usuniecia go.
      Pokolenie mojej mamy sobie radzi,wczesniejsze umieraly w bardzo wielkich
      cierpieniach nawet morfina bólu nie ukoila.
      Straszna choroba, jednak uleczalna jak wykryta w poczatkowym stadium.
      Mama miala usuwane guzy z piersi jak była przed 40-stka teraz ma 51 i jak
      narazie nie ma zmian nowotworowych. Jest pod stala kontrola gina, poniewaz na
      NFZ niema u nas onkologa.

      Ja sie wybieram i dotrzec nie moge- naleze do osób wysokiego ryzyka ze rak
      wystapi sad
      • asiorzynka Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 12:14
        zgadzam się , ze profilaktyka jest ważna. Ale jeszce gorszy strach mnie objął ,
        bo w przypadku mojej Mamy było inaczej- tzn. badała się często a mimo wszystko
        nie dało się tego paskudztwa wykryć wcześnie. Ten typ nowotwora ma to do siebie-
        mam na myśli raka jajnika. Dopiero w bardzo zaawansowanym stadium dał oznaki,
        że istnieje. Był juz za duży. Na nic się zdały dwie operacje i 15 chemii
        różnego rodzaju.Mama nacierpiała sie tyle, że...Brak mi słów. Wiem ,że małe
        dzieci też chorują. Przez dwa lata leczenia mojej mamy naoglądałam się różnych
        przypadków. Dzieci też. Istnieje we mnie nieopisany ból, że nie mogę pomóc. W
        cierpieniu. Nie potrafię już normalnie patrzeć na życie. Dla mnie stało sie
        pasmem cierpień, bólu. To czekanie , aż choroba zaatakuje. Wiem ,że wcześniej ,
        czy później spotka mnie podobny los. To taka moja ntuicja. I nie wiem , zcy
        będę chciała leczyć się szpitalnie. Co to da? - Dla mnie to jedynie
        przedłużenie cierpień.
        • oxygen100 Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 13:28
          asiorzynka to ze w rodzinie byly przypadki nowotoworow nie oznacza wyroku ( w
          rodzinie mojego meza tez sa: matka ojciec babcia, kuzynka). Mozesz zrobic sobie
          badanie na markery nowotorowe. Jesli wynik bedzie pozytywny znaczy ze wystepuja
          u Ciebie predyspozycje do choroby nowotworowej i po prostu musisz sie
          kontrolowac bardzo dokladnie i jesli negatywny kompleksowe badania raz na jakis
          czas nie zaszkodza. Poza tym rak to nic innego jak uposledzony uklad
          odpornosciowy ktory nie wychwytuje zmienionych genetycznie komorek i ich nie
          niszczy bo jest za slaby. Wiec musisz starac sie prowadzic zdrowy tryb zycia
          ograniczyc nalogi i stresy. I wierzyc ze medycyna jednak ciagle sie rozwija
        • weronikarb Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 13:50
          asiorzynka, niewiem moze inna odmiana.
          Jednak jestem jednego pewna nie przestane sie leczyc, nie poddam sie to jest
          najgorsze oraz nie zrobie najblizszym tej krzywdy i nie zostane w domu.
          Wiem co mowie, babcia moja nie leczyla raka miala guzy na: policzku, macicy, na
          dwoch piersiach. Pol rokuprzed smiercia, guzy na piersiach wyszly na wierzch,
          umierala w meczarniach przez m-c na morfinie - opiekowali sie nia dziadek i
          moja mama bo kazdy sie bal. Mama jak babcia umarla to spala 2 doby i byla
          wyczerpana fiycznie i psychicznie
    • lenka30a Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 12:37
      mój tata zmarł na raka płuc, 7 lat temusad

      w młodości pracował ok 10 lat w jakimś magazynie i WSZYSCY z tego magazynu
      zmarli na raka-dziwne co?
      • demarta Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 13:57
        mój dziadek też w pracy nabawił się raka krtani. większosć pracowników dostała
        tam raka. a najlepszy był numer, jak kolega dziadka umarł, oczywiście na raka,
        a za tydzień przyszły wyniki badań okresowych do pracy: IDEALNY STAN ZDROWIA.
        to się nazywa profilaktyka!
        • weronikarb Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 14:18
          mój tata nie zyje od 5 lat a nadal przychodza pisma z II filaru smile
          Mimo ze ich zawiadomilam pisemnie - zazadali aktu zgonu- oryginalu - nie
          wyslalam
    • attena76 Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 12:49
      No własnie, qwa mać, co jest? Prawie wszyscy moi bliscy, którzy odeszli z tego
      świata zmarli na raka, ale niestety zbyt długo czekali z badaniami (jak sie nie
      badam to nie mam tego świństwa). Ja miałam to szczęście, że dowiedziałam sie o
      czasie. Nie, nie mam raka, ale choruje na pewną wredną zołze i niestety będzie
      ona ze mną do konca. Nie mam tego szcześcia, że wystarczy wyciąć, naświetlić.
      Moge leczyc ale nie wyleczyć.
      ps. Nie jestem chora na AIDS i nawet nie zarażamwink.
    • reni_78 Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 13:09
      czytam to i same łzy mi płynął... też jestem z takiej Rodziny...
      nawet dziecko przebadałam na wszystkie sposoby, bo mam fioła na tym punkcie...
      syn miał 1,5roku jak przez fundację robiłam mu specjalne kompleksowe usg...
      przebadałam dla czystszego sumienia, bo to i tak nic nie daje...

      nawet teraz, gdy to piszę, być może człowiek, którego bardzo kocham, zamyka
      oczy do snu wiecznego...
      chorobę nosił w sobie około 15lat...
      badania nic nie wykazywały, nazywano go symulantem i hipochondrykiem...
      nigdy nawet kataru nie miał...

      a ja jedyne co mogę zrobić... to modlić się... za niego... za nas...
      i wierzyć, że po drugiej stronie czeka na nas coś lub ktoś...
      że warto być dobrym człowiekiem...
      że warto być moralnym, etycznym, uczciwym...
      że takie pojęcia jak sprawiedliwość, godność, honor muszą coś znaczyć...
      bo On taki był i jest, choć już nie ma sił nawet wody przełknąć...
      że po tamtej stronie wszyscy są młodzi, zdrowi i szczęśliwi...


      dużo czytałam na ten temat: pierwsza fala po Czarnobylu, druga za 20lat...
      minęło jak z bicza trzasnął...

      pozdrawiam serdecznie
      • reni_78 ['][']['] 30.10.06, 08:52

    • violla7 Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 13:23
      wiem co to znaczy miec chorego na raka bliskiego.Od 2 lat mój tato choruje na
      raka kości(chondrosarcoma),ma usuniętą całą łopatkę.Niestety doszło do
      rozsiania rosną kolejne guzy,ma przerzuty do płuc.
      W poniedziałek jedzie do W-wy na drugą chemię-jeśli nie będzie żadnej poprawy
      to zakończą leczenie...
      W sierpniu umarł tata mojej bratowej,miał chłoniaka ,chorował 1,5 roku.
      Wśród znajomych nie ma rodziny,w której ktoś nie choruje/chorował na raka.
      Najlepiej skalę zjawiska widać jak się pojedzie do szpitala onkologicznego.Sama
      się zastanawiam czy możliwe jest,żeby mnie to ominęło.
    • maggs1 Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 18:30
      Ja też się dopisuję do tego smutnego wątku. Mój tata zmarł 8 lat temu - rak trzustki, mama rok temu na białaczkę.....
      • martyna1985 Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 19:56
        ehh dziewczyny, szkoda gadac. Mojego taty tata 26 lat temu.Moja kuzynka zmarła
        10 lat temu (miała 16 lat), 2 lata pozniej jej mama, pozniej ich dziadek i
        tata. 4 lata temu zamrła moja babcia, 4 miesiące później moj ukochany wujek (do
        dziś się nie pogodziłam), pół roku temu kolejny wujek. Moja mama miała
        wycinanego guza w marcu (niegroźny), ja mam tez (podobno tez nie groźny), moja
        siostra miała wycinanego 9 lat temu w wieku 16 lat (lagodny). I jak tu wierzyc??
    • mathiola Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 20:30
      Polowa mojej rodziny choruje badz chorowala na raka... Boje sie.
    • 19amatata02 Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 20:42
      czy po wyniku krwi mozna wykryc to paskudztwo albo jakie badania robicie .
      • georgia123 Re: rak, rak, rak... 30.10.06, 14:27
        Mojemu mezowi wycieto guz pecherza...poszedl na usuniecie kamienia
        nerkowego...na szczescie, w koncu trafil tam, bagatelizowal niepokojace objawy
        przez dlugi czas. To bylo 3 dni, przed terminem mego porodu.
        O guzie dowiedzialam sie pozniej. Zdziwila mnie zdecydowana odmowa zapalenia.
        Towarzysko nigdy nie rezygnowal. Od razu nie powiedzial mi wszystkiego. Dopiero
        kiedy nazwal to po imieniu, jakis czas pozniej, zamarlam i przeplakalam 2 dni.
        Od usuniecia guza minelo 8 miesiecy. Wszystko wyglada dobrze, choc wg lekarza
        nie ma lagodnej odmiany guza pecherza. Tym razem musi tak byc. Nie moze byc
        inaczej...
    • mamand Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 20:48
      moja siostra jest onkologiem
      nie ma nic gorszego, niż powiedzieć pacjentowi, że nie będzie dalej leczony...
    • ivia Re: rak, rak, rak... 20.10.06, 21:47
      20 lipca tego roku zmarła moja mam na raka mózgu. Wiedzieliśmy o chorobie od 6
      lat, w tym czasie przeszła dwie operacje wycięcia guzów, pomogły one o tyle, że
      odsunęły jej odejście w czasie. Lekarze mówili, że "chodowała" te guzy od 20
      lat ale nikt o tym nie wiedział. Przed śmiercią miesiąc leżała pod
      respiratorem, nie mogła sama oddychać, jeśc, poruszać się, nie miała
      świadomości, podobno nie miała, bo któż to może wiedzieć na pewno. To była
      okropna smierć.
      Jeszcze się z tego nie otrząsnęłam. To okropne odwiedzać w szpitalu codziennie
      swoją mamę i nie móc nic, zupełnie nic zrobić.
      • kicia00 Re: rak, rak, rak... 01.11.06, 22:23
        wspolczuje ,moja mama zmarla 2 lata temu ,3 miesiace sie zajmowalam Nia dzien i
        noc ,umierala w moich ramionach.Tesknie za Nia kazdego dnia ,tak strasznie mi
        Jej brakuje. sad(((
    • asia4x Re: rak, rak, rak... 21.10.06, 15:41
      No ale rak to nie wyrok. U mojej ciotki wykryto złośliwego raka piersi, musiała
      mieć usuniętą jedną pierś i węzły chłonne. To było 17 lat temu,do tej pory
      odpukać nie ma żadnych przerzutów i wogóle jest w pełni zdrowa.
      • milko2411 Re: rak, rak, rak... 21.10.06, 16:03
        Też się boję tego paskudztwa,moja mama miała szczęście-minęło 14 lat od
        operacji,nie ma przerzutów więc już chyba jest "bezpiecznie".Kilka dni temu
        razem z moim mężem płakaliśmy jak dzieci.Zadzwoniła ciocia męża mieszkająca w
        Holandii,podpisała już dwie decyzje o eutanazji,trzecia w decyzja w środę.Jest
        zdecydowana,chce już to zakończyć,ile można wytrzymać??cierpienie
        okrutne....,chce umrzeć godnie,ma dość..,co za odwaga...wciąż o niej myślę
    • agatha_mama Re: rak, rak, rak... 21.10.06, 21:39
      I ja się musze tu dopiesać, 2 dni temu jak grom z nieba spadła na nas
      wiadomość, że mój dziadziuś kochany, tata mojej mamusi ma raka watroby i to
      ostatnia już faza, płyny w brzuchu, moja mamusia się załamała, straciła swoją
      mamę w wieku 12 lat - zmarła na raka żołądka, teraz odchodzi od nas
      dziadziuś....miesiąc temu zmarła moja Babunia, mama mojego taty, mam dosyć,
      trace najbliższe mi osoby i nie mogę patrzec na cierpienie mojej mamy, ona jest
      taka słaba psychicznie, wychowywała się bez matki, teraz umiera jej tata i znów
      musi patrzeć jak cierpi, w jakich bólach będzie odchodził z tego świata,
      wróciły wspomnienia, jak umierała jej mama.....tak strasznie chce mi się wyć,
      wychodzi na to, ze jesteśmy w grupie wysokiego ryzyka, ja miałam już torbiele
      na jajniku, az boję się porobić badania, mam dopiero 30 lat i 3 małych
      dzieci....
      • demonii Re: rak, rak, rak... 21.10.06, 21:50
        Też się dopisuję... moj dziadek chorował na raka, dwoch wujkow...kuzynka rok
        temu zmarła na raka piersi-4lata leczenia w wieku 33lat, moja uochana ciocia
        choruje na białaczkę - szykuje się własnie do przeszczepu.A dziś zmarła na
        chłonniaka znjoma - mama 4 dzieci sad walczyła do konca i świadomie
        odeszła...chociaż tak bardzo nie chciała...
    • swinka_morska Re: rak, rak, rak... 21.10.06, 22:06
      jak na razie z osob ktore znalam to tylko Ciocia - od wykrycia choroby do
      smierci tylko 3 miesiace... a lekarze podejrzewali ze to tylko zapalenie pluc,
      wyszlo przypadkiem przy przeswietleniu, ze ma juz przerzuty z piersi do plus,
      wkrotce takze do kosci a na dwa tyg przed smiercia takze do mozgu... tragedia..
      ale przed nia takze moja prababka, takze jej cioteczna siostra (ze strony
      dziadka), z drugiej strony siostra babki, a to tylko rodzina "po kadzieli" -
      drugiej czesci rodziny nie znam, ojciec poszedl po zapalki jak miala m 2 latka,
      kontaktow nie utrzymuje... w sumie to szkoda, bo przynajmniej wiedzialabym i za
      swinstwa mi w genach przekazal albo i nie, nie wiem sad
      natomiast bylam dzisiaj na usg, lekarz sie zdziwil ze przyszlam, bo zadko kto
      przychodzi do niego na takie badanie w wieku 23 lat uncertain

      PS: a z ta poradnia onkologiczna dla zagrozonych to wiecie jak jest w
      Warszawie? wiem ze jest na Ursynowie, ale w jakich godzinach mozna sie tam
      zglaszac? i czy w soboty rowniez? moglaby ktoras sprawdzic przy tak zwanej
      okazji? bardzo prosze, bo mam tam troche daleko i w dodatku nie chcialabym sie
      z pracy zwalniac na prozno, bo nie patrzana to zbyt przychylnym okiem sad
      • mijaczek Re: rak, rak, rak... 22.10.06, 10:42
        Boze kochany...
        nigdy nie sadzilam, ze problem jest AZ TAK powazny...
        wybaczcie ignorancje...
        W mojej rodzinie [odpukac, odpukac, odpukac] nigdy raka nie bylo... przynajmniej
        nic na ten temat nie wiem...
        Natomiast w rodzinie mojego meza od strony matki...
        Jej ojciec zmarl na bialaczke, brat przeszedl raka prostaty, siostra [ukochana
        ciocia mojego meza] zmarla w kwietniu br po niesamowitej walce z rakiem
        watroby... przezyla prognozy lekarzy o ponad 8 m-cy! Nikt nie podejrzewal, ze
        bedzie zyla tak dlugo...ostatni raz widzialam ja na naszym weselu...byla
        strasznie slaba... potem juz bylo tylko gorzej...
        Nie chciala walczyc za wszelka cene...zrezygnowala po jakims czasie.... jedyne
        czego sie trzymala to dieta weganska, ktorej ponoc zawdzieczala te kilka
        dodtakowych m-cy zycia... Zostawila 3 dzieci...
        Modle sie, zeby to cholerswto nigdy nie dopadlo mojej tesciowej czy mojego
        meza...ani tymbardziej mojej Emusi...
        • asiorzynka Re: rak, rak, rak... 22.10.06, 17:17
          Dziewczyny- płacze od rana . Nie moge sobie poradzić.Mama nie może juz nic
          jeść. Brat - pielęgniarz pomaga Jej oddychać podając hydrocortizon. Mama chce
          jechać do Kielc żeby tam Ją ratowali. RATOWALI!!!To niemozliwe!!nie uratuje
          Jej już nikt i nic. To ostatanie Jej Chwile i O Boże!- szuka ratunku w
          czymkolwiek. I co ja mam robić?!Co mówić? że niedojedzie do Kielc na
          onkologię? że nie przeżyje drogi? A na domiar złego dziś pobiłam się z
          siostrą , która przyjechała na 5 min - w przenośni - bo zawsze jej cos wypada i
          czasu nigdy nie ma i nagle chrzani mi , że założyłam ręce i nic nie robie żeby
          Mame ratować. K...rwa od 2 lat to JA jestem cały czas i Mame wspieram. To ja
          pisałam pracę mag. a w drugiej trzymałam dziecko na ręce( dziecko , które
          urodziło się za wcześnie o 2 miesiące i miało nie przeżyć) to ja co 5 min.
          biegam , żeby mame podnieść , przebrać do wc wyprowadzić. Nie.. to ponad moje
          siły. Po raz pierwszy przestałam wierzyć w dobroć ludzi. Od dziś mam swój świat-
          dziecko i Męża. I mamę do ostatnich chwil życia. Nikt więcej. A zwłaszcza
          rodzina!!!
          • monia145 Re: rak, rak, rak... 22.10.06, 17:28
            Asiorzynkosmile
            Nic Cię chyba nie pocieszy w Twoim bólu, trzymaj się mocnosmile
            Ale chciałam napisać o siostrze i o jej zachowaniu- kiedy umierała moja ciotka,
            obie córki a moje siostry potrafiły kłócic sie nad jej łózkiem, która bardziej
            opiekowała się matką, dbała o nią itd. Robiły to przy chorej, która te
            wszystkie wzajemne oskarżenia słyszała.Proszę nie popełniaj podobnego błędu-
            każdy człowiek inaczej odreagowuje stres, może siostra nie potrafi poradzić
            sobie ze swoim cierpieniem i strachem inaczej niż atakując Ciebie? To nie
            znaczy, że nie docenia tego, co robisz, ale nieumiejetnośc radzenia sobie z ta
            sytuacją powoduje u niej takie a nie inne zachowanie. Jesteście sobie potrzebne
            i będziecie. Spróbuj porozmawiać z nią, że sprawia Ci przykrość podobnymi
            insynuacjami ale nie zrywaj kontaktów z nią, bo to w końcu bardzo bliska Ci
            osoba, która cierpi tak samo, jak Ty.
            Pozdrawiam serdeczniesmile
          • kawka74 Re: rak, rak, rak... 22.10.06, 17:47
            Powiedz Mamie, że pojedzie do Kielc, jak się lepiej poczuje, że musi się
            wzmocnić. Ja tak łgałam, kiedy lekarze powiedzieli, że mojej mamie chemii nie
            można podać, bo i tak nie da się już nic zrobić i że nawet gdyby tę chemię
            podano, mama nie przeżyje. Powiedziałam, że NA RAZIE nie można niczego podać,
            że musi się wzmocnić i tak dalej, ładowałam w nią toniki, witaminy, zioła -
            wszystko o kant tyłka potłuc, ale uważam, że zrobiłam dobrze.
            To, co mówi Twoja siostra, to zabijanie własnego strachu i - jak przypuszczam -
            poczucia winy. Odpuść jej, to nie czas na wojnę.
            Trzymaj się, o ile w takiej sytuacji można się trzymać.
    • qqqq33 Re: rak, rak, rak... 22.10.06, 18:49
      Każda śmierć jest straszna. Moja Mama zmarła 3 tygodnie temu, chociaż zupełnie
      nic tego nie zapowiadało, a 2 godz. wcześniej słyszałam Jej głos przez telefon.
      I nagle koniec. Kochajcie swoje Mamy póki są i takie jakie są. Ja żałuję, że
      miałam dla swojej tak mało czasu. A miała tylko 57 lat. Jest mi bardzo ciężko. Inka
      • asiorzynka Re: rak, rak, rak... 29.10.06, 15:36
        w środę 25 pażdziernika o godzinie 7 rano zmarła moja Mamusia. W domu przy
        mnie i mojej siostrze. Odeszła i zostawiła nas - dwie sieroty...Mamo...
        przepraszam....TY wiesz za co...Bądź z nami...
        • mijaczek ['][']['] 29.10.06, 15:43
          STRASZNIE CI WSPOLCZUJE....
          • reni_78 ['][']['] 30.10.06, 08:51
            Wieczne odpoczywanie racz Jej dać Panie...
            A Ty Aniele Boży poprowadź Ją Prostą Drogą do Nieba...
        • kawka74 Re: rak, rak, rak... 29.10.06, 16:16
          Bardzo bardzo mi przykro.

    • anik801 Re: rak, rak, rak... 29.10.06, 17:11
      Mój tata ma raka mózgu-glejakasad Jest w łóżku od czerwca.Na początku nie
      potrafili postawić diagnozy.Teraz jest już za późnosadNie wiem ile mu zostało?
      Lekarze dali maksymalnie pół roku.Mój tata ma 51lat i praktycznie na nic
      wcześniej nie chorował.To przyszło tak nagle...
      • hanna100 Re: rak, rak, rak... 30.10.06, 13:58
        Nienawidzę raka!
        Mój Tata umrał na raka płuc dwa lata temu. Strasznie mi go brakuje, miałam
        cudownego tatę i tak mocno za nim tęsknię.
        Moja Babcia umarła na raka wątroby - wiem, co to znaczy i jak człowiek cierpi i
        jak wygląda. Szczerze Ci współczuję.
        • bozenka12 Re: rak, rak, rak... 30.10.06, 14:20
          Pare tygodni temu ogladalam w telewizji wywiad z jakims lekarzem. To co
          powiedzial gleboko zapadlo mi w pamieci. Powiedzial, ze 60% !!! raka by nie
          zaistnialo, gdyby ludzie zmienili diete! Ponoc trzeba na maksa sie zapychac
          warzywami i owocami. Maja one w sobie cos antyrakowego. 60% to bardzo duzo!
          Nie wiem czy to prawda, ale tak na wszelki wypadek zapychamy sie w domu
          warzywami...
          Bozena
    • asiorzynka Re: rak, rak, rak... 01.11.06, 19:46
      dziś minął tydzień od śmirci mojej Mamy. Pierwszy raz byłm na grobach bez
      Niej.Oj, jak bardzo boli...Niewyobrażalny smutek , że w tym roku przyszło mi
      zapalić świeczkę na Jej grobie...Czasem nie radzę sobie z myślami. Mieszkam w
      domu gdzie Mamam zawsze była, gdzie umarła i nie potrafię skonfrontować tego z
      normalną rzezcywistością...Nie, to już nie jest dla mnie normalna
      rzeczywistość. Już zawsze będzie inaczej...I ten wiatr...
      • mijaczek asiorzynka... 01.11.06, 20:25
        ... najpierw chcialam zapytac czy wszystko OK...ale przeciez nic nie jest OK.
        stracilas mame i inaczej nie mozna odpowiedziec na to pytanie...
        Boze...ja nie wiem jak to boli... w zyciu nie stracilam nikogo [oprocz mojego
        Aniolka, ale moje poronienie zawsze sobie tlumaczylam falstartem
        Emusi...]...nigdy na pogrzebie nie bylam. Nie wiem co to smierc tak
        naprawde...Strasznie mi przykro za to, co przytrafilo sie tobie i co przytrafia
        sie innym...to samo przechodzi teraz kuzynka mojego meza...jej mama odeszla w
        kwietniu....dziewczyna ma 19 lat... nie do pojecia... placze codziennie....
        Przytulilabym cie gdybym mogla, ale to pewnie nie byloby tak jak przytulala
        twoja mama...
      • gonia0012 Re: rak, rak, rak... 01.11.06, 21:32
        Witam Ciebie
        Wiem jak bardzo to boli.Ja byłam dzisiaj trzeci raz na grobie mojej Mamy.
        Mimo ,że już nigdy nie będzie tak jak dawniej ,to pamiętaj,że czas leczy rany.
        Moja Mama też mieszkała razem z nami i przez długi czas widziałam Ją
        wszędzie.Jak otwiera lodówkę,jak siada na swoim miejscu przed telewizorem...Ale
        z każdym miesiącem było lżej.Nie mogę powiedzieć,że już przestałam myśleć,ale
        boli już mniej.Bywają dni,że tęsknię okropnie,ale mogę już oglądać zdjęcia filmy
        na których jest Mama i nie wywołuje to już takiego bólu.Wiem,że boli baardzo,ale
        będzie lepiej.Czego życzę Ci z całego sera i pozdrawiam.
        • joanna35 Re: rak, rak, rak... 01.11.06, 21:51
          asiorzynko dopiero teraz przeczytałam, że Twoja mama odeszła. Łączę się z Tobą
          w bólu i z całego serca Ci współczuję. Masz rację - nic już nie będzie takie
          samo. Moja mama zmarła w zeszłym roku, w połowie września na raka narządów
          rodnych. Pozdrawiam Cię serdecznie
          • demarta Re: rak, rak, rak... 01.11.06, 23:26
            asiorzynko. moje kondolencje. teraz wszystko ma inny kształt i inny wymiar, ale
            wierzę, że w swoim czasu choćby z największej chmury - wyjdzie słońce. to
            będzie slońce o całkiem innej barwie i zupelnie innym natężeniu niż dotychczas,
            ale z pewnoscią go doświadczysz. czego z całego serca życzę.
      • lila1974 Re: rak, rak, rak... 01.11.06, 23:27
        Niezmiernie mi przykro sad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka