Dodaj do ulubionych

"jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?"

IP: *.* 30.07.01, 14:45
Dziewczyny! Wiem, że tutaj mogę liczyć na zrozumienie. Mam 10-miesięczną córeczkę. Anielsko grzeczną. Moi rodzice zaproponowali mi pewnego dnia, że zabiorą ją do jej prababci, 250 kilometrów od domu. Nie zgodziliśmy się z mężem od razu, ale w końcu powiedzieliśmy TAK. Od tygodnia odpoczywamy, nadrabiamy spotkania towarzyskie, jednym słowem ODŻYLIŚMY. A tymczasem mój teść i babcia męża stale powtarzają: "Jak mogłaś rozstać się z dzieckiem? Ja nigdy bym tego nie zrobiła"... i cóż? Mam się czuć jak wyrodna matka? Moja córeczka ma lepiej z moimi rodzicami niż ze mną. Oni mają tylko ją a ja dodatkowo pranie, sprzątanie, gotowanie... Staram się więc nie zwracać uwagi na te docinki i... baaaaaardzo za nią tęsknię!!!
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 15:21
      Zawsze ktoś musi popsuć sielankę i wzbudzić wyrzuty sumienia.Szczerze zazdroszczę, wiem jak to cudownie jest zatęsknić za maluchem. Moja ma już 2,5 i też ją zostawiliśmy rok temu z teściową, wtedy moja mama mówiła, że jestem wyrodną matką.Przestaje być wtedy tak przyjemnie. Tak naprawdę doładowałam wtedy akumulatory. Nie przejmuj się na pewno wszystko będzie OK.
    • Gość: wioleta Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 16:45
      SłonkoNie przejmuj sie takimi docinkami - Tobie też się coś od życia należy !!!! Odpoczynek i jakaś rozrywka. Moi rodzice co roku zabierają mojego synka na wakacje - nie ma ich 2 tygodnie czasami nawet miesiąc. Nie interesuje mnie, co ktoś inny o tym myśli - wiem, zę moje dziecko ma należytą opiekę i krzywda mu się nie dzieje - a wręcz przeciwnie. potem wraca stęskniony i rozkochany. Dziecku to nawet czasami dobrze robi. Nie martw się i nie daj sobie w kaszę dmuchać.buziaczkiwiola
      • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 17:21
        Tak jak się spodziewałam, tutaj mogę liczyć na dobre słowosmile)) Dziękuję dziewczyny, a wyrzuty sumienia? - ja ich nie mam, ale słuchać mi się nie chce tych uwag. Nie sztuka zrzędzić, sztuka zaopiekować się dzieckiem, choć wcale się tego robić nie musi. Jestem za to strasznie wdzięczna moim rodzicom!!!
        • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 18:16
          I jeszcze jedno! Jeżeli któraś z Was ma tak cudownych rodziców, którzy zaproponują jej, że zabiorą dzieciaka na chwilę, nie zastanawiajcie się! Dziecku z dziadkami nic się nie stanie, to najwspanialsi ludzie na świecie i nie zapomnijcie im tego powiedzieć :hello: Pozdrawiam
    • Gość: guest No właśnie: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 18:26
      Po pierwsze to nie jest dziecko, lecz NIEMOWLĘ. Taka mała istotka nie rozumie jeszcze co się wokół niej dzieje. Zachowuje się i działa instynktownie. Utrata na tak długi okres mamy - osoby, której sama obecność dawała oparcie i poczucie bezpieczeństwa może wywołać u takiego niemowlaka szok i w rezultacie reakcję obronną w postaci ucieczki, zamknięcia się. Rób co chcesz - Twoje dziecko na pewno nie umrze - ma dobrą opiekę, lecz jak to wpłynie na jego psychikę tego nie wie nikt. Ja bym tego nigdy nie zrobił swojemu dziecku. Ja i moja żona nie mamy bliskiej rodziny w pobliżu miejsca zamieszkania. Przez rok nie chodziliśmy do kina, teatru itp. Można bez tego żyć, a dziecko choć czasem jest męczące naszym zdaniem wymaga takiego poświęcenia, zresztą procentuje to teraz (Eleonora ma 1,5 roku) dużym poczuciem niezależności i brakiem lęku w kontaktach z obcymi osobami. Dopiero niedawno zdecydowaliśmy się na opiekunkę, ale na pewno nie zostawilibyśmy dziecka na kilka dni nawet pod doskonałą opieką. Dziecko musi być na tyle duże aby rozumieć, że rodzice go nie zostawili, lecz, że to jest wyjazd, który zakończy się powrotem do domu i spotkaniem z rodzicami. Inaczej może być przez ten czas zaniepokojne, pełne lęków i obaw, że zostało porzucone. Dla mnie jest to oczywiste. Każdy jednak wychowuje swoje dzieci według własnych zasad i nie mam zamiaru nazywać Cię wyrodną matką, czy też określać w podobny sposób. Każdy z nas rodziców będzie ponosił konsekwencje własnego zachoania względem własnych dzieci.Mam nadzieję, że żadna z moich czarnych wizji w Twoim wypadku się nie ziści.PozdrawiamKristoVelMefisto
      • Gość: guest Re: No właśnie: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 19:27
        Kristo,Czy Twój post to prowokacja?W każdym razie spieszę donieść, że moi rodzice zostawili mnie u dziadków w wieku ok. 8 m-cy i żyję. Mam się dobrze, nie uciekam i z mamą mam świetny kontakt (z ojcem zerowy - ale to inna historia). Myślę, że nie należy demonizować z tymi szokami u dzieci - jak przeżyły szok narodzin, to wiele są w stanie znieść.
        • Gość: guest Re: No właśnie: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 20:12
          Wiele moich postów to prowokacja dla osób, które myślą inaczej. Nie wymyślam jednak sobie historii dla podniety czytelników - to co piszę to moje zdanie. W pewnych sprawch mam bardzo stanowcze poglądy - dla niektórych kontrowersyjne, dla innych oczywiste. To że Ty żyjesz i wiele dzieci żyje (nawet jeśli przechodzą gorsze rzeczy - typu dom dziecka), to nie znaczy, że powinniśmy im takie sytuacje fundować bez powodu (dla własnego relaksu, odpoczynku) Ja od kilku lat nie byłem na urlopie, za to więcej czasu spędzam w domu (codziennie). Nie jest to dla mnie problem (choć chętnie bym gdzieś wyjechał). Po prostu dziecko ma swoje prawa - wolę nie sprawdzać co mojemu dziecku przyniesie kilkudniowy brak kontaktu z mamą. Swoje argumenty przedstawiłem w poście wyżej - jeśli uważasz, że jest inaczej to zapraszam do merytorycznej dyskusji.
          • Gość: guest Re: No właśnie: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 21:34
            Nie chcę bynajmniej wywoływać burzy, ani tez atakowac Cię personalnie. Obawiam się jedynie postaw fundamentalistycznych (?), które - wybacz - są bardzo typowe dla mężczyzn stawiających ogromne wymagania swoim partnerkom - np. pamiętam jak na innym forum mąż nie pozwalał żonie zatrudnic opiekunki do dziecka (on cały dzień w pracy a ona w domu dostawała na głowie). Skoro jednak piszesz, że sam zrezygnowałeś z urlopów ze względu na dziecko, to wyobrażam sobie, że jestes człowiekiem, który postępuje zgodnie ze swoimi (surowymi) zasadami. Ja sama mam czasem napady pedantyzmu ale staram się opanować ze względu na otoczenie - nie jest miło przebywać z kimś aż tak zasadniczym (sorry za infantylizm tego komentarza). Co do dyskusji merytorycznej, mam tylko jedną uwagę: uważam, że dla własnego relaksu i odpoczynku warto wiele zrobić, w pewnych granicach oczywiście. Nie należy z wychowywania dziecka robić zadania, za które rodzicom należą się posągi (tzn. śmiertelna powaga + żelazne zasady), bo wtedy czekają nas rozczarowania, kiedy dziecko nie postępuje wg podręcznikowych reguł. Szanuję Twoje poglądy ale są one niejako oderwane od rzeczywistości (szczególnie rzeczywistości z więcej niż jednym dzieckiem).
            • Gość: guest Re: No właśnie: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 21:57
              No własnie od fundamentalizmu to ja jestem daleki. Nie mam żadnych wzorów moralnych - swoje zachowanie i postawy moralne opieram na logice, obserwacji świata, oraz analizowaniu poglądów innych ludzi. Co więcej jestem agnostykiem, więc choćby z tego powodu fundamentalizm jest wykluczony. Nie jestem także pedantem i nie podporządkowuję swojego życia wyłącznie dziecku (jak mogłoby się faktycznie wydawać). Odpowiadając w poście niżej napisałem, że moim zdaniem dziecko do pewnych doświadczeń musi po prostu dojrzeć. My jako rodzice powinniśmy oceniać, czy to "już" jest pora na pewne doświadczenia. Eleonora ma 1,5 roku i muszę powiedzieć że jestem z niej zadowolony w 100%. Kompletnie nie przeszkadza mi, że jej o 2 miesiące młodszy kolega zna 10 razy więcej słów. Wiem, że na wszystko przyjdzie pora. Moja córcia za to lepiej w tej chwili rozwija się ruchowo - pewnie za jakiś czas dzieciaki "zamienią się miejscami". Na niektóre sytuacje reaguję czasem stanowczo, kiedy moim zdaniem są niebezpieczne dla dziecka, czy istotne dla rodziców. Większość może mieć na ten temat inne zdanie - po to jest forum aby o tym dyskutować.PaKristoVelMefisto
              • Gość: guest Re: No właśnie: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 09:11
                NIe myślałam u fundamentaliżmie religijnym, tylko o postawie życiowej. Kiedyś czytałam artykuł o książce pt: Dżihad kontra McŚwiat" (czy coś w tym stylu). CHodzi o to, że są ludzie, którzy uważają, że jest jedna słuszna droga (fundamentaliści) oraz tacy, co uważają, że wszystko jest dozwolone (permisywiści?). Obie postawy są oczywiście niebezpieczne. Moją opinię na temat Twojej osoby wyciągnęłam nie tylko z wypowiedzi w tym temacie ale też innych np. "wyrzucić komputer?". Oczywiście wypowiedzi na forum nie są wiernym odbiciem naszych osobowości, więc możesz w życiu być kompletnym luzakiem, tylko że na forum tego nie widać.
                • Gość: guest Magdo IP: *.* 31.07.01, 09:35
                  Nie jestm luzakiem i jestem. W pewnych sprawach jestem bardzo stanowczy, gdyż uważam je za istotne. W innych z koleji jest mi wszystko jedno. Jednak jeśli ktoś przy pomocy rozsądnych argumentów wykaże mi błąd rozumowania, to je zmienię. Jestem bardzo elastyczny, ale tylko w obliczu argumentów.
                  • Gość: guest Re: KvM! IP: *.* 31.07.01, 17:15
                    PO dłuższym zastananowieniu doszłam do wniosku, że właściwie nie mamy się o co spierać, bo się z Tobą poniekąd zgadzam: ja nie wysłałabym swoich dzieci na wakacje beze mnie, ani tez nie wrócę do pracy przez ok. 2 lata. ALE.... Ja mam niezwykle pomocnego męża, który rano wstaje do dzieci, żebym ja pospała (mimo że on pracuje, a ja "nie") - o jego niezwykłości zapewniała mnie już położna środowiskowa. POmaga mi siostra, kiedy mąż jest w pracy. Przebywanie z moimi dziećmi jest dla mnie wielką przyjemnością. Nie wszystkie mamy egzystują w tak sielankowej sytuacji (np. moja własna mama) i dlatego nigdy nie śmiałabym oceniać negatywnie wysłania dziecka do dziadków (którzy w sumie powinni zaliczać się do najbliższej rodziny, gdybyśmy żyli w normalnym świecie), po prostu uważam, że każda mama ma do tego prawo i świat się od tego nie zawali - pod warunkiem, że czujnie obserwujemy swoje dziecko i wiemy, że dobrze taką wizytę znosi (np. nie ośmieliłabym się rozstać z dzieckiem w jednym z okresów nasilonego lęku przed rozstaniem, charakteryzującego się silnym lękiem przed obcymi, który przecież łatwo zaobserwować).
      • Gość: wioleta Re: No właśnie: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 20:17
        No cóż - mogę powiedzieć jaki wpływ ma wyjazd dziecka z dziadkami. Tak jak już pisałam moi rodzice zabierali Kubusia ze sobą na wyjazdy - dziecko ma teraz 5 lat - wyjeżdża z nimi nadal - bardzo chętnie zresztą - i nie ma z tego powodu żadnych lęków - wręcz przeciwnie ... Jest otwarty w stosunku do innych na dodatek jest mu łatwiej np. z pójściem do przedszkola, wiele dzieci ma z tym problem, bo rozstają się z mamą na długo.Warunkiem jednak jest to by dziecko był zżyte z dziadkami - my mieszkaliśmy razem z nimi, więc byłi dla niego bardzo bliscy zawsze.
        • Gość: guest Re: No właśnie: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 21:36
          "Warunkiem jednak jest to by dziecko był zżyte z dziadkami - my mieszkaliśmy razem z nimi, więc byłi dla niego bardzo bliscy zawsze. "To zmienia postać rzeczy. Jeśli dziecko ma 2-3 lata i wyjeżdża z kimś kogo dobrze zna, to oczywiście nie będzie to dla niego jakiś wielki problem. Dla niemowlęcia jednak podstawą bezpieczeństwa jest mama (nawet nie rodzice tylko mama - szczególnie jeśli dziecko karmione jest (było) piersią). Jak mawiają Rosjanie - wsio można tylko astarożna ;-)
          • Gość: wioleta Re: No właśnie: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 22:09
            Ależ On nie miał nawet roku jeszcze .... kiedy wyjechał z dziadkami po raz pierwszy - nad morze ( co prawda na krótko - bo tydzień) miał zaledwie 10 miesięcy ... Czuł się tam świetnie ....
            • Gość: guest Re: No właśnie: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 10:43
              No juz mi się nazbierało i muszę się wtrącić. KvM - zgadzam się z Tobą w 100%, zresztą już napisałam Twojej żonie, że za chwile się zakocham.A tak poważnie, to ja też uważam, że niemowlak nie rozumie co się dzieje i gdy traci matkę z pola widzenia, to kończy mu się świat i czuje się odrzucone. Pewnie dziewczyny, że macie rację, że same byłyście zostawiane, zostawiałyście dzieci i nie mają lęków itd, ale nie z takich dołków ludzie (dzieci) wychodzą - bite, katowane, gwałcone, z rodzin patologicznych i z czasem normalnieją, ale dla mnie jako matki nie jest argumentem, że nic jej się nie stanie i będzie normalna w przyszłości, ale że w danej chwili narażam ją na stres.Dodam jeszcze, że dziwne te posty są w kontekście pojawiających się tu rozterek o powrocie do pracy. Zostawiamy biedne dziecko idąc do pracy i co z tym robić, a porzucamy ( z jego punktu widzenia) niemowlaka na czas dla niego nie do ogarnięcia nie licząc się z jego uczuciami...Dodam, że złości mnie ten temat osobiście, ponieważ oblałam właśnie egzamin sędziowski i czeka mnie poprawka, i cały czas słysze od różnych osób, że powinnam się pozbyć na miesiąc, tydzień czy tam ileś dziecka. A co ono zawiniło, że pojawiło się na świecie w momencie niedogodnym.Ponadto wiem, jak mała się na mnie złościła jak wróciłam do pracy i kiedy najpierw rzucała się na mnie a potem beczała ze złości, że ją zostawiłam. Nie mogę nie pracować, bo nas na to nie stać, Baśka siedzi z ojcem w domu i mam w nosie mówienie, że nie przyzwyczajamy dziecka do obcych, natomiast wiem, jak dziecko reaguje kiedy dłużej któregoś z nas nie ma - podejrzewam, ze po powrocie to już nie byłoby to samo dziecko - przebolałoby w swoim małym rozumku strate i przestało być ufne.Rozumiem jednak potrzebę odpoczynku, ale wydaje mi się, że decydując się na dziecko człowiek powinien przestać myśleć o sobie - jak to mi ładnie powiedział kolega w drugim tygodniu życia mojej córki: wyśpisz się jak skończy 18 lat...I chciałabym się tego trzymać.Chyba byłam ostrzejsza niż KvM, ale mnie osobiście już parę takich dyskusji dotknęło, więc mnie ponosi. Zwróciłabym też uwagę, że KvM napisał: rób jak uważasz, a moje zdanie jest takie i to każdemu wolno i nie przekracza to granic dobrego smakuKAsia
              • Gość: guest Re: No właśnie: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 10:58
                Oj Kasiu, ponosi Cię! Tylko szkoda, że Twoja frustracja z powodu oblanego egzaminu znajduje uj?cie na forum dla mam. Choć może to lepsze niż wyżywanie sie na dziecku. To mocne słowa takie stawianie na równi matki wysyłajšcej dziecko na wakacje z dziadkami i rodziców katujšcych czy gwałcšcych swoje dzieci. A dla mnie decyzja o urodzeniu dzieci nie jest jednoznaczna z rezygnacjš ze swoich praw, marzeń i dšżeń. Nie jestem wię?niem swojego macierzyństwa. Cieszę się nim ale mam swoje prawa. I obowiazki. Moje dzieci i mšż to rozumieja i szanujš. I jeste?my szczę?liwš rodzinš
                • Gość: guest Re: No właśnie: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 12:51
                  Ależ Marto - to nie frustracja, tylko złość, że musze tak elementarne rzeczy tłumaczyć moim znajomym i rodzinie. Sama napisałam, że mnie ponosi, ale napisałam też, że ze względu na tych, którzy wiedzą lepiej, że mojemu dziecku nic się przez miesiąc z obcymi nie stanie a egzamin jest ważniejszy - NIE JEST.Jako osoba wierząca uważam, że trzeba się w środku poukładać i być gotowym na każdy scenariusz.Natomiast porównanie drastyczne, owszem, ale dlatego, że nie podoba mi się pisanie (mówienie) a moje dziecko jest normalne choć je zostawiłam. Moi rodzice też mogą powiedzieć, a nasze dziecko też jest normalne, choć jesteśmy alkoholikami (gdyby umieli się przyznać) - co nie znaczy, że nie byłoby zdrowiej dla mnie, gdyby nie byli. Dlatego mogę chyba powiedzieć, że moim zdaniem niemowlak nie rozumie, że nic złego się nie dzieje, gdy na zawsze (z jego perspektywy) znika mama.I to właśnie nie chodzi o sytuację, gdy dziecko np 2 letnie jedzie z dziadkami, których widuje codziennie. Choć ja poczekam aż Baśka będzie większa.Jestem osobą impulsywną, ale nie sfrustrowaną.KAsiaPSNie muszę chyba podkreślać, że też jesteśmy szczęśliwą rodziną, choć wychowując dziecko nie wymagam od rocznego malucha, by rozumiało moje potrzeby i było wyzbyte egoizmu.Przypominam bowiem, że dyskusja rozpętała się na temat niemowlaków a nie dzieci.K.
              • Gość: guest Kasiu IP: *.* 31.07.01, 15:34
                Do zakochania jeden krok... ;-) Ja i moja żona nic przeciwko temu nie mamy ;-) Nie wiem za to jak Twój mąż? ;-)A tak poważnie. To zadziwiasz mnie. Zdajesz egzaminy sędziowskie (czyli siedzisz w aparacie jak dla mnie straszliwym), a jednocześnie myślisz bardzo racjonalnie - nie wyobrażam sobie jak tego dokonujesz (byc może zresztą nie jest tak tragicznie jak to sobie wyobrażam/obserwuję).W kwestii dziecka. Dokładnie takim tokiem rozumowania podążałem jak ten który przedstawiłaś, a jeszcze ostrzej Ola. Nigdy nie dopuściłbym z własnej woli do dłuższej rozłąki z mamą dziecka, które nie rozumie, że to nie jest koniec świata, lecz po prostu wyjazd na wakacje. Jest tak jak piszesz, na "normalne" osoby wyrastają nawet opuszczone przez rodziców, czy maltretowane dzieci. Co więcej w większości domów dzieci doświadczają o wiele gorszych rzeczy niż wyjazd do babci w nieodpowiednim wieku. Ja sam mam z domu rodzinnego wiele "bagażu". Pozbycie sie pewnych wdrukowanych w psychikę lęków, uprzedzeń kosztuje bardzo dużo. Z pewnych spraw nigdy pewnie nie będę zdawał sobie sprawy - nie naprawię błędów popełnionych przez rodziców. Od 10 lat pracuję świadomie nad swoją psychiką i przebudową świadomości. Masę czasu pochłonęło mi nauczenie się bycia szczęśliwym - tak to jest do nauczenia. Wcześniej wiele lat cierpiałem, bo byłem świadom, lecz nie rozumiałem własych kompleksów, uprzedzeń, lęków. Wszystko to "zawdzięczam" swoim rodzicom. Zrobili to kompletnie nieświadomie - stanowili zwykłą "normalną" rodzinę. Wierzę, że mając świadomość tego wszystkiego swoje dzieci będę w stanie wychować inaczej. Przynajmniej mam nadzieję nie przeszkadzać w ich naturalnym rozwoju. Wiesz, spotykam codziennie tak wiele okaleczonych psychicznie osób, że mam pewność, że ludzie jako gatunek (przynajmniej nasza cywilizacja) kompletnie nie potrafi wychowywać potomstwa. To co u nas odchodzi, to hodowla - wyjątki potwierdzają tylko ten smutny fakt. Nie wiem, czy mi się uda, oraz na ile psychika człowieka jest zdeterminowana genetycznie, mam jednak wiarę, że coś dla swoich dzieci jestem w stanie zrobić.PozdrawiamKristoVelMefisto
                • Gość: guest Re: Kasiu IP: *.* 31.07.01, 16:28
                  Co do sądu tylko, bo na więcej nie mam czasu: siedziałam w tym, bo wydawało mi się, że na tyle się przepracowałam, że powinnam właśnie to robić, chociaż nie sądźcie, byście nie byli sądzeni.Natomiast chwilę przed egzaminem gdy dowiedziałm się, że przyszli sędziowie pocztą pantoflową podają sobie pytania, dostałam nastroju rzygawicznego. Sorry za określenie. Oczywiście byłam też niedouczona - jak to w życiu, ale na pewno straciłam wiarę w to, iz jestem na swoim miejscu, więc nie miałam też towarzyszącego mi w życiu dotąd przekonania, że idę dobrą drogą. Bo po prostu nie pasuję i nigdy nie wydałabym wyroku innego niż mi dyktuje sumienie i moja wiedza, nawet wiedząc, że sąd odwoławczy go uchyli - co dziwiło wiele osób.Myślę więc rozsądnie niezależnie od okoliczności, no chyba że czasem mnie krew zaleje, to wtedy mniej. I też muszę bardzo nad sobą pracować. Pracę nad dzieckiem na razie zostawiam w codziennej mierze mężowi (nieślubnemu), bo jak widzisz siaduję w pracy i zarabiam na chlebek, ale nie boję się o nią, bo Norbert może nawet rozsądniej ją wychowuje.Co do romansu zaś - Dorka musiałaby być brunetką, bo jeśli już związał się z rudzielcem odbiegającym od jego ideału strasznie, to niech chociaż kochankę ma w swoim typie.Kasia
                  • Gość: guest Re: Kasiu IP: *.* 31.07.01, 17:58
                    Hm. Jestem zdziwiony jeszcze bardziej. Z tego co piszesz, wynika, że dopiero odkrywasz co to za bagno, zresztą moim zdaniem jak wszędzie w Polsce. Polacy przez ostatnie 50 lat byli wychowywani na złodziei i oszustów (przez system). Powszechny jest kompletny brak zrozumienia nawet (nie wspomnę o przestrzeganiu) podstawowych zasad moralnych (choćby nie kradnij). Nie dotyczy to co gorsza marginesu społecznego, lecz wszystkich warstw społecznych łącznie z tzw. elitami. Dla mnie jest to porażające. Każdy człowiek robi czasem złe rzeczy - ja też nie jestem święty, ale przynajmniej mam świadomość, że to co zrobiłem jest złe. Kompletnie nie wyobrażam sobie jak Ty będziesz tam funkcjonować - musiałabyś mieć żelazny charakter, aby to przetrwać (bynajmniej nie twierdzę, że go nie masz, ale to bardzo wyjątkowe - jak zresztą podejście do życia, które prezentujesz).W kwestii wychowania dziecka. Piszesz, że raczej to Twój partner je wychowuje - nie wiem w jakim zakresie to się odbywa, lecz moim zdaniem oboje rodziców powinno mieć w tym udział - chyba nawet w pierwszym okresie życia bardziej mama niż tata. To bardzo ważne dla małego dziecka - z drugiej strony to co piszesz każe mi wierzyć, że rozsądnie rozwiązałaś tą sprawę.Nie chcę się wtrącać w czyjeś prywatne życie, ale chyba lepiej by było inaczej rozłożyć akcenty praca-wychowanie. To moje zdanie - Ty znasz sytuację lepiej i z pewnością wiesz lepiej co dla Twojego dziecka będzie najlepsze.W kwesti romansu.Dorka jest owszem brunetką, do tego bardzo piekną, lesz na tym radość się kończy ;-) W tych sprawach mamy bardzo jasne dla obu stron stanowisko. Jedna strona musi się zgodzić na to co chce zrobić druga. Tak się składa, że Dorka pozwala mi na wiele, a ja jej na nic. Co więcej jestem bardzo zazdrosny i nawet jak pomyślę o jakimś romansie mojej żony, to odruchowo włosy mi się jeżą. Dorka pod tym względem jest o wiele bardziej tolerancyjna i jak widzisz pozwala mi nawet na flirty z Tobą ;-).Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób to co napisałem może znowu być kontrowersyjne i obrazoburcze. Rzeczywistość wygląda jednak tak, że nigdy nie zdradziłem mojej żony i raczej tego nie zrobię. Zresztą gdybym miał "romans", to tylko za jej zgodą i akceptacją - pewnie akceptacja byłaby możliwa dopiero po akceptacji tej osoby. Temat ten jak i kwestie moralności mocno jednak odbiega od tematyki forum, więc jeśli masz ochotę na dalszą dyskusję, to raczej przejdźmy na priv. Po co drażnić osoby, które będą się gorączkować jakie to niemoralne, a gdzie indziej będą pytać: "Powiedzieć mężowi o zdradzie, czy nie"
                    • Gość: guest Re: Kasiu IP: *.* 01.08.01, 07:13
                      Oj Kristo, Kristo, popracuj Ty jeszcze trochę nad tš psychikš. Naprawdę, Twoje uwagi nie wzbudzajš takiej niezdrowej sensacji jak Ci się wydaje. A co do hodowli to może zbyt dużo razy oglšdałe? film "Matrix"?
                • Gość: guest Re: Kasiu IP: *.* 01.08.01, 07:01
                  Hodowla? Kristo, to mocne słowa! Nie zauważyłam nic takiego wśród moich znajomych i rodziny. Nie wiem, może mam jakieś wyjątkowe szczęście, ale generalnie wszyscy, których znam, swoje dzieci bardzo kochają, odnoszą się do nich ciepło, biorą na ręce, kiedy płaczą, i nikt nawet nie wspomniał o nauce zasypiania przez wypłakanie. A co do wyjazdu dziecka do dziadków...uważam osobiście, że to zależy od tego, ile czasu z nimi spędzało przedtem. Np. wydaje mi się, że moja córeczka spokojnie zniosłaby taki wyjazd z moimi rodzicami. Wydaje mi się, nie sprawdzałam, bo po pierwsze primo karmię piersią i zamierzam jeszcze kilka miesięcy karmić, po drugie primo, sama nie zniosłabym rozstania. Ale uważam, że dziecko potrzebuje przede wszystkim miłości. Oczywiście nie jest obojętne, kto tę miłość okazuje, oczywiście mama jest najważniejsza. Ale podkreślam - to zależy od dziecka.Tak mi się wydaje...
                  • Gość: guest Do Iwony i Andzi IP: *.* 01.08.01, 08:24
                    Drogie koleżanki. Nie rozumiem dlaczego moje słowa bierzecie do siebie, czy też do swojego otoczenia. Stanowicie pewną elitę, jednak przeciętna rzeczywistość jest inna. W swoim życiu prywatnym i zawodowym spotykam się z wieloma ludźmi. Niestety takie mam obserwacje, co gorsza potwierdzane przez artykuły w gazetach i statystyki. Świetnie, że Wy nie macie takich doświadzczeń w swoim otoczniu - nie musicie się wkurzać, kiedy to widzicie. Tak sie składa, że zarówno ja, jak i moja żona byliśmy hodowani właśnie, a nie wychowywani. Nie mówię tu o najmłodszych latach. Mówię o czasie gdy dziecko ma naście lat. Nie mieliśmy żadnego kontaktu z rodzicami (takiego jak naszym zdaniem powinien być). Z tego co widzę, to tak jest prawie wszędzie. Między rodzicami, a dziećmi nie ma zwykle kontaktu i zaufania, które jest niezbędne, aby mozna było mówić o wychowaniu. Spróbujcie poobserwować choćby swoje dziciństwo pod tym kątem. Miłość to podstawa, ale nie załatwia wszystkiego. Wychownanie dziecka wymaga ogromnego wysiłku intelektualnego a przede wszystkim świadomości. Być może miałyście szczęście i Wasi rodzice potrafili to, czego nie potrafi zdecydowana większość.Iwonie która robi osobiste wycieczki w stronę mojej psychiki napiszę tylko, że dostaję sporo privów od sfrustrowanych moimi wypowiedziami osób (nawet z pogróżkami). Nie jest to na szczęście jedyna korespondencja jaką dostaję dzięki forum e-dziecka.
                    • Gość: guest Re: Do Iwony i Andzi - do Kristo IP: *.* 01.08.01, 08:40
                      Cóż tu można dodać...no to widocznie miałam szczęście. Dziś jako osoba dorosła (choć chyba jeszcze nie do końca dojrzała...), żona, matka, kobieta pracująca, mogę powiedzieć, że moi rodzice dobrze mnie wychowali. Jestem im wdzięczna, że nie tylko dali mi miłość i opiekę, ale nauczyli pracy nad sobą, kiedy trzeba wymagali i zabraniali. Podobnie jestem wdzięczna teściowej, bo dostał mi się wyjątkowo udany egzemplarz rodzaju męskiego ;-)Pewnie, nie uniknęli błędów, my też ich nie unikniemy. Ale nasze dzieci to zrozumieją, kiedy dorosną.PS. Zwróć uwagę na mój nick...
                      • Gość: guest Re: Do Iwony i Adzi - do Kristo IP: *.* 01.08.01, 08:48
                        No cóż za przekręcanie Nicka przepraszam i gratuluję rodziców.
              • Gość: guest Robię jak uważam! IP: *.* 01.08.01, 14:03
                I dokładnie!!! Robię jak uważam, a uważam ,że wyjazd dziecka z dziadkami nie skrzywi jego psychiki wręcz przeciwnie, nauczy je poznawać nowych ludzi. Mając stały kontakt z moimi rodzicami wiem, jak jest szczęśliwa, jak się śmieje i jak dalekie jest jej serduszko od smutku :)Zresztą dzisiaj wraca i z chęcią podzielę się z wami nowinkami dotyczącymi jej psychiki, czy jak to tam nazywacie.
    • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 19:12
      Cześć nie bierz do głowy dziewczyno. Ja często podrzucam Krzysia moim rodzicom bo wiem że on się z nimi świetnie czuje. Często jak idę z nim do nich to moje dziecko zupełnie o mnie zapomina i bawi się w najlepsze. Więc czemu nie zostawiać? Wam też potrzeba trochę czasu by złapać oddech od codzienności. A co mówią inni? Niech pilnują własnego nosa. Uściski Marta (_Su_)
      • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 20:37
        Tak jak różny stosunek do wyjazdu mojego dziecka mają jej dziadkowie tak i tu zauważam wielorakie sądy na ten temat. Dziękuję tym co myślą tak jak ja i trzymam kciuki za tych, którzy trwają non stop przy swoich dzieciach /patrz:Kristo/. Uważam, że to nic złego, kiedy dziecko przebywa z dziadkami, których wspaniale zna /mój ojciec jest "opiekunką" córki kiedy jestem w pracy/. "...zresztą procentuje to teraz (Eleonora ma 1,5 roku) dużym poczuciem niezależności i brakiem lęku w kontaktach z obcymi osobami." -to słowa Kristo, a ja myslę, że ciągłe przebywanie z rodzicami pozbawia dziecka odwagi w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi. Zawsze jest z mamą lub tatą i nagły ich brak może dopiero wywołać lęk!!! To wszystko jest jednak sprawą indywidualną i nawet ty Kristo nie wywołałeś we mnie poczucia winy, wręcz przeciwnie. Pocieszam się, że nie tylko mój teść i babcia męża mają tak KONSERWATYWNE poglądy...Pozdrawiam :hello:
        • Gość: guest Magdaleno! IP: *.* 30.07.01, 22:02
          Nie rozumiemy się! Ja także uważam, że dzieci powinny mieć znaczną swobodę i prawo do poznawania świata samemu (przebywania bez opieki rodziców), ale nie niemowlęta! Napisałem wyraźnie (i nie jest to moja prywatna opinia, lecz zdanie fachowców), że niemowlę jest silnie uzależnione emocjonalnie od matki. Nie piszę tego wszystkiego abyś miała wyrzuty sumienia - Twoja postawa, to nie moja sprawa. Wyraziłe swoje zdanie w tej kwestii i już.
          • Gość: guest Re: Kristo! IP: *.* 30.07.01, 22:07
            Rozumiem. Ale jestem zdania, że tak małe dziecko nie odczuwa jeszcze tęsknoty, zwłaszcza jeśli podobną ilość czasu spędza z matką i dziadkami. Starsze dziecko wie, że mama to ktoś inny niż babcia czy dziadek. Stąd moja decyzja o wyjeździe córki.Pozdrawiam :hello:
        • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 22:24
          Magdalenoto nie jest tak, że nasza Sikora przebywała tylko z nami i nie miała kontaktu z innymi osobami. Bardzo często zabieraliśmy ją do dzieciatych i niedzieciatych znajomych, gdzie świetnie się czuła.U nas sytuacja była inna, gdyż nie mogliśmy liczyć na wsparcie dziadków, Mała praktycznie ich nie znała, dlatego inaczej przebiegał proces jej dojrzewania do długiego przebywania z kimś innym niż rodzice. Myślę, że dzięki temu , iż miała nas przy sobie w pierwszym roku życia, nabyła dużego zaufania do świata i ludzi. Gdy w jej życiu pojawiła się niania, bez większych problemów zaakceptowała nową sytuację.To , co napisał KvM, to nie są konserwatywne poglądy, lecz racjonalne podejście do tematu. Poproś teścia, aby podał Ci racjonalne argumenty przeciwko zostawiania niemowlęcia na tydzień bez rodziców - Mam nadzieję, że będzie umiał je podać.Nie krytykuję Twojej decyzji, być może , gdybym miała bliską, zaufaną osobę, którą moja córka akceptuje, zostawiłabym ją na dzień lub dwa pod jej opieką.Dorka
          • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 01.08.01, 14:12
            A ja nadal sądzę, że to konserwatyzm! żyjemy w świecie, w którym trzeba być przygotowanym na wszystkie niespodzianki losu, wyjazdy najbliższych "za chlebem" tysiące kilometrów od dzieci, częste podróże służbowe jeżeli chce się utrzymać pracę, o którą obecnie tak trudno. Dziecko niestety wcześniej czy później zetknie się z brutalntm losem, mimo naszej najtroskliwszej opieki. I wysyłają małą samą wcale jej nie dokładem niemiłych niespodzianek lecz uczę radzenia sobie z losem w najłagodniejszym wydaniu.Pozdrawiam!!!
            • Gość: guest Zrozum wreszcie IP: *.* 01.08.01, 17:18
              że my nie mamy nic przeciwko poznawaniu świata przez dzieci. Dla dziecka ważne jest aby nauczyło się radzić sobie bez rodziców. Czego Ty jednak nauczysz niemowlę?Na wszystko jest własciwa pora i czas. Oczywiście, że czasem życie zmusza do podejmowania takich decyzji (zagrożenie życia, lub zdrowia), nie widzę jednak sensu fundować niemowlęciu czegoś takiego bez faktycznie istotnej potrzeby. To "za chlebem" to zwykle tylko usprawiedliwienie we współczesnym świecie. Wiesz jak mi ciężko znaleźć osobę chętną do pracy? Owszem chętni są, ale do brania wypłaty, a nie do pracy. Ja nie stosuję innego wynagrodzenia jak zapłata za wykonane zadanie - większość chce mieć etat, a jak się już zdecyduje, to mu się nie podoba "bo tu trzeba ciężko pracować, żeby zarobić" ( a do zarobienia jest do 2500PLN w 4-5h dziennie ) Mam już dość słuchania, że o pracę ciężko. Prowadzę własną firmę i wiem, że pracy jest dużo - inna sprawa, że też czasem mi się nie chce ;-).
              • Gość: guest Re: Zrozum wreszcie - do KvM IP: *.* 01.08.01, 21:01
                Bardzo przepraszam za odbieganie od tematu, ale ja bym dla Ciebie nie chciała pracować. Bardzo ciężko współpracuje się z osobami, które "pozjadały wszystkie rozumy". To pięknie, że tyle czytasz i tyle wiesz o dzieciach, i tak to wszystko poważnie traktujesz. Ale życie to nie tylko wprowadzanie w życie zasad - czy są to zasady z góry narzucone, czy tez "własnoręcznie" wykoncypowane. Na szczęście logika i naukowcy nie rządzą tym światem - jest miejsce na improwizację i intuicję (którą Ty opierasz na logice, czyżbyś nie wiedział, że myślenie logiczne i intuicyjne odczuwanie zachodzą w innych częściach mózgu?). Jest miejsce dla ludzi, którzy nie wychowują swoich dzieci wg podręczników psychologii klinicznej, czy innej. Może w Twoich poszukiwaniach duchowych nadszedł czas, aby mniej myśleć a więcej poczuć?
                • Gość: guest Nieco o uczuciach i emocjach IP: *.* 01.08.01, 22:17
                  Bardzo celnie choć faktycznie nie na temat. Nie chcę pisać, że uczucia to zły doradca, bo nie oddawałoby to kompletnie sensu mojej świadomości i sposobu myślenia - to dalekie przybliżenie. Takie postawienie sprawy wynika jednak z tego, że w naszym życiu - straszliwie obciążonym przez cywilizację odeszliśmy od sensu pierwotnych uczuć i instynktów bardzo daleko. Uczucia to nie jest jednak jakiś relikt z epoki jaskiniowej, lecz funkcja mózgu, która i dziś bywa przydatna jeśli jesteśmy własnych uczuć świadomi. Do rzeczy,i na temat związany z tematem wątku: Historia uczy, że dawniej mamy nie rozstawały się z niemowlętami na dłużej, gdyż groziło to śmiercią dziecka z głodu. Wczujmy się więc instynktami w naturę taką jaka rządziła życiem i śmiercią ludzi setki tysięcy lat. Ewolucja nie czyni kroków milowych na przestrzeni kilku - kilkunastu pokoleń. Dziś jako gatunek jesteśmy tacy sami jak ludzie 5-10 tysięcy lat temu. Moim zdaniem uczucia matki nie powinny pozwolić na rozstanie się z niemowlęciem. Ze starszym dzieckiem oczywiście, ale nie jeśli ma ono 6 czy 10 miesięcy! W dobie cywilizacji i niesamowitego programowania naszych mózgów podczas tak zwanej edukacji kompletnie zatracamy zwykle swoje naturalne instynkty (poza tymi najsilniejszymi, a i te czasem ulegają destrukcji). Zwróć uwagę jak powszechnie w społeczeństwie kładzie się nacisk na materialną stronę życia. Nie myśli się o zaspokojeniu podstawowych potrzeb, lecz głównie o sprawach, które tak na prawdę nie są nam do niczego potrzebne, lecz my w ślepym pędzie wierzymy, że dadzą nam szczęście. Nauczyć się czuć i rozpoznawać własne uczucia i emocje to wielka sztuka. Ja się tego uczę już blisko 8 lat i ciągle mam wrażenie, że jestem na początku drogi ku rozumieniu i kontroli własnych emocji. Najgorsze jest to, że większość czasu i energii poświęcam na wyplenienie wdrukowanych mi w dzieciństwie schematów myślowych i uczuciowych. To straszne jak często uczucia biegną w kompletnie bezsensownym, szkodliwym i destrukcyjnym kierunku tylko dlatego, że mamy w głowie zakorzeniony pewien schemat. Gdy dorastałem miałem z uczuciami olbrzymie problemy. Masa kompleksów, urojeń na temat własnej osoby zatruwały mi po prostu życie. Swoiste olśnienie przyszło po przeczytaniu "Przebudzenia" DeMello. Niby większość z tego co tam jest napisane to oczywiste i banalne sprawy, jednak całość stanowiła doskonałe podsumowanie i dała właściwe zogniskowanie sprawy uczuć.Przykładów jak czasem zgubne, bądź śmieszne skutki przynosi bezkrytyczne poleganie na własnych uczuciach znajdziesz w tej książce wiele. Wątpię, czy w kilku zdaniach oddam istotę moich poglądów, czy też postaw związanych z własnymi uczuciami, jednak podejmę próbę.Uczucia podzieliłem na dwie dość banalne kategorie. Te naturalne, wrodzone genetycznie, ukształtowane przez geny i przez geny przenoszone (głód, pociąg seksualny, strach przed śmiercią, obrzydzenie na widok fekaliów itp.) Bez tych uczuć człowiek bez cywilizacji nie mógłby funkcjonować i się rozmnażać. Druga kategoria uczuć to te, które nabywamy w drodze edukacji, wychowania. Ja nazywam je "społeczne". Są one ściśle zależne od kultury, a nawet grupy społecznej w jakiej żyjemy (przykład - my nie zjemy psa, a mieszkaniec Indii krowy). Uczucia społeczne oczywiście bazują na uczuciach naturalnych – karmią się nimi w procesie kształtowania. Niestety są one zwykle także przyczyną naszej frustracji, lęków i kompleksów. Świat bardzo się zmienia i z wdrukowanymi uczuciami tego rodzaju niejednokrotnie ciężko inaczej spojrzeć na świat, zmienić swoje zachowanie (np. profesję). Na co dzień staram się odróżniać jeden rodzaj uczuć od drugich. Z naturalnymi nie walczę, gdyż to mogłoby się stać jedynie przyczyną zawału serca „sfrustrowanego” zmaganiami. Staram się jedynie je kontrolować w miarę swoich możliwości tak aby nie zagroziły mojemu zdrowiu lub życiu. Inna bajka to emocje społeczne – to one były moim utrapieniem w emocjonalnej młodości. Wierzę, że obecnie jestem od nich w miarę uwolniony, choć echa pewnych strasznie głupich i przykrych przeżyć z dzieciństwa wracają. Głupio się czasem czuję gdy po analizie własnych myśli i zachowań odnajduję jako źródło kompletnie bezsensowne zdarzenie z dzieciństwa, które wywarło na mnie ogromny wpływ i zaburzyło moje emocje. Drobny przykład. Przez wychowanie i presję psychiczną byłem w młodości bardzo nieśmiały w stosunku do płci przeciwnej. Echa tych emocji są we mnie do dziś, lecz przemiana która się we mnie dokonała jest ogromna. Poprosić dziewczynę do tańca, to był dla mnie ogromny wstyd i zażenowanie – nawet gdy miałem 21 lat! Gdy miałem 23 lata właśnie prosząc do tańca obcą dziewczynę poznałem swoją żonę. Sprawy nie ułatwiał mi fakt, że tańczyłem i do dziś tańczę fatalnie i kompletnie nie mam poczucia rytmu (choć tańczyć lubię). Kończąc ten przydługi post dodam tylko, że sprawa uczuć jest dla mnie kolosalnie istotna. Czytałem nawet kiedyś, że każde ludzkie działanie wypływa najpierw z emocji, a potem dopiero przez rozum jest „logicznie” uzasadniane. Nie wiem czy to prawda. Emocje w życiu człowieka są podstawową sprawą. Dlatego właśnie nie zaryzykuję eksperymentu na emocjach niemowlęcia – będę postępował zgodnie z naturą. Moja żona myśli podobnie ku utrapieniu moich rodziców, którzy chcieliby się przez parę dni poopiekować wnusią.
                • Gość: guest Re: Zrozum wreszcie - do KvM IP: *.* 02.08.01, 09:34
                  Magdo!Ależ to jakaś paranoja, że pozwolę sobie bronić mojego wirtualnego hm... kochanka... Zaczeło się od tego, że to Kristo powiedział, że trzeba się wczuć w sytuację niemowlaka, dla kórego mama jest najważniejsza i nie przyczyniać się do jego stresów - a więc dla mnie na poziomie odczuwania, a bodajże Madlalena napisała, że różne są w życiu sytuacje i trzeba wyjeżdzać zostawiać dziecko itd. Wiec jakby widzę sprzeczność, kto bardziej operuje uczuciami, a kto rozsądkiem. Pamiętajmy zresztą ,że złotego środka nie ma i wszyscy jesteśmy narażeni na trud wyborów.Co do hodowli - w pełni się zgadzam, większość ludzi nie jest wychowywana.A temat jak zwykle z kontrowersyjnymi schodzi z poziomu i zaczyna być przerzucaniem się błotemKasiaPS po co oglądać matrix więcej niż raz?
    • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 21:37
      Magdaleno, nie przejmuj się, przecież znasz swoje dziecko i wiesz, co dla niego dobre. Moja mama właśnie zaproponowała mi, żebym zostawiła u niej moją córeczkę (9 m-cy) na tydzień i zrobię to. Byłyśmy u moich rodziców wielokrotnie, Jagódka świetnie czuje się z moją mamą - jak jesteśmy u rodziców razem, to mama bez problemu ją usypia, gdy mała płacze w nocy, to uspokaja się, gdy mama do niej przyjdzie. Wiem, że będzie mi mojej misi bardzo brakowało, ale jestem pewna, że będzie jej dobrze, a ja w tym czasie pozałatwiam różne konieczne sprawy.
    • Gość: Isia Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 30.07.01, 21:50
      Wczoraj zastanawiałam się, jak zostawić synka u dziadków, czy zgodzi się zostać u nich bez mamy, chociaż ich uwielbia. I wyobraź sobie, że dziś rano sam poprosił mnie, żeby go do nich zawieźć! Byłam w porządnym szoku.Ma teraz 3 latka i właściwie od urodzenia nieprzerwany bliski kontakt z dziadkami, choć mieszkają 120km od nas. Pierwszy raz zostawiłam go z moją mamą na 1 dzień, gdy miał miesiąc. Potem zdarzały się takie odejścia na dzień, później dwa, tydzień. Wiem, że był tam szczęśliwy, bo po moim powrocie nawet nie czuł potrzeby, żeby się wyściskać ze stęsknioną mamą. A kiedy niedawno urodziła mu się siostrzyczka, spędził u dziadków kilka tygodni (z przerwami). I cóż? Efektem jest to, że mały jest otwarty, kontaktowy i samodzielny, nie traktuje chwilowej nieobecności mamy jak nieszczęścia, bo wie, że mama wróci, a on przez dziadków jest uwielbiany. Nauczył się żyć z innymi członkami rodziny, nauczył się, że każdy człowiek jest inny, inaczej się z nim bawi, wysławia, na co innego pozwala i on to akceptuje. A mama może załatwić swoje sprawy. Miałabym wyrzuty sumienia, gdybym tej sytuacji nadużywała, albo robiła coś wbrew jego woli. Ale ta sprawa nie ma najmniejszego wpływu na stosunki między nami.Dzięki temu mniejszy jest teraz mój lęk, jak synek przetrwa pierwsze dni w przedszkolu bez mamy.I może dlatego nie miałam większych problemów z zazdrością, kiedy urodziła się dzidzia - bo synek nie był tak ślepo przywiązany do maminej spódnicy?Myślę Magdaleno, że dobrze jest zacząć przyzwyczajać dziecko do obecności innych osób właśnie w tym wieku, niemowlaczka. Starszemu będzie trudno zrozumieć, dlaczego mama nagle go zostawia. I rób zawsze to, co intuicyjnie wyczuwasz, że jest dobre, nie pozwól nikomu wtrącać się w życie swoje i córeczki, póki obie jesteście szczęśliwe.PS. Mój mały pojechał, a ja już strasznie za nim tęsknię. Chyba gorzej to przeżywam niż on.
      • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 07:05
        Ale Wam zazdroszczę. Z moimi bliźniakami dziadkowie nie chcą zostawać , chyba, że na godzinę ( i to najlepiej jak dzieciaki spią). Mają teraz po 2,5 roku i w tym czasie tylko raz mogliśmy się gdzieś urwać na weekend ( 2 tygodnie temu), i to nie na cały, bo w niedziele raniutko kazali nam juz wracac...(dziadkowie, nie dzieci). Moja mama kazała nam co godzinę dzwonić, żebyśmy mogli wrócić, jakby się coś działo "Oni są tacy z tobą związani, pewnie będą tęsknić i nie damy sobie rady" ( pewnie, że są, bo ciągle są ze mną, a dziadkowie daleko, i na dodatek boją się moich "żywiołków"). Po trzecim telefonie moja mama powiedziała, żebysmy już więcej nie dzwonili. Ja tez miałam niezły stres, pierwszy kwadrans płakałam w samochodzie,( z tęsknoty za dziecmi) ale potem cudownie się zrelaksowałam i bardzo żałuję, że nia mogę sobie pozwolić na takie weekendy częściej.Gosia
        • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 09:00
          Oj, Gosia, strasznie mnie zmartwiłaś!! Ja już nie mogę się doczekać ;-), kiedy będę mogła wysłać moje małe do babci, na mały urlopik. Myślę, że posiadanie bliźniąt (bądź jednego trudnego dziecka) skutecznie leczy z wyrzutów sumienia odnośnie wyrywania się na jakiś czas z domu. Zastanawiałam się, kiedy będzie odpowiedni czas na wakacje bez dzieci (licząc ten okres w latach niestety), zważywszy że babcia jest sama nie moge jej posłać maluchów, ale chyba uda nam się to kiedy będą miały 4-5 latek??A tak a propos tych strasznych "obcych" - zazdroszczę dzieciom, które wychowują się w rodzinie mojego męża (nie w Polsce). Jego szwagier ma 14 rodzeństwa (część adoptowana), w jego domu rodzinnym kilka pokoleń: opieka nad dziećmi podzielona na tyle osób jest o tyle łatwiejsza, nie ma szans by się znudzic, dzieci ciągle u kogoś na rękach, są naprawdę spokojne i otwarte. To jest życie!
      • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 07:10
        >I rób zawsze to, co intuicyjnie wyczuwasz, że jest dobre, >nie pozwól nikomu wtrącać się w życie swoje i córeczki, >póki obie jesteście szczęśliwe.Myślę, że odmiennych głosów na w/w temat nie należy postrzegać jako "wtrącanie się". Skoro Magdalena wywołała temat na forum to powinna się liczyć nie tylko z aplauzem ale i z odmiennymi poglądami. Taka jest chyba idea forum.
        • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 09:31
          Jak najbardziej masz rację. Nie rozumiem, dlaczego to zdanie przyjęłaś do siebie. Miałam na myśli osoby z rodziny Magdaleny (teścia i babcię), zatroskane o los maleństwa. Wszystkich, którzy odczytali to inaczej - oczywiście przepraszam.
      • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 01.08.01, 14:23
        Dokładnie tak! Takie rozłąki źle wpływają na psychikę... ale moją! Wiem, że to ja bardziej tesknię. Wieczorami przeglądam jej zdjęcia i trochę mi lepiej. I tak sobie z mężem myślimy, że chcielibyśmy ją do siebie przytulić i... mogą ją dziadkowie zabrać... do następnego przytulenia :)
    • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 07:47
      Na wstępnie zaznaczam - żeby uniknąć nieporozumień - że nie zamiarzam nikogo potępiać, nazywać wyrodną matką, itd. przedstawię tylko swój pogląd. Moja córka ma 1,5 roku, oboje z mężem pracujemy, mąż często po 12 godzin, soboty, niedziele i nie jest w stanie pomagać mi w domu, Anią gdy nas nie ma zajmują się wspaniali dziadkowie :love: Czasami z nadmiaru obowiązków padam na - przepraszam ...pysk. Chętnie pozbyłabym się :;-): na jakiś czas małej żeby odpocząć, zwłaszcza, że dziadkowie ostatnio zaproponowali, że zabiorą ją na dwutygodniowe wczasy. Pokusa - musicie przyznać - ogromna ... ale... Kiedy "przerabiałam" na studiach autyzm jedna z teorii głosiła, że jest on skutkiem głębokiego zranienia (psychicznego) dziecka przez najbliższą osobę. Tą raną może być np. opuszczenie na jakiś czas dziecka przez matkę. Ono wtedy tak bardzo boi się powtórnego cierpienia,że nie nawiązuje już potem żadnych uczuciowych kontaktów z otoczeniem. Teraz mówi się, że autyzm jest efektem zaburzeć rozwoju płodowego - ale to też dopiero hipoteza. I ja się bardzo boję tego rozstania z Anią, bo nie wiem jakie skutki może ono na nią wywrzeć, a nie chcę eksperymentować na własnym dziecku. Pewnie na 99% nic by się Ani nie stało, ale jeśli ? Myślę, że poczekam jeszcze parę lat z tym odpoczywaniem od dziecka ... :cry:
      • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 08:30
        Asiu, rozumiem oczywiście Twój strach. Jeszcze niedawno w żadnym wypadku nie zostawiłabym małej z nikim, oprócz mojego męża. Ale jeśli moja Jagódka chętnie zostaje z moją mamą, nie płacze ani przez chwilę, bawi się i śmieje, nawet jeśli mnie nie ma przez dłuższy czas, a co ważne - uspokaja się w nocy przy mojej mamie - to przecież nie krzywdzi to jej... Oczywiście każde dziecko jest inne, ja zresztą jestem zaskoczona zachowaniem mojej małaj, może wynika ono z tego, że od maleńkości zostawała ona co jakiś czas tylko z tatusiem (a ja na uczelnię).
    • Gość: usia Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 08:58
      No to i ja sie wtrącę.Niepopularnie - zaznaczam na wstepie. Nigdy nie zostawiłabym Laury z dziadkami, wszystko jedno z ktorymi na dłużej niż dzień.I to nie ze względu na małą (chociaż też)ale przede wszystkim na siebie. Umarłabym z niepokoju jako katastrofistka- fantastka.Tym bardziej podziwiam Twoją decyzję i odwagę. My jestesmy potrójnym bliźniakiem syjamskim - a takiego na pewno nie da sie rozdzielic bez bólu.
    • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 08:59
      My?lę, że wszystkie argumenty za i przeciw już zostały przytoczone. Każdy zastanawiajšc sie nad decyzjš wysłać dziecko na wypoczynek (swój i dziecka) do dziadków długo rozważa argumenty za i przeciw. Sš różni rodzice i różne dzieci. Jedni zniosš rozstanie łatwiej, inni gorzej i mówię tu tak o dzieciach jak i rodzicach. Bo my?lę, że czasami problem leży po ich stronie. Czasem to im trudniej jest się na kilka dni rozstać z dzieckiem niż dziecku z rodzicami. My?lę, że przynajmniej w niektórych przypadkach rozpacz i cierpienie dziecka po rozstaniu z rodzicami może być wywołana pod?wiadomie przekazanym mu lękiem rodzica przed takim wydarzeniem. Przecież dzieci doskonale wyczuwajš nasz nastrój i nasze uczucia. Jeżeli my sie boimy to one też. Jeżeli jeste?my przekonani o słuszno?ci decyzji o wysłaniu pociechy na wakacje z dziadkami, przygotowania i sam moment wyjazdu sš poprzedzone spokojnš rozmowš i wyja?nieniami w przypadku starszego dziecka i przebiegajš w pogodnej atmosferze to dziecko jest do tego dobrze nastawione i zupełnie inaczej to przeżywa. I zapewniam, dziadkowie jeżeli tylko chcš ( a tak zapewne jest jeżeli sami występujš z inicjatywš zabrania dzieciaka na wakacje) to potrafia dać dziecku bardzo dużo miło?ci i na kilka dni zastšpić matkę.Ale tak jak napisałam sš różni rodzice i różne dzieci. Każdy sam podejmuje decyzję na podstawie zachowań własnych i zachowań dziecka. Ja znajšc siebie i swoje dzieci podjęłam decyzję o wysyłaniu ich na wypoczynek do dziadków. Tak starszy jak i młodszy po skończeniu 1,5 roku systematycznie na całe wakacje wyjeżdżajš z domu a my ich co tydzień lub dwa odwiedzamy. Młodszy spędził u babci 2 tygodnie gdy miał 9 miesięcy. Chłopcy doskonale znoszš takie wyjazdy, poznaja nowe otoczenie, majš tam swoich kolegów. Oczywi?cie majš wspaniały kontakt z dziadkami a dziadkowie z nimi. Uważam, że takie wyjazdy sš o niebo lepsze niż chodzenie latem do zbiorczego przedszkola czy żłobka w miescie. A dla młodej matki, która cały czas przebywa z dzieckiem, możliwo?ć kilkudniowego odpoczynku i relaksem jest dosłownie wybawieniem. Oczywi?cie jeżeli tylko tego chce.
      • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 10:51
        Oczywiście, że lepszy wyjazd niż wakacje w mieście, ale - powtórzę za Kristo - nie dla niemowlaka...A poza tym nigdy bym nie zamieniła tego, że moja córka dopełza do mnie z radością jak wracam nie nie da się oderwać ode mnie po pracy przez kilkanaście minut, na sytuację, że tak jej dobrze z innymi, że nie zauważa mojego przybycia. Dodam tylko, że np teściowa zostająca z nią sporadycznie nie dłużej niż 3 godziny ( z różnych względów) tak ją zabawia, że mała wyje za śmiechu, po czym na tychmiast reaguje na nasz powrót i nie liczy się najlepsza zabawa. Dodam, że od roku nie byłam w kinie w teatrze na wystawie etc. I żyję. Kasia
    • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 11:24
      Mam 3 letniego synka i dopiero od niedawna zostawiam go od czasu do czasu u babci, najdłużej został na dwa dni. Wcześniej uważałam, że jednak mały za bardzo mnie potrzebuje i nie chciałam go narażać na stres. Tym bardziej, że pracując, nie widziałam go przez 9 godzin dziennie i samej mi go brakowało. Stąd tez niechętnie myślałam o pozostawieniu go u babci. Ale ostatnio Mateusz sam poprosił żeby go zostawić u babci i bawił się świetnie. Myślę, że sam do tego dojrzał, a poza tym rozumiał, że po niego wrócę. Tak jest w naszym przypadku. Ale zaznaczyć chyba trzeba, że są też różne dzieci: jedne mniej, a drugie bardziej otwarte i przebojowe i każde z nich będzie inaczej reagowało na tę sytuację, w innym wieku do niej dojrzeje. Rodzice dziecka chyba najlepiej znają swoje dzieci, więc powinni zaufać swojej intuicji.
      • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 12:41
        Śledzę ten wątek i od wczoraj noszę się z zamiarem napisania. I możemy tutaj dyskutować o odmienności dzieci, jednak pewne zachowania są właściwe wszystkim, poczynając od reakcji przywierania,która jest odpowiedzią na jakiś pierwotny lęk przed rozdzieleniem się z matką, przez lęk przed obcymi i wiele innych instynktownych, bezwarunkowych zachowań dziecka. Ok. 18 m-ca życia dziecko jest w miarę gotowe emocjonalnie do dłuższego rozstania z matką, wcześniejsze jest niezrozumiałym porzuceniem, które wywołuje lęk i frustrację. To,że dziecko nie wita się czule z matką po jej powrocie świadczy nie o dobrej zabawie lecz o jego głębokim zranieniu, tak głębokim, że nie chce okazać radości, żeby nie zostać ponownie odepchniętym. Dzieci zranione w ten sposób w najwcześniejszym dziecinstwie są bardzo otwarte, łatwo nawiązują znajomości lecz nie potrafią naprawdę pokochać, boją się naprawdą zaufać. Jaki to ma wpływ na relacje dziecko - rodzice i później w tworzeniu związków uczuciowych chyba nie trzeba pisać. Są to fakty wielokrotnie naukowo potwierdzone - sprawdzcie u najblizszego psychologa dzieciecego lub w książce M.Przetacznik "Psychologia rozwojowa dzieci i młodzieży"(podręcznik akademicki). Czy przejawem konserwatyzmu jest dzisiaj karmienie piersią na żądanie,lub noszenie dziecka ciało przy ciele? Nie, jest to odpowiadanie na potrzeby maluszka, nie "fanaberie" lecz instynktowna potrzeba,której spałnienie pozwala mu wyróść na otwartego i umiejącego kochać człowieka.Magdaleno! Jeśli masz jakieś wątpliwości (chyba tak skoro napisałaś) zostaw wszystko co masz do zrobienia i jedź do swojego maluszka przytulić go, będzie wiedział jak bardzo go kochasz. Przy okazji będziesz mogła wypocząć w obecności dziadków nie dokonując trudnych wyborów.PozdrawiamOla
        • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 13:00
          Ola, w pełni się z tobą zgadzam.Ja nie byłabym w stanie zostawić mojego rocznego dziecka z żadną osobą na tak długi okres czasu. Ostatnio nawet rozpatrywałam taką ewentualność (mała miałaby zostać z tatą) ale stwierdziłam że nie dojrzałam jeszcze do tego by ją zostawić i nie chcę eksperymentować na własnym dziecku. Wystarczająco dużo czasu mała musi spedzać z opiekunką gdy ja jestem w pracy. A jeśli chodzi o kino, teatr, to czemu nie - mała zostaje z tatusiem a ja z przyjaciółmi idę sie rozerwać.
          • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 13:27
            Cieszę się, że nie jestem odosobniona w swoich poglądach i dzięki za naukowy fundament.Mam wrażenie, że dyskusja zaczyna wyglądać jak kiedyś bodajże o karmieniu. Każdy ma prawo decydować, tylko niech przy swoim trwa i jest pewien, że robi dobrze. Ja nie oceniam tych, co decydują inaczej, tylko piszę, czemu ja akurat tak. Zresztą gdy słyszę, że źle wychowuję dziecko, to mówię: ale ja tak uważam, czasem argumentuję, czasem, gdy wiem, że nie trafię - to nie. Dlatego matki niekarmiące piersią czuły, że muszą się bronić - a tutaj te zostawiające dzieci a ówdzie robiące karierę... Ja akurat czasem działam impulsywnie i już się z tego na forum tłumaczyłam, ale nie oceniam ludzi i uważam, że każdy w życiu sam podejmuje decyzje oraz potem ponosi ich lepsze lub gorsze konsekwencje. W kwestii zostawiania dzieci: my dlatego nie mamy opiekunki, bo ojciec Baski z dzieciństwa pamięta tylko opiekunkę aczkolwiek bardzo kochaną i małej na to narażać nie chce, natomiast stosunki z rodzicami ma co najmniej zaburzoneKasia
            • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 17:40
              W koncu ktos cos madrego napisal(mowa o Oli!)Po przeczytaniu Waszych wypowiedzi mozna stwierdzic, ze nie wyroslismy z polityki zimnego wychowania. Ludzi uwazajacych, ze moga zostawic wlasne dziecko (0-2 lata) pod opieke z kims obcym (babcia, dziadek, ciocia...) bez najmniejszego zainteresowania sie jak to moze wplynac na jego psychike, uwazam za prymitywne i smutne. Najlatwiej jest uzasadnic ze przeciez wszyscy tak robia, albo jeszcze, ze inne dzieci maja gorzej czy tez wpatrzyc sie w swoj wlasny egoizm.Zgadzam sie z KvM, ze wiele rodzicow krzywdzi niodwracalnie swoje dzici, doszukujac sie potem naiwnie winy w genetyce, medycynie, czy nawet w nieopatrznosci losu itp...Nie moge zrozumiec dlaczego «chciane» macierzynstwo sprawia nam tak wielki problem i tyle wyzeczen ???Dlaczego jak w innych krajach nasze spoleczenstwo nie jest otwarte na rodziny z dziecmi. Dlaczego w Polsce rodzice z malym dzieckiem nie moga sie wybrac(pisze to na podstawie waszych e-mail)na wernisaz, koncert, do restauracji itp???Dlaczego nie uwazamy za naturalne spedzenia wakacji razem z naszym ukochanym maluszkiem ?! tylko myslimy komus go podrzucic !!! Czytajac Wasze e-mail ma sie wrazenie, ze to katorga miec dzieci, ze usprawiedliwiacie sie sami przed soba za brak uczuc, nie zdajac sobie sprawy, ze i Wy w waszym dziecinstwie byc moze byliscie ofiara braku milosci i zrozumienia ze strony Waszych wlasnych rodzicow. Najlatwiej wierzyc w swoja wlasna nieswiadomosc i jak widze swietnie sie to Wam udaje. Do prawdy nie do pomyslenia jest w innych bardziej «ludzkich» spoleczenstwach, zeby oddac dziecko do zlobka w okresie kiedy jego psychika nie jest do tego przygotowana(u nas zalerzy to tylko od kwestii finansowej rodzicow...), a co dopiero pozbycie sie niemowlaka zeby moc samemu pojechac na wakacje??? Doprawdy nie sposob zrozumiec.
              • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 18:48
                Olu,Myślę, że źle odczytujesz tutejsze wypowiedzi. U nas w Polsce jest taka tradycja, że dzieci wakacje spędzają w strakcyjnym otoczeniu - często wygląda to tak, że ze względu na dobro dziecka, najpierw tata spędza dwa tygodnie urlopu z dzieckiem a zaraz potem mama (żeby nałykało się świeżego powietrza), często włączani w to są też dziadkowie, którzy są przecież bliską rodziną dziecka a nie "obcymi"!! Ja jeździłam do dziadków bo oni mieszkali na wsi a nie w mieście jak my z rodzicami. Dzieci są wysyłane do dziadków w dobrej wierze a nie z lenistwa. Poza tym wychowanie przez pełną rodzinę a nie tylko "atomową komórkę" (=mama tata i ja) jest dla dziecka dobre. Jeżeli rozstanie z matką ma być takim szokiem, to co mają powiedzieć mamy, które codziennie wychodzą do pracy i zostawiają dziecko z naprawdę obcą opiekunką? Co do restauracji itp. to prawda, dzieci nie są akceptowane, tyle że starsze a nie niemowlęta. Cóż, do nas należy łamanie tych stereotypów. A poza tym, dzieci, które terroryzują wszystkich dookoła często mają rodziców, którzy zapatrzeni w "dobro dziecka" nie potrafią wyznaczyć mu granic. Czy to się wiąże z nierozstawaniem się z dzieckiem - nie wiem.
                • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 21:17
                  Magdo! Dobra wiara czy lenistwo to naprawdę nie ma znaczenia. Dawniej w dobrej wierze prowadzono "zimny wychów" bez przytulania,noszenia,okazywania uczóć. Dziś wiemy, że był to błąd. Małe dziecko jest "istotą pierwotną" myślącą instynktownie,jest małą małpką czepiającą się futerka mamy aby przetrwać. I nie ma dla niego znaczenia czy mama wyjechała żeby zarobić na chleb, piękne ciuszki czy odpocząć. Wiem żyjemy w innych czasach ale małe dziecko nie nadąża za zmieniającymi się czasami. Warto o tym pamiętać,żeby w dobrej wierze nie zrobić dziecku krzywdy. Warto dużo czytać o potrzebach psychicznych maluchów (a nie tylko o zupkach i kupkach), bo za daleko odeszliśmy aby działać instynktownie.I jeszcze jedno. Dzieci rozkapryszone i krnąbrne mają przeważnie rodzice zabiegani, którzy poświęcają im mało czasu na odczepne zgadzając się na wszystko. Jestem zawsze przy mojej córce (12m-cy) ale przeważnie nie obok lecz za. Dużo eksperymentuje bo wie,że będę kiedy mnie zawoła i ostrzegę przed niebezpieczeństwem.Dla wszystkich zabieganych mamuś mam taką anegdotę: kiedyś mówiłam mojej babci ile wyżeczeń kosztuje mnie i męża splacenie kredytu mieszkaniowego. Oczekiwałam pocieszenia typu :"Zobaczysz wszystko będzie dobrze, jeszcze pojedziecie, jeszcze zobaczycie itp.". A babcia powiedziała tylko:" A kto powiedział, że życie jest proste?" Do dziś w każdej trudnej sytuacji sobie to powtarzam i jest łatwiej.I jeszcze jedno. Mój mąż zrezygnował z wyjazdu na Spitzbergen (był już wpisany na listę załogi) gdy miała się urodzić Kingusia choć było to marzenie jego życia.Myślałam, żę z biegiem czasu będzie może trochę żałował a on tylko coraz częściej dziwi się jak mógł tak długo się zastanawiać czy jechać. Jestem z niego dumna.Jeszcze raz pozdrawiamOla
              • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 19:06
                Trochę ostro, ale trafiłaś w samo sedno. Zgadzam się całkowicie z KvM oraz Olą. Dziecko to nie przedmiot i nie można go tak traktować (chcę - jest ze mną, nie chcę - oddaję komuś). Według wielu psychologów niemowlę wyróżnia właśnie matkę spośród innych osób.Nie zawsze to co jest najłatwiejsze jest najlepsze. Najłatwiej właczyć dziecku telewizor i niech siedzi cały dzień -jaki wtedy jest spokój - ale czy to jest wychowanie? Jak się bardzo chce to na wszystko się znajdzie wytłumaczenie.Znam osobę, która w wieku ok. 2 lat została oddana dizadkom na wychowanie (nie wiem na jak długo ale nie dłużej niż rok), bo w domu było troje rodzestwa. Nie brakowało jej tam ptasiego mleka. Do dzisiaj (ma teraz 50 lat) ma żal do mamy. Nie wiem, czy to ma z tym związek, ale jest bardzo surowa dla swoich dzieci.Traktujmy nasze dzieci tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani.
    • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 31.07.01, 21:21
      no cóż, ja też dodam swoje trzy grosze...może niepopularne, ale moje...mój mały kończy siedem miesięcy, zostawiam go z tatą, babciąna dwie, trzy godzinki(z tatą nawet czasami na cały dzień)błażej nie płacze, ale ... widzę tę radość, kiedy wracam- jak się do mnie uśmiecha i wyciąga rączki...on tęskni - może nie jest to uświadomiona tęsknota, ale on czuje,że jest coś nie tak... - takie mam wrażeniemoże to jest subiektywne wrażenieno ale.... ja bym go nie zostawiła na 2 tygodnietyle japozdrawiam wszystkie mamy i nie tylko mamyaaaaa jeszcze jedno: - wierzę,że matka wie czego potrzeba jej dziecku, więc jeśli, madziu uważasz, że postąpiłaś słusznie to nie zadręczaj się tylko odpoczywaj (taki miałaś zamiar - prawda?), aby twoja istotka wróciła do faktycznie wypoczętej i uśmiechniętej mamyjeszcze raz pozdrawiammagdalena - mama błażeja
    • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 01.08.01, 08:43
      Hej! Wlasnie po dlugiej przerwie odwiedzilam edziecko i tez postanowilam wtracic moje 3 grosze.Moj brat, ktory teraz ma 23 lata urodzil sie w Austrii. Swoja babcie pierwszy raz zobaczyl w zimie gdy rodzice przyjechali odwiedzic mame mojej mamy. A, ze byla to bardzo sroga zimna (1978 - jesli ktos pamieta :) ) to babcia powiedziala, ze nie posci ich dalej z tak malym dzieckiem (Kuba mial wtedy ok. 6 miesiecy) i ze jesli chca jechac to po dziecko moga wrocic na wiosne.I rodzice wyjechali nie tylko z Warszawy ale tez z kraju.Po 6 miesiacach wrocili. I Kubie nic nie bylo - do dzis nie jest - a rodzicow poznal. Przywital usmiechem - on rzadko plakal i nie bylo widac by mial im za zle ze wyjechali. A ja bede rodzic w listopadzie (jak juz wszyscy wiele razy na tej liscie slyszeli :) ). W Emiratach dostaje sie tylko 45 dni urlopu macierzynskiego, a ja nie mam zamiaru rezygnowac z pracy i po tych 45 dniach wracam do pracy.Natomiast moja mama obiecala ze przyjedzie i zajmie sie Izunia. Uwazam ze mama bardzo dobrze wychowala dwoje dzieci i napewno swietne zajmie sie Izunia.A jesli w wakacje (Izunia bedzie miala 8 miesiecy) mama bedzie chciala ja wziasc do Polski (zanim my dostaniemy urlop) to ja sie chetnie zgodze, bo uwazam ze dziecku lepiej wyjdzie wyjazd z babcia do Polski niz 50 stopniowe ujpaly w Emiratach - mimo iz jestem pewna, ze bedziemy bardzo za nia tesknili.Pozdrawiam wszystkie mamy i zycze Wam mozliwosci wypoczynkuSuzann
      • Gość: guest Droga Suzan z Emiratów IP: *.* 01.08.01, 09:23
        Dla mnie jest to przerażające. Zostawić dziecko na 6 miesięcy bez matki i co więcej wyrażać opinię, że to jest ok. - nic się nie stało, bo dziecko się uśmiechało... Ciekawe jak Twoi rodzice poznali, że dziecko nie było przerażone zniknięciem mamy. Płakałoby jakoś inaczej? Katastrofa. Nie wiem, czy Ty masz jakąś blokadę psychiczną, że nie potrafisz krytycznie oceniać postawy własnych rodziców, czy też kompltenie nie zdajesz sobie sprawy czym dla takiego niemowlęcia jest takie doświadczenie. Weź do ręki dowolną książkę omawiąjącą psychikę niemowląt, lub choćby poczytaj artykuły, które są publikowane na ten temat choćby w "Dziecku".Tak, dziecko nie umiera, a nawet się będzie uśmiechać do kompletnie obcej osoby, która w rzeczywistości jest mamą, ale jakie katusze Ono przecierpiało, tego się nie dowiemy, ponieważ doświadczamy istotę, która nie ma zdolności do wyrażania swoich emocji, co więcej nie będzie tego pamiętać i nie wypomni nam tych doświadczeń gdy dorośnie. Niektóre osoby zarzucały mi, że oskarżam o hodowlę. Jak inaczej nazwać takie postępowanie? Bez zwracania uwagi na potrzeby dziecka, jego nieukształtowaną psychikę i system nerwowy i emocjonalny. Jak widzę w dalszej części Twego postu, chcesz powtórzyć to, co zrobiła Twoja mama z Twoim bratem. Jasne, praca jest ważna, ale może skoro nie masz czasu na wychowywanie dziecka lepiej było poczekać z macierzyństwem kiedy będziesz miała na to czas?Jeszcze uwaga na koniec. Proszę o nie zarzucanie mi wycieczek osobistych. Odnoszę się do informacji zawartych na forum publicznym. Wypowiadam własne zdanie na poruszane tematy. Ja także poruszam czasem wątki bardziej osobiste i tym samym wystawiam je na publiczną krytykę. Czynię tak dlatego, że wierzę, że dzięki temu mogę zyskać co najmniej inne spojrzenie na interesujące mnie w danym momencie sprawy.KVM
        • Gość: guest Re: Droga Suzan z Emiratów IP: *.* 01.08.01, 11:14
          skoro nie masz czasu na wychowywanie dziecka lepiej było poczekać z macierzyństwem kiedy będziesz miała na to czas?Właśnie zastanawiam sie czy napisać to co myśle - ale nie. To zbyt obraźliwe...Czy zastanowiłes sie dlaczego kobiety wracaja do pracy ? Jest kilka powodów:1. pieniądze (nie komentuje...)2. praca jest dla nich najwazniejsza (tez nie komentuje - to akurat jest wg mnie złe)3. jesli nie zaczną pracowac - straca posade (czy możesz to zrozumieć?)4. wariuja w domu przy dziecku - to znam z autopsii. Itd. Itp.Czy uważasz, ze czas odgrywa tu dużą role ?Masz pewne przekonania, które szanuje. Ale czy ty szanujesz przekonania innych ? Czy moze uważasz, że twoje sa jedyne słuszne ?Monika P
          • Gość: guest Re: Droga Suzan z Emiratów IP: *.* 05.08.01, 08:03
            Hej!Po pierwsze nie rozumiem czym Cie urazilam. Szanuje to ze kazdy ma swoje zdanie. Uwazam, ze niektorzy za bardzo napadli na Magdalene, ktora prosila o pocieszenie a nie krytyke. Ale napisalam tylko po to by jak kazdy inny wyrazic swoje zdanie.Dlaczego wracam do pracy? Dla pieniedzy? Nie - napewno bysmy przezyli bez mojej pracy.Praca najwazniejsza? Tez nie - nigdy nie bylam tak szczesliwa jak w dniu gdy dowiedzialam sie ze jestem w ciazy. Izunia napewno bedzie na pierwszy miejscu - i jesli stwierdze ze jest taka potrzeba to zrezygnuje z pracy.Strace posade? Wlasciwie to nie zalezy mi. Mam duzo propozycji pracy z firm ktore wiedza, ze jestem w ciazy i mowia ze moga poczekac az bede gotowa podjac prace. Ale moja firme lubie za to, ze przyjeli mnie do pracy w czasie gdy nikt inny mi tej pracy nie chcial dac - gdy bylam swierzo po studiach.Wariowac w domu przy dziecku? Napewno nie. Bede liczyc minuty do momentu gdy wroce do domu by byc z Izunia.To dlaczego wracam do pracy? Mysle ze to jest zupelnie inny watek niz na tej dyskusji, ale odpowiem - po prostu nie widze racjonalnego powodu zostania w domu.Pracuje 8 godzin dziennie (a gdy juz wroce z macierzynskiego to umowilam sie z firma, ze moge pracowac 4 z pracy i 4 z domu). Pozostaly czas bede z Izunia. Czyli bedzie z babcia lub tata (Ja pracuje w soboty a Jas nie). Z babcia ktora tu przyjedzie jeszcze zanim Izunia sie urodzi i od pierwszych chwil jej zycia bedzie z nami. Czy myslicie ze dla tak malego dziecka to bedzie obca osoba? Rozumiem ze z matka ma inne wiezi. Ale w takim razie dlaczego jej tata ma byc rodzina a babcia kims obcym?Rozumiem ze oburzyl Cie tez drugi watek mojego postu, ze pozwole by 8 miesieczne malenstwo pojechalo ze swoja babcia do Polski. Nie wiem czy ktos z Was byl kiedys w tej czesci swiata - ale pomijajac wiek dziecka i wszystko inne - czy ktokolwiek z Was zostawil by dziecko w upalach ktore dochodza do 50 stopni w cieniu? I to nie pare dni, a cale lato? Czy tez mam ja trzymac zamknieta w ochlodzonym domu - ale zeby przypadkiem nie byla bez mamusi?Tu nie chodzi o to ze ja nie mam dla dziecka czasu. Bo wlasnie dla Izuni zmienilam duzo rzeczy w moje pracy - np. zapowiedzialam, ze od jej urodzenia nie bede wogole nigdzie wyjezdzac. Jak tez zalatwilam sobie ze bede pol czasu pracowac z domu. A caly wolny czas od jej urodzenia poswiecimy (zarowno Jas jak i ja) dla niej wlasnie... tak zreszta jak teraz caly wolny czas spedzamy przygotowujac sie na jej przyjscie na swiat (urzadzanie pokoiku, ksiazki o dzieciach, artykuly, itd.. ). Ja po prostu uwazam, ze dziecku potrzeba milosci - a jesli czesc dnia ja jestem w pracy i zajmuje sie nia kochajaca babcia to dziecko nie poczuje sie mniej kochane. A jesli po urodzeniu stwierdze, ze malenstwo jednak potrzebuje mojej stalej obecnosci to wtedy napewno zrezygnuje z pracy...Ale sie rozpisalam... musialam troche sie wybronic z tych atakow na mnie. Zgadzam sie z tymi, ktorzy radza nie oceniac innych - jesli do konca nie znaja ich sytuacji/pogladow. Suzann
        • Gość: guest Re: Droga Suzan z Emiratów - do KvM IP: *.* 01.08.01, 11:39
          Nie negując Twoich poglądów, które wydają mi się słuszne chciałam tylko powiedzieć(napisać), że jak dla mnie wyrażasz je w sposób bardzo dogmatyczny, co oczywiście wolno Ci czynić, ale może przez to Twoje wypowiedzi trochę tracą. I wydaje mi się, że w wychowaniu dziecka kierownie się tylko racjonalnymi argumentami, to nie wszystko. Równie ważna jest intuicja, bo tak naprawdę wszystkiego nie da się zmierzyć, zważyć i sklasyfikować. "Szkiełko i oko" to nie wszystko, a każde dziecko jest inne.PS. Ale ja też oczywiście nie zostawiłabym dziecka nawet na weekend, tylko nie kieruję się w tym argumentami naukowymi (nauka ciągle się doskonali czyli "uczy" na własnych błędach) ale zywkłą matczyną intuicją, bo widzę, że w przypadku mojego dziecka to nie byłoby dobre wyjście.
          • Gość: guest Do ATA i Moniki IP: *.* 01.08.01, 13:27
            Szanowne koleżanki. O moich poglądach pisałem już kilka razy. W pewnych kwestiach są stanowcze i tak też je prezentuję. Zdaję sobie sprawę z mody na poprawność polityczną i na łagodzenie wypowiedzi. Mogę sobie na to pozwolić w interesach, a nie w dyskusji, która ma służyć wymianie i wzbogaceniu poglądów. Jeśli komuś ton mojej wypowiedzi nie odpowiada, to trudno. Możecie mi wierzyć, że jestem w stanie napisać o wiele ostrzej. Jeśli matka zostawia dziecko (a tu niemowlę) na pół roku, to nie mogę nad tym przejść do porządku dziennego. Rozumiem, że być może okoliczności zmusiły do tego (choć dla mnie jedyną okolicznością byłoby zagrożenie życia), ale to nie znaczy, że należy takie postępowanie pochwalać lub bagatelizować jego skutki! Zrozumcie, że nie wypowiadam się tak w celu wywołania sensacji, lecz dlatego, że uważam sprawę za niezwykle ważną. Gdyby ktoś kto przeczytał tą historię postąpił wskutek tego tak samo, to miałbym wyrzuty sumienia, że nie wyraziłem swojego zdania. Taką już mam naturę. Jeśli widzę zło, to reaguję - także na ulicy i w najbliższym otoczeniu. Nie idę na żadne podejrzane moralnie kompromisy. Z drugiej strony bardzo łatwo potrafię zmienić zdanie jeśli ktoś zaargumentuje racjonalnie i rzeczowo, a ja się z tym zgodze z braku kontrargumentów. Zwykle jednak argumentów brak - są za to wypowiedzi ad persona. Mnie się nie da obrazić jeśli nie mam akurat na to ochoty. Jeśli Moniko chciałaś napisać, coś co uznałaś za zbyt obraźliwe, to nie przejmuj się pisz (jeśli to jest do rzeczy). Jak nie na forum, to na priv. Możesz być pewna, ze się nie obrażę, a jeśli to są konkretne rzeczy, to zyskasz moje uznanie i sympatię.
            • Gość: guest Re: Do ATA i Moniki IP: *.* 01.08.01, 14:11
              Dla mnie to dogmatyzm, a nie stanowczość. Bez odbioru.ATA
              • Gość: guest Tak... dogmatyzm... IP: *.* 01.08.01, 16:41
                No cóż, mnie uczono, że takie "bez odbioru" to właśnie przykład podejścia do sprawy w sposób dogmatyczny (tak jest i już - żadnych argumentów nie ma i nie będzie), ale być może znamy jakieś inne definicje. Trudno jakoś przeżyję ;-). Szkoda, że w wyniku ewidentnej zachęty z mojej strony do dyskusji serwujesz własną wizję czym są moje wypowiedzi, a w kolejnym zdaniu sama swoją wypowiedź kwalifikujesz jako dogmat. Dogmat dla mnie to właśnie idea, myśl o której się nie dyskutuje, lecz przyjmuje bez wnikania w istotę sprawy. Tak się składa że ja (i kilka innych osób) przedstawiłem konkrete argumenty. Absolutnie nikt z osób, które miały inne zdanie nie podjął dyskusji z tymi argumentami. Jedyna odpowiedź kształtuje się na poziomie "po pół roku z babcią nawet się uśmiechał" (cytat z pamięci). Szkoda.PozdrawiamKristoVelMefistoP.S. Ja nigdy nie piszę "bez odbioru" dopóki osoba z którą rozmawiam nie próbuje robić świństw, a rzeczowo rozmawia.
                • Gość: guest Re: Tak... dogmatyzm... IP: *.* 01.08.01, 17:25
                  Czuję się trochę "wywołana" Twoją wypowiedzią - że nikt z osób przeciwnie myślących nie podjął dyskusji. No bo trudno tu dyskutować. Nie znam żadnych prac, mówiących, że więź z matką nie ma znaczenia, więc nie mogę przytoczyć żadnych "naukowych" argumentów. Podejmując decyzje kieruję się intuicją. Jestem teraz z córeczką u moich rodziców, obserwuję ją, jestem przy niej, i wydaje mi się, że mogę ją na parę dni zostawić. Mam pełne zaufanie do mamy i jeśli tylko powie mi, że powinnam wrócić, za trzy godziny jestem z powrotem. Dużo trudniej byłoby mi zostawić dziecko na parę godzin z obcą mu osobą - wciąż nie mogę się zdecydować na poszukanie choć na parę godzin w tygodniu opiekunki, a z nikim innym nie mogę zostawić dziecka w mieście, w którym mieszkam. Nie traktuję dziecka jak przedmiot (tak pisał ktoś w innym poście), też żyję od długiego czasu bez kina i teatru, podobnie zresztą jak mój mąż i nie narzekam z tego powodu. Chciałabym dokończyć pracę magisterską - do tej pory pisałam, gdy maleńka spała, do biblioteki jeździłam, gdy został z moją misią mój mąż. Rozumiem wszystkich myślących inaczej i nie uważam, że jest to konserwatyzm. Ale uważam też, że czymś innym jest wypowiadanie swoich przekonań, a czymś innym "ostre" wypowiedzi zarzucające takim osobom, jak ja, lenistwo, traktowanie przedmiotowe dziecka czy inne tego typu rzeczy. Zdaje się, że akurat Ciebie KvM to nie dotyczy, ale w tym tonie pisały inne osoby. I nie powiem, bardzo to przykre.
                  • Gość: guest Re: Tak... dogmatyzm... IP: *.* 01.08.01, 17:27
                    Aha, prac takich nie znam, bo oczywiście ich być nie może. Nie chciałam oczywiście powiedzieć, zę więź ta nie ma znaczenia, tylko, że moje stanowisko trudno podbudować naukowo. A doświadczenie dzieci, które takie sytuacje dobrze nosiły nikogo tu nie przekonuje.
                    • Gość: guest Kasiu dwa. O matczynej intuicji IP: *.* 01.08.01, 19:09
                      Cieszy mnie Twoja chęć podjęcia dyskusji oraz przyznanie się do braku konkretnych argumentów. Pada tu co jakiś czas zdanie o matczynej intuicji. To w sumie też dobry argument. Zastanawiam się jednak na ile ta intuicja jest przyćmiona współczesnym podejściem do świata i wychowaniem. Ja za to mam też swoją intuicję - opartą nie ukrywam na logice i zasadzie: "jeśli nie wiadomo czy to nie zaszkodzi, to lepiej tego nie robić". Tyle się m. innymi na tym forum pisze o niepowtarzalnej więzi jaka powstaje między matką, a dzieckiem np. podczas karmienia piersią, przytulania, wzajemnej bliskości. W momencie, gdy mama chce odetchnąć nagle argumenty o więzi idą gdzieś na bok, znikają. Rozumiem, że mama jako osoba dorosła choć tęskni, to potrafi sobie wytłumaczyć, że za jakiś czas dziecko do niej wróci. Czy dziecko to potrafi? Wątpię i z tego co wiem nie jest to możliwe dla niemowlęcia. Mając tego rodzaju obawy nie zgodziłbym się na dłuższe rozstanie z dzieckiem. W tym momencie przypomniałem sobie sceny szpitalne z okresu, gdy Eleonora tam przebywała. Moja żona była z nią cały czas (urwała się tylko raz na kilka godzin, a ja ją wtedy zastąpiłem). Na sali, w której leżało kilkoro dzieci i niemowląt byliśmy jedyni, którzy zostali z dziećmi (mimo, że trzeba było spać na twardym krześle). Jak się domyślasz przeżycia te nie były miłe. Bardziej się chyba użalaliśmy nad tymi dziećmi niż nad własną córką - po prostu koszmar.Oczywiście, to całkiem inna sytuacja - powiedzmy sobie szczerze - ekstremalna. Pewnie większość z Was także by została w szpitalu ze swoim dzieckiem. Zmierzam jednak ku czemu innemu. Co się stanie gdy dziecko nagle zachoruje na takim wyjeździe i trzeba je będzie szybko oddać do szpitala? Nie życzę takich przejść żadnemu dziecku, a choroba, czy skaleczenie i pobyt w szpitalu, to 10 razy mniej bolesne doświadczenie dla takiego malca jeśli jest z nim mama. Nie babcia, ciocia czy wujek, lecz mama.Inna sprawa. Piszecie (osoby, które są za zostawianiem niemowląt na kilka - kilkanaście dni bez mammy), że po powrocie bedzie widać czy Wasze dziecko dobrze to zniosło. Zastanawiam się jak to zrobicie. Niemowlę nie powie przecież: "Mamo tak się cieszę, że Cię widzę, ale przez te wszystkie strasznie długie dni i noce bardzo mi Ciebie brakowało. Myślałem, że mnie już nie kochasz i nigdy do mnie nie wrócisz." czy też: "Jest ok. pierwsze dni myślałem, że to koniec świata, bo nie ma mojej ukochanej mamusi, ale teraz to w zasadzie możesz sobie jechać gdzie chcesz - wszystko mi jedno" Wiem, to brzmi strasznie. Dlatego jednak, że moje dziecko nie jest zdolne powiedzieć "ja chcę do mamy", gdyż jest na to za małe nie pozwolę sobie na taki eksperyment - nawet jeśli w rzeczywistości nie wiem co dziecko czuje.Przypomniała mi się przy okazji wypowiedź Pani doktor na pytanie o opalanie się w ciąży. Powiedziała: "tak do końca to nie wiadomo czy to jest szkodliwe, ale po co ryzykować, a potem sobie wyrzucać przez całe życie" Można to odnieść i do tej sytuacji. Ja wolę się "pomęczyć" niż w przyszłości zastanawiać się gdzie popełniłem błąd w wychowaniu.Mam nadzieję, że w tym poście dość jasno i łagodnie wyraziłem swoje zdanie i tok myślenia. Wbrew podejrzeniom niektórych osób nie jest to wynik konserwatywnego wychowania - moi i mojej żony rodzice mają w tej kwestii dokładnie odwrotne poglądy.KvM
                      • Gość: guest Re: Kasiu dwa. O matczynej intuicji IP: *.* 01.08.01, 21:36
                        Kristo! Można tylko podziwiać Twoją wierność zasadom. Mam tylko - bez urazy - jedno małe pytanko: od dwóch dni brylujesz w tym temacie, tylko dzisiaj doliczyłam się ośmiu Twoich postów - prawie każdy imponującej długości. Wiem, że i Twoja żona odwiedza forum. Co przez ten czas robi Wasza córeczka?Pozdrawiam.
                        • Gość: guest a no widzisz IP: *.* 01.08.01, 22:25
                          przyłapałaś nas ;-)Po pierwsze wbrew pozorom na e-dziecko poświęcam nie tak wiele czasu (część gdy mam przymusową przerwę w pracy), a moja żona jeszcze mniej. Dzieckiem zajmujemy się na przemian, a mamy też opiekunkę. Przyjęliśmy, że Dorka pracuje 3-4h, potem 2-3h ma dla siebie (m.in. e-dziecko), 1-2h na dom. Generalnie nie trwa to osiem godzin bez przerwy - mała jest z nami dość często (ja poza domem pracuję też raptem kilka godzin). Zastanawiam się jednak ku czemu zmierza Twoje pytanie?
                          • Gość: guest Re: a no widzisz IP: *.* 02.08.01, 06:51
                            Sledzę od początku dyskusje, moja starsza córeczka pierwszy raz pojechała do dziadków kiedy miała 23 miesiące, młodsza ma teraz 15 i jeszcze na taki wyjazd poczeka ;) Oczywiście zgadzam się że do pewnego wieku dziecko nie powinno rozstawać się z mamą ALE piszesz, że córeczką zajmujecie się na przemian i jeszcze macie opiekunkę.A ja swoimi córkami zajmuję się cały dzięń sama bo mąż pracuje praktycznie do wieczora, opiekunki nie mamy ani babć na podorędziu.I wiem, że mimo, że jest to najpiękniejsza praca na świecie to wiąże się z ogromnym wysiłkiem fizycznym i można czasami chcieć odpocząć bo przepraszam za porównanie pracownik bez dłuższego urlopu staje się nieefektywny.Więc przynajmniej staram się zrozumieć mamy, które wysyłają maluchy "na wakację" do dziadków, pozdrawiam serdecznie
                            • Gość: guest Re: a no widzisz IP: *.* 02.08.01, 07:19
                              Jolu, wyobraź sobie, że opiekunkę mamy od niedawna. Przez prawie 16 miesięcy też sama zajmowałam się córką. Bez pomocy babć i opiekunek. Od samego początku zaraz po porodzie. Nikt mnie nie wyręczał w tym najtrudniejszym czasie. Mąż też nie od razu spędzał z małą dużo czasu. A i teraz często nie może się nią zająć (praca).Zauważ, że Kristo skrytykował pozostawianie niemowląt w rozłące z matką, nie dzieci i nie na kilka godzin, lecz na kilka dni, czy w skrajnym wypadku na pół roku!
                              • Gość: guest Re: a no widzisz IP: *.* 02.08.01, 07:42
                                No więc przepraszam :jap: chyba źle zinterpretowałam Wasz post(nie było tam na przykład napisane że opiekunkę macie od niedawna :))A co do zostawiania dziecka na pół roku to ten post napisała dziewczyna w ciąży a wiem, że po urodzeniu dziecka często samo życie weryfikuje takie poglądy. Znam wiele kobiet, które deklarowało powrót do pracy prawie, że zaraz po porodzie a potem na długo zostawały z maluchem jak i takie, które po miesiącu siedzenia w domu zaczynały prawie chodzić po ścianach, cóż, jesteśmy różne :) pozdrawiam Jola siedząca w domu od 38 miesięcy
                              • Gość: guest Re: a no widzisz IP: *.* 02.08.01, 07:58
                                Mam odczucie ze Dorka i KvM po prostu zarzucaja swoimi pogladami a ja nic a nic nie widze zlego w zostawieniu dzieci pod opieka zwlaszcza kochajacej babci, co wiecej mysle ze jest to korzystne dla wszystkich. Nie chce sie wdawac tutaj w dyskusje bo z Wami sie nie zgadzam i Wasze argumenty do mnie nie przemawiaja.Co do psychologii malego dziecka to niestety Kristo nie masz racji a to co przedstawiasz jest Twoja wlasna koncepcja psychologii rozwojowej. Nie bede sie tu rozpisywala na ten temat ale od poczatku tej dyskusji widze tu zbyt wiele osobistych wycieczek, dla mnie dziwnych. Robcie jak chcecie ale nie gancie innych nie pokazujcie wizji jak to okropnie dzieci ucierpia przez to ze nie sa non stop z rodzicami, dla mnie to bzdura.
                                • Gość: guest Re: a no widzisz IP: *.* 02.08.01, 10:06
                                  Miło Basiu czytać Twoje słowa. Często piszę posty i jeszcze nigdy nikt mnie tak ostro nie zaatakował jak Kristo. Może po prostu jeszcze nie miałam okazji na niego się natknąć. Po jego wypowiedziach widzę, że jest to jałowa dyskusja, bo on wyznaje zasadę "moje ponad wszystko - to co inne trzeba poniżyć :fou:" i nawet jeśli robi to nieświadomie to... tym gorzej dla niego. A tak poza tym to jestem pewna, że przynajmniej przez chwilkę przemknęła mu myśl "zazdroszczę tej dziewczynie, może odpocząć"... ale tacy jak on nie przyznają się do tego, uznaliby to za własną przegraną :)Pozdrawiam i ...cieszę się że mój mąż jest inny :love:
                                  • Gość: guest Re: a no widzisz IP: *.* 02.08.01, 11:09
                                    No to myslimy podobnie i tak trzymac, z ta zazdroscia to cos jest, tez tak troche to czuje.Jestem wypoczeta i nie zdesperowana tym, ze musze non stop byc z dzieckiem, nawet jak jestem wymeczona czy chce po prostu sie "rozerwac", moge liczyc na pomoc i wiem ze moje dziecko ma wtedy dobra opieke i swietnie sie bawi (ma teraz 3.5 lat).Pozdrawiam i zycze wiecej optymizmu oraz szerszego otwarcia sie na to co mowia inni (KvM!)
                                    • Gość: guest Re: a no widzisz IP: *.* 02.08.01, 11:48
                                      Faktycznie w trzecim poście tej dyskusji, przez te 20 tytułów trudno się połapać :) jest napisane, że opiekunkę macie od niedawna wcześniej nie zauważyłam za co jeszcze raz sorki i to nie jest z mojej strony pałanie chęcią wykłócania się tylko roztrzepanie ;)
                                      • Gość: guest Re: a no widzisz IP: *.* 02.08.01, 14:50
                                        Faktycznie Jolu, dyskusja jest rozległa, ale za to jak się to czyta! ;-)Pozdrowienia Dorka
                                  • Gość: guest magdaleno IP: *.* 02.08.01, 12:14
                                    Przeczytaj jeszcze raz pierwszy post krista. Gdzie tam widzisz ostry atak? Facet przedstawił tylko swoje stanowisko i zaznaczył na koniec, że każdy rodzic ma prawo postępować wg własnego uznania. Dla mnie w tej chwili chore jest doszukiwanie się, dla polepszenia własnego samopoczucia, złych zamiarów, zazdrości i zarozumiałości w drugim człowieku.Pisz sobie co chcesz, możesz nas wyzywać nawet od masonów i sekciarzy, jeśli poprawi Ci to samopoczucie. My się nie obrazimy. Po słowa obrazy sięgają zazwyczaj ludzie, którym brakuje argumentów i którzy w głębi duszy watpią w swój wybór. Badź pewniejsza swoich decyzji, wtedy posty zawierające rzeczowe argumenty i zdecydowane stanowisko będą dla ciebie nie atakiem, lecz zaproszeniem do twórczej dyskusji.Posty niektórych osób odbiegają od poziomu dyskusji. Czuję, że ten wątek zamieni się w jarmark sfrustrowanych mateczek - tak jak wątek o telewizorze czy o "wzorcowej...". Przepraszam za dosadne określenie - odnosi się ono do osób, które niedokładnie i wybiórczo czytają, a następnie toczą pianę, nie wiedząc o co.
                                    • Gość: guest Re: magdaleno IP: *.* 02.08.01, 12:19
                                      Przeczytaj jeszcze raz pierwszy post krista. Gdzie tam widzisz ostry atak? Facet przedstawił tylko swoje stanowisko i zaznaczył na koniec, że każdy rodzic ma prawo postępować wg własnego uznania. Dla mnie w tej chwili chore jest doszukiwanie się, dla polepszenia własnego samopoczucia, złych zamiarów, zazdrości i zarozumiałości w drugim człowieku.Pisz sobie co chcesz, możesz nas wyzywać nawet od masonów i sekciarzy, jeśli poprawi Ci to samopoczucie. My się nie obrazimy. Po słowa obrazy sięgają zazwyczaj ludzie, którym brakuje argumentów i którzy w głębi duszy watpią w swój wybór. Badź pewniejsza swoich decyzji, wtedy posty zawierające rzeczowe argumenty i zdecydowane stanowisko będą dla ciebie nie atakiem, lecz zaproszeniem do twórczej dyskusji.Posty niektórych osób odbiegają od poziomu dyskusji. Czuję, że ten wątek zamieni się w jarmark sfrustrowanych mateczek - tak jak wątek o telewizorze czy o "wzorcowej...". Przepraszam za dosadne określenie - odnosi się ono do osób, które niedokładnie i wybiórczo czytają, a następnie toczą pianę, nie wiedząc o co.
                                    • Gość: guest Re: Dorko! IP: *.* 02.08.01, 20:47
                                      Jestem daleka od wyzywania was, ale szczerze, zachowujecię się obydwoje, jakbyście jako jedyni na świecie znali receptę na bycie szczęśliwą rodziną. Nie było moim zamiarem wszczynanie tu jałowych dyskusji.. zrobiłam co uważałam za stosowne, a tylko tak jak inne mamy chciałam odnaleźć ludzi mi życzliwych nawet, mających odmienne zdanie. Z waszej strony ni jak nie czuję sympatii... wybaczcie. Chyba tak już jest, że ten kto tak gorliwie broni swoich opinii, staje się w moich oczach człowiekiem zawziętym, upartym i mało liczącym się ze zdaniem innych. Oprócz was wiele mam miało podobne zdanie, ale jakoś łagodniej potraktowały moją "inność". Mam tylko nadzieję, że kiedyś w ajkimś poście staniemy po tej samej stronie :)Pozdrawiam
                        • Gość: guest Re: Kasiu dwa. O matczynej intuicji IP: *.* 01.08.01, 22:40
                          A teraz nasza córka śpi, więc siedzimy tu razem.Zauważ, że to od kilku dni Kristo "okupuje" kącik, a to dlatego, że pojawił się ważny dla niego temat. Wierz mi, że nasza córka nie jest przez nas zaniedbywana.
                          • Gość: Isia Re: Kasiu dwa. O matczynej intuicji IP: *.* 01.08.01, 23:19
                            Nie sugeruję bynajmniej że nie troszczycie się o Waszą pociechę. Tak sobie tylko pomyślałam, że jeśli dziecko musi bawić się samo za plecami stukającego w klawisze tatusia czy mamusi, to też nie działa chyba najlepiej na jego psychikę. Czy to również nie jest opuszczenie dziecka? (Może daleka analogia, ale jednak). No, może jeszcze pobawić się z opiekunką. Tylko jak - w kontekście Twoich wypowiedzi - zgodziłeś się oddać córeczkę w ręce obcej osoby? Ja uważam, że babci mojego synka, która jest przy nim od urodzenia (chociaż mieszka dość daleko) mogę o niebo bardziej zaufać. Co też robię. Michaś na własne życzenie do dziadków pojechał i co rano śmieje się w słuchawkę bardzo szczęśliwy. Czego nie mogę powiedzieć, niestety, o sobie.:cry:
                            • Gość: guest Re: Kasiu dwa. O matczynej intuicji IP: *.* 02.08.01, 00:20
                              Mężuś śpi, więc odpiszę ja :-)Przy Sikorze nie da rady pisać postów. Kilka razy próbowałam bawiąc się z nią zaglądać do e-dziecka i "podczytywać". Nic z tego mała zaraz się spostrzegała i domagała wyłączności. Wybrałam więc zabawę z nią. Zgadzam się z Tobą, że siedzenie przy komputerze z dzieckiem za plecami nie służy jego dobru. Co do opiekunki. Cóż, Eleonora ma z nią bliższy kontakt niż ze swoimi dziadkami. Mojej mamy się boi (wcale się jej nie dziwię). Muszę tu zaznaczyć, że mała ma opiekunkę od miesiąca "z hakiem" (idzie jej osiemnasty miesiąc życia). Pisałam o tym chyba nawet w tym wątku. Opiekunka nie jest osobą z ogłoszenia, lecz z polecenia. Po miesiącu możemy powiedzieć, że współpracuje się nam świetnie. Nigdy nie można mieć pełnego zaufania ani do opiekunki, ani do rodziny (chyba że to wyjątkowi ludzie), ale powiem Ci , że bardziej ufam opiekunce. Smutne to, lecz nie mam wpływu na zmianę sposobu myślenia mojej mamy, czy teściów.Pozdrawiam Dorka
                              • Gość: guest Re: Kasiu dwa. O matczynej intuicji IP: *.* 02.08.01, 08:26
                                Kieruję te słowa do Dorki i KvM. Zaczynam Was rozumieć. Z drobnych wypowiedzi układa sie wyja?nienie waszych poglšdów. Przecież Wasze do?widczenia z rodzinš sš koszmarne. Kristo ma pretensje do matki o zostawianie go z opiekunkš, Dorka nie ma zaufania do własnej matki ale ma zaufanie do opiekunki (bo przecież polecona a nie z ogłoszenia, swoja drogš jak to się stało, że jednak komu? zaufała?). To wiele tłumaczy. Tylko radzę Wam zbytnio nie ufać podręcznikom do wychowywania dzieci. Kilka czy kilkana?cie lat temu rodzice wierzyli w prawdy zawarte w ówczesnych ksišżkach. Teraz odsšdz się ich za to od czci i wiary. Historia lubi sie powtarzać. Co będzie jeżeli za jaki? czas jaki? autorytet opublikuje swoje najnowsze odkrycia, które wywrócš do góry nogami Wasz dotychczasowy model wychowywania córki? Czy zaczniecie od nowa? I jak to sie ma do Waszej teorii Hodowania dzieci przez innych rodziców? Mnie hodowla kojarzy się wła?nie z postępowaniem zgodnie według norm i podręcznikowych zasad.Osobi?cie wierzę we włšsnš intuicję, zdobyte do?wiadczenia i nawyki wyniesione z rodzinnego domu. A te mam jak najlepsze, nie obawiam się własnych rodziców (my?lę tu także o te?ciach bo tak ich traktuję )a swoich lęków nie przenoszę na dzieci.PozdrawiamMarta
                                • Gość: guest He, he Marto, to nie tak (wyjaśnienie) IP: *.* 02.08.01, 11:04
                                  Kristo nigdy nie miał opiekunki. Jego złe doświadczenia dotyczą braku zaufania ze strony rodziców, braku szacunku i zrozumienia, a także ksiązkowego podejścia do kwestii np. opieki nad niemowlęciem (karmienie wg grafiku), licznych błędów wychowawczych wynikających ze sztywnego trzymania się reguł przekazywanych przez pokolenia. Jego ojciec, tak , jak moja mama nie potrafi przyznać się do popełnionych błędów ani nawet o tym rozmawiać.Teraz "mła"To prawda, że opiekunce ufam bardziej niż mamie. Opiekunkę mam codziennie, na bierząco ustalamy ważne kwestie, korygujemy ustalenia, które się nie sprawdzają. Poleciła mi ją moja sąsiadka - starsza pani, która zna Milę od urodzenia, dobrze zna jej rodziców i wie, że to dobrzy ludzie ( o kim możesz z przekonaniem powiedzieć "dobrzy ludzie"?).Nie zostawiłabym córki mamie, bo wiem, że ona nie dojrzała do roli babci (podświadomie asekuruje się przed pozostaniem z wnuczką zachowując rezerwę - dziecko to wyczuwa i nie lgnie do niej, co z kolei irytuje babcię i koło się zamyka). Dlaczego myślisz, że z trudem przychodzi mi zaufać komuś? Teraz podręczniki o wychowaniu dzieci. Nie uwierzysz, ale nie czytamy ich. Czytamy książki pisane przez ludzi, którzy mają coś ważnego do powiedzenia. Nie przyjmujemy ich poglądów a`priori, lecz analizujemy i albo odrzucamy, albo się z nimi zgadzamy. W każdym razie czynnie intelektualnie podchodzimy do lektury. Właśnie "kilkanaście" lat temu rodzice Krzyśka sztywno trzymali się wzorów zawartych w książkach. Robią tak ludzie, którzy nie umieją samodzielnie myśleć (skutek wychowania), szukać odpowiedzi na pytania, bo ich nie mają.Możesz być pewna, że nam to nie grozi. My postępujemy wg własnych wypracowanych długimi dyskusjami, przemyśleniami zasad. Nie są to twarde reguły. Nie jesteśmy skostniali i jeśli okazuje się, że można coś zrobić inaczej, zmieniamy stanowisko. Tylko nie łap za słowa - nie jesteśmy jak chorągiewki. Wszelkie nasze decyzje są przemyślane. Nie twierdzę, że jesteśmy nieomylni i to my mamy rację. Przedstawiliśmy swoje stanowisko. Temat pierwotnie dotyczył zostawiania niemowlęcia bez matki na więcej, niż kilka dni. Wielu zaś forumowiczów( nie wiem, czy to z braku argumentów) przeskoczyła na zupełnie inne tematy włącznie z "osobistymi wycieczkami" (zauważyłam, że jest to ulubione określenie niektórych). Nasz "model wychowania", jak to określiłaś, polega na świadomym rodzicielstwie, na uszanowaniu prawa dziecka do rozwoju wg własnego rytmu, na traktowaniu go jak człowieka (daj klapsa swemu mężowi za to, że poplamił koszulę lodami - jak myślisz, przyjmie to z pokorą?), na subtelnej pomocy w odkryciu jego talentu (każdy z nas je ma, tylko nie wszyscy je odkryli), na wsparciu, ale też konstruktywnej krytyce, na przekazaniu naszego dekalogu i pokazaniu, jak poruszać się w świecie...Moja mama kochała nas, ale nie umiała podarować nam tego wszystkiego. Oczywiście chciała dla nas jak najlepiej : bracia mieli być prawnikami, lekarzami, a ja dobrą żoną i matką. Pisząc o hodowli mieliśmy na myśli właśnie takie wychowanie/chów dzieci/populacji , w którym zabrakło dbałości rodzica o rozwój duchowy, moralny (ale w sensie głębszym), intelektualy (nie ograniczony do szkoły "ucz się, to będziesz kimś"). Nie ma to nic wspólnego z podręcznikami wychowania, lecz z bogactwem / ubóstwem świadomości rodziców. Ja akurat miałam to szczęście, że natura wyposażyła mnie w pęd poznawczy, otwartość i jakieś inne cechy, które pomogły mi wiele zrozumieć i znaleźć własną drogę . Mój bliżniak nie miał takiego szczęścia. Nie jest szczęśliwym człowiekiem.Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale wciąż mam wrażenie, że jesteśmy źle rozumiani. Może zamiast doszukiwać się snobizmu, chęci zaszokowania poglądami ( co moim zdaniem świadczy o kompleksach czytelnika) , zacznijcie czytać uważniej z dozą asertywności. Najlepiej wszystkie posty, wszystkich użytkowników. Wtrącanie swoich kąśliwych uwag po przeczytaniu kilku wyrwanych z kontekstu postów przemienia dyskusję w kłótnię, a chyba nie o to tu chodzi. Chyba, że się mylę - wtedy nic tu po mnie. To do Baśki i kilku innych osób. Nadstawiam drugi policzek.Dorka
                            • Gość: guest Hej, czy Ty czytasz posty? IP: *.* 02.08.01, 07:25
                              Przecie nie o dzieci, które mogą wyrazić swoją chęć wyjazdu ta dyskusja się rozbija, lecz o kilkumiesięczne niemowlęta - pisałem o tym kilkukrotnie! Jeśli dziecko jest na tyle duze, że samo może wyrazic chęć wyjazdu, a potem można z nim przez telefon porozmawiać, to ja nie mam nic przeciwko! W tym momencie zostaje tylko kwestia znalezienia właściwej osoby do opieki i zaufania.
                              • Gość: guest Re: Hej, czy Ty czytasz posty? IP: *.* 02.08.01, 08:59
                                Kristo, ja już ostatni raz. Być może umknęło Twojej uwadze to, co napisałam dużo wyżej, że Michaś zostawał z Babcią już wcześniej - zaczęło się od godziny, potem coraz dłużej. Nie rzuciłam go na głęboką wodę. Babcię ma rzeczywiście wyjątkowo wyjątkową. To Ona nauczyła go np. zasypiania, ona mi we wszystkim pomagała i kocha go nad życie. :love: :love: :love:Ale: młodszej córeczki chyba nie mogłabym już tak zostawiać (nie próbowałam, ciągle potrzebuje cycusia). Chociaż rodzeństwo, są zupełnie inni. Mam wrażenie, że mają nieco inne potrzeby w stosunku do otoczenia. Córeczka jest mniej otwarta i bardzo przywiązana do mamusi. W każdym razie tak jak dorośli mają różne charaktery i potrzeby, są domatorzy, introwertycy i towarzyscy ekstrawertycy, tak i dzieci są różne. Są 3-4latki, które nie chcą zostać w przedszkolu nawet na godzinę, są też młodsze, które od początku są bardzo ciekawe świata. To spostrzeżenie z własnego doświadczenia.Dlaczego zabieram tu głos? Bo nieszczególnie spodobało mi się ocenianie niektórych mam, pewne drastyczne porównania i ton, jakiego niektórzy tutaj używają (nie dotyczy to tylko Ciebie oczywiście, muszę przyznać, że niektóre dziewczyny są bardziej bezkompromisowe). Jakoś trudno mi uwierzyć, że matka mogłaby świadomie zrobić dziecku krzywdę, każda taka decyzja jest na pewno głęboko przemyślana. Teorie naukowe - owszem, ale w mojej rodzinie coś się one nie chcą sprawdzać. A poza tym sam wiesz, że żadna z nich nie jest wieczna. Ja również czytam, ale także obserwuję. Moja intuicja jest dla mnie wyrocznią. Do Oli i kilku innych osób mam prośbę: dyskutujmy, wymieniajmy doświadczenia, ale nie oceniajmy i nie piętnujmy, bo na podstawie krótkiego postu trudno poznać człowieka.Pozdrawiam.
                • Gość: guest Re: Tak... dogmatyzm... - do KvM IP: *.* 02.08.01, 08:07
                  W kwestii wyjaśnienia. Moje "bez odbioru" też miało oznaczać stanowczość , a widzisz jak Ty je odebrałeś? Podobnie jak ja twoje wypowiedzi. Cóż, internet ma swoje prawa i nie zawsze wszystko da się na forum tak wyrazić, żeby było właściwie odebrane. A co do pracy, to szkoda, że nie mieszkasz w okolicach Bielska-Białej.A, i nie znalazłam w twojej odpowiedzi opinii na temat tego czy rzeczywiście w wychowaniu dziecka nalezy kierować się tylko racjonalnymi i rozsądnymi argumentami, a gdzie intuicja ? Tym razem nie mam nic przeciwko odbiorowi. ;)A argumentów przeciwko Twojemu punktowi widzenia nie przedstawię, bo jak już pisałam mam takie samo zdanie.Pozdrawiam:hello:
                  • Gość: guest Re: Tak... dogmatyzm... - do ATY IP: *.* 02.08.01, 09:49
                    "czy rzeczywiscie w wychowaniu dziecka należy kierować się tylko racjonalnymi i rozsadnymi argumentami, a gdzie intuicja?"Droga ATO!To byłoby dobre pytanie ale... trzydziesci lat temu. Dzisiejsza nauka "doceniła" instynkty i intuicję. Na pewno słyszałaś naukowe stwierdzenia,że intuicja matki jest najważniejsza. Ja jednak uważam, że tak naprawdę było to słuszne w pokoleniu naszych babć i prababć, kiedy kobiety głównie działały instynktownie. A jak wiadomo intuicja i instynkt wiążą się ze sobą nierozerwalnie.PozdrawiamOlaAha! Ato to już nie do Ciebie,ale nie pamietam gdzie to było. Matka wcale nie musi ciągle bawić się z dzieckiem. Może siąść przy kompie (ja często tak robię), poczyać, ugotować obiad, zacerować skarpetki. Ważne jest by dziecko bawiło się samodzielnie. I będzie to robiło kiedy będzie sie czuło bezpieczne, będzie czuło naszą obecność a wtedy mama może nawet pisać posty na Forum :)
                    • Gość: guest Re: Ach te leniwe baby! IP: *.* 02.08.01, 13:28
                      Olu!Widzę, że czasami też się zgadzamy! Ktoś tu wypominał mamom przesiadywanie na forum, podczas gdy dziecko bawi się za plecami. A czym to się różni od sytuacji kiedy mama gotuje obiad, rozwiesza pranie, czy odkurza? Oczywiście różni się tym, że na forum mama ma przyjemność (przynajmniej w założeniu, bo może szlag ją trafia, jak czyta niektóre wypowiedzi :-) ). A przecież kobietom, zwłaszcza tym co się "obijają" w domu nie wolno mieć przyjemności!Ja moje dzieci wszędzie ze sobą zabieram - do kuchni, łazienki (choć mieszczą się tylko w drzwiach, w środku już nie ma miejsca) a one wiedząc, że jestem obok zajmują się same sobą lub zabawkami. Oczywiście część dnia poświęcam tylko im - zwłaszcza podczas ćwiczeń rehabilitacyjnych. Ale również chcę mieć trochę czasu tylko dla siebie (o ile tylko się da) - najczęsciej wypada to wieczorem kiedy dzieci już śpią a czasem wcale bo w końcu można pozmywać, wyprać, etc. (dodam, że mąż aktywnie pomaga w pracach domowych)
    • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 01.08.01, 12:00
      Ach, szczęściaro!Moja mama obiecuje, że zbierze Martę na wakacje albo do siebie na dwa dni. Niestety, jak na razie tylko obiecuje. A szkoda, bo chętnie bym sobie odpoczęła wiedząc, że Mała jest pod dobrą opieką i z osobą, którą kocha.Byłyśmy teraz razem przez tydzień na wakacjach, ja z Małą wracałyśmy wcześniej, a moi rodzice zostawali dwa dni dłużej i liczyłam na to, że może mama będzie chciała zostawić Tuśkę jeszcze te dwa dni. Nic z tego... Moją cichutką propozycję skomentowała tylko: "Przecież byś jejnie zostawiła". Oj zostawiłabym...Ale nie czuję się wyrodna matka, bo chcę odpocząć od dziecka. Też należy mi się "urlop", choć dwa dni.
      • Gość: guest SZCZĘŚLIWY POWRÓT!!!!!! IP: *.* 01.08.01, 19:26
        Wróciła!!!!!!! Zdrowa, opalona, szczęśliwa... i bynajmniej nie wyciszona, rozkojarzona tudzież z objawami porzucenia :) Może ja akurat miałam szczęście, ale moja córeczka przeżyła cudowne chwile w gronie kochających ją osób i zadowolona i wypocząta wróciła do mamy i taty. A teraz śpi w swoim łóżeczku, jak dawniej bywało. Więc dziewczyny, jeżeli macie taką możliwość i tak cudownych rodziców jak ja, zróbcie sobie urlop i zaufajcie doświadczeniu dziadków. Nikt tak jak oni nie zaopiekują się waszymi dziećmi :bic:Pozdrawiam!
        • Gość: guest Re: SZCZĘŚLIWY POWRÓT!!!!!! IP: *.* 01.08.01, 19:41
          Jeśli w rzeczywistości jest tak jak to widzisz i czujesz, to nic tylko się cieszyć. :-)PozdrawiamKristoVelMefisto
          • Gość: guest Re: SZCZĘŚLIWY POWRÓT!!!!!! IP: *.* 01.08.01, 19:45
            No to pocieszmy się razem.:)
      • Gość: guest takie sobie podsumowanie - m.in. do KvM IP: *.* 02.08.01, 10:23
        pozwalam sobie sie wtracic. napisalam juz dlugi post ale przez przypadek sobie go skasowalam, wiec napisze to samo dwa razy krocej. Zagladam sobie niesmialo na razie na forum jako przyszla matka (w listopadzie mam termin), ale nie sledzilam cala dyskusje i nie wytrzymam musze sie wtracic.Po pierwsze - do Kristo - nigdy nie bedzies wiedzial ze robisz dobrze dla swojego dziecka. po prostu sie tego nie dowiesz. Nie popelnisz jednego bledu la mozesz popelnic tysiac innych - moze gorszych nawet (?) dla jego psychiki. na pewno nie poopelnisz tychj bledow co twoi rodzice bo tego raczej sie kazdy wystrzega, ale to nie znaczy ze wychowasz dziecko idealnie. I nie zakladaj tego , bo mozez kiedys bardzo sie zawiesc na soim dziecku. moja opinie opieram na studiach - rozne zajecia z pedagogiki i psych dzieciecej, ale przede wszystkim rowniez na zyciu. Zbyt duzo znam ludzi bardzo skrzywdzonych przez los i prze ropdzicow, korzy ten zbedny bagaz emocjonalny z dziecinstwa zrzucili i sa wspanialymi ludzmi, czesto wybaczyli swoim rodzicom swiadoma lub nieswiadoma krzywde, jakiej od nich doznali. Znam rowniez takich co byli wychowani w kochajacej rodzinie a mimo to maja ogromne problemy emocjonalne. Gdzies tam pewnie tkwi przyczyna, ale trudnio jest rodzicowo uniknac bledow. Nastwa sie na to ze tez bedziesz je popelniac, jak kazdy.Po drugie ktos madry kiedys powiedzial ze nalezy najpierw wybaczyc swoim rodzicom, zanim podejmie sie trud wychowywania wlasnych dzieci. I to jest bardzo madre. Przeciez rodzice przekazali Ci duzo pozytywnych cech, na pewno umieliby to zrobic w stosunku do Waszych dzieci. Pozwol dzieciom korzystac z bogactwa doswiadzcen wynikajacych z roznicy zdan miedzy pokoleniami.Po trzecie nie wiem na jakich zrodlach opierasz swoje zdanie na podstwaie historii, ktora pokazuje ze rozstanie dziecka z matka konczylo sie smiercia, a ostanich kilka pokolen zmienilo te zasade. I tu niestety sie mylisz - polecam ksiazke "historia dziecinstwa" nie pamietam kogo ale poszukam jak chcesz. otoz to dopiero w XX wieku ludzie zaczeli zwracac uwage na swoje dzieci i stawiac je w centrum zainteresowania. poprzednio dlugie wieki nikt sie nimi nie interesowal. i takie dzieci powinny byc strasznie neiszczesliwe. a jednak wyrosli z nich luddzie wielcy, naukowcy, literaci, itd. A jesli juz nawiazujesz do jakiejs prehistorii, to zwroc uwage ze kiedys dzieci byly zawsze wychowywane prez wspolnote, w rodzinach wielopokoleniowych, gdzie kobiety nawzajem pilnowaly sobie dzieci itd. Mysle ze im to nie zaszkodzilo.Moglabym tak dlugo gledzic ale nie wiem czy to takie interesujace dla wszystkich. Pozdrawiam wszystkich, kama
        • Gość: guest Re: takie sobie podsumowanie - m.in. do KvM IP: *.* 02.08.01, 13:56
          Świetnie, że napisałaś! Jesteś na tym forum jedyną osobą, która mając odmienne od moich poglądy potrafiła je umotywować (inaczej niż przez kobiecą intuicję). Co więcej trudno się z Twoimi argumentami nie zgodzić (w kwestii pozostawiania niemowlęcia w prehistorii). Swoje rozumowanie o śmierci oparłem o brak pokarmu przy rozstaniu (jeśli w społeczeństwie można było to jakoś zastąpić, to zgoda - dziecko nie umierało). Mam też świadomość, że kiedyś (nawet kilkaset lat temu) dziecko miało status podobny do zwierzęcia. Nie wzięłem tego jednak pod uwagę pisząc tego posta. Co do dziadków. To jest to kwestia zaufania i relacji. Opiekunka nawet jeśli myśli inaczej w kwestiach wychowawczych, to stara sie postępować tak jak tego wymagamy my. Nasi rodzice wiedzą jednak "lepiej" i kompletnie nasze zdania by zlekceważyli. Pisałem w tym wątku o emocjach- uważam, że jest to sprawa podstawowa - większość błędów wychowawczych wynika moim zdaniem z braku panowania i świadomości własnych emocji przez rodzica.Nie chcę już więcej pisać, gdyż zniechęciły mnie posty osób, które mając odmienne zdanie po raz kolejny odbiegają od tematu i przeinaczają lub wymyślając fakty (przypisując mi opiekunkę, której nigdy nie miałem na przykład). Cieszę się, że z Tobą można podyskutować rzeczowo i na temat.PozdrawiamKristoVelMefisto
          • Gość: guest Re: takie sobie podsumowanie - m.in. do KvM IP: *.* 02.08.01, 17:14
            W gruncie rzeczy wcale nie mam tak bardzo odmiennych pogladow od Ciebie. Mysle ze nikt tak naprawde nie zaprzeczy ze najlepsze i najwazniejsze to obecnosc matki przy dziecku. Szukam jednak kontrargumentow dlatego, ze w dzisiejszym swiecie po prostu ciezko jest sobie pozwolic na dlugi bezplatny urlop wychowawczy, mnie niestety tez to pewnie czeka. I chodzi nie tylko o pieniadze i prace, ale rowniez o "niewypadniecie z obiegu" kobiety, ktora jest w domu. Wiem ze ciezko jest znalezc prace - jesli nie mozna wrocic do poprzedniej - majac male dziecko - no bo a nuz widelec bedzie nastepne itd. itp... Moja kolezanka majac 28 lat, skonczone studia, 2 lata stazu pracy, 3 letnie dziecko (wychowawczy), uslyszala ze na nowa prace -prostą, biurową wymagajacą jednak krótkiego przeszkolenia, jest za stara! Bo przeciez w tym wieku a nic w zyciu nie robila!!! I szczerze powiedziawszy to chyba wcale nie wyjatek. No ale odeszlam od tematu, ale takie wlasnie stoja przede mna dylematy, pewnie nielatwo bedzie podjac jakas decyzje.No nic, to chyba by juz bylo na tyle w tym temacie a nawet poza, pozdrawiam Was i Wasze pociechy, i wszystkich dyskutantow (na cwiczeniach na ktore chodzilam z psychologi dzieciecej dyskusje wygladaly mniej wiecej tak samo - ile bylo osob - tyle opinii - a jakie zazarte dyskusje nad kazdym drobiazgiem...Kama
            • Gość: guest Re: takie sobie podsumowanie - m.in. do KvM IP: *.* 05.08.01, 21:53
              Kama, bardzo spodobał mi się Twój punkt widzenia, bardzo zbiega się z moim. Ciekawa jestem (bardzo odbiegam od tematu)jak zapatrujesz się na ilość dzieci w rodzinie. Małżeństwa coraz częściej decydują się na jedno dzecko z ogólnie wiadomych powodów (wypadnięcie z obiegu matki, finanse itp.). Ale czy dla dobra dziecka i ubogacenia rodziny, nie lepiej zaryzykować, przemęczyć się i zdecydować się na większą ilość dzieci. Mam przyjaciółkę (zresztą po pedagogice),która ma 4 dzieci, 6 lat jest na wychowawczych na zmianę z macierzyńskimi i jeszcze chcą mieć 5 dziecko! I jest szczęśliwa! Fakt, że finanse są jako takie, ale jakoś sobie radzą. Coraz mniej małżeństw decyduje się na dwoje dzieci, a pięcioro to już w naszym społeczeństwie patologia. Co Ty na to?
              • Gość: guest Re: takie sobie do Aguni IP: *.* 06.08.01, 01:30
                No wlascwie tomoglabym sie rozwodzic dlugo nad tym jak to ja (za duzo czytam - to stwierdzenie mojego meza), ale moze bym sie strescila, ale w kazdej chwili moge rozwinac moje wynurzenia.Po pierwsze - duza rodzinka to jest chyba rzeczywiscie najweselsza i najprzyjemniejsza rzecz na swiecie - ale neistety trzeba umiec wychowac i miec odpowiednie podejscie. Ja sie bardzo zastanawiam czy bede dobra matka, i nie uwazam ze wystarczy sama intuicja i milosc - moi rodzice tez mnie kochali i wychowywali na intuicje - a jednak kazdy popelnia bledy.po drugie - bez pieniedzy nie da sie zyc. Przy duzej ilosci dzieci to niestety tatus musi duzo zarobic.po trzecie - tatus tez musi chciec miec te dziecipo czwarte - a jak zabraknie tatusia??? - i zrodla dochodow??? marnie widze swoj los po paru latach nieprowadzenia "zycia zawodowego". I tak na powaznie, to jesli nie masz "wolnego" zawodu, ktory mozna wykonywac w domu, i nienormowany czas pracy to jest to bardzo, bardzo trudne. Zwlaszcza w Polsce gdzie kobiety zawsze beda zarabiac mniej niz męzczyzni (poza budzetowka, ale tu wszyscy maja rowno ale malo).Po piate - trzeba sie dobrze czuc w roli kury domowej. Trudno mi cos na ten temat powiedziec bo mamą dopiero bede w listopadzie, ale na pewno troche pobede w domu na wychowawczym (ku zgrozie mojej szefowej, ktora jeszcze nic o tym nie wie a na pewno sie tego po mnie nie spodziewa). Ale nie wykluczam ze nie wytrzymam bycia w domu i pojde do pracy, ale mysle ze mojej dzidzi to nie zaszkodzi, w koncu nie przestane jej kochac.Po szoste - co nam w zyciu da wiecej szczescia niz dzieci??? Przeciez przecietnie i tak nas nie stac na wille z basenem i porsche.Po siodme - z takich przyziemnych spraw trzeba jeszcze miec zdrowie zeby miec wiecej ciąż i dziatek.Po osme - dzieci w grupie ZAWSZE rozwijaja sie lepiej niz pojednyczo - pod pewnymi wzgledami te mlodsze (szybciej), pod pewnymi te starsze (szybciej samodzielne itp.)No ale jak tam Ty uwazasz. zdaje sie ze masz coreczkę co znalazlam w innym poscie, i co masz zamiar dalej????czy ta kolezanka ma trzy dziewczynki i jednego chlopca?? I moze jej mąz pracuje na uniwerku??? Bo tez taką znalam ale nie moge sobie przypomniec jak sie nazywala.To tak pokrotce. Buziaki dla ciebie i małej, napisz czy moje gledzenia cos Ci podpowiedzialy czy raczej namieszaly. Zdaje sie ze ten temat jets dosc skomplikowany.Pozdrowionka Kama
                • Gość: guest Re: takie sobie do Aguni IP: *.* 06.08.01, 12:21
                  Dzięki za te parę słów. Faktycznie mam córeczkę 14 miesięczną, sęk w tym, że bardzo chciałam zawsze mieć troje dzieci, a dziś staję przed problemem monotonii, potrzeby realizacji siebe, a nie wyobrażam sobie oddania małej(czy ewentualnie następnych dzieci) pod opiekę niani czy żłobka. Teraz wyczuwam najlepszy moment na kolejne dziecko i pada na mnie blady strach: bycie w domu przedłuży się co najmniej o dwa lata, razem jeszcze 4. Co z pracą (mam dwa zawody nauczyciel i księgowa - w obu trzeba się szkolić na bieżąco, mieć praktykę), frustracjami. Ale jak pomyślę, że z takich powodów miałabym "odebrać" małej rodzeństwo, to myślę o sobie jak o strasznej egoistce. Ciężki orzech do zgryzienia. Ostatnio coraz częściej weryfikuję moje poglądy sprzed ciąży. Ta znajoma ma 4 chłopaków, a jej mąż pracuje na politechnice. Pozdrawiam.
          • Gość: guest Re: takie sobie podsumowanie - m.in. do KvM IP: *.* 02.08.01, 20:33
            No tak... czy już teraz wszyscy wiecie, kto tu jest najmądrzejszy? :gun:
            • Gość: guest Re: takie sobie podsumowanie - m.in. do KvM IP: *.* 02.08.01, 21:33
              To tak dla poprawiena humorów i... złożenia broni :hot:
    • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 05.08.01, 16:04
      witajcie serdecznieoj padło tu dużo mocnych słów.... nie zamierzam oceniać kto ma rację, a kto nie, bo to nie o to chodzi. Jeszcze nie jestem Mamą, więc nie wiem jak bede się zachowywała jak już będę miała dziecko, dlatego też nie zamierzam snuć domysłów... przecież zawsze jest inaczej niż piszą w książkach i niż się sobie poukłada, bo życie samo układa scenariusz i nie wszystko można przecież przewidzieć. Ale wracając do tematu... jestem młodą osobą dającą sobie dobrze radę w życiu, szczęśliwą, umiejścą ukazywać uczucia. Mam oczywiście wady i jakieś tam kompleksy, ale któż ich nie ma... Miałam niecałe 2 lata, gdy zaczęłam chodzić do przedszkola, wcześniej "od zawsze" miałam opiekunkę. Jako 1 wnuczka w Rodzinie, bardzo czesto, już od najwcześniejszych miesięcy zostawałam z Dziadkami. Po ukończeniu 12 miesięcy pojechałam z nimi 1 raz na wakacje. W przypadku mojego Brata , było dokładnie tak samo. Jednocześnie oboje Rodzice pracując poświęcali nam każdą wolną chwilę. Nie czuję się zaniedbana, ani opuszczona emocjonalnie przez Mamę , czy Tatę. Reczej przeciwnie, pamiętam, ze zawsze byli, gdy ich potrzebowałam i nawet, jak byli zajęci odkładali pracę na później i rozmawiali (a o tym, że wychodziłam ostatnia z przedszkola, czy świetlicy to pamiętam, bo Mama czasem to wspomina). Piszę ten post po części dlatego, bo wkurza mine, jak ktoś wypowiadając się na temat obrzuca kogoś błotem tylko dlatego, że ktoś myśli inaczej niż on, ewentualnie, nie lubię gdy ktoś uważa sie za osobę wszystkowiedzącą. Nie ma dwóch takich samych dzieci/niemowlaków i jednemu taki wyjazd może sprawić wiele radości, a innemu wyrządzić wiele szkody. Dlatego w każdym przypadku należy samemu rozważyć wszelkie "za" i "przeciw" podjąć świadomą decyzję i nie kierować się zbędnymi emocjami, ani komentarzami, często absolutnie niezorientowanych w indywidualnej sytuacji, osób.Pozdrawiam serdecznie wszystkie Mamusie i Tatusiów - robicie kawał dobrej roboty :), (a w szczególności Moich Rodziców -wiem, że tu czasem zaglądacie ;) ),szczęśliwa_córkaps. moja wypowiedź nie jest odpowiedzią na żaden konkretny list, po prostu po przeczytaniu tej dyskusji postanowiłam też się wypowiedzieć
      • Gość: guest Re: "jak mogłaś rozstać się z dzieckiem?" IP: *.* 06.08.01, 14:39
        Brawo!!!!ja tez nie wypowiadałam sie w tej dyskusji bo....myslę podobnie jak Ty I do wszystkich którzy sie tu wypowiedzieli - tylko Nasze dzieci maja prawo do oceny , czy krytki Naszych metod wychowawczych i napewno to zrobia jeśli nie wprost Nam w oczy to jakis sposób ocenieni zostaniemy wszyscy My rodzice.pozdrowienia dla wszystkichKasiaK

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka