Gość: guest
IP: *.*
21.11.01, 14:52
Wlasciwie to juz sie stalo, ja jestem w ciazy w 7 miesiacu a moj mezczyzna mnie zdradzil.Czuje sie okropnie, poniewaz zamiast wsparcia-noz w serce.Wiem, ze nie zrobilam nic co by go do tego zmusilo,dbalam o dom, jego potrzeby i o swoj wyglad.To bylo cos w jego psychice, moze nie dorosl,ma dopiero 18 lat ja 21 i wiem wiecej o swiecie.Ale tak zniszczyc cudowna milosc???????????Czy ja bede miec sile by z tym zyc? Wszystko zaczelo sie od problemow z ciaza, bralam tabletki na poczatku na podtrzymanie, ciaza byla zagrozona poronieniem, co za tym idzie obowiazywala nas wstrzemiezliwosc. Wiadomo ze jezeli jest milosc, mozna ja okazywac w inny sposob, dbajac o potrzeby fizyczne drugiej osoby.Doskonale sobie radzilismy. Ciaza sama w sobie i oczekiwanie na dziecko bylo cudowne. Bylismy szczesliwi. Ja bylam czesto poddenerwowana, placzliwa na poczatku, z winy burzy hormonow. Po 2 miesiacach wszystkie problemy minely. Ciaza juz nie byla zagrozona, hormony sie ustabilizowaly, ale...pojawilo sie "cos" co sprawilo, ze zycie zmienilo sie w koszmar.Nagle zainteresowanie mna jako kobieta stalo sie niemozliwe. Unikal seksu, wykrecal sie z byle powodu. Chodzil podminowany i widzialam ze cos w nim siedzi.Dlugie i szczere rozmowy, nie przyniosly rezultatu.Bylo coraz gorzej. Powiedzial kiedys ze ma do mnie niechec fizyczna ale nie jest to od niego zalezne,staralam sie zrozumiec i to zmienic. To bolalo. Nie moglam pojac tego, ale nie dawalam za wygrana. Przygotowywalam dobre kolacje przy swiecach i winie stwarzajac odpowiedni klimat,podtykalam mu do czytania artykuly o tym ze sex w ciazy nie jest zagrozeniem dla dziecka itp.Juz wydawalo mi sie ze pomoglo, sex miedzy nami byl, bardzo rzadko ale do niczego go nie zmuszalam, czekalam az sam zechce czegos ode mnie, bo o to mnie prosli. Dodam ze mimo wszystko powtarzal jak bardzo mnie kocha i to mi dawalo nadzieje,ze wszystko sie ulozy. I co teraz pustka,rozpacz,jak zyc dalej? kiedy 2 dni temu mnie zdradzil.Pojechal do zwyklej 40 letniej ulicznicy i za 100 zl to zrobil. Przyznal sie, moze raczej z niego to wyciagnelam, ale stalo sie. Okazal skruche, zaluje i to bardzo. Widze jak cierpi. Cierpimy oboje. Czy mam go przekreslic? czy wybaczyc? dodam ze kochamy sie naprawde bardzo. Wiem ze go nic nie tlumaczy, ale kilka godzin przed tym jak to zrobil ja na niego nakrzyczalam, wygarnelam co mysle o nim szczerze o tym jak nie fair zachowal sie wobec kogos w konkretnej sytuacji. Mialam racje on o tym wiedzial. Mimo wszystko zrobil mi na zlosc i zdradzil. Jak to wytlumaczyc? Jak zyc? I jeszcze jedno czy przypadkiem nie zarazil sie jakas choroba? Czy powinnam mu wybaczyc?Przeszlam duzo w zyciu i jestem odporna na zmiany. Jestem zaradna i atrakcyjna nawet w ciazy sie za mna ogladaja,bo nie widac ze zostane mamusia,przytylam tylko 6 kg.To wszystko daje mi pewnosc ze potrafie sobie jeszcze ulozyc zycie, ale czy kogos tak pokocham jak teraz? czy dziecko nie powinno miec ojca prawdziwego? czy nie bede zalowac w przyszlosci tego jak teraz postapie? czy mam mu dac szanse?wybaczyc jeden jedyny i ostatni raz? mam za duzo mysli na raz. Staram sie nie denerwowac, podchodze do tego na chlodno poniewaz nosze w sobie dziecko, ktore czuje i nie jest niczemu winne.Czy ktoras z was przeszla przez to? Czy mozna zapomniec zdrade??????????????????????????????????????