Muszę się wypisaś bo wygadać nie mam z kim

Mój mąż doprowadza mnie do pasji,szczególnie przed zjazdami rodzinnymi.Jest extra facetem twardo stąpającym po ziemi i wiedzącym czego chce od życia,ale kiedy w temacie(lub na widoku)jest Jego rodzina to Go nie poznaję

Moje kontakty z teściami odkąd zaczęłam się stawiać nie są najlepsze i często wizyty u nich to katusze dla mojego ego.U nich nie mam prawa głosu,nie mogę decydować w sprawie dzieci,nie mogę wypowiadać się nieprzychylnie na tematy które oni akceptują wogóle jestem tylko konieczną mleczarnią dla Jasia.A najlepiej by było żeby mąż przyjeżdżał tylko z dziećmi bezemnie żeby mogli robić co chcą z wnukami.Może jestem nadopiekuńcza,ale boję się zostawiać z nimi dzieci zawsze mam je w zasięgu wzroku.Bierze się to z tego,że teść jast nieodpowiedzialny uważający,że"morda nie szklanka sie nie stłucze"i że z kilkulatkiem "można iść na browar".Co do teściowej to jestem już uprzedzona ponieważ kiedy mój mąż miał 2 latka podczas rodzinnej imprezy na oczach wszystkich ściągną na siebie gar z wrzątkiem i teraz ma poparzone nogi.Wszystko owiane jest tajemnicą i nawet on sam nie wie jak naprawdę było.Więc wychodzę z założenia,że i moimi dziećmi nie potrafiłaby się zająć,nie chcę ryzykować,że coś im się stanie(obdarłabym ją ze skóry).Do tego to ludzie nie przebierający w słowach a określenie teściowej mianem histeryczka też jest łagodne.Mój mąż u nich zmienia się nie do poznania,kiedy po mnie"jeżdżą"nigdy nie stanie w obronie,nawet kiedy wie,że to ja mówię prawadę przytakuje matce lub bratu.Ja rozrzalona wracam do domu.Ale jak mam być milusia kiedy nie raz słyszałam żeby nas zostawił i wracał do nich albo pytanie"jaką ja mam pewność,że to moje wnuki?"(ŻADNEJ

)Jadę do nich jak na ścięcie

.Kiedy się nie odzywam jestem"kochaną niunią"a kiedy mam własne zdanie mało mnie nie zastrzelą.Nie wiem dlaczego mój mąż tak się ich boi.Nie dostajemy od nich żadnej pomocy,spadku żadnego też nie straci(bo go nie ma).Dom,samochód,część opłat to zasługa mojej mamy i babci a teściowa żąda wdzięczności.Tylko za co?Że nie trafiłam gorzej?A mąż niezmiennie staje po ich stronie.5lat po ślubie a teściowa nadal nie rozumie,że synek wyfrunął z gniazda i ma własną rodzinę cały czas twierdzi,że rodzina to oni.A ja to co,mam osobną tylko z dziećmi,bez ojca?#####@#@@@##!!!!(ocenzurowano)Mąż uważa,że widzę tylko własną rodzinę a Jego jest bee,że jeździmy do nich raz na 5-6 tygodni.Ale co mam zrobić kiedy On ma w miesiącu 2 wolne weekend`y w czasie których dorabia,widuje się z dziećmi raz w tygodniu,bo kiedy wraca to śpią,więc gdzie tu czs na rozjazdy kiedy nie ma kiedy iść z dziećmi na spacer.W grę nie wchodzi ogólnorodzinne weekend`owanie bo teściowa nie oddałaby mi Jasia nawet jakby wył z głodu(tak było ostatnio)nawet mąż nie chciał Go jej zabrać bo się bał,że Mu nawsadza.Myślę,że kiedy"mój"jeździ do matki ta robi Mu wodę z mózgu,bo kiedy wraca zawsze jest wściekły a kiedy nie mają kontaktu jest słodki jak miód.Jestem taka wściekła,że nie potrafię się już wysłowić

Najgorsze czeka mnie w sobotę brrrr.Mam ich zjazd rodzinny na którym będą wszyscy których nie trawię.Nie pomoże nawet to,że to 50 rocznica ślubu dziadków(rodziców teściowej)których wręcz ubóstwiam i kocham chyba bardziej jak swoich.Swoją drogą to dziwne,że tak cudowni,dobrzy i wyrozumiali ludzie którzy by nam nieba przychylili mają taką wredną córkę(a raczej dwie bo druga jest nie lepsza).Mam nadzieję,że chociaż Oni poprawią mi humor w dniu tego horroru.Jak mi nerwy puszczą to chyba wszystkim po koleisuć dziadkom uroczystości.Ale jak tu wytrzymać kiedy wrzeszczą na mnie,że nie pozwalam córce jeść czekolady i tortów a Ona ma nietolerancję laktozy i nadwagę,"ale od jednego kawałka nic jej nie będzie"(teściowa).Jasiowi leciała krew z cycusia i ma uczulenie na puder czy fluid więc wyłuszczam sprawę i grzecznie proszę żeby Go nie nosić i nie przytulać się buzia-do-buzi,a teściowa na to"tooo taak wszystkie dzieci mogę nosić tylko swojego(?)nieeee,może ja jestem sparciała,ze przytulać się nie mogę?".Na co ja"jeśli mama tak uważa",mało mnie nie rozwaliła."Ty chowasz dzieci pod kloszem nic im nie wolnooo wszystkiego zabraniasz"- to standard.Hit numer jeden!Lany poniedziałek,siedzimy sobie w domu a tu telefon czy mąż nie może zawieść jej do siostry do Warszawy,bo pokłóciła się z teściem(my mieszkamy w innym mieście a drugi syn z nią)I tu niespodzianka jeden jedny raz mąż jej odmówił!!To był dla mnie szok

widocznie dla Niego raz na 5 lat to wystarczająco często.Jednak nie zmienia to faktu,że częściej jest maminsynkiem,teściowa przy pierwszym dziecku wybrała chrzestnego(nie miałam nic do powiedzenia)mówiąc"przy następnym dziecku na chrzestnego możecie wziąć nawet bezdomnego spod kościoła"

zbliżają się chrzciny ale niech nie czuje się zaproszona.Wiele mogłabym napisać(najprędzej książkę)ale wywalą nie za długi post

Jednym zdaniem:czy któraś z Was ma takie przejścia i jak sobie wtedy radzicie? Waliłam głową w mur-nie pomaga(boli głowa),topiłam smutki(ale nie tędy droga),jeszcze trochę to nerwy mi puszczą i nie będę mówiła tylko od razu wyjadę teściowej w czoło.Jedyna dobra nauka wypływa z tego postu-wiemy jaką teściową być nie należy(albo jakiej synowej nie chciałybyśmy mieć-takiej jak ja).Dziękuję tym które dobrnęły do końca tego postu za cierpliwość.Rady dotyczące rozmowy nic nie pomogą.Ja mówię On usypia lub stwierdza,że mam skończyć z tym tematem