Gość: mynia
IP: *.*
06.05.02, 08:10
Jeszcze do niedawna myślałam,że mnie to nie będzie dotyczyć.A teraz moje serce waży tonę i nie wiem co mam ze sobą zrobić.Odkryłam,że mąż mnie zdradza ...i to w taki głupi sposób. Niedawo kupiliśmy mieszkanie a więc jesteśmy na etapie remontu. Pojechaliśmy w zeszły czwartek załatwić sprawę wywiezienia gruzu, mąż wyszedł z pracownikiem i przyszedł sms (telefon sprytnie dał pod poduszkę), pomyślałam,że zobaczę - może z pracy, bo ostatnio mój mąż pracował po 16-18 godzin dziennie (jest grafikiem komputerowym i pracuje na 3 zmiany)i zawsze jest pod telefonem. Otwieram sms i czytam tekst "bardzo Cię kocham, odpocznij sobie, jutro się zobaczymy", zamurowało mnie i na początku myślałam,że może ja go wysłałam zeszłego dnia,ale zjeżdżam klawiszem w dół i - nr tel. pani x"(nie wymienie tu jej imienia).Nie wiedziałam gdzie się znajduję; mąż wrócił - ja do - masz wiadomość, wziął telefon, przeczytał, głupi uśmiech. Na moje pytanie - kto to jest pani x odpowiedział bezczelnie - koleżanka, nie można mieć koleżanek ? Ja na to - to od kiedy koleżanki piszą tak do cudzych mężów i tu mu przytoczyłam tekst sms. Nic nie odpowiedział, wszedł pracownik więc musiał z nim wyjść na zewnątrz.Ja usiadłam w kącie balkonu i jak nigdy w życiu zaczęłam palić papierosa, On wrócił i rzucił hasło - porozmawiajmy (TERAZ POROZMAWIAJMY, TAK?)Poznał ją we wrześniu w innej agencji reklamy, rozwódka z dzieckiem od lutego się spotykają dwa razy w tygodniu, spał z Nią ............................Nie byłam w stanie nic powiedzieć, bo słowa nie przechodziły mi przez gardło. Mój chodzący ideał - mnie zdradził.Usiedliśmy na tapczanie (nawet nie płakałam), zapytałam DLACZEGO? - On na to - nie wiem (dlaczego faceci nigdy nie wiedzą DLACZEGO?). I dalej - co jest takiego we mnie złego ,że to zrobił? czy chce tak o przekreślić cztery ostatnie lata? On - "Ona jest po prostu inna, ani lepsza ani gorsza, nie wiem dlaczego tak się stało, potrzebuję czasu, bo jestem rozbity między Nią , pracą i Tobą .....Jak to usłyszałam to zdałam sobie sprawę, że NIESTETY - ją kocha ... Leżelismy tak razem,potem oboje płakaliśmy, na moje dlaczego - nic, powiedziałam mu,że był dla mnie ideałem męża, czekałam na Niego 10 lat (mamy po 32 lata)i tak bardzo mu ufałam, tak bardzo ........I On wiecie co mi na to: że gdyby wiedział,ze ja tak na Niego liczę ......Boże, jak On mógł o tym nie wiedzieć ....Na koniec, żebym mu dała trochę czasu .... (czasu na co?).On pojechał "sam" w góry, ja pojechałam do babci z rodzicami i siostrą (nic im nie powiedziałam). Nie macie pojęcia jak ja płakałam na ramieniu siostry, jak ja ryczałam jeszcze teraz mam łzy w oczach, powiedziałam jej wszystko, powoli zaczęły do mnie dochodzić ..... te wszystkie sygnały, ktore On mi dawał a ja nie potrafiłam odczytać (może je bagatelizowałam).:Pozanaliśmmy sie 4 lata temu, dwa lata przed ślubem zamieszkalismy raze,żeby sprawdzić czy do siebie pasujemy (teraz widze,ze to kompletnie nie ma sensu), potem wzięlismy ślub. Przez cały okreś lubu praktycznie poza podróżą poslubną jakos nigdy nie wyjeżdżalismy razem nigdzie, bo On jes zapalonym wspinaczem i kocha góry, jechał tam zawsze z kolegami - a ja albo nie dostawałam wtedy urlopu albo była wymówka w stylu - nie mam odpowiednich butów (wcześniej przed ślubem jeździlismy razem w góry i było wspaniale) albo,że nie ma kasy.Marzyłam o mieszkaniu ( wynajęliśmy mieszkanie jak ze sobą zamieszkaliśmy), bardziej ja niz On , bo nie wiem dlaczego nie było to dla Niego takie ważne,żeby meć cos swojego.W lipcu ubiegłego roku pojechał z kolegami za granicę sie wspinać, ja wylądowałam w szpitalu bo się zatrułam, I jak sie dowiedział o tym to natychmiast chciał przyjechać,ale ja w miarę sił powiedziałam, że to nie ma sensu bo sie czuje dobrze. Przyszedł wrzesień (On wtedy juz ją musiał gdzieś poznać), moje pragnienie posiadania mieszkania się nasiliło ale nie przybrało formy- ciągłego namolnego gadaniabyły to aluzje, poza tym niedzielne ranki zaczęlismy jakos tak spędzać osobno,On w jednym pokoju na telewizji ja w drugim (na komputerze). W czasie tej czwartkowej rozmowy powiedział mi m.in.,że nienawidził jak byłam tam w tym drugim pokoju.Nasze kontakty seksualne tez osłabły, bo ja nie chciałam dzieci (firma, w której pracuje jest w stanie likwidacji więc grozi mi bezrobocie), On bardzo chciał, no i ostatnio stwierdzilismy,ze jednak spróbujemy no i niestety nic nie wyszło: był rozżalony,że w ciążę nie zachodzi sie od razu, za pierwszym razem. No i nastał ten nieszczęsny luty: szukaliśmy mieszkania, chodziliśmy po agencjach, załatwialismy kredyt, zero zbliżeń, już przestał mówić,że mnie kocha (przedtem słyszałam to codziennie), no i ta ciągła praca...no i się z Nią już zaczął spotykać (TERAZ TO WIEM0.Powinnam była zauważyć TE SYMPTOMY ZDRADY:Mówił teksty w rodzaju - chcę, żebyś była szczęśliwa to będziesz miała to mieszkanie,jestem zmęczony nie mam ochoty na seks, o której wrócisz od rodziców, chodź tu do mnie co tam siedzisz na tym komputerze etc.Nie dochodziły do mnie te głosy, miałam wizję mieszkaniea, jego urządzania, bo chciałam żebyśmy mieli coś swojego.Podarował mi telefon komórkowy na imieniny. W Święta Wielkanocne wyciął mi numer: ktoś ( może Ona) zadzwonił jak jechaliśmy z rodzicami,i nagle mój mąz powiedział,że musi się urwać na chwilę, bo koledze upadł laptop i go prosi o naprawę bo go musi zwrócić (W DRUGI DZIEŃ ŚWIĄT WIELKANOCNYCH!) a ja głupia mu pozwoliłam wyjść .....wrócił po 3 godzinach opowiadając jak to naprawiał laptopa (jak było trudno go naprawić).W kwietniu zamieszkaliśmy u teściowej (na czas remontu), w małym pokoiku z wąskim łóżkiem, zdecydowaliśmy,że będziemy spać osobno, bo za ciasno by nam było. No i kwiecień to praca męża po 18-20 godzin, rzadkie wizyty w domu, ciągłe kłótnie ze swoją matka (jej nie lubi), telefony do mnie w rodzaju gdzie jesteś, o której wrócisz (pewnie dlatego żeby wiedzieć ile ma czasu na spotkanie z Nią)etc.no i (TO ŚMIESZNE) obsesyjne mycie sie przed i po pracy.Przyszedł rachunek telefoniczny, spojrzałam z głupia frant - za sms - 60 zł (!!!!!) przeciez 1 sms kosztuje 50 gr to ile On ich musiał wysłać (!!!),i do kogo bo nie do mnie .. no ale ... wtedy właśnie coś zaczęłam przeczuwać, matka mu zwracała uwagę,ze ciągle zostawia żonę samą (On na to,że musi pracować),pewnego dnia wybuchłam: powiedziałam,że mam dość tej samotności, że w ogóle nie interesuje go nasze mieszkanie, ze pewnie kogoś sobie znalazł: On na to - co za głupie myśli, nie ma czasu, bo jest zapracowany, płacenie rat kredytu go zwaliło z nóg , w ogóle to powinnam sobie znaleźć faceta z kasą. takie teksty.Kiedyś do Niego zadzwoniłam: w tle dzieci, co robisz? - spacerujes obie,bo Cie nie ma ....Przyszedł czwartek: moje - czy Ty mnie kochasz jeszcze? - zero odpowiedzi, kochasz ją - zero odpowiedzi i durne hasło: jak mi się wszystko zawali to jade gdzieś w góry na zawsze (TAK WIDZI ROZWIAZANIE PROBLEMU?).Wrócił dzisiaj nad ranem, nie widzielismy się, ma ranną zmianę, ja tez pracuje do 16-ej, mamy sie spotkać w domu po pracy (tesciowa wyjeżdża na tydzień).Wiecie co? Brzydzę się Nim, nie wiem co mi dzisiaj powie i co ja mu powiem, moze powinnam mu zrobić grandę przy jego mamie a ja po prostu zapytałam go czy możemy mieć drugą szansę...........Wierzcie mi,że gdybym spotkała tą kobietę zabiłabym ją,że mi zniszczyła małżeństwo .....POWIEDZCIE CO MAM ROBIĆ!!!!!!!!!!!!!!