Nastrój do mordowania

IP: *.* 26.05.02, 18:27
Nawet nie wiem od czego zacząć. Mam taki potworny dzień, że siedzę i ryczę. Miałam potworny tydzień a praktycznie dwa-miałam masę roboty, praktycznie padałam na twarz. Mały wyje po nocach więc się nie wysypiam i jestem poddenerwowana tym że ma 2 miesiące katar a lekarz mówi że to nic takiego i daje następne kropelki. Poza tym miałam robić tłumaczenie dla gościa z angielskiego tekst z psychologii.Miało być 20 stron no i jest tyle że czcionką 8 i jeden odstęp przerwy. Umówiłam sie z nim na cenę ale powiedziałam że konkretniemu podam jak zobaczę tekst. Zgodził sie i podrzucił mi ten tekst-dosłownie w locie i zwiał. Ja za tekst a tu kurka napisane językiem naukowym i takim maczkiem więc dzwonię i mówię że to zmienia postać rzeczy, wyciągnęłam cennik i mu policzyłam. Trochę mu wyszło do zapłacenia ale przecież ja nie mogę takich rzeczy robić za darmo. Zaczęłam mu tłumaczyć na próbę jak będzie szło a on miał sie zastanowić nad ceną-czy mu odpowiada i gnojek jeden się nie odezwał. Niepotrzebnie siedziałam nad tym kawałkiem. Mógł chociaz zadzwonić i powiedziec że rezygnuje bo to za drogo. jestem taka zła. eh. a do tego moje dziecko jest dzisiaj nieznośne( jak w ciągu ostatnich pary tygodni)- ciągle robi nam na złość, mnie bije, rzuca we mnie przedmiotami i żadne tłumaczenia nie pomagają. Mam już dość tłumaczenia, proszenia, jeszcze chwila i go uduszę. Jak ja mogę kochać takiego potwora??? Napiję się i pójdę spać. Może jutro będzie mi lepiej.Sorry musiałam sobie ulżyć. Tym którzy mają zamiar to skomentować w głupi sposób radzę milczeć, bo jestem w nastroju do gryzienia.pozdrawiamSu
    • Gość edziecko: asia.d.d Re: Nastrój do mordowania IP: *.* 26.05.02, 19:46
      Ach, jak ja Cię świetnie rozumiem !!!!!Ja mam na głowie delegację Francuzów (robię za tłumacza, mój szef mnie w to wrobił, chociaż wcale nie jestem proFesjonalnym tłumaczem, po prostu znam język; no i wszystko za friko :fou: ) cały czas muszę się głowić jak rozegrać sprawę z dzieckiem- opieką i karmieniem (ma 6 m-cy), a dzisiaj, gdy miałam jedyny dzień przerwy Ania przechodziła samą siebie- darła się o byle co. O koło 12 byłam już na granicy samobójstwa, a jeszcze przyjechała Teściowa mnie dobić :fou: :fou: :cry::cry: :cry: :cry: :fou: :fou: :fou:pozdrawiam Cię serdecznie :sarcastic:
    • Gość edziecko: Gosia1 Re: Nastrój do mordowania IP: *.* 26.05.02, 20:42
      Su, skarbie, ja nie zamierzam Cię krytykować, bo sama czasem mam taki nastrój. Wiem, co czujesz. I właściwie tego nie da się poprawić, to musi przejść. Samo. Inaczej się sprawa ma jeśli chodzi o Małego. Już dawno zauważyłam u siebie, że im gorszy ja mam nastrój, im bardziej ja się wściekam, im bardziej mordercze mam zapędy tym moje dzieci są bardziej nieznośne, "złośliwe", paskudne itp. Su, to nie Twój synek jest niegrzeczny i niedobry. To Twoje nastawienie do wszystkiego zburzyło porządek Jego świata, nienaruszalność stabilizacji, poprzesuwało Jego granice, które były wyznacznikiem Jego życia. On jest zagubiony........i bardzo biedny. Ale nie potrafi powiedzieć Ci o tym. I dlatego bije, jest nieposłuszny, agrsywny, "złośliwy". To taki test: ile jeszcze moja mamusia wytrzyma, jak długo jeszcze będzie mnie kochać, jest mi źle.....Ja wiem kochanie, że to wcale nie jest proste, ale spróbuj proszę wyciszyć się i dla Niego mieć tylko uśmiech i miłość w oczach. Jak patrzysz na Niego, nie myśl o tym, czego jeszcze nie zrobiłaś co masz powiedzieć nieuczciwemu palantowi, jak patrzysz na swojego synka spróbuj widzieć tylko Jego. To nada Twoim oczom magiczny blask i On, ten mały chłopczyk będzie to widział. Su daję Ci słowo, że to działa. Sprawdziłam na sobie! Przecież ja też jestem tylko człowiekiem i naprawdę bardzo często wściekam się (nawet o byle g......). Ale jak tylko Miś przyjdzie z czymś do mnie, ja nic innego nie widzę ani nie słyszę. Zmienia mi się głos, mimika, wyraz oczu. Mój mąż nie może się temu nadziwić. Dlatego widzę, że moje złe dni nie mają wpływu na dzieci. Bo Ich to nie dotyczy. Spróbuj tak Su. A katarem naprawdę się nie martw. Moja dziatwa też go ma, i też od dwóch miesięcy. Pewnie Malutki jest alergikiem, o czym możesz jeszcze nie wiedzieć. Spokojnie kochanie, od kataru się nie umiera :-) Zobacz, jaka jest susza, ile tego całego cholerstwa fruwa po "świecie". Zrobisz Mu badania i będzie wiadomo co robić. Najważniejsze teraz, abyś doszła do poziomu. Wiem, że to potrafisz. Bo Cię znam ;)Całuski kochana Su - Gosia, też nerwosolek (to przydomek od męża.....)
      • Gość edziecko: aga102 Re: Nastrój do mordowania IP: *.* 27.05.02, 16:30
        Su, to co napisała Gosia1 to święta racja. Wielokrotnie przez to przechodziłam, też czasami wychodzę z siebie. A najgorzej jest oczywiście kiedy jestem niewyspana, wkurzona na męża albo inną teściową ;). To nie może być zbieg okoliczności, ze akurat wtedy moi chłopcy doprowadzają mnie do szału... Oni doskonale wyczuwają mój zły nastrój...I największym moim błędem wtedy jest agresja w stosunku do nich, spirala sie nakręca, oni stają się coraz bardziej nieznośni,ja coraz bardziej wkurzona, bo jeszcze do tego co było pierwotna przyczyna mojej złości dochodzi frustracja z powodu nieradzenia sobie z rozbrykanymi dziećmi... Powoli doszłam do tego, żeby "zmieniać twarz", kiedy zwracam sie do dzieci, spokój, spokój,spokój i uśmiech... Tylko to ratuje sytuację... I choć dawniej zdarzyło mi się nieźle na nich nawrzeszczeć albo nawet dać solidnego klapsa, teraz tego juz nie robie. Dumna jestem z tego, że umiałam dostrzec tę prostą jak się okazuje zależność i zapobiegać takim niekontrolowanym wybuchom, które oprócz pogorszenia sytuacji nie dają nic...Pozdrawiam i życzę cierpliwościaga
    • Gość edziecko: AneczkaG Re: Nastrój do mordowania IP: *.* 26.05.02, 21:10
      Pogoda jakaś dziś czy co... Nie dość, że mam jutro egzamin i nic mi do głowy nie wchodzi, to jeszcze mój dzidziol urządził sobie dwie godziny przytulania do mamy - od jakiegoś roku już tego nie robi, albo bardzo rzadko. Mąż wybył nadrobić zaległości "pracowe", a mnie coś zaczęło brać. Na szczęście Tucha śpi, ale i tak jestem jakaś tępa i całą noc będę siedziała. Aneczka
    • Gość edziecko: Diana-c Re: Nastrój do mordowania IP: *.* 27.05.02, 13:13
      Witaj Su,każdy ma lepsze i gorsze dni. Ja wczoraj, Dzień Matki, załapałam strasznego doła. W telewizji trąbili co troche o macierzyństwie, o pierwszym karmieniu, pierwszej kąpieli, pierwszych dniach razem. Mnie niestety to wszystko ominęło, mała leżała przez pierwszy tydzień w inkubatorze. Pierwszy raz ją miałam na rękach jak miała chyba juz tydzień.W dodatu wczoraj prawie cały czas byłam sama z małą w domu. A ona jak na złość urządziła sobie prawie trzygodzinne wycie. Nic jej się nie podobało. A ma dopiero 4 miesiące. Ja zodołowana, ona rycząca - miałam na prawdę ochotę rzucić to wszystko i wyparować. Jak w końcu zasnęła, to wyłam prawie godzinę, dobijały mnie wspomnienia ze szpitala, byłam tam 40 dni, 20 dni z zatruciem ciążowym, 20 dni z małą. Lekarze zadecydowali o cesarce 20 dni przed terminem...Jestem strasznym nerwusem i czasami nie potrafię odpuścić, ale takie małe nie rozumie dlaczego jest mi źle i też jest jej źle. No i koło się nakręca. Złościłam się że płacze, a jak się potem okazało, brzuch bolał.Pamiętaj po każdej burzy wychodzi słońce.Widocznie coś było w powietrzu wczoraj, jesteśmy tylko ludzmi, słabymi istotkami, które też czasem potrzebują, aby się nimi tak zająć, jak my się zajmujemy naszymi maleństwami...Mała jest teraz zdrowa, a że czasem bywają gorsze dni... Myślę, że mi to wybaczy, że czasem nie mam do niej cierpliwości i zostawię ją na parę minut samą kiedy tak strasznie płacze, a ja nie mogę już tego wytrzymać, i ide odetchnąć... Wracam i mam nowe siły, aby jej pomóc.Najlepszą nagrodą jest jej uśmiech, taki szczery nieskażony jeszcze problemami tego świata, to wynagradza wszystko i sprawia, że jest mi lepiej, a wszystkie złe wspomnienia odchodzą na dalszy plan.pozdrawiamDianaP.S. ja wyłodowuję się na Krzysiu jak mi się tak strasznie nazbiera...
Pełna wersja