Gość: guest
IP: *.*
14.07.02, 18:41
Jak niektórzy wiedzą sądzimy się z sąsiadami, którzy nie chcą łożyć na fundusz remontowy ani pokrywać kosztów remontów. Przy okazji załatwiamy też kwestię podziału gruntu (mamy przed domem sporą działeczkę). Sąd wskazał biegłego, który jak łatwo się domyślić uznał nasze racje (konieczność remontu elementów wspólnych). Ciekawie się jednak ułożyła kwestia podziału gruntu. Nie zrobiono tego po "naszej" myśli, ani większości sąsiadów, ale po myśli tych którzy najwięcej krzyczą. Biegłemu opracowanie tematu zajęło ok. 6 miesięcy. My na odpowiedź mamy 7dni. Zacząłem więc na szybko tworzyć kontrpropozycję podziału odpowiadającą większości mieszkańców, a nie mniejszości. Sprawa była dodatkowo o tyle istotna, że biegły umieścił np. naszą działkę pod obiektami, które w sposób wyłączny użytkują inni lokatorzy! Przy okazji jednak wyszło, że robota jest totalnie sfuszerowana. Znalazłem 18 ewidentnych błędów (większość udokumentowana zdjęciami i poprawnymi obliczeniami) w tym takie kwiatki jak błąd w sumowaniu liczb całkowitych, czy pomyłkę w obliczeniu powierzchni działki o 12 m2! Obliczane pole dotyczyło czworoboku z dwoma kątami prostymi. Z tego co pamiętam zadania na tym poziomie rozwiązywało się w szkole podstawowej, a biegły ma tytuł doktora... i zażyczył sobie za swoją pracę 2300 zł... Ech... Najgorsze, że być może Sąd powoła nowego biegłego i sprawa się wydłuży. Z pomocą zaprzyjaźnionego architekta zrobiłem poprawny, a co najważniejsze odpowiadający większości mieszkańców plan, ale czy to wystarczy?