Dodaj do ulubionych

Trudne początki... a potem tylko miłość

IP: *.* 24.10.02, 09:43
Witam Was drogie mamy.Piszę pierwszy raz więc nie ukrywam że trochę się boję,jestem jednak dobrej myśli.Jestem mamą pięciomiesiecznej Amelki jednakze tak naprawdę prawdziwą mama czuje się od niedawna a dokładnie od około dwóch miesiecy.Moja córeczka była planowanym i długo oczekiwanym dzieciątkiem.Całą ciąże przygotowywałam sie na jej przyjęcie (oczywiście cała moja rodzina także).Gdy nadszedł wreszcie ten upragniony dzień szalałam ze szczęścia.Czułam się taka dumna z siebie i oczywiscie mojej córci.A potem przyszła szara rzeczywistość i coś pekło.Nie potrafiłam poradzić sobie z obowiązkami,wszystkie czynnosci wykonywałam mechanicznie.Kochałam moja córeczkę ale chyba nie tak powinna wyglądac miłość matki do córki.Nie dawałam sobie rady z płaczącym noworodkiem, codziennymi kolkami i nieprzespanymi nocami.I tak byłam w dobrej sytuacji bo wszyscy proponowali mi pomoc ale najbardziej wdzięczna jestem mojemu mężowi który pokazał jakim jest wspaniałym męzem i świeżo upieczonym tatusiem.Gdy ja krzyczałam ze złości i niewyspania, on dzielnie to znosił i zajmował się malutką.Chciałam mu goraco za to podziekować, chociaż zdaje sobie sprawę że słowa to za mało.Z czasem kiedy córeczka rosła,zaczeła sie uśmiechać i poznawać świat zrozumiałam jak bardzo jest dla mnie wazna i jak bardzo ja kocham.Teraz jest dla mnie całym światem i wreszcie zrozumiałam co to znaczy miłosć matki do córki(szkoda tylko ze tak późno.Teraz staram się nadrabiać stracony czas i spędzać go z Amelką.Dziękuje Jej za to że jest.Dlatego chciałam powiedzieć wszystkim mamom które mają podobny problem żeby się nie poddawały i walczyły o miłość do swojego dziecka(czasami jak widać musi ona przyjść z czasem)Jak mówi przysłowie po burzy zawsze bedzie słońce.Trzymam za Was kciuki i całym sercem jestem z Wami kochane mamy.Głowa do góry.
Obserwuj wątek
    • Gość: Balbinka Re: Trudne początki... a potem tylko miłość IP: *.* 24.10.02, 09:59
      Cześć Lua, :-)))Wczoraj kupiłam sobie nowy numer "Dziecka" z felietonem o Pilutku Leszka Talki. I tam jest o tym ,że nie-rodzice nigdy nie uwierzą opowieściom rodziców dopóki sami nie będą rodzicami ( ale namieszałam :lol: )Z tym baby-bluesem jest tak samo; po prostu : młoda mamo przeżyj to sama!Ja nie miałam takiej depresji poporodowej , ale przeżyłam moment paniki. W szpitalu zawsze można było kogoś spytać, poprosić o pomoc ale jak przywieźliśmy Grzesia do domu to się przestraszyłam. Przecież ja nic nie umiem! A ta dzidzia zostanie teraz z nami! Co myśmy z tym Arkiem zrobili?!Taaaaaaaaak... Machmy Wam z domku i pięknie się uśmiechamy :hello: :-)
    • Gość: IlonaCz Re: Trudne początki... a potem tylko miłość IP: *.* 24.10.02, 12:23
      Rozmawiałyśmy kiedyś na czacie i już wtedy Ci mówiłam, jak piękne imię ma Twoja córcia :) Jeżeli chodzi o Twoje zachowanie względem córci kiedy była maleńka to zdarza się tak. Kobieta przechodzi wówczas burzę hormonów i co tu dużo kryć jest nowicjuszką w roli mamy. Masz jednak cudownego męża, ktory w tamtych czasach (można tak powiedzieć) zastępował malutkiej mamę. Najważniejsze, że kochacie ją oboje, a z wynagrodzeniem córce tamtego czasu? Kochana przed Wami całe życie :) !!!!Życzę powodzenia, myszka.
    • Gość: Justyna1212 Re: Trudne początki... a potem tylko miłość IP: *.* 24.10.02, 13:06
      Ja miałam odczucia podobne. Bardzo żałowałam, że nie od początku było nam ze sobą tak dobrze. Byłam bardzo zestresowana (cięcie, zastoje w piersiach, dziecko przy cycu non stop, niespokojne, niesypiające ani w dzień ani w nocy). Złościłam się na dziecinę, potem na siebie, że jak mogę złościć się na moje ukochane, upragnione dziecko (z drugiej strony usprawiedliwienie:czemu nie da mi 5 minut na siusiu czy umycie się!). To było też upragnione, zaplanowane, wyczekane dziecko. A jednak karmienie całe dnie i noce, tak straszny brak snu, niegojąca się rana zrobiły swoje. Po kilku miesiącach przyszło zrozumienie. Obie nauczyłyśmy się być ze sobą. Tak wspaniale jest do dziś. Żal mi tych miesięcy, bo zamiast szczęścia był niepokój, złość. Ale teraz jestem bardzo szczęśliwą mamą cudownej, mądrej, pięknej dwuipółletniej paniusi, dzięki której stałam się cierpliwsza, chyba mądrzejsza, która daje mi tą radość o której zawsze marzyłam. Trudne początki..........a potem TYLKO WIELKA MIŁOŚĆ!!!
    • Gość: Kamela_ww Re: Trudne początki... a potem tylko miłość IP: *.* 24.10.02, 13:28
      cześć Matki PolkiPięknie to wszystko ujęłyście. Ja przyżywałam dokładnie to samo. Teraz mam 1,5 rocznego synusia, którego kocham ponad życie. Ba, nawet myślę o następnym małym szczęściu. A radzę nowym mamom: poryczcie sobie też, razem z małymi pociechami. Nie pomoże, ale ulży mamie. Ja płakałam przez dwa miesiące z bezsilnosci. I wcale się tego nie wstydzę. Oprócz męża, który wtedy pracował nie miałam nikogo do pomocy. Same nie zdajemy sobie sprawy z tego jakie jesteśmy silne.............. Pozdrawiam serdecznie :-)
    • Gość: eBeata Re: Trudne początki... a potem tylko miłość IP: *.* 24.10.02, 14:22
      Przeczytałam post i tak trochę zbaczając z tematu, przypomniałam sobie kiedy naprawdę zostałam mamą.No, byłam mamą w ciąży i zaraz po porodzie i po powrocie do domu. Kochałam synka, ominęły mnie depresje. Ale podczas pierwszego szczepienia /było robione sprawnie, igła cieniutka, wiedziałam, że jest potrzebne/- mimowolny skurcz krtani, grdyka w mózgu, płynące łzy i ochota aby synka wyrwać, przytulić i uciec. I wtedy dopiero zostałam 100% mamą. Nigdy nie sądziłam, że tak można zareagować.
      • Gość: Justyna1212 Re: Trudne początki... a potem tylko miłość IP: *.* 25.10.02, 10:11
        Ze mną było bardzo podobnie. Z moją pociechą byłam na szczepieniu RAZ. Po tym jak zaczęłam ryczeć i trzęść się postanowilismy, że na szczepienia dziecię będzie chodzić z tatusiem, a ja będę krążyć pod gabinetem. To były dla mnie okropne przeżycia! I właśnie wtedy (po tym pierwszym szczepieniu) zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo kocham moje dziecko i jak bardzo chcę, żeby nie cierpiało.
    • Gość: Anika Re: Trudne początki... a potem tylko miłość IP: *.* 25.10.02, 09:33
      Tak to juz jest, milosc albo spada jak grom z jasnego nieba, albo rodzi sie powolutku. Ja przez pierwszy miesiac tez nie barzdo wiedzialam co sie dzieje, chodzilam rozdrazniona, nie tak to sobie wyobrazalam. A rzeczywisrtosc byla inna, maly nie chcial spac, wisial non stop przy cycku. I tez mąz, on mi przetlumaczyl, ze ta istotka jest bezbronna i najbezpiecznej sie czuje przy mamie. Teraz na wspomnienie o tym stukam sie w leb i mysle, jak ja -mama- nie wiedzialam co jest dla mojego dziecka dobre. Ale teraz jest inaczej, kocham go ponad zycie. I wiem, ze ta milość rozkwita z dnia na dzien. I nigdy nie zwiednie. Mysle, ze to normalne, kobieta bedac w ciązy naczyta sie tych g.... ksiazek i mysli, ze bedzie tak jak tam pisza. A tu zupelna niespodzianka, trzeba sie przestawic.Pozdrawiam Ania z 10 m-czym słodkim Michałkiem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka