Gość: Lua28
IP: *.*
24.10.02, 09:43
Witam Was drogie mamy.Piszę pierwszy raz więc nie ukrywam że trochę się boję,jestem jednak dobrej myśli.Jestem mamą pięciomiesiecznej Amelki jednakze tak naprawdę prawdziwą mama czuje się od niedawna a dokładnie od około dwóch miesiecy.Moja córeczka była planowanym i długo oczekiwanym dzieciątkiem.Całą ciąże przygotowywałam sie na jej przyjęcie (oczywiście cała moja rodzina także).Gdy nadszedł wreszcie ten upragniony dzień szalałam ze szczęścia.Czułam się taka dumna z siebie i oczywiscie mojej córci.A potem przyszła szara rzeczywistość i coś pekło.Nie potrafiłam poradzić sobie z obowiązkami,wszystkie czynnosci wykonywałam mechanicznie.Kochałam moja córeczkę ale chyba nie tak powinna wyglądac miłość matki do córki.Nie dawałam sobie rady z płaczącym noworodkiem, codziennymi kolkami i nieprzespanymi nocami.I tak byłam w dobrej sytuacji bo wszyscy proponowali mi pomoc ale najbardziej wdzięczna jestem mojemu mężowi który pokazał jakim jest wspaniałym męzem i świeżo upieczonym tatusiem.Gdy ja krzyczałam ze złości i niewyspania, on dzielnie to znosił i zajmował się malutką.Chciałam mu goraco za to podziekować, chociaż zdaje sobie sprawę że słowa to za mało.Z czasem kiedy córeczka rosła,zaczeła sie uśmiechać i poznawać świat zrozumiałam jak bardzo jest dla mnie wazna i jak bardzo ja kocham.Teraz jest dla mnie całym światem i wreszcie zrozumiałam co to znaczy miłosć matki do córki(szkoda tylko ze tak późno.Teraz staram się nadrabiać stracony czas i spędzać go z Amelką.Dziękuje Jej za to że jest.Dlatego chciałam powiedzieć wszystkim mamom które mają podobny problem żeby się nie poddawały i walczyły o miłość do swojego dziecka(czasami jak widać musi ona przyjść z czasem)Jak mówi przysłowie po burzy zawsze bedzie słońce.Trzymam za Was kciuki i całym sercem jestem z Wami kochane mamy.Głowa do góry.