bedzie dlugo...w sumie powinnam sie cieszyc ze Swiat, to radosne Swieto ale coroku od zawsze jest zle, zle wychodzi..matka z pretensjami, zamiast zyczen upomnienia i nakazy ..szkoda slow-bylo minelo..postanowilam ze juz nigdy nie spedze z nia Wiglii, chce innaczej, wlasnie radosniej i spokojniej, bez szalu przedswiatecznego, bez wywalonego jezora zeby tylko jej sie przypodobac , bez krzyku, rodzinnie..czy uda mi sie?....tyle lat przyzwyczajen?..a teraz za tydzien wyprowadzamy sie na nowe mieszkanie, nie mamy kuchni, nie mamy mebli i tak szczescie z tym mieszkaniem, taki maly-duzy cud, wiec radosc ale i smutek troszeczke

jestesmy mlodym malzenstwem , docieramy sie a maz pochodzi z takiego domu gdzie swieta nie sa celebrowane moze dlatego ze kiedys w swieta odszedl jego ojciec?..tak wiec jego mama nie robi zadnych szczegolnych wyczynow kulinarnych, a choinka jest tylko dlatego ze ktos z rodziny przyjdzie i ja sam ubierze...w ubiegym roku z pol roczna corcia pojechalam do niej, do innego mista w pierwszy dzien swiat liczac ze my z mezem mozemy zacza zmieniac to wszystko na lepsze...ale nie wyszlo , przez caly dzien siedzielismy przy miseczce z cukierkami a ja nic nie mowilam..bo co powiedziec?..lzy mnie dusily....tak wiec w tym roku nie zaprasza nas na swieta , gdzies wychodzi...no a my w tych dwoch pustych pokojach bedziemy siedzic, bo wymyslilam spokojne swieta, bo sie uparlam ze bez swojej mamy i jej nagabywania...niby tak lepiej..ale jak to naprawde bedzie??....boje sie ze bedzie smutno, ze bede siedziala i plakala ze sama....sama bo moj maz tez nie widzi potrzeby obchodzenia, celebrowania tych swiat...moze sie w koncu tego nauczy?tylko czy ja predzej nie zmatowieje i nie zgodze sie na takie "lezenie duchowe", bez promykow i radosci..w koncu dzisiaj zapomnialam ze sa Mikolajki..jak byc szczesliwa??...to gdzie ta stajenka?...laurka