nowy99 12.12.06, 09:49 ... jedno dziecko jest jak szklanka... Tak mówi przysłowie. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
adrian14 Re: Kiedy drugie dziecko 16.12.06, 16:44 A dwoje dzieci są jak dwie szklanki... Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Kiedy drugie dziecko 16.12.06, 16:56 Stronniczy artykul.Same plusy posiadania rodzenstwa..Ja znam minusy i mnie ten artykul irytuje. Odpowiedz Link Zgłoś
monia145 Re: Kiedy drugie dziecko 16.12.06, 19:07 Mnie też irytuje, pewnie zamówiony przez biuro Prezydenta Rzeczpospolitej)) Odpowiedz Link Zgłoś
rennee12 Re: Kiedy drugie dziecko 26.10.07, 07:58 Mnie też irytuje. Ja sobie wypraszam teksty typu, że "i z jedynaków wyrastają wartościowi i szczęśliwi ludzie, choć najtrudniej ich wychować". Jestem jedynaczką i jestem bardzo wartościowa jak równiez szczęsliwa. A dzieci nie posiadam jak na razie. Odpowiedz Link Zgłoś
sykreczka re: wartosciowa 13.04.09, 13:15 rennee12 napisała: Jestem jedynaczką i jestem bardzo wartościowa jak równiez szczęsliwa. A dzieci nie posiadam jak na razie. Ciekawa jestem na czym polega wg Ciebie "wartosciowosc" czlowieka. Na tym, ze jest ladny i bogaty, czy na tym, ze chetnie pomaga innym? Odpowiedz Link Zgłoś
sleeper_in_the_grass Re: Kiedy drugie dziecko 13.04.09, 13:53 Ja też jestem jedynakiem i nie uważam, żeby jedynakom działa się krzywda, lub wyrastały na jakichś "gorszych" ludzi. Jednakże, wiedząc jak to jest, wolałbym żeby moje dzieci miały rodzeństwo. Każdy dodatkowy kontakt społeczny to dla wychowania dziecka bardzo wartościowa rzecz, zwłaszcza jeżeli jest to kontakt "na równi". Mnie w domu tego brakowało. I nie uważam, żeby ten artykuł był jakoś radykalnie stronniczy. Odpowiedz Link Zgłoś
4dzieciimy Re: Kiedy drugie dziecko 16.12.06, 17:19 Ja jak patrzę na jedynaków to żal serce ściska. Nie wyobrażam sobibyci nśęćmjakpale.Mam rodzeństwo, mój mąż też, każde święta spędzamy razem, pomagamy sobie w najbardziej błahych i tych najtrudniejszych sprawach. Dlatego dla nas było oczywiste, że nie chcemy mieć jedynaka. Mamy czwórkę dzieci i (co dla niektóeych z Was będzie zapewne patologią) planujemy piąte - ostatnie. Nasze dzieci rodziły się co mniej więcej 2 lata. Uważam, że to dobra różnica, choć wiem, że w niektórych przypadkach 2 lata to zbyt mało. Dużo myślę zależy od dzieci,ich samodzielności, podejścia rodziców no i ich nastawienia, bo jak się ma narzekać, że dopiero co się z pieluch wyszło, a już znowu ( takie użalanie nade mną słuszałam prawie przy każdym dziecku), no to może warto poczekać. Między naszym planowanym dzieciątkiem będzie większa różnica, co będzie dla nas nowym doświadczeniem. Zobaczymy,ale napewno nie będzie źle.... pozdrawiam aldi Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Kiedy drugie dziecko 16.12.06, 17:34 Niepotrzebnie tak ci ten zal serce sciska.Jedynacy moga miec fantastyczne dziecinstwo, super reacje z rodzicami, ktorzy go bardzo kochaja, maja dla niego duzo czasu. Sama mam 2 braci,widujemy sie rzadko, nie wyobrazam sobie miec 4 czy 5 dzieci, choc wychowywalam sie w domu pelnym gwaru.A moze wlasnie dlatego? W domu cenie sobie spokoj, pewnie dlatego ze go nie zaznalam w dziecinstwie. Kazdy niech ma tyle dzieci, ile chce, ilosc wcale nie przeradza sie w jakosc. Odpowiedz Link Zgłoś
ewcialinka Re: Kiedy drugie dziecko 19.12.06, 10:20 lola211 tak samo uważam co ty...moja siostrzenica jest jedynaczką i nie wiezde zeby było jej źle wręcz przeciwnie..nie jest samolubna itp....mnie irytują kobiety ktore maja po 4,5 dzieci i płacza że nie mają w co ubrac trych dzieci i co im dac do jedzenia.. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Kiedy drugie dziecko 20.12.06, 09:15 Ja znam taka jedna mame, ma 4 dzieci, z wielkim poblazaniem wyraza sie o rodzinach z jedynakiem, jednoczesnie wiecznie kweka, gdy chodzi o finanse. Ale to moze po prostu taki typ, kwekala by i majac dwojke. Odpowiedz Link Zgłoś
deodyma Re: Kiedy drugie dziecko 12.04.09, 19:03 lola211 napisała: > Ja znam taka jedna mame, ma 4 dzieci, z wielkim poblazaniem wyraza sie o > rodzinach z jedynakiem to ja znam taka, ktora piatke dzieci i tez z politowaniem patrzy na matki z jednym dzieckiem wciaz tez narzeka, ze na to, czy na tamto jej nie stac i kiedys, gdy wyglaszala mnie i mojemu mezowi swoje madrosci na temat tego, jak to bardzo nasze dziecko krzywdzimy, poniewaz nie ma rodzenstwa ( dziecko nasze mialo dopiero ponad rok), ze maz nie wytrzymal i jej po prostu przygadal Odpowiedz Link Zgłoś
anetwoj Re: Kiedy drugie dziecko 05.01.09, 13:48 <Kazdy niech ma tyle dzieci, ile chce, ilosc wcale nie przeradza sie w jakosc. > A czy kto próbuje kogoś zmusić?? Zosały przeprowadzone badania i o tym jest ten artykuł. Chyba nie doczytałaś, skoro bronisz się przed naciskiem i przymusem. Odpowiedz Link Zgłoś
monia145 Re: Kiedy drugie dziecko 16.12.06, 19:05 4dzieciimy napisała: > Ja jak patrzę na jedynaków to żal serce ściska. Znaczy się, to inna wersja: "Współczuję Twojemu dziecku"? Ten żal opanowuje Cię na widok wszystkich jedynaków, czy tylko jakiego wybranego? Urocze, aczkolwiek całkowicie nieuzasadnione... Odpowiedz Link Zgłoś
mamaemmy Re: Kiedy drugie dziecko 16.12.06, 19:57 Cóż,ja tylko powiem jedno:jako jedynaczka całe życie marzyłam o rodzeństwie,mimo,że miałam przyjaciółki i kuzynki-rzadko byłam sama..A jednak chciałam miec brata czy siostrę..Tak samo jak wiekszosc jedynaczek/jedynakow których znam.Choc spotkałam się też ze zdaniem jedynaczki:Miałam dobrze,wszystko miałam dla siebie,moje dziecko też będzie jedynakiem...Ale to chyba zależy od charakteru. Hmm. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: Kiedy drugie dziecko 16.12.06, 22:19 A ja zawsze marzylam o siostrze, pewnie dlatego ze mialam tylko braci- kazdy marzy akurat o tym, czego nie ma.Marzylam o wlasnym pokoju, a nie wspolnym z rodzenstwem.I uwazalam sie za poszkodowana. Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: Kiedy drugie dziecko 17.12.06, 23:24 Ja mam dwoje rodzeństwa i choć może wstyd się do tego przyznawać nie raz myślałam, że fajniej byłoby być jedynaczką. Ja i tak miałam nieźle bo jestem najstarsza i dostawałam nowe narty, łyżwy, ubrania itp. Poza tym mieliśmy w domu o jeden pokój za mało i musiałam mieszkać z siostrą. W okresie dojrzewania wywoływało to niesamowite awantury. Mam jeszcze brata. Ten z kolei jakiś taki rozpuszczony jest i dokąd razem mieszkaliśmy zdarzało mu się pożyczyć bez pytania mój sprzęt fotograficzny/samochód/itp. Nie wyobrażasz sobie jakie to irytujące, kiedy budzisz się o piątej bo jesteś umowiona z kimś na robienie zdjęć a okazuje się, że braciszek poprzedniego dnia pożyczył Twój aparat bo jechał na biwak. Poza tym jednak czułam nie raz brak uwagi ze strony rodziców. Nikt mnie nie odwoził na wycieczki, nie przyjeżdżał po mnie jak wracałam ze szkolnych dyskotek. Nawet na wywiadówki rzadko kiedy rodzice chodzili bo siostra była w tej samej szkole i terminy się pokrywały. To, że mam siostrę doceniłam dopiero jak obie się usamodzielniłyśmy. Obiektywnych zalet posiadania młodszego brata nadal nie widzę choć niewątpliwie go kocham Odpowiedz Link Zgłoś
azile.oli Re: Kiedy drugie dziecko 05.01.09, 17:35 Ten brak uwagi ze strony rodziców to trochę dziwny. Mam dwoje dzieci, różnica rok, więc w zasadzie ciągle są w jednej szkole i wywiadówki się pokrywają. Zawsze do jednego dziecka idę ja, do drugiego mąż. Szczerze mówiąc to moje dzieci by chyba nie narzekały, jakbyśmy im poświęcili trochę mniej uwagi. Fakt, że warunki mają dobre, osobne pokoje, żadne nie jest wyróżniane, czasem się kłócą, ale ogólnie jedno za drugie dałoby się pokroić. Ja jestem jedynaczką, w dzieciństwie niby nie narzekałam, wszystko było dla mnie, ale bynajmniej nie byłam rozpieszczana. Szczerze powiedziawszy to ciążył mi trochę matczyny nadzór, ojciec był bardziej na luzie. Wiesz, kiedy tak naprawdę odczułam, że jestem jedynaczką? Kiedy ojciec zmarł w wieku 50 lat, a ja musiałam iść wybrać trumnę. Sama. Bo nikogo innego nie było. Odpowiedz Link Zgłoś
sykreczka gdy ciezko na sercu 13.04.09, 13:10 azile.oli napisała: > Wiesz, kiedy tak naprawdę odczułam, że jestem jedynaczką? Kiedy > ojciec zmarł w wieku 50 lat, a ja musiałam iść wybrać trumnę. Sama. > Bo nikogo innego nie było. No właśnie - gdy rodzice zaczynają ciężko chorować lub umrą, wtedy bardzo docenia się fakt posiadania rodzeństwa albo żałuje się jego braku. Odpowiedz Link Zgłoś
anetwoj Re: Kiedy drugie dziecko 05.01.09, 13:51 no własnie, ja, dla mnie, dla siebie, o mnie. Czy pracowaliście z taką osobą? Leci do dyrektora, jak tylko poczuje, że kablując można coś osiągnąć dla siebie, coś zagarnąć, bo tego jest nauczona przez ciągle patrzącą na nią i zachwycających się tylko nią rodziców. nikt inny się nie liczy, tylko ona! Błagam was, nie piszcie dyrdymałów typu, że brat czy siostra nie ma wpływu na rozwój dziecka! Odpowiedz Link Zgłoś
opal1977 Re: Kiedy drugie dziecko 12.04.09, 17:10 A ja znam osobę taką jak opisana przez Ciebie. I ona ma rodzeństwo. No i? Odpowiedz Link Zgłoś
wj_2000 Re: Kiedy drugie dziecko 13.04.09, 14:33 opal1977 napisała: > A ja znam osobę taką jak opisana przez Ciebie. I ona ma rodzeństwo. No i? A znasz przysłowie o "wyjątku potwierdzającym regułę". Powiedzenie może i głupawe, ale przypomina, że rozmaite sądy o ludziach, ich charakterach, rozmaitych korelacjach mają charakter bardziej statystyczny niż deterministyczny. Gdy namawiałem żonę by rzuciła palenie stale kontrargumentowała wskazując na kogoś z bliższego, czy dalszego otoczenia który akurat palił i żył długo, albo innego co nie palił a umarł młodo i w cierpieniach. Dopiero gdy jej się udało wreszcie to palenie rzucić przestała bredzić. I tylko powtarza czasami, gdy na raka płuc zaczęli wymierać nasi palący przyjaciele: "Jakaż ja byłam głupia". Odpowiedz Link Zgłoś
ik_ecc Re: Kiedy drugie dziecko 16.12.06, 21:11 4dzieciimy napisała: > Ja jak patrzę na jedynaków to żal serce ściska. Oj, nie lituj sie, nie lituj, bo nie ma nad czym. Jestem jedynaczka, nigdy nie narzekalam, chociaz jako dziecko myslalam, ze chcialam miec starszego brata. Zawsze mialam duzo znajomych, bylam bardzo otwarta na ludzi, nigdy nie mialam problemow z "dzieleniem sie" czy samotnoscia. Nie uwazam tez bynajmniej, ze wszystko mi sie nalezy. Jestem bardzo silnie zwiazana z rodzina. Moj maz natomaist jest najmlodszy z trojki rodzenstwa, dorastanie wspomina jako koszmar, z zadnym z braci nie utrzymuje kontaktow - jeden nie wiadomo nawet gdzie mieszka (nie wiedza tego tez rodzice), drugi mieszka w tym samym miescie co my i w ciagu 6 lat widzialam go 2 razy. Oba razy przyszedl kiedy potrzebowal pieniedzy. Niejednokrotnie probowalismy nawiazac z nim blizszy kontakt, ale nie odpowiada ani na maile ani na telefony, nigdy tez nie zainteresowal sie swoja bratannica. Tescie z reszta tez niespecjalnie sa zaaferowani wnuczka, przez poltora roku widzieli ja 3 razy. Moja przyjaciolka ma starsza siostre i uwaza ja za najbardziej toksyczna osobe jaka jej sie przydarzyla w zyciu - przez lata byla na terapii wlasnie przez siostre. I tak dalej. Sa rodziny i rodziny, sa rodzenstwa i rodzenstwa oraz jedynacy i jedynacy. Lituj sie nad szczegolnymi przypadkami, nie nad jedynakami. Odpowiedz Link Zgłoś
echo1111 Re: Kiedy drugie dziecko 05.01.09, 17:00 Widzę, że któreś dziecię pomagało ci redagować ten tekst A na poważnie to podziwiam bo ja nie miałabym cierpliwości. Choć zawsze uważałam że to nieszczęście być jedynakiem - mówię z własnego doświadczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
deodyma Re: Kiedy drugie dziecko 12.04.09, 19:00 4dzieciimy napisała: > Ja jak patrzę na jedynaków to żal serce ściska. Nie wyobrażam sobibyci > nśęćmjakpale.Mam rodzeństwo, mój mąż też, każde święta spędzamy razem, pomagamy > > sobie w najbardziej błahych i tych najtrudniejszych sprawach. a czemu tak Ci zal serce sciska? myslisz, ze wszyscy jedynacy sa ni8eszczesliwi? moj maz ma siostre blizniaczke i szczerze mowiac to relacji miedzy nimi nie ma na dzien dzisiejszy zadnych. nie kintaktuja sie ze soba, nie rozmawiaja ze soba, nie dzwonia do siebie. sa dla siebie, jak obcy ludzie. kiedys, gdy rodzicow zabraknie, kazde bedzie sobie zylo wsrod swoich rodzin, przyjaciolm, znajomych i nie poswieci nawet chwili uwagi sobie. Odpowiedz Link Zgłoś
aga1000 Re: Kiedy drugie dziecko 16.12.06, 21:37 Qrczę, nie uważacie ze to idiotyczne-dorabianie jakiejś ideologii co do liczby dzieci? Jestem pewna że są rodziny ze szczesliwym jednym dzieckiem,a są i takie w których nawet kilkoro rodzeństwa czuje się bardzo samotne bo rodzice są zwyczajnie toksyczni albo olewający potomstwo. Wszystko zalezy chyba od nas rodziców, jak nas wychowano i jakie mamy podejscie do rodzicielstwa. Ja mam dwoje dzieci i jest fajnie, ale czy to znaczy ze moje dzieci będą inne/lepsze/gorsze od jedynaków albo dzieciarni która ma większą liczbe rodzeństwa? No dajcie spokój. Zupelnie z innej beczki-nie wkurza Was ten zmasowany atak na rozmnażanie? To juz zaczyna trącać jakims państwem fundamentalistycznym. Gazety trabią jak cudownie się rozmnazać (żeby jeszcze dawały cudowne recepty jak sobie potem radzić, zwłaszcza nam kobietom), posłowie jedynie słusznej opcji deliberują jak by nam tu zohydzić skuteczną antykoncepcję, jedna pani posłanka protestuje przeciwko nazywaniu kobiet w ciąży ciężarnymi jako, ze to sugeruje ciężar (ha, to chyba i słowo ciąża trzeba zmienić). Mnie to juz do szału doprowadza. Odpowiedz Link Zgłoś
4dzieciimy NO CÓŻ.... 16.12.06, 21:43 Fakt, może nie znam wielu jedynaków, tak się złożyło, że większość moich znajomych, rodziny ma jednak rodzeństwo, a to co opisujecie o relacjach, o toksyczności jest mi zupełnie obce. Wypowiadam się na podstawie tych co znam, a im po prostu współczuję. Mam bardzo dobrą koleżankę - jedynaczkę, rzeczywiście super dziewczyna, świetny kumpel, ale .... Mamy znajomych, którzy mają synka-jedynaka. Fajny dzieciak, trochę samotny, ciągle uwieszony na rodzicach z braku towarzystwa do zabaw., ale..... No z innymi jest podobnie, są fajni, towarzyscy, mili, niby nic im nie brakuje, a jednak to "wszystko było dla mnie", "rodzice poświęcali swój czas dla mnie" wychodzi zza kołnierza. Nie mam nic do jedynaków, ale ze względu na to, że trochę w innych warunkach się wychowali ma duże znaczenie. I wcale nie chodzi tu o to co mieli, a czego dzieci z rodzin wielodzietnych nie mają. Bo akurat w tym myślę, że np. moje dzieci nie są w niczym gorsze. Powodzi nam się nie źle i nie sądzę, by mimo czwórki moje dzieci były biedniejsze w jakieś dobra. Tu chodzi o relacje, o bliskość, o nauczenie się pewnych zachowań, o których jedynak nie ma pojęcia. A jeżeli po latach rodzeństwo się nie odzywa, nie utrzymuje kontaktów to nie jest wina ilości dzieci tylko złego ich wychowania. A co do litości, to żal mi, ponieważ to właśnie ci jedynacy tak żałują że nie posiadają rodzeństwa.... ))) No i poza tym jak patrzę na swoją rodzinę, na moje dzieci jak potrafią stać za sobą murem, jak sobie pomagać to żal mi że są dzieci same, że tego poprostu nie przeżyją. I tyle. pozdrawiam aldi Odpowiedz Link Zgłoś
demonii Re: NO CÓŻ.... 16.12.06, 22:07 Mam znajomych jedynaków i takich, którzy maja rodzeństwo. I każde z nich jest inne - nie sądzę by ilośc rodzeństwa miała wpływ na to jakimi są ludźmi. "ciągle uwieszony na rodzicach z braku towarzystwa do zabaw " - moje dzieci też są ciągle uwieszone do mnie i do tatusia - towarzystwa do zabaw im nie brakuje, aczkolwiek w domu długo ze sobą nie wytrzymują, każde potrzebuje własnej przestrzeni i ma swoje towarzystwo do zabaw - gdyby miały bawić się tylko ze sobą, najpewniej by się pozabijały )) (poza Juniorem - jemu odpowiada każde towarzystwo) "Tu chodzi o relacje, o bliskość, o nauczenie się pewnych zachowań, o których > jedynak nie ma pojęcia" - moim zdaniem ma pojęcie - jeśli rodzice odpowiednio jedynaka wychowają i przekażą mu owe wartości - w końcu rodzina jest rodziną - bez względu na liczbe potomstwa ) "A co do litości, to żal mi, ponieważ to właśnie ci jedynacy tak żałują że nie > posiadają rodzeństwa.... ))) > No i poza tym jak patrzę na swoją rodzinę, na moje dzieci jak potrafią stać za > sobą murem, jak sobie pomagać to żal mi że są dzieci same, że tego poprostu nie przeżyją. I tyle." Nie wszyscy jedynacy boleją nad brakiem rodzeństwa, podobnie jak nie wszystkie dzieciaki z rodzeństwem radują się z faktu posiadania rodzeństwa w liczbie mnogiej ) Co do przeżyć - siostrę czy brata doskonale może zastapić siostra cioteczna lub brat stryjeczny lub inne kuzynostwo - wiem, że też potrafią za sobą stać murem i pomagać ) W naszej rodzinie nie ma, ze skoro jest czteroosobowa Banda, to dzielimy na czworo: uczucia, czas, i wszystko inne - jest odwrotnie: wszystkiego jest razy cztery ) U nas nie ma "wszystko jest dla mnie", ale "wszystko jest dla nas" Wesołych Świat ) p.s. argumentacja z artukułu bardzo irytująca - to napisałam ja - mama czteroosobowej Bandy ) Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: NO CÓŻ.... 16.12.06, 22:25 A jeżeli po latach rodzeństwo się nie odzywa, nie > utrzymuje kontaktów to nie jest wina ilości dzieci tylko złego ich wychowania. Nie zgodze sie.Ja nie utrzymuje kontaktu ze starszym bratem, bo tak bardzo sie roznimy, ze nie mamy ze soba o czym gadac.Dzieli nas przepasc. Mlodszy brat ma swoje towarzystwo, swoj swiat, widujemy ze kilka razy w roku. Moja rodzina to moj facet i dziecko, mama, reszta- jest, bo jest. Moja mama ma 4 rodzenstwa- jest dokladnie tak samo.Zero bliskich relacji.Ty masz inne doswiadczenia i dlatego tak idealizujesz rodziny wielodzietne. Odpowiedz Link Zgłoś
imp9 Re: NO CÓŻ.... 17.12.06, 18:18 tak, dealizuję rodziny wielodzietne, choć nikgo do nich nie namawiam.Jedni chcą tak, inni inaczej. A ja nie zamierzam tego zmieniać. I nie uwierzę w opowieści że takie same relacje są w rodzinie wielodzietnej i takiej 2 i 1. A co przestrzeni, to nie wiem w czym problem. Każdy ma swój pokój i swoją prywatność. Żyjemy w XXI wieku i czasy gdzie 6 osób mieszkało w jednej izbie i jadło z jednej miski mamy już za sobą. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
kayah73 Re: NO CÓŻ.... 17.12.06, 19:29 imp9 napisała: > tak, dealizuję rodziny wielodzietne, choć nikgo do nich nie namawiam. Znam kilka osob z rodzin wielodzietnych i jakos tak sie sklada ze oni sami maja albo jedynaka albo dwojeczke. Moj bliski znajomy jest najstarszy z 6 rodzenstwa, twierdzi ze jego rodzice nie mieli czasu dla zadnego z nich, im dziecko mlodsze tym ma wieksze problemy emocjonalne, bo sie wychowywalo "sila rozpedu", samo sobie. Najmlodsza dziewczynka jest bardzo dziwna, bardzo stroni od ludzi, nie umie sie zachowac, odezwac, a ma 15 lat. Dodam, ze rodzina bynajmniej nie patologiczna, bylo i wyksztalcenie i pieniadze, mama byla w domu. Moj znajomy jest blizej zwiazany tylko z jedna siostra, ktora, IMO, swietnie przeszlaby za jedynaczke - zawsze rozhisteryzowana, zawsze musi byc w centrum zainteresowania, wszystko ma sie zawsze krecic dookola niej, nie ma zadnego wzgledu na nikogo obok. Pamietam inna rodzine, chyba 5 drobiazgu tam byla, najstarszy chlopiec uciekl z domu w wieku 14 lat, bo nie mogl swojej rodziny zniesc. Z tego co wiem wyprowadzil sie pozniej do dziadkow i dolaczyl tam do niego mlodszy brat. Znow - bynajmniej nie patologia, tylko ciezko pracujacy rodzice. Nie wysuwam na tej podstawie wnioskow na temat rodzin wielodzietnych, tylko daje przyklady ze nie zawsze jest tak cudownie kolorowo. > I nie uwierzę w opowieści że takie same relacje są w rodzinie wielodzietnej i > takiej 2 i 1. Pewnie ze nie takie same, tylko ciekawe ktore dzieciom wychodza na lepsze - i jak ta *lepszosc* mierzyc. Odpowiedz Link Zgłoś
lola211 Re: NO CÓŻ.... 17.12.06, 19:33 > Żyjemy w XXI wieku i czasy gdzie 6 osób mieszkało w jednej izbie i jadło z > jednej miski mamy już za sobą. Zatem zycia nie znasz.Bo rodzin, gdzie gniezdza sie 3 pokolenia jest pełno.I niejedno dziecko marzy o wlasnym pokoju. Jak dla mnie to mozna miec i 10 dzieci, mnie to rybka, tylko bardzo prosze o niewspolczucie jedynakom, bo nie ma naprawde czego.A czesto mozna im tylko pozazdroscic. Odpowiedz Link Zgłoś
ik_ecc Re: NO CÓŻ.... 17.12.06, 19:53 4dzieciimy napisała: > Tu chodzi o relacje, o bliskość, o nauczenie się pewnych zachowań, o których > jedynak nie ma pojęcia. I moze dobrze ze nie ma pojecia? Jako jedynaczka, np. nigdy nie bylam uderzona ani nigdy nikogo nie musialam uderzyc. Nikt mi nigdy nie naplul do herbaty, nic zlosliwie nie zepsul, nie musialam chowac swoich cukierkow i bronic swojego w inny sposob - rzeczy ktore obserwowalam ciagle u znajomych z rodzenstwem (slyszalam o sprawach duzo gorszych). I wiesz co? Jako dorosla tez nie musze tego robic, wiec te akurat zachowania, ktorych doskonale uczy rodzenstwo, akurat do niczego sie nie nie przydaja. To nie te czasy ze tylko fizycznie najsilniejszy przezywa. > A jeżeli po latach rodzeństwo się nie odzywa, nie > utrzymuje kontaktów to nie jest wina ilości dzieci tylko złego ich wychowania. Ale moze zle wchowanie pojawilo sie wlasnie dlatego, ze dzieci bylo zbyt wiele? Moze gdyby bylo ich mniej, rodzice mieliby wiecej czasu i energii do poswiecenia poszczegolnym dzieciom, zamiast traktowac je hurtem? Dodam jeszcze, ze sama planuje miec drugie dziecko, ale nie z litosci nad corka- jedynaczka, tylko dlatego, ze po prostu chce. Ja sama jestem bardzo blisko zwiazana z rodzina, a moja corka w zasadzie nie ma wcale rodziny - mieszkamy za granica, nie ma dostepu do babc i cioc. Duzo bardziej wolalabym wlasnie zeby miala kontakt z wieloma pokoleniami a nie tylko ze swoim. Odpowiedz Link Zgłoś
goo11 Re: NO CÓŻ.... 17.12.06, 22:29 Mój Mąż jest cudownym jedynakiem,ale...Nie rozumie pewnych sytułacji, np ,że po kłótni z moim młodszym bratem wysyłam mu pieniądze bo wiem że ih potrzebuje.Bo nigdy nie przestanie być moim bratem, niezależnie od sytuacji w jakiej się znajdziemy.On po prostu nigdy tego nie przeżył. Odpowiedz Link Zgłoś
vanilla_sky7 Re: NO CÓŻ.... 17.12.06, 23:04 A ja miałam brata bliżniaka i młodszego brata. Całe dzieciństwo do ok. 12 roku życia upłynęło mi na walce z bliżniakiem. Napatrzyłam się, jak rodzice ledwo wiązali koniec z końcem, próbując wykarmić nasza trójkę. Na miłośc i uwagę dla nas nie mieli czasu ani siły. Mama wiecznie zmęczona, ojca nigdy nie było w domu. Teraz mam jednego 3-latka, i najmniejszej ochoty na drugie dziecko. Nie dopuszczę aby zabrakło mu mojej miłości i uwagi, czegoś czego ja nie zaznałam. Dziś z bliżniakiem prawie wcale nie rozmawiam, z młodszym też niewiele. Ale jak ktos psychicznie i finansowo czuje sie na siłach, to niech ma nawet i 10 dzieci Odpowiedz Link Zgłoś
emissy Re: NO CÓŻ.... 26.04.10, 23:45 Vanilla doskonale Cię rozumiem i całkowicie się z Tobą zgadzam. Mam takie same wspomnienie z dzieciństwa , z tą różnicą , że jam mam siostry... Niedługo syn kończy 2 latka, rozmawialiśmy z mężem czy może drugie - no i na razie chyba niekoniecznie. Mam dokładnie te same obawy co Ty. Trzymaj się -- Odpowiedz Link Zgłoś
ik_ecc Re: NO CÓŻ.... 17.12.06, 23:16 > Mój Mąż jest cudownym jedynakiem,ale...Nie rozumie pewnych sytułacji, np ,że po > > kłótni z moim młodszym bratem wysyłam mu pieniądze bo wiem że ih potrzebuje.Bo > nigdy nie przestanie być moim bratem, niezależnie od sytuacji w jakiej się > znajdziemy.On po prostu nigdy tego nie przeżył. Bez przesady. Ja jako jedynaczka rozumiem ze ktos moze tak postepowac z rodzenstwem, nie sprawia mi to wiekszego problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Kiedy drugie dziecko 17.12.06, 23:45 cudny cudny artykul to mnie zachwycilo (zawsze trzeba znalezc jasne strony) "Na ogół takie rodziny żyją dość skromnie, co może sprzyjać rozwijaniu postaw niekonsumpcyjnych" a jesli zdradzila cie zona, ciesz sie, ze zdradzila ciebie, nie ojczyzne ;P Odpowiedz Link Zgłoś
gonia0012 Re: Kiedy drugie dziecko 18.12.06, 08:24 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=46768073&a=46768073 Odpowiedz Link Zgłoś
imp9 Re: Kiedy drugie dziecko 18.12.06, 09:07 Widicznie nie ma złotego środka. Ja jestem jedynaczką i zawsze chciałam mieć rodzeństwo. Chciałam się z kimś pokłócić, poszaleć, zawiązać koalicję przeciw rodzicom i mieć takiego kogoś, kogo nie zastąpi mi nikt inny. Sama mam dwójkę dzieci, mieszkają w jednym pokoju, czasem się kłocą, częściej bawią, tęsknią i mam nadzieję, że za 20 lat będą chciały się znać. W dzieciństwie miałam sporo profitów, których pewnie by nie było, gdybym miała kilkoro rodzeństwa: rodzice kupili mi mieszkanie, opłacili studia prywatne....Mój mąż nie został tak wyposażony, ale ma siostrę, na którą zawsze może liczyć, z którą ma świetny kontakt i z którą łączy go coś takiego, czego ja nie miałam szansy przeżyć. Dlatego ja też popieram rodziny z większą ilością dzieci niż jedno... Odpowiedz Link Zgłoś
zaholec Myślę, że nigdy 18.12.06, 09:49 Pierwsze dziecko jest wspaniałym darem od losu. Chcianym, zaplanowanym i kochanym. Okupionym tak dużym poczuciem straty, winy, niepewności i utraty poczucia własnej wartości z mojej strony, że wątpie bym zdecydował się mieć kolejne dziecko. Wspaniała Mama naszej Córeczki nie naciska, raptem raz czy dwa spytała co myślę o drugim ale na moje odpowiedzi nie reaguje jakoś stanowczo. ot taki męski punkt widzenia (jeden z milionów różnorodnych punktów widzenia) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: Myślę, że nigdy 18.12.06, 10:00 A skąd się wzięło to poczucie straty, i obniżenie poczucia własnej wartości? Odpowiedz Link Zgłoś
zaholec Re: Myślę, że nigdy 18.12.06, 19:36 Witaj przed urodzeniem miałem wspaniałą Żonę, teraz jej nie ma. To jest strata. Przed urodzeniem byłem brany pod uwagę podczas planowania dnia, urlopu, wolnego czasu. Teraz nie jestem branmy pod uwage w zadnym elemencie naszego wspólnego życia. Jestem najmniej ważnym elementem układanki. To znak utraty wartości odbierany przeze mnie mocno i boleśnie. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
ik_ecc Re: Myślę, że nigdy 18.12.06, 21:38 zaholec napisał: > Witaj > przed urodzeniem miałem wspaniałą Żonę, teraz jej nie ma. To jest strata. > Przed urodzeniem byłem brany pod uwagę podczas planowania dnia, urlopu, > wolnego czasu. Teraz nie jestem branmy pod uwage w zadnym elemencie naszego > wspólnego > życia. Jestem najmniej ważnym elementem układanki. To znak utraty wartości > odbierany przeze mnie mocno i boleśnie. Zastanowilo mnie to co napisales, z punktu widzenia zony, ktora byc moze tez to robi nie zdajac sobie z tego sprawy - a ma meza, ktory, byc moze, znosi wszystko w milczeniu(?). Mam nadzieje, ze nie jest tak... Mozesz troche rozwinac..? A jak wysoko stawia zona sama siebie jesli chodzi o planowanie dnia, urlopu, itd.? Czy chodzi o to ze wszystko jest robione pod dziecko, czy pod dziecko i pod nia, Ciebie nie pytajac o zdanie? Bo, fakt, corka i u nas przeorganizowala wszystko i dzien w duzej mierze dostosowany jest do niej. Ale staram sie decyzje podejmowac z mezem, staram sie tez dac mezowi znac, ze bardzo doceniam co robi dla nas - wliczajac w to zarowno jego prace zarobkowa, jak i czas i energie ktora poswieca corce, mnie, psom, domowi (domu?)... Ale moze to niewystarczajace? Bo rzeczywiscie malo co dzieje sie "pod meza". Raczej wreczam mu liste rzeczy ktora musi byc zrobiona i jakos sie tym dzielimy. Malo mamy czasu tylko dla siebie. Mezesz powiedziec konkretnie co bys chcial zeby bylo w Waszym zwiazku inaczej? Odpowiedz Link Zgłoś
zaholec Re: Myślę, że nigdy 19.12.06, 09:34 U nas jest wszystko pod dziecko. Żona oddaje mu całą siebie i wszystko co ma. Ja to rozumiem, też mam świadomość ,ze ten mały ludzik winien dostać wszystko dla swojego rozwoju. Jednak jestem zwolennikiem odcinania pępowiny po jakims czasie. Mam tu na myśli pępowinę łączącą Mamę z Dzieckiem, a nie pępowine Dziecka. Dla mnie sporym problemem jest rozchwierutany kręgosłup. Nasz Szkrabek co noc do nas tupta i śpi pomiędzy nami. To słodkie i miłe ale ja nie moge spać wygodnie i co rano wstaję z uczuciem połamania. Dla mojej Żony to, że ja czasami nie jestem w stanie się podnieść bez łez nie ma znaczenia. Najważniejsze, że One śpią razem i jest cudownie. To irytujące gdy Twoje poważne kłopoty są lekceważone. Żona twierdzi: - No wiesz, przecież ona musi mieć poczucie bezpieczeństwa. - Ja to rozumiem ale od samego rozumienia nie naprawi mi się kręgosłup. To jest to z czym ja sobie nie radze w ogóle. Nieśmiertelny argument: Zrozum to, że.... No cholera jasna ! Co mi z rozumienia? Sam fakt rozumienia,że coś czy coś nie zmienia mojej gospodarki hormonalnej, nie zmienia moich zasobów siły fizycznej ani nie uzdrowi mojej alergii czy kręgosłupa. Nie mogę sobie poradzić z żądaniem zmiany mojej fizjologii czy budowy mózgu. Po prostu nie potrafię, już nie mam siły. Inna kwestia to pouczanie i brak konsekwencji. Często jest tak, że nie zajmuję sie dzieckiem bo wychodzę rano i wracam wieczorem. Często jest tak, że tylko nakarmię Dziecko, odwożę do żłobka lub Babci i wracam po kąpieli. Pomijam oczekiwanie Żony, że po 10-11 godzinach pracy zajmę się kąpielą, po prostu pomijam. Ledwie stoje czy siedzę ale na kąpiel w wannie na kolanach zgięty w pół powinienem lecieć pędem. To na prawdę drobiazg i piszę to bez żadnej kąśliwości, serio, serio. Kiedy jestem sam z Dzieckiem to jest nam OK. Córa najedzona, bezpieczna, odsikana i przewinięta, zadbana i uczesana. Ale kiedy jesteśmy w trójkę to już nie jest kolorowo. Każda moja czynność jest poprawiana, krytykowana i poddawana, z regóły, negatywnej ocenie. Żona nie zwraca uwagi na to że robi mi wytyki przy dziecku i notorycznie zmienia moje decyzje pod dyktando Córki. Dziecko ma niecałe trzy lata i doskonale manipuluje nami aby osiągnąć swój cel. Niestety Żona jest niewrażliwa na żadne uwagi na ten temat. Ma chęć mnie korygować? OK, ale musi to się dziać przy dziecku? Mała już doskonale wie, że jak ja jej nie dam to trzeba iść do mamy i dostanie to co chce; rzecz, pozwolenie, akceptację jakiegoś zachowania. W ten sposób nie dojdziemy do niczego w kwestii jakiejkolwiek dyscypliny czy jakiegokolwiek posłuszeństwa. Nie myślę tu o musztrowaniu ale o prostych sprawach; odłóż to bo to jest niebezpieczne, nie rysuj mi po twarzy długopisem bo to boli, nie krzycz proszę bo mamy nie słyszę itp. Żona akceptuje zachowania Córki i oczekuje, że ja też będe wszystko akceptował. Czasami Żona podejmuje reakcję, wręcz spełnia rolę kawalerii ale to już zachowanie restrykcyjne, a nie profilaktyczne. no i tak długo można, Córa ma 2lata i 8m-cy..... i tak sobie to trwa. pozdrawiam i na przyszłość proszę o bardziej precyzyjne pytania bom gaduła )) Odpowiedz Link Zgłoś
ik_ecc Re: Myślę, że nigdy 19.12.06, 21:31 > Dla mnie sporym problemem jest rozchwierutany kręgosłup. Nasz Szkrabek co noc > do nas tupta i śpi pomiędzy nami. To słodkie i miłe ale ja nie moge spać > wygodnie i co rano wstaję z uczuciem połamania. My tez spimy z corka, ale mamy przystawione jej lozeczko na styk do naszego. Nie spi pomiedzy nami (bo w ten sposob zadne z nas nie spi), ale spi przy mnie na wyciagniecie reki, wiec poczucie bezpieczenstwa ma (i cycka 138 razy w nocy). Sporadycznie w srodku spi maz, ale przez 18 mies nie zdazylo sie to wiecej niz 10 razy. Nie udaloby sie u Was czegos podobnego zorganizowac? Moze Zona poszlaby na kompromis tego rodzaju? Szersze lozko, czy przystawic cos do Waszego? A moze polozyc materaz w pokoju corki obok jej lozka i przyzwyczajac ja do spania tam, dyzurujac w nocy przy niej? IMO wszystko da sie jakos pogodzic, a przynajmniej starac sie znalezc zloty (czy chociaz zlotawy) srodek. > Ale kiedy jesteśmy w trójkę to już > nie jest kolorowo. Każda moja czynność jest poprawiana, krytykowana i > poddawana, z regóły, negatywnej ocenie. Żona nie zwraca uwagi na to że robi > mi > wytyki przy dziecku i notorycznie zmienia moje decyzje pod dyktando Córki. No nie, to juz brzydko... Probowales z Zona na ten temat rozmawiac? Na spokojnie, nie jako wyrzut, ale powiedziec jej ze ciagla krytyka wszystkiego co robisz nie prowadzi do niczego dobrego? Powiedz jej dokladnie jak to na Ciebie dziala - nie ze "cie wkurza" tylko konkretnie - obniza Twoje poczucie wartosci, sprawia, ze nie masz ochoty nic robic, bo wiesz ze zostaniesz zbesztany, obniza Twoj autorytet u corki, itd. Mozesz ja spytac jak konkretnie chce zebys robil pewne rzeczy, ale Zona musi tez sobie uswiadomic, ze jestescie dwiema osobnymi osobami i pewne rzeczy bedziecie robic inaczej. Zazadaj od niej zeby Ci powiedziala dokladnie CO MASZ robic, a nie czego masz NIE robic. I nie przy dziecku. Mozesz ja poprosic zeby sie zastanowila jak taka krytyka wplynelaby na dziecko - gdyby to wlasnie corka byla ciagle besztana, pouczana i poprawiana. Dziecko czy dorosly, krytyka na kazdego wplywa tak samo. Ja strasznie tego pilnuje od poczatku. Moj maz nigdy nie mial nic do czynienia z zadnym dzieckiem przed urodzeniem sie corki, ja z reszta tez. Oboje sie uczylismy, mnie to przychodzilo jakos latwiej, ale on sie tez bardzo staral i na prawde staralam sie go nigdy nie poprawiac i nie pouczac. Opieprzylam go raz kiedy wyszedl z nia na pelne slonce bez kapelusza, bo corka ma strasznie biala skore. Poza tym przelykam - i okazuje sie ze dziecko przezywa te jego "niedociagniecia" - wiec najwyrazniej to co robi jest ok. Najwyrazniej nie sa to "niedociagniecia", tylko rzeczy, ktore robimy inaczej (to samo sie odnosi do kogokolwiek innego ktos sie zajmuje mloda ). Na prawde nie dajecie rady o tym na spokojnie porozmawiac? Nie kiedy wszystko wrze, ale w jakims spokojnym momencie? My z mezem od czasu do czasu spisujemy jakich zmian bysmy chcieli w zwiazku, starajac sie byc jak najbardziej precyzyjnymi i nieobrazliwymi jak tylko mozna. U nas to dziala - nie wyszstko zmiany dadza sie wprowadzic, ale mozna na ich temat pogadac i znalezc cos pomiedzy. A niektore sprawy okazuja sie na prawde latwe, tylko ze po prostu nie przyszly tej drugiej stronie do glowy. Odpowiedz Link Zgłoś
zaholec Re: Myślę, że nigdy 20.12.06, 08:11 Gdyby Mama naszej Córci choć starała się słuchać co mówię do niej to pewnie nie byłybym sfrustrowanymi zestresowanym tatuśkiem ) szkoda słów. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
zaholec Re: Myślę, że nigdy 19.12.06, 14:27 Poczucie własnej wartości..... Skoro niczego nie robie dobrze to czy ja sie do tego, w ogóle, nadaję? Raczej kiepsko to widzę. Świadomośc się buntuje ale fakty sa jakie są, zawsze jestem korygowany..... Odpowiedz Link Zgłoś
szarsz Re: Myślę, że nigdy 23.10.07, 14:28 W podobny sposób rozpadło się bardzo bliskie mi małżeństwo. Najpierw było spanie z dzieckiem - nie żeby samo w sobie spanie z dzieckiem było złe, ale spanie z dzieckiem przy wyraźnym proteście ojca dziecka. Był brak kontaktu, brak komunikacji między rodzicami, wieczna krytyka ojca dziecka... Potem trafiły się kłopoty finansowe i "przyjaciel" w pracy, który rozumiał, wspierał i w ogóle okazał się być fajniejszy niż własny mąż. Dziewczynka ma cztery latka i szkoda mi jej, bo jest okropnie zaniedbania emocjonalnie. Nie ma żadnych umiejętności społecznych. Trudno z nią wytrzymać, a w końcu nie jest to jej wina, tylko dorosłych... Mamy, która pozwalała na wszystko i dawała sobą manipulować i Ojca... Który nie umiał się postawić wtedy, kiedy trzeba było. Mężczyźni w ogóle mają trudniej. Ale jeśli nie dotrzesz do swojej kobiety - będzie już tylko gorzej. Życzę powodzenia, bo straszny smutek bije z Twoich postów. Odpowiedz Link Zgłoś
echo1111 Re: Myślę, że nigdy 05.01.09, 17:20 Myślę, że brakuje ci stanowczości. Nie wyobrażam sobie spania razem z dzieckiem. Jestem na tym tle szczególnie przeczulona gdyż jako dziecko spałam z mamą do 6 lat. I potem naprawdę bardzo sie bałam spania w oddielnym pokoju, uwazam ze gdyby rodzice od początku nauczyli mnie spać w swoim łózku i konsekwentnie tego przestrzegali to oszczędiliby mi wiele strachu. Jak urodziłam swoje dziecko to postanowiłam że nigdy nie dopuszczę do tego żeby syt sie powtórzyła - nauczyłam moje dziecko OD POCZĄTKU że śpi w swoim łóżeczku i nigdy nie miałam z tym problemów. Radziłabym jednak córcię odstawić do swojego wyrka - poczucie bezpieczeństwa można zapewnić w inny sposób, ja spałam z rodzicami do 6 lat i byłam raczej lękliwym dzieckiem, nie wierzącym w siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
elucha11 Re: kiedy? w marcu!!! u mnie przynajmniej...;-) 26.07.07, 17:24 U MNIE TEż W MARCU!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
cruk Re: Kiedy drugie dziecko 23.12.06, 18:28 ja sie smieje ze czesc zycia bylam jedynaczka bo miedzy mna a siostra jest 10 lat roznicy.. mam wrazenie patrzac na nasze relacje i relacje znajomych ze swym rodzenstwem (gdzie nie ma takiej roznicy) ze to jednak za duzo.. gdy byla mala wprawdzie pomagalam ja nakarmic, przewinac, pobawilam sie z nia, ale unikalam jak ognia tych malych tuptajacych nozek ktore chcialy wszedzie za mna biegac, wiecznego potykania sie o klocki w pokoju, nie mialam dla niej cierpliwosci, a jednoczesnie wspolnego jezyka. Ja juz wyrastalam z dziecinnych zabawek i trafily one do kosza, a z drugiej strony bylam do nich jak pies ogrodnika przywiazana i nie bardzo umialam sie z nia nimi dzielic. Z ciotecznym bratem (jedynakiem - stad nasze bliskie relacje, bo on byl i zostal jedynakiem a ja przez ciezko znoszone ciaze mojej mamy, mialam nia byc) pralam sie za to non stop, kochalismy sie i kochamy bardzo, mielismy wspolne tematy, zabawy, sprawy i tajemnice. Ale tu roznica 3 lata. Z moja siostra do dzis ciezko mi sie dogadac. Rozumiem jej mlodziencze bunty, szkolne i sercowe tematy, ale jednoczesnie jestem juz "starym zgredem" bo tez rozumiem podejscie "starych". Ona podkochuje sie w moich kolegach i ciezko jej znalezc wspolny jezyk z rowiesnikami. Paradoksalnie. Ale dla mych rowiesnikow jest smarkata maturzystka. Mi jest ciezko ja ciagac ze soba na wyjazdy czy spotkania z moimi znajomymi, czy do teatru czy do kina. Uwazam, ze powinna jednak pokrecic sie wsrod ludzi w podobnym wieku +- 2-4 lata a nie dychu starszych, gdzie zupelnie inny kaliber tematow, problemow etc. Jak moge ja wyciagam czy ona sie podpina. Ale to jednak nie to. Starsi faceci jej imponuja. Wszystko ma swoje plusy i minusy i trudno jednozncznie powiedziec jakie rozwiazanie jest najlepsze (i dla kogo ). Mam synka i patrzac na niego mysle ze jest super facetem i wiem ze teraz moge mu dac z siebie maksymalnie duzo, ale chce by mial rodzenstwo, bo mnie(nas) kiedys zabraknie a nie chce by sam zostal na swiecie. Brat czy siostra zawsze bedzie - w co wierze - dla niego oparciem, bez wzgledu na wszystko. Tak wierze, w to mocno i moze naiwnie i moze idealistycznie. Coz rodzina zony, tesciowie, ciotki, wujki, znajomi etc. nie zastapia w chwilach naprawde trudnych czy np. w czasie takich ot Swiat tej najblizszej, najblizszej rodziny brat to zawsze brat, a siostra siostra i pozostanie tak bez wzgledu na wszystko, nawet gdy nie zawsze uklada sie jak trzeba.. Odpowiedz Link Zgłoś
2razy_mama Re: Kiedy drugie dziecko 24.12.06, 22:48 Ja jestem jedynaczką... Mam 2 synów, bo nie chciałam żeby mój pierworodny był sam! Dopiero gdy wyszłam za mąż zrozumiałam ,że jedynakowi jest ciężej dzielić życie z drugą osobą... Choć moi Rodzice bardzo się starali żeby mnie dobrze wychować to nie mogli stworzć relacji jakie panują między rodzeństwem, a co za tym idzie - nie mogli mi pomóc na przyszłość! Bo jedynak NIE MUSI znosić czyjegoś innego zdania (tak jak to jest potem w życiu z partnerem), JEST MNIEJ SAMODZIELNY (bo rodzice mający jedno dziecko zawsze bardziej się o nie martwią), jedynak NIE MUSI SIĘ DZIELIĆ, np.: czekoladą (nawet jak chce się dzielić z rodzicami to oni często mówią i myślą - "a to niech dziecko sobie zje" - brat lub siostra ZAWSZE TEŻ CHCE ZJEŚĆ!). Bycie jedynakiem jest chore!!! Trzeba mieć więcej dzieci - dla ich własnego dobra, dla ich przyszłych relacji z ludźmi!!! I dla siebie - żeby kiedyś, "na stare lata" gościć u siebie na Święta, dużą, radosną, rozkrzyczaną RODZINĘ! Dom pełen zgiełku ŻYJE! Czego Wam, w Wigilię, życzę z całego serca... Odpowiedz Link Zgłoś
mimione Re: Kiedy drugie dziecko 29.12.06, 13:31 Wydaje mi sie ze dyskusja nad wyzszoscia posiadania rodznenstwa nad nie posiadaniem go jest kompletnie bez sensu! Zawsze znajdzie sie ktos kto powie ze jemu jako jedynakowi bylo zle a znajdzie sie tez kilku takich ktorzy powiedza ze szkoda ze nie sa jedynakami! Wszystko zalezy od sposobu wychowania! Nie kazdy jedynak musi byc rozpuszczony i samolubny! Tak samo jak 3 rodzenstwa moze byc rozpieczona i samolubna! To rodzice wychowuja dziecko a nie rodzenstwo czy tez jego brak! Ja mam jedno kochane dziecko i chyab tak zostanie! Ja mimo ze ma jeszcze 2 braci nigdy jakos nie mialam z nimi dobrych kontaktow i wcale nie uwazam tego za jakis atut czy argument za posiadaniem wiekszej liczby dzici ! Odpowiedz Link Zgłoś
kiniox Re: Kiedy drugie dziecko 28.07.07, 23:34 Przykro mi Cię rozczarować, ale to jest TWÓJ problem i to TY byłaś najwyraźniej źle wychowana, a nie wszyscy jedynacy jako kategoria ludzi. Ja również jestem jedynaczką, a mój mąż pochodzi z rodziny wielodzietnej. Nigdy, nawet przez chwilę, nie mieliśmy problemu z dostosowaniem się do siebie. To kwestia wyobraźni, której się nie nabywa poprzez posiadanie rodzaństwa. Co do kwestii "brat zawsze też chce czekoladę", to z moich obserwacji wynika raczej, że to jedynacy chętniej się dzielą, bo się nie boją podświadomie, że dla nich zabraknie. Tymczasem ludzie doświadczeni dzieciństwem spędzonym wśród licznego rodzeństwa raczej zjedzą tę przysłowiową czekoladę sami i to jak najszybciej, bo w podświadomości będzie im tkwiło, że jak jej szybko nie zjedzą, to ktoś inny im zje. Wbrew Twojej opinii jedynak MUSI znosić czyjeś inne zdanie, bo nie żyje na Marsie, tylko wśród ludzi. Jedynak MUSI być samodzielny, a czasem jest wręcz nad wiek dojrzały, bo rodzice skupiają się na nim i więcej od niego oczekują. Owszem, jedynak zwykle wymaga, aby mu poświęcać uwagę. I słusznie. Nie po to żyjemy w rodzinach, żeby na siebie nawzajem nie zwracać uwagi. Co do moich dzieci, to ja też chcę mieć większą rodzinę, ale wcale nie dlatego, że cierpiałam z powodu własnego jedynactwa. Po prostu chcę mieć więcej dzieci, a nie więcej rodzeństwa dla mojego jedynaka, czy jedynaczki. To według mnie zasadnicza różnica. Mam też nadzieję, że będę miała na tyle rozsądku, żeby zatrzymać się w reprodukcyjnych zapędach zanim to moje dzieci zaczną wychowywać młodsze rodzeństwo, a nie ja sama. Bo takie są również efekty uboczne rodzin wielodzietnych, o których się jakoś zapomina. Rodzicom nie starcza sił i czasu na doglądanie wszystkich. A to nie o to chodzi, żeby dzieci pasły się jak owce, ale żeby je wychować na porządnych ludzi. To jest Twoje zadanie, jako rodzica, a nie starszego rodzeństwa. A na koniec powiem tylko, że takie stereotypowe postrzeganie ludzi owocuje np. tym, że przez całe moje życie słyszę od znajomych i mniej znajomych - "Jedynaczką? Ty? To niemożliwe!". Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
bez27 Re: Kiedy drugie dziecko 31.07.09, 18:26 2razy_mama napisała: Bo jedynak NIE MUSI znosić > czyjegoś innego zdania (tak jak to jest potem w życiu z partnerem), Przecież rodzice nie są tego samego zdania co dziecko jedynka/ więc ma okazję do wymiany zdań, nawet krzykiem, bo często tak też dzieci reagują; JEST MNIEJ > SAMODZIELNY (bo rodzice mający jedno dziecko zawsze bardziej się o nie martwią) martwią się o jedno, martwili by się o troje , gdyby mieli; co ma martwienie się do samodzielności?? ucze moje dziecko samodzielności; a moja przyjaciółka , mająca doje dzieci :: robi wszytsko niemalże za dzieci!!! dla mnie z kolei nie do pomyślenia , > jedynak NIE MUSI SIĘ DZIELIĆ, np.: czekoladą (nawet jak chce się dzielić z > rodzicami to oni często mówią i myślą - "a to niech dziecko sobie zje" - brat > lub siostra ZAWSZE TEŻ CHCE ZJEŚĆ!). RODZIC też chce jeść!! Moje dziecko dzieli się z nami miśkiem żelkiem, gumą (najmniej chętnie), batonem, czekoladą! dziwne to Twoje stwierdzenie > Bycie jedynakiem jest chore!!! HM, odważne słowa!! i niesprawiedliwe Trzeba mieć > więcej dzieci - dla ich własnego dobra, dla ich przyszłych relacji z ludźmi!!! > I > dla siebie - żeby kiedyś, "na stare lata" gościć u siebie na Święta, dużą, > radosną, rozkrzyczaną RODZINĘ! Dom pełen zgiełku ŻYJE! > Czego Wam, w Wigilię, życzę z całego serca... Tak!! znam ludzi/rodzeństwa, którzy spędzają wigilie osobno!! nie masz gwarancji na NIC w życiu!! to są złudne życzenia, szablony!! Pozdrawiam mama Jedynaka i raczej tak zostanie starsza z rodzeństwa Odpowiedz Link Zgłoś
fnoll bla, bla, bla... 23.01.07, 23:04 sowa przemądrzała się odezwała... powiedzcie mi proszę, jak zaplanować sobie rodziców?? Odpowiedz Link Zgłoś
gabriel51 Kiedy drugie dziecko 05.03.07, 10:06 Moja córka ma 3 lata i kilka miesięcy. Marzę o drugim dziecku, zawsze chciałam miec przynajmniej dwoje dzieci i 4 lata różnicy pomiędzy nimi. Jedyne co mnie trapi to to że budujemy dom na którego wykończenie właśnie zaciągnęliśmy kredyt. Wprowadzenie się do nowego domu planujemy na koniec roku lub początek następnego, czyli przeprowadzka zbiegłaby sie z narodzinami nowego członka rodziny. Aspekt finansowy też wchodzi w rachubę, choc oboje z mężem mamy pracę i raczej stabilną sytuację, jednak jest jakaś obawa. Nie wiem również jak moja córka zareaguje na tyle nowych wrażeń wok ół niej nowy dom, rodzeństwo, własny pokój, mama na którą nie będzie miała już wyłączności. Nie ukryuwam ze aspekt mojej pracy zawpodowej również ma tutaj znaczenie choć nie stracę pracy przez urodzenie dziecka, to zapewne strace pozycję na którą ciężko pracowałam i wszystko zacznie sie od nowa. I nie wiem czy to juz czy jeszcze zaczekac. Chciałabym poznac opinie szczególnie dotyczące faktu, czy nie nałożę zbyt wiele na barki swoje a przede wszystkim starszej córki. Prosze o ewentualne odpowiedzi na adres gabriel5@poczta.onet.pl Dzieki Odpowiedz Link Zgłoś
mika77ka Re: Do mam jedynaków.... 05.03.07, 10:52 tzn. tych które mają, chcą i nie wyobrażają sobie mieć więcej dzieci. Oby Wasze dziecko w zdrowiu sie chowało i Was przeżyło. W przeciwnym razie tracąc dziecko /z jakiegokolwiek powodu/ i nie mając już szans i możliwości na drugie, nie darujecie sobie tego do końca życia. JA wiem, że to jest czarny scenariusz, ale każda myśli o złych relacjach z innym rodzeństwem, braku czasu dla innych dzieci i o wygodzie. A nie zastanawiałyści się nigdy drogie mamy jedynaków co by było gdyby.... Odpowiedz Link Zgłoś
demarta pitolenie 05.03.07, 11:18 znajoma para staruszków miała 3 synów. dzis nie żyje ani jeden. i co mają sobie w brodę pluć, że 4 nie mieli? uwielbiam takie inteligentne rozmówki polsko- polskie. Odpowiedz Link Zgłoś
emilia74 Re: pitolenie 06.03.07, 14:43 Dokładnie- chodzi mi o wypowiedź demarty. Ja też uważam pomysł fundowania sobie drugiego dziecka, tylko dlatego, że temu pierwszemu może się coś stać za kompletnie bez sensu. Można równie dobrze stracić jednocześnie dwoje dzieci np. w wypadku samochodowym (mam taki przypadek wśród dalekich znajomych - dwóch synów zginęło jednocześnie w zderzeniu z Tirem).A zresztą nawet gdyby się coś stało to i tak kolejne dziecko nigdy nie zastąpi tego pierwszego.A na zdarzenia losowe, choroby itp. nie mamy niestety żadnego wpływu... Odpowiedz Link Zgłoś
wj_2000 Re: pitolenie 13.04.09, 15:01 emilia74 napisała: > Można równie dobrze > stracić jednocześnie dwoje dzieci Wprost kocham takie GŁUPOTY! Prawdopodobieństwo utraty dwójki dzieci jest (może tylko w przybliżeniu) ILOCZYNEM prawdopodobieństw utraty każdego z tych dzieci z osobna. Zamiast 1% dostajemy 0,01%. Czy to "równie dobrze?" Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes właśnie piszesz głupoty 20.04.09, 10:22 Po pierwsze - drugie dziecko nie zastąpi pierwszego, nie nastarczy za siebie i zmarłe rodzeństwo. Po drugie - prawdopodobieństwo, ze rodzeństwo np. ciężko chorego dziecka też będzie chore jest zazwyczaj spore. > Wprost kocham takie GŁUPOTY! Prawdopodobieństwo utraty dwójki dzieci jest (może > tylko w przybliżeniu) ILOCZYNEM prawdopodobieństw utraty każdego z tych dzieci > z > osobna. > Zamiast 1% dostajemy 0,01%. Czy to "równie dobrze?" Odpowiedz Link Zgłoś
diamencik777 Re: Do mam jedynaków.... 03.08.07, 16:21 wydaje mi się, że strata dziecka sama w sobie jest dramatem i nie ma tu znaczenia, czy jest to jedyna, czy jedno z iluś. Myślenie takimi kategoriami jest bardzo płytki. Przecież nikt nie produkuje kolejnych dzieci, bo któremuś może się coś stać. Odpowiedz Link Zgłoś
atowlasnieja Re: Do mam jedynaków.... 13.04.09, 12:23 Niektórzy uważają, że dziecko jest po to by im służyć Odpowiedz Link Zgłoś
only_marcopol Re: Do mam jedynaków.... co za idiotyzm ???? 20.04.09, 13:26 mika77ka napisała: > tzn. tych które mają, chcą i nie wyobrażają sobie mieć więcej dzieci. > Oby Wasze dziecko w zdrowiu sie chowało i Was przeżyło. W przeciwnym razie > tracąc dziecko /z jakiegokolwiek powodu/ i nie mając już szans i możliwości na > drugie, nie darujecie sobie tego do końca życia. JA wiem, że to jest czarny > scenariusz, ale każda myśli o złych relacjach z innym rodzeństwem, braku czasu > dla innych dzieci i o wygodzie. A nie zastanawiałyści się nigdy drogie mamy > jedynaków co by było gdyby.... najgłupsze podejście świata - rozumiem ze gdybys miała dwójke nie bolała by cie utrata jednego - a co tam skoro masz drugie - Boże uchowaj - w zyciu nie słyszałam czegos głupszego jakby tak patrzec to trzeba by miec z 10 bo ja znam rodziny w które straciły dwójke dzieci a nawet trójkę - tyle ze dla mnie takie podejście jest delikatnie mówiąc nienormalne i osoba je wygłaszająca również - sorki ale mna trząchneło - wspólczuje twoim dzieciom jak masz taki do nich stosunek Odpowiedz Link Zgłoś
mamma82 Re: Kiedy drugie dziecko 07.03.07, 12:42 a ja znowu bede mama w maju...no chyba,ze malenstwo sie pospieszy i dolaczy do nas juz w kwietniu Odpowiedz Link Zgłoś
california89 Podsumowanie 26.07.07, 17:12 Artykul jest bardzo jedno stronny i subjektywny. Jak juz ktos wczesniej napisal pewnie pisany przez kogos z podobnymi upodobaniami jak rzad (LPR, PiS). O jak mnie zirytowal. Jestem jedynaczka i sobie nie wyobrazam inaczej...uwielbiam to chociaz docenialam to wiecej i wiecej czym bylam starsza. Ze wzgledu na to zawsze bylam bardzo dorosla na swoj wiek i czulam sie wspaniale ze starszymi. No i z tego co widac to jednak jest to bardzo sprawa indiwidualna. Jak ktos ma jedno i mu pasuje to po co mowic rzeczy typu "a moze drugie bi pierwszemu bedzie fajniej." Jak ktos inny chce 5 to i tez dobre tylko niech bedzie takie osoby na to stac. Nie kazdy ceni braci/siostry i nie kazdy ceni bycie jedynakiem. A wiec szczescia i prawa WYBORU. A tak jeszcze apropo jedynakow....wlasnie nie dawno bylo udowodnione ze staroswieckie podejscie do jedynactwa jest mitem. Wcale nie jest prawda ze jedynakow sie zle wychowuje czy tez ze nie umia sie dzielic czy nie satolerancyjni.Same takie bzudry naleza zostac w sredniowieczu. Ja sie dzielilam duzo lepiej niz inni z domow wielo-dzietnych a co do wyrozumienia dla innych to napewno nie mam malo...wrecz przeciwnie. Pozdrowienia dla wszystkich jedynakow Odpowiedz Link Zgłoś
reteczu Re: Kiedy drugie dziecko 26.07.07, 17:34 nie chce mi się czytać tego artykułu ale się wtrącę bo mam dwie córki egoistycznie z mężem chcieliśmy mieć dwoje dzieci no i mamy czekaliśmy na mój awans w pracy a potem 2 miesiące ciężko "pracowaliśmy" żeby się poczęło,co noc "pracowaliśmy" różnica wiekowa między nimi to 4 lata i jest w miarę ok bo starsza wiele zrobi przy sobie i nie jestem tak bardzo obciążona chylę niziutko czoła przed mamami które mają różnicę wiekową między dziećmi do 3 lat i przed mamami bliźniaczek być mamą trojaczków czy czworaczków itd nie wyobrażam sobie! Odpowiedz Link Zgłoś
czarna9610 Re: Kiedy drugie dziecko 27.07.07, 19:04 mam jedno dziecko i bardzo je kocham , i nie chcę drugiego . Nie mam ochoty fundować sobie drugiego bo coś się może stać pierwszemu, a niby dlaczego ma się stać ? A zresztą wtedy mogę choćby skoczyć z 7 pietra, Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: Kiedy drugie dziecko 03.08.07, 13:43 Niewątpliwie najtrudniej jest wychować jedynaka, choć i z nich wyrastają wartościowi i szczęśliwi ludzie. - jakbym moją ciotkę slyszała. Ciotka ma jedynaka, a ja wtedy 2 małych dzieci. Pewnie, że trudniej jest wychowac dwoje dzieci - większe są koszty pieniężno-czasowe etc. etc. Odpowiedz Link Zgłoś
korniz Re: Kiedy drugie dziecko 23.10.07, 15:15 Ja mam jedynaka i świadomie drugiego nie planuję.Piszecie że może mu się coś stać.Wydaje mi się że mając więcej dzieci nie upilnujemy ich tzn możemy pilnować młodszego a w tym czasie stanie się coś starszemu .A ile jest takich beztroskich rodziców którzy chcą odpocząć od dzieci,od ich hałasu wypuszczają na podwórko do póżna,potem takie maluchy spacerują pod blokami bez opieki-aż strach pomyśleć.Ważne jest żeby mieć dzieci z miłości z pragnienia i tyle żeby móc je wychować .Błedem jest podchodzenie do tej sprawy w sposób taki że nie wypada mieć jedynaka bo nikt z rodziny ze znajomych nie ma i ja też muszę mieć dwoje bo koleżanka ma.Nie powinniliśmy ulegać presji bo tak trzeba. Odpowiedz Link Zgłoś
anetwoj Kiedy drugie dziecko 05.01.09, 13:45 A co tu ma irytować? Mój mąż jest jedynakiem i powiedział, że nie pozwoli, aby nasza córka była sama. Znam wiele dzieci samych w domu i bywają takie, które potrafią się dzielić, funkcjonować w społeczeństwie, ale większość jest straszna!!! Rodzice próbują tłumaczyć, trzeba się dzielić, trzeba tolerować, akceptować, a ono i tak uważa, że tylko to co ono mówi i robi jest dobre, a to co inni, jest złe. Zal mi tych dzieciaków, ich rodzice nie zamierzają im dać rodzeństwa, bo pracują, a potem w przyszłości ktoś będzie musiał pracować z zapatrzoną w sobie i skupioną tylko na tym co dla mnie i o mnie osobie. Ja wychowałam się w domu, gdzie było nas 8! Mam 3o lat, a moja najmłodsza siostra ma ich 5. Z każdym po kolei mam świetny kontak, pomagam im rozwiązywać ich kłopoty, jeśli mnie poproszą, jak ja potrzebuję, to mnie tez wysłuchają, mamy gdzie jeździć na wakacje, a nasze dzieci w przysżłości będą zwiedzać pół Polski odwiedzając ciocie i wujków. A co wy zapewnicie swoim jedynakom, jedynaki? Widzę jak umierają rodziny. Jest babcia, dziadzio, mama, tata,dziecko, brat mamy i jego żona i jedno dziecko. Święta jak się patrzy, zwłaszcza, gdy brat mamy wyjedzie z rodziną za granicę, babcia umrze z dziadkiem, i zostaje trójka - strasznie to smutne. Nas na święta jest 25 osób, jak zaśpiewamy kolędę, to się czuje, że rodzina się zebrała, a i tak z 10 osób z rodzinki jest za granicą. Nie pozwólcie, aby wasze dziecko zostało kiedyś same, kiedy was już zabraknie, niech ma chociaż siostrę lub brata. Żadna przyjaźń nie zastąpi rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
maminka-2 Re: Kiedy drugie dziecko 12.04.09, 15:46 szczególnie punkt szósty jest bardzo przekonujący cóz za kretyński artykuł. więcej niż dwoje dzieci to patologia. Odpowiedz Link Zgłoś
aga999929 Kiedy drugie dziecko 12.04.09, 18:53 Jestem mamą czwórki dzieci. Między starszymi jest osiemnaście miesięcy różnicy i szczerze mówiąc 18 lat tem gdy okazało się, że jestem po raz drugi w ciąży byłam przerażona. Okazało się, że wychowyanie dzieci "w jednych pieluchach" wcale nie oznacza obowiązki razy dwa, gdyż człowiek po prostu mając już doświadczenie oraganizuje sobie czas i opiekę w bardziej racjonalny sposób a potem dzieciaki są już odchowane. Mam także jedenastoletniego syna. Gdy był malutki nazywałam go "promocja" bo zanim zdązył zapłakać wiedziałam co będzie chciał. przepracowałam to na starszaka i on jako niemowlę to była sama radość. Niestety w wieku 5 lat okazało się, ze będzie niepełnosprawny. Mam także "kinder niespodziankę" byłam przestraszona jak to będzie i przede wszystkim jaka będzie reakcja rodziny. Dziś siedmioteltnia Marta to moja pocieszka.Mimo że rok temu opuścił mnie mąż spełniam się jako mama i dzieci dają mi szczęście. Jednak jak sobie pomyślę że już nigdy nie będę miała na głowie małego dziecka to się do siebie uśmiecham. Jestem spełniona i cieszę się że ten etap minął. Staram się teraz zdobywać nowe kwalifikacje i jak tylko niepełnosprawność syn pozowli podejmę pracę. Nie wyobrażam sobie życia bez dzieci. Z całą pewnością bycie mamą to główna częśc mojej osobowości i wspaniała przygda w którą się kiedyś wybrałam. Z resztą zanim zaszłam w ciążę z pierwszym dzieckiem byłam pewna, że nie będę mieć dzieci bo się w tym nie widzę i do tego nie nadaję. Natura zdecydowałam za mnie i... okazało się, że mam talent i się w tym spełniam! Odpowiedz Link Zgłoś
deodyma Re: Kiedy drugie dziecko 12.04.09, 18:56 mnie rozwalil tekst, ze z jedynakow "tez wyrastaja wartosciowi ludzie" Odpowiedz Link Zgłoś
karra-mia Re: Kiedy drugie dziecko 12.04.09, 20:48 mnie też i cieszę się, że jako jedynaczka wg kogos też mogę być wartościowa idiotyczny artykuł, pewnie napisany przez idiotę Odpowiedz Link Zgłoś
goblin.girl Re: Kiedy drugie dziecko 19.04.09, 12:34 karra-mia napisała: > mnie też i cieszę się, że jako jedynaczka wg kogos też mogę być > wartościowa mnie tez kamien z serca zlecial z łoskotem. A tak w ogóle, to będac jedynaczka nie tęskniłam za rodzeństwem, od bratnich dusz miałam i psiapsółę od serca, i kumpla po sąsiedzku, z którym strzelałam z procy i puszczalam liściki przez balkon. Zaletą tego stanu rzeczy był fakt, ze bylo to towarzystwo, które sama sobie wybralam, a nie zostalam na nie skazana od urodzenia. Poza tym mialam wlasny pokoj i to też było nie pogardzenia. W kwestii egoizmu, to cóż, dzieci są egoistami z natury, co nie zmienia oczywiscie faktu, ze dzieci są jak najbardziej zdolne do empatii, wspólczucia i roznych gestów takm chętnie postrzeganych przez dorosłych jako altruistyczne. Z bycia jedynaczką wyniosłam m.in. to, ze nie mam zwyczaju się nudzic, jestem samodzielna, wiem, czego chcę od życia i staram się to zdobywać, i przeważnie mi sie udaje - żeby nie było, jak mi się nie uda, też potrafię zrozumieć dlaczego i przejsc nad tym do porządku. Poza tym został mi tez zdrowy egoizm, który w sobie cenię. A własną rodzinę też mam i jesteśmy szczęsliwi. Odpowiedz Link Zgłoś
jmendala Re: Kiedy drugie dziecko 26.04.10, 19:17 Ja uwazam ze rodzice ktorzy decyduja sie na jedno dziecko sa wielkimi egoistami bo mysla tylko o sobie.Fakt faktem rodzice wiecznie nie zyja a zycie dziecka moze sie tak ulozyc, ze nie zalozy wlasnej rodziny i wtedy bedzie zylo samotnie na swiecie.Jedynacy nie powinni sie wypowiadac na temat rodzenstwa bo zupelnie nie maja pojecia jak to jest miec brata lub siostre.Ja mam 3 braci i zawsze jako dzieci swietnie sie rozumielismy mielismy wspolne tajemnice przed rodzicami a to ze sie nie ma wlasnego pokoju to jest malo istotne.Teraz jestesmy dorosli i mozemy na siebie liczyc,bo przyjazn jest ulotna dzisiaj jest jutro nie ma a rodzenstwo jest na zawsze i przynajmniej w swieta jest wesolo. Odpowiedz Link Zgłoś
marek.lipski Kiedy drugie dziecko?3,5,9?To jest mozliwe. 12.04.09, 21:55 Uff jak karra-mia napisała: mnie też i cieszę się, że jako jedynaczka wg kogos też mogę być wartościowa idiotyczny artykuł, pewnie napisany przez idiotę ___________________ Dzieci i ich przyszlosc to oczywiscie sprawa pieniedzy. Takich artykulow jest wiele na zachodzie. Swietnie i bardzo dobrze.Argumenty dla dziecka,sa bardzo dobre. Nasze spoleczenstwo w Polsce i Europie,tak samo w USA, sie starzeje,dla tego i nie tylko z tego powodu, jestem osobiscie za 2+X. Nie jestem,dodam islamista,czy buddysta,2-4 zony i druzyna hokejowa czy pilkarska.....Przepraszam. Usmiechnelem sie jak przeczytalem artykul.Pomimo ze mam inne kierunki za soba zgadzam sie z autorka artykulu. Jako ojciec i dziadek,ktory wczesnie,wyjatkowo wczesnie, los podarowal to co najwazniejsze w zyciu,dzieci i wnuki, jestem za polityka pro rodzinna i rodzina wielodzietna. Odwagi panowie i panie.Zycie jest wyjatkowo krotkie a pamietajmy ze dzieci to tez nasza przyszlosc. Demagogia? Nie.Realia.Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
tolka11 Re: Kiedy drugie dziecko?3,5,9?To jest mozliwe. 13.04.09, 17:40 >więcej niż dwoje dzieci to patologia< A jakiego typu? Odpowiedz Link Zgłoś
tolka11 Re: Kiedy drugie dziecko?3,5,9?To jest mozliwe. 13.04.09, 17:40 >więcej niż dwoje dzieci to patologia< A jakiego typu? Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes cudowne przykłady problemów wychowawczych 20.04.09, 09:58 dziecko ma własne zdanie - no tragedia! "Twoje starsze dzieci dorastają i stwarzają coraz poważniejsze problemy wychowawcze. Jedno jest nadpobudliwe, drugie chyba jest dyslektykiem. Z synkiem musisz robić gimnastykę korekcyjną, a córeczka ma ciągle własne zdanie." Odpowiedz Link Zgłoś
sanna.i Re: Kiedy drugie dziecko 20.04.09, 10:40 Ja bym mogła mieć nawet i czworo, pod warunkiem, że będę miała na to kasę,a żeby mieć kasę muszę pracować.Żeby pracować, muszę wydawać na nianie i przedszkola (no i miejsca w przedszkolach muszą być).W dodatku pracodawcy muszą bez problemów przyjmować młode mamy do pracy i nie robić afery,jak się dziecko rozchoruje i trzeba na zwolnienie iść.A jak nie da się zagwarantować powrotu do pracy,miejsc w przedszkolach i niań,to niech chociaż dopłacają do wychowawczego,jak w Szwecji.Wszystko inne to takie ble ble ble,bo tak naprawdę warunkiem posiadania dzieci jest sensowna sytuacja materialna. Odpowiedz Link Zgłoś
altariel2 Re: Kiedy drugie dziecko 31.07.09, 01:34 W Polsce jest jakaś presja na posiadanie kolejnych dzieci generalnie, niezależnie od sytuacji materialnej/mieszkaniowej itp. My mamy jedno, obecnie lat 4,5 i nie spieszymy sie z następnym, chociaż mamy "duże" jak na standardy statystyczne mieszkanie, aż 50m2 i dwa pokoje(lol). W/g polityki prorodzinnej, spokojnie moglibyśmy pozwolić sobie nawet na czwórkę. Chcemy najpierw zbudować dom, trochę odbić się finansowo, zanim zdecydujemy się na nastepne. Oczywiście słyszymy wciąż od rodziny "kiedy następne?". Mało kto jest w stanie nas zrozumieć, nie tylko wśród starszego pokolenia. A nam zależy tylko na tym, żeby nie tylko naszej córce i nam, ale i jej potencjalnemu przyszłemu rodzeństwu żyło się jak najlepiej. Może zaraz napadnie mnie masa "Matek Polek", które uważają, że dziecko nie potrzebuje pieniędzy tylko miości. Mogę sie z tym zgodzić jeśli chodzi o małe dziecko(tak do 4 lat), oraz kiedy mówimy o zbytku. Ale nikt mi nie wmówi, że nie jest ważne, żeby rodzice mogli sobie pozwolić na zakup dla dzieci wyprawki szkolnej, ubrań (niekoniecznie markowych), butów na zimę itp bez wyrzeczeń i ostrych cięć w domowym budżecie. Oczywiście, że dzieci, które wychowały się w biednych rodzinach też mają szanse na sukces, ale jednak wymaga to od nich dużow więcej samozaparcia. Po co fundować to własnemu dziecku? Jakby było jedynakiem to rodzice nie musieliby wciąż na wszystkim oszczędzać a, że postanowili "zafundować mu" czwórkę rodzeństwa, to nic dziwnego, że ciężko związać koniec z końcem. Odpowiedz Link Zgłoś
bez27 Re: Kiedy drugie dziecko 31.07.09, 18:16 artykuł irytujący; jest jakaś nagonka na rodzenie dzieci w tym mało prorodzinnym kraju artykuł jednostronny; bardzo... Odpowiedz Link Zgłoś