papanetta
07.04.03, 20:12
Cześć!!! Pomóżcie, bo jak napisałam tonę razem z moim małżeństwem. Jak
dzielny kapitan na posterunku, cha, cha.. Mam 2 letnią córeczkę i
teoretycznie jestem mężatką, piszę teoretycznie, bo związek w jakim jestem mi
przypomina raczej układ współlokatorów i ograniczonej wspólnoty ekonomicznej,
a nie małżeństwo. Więcej tu chłodu niż na K2, więcej gniewu i nienawiści niż
mogłaby pomieścić puszka pandory. Mój mąż jest poprawny: nie pije, nie bije,
do domu pieniądze przynosi, nie łajdaczy się, a nawet jak powiedział "dąży do
ideału", szkopuł w tym, że do mojego. To znaczy mnie poprawia, naprawia,
ulepsza, poucza. Wszak prawdziwa cnota krytyk się nie boi. A ja? Żyję w
poczuciu zagrożenia, czuję się deptana, łamana, urabiana i wiecznie oceniana
(często negatywnie). Tak po prawdzie to jestem już bardzo zmęczona, wypalona
i doprawdy nie wiem co dalej ze sobą począć. Może przesadzam, ale duszę
się...tak czuję,
Pomóżcie, tu na forum, bo @ nie są poufne.