16.01.07, 09:50
Bardzo żałuję, iż nie jestem w stanie zaadoptować dziecka. Zaraz ktoś mi
powie, ze dla chcącego nic trudnego. Otóż jest to trudne z kilku względów.
Pierwszy to – brak czasu – i tak moje dzieci ( 3 latka i 8 miesięczną
dziewczynkę) podrzucam codziennie na cały dzień do moich rodziców., a co tu
mówić o jeszcze jednym dziecku.... Brak warunków mieszkaniowych – mieszkam
kątem u teściów – co prawda ma to się zmienić, bo się budujemy ale dopóki się
nie wybudujemy nie brałabym na siebie takiej odpowiedzialności jak
wychowywanie jeszcze jednego dziecka – no bo nie mam miejsca. Tak z powodu
takich prozaicznych rzeczy – jak brak czasu i miejsca – nie jestem w stanie
zaadoptować dziecka, a gdy człowiek widzi takie dziecko potrzebujące miłości
to normalnie serce się kraje. Jedyne co mogę robić, to odwiedzać takie
dzieci – ale tego raczej nie zrobię – ponieważ obawiam się, ze to byłaby
obietnica dla dziecka, ze się zmieni jego los. – a ja nie chcę rozczarować
dziecka. A może się mylę, może takie dzieciaczki potrzebują takich cioć które
przyjdą do domu dziecka pobędą z nimi? Może ktoś ma jakieś doświadczenia? A
Wy co myślicie o adopcji? I naprawdę gdybym spełniała warunki lokalowo
czasowe to starałabym się o adopcję.
Pozdrawiam
Iza
Obserwuj wątek
    • zojkaojka Re: Adopcja 16.01.07, 10:16
      Kiedy jest tysiąc powodów dla których wiadomo że "się nie da" łatwo jest tak
      mówić. A gdy się na prawdę da , często się "zapomina", albo tworzy
      inne "ale", "później". Takie gadanie pozwala widzieć siebie w dobrym świetle,
      de facto nic nie robiąc, nie ponosząc żadnych kosztów. Znam mnóstwo
      takich "wzruszaczy" i nic, ale to nic z tego nie wynika. To takie lulanie
      swojego sumienia- nic nie robię , ale zobaczysz jak....to....(wpisać dowolne).
      Sama taka byłamsad. Jasne że potrzebują cioć, zainteresowania.Niczego nie
      potrzebują tak bardzo jak drugiego, życzliwego człowieka- jak wszyscy ludzie.
      Dlaczego obietnica? To jest faktyczna zmiana- ktoś się mną interesuje, komuś
      zależy. Dlaczego myślisz że w warunkach bidula tylko adopcja ma znaczenie? Moi
      adoptowani przyjaciele pamiętają nawet pojedyńcze wizyty "cioć". Czasem jedna
      rozmowa może zmienić życie. Okrutne jest tylko jeśli obieca się przyjść , a nie
      dotrzyma. Jeśli nie wiesz czy przyjdziesz, powiedz że raczej nie.
      A taka wizyta w bidulu pozwoli ci też zobaczyć jakie są to dzieci, jaka
      rzeczywistość, bo to co piszesz świadczy o raczej idealistycznym podejściu do
      sprawy. Naprawdę miejsce i czas to stosunkowo najmniejsze problemy przy
      adopcji, nawet niemowlęcia, a co dopiero starszego dziecka. Powodzenia smile
      • monia145 Re: Adopcja 16.01.07, 10:19
        Ale chyba nie chcesz powiedzieć, że warunki lokalowe potencjalnej rodziny
        adopcyjnej nie są brane pod uwagę? To, że dziewczyna mieszka katem u teściów,
        pewnie ma do dyspozycji dwa pokoje, nie jest wymarzoną sytuacją. I jej dobre
        intencje nie pomogą.
      • chimba Re: Adopcja 16.01.07, 10:27
        WIdzisz to nie są puste słowa. I naprawdę gdybym tylko mogła zrobiłabym to -
        nikt mi nie wmówi, ze moje gadanie to puste gadanie, i nie wiem możesz mi
        wierzyć lub nie, ale trudno mi jest chwilowo z dwójką dzieci, mówisz, ze czas i
        brak to najmniejszy problem, widzisz nie znasz mojej sytuacji, jak już pisałam
        mieszkam kątem u teściów w jednym pokoju razem z męzem i dwójką dzieci.
        I nie uważam, ze adopcja jest tylko ważna i ma znaczenie. Gdzie ja to
        napisałam? Bardzo chciałabym jakos pomóc tym dzieciom i dlatego sie pytam, a
        właściwie upewniam, czy takie dzieci cieszą sie z takich cioć. A ze nic nie
        robię - ciekawe nigdzie tego nie napisałam... Może nie wiele ale zawsze coś...
        Czasami chociaż wspomagam pieniężnie - nie wiele ale zawsze coś...
        pozdrawiam
        • bri Re: Adopcja 16.01.07, 10:35
          U nas w pracy organizowano akcję zbierania prezentów dla dzieci z domu dziecka.
          Dzieci tam zazwyczaj dostają jakieś prezenty od firm: koszulki, plecaczki itp.

          Tym razem pisały "listy do św. Mikołaja", w których wymieniały kilka rzeczy o
          których marzą. My wybieraliśmy sobie dzieci i dla każdego kupowaliśmy jeden lub
          więcej jego wymarzonych prezentów. Słyszeliśmy potem, że dzieci były bardzo
          wzruszone bo większość z nich nigdy takiego prezentu nie dostała, cieszyły ich
          nawet kolorowe opakowania, kokardy, to że na paczce napisane było ich imię,
          itp. bo zazwyczaj dostają prezenty w firmowych reklamówkach, wszyscy
          identyczne.

          Możesz w przyszłym roku zorganizować taką akcję w swojej okolicy.
    • polla10 Re: Adopcja 16.01.07, 10:18
      faktycznie chodzac do domow dziecka mozna sie przywiazac do tych dzieci, moja
      kolezanka chodzila jako wolontariuszka i wychodzila z mniejszymi dzieciaczkami
      w wozkach na spcerek.
    • bri Re: Adopcja 16.01.07, 10:30
      Skoro masz mało czasu dla własnych dzieci to chyba lepiej zająć się swoimi niż
      odwiedzać obce.
    • moofka Re: Adopcja 16.01.07, 10:36
      ja pamietam, bo jak po emisji "Kochaj mnie" moj dziabnięty tesciu ze lzami w
      oczach łkał - bo ja bym je wszystkie, wszystkie bym jej do siebie zabral tongue_out
      Kiedys pamietam, jak na grilu ze znajomymi rozwinela sie rozmowa, w ktorej
      stwierdzilam, ze gdyby mi nie dane bylo miec wlasnych dzieci to zapewne nie
      podjelabym wyzwania wychowywania cudzych tylko bym sie zajela przyjemniejszymi
      rzeczami a i pieniedzy wiecej bym miala tongue_outP
      z wyrzutem zwyzywali mnie wtedy od egoistek smile
      tyle, ze wsrod wyzywajacych nie bylo ani jedego adopcyjnego rodzica
      a nie intencjami sie dobro i wrazliwosc mierzy tongue_out
      ja bym wziela, ja bym miala, ja bym dobra byla, a dzieci by mialy jak u Pana
      boga w uchu...
      niewiele warte jest takie gadanie
      • jarzebina_cz Re: Adopcja 16.01.07, 11:47
        Polecam lekturę "Wieży z kolcków" Katrzyny Kotowskiej. To cieniutka i niedroga
        książeczka dostępna w wielu księgarniach internetowych, napisana przez mamę
        adopcyjną. Po jej przeczytaniu być może zastanowisz się, czy gadanie w rodzaju:
        ja to bym adoptowała, gdyby... - ma jakikolwiek sens, szczególnie że jesteś
        zapracowana i masz mało czasu dla własnych dzieci.
        Abstrahując od powyższego. Procedury adopcyjne trwają bardzo długo, a
        pierwszeństwo mają małżeństwa bezdzietne. Nie wszyscy - po przeprowadzeniu
        testów psychologicznych i sprawdzeniu warunków materialnych i mieszkaniowych -
        otrzymują kwalifikację.
        • chimba Re: Adopcja 16.01.07, 12:13
          --------------------------------------------------------------------------------
          Polecam lekturę "Wieży z kolcków" Katrzyny Kotowskiej. To cieniutka i niedroga
          książeczka dostępna w wielu księgarniach internetowych, napisana przez mamę
          adopcyjną. Po jej przeczytaniu być może zastanowisz się, czy gadanie w rodzaju:
          ja to bym adoptowała, gdyby... - ma jakikolwiek sens, szczególnie że jesteś
          zapracowana i masz mało czasu dla własnych dzieci.

          czyli rozumiem, ze są tematy o których nie można rozmawiać? Nie można wyżalić
          się na forum, ze nie jestem w stanie zaadoptować dziecka choć się bardzo
          pragnie?
          • jarzebina_cz Re: Adopcja 16.01.07, 12:18
            Żalić się możesz. Nie wiem, tylko z jakiego powodu i czemu to ma służyć.
            Rozumiem, gdybyś nie miała własnych dzieci i warunków, żeby zaadoptować, wtedy
            miałabyś powód do żalenia jak najbardziej. Kieruję się w życiu logiką, stą mój
            problem ze zroumieniem takich ludzi jak Ty. Pozdrawiam.
            • ewamariusz7573 Re: Adopcja 16.01.07, 17:06
              pominąwszy warunki lokalowe-bardzo cięzko jest w naszym kraju adoptować dziecko
              parze,która ma już bilogiczne dzieci.Słusznie??Nie wiem.Wiem tyle,wiele par nie
              mogacych mieć biolgicznnych dzieci czeka na swoje szczeście.
              A z drugiej strony-wiele dzieci większych niż rok-dwa latka,czeka na rodziców.
              ps.warunki lokalowe to nie wszystko,ważniejsze od nich jest serce, które chcesz
              ofiarować dziecku adopcyjnemu i taką gotowość powinno się rozważać.
              Ale to już inny problem...
              pozdrawiam
              • ibulka Re: Adopcja 16.01.07, 17:22
                Mamy warunki. Mamy pieniądze. Mamy czas i chęci też mamy.
                Mamy domek, troje dzieci, psa. Mąż ma pracę, ja nie.
                Jestem szczęśliwa.

                Rok temu staraliśmy się o adopcję Ewy. Wszystko szło jak po maśle, praktycznie
                brakowało ostatniego przysłowiowego stuknięcia młotkiem.

                I nagle przypomnieli sobie o Ewie jej 'rodzice'.
                Przestali chlać, ćpać, robić dzieci na boku.
                Zabrali ją. Nie wiem jak żyją, gdzie żyją, czy żyją.
                I pamiętam jak pachniała Ewunia, pamiętam jej głosik i jej seplenienie.

                I nie zdecyduję się już na adopcję, bo boję się kolejnej porażki.
    • melka_x Re: Adopcja 16.01.07, 18:23
      chimba napisała:

      > a gdy człowiek widzi takie dziecko potrzebujące miłości
      > to normalnie serce się kraje.

      Proszę nie potraktuj tego co napiszę jako ataku, w najmniejszej mierze nie jest
      moim celem dokuczenie Ci, ale to fatalna, źle wróżąca losom adopcji motywacja.
      Dziecka po prostu należy chcieć, wręcz egoistycznie, tak jak z biologicznym.
      Nie powinno się podejmować takich decyzji 'bo te sierotki takie biedne',
      ponieważ wtedy nieświadomie ustawiasz się w roli darczyńcy, a to z kolei
      sprawia, że oczekujesz wdzięczności. Nawet jeśli nie zdajesz sobie z tego
      sprawy to wpływa na Twój stosunek do dziecka. Zdrowy i najlepiej wróżący
      adopcji układ jest wtedy, gdy adopcyjni rodzice zaspokajają własny instynkt
      rodzicielski, a dziecko dzięki temu ma dom. Obie strony mają z tego emocjonalną
      korzyść i poczucie zaspokojenia i żadna nie uważa, że jest komuś coś winna.
      Czyli układ maksymalnie zbliżony do układu rodzice plus biologiczne dziecko.
      • verdana Re: Adopcja 16.01.07, 18:42
        Podpisuję się pod Melką obiema rękami. Ale nie będę aż tak subtelna - obawiam
        sie, ze bardziej chcesz byc osobą szlachetną, adoptujacą, spełniajaca dobry
        uczynek, niż mieć dziecko.
        Prawdę mówiąc, to na małe, zdrowe dzieci w Polsce się czeka. Czasem latami. Te
        dzieci nie potrzebują litosci i tak będa miały swoje rodziny, kochajacych
        rodziców. Domu potrzebują rodzeństwa, dzieci starsze, po przejsciach, chore.
        Weźmiesz takie dziecko?
        Dziecko ma zaspakajać Twoją potrzebę macierzyństwa, a nie Ty byc dla
        niego "dobra panią".
        • zojkaojka Re: Adopcja 16.01.07, 20:03
          To co pisałam nie miało być atakiem, sama kiedyś wpadłam w taką ślepą uliczkę
          łatwych wzruszeń. Ale moi przyjaciele- dawne adoptowane dzieci i moja
          przyjaciółka z własnym adoptowanym uświadomili mi o co w tym wszystkim chodzi.W
          Polsce rodziny z dziećmi mogą dość łatwo adoptować dziecko, kłopoty są z
          niemowlętami. Ale jeśli o tym naprawdę myślisz zadaj sobie kilka pytań: co
          myśli o tym twoja rodzina, mąż, rodzice, dzieci? Co jeśli dziecko zacznie
          sprawiać problemy(zdrowotne, wychowawcze) które niekorzystnie odbijać się będą
          na twoich bliskich? Co jeśli za parę lat twoje biologiczne dziecko i to
          adoptowane stworzą parę? Co jeśli okaze się że to adoptowane, jest albo
          znacznie głupsze albo znacznie inteligentniejsze?
          • gosiik Re: Adopcja 16.01.07, 20:23
            Zadajesz pytania, na które staram się sobie sama odpowiedzieć. Mamy jedno
            dziecko, na więcej z brzucha zero szans. Decyzja o adopcji jest gdzieś z boku i
            czeka.
          • mufka51 Re: Adopcja 17.01.07, 00:00
            Wiem jedno....to była najlepsza decyzja jaką podjęłam w życiu.Mój świat dzieli
            się na ten "przed Kubą" i ten "po Kubie"
    • marianna72 Re: Adopcja 16.01.07, 20:55
      Mysle ,ze wymyslasz sobie na sile problemy.Masz dwojke dzieci ,ktore jak sama
      piszesz podrzucasz do rodzicow i myslisz dodatkowo o adopcji.
      Na adopcje malego dziecka czeka sie niekiedy latami a w Twoim przypadku
      wskazane by bylo aby dziecko bylo male ( ponizej 8 miesiecy ) bo dobrze (
      oczywiscie nie jest to regula ),zeby dzieci pojawialy sie w rodzine w sposob
      mozliwie zblizony do naturalnego , czyli kolejne dziecko powinno byc mlodsze od
      dzieci , ktore juz sa w rodzinie.
      Male dzieci nie czekaja na rodziny ( raczej na odwrot) .Wiekszosc dzieci w domu
      dziecka to dzieci z nieuregulowana sytuacja prawna , ktorych nie mozna
      zaadoptowac lub dzieci starsze , z przeszloscia i z trudnosciami , ktorym
      trzeba poswiecic duzo czasu ( Tobie go brakuje)
      Poza tym adopcja " bo mi sie tak serce kraje" nie wrozy najlepiej. Taka
      motywacja nie jest najlepsza lepszy jest zdrowy egoizm chce dziecka bo
      zaspokajam tym rowniez swoje potrzeby (podobnie jak przy rodzicielstwie
      biologicznym) .
      Mysle ,ze jesli myslisz powaznie o adopcji i nie jest to tylko chwilowy poryw
      serca, masz jeszcze czas : pobudujecie sie , dzieci podrosna i wtedy jesli nic
      sie nie zmieni w Twoich odczuciach mozecie zapisac sie na kurs i starac sie o
      kwalifikacje .
      • berecik7 Wytłumaczcie mi dlaczego?? 16.01.07, 22:59
        Ja też zawsze chciałam adoptować dziecko. Nie chciałam mieć nawet swoich
        biologicznych dzieci, bo przecież po co rodzić nowe, skoro na świecie tyle
        dzieci nieszczęsliwych w domach dziecka. I teraz wytłumaczcie mi, dlaczego
        litość to taka zła motywacja? Czy to nie jest normalne, że mnie żal tych
        dzieci. Dlaczego to takie złe jest??? Teoria o tym, że podświadomie będę się
        ustawiała w roli darczyńcy i oczekiwała wdzięczności jest dla mnie trochę
        naciągana jednak. Często gdy mój synek płacze w nocy i biegnie do mnie do łóżka
        myślę sobie, że te biedne dzieciaki w domach dziecka nie mają tak do kogo
        pobiec. No więc raz jeszcze, co jest złego w tym byciu "wzruszaczem"????
        • lena99 Re: Wytłumaczcie mi dlaczego?? 16.01.07, 23:24
          Dlaczego więc urodziłaś własne dziecko?

          Pytam poważnie, ponieważ moja przyjaciołka myśli o adopcji dokładnie z tych
          samych powodów co Ty kiedyś.
          • berecik7 Re: Wytłumaczcie mi dlaczego?? 16.01.07, 23:38
            Mąż wolał mieć pierwsze swoje własne. Chociaż długo nam się nie udawało zajść.
            Byliśmy nawet na kursie adopcyjnym i mieliśmy wstępną propozycję adopcji. Do
            spotkania z dzieckiem jednak nie doszło, bo okazało się , że jestem w trzecim
            miesiącu ciąży, co mnie zdyskwalifikowało.
    • mamamonika Re: Adopcja 16.01.07, 23:17
      Czujesz potrzebę pomocy "bidulkom" - to może wspomożesz jakoś taką placówkę -
      finansowo, włączając się w wolontariat, nie tak "organizacyjnie" - czyli
      anonimowo wpłacając na konto, ale z możliwością osobistego kontaktu. Może coś
      takiego?
      • berecik7 Re: Adopcja 16.01.07, 23:21
        Ja myślę, że to są bidulki bez cudzysłowu.
        • agnieszkas72 Re: Adopcja 17.01.07, 08:52
          Każdy ma w życiu inne zadania do wykonania.A do ciebie i twojego męża należy w
          tej chwili właściwe wychowanie waszej dwójki i zapewnienie rodzinie odpowiednich
          warunków,bo mieszkanie w jednym pokoju u tesciów nie sprawdzi się na dłuższą metę.
          Nawet małe dzieci mające za sobą pobyt w sierocincu mają juz zaburzenia w
          rozwoju i mamy adopcyjne muszą poświecić im cały swój czas,aby zapewnic dobry
          start w przedszkolu i szkole.Nie ma mowy o szybkim powrocie do pracy i wysłaniu
          dziecka do żłobka czy podrzucaniu teściom.
          Nie wyszukuj sobie sztucznych problemów.
          • zojkaojka Litość 17.01.07, 23:59
            Tak, litość to zła motywacja. Zawsze w kontakcie z drugim człowiekiem. Zauważ
            że nawet ci(zwłaszcza ci?) co na litość zasługują nie chcą jej. Litość jest
            upokarzająca. Nie można z litości się przyjaźnić , pokochać. Ludzie plączą
            litość i współczucie. Owszem można współczuć, współ-odczuwać, ale to zakłada
            zrozumienie, a zrozumienie zakłada kontakt, poznanie. Te dzieci chcą by ktoś
            ich chciał dla nich samych, a nie z litości. Chciałabyś by twój mąż wziął cię
            za żonę z litości, bo nikt inny nie chciał albo się rozmyślił i oddał, no to on
            się ulitował i wziął? Brzmi mało, zachęcająco, prawda? Ostatnia rzecz jaka jest
            potrzebna tym dzieciom to litość. Potrzeba im życzliwości i zainteresowania,
            przyjaźni, miłości. Jeśli nie stać nas na zadną z wyżej wymienionych to nie
            wciskajmy im tombaku, i tak się na tym poznają.
    • nata76 Re: Adopcja 25.01.07, 16:02
      Mnie też plączą się od dawien dawna myśli o pomocy dzieciom. Mamy troje swoich,
      bywałam czesto w naszym DD, centrum pomocy kryzysowej i zaprzyjaxnoonym
      POg.OPiekuńczym.
      Trwa to już kilkanaście lat. Ewoluowało od łzaweego użalania sienad dziećmi,
      gdy w czasie studiów i jeszcze liceum jako wolontariusz pomagałam w DD,
      poprzech chec adopcji i jak któraś z Was pisze myślenia,że "po co rodzić
      dzieci,skoro sa już gotowe do wzięcia", następnie poznałam meza, z którym
      CHCIAŁAM miec własne dzieci-krew z krwi,po prostu. Mąz wiedział o moich
      pragnieniach, na poczatku było to dla niego dziwne,ale rozumie,chce wiedzieć
      wiecej....Mysl o pomocy nigdy nie odeszła.

      Jednak spotkałam wielu ludzi z "mieszanych " rodzin. Róźnie u nich bywa. PO
      obserwacjach wiem,że
      1. jak agnieszkas72 napisała teraz jest czas na wychowanie moich dzieci, nie
      bede nic robiła ich kosztem
      2. nie ma dzieci do "łatwych" adopcji, a ja nie chciałabym niemowlaczka,który
      za przeproszeniem, schodzi jak swieże bułeczki, tylko dziecko prawdziwie
      niechciane...czyli chore/z problemami/z nieuregulowaną sytuacją
      prawną...=trzeba mu poświęcić wiele czasu i uwagi,
      3. chce to zrobic, bo chce,bo tak mam, nie z litości.
      zostawiamy z mezem decyzje,aż nasze dzieci sie usamodzielnią ,czyli wyfruną
      bardziej lub mniej z gniazda.
      3.zakłądam,ze mozeemy wcześniej stać sie rodziną zaprzyjaźnioną dla jakiegoś
      dziecka. W naszym DD są WYŁACZNIE sieroty społeczne, jest 9. dzieci,których
      rodzice nigdy nie odwiedzają ,ani nie zabierają na świeta.
      Ale do tego tez chce się przygotowac z mezem. aby to nie był tylko zryw,a
      konsekwentne zobowiązanie. Tez poczekam,az moje dzieci zaczną rozumieć.

      NIe wiem,gdzie to usłyszałam,chyba od pewnej PAni,która ma "mieszane" dzieci,że
      nasze rodzone dzieci sdą jak delikatna stokrotka w porównaniu z dziećmi z DD,
      które sa jak róza z długimi kolcami. Okrutne,ale prawdziwe. Wiem to z
      obserwacji.

      Acha, wkurza mnie program "Kochaj mnie".


      A najważniejsze. Chimba, może zacznij od tego,aby mieć czas dla własnych
      dzieci......
    • agnieszkas72 Re: Adopcja 25.01.07, 17:39
      Dodam jeszcze,ze sytuacja trudna w rodzinie mieszanej to najprostszy sposób na
      przekonanie się,czym jest miłość do własnego dziecka,a czym chęć ratowania
      biednych sierotek.A z takimi sytuacjami (np zachowania socjopatyczne u
      wychowanka DD,zupełnie nie dziecięce,chore zachowania seksualne)trzeba się
      liczyć.Dziecko adoptowane musi niekiedy odreagowac straszliwe rzeczy,nie jest
      samą chodzącą wdzięcznoscią dla "dobrej pani".Bywa,ze w rodzinie adopcyjnej
      dzieją się takie rzeczy,które mogą znieśc tylko rodzice straszliwie
      zdeterminowani długoletnią i bezskuteczną walką o urodzenie własnego dziecka.
      Nie wyszukuj sobie problemów i szanuj to,co masz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka