Dodaj do ulubionych

Moje dziecko - moja schiza

16.01.07, 13:30
Czy któraś z Was Drogie Mamy też jest tak nadopiekuńcza jak ja?
Cały czas chucham i dmucham na swoją córeczkę. Ze względu na jej problemy z jelitami, przechodzę koszmar przy każdym usłyszanym: "mamo, jestem smutna" - to znak, że brzuszek ją boli, to znak, że zacznie wymiotować, to znak, że źle się czuje.
Pójście do przedszkola zaowocowało nowymi koszmarami jakimi są infekcje wirusowe, wieczne gorączki, antybiotyki no i oczywiście jelita przez to wszystko rozchwiane, wariujące, więc nerwy bez zmian.
Wpadłam w jakąś psychozę. Obserwuję małą, mierzę gorączkę - zdrowa czy chora, ja ją badam, obserwuję i szukam, szukam jakichkolwiek objawów nowej, starej, jakiejkolwiek choroby.
Te lęki o nią, wieczne nerwy narastały pomalutku, powolutku aż pękły w dniu kiedy dławiła się cukierkiem. O matko jak to długo trwało! Tu ją trzymam do góry nogami, drugą ręką klepię w plecy, trzecią wykręcam numer na pogotowie, Jezu.... Już sama nie wiem co wtedy robiłam żeby jej pomóc... W końcu przeszło, ale zaczęła wymiotować i znów cukierek utknął... Na szczęście wszystko dobrze się skończyło ale ja popadłam w jakąś psychozę, że ją stracę, że beze mnie umrze, że muszę być ciągle czujna.
Ratunku...
Obserwuj wątek
    • mamciakam Re: Moje dziecko - moja schiza 16.01.07, 13:40
      po śmierci pierworodnego(mineło 12 lat) kiedy w koncu udało nam sie miec dziecko
      miałam fioła na pukcie oddychania potrafiłam kikakrotnie w nocy wstawac i
      spraawdzac czy oddycha aprzy tym sama wstrzymywałam oddech i miałam wrazenie ze
      serce mi gardłem wyskoczy...
      do dzis tak mam i majac obecnie troje dzieci- no i oczywiscie aniołka w niebie -
      bardzo często kiedy spia sprawdzam czy oddychaja choc juz nie tak czesto jak
      kiedys nawet tyczy sie to mego meza juz mam taka schize na punkcie oddychania.
      Jezeli chodzi o choroby to tez aczkolwiek nie tak mocno ,ale bierze to się stad
      ,ze jak już pisałam ,sa bardzo cieżcy by przyjmowac jakikolwiek lek.
      • dagmama Re: Moje dziecko - moja schiza 16.01.07, 13:44
        Ja mam schizę na punkcie synka, teraz ma niecałe 3 lata, panicznie się boję, że
        coś się stanie i go stracę.
        A przez cały czas, odpukać, jest zdrowy jak koń.
      • vatum do mamciakam 16.01.07, 15:54
        Jeśli chodzi o oddychanie to nie zasnę jeśli nie usłyszę, że mała oddycha. Tak... Przykro mi że straciłaś dziecko ale też cieszę się, że się po tym pozbierałaś... Ja bym chyba nie umiała.
        Tak czy inaczej ciężko jest żyć z tym ciężarem, z tym lękiem o potomstwo, z obserwowaniem, nasłuchiwaniem itd.
        Ojcowie, faceci, zazdroszczę im, że inaczej odczuwają, że nie panikują itp choć czasem wygląda to tak jakby wszystko olewali smile
        Ech, my, kobietki z ogromniastymi sercami..
    • meggi_more Re: Moje dziecko - moja schiza 16.01.07, 15:45
      Moja koleżanka strasznie panikowała (jej córeczka urodziła się z jaskrą) więc
      ja na nią wrzeszczałam, że jest przewrażliwiona i nadopiekuńcza i by dała temu
      dziecku trochę luzu. Teraz sama jestem mamą i też się łapię na tym, że popadam
      w taką schizę, ale walczę z tym, wiem, że muszę, bo inaczej wychowam
      jakąś "kalekę" ze zrytym beretem mamusi smile Jak przypomnę sobie czasy, gdy ja
      byłam w podstawówce, to pamiętam jak matka jednego z uczniów przychodziła z
      zupką na długiej przerwie by zjadł sobie na parapecie, albo z innymi butami (bo
      stwierdziła że jest za ciepło i jej synek przegrzeje sobie stopy). Wszyscy się
      z niego śmiali, a ona poprostu chciała dobrze. Z kolei moja kuzynka urodziła
      się z wadą wzroku- tą samą, co dziecko koleżanki sad - cała rodzina się nad nią
      rozczulała, bo taka biedna, bo sobie nie poradzi, bo trzeba po nia wyjść, bo
      nie zobaczy nr autobusu, bo nic nie widzi, bo to, bo tamto. Kuzynka pewnego
      dnia krzyknęła dość, nie róbcie ze mnie kaleki! Zawsze jakieś przywileje,
      zawsze parasol ochronny, a ona chciała normalnie żyć!
    • malila Re: Moje dziecko - moja schiza 16.01.07, 16:08
      Był taki okres w życiu jednego z moich dzieci, kiedy potwornie bałam się, że
      umrze. Nie chciałam jeździć z nim na badania, chciałam stracić przytomność i
      przespać cały ten czas oczekiwania. Patrzyłam na niego i myślałam, co będzie
      jeśli go stracę. Wzięłam się w garść, bo stwierdziłam, że jeśli to mają być
      jego ostatnie dni, to niech one będą jak najwspanialsze. Uznałam, że nie będę
      dobijać ani jego, ani siebie swoimi lękami i czarnymi myślami. A strach i
      napięcie w niczym nam nie pomoże, bo jeśli coś się będzie działo, to na pewno
      tego nie przeoczę.
      Taki sobie znalazłam sposóbsmile
    • mathiola Re: Moje dziecko - moja schiza 16.01.07, 16:16
      Nie mam schizy. Jedynie się boję, żeby moje dzieci nie zachorowały i nic im się
      nie stało. Poza tym nie jestem nadopiekuńcza, raczej wręcz przeciwnie. Ale ja
      mam zdrowe dzieci (oprócz tego że ostatnio są ciągle chore). Nie wiem jaką mama
      byłabym gdybym miała chore dziecko.
    • kaga-1 Re: Moje dziecko - moja schiza 16.01.07, 17:01
      Kiedy urodziłam pierwszą córcię, niczego się nie bałam. Nie wstawałam w nocy
      aby sprawdzić czy oddycha, nie chuchałam czy jest za lekko czy za ciepło
      ubrana. Wydawało mi się że jak urodziła się zdrowa (i w okresie niemowlęcym nie
      złapała nawet katarku) to będzie zdrowa i nie ma co sie szczypać ze
      sprawdzaniem czy może zapada na jakąś wyimaginowanę chorobę.
      Tak było do czasu, gdy mając 6mcy rano obudziła się mocno wymiotując, bez
      apetytu, bez temperatury, w ogóle bez żadnych objawów oprócz tych wymiotów. Po
      kilku godzinach załatwiła się krwią, o 17.00 leżała już na stole operacyjnym.
      Wgłobienie jelit. Lekarka operująca małą powiedziała że 2h i byłoby za późno. A
      dzień wcześniej biegaliśmy po parku trzymając ją na barana, wciąż pamiętam jej
      krzyki radości.
      Teraz mam drugą córcię. Wstaję w nocy by sprawdzić cy oddycha. Dostaję drgawek
      na każde chlustnięcie mleczkiem, na każdą dziwnie wyglądającą kupkę, na każdy
      kaszelek, katarek, temperaturę. Ciągle wydaje mi się że tak mało wiem o
      niebezpiecznych chorobach, które pojawiają się prawie bezobjawowo, a w ciągu
      kilku godzin mogą skończyć się tragedią.
      Kiedy leżałam z młodszą córcią w szpitalu, dziewczyna leżąca w tej samej sali
      powiedziała, że miała taki przypadek w rodzinia, kiedy to jej (chyba)
      szwagierka nakarmiła o 5rano półroczną córcię, położyła ją z powrotem spać, a
      kiedy o 7rano jej mąż wstał aby małą przeiwnąć, dziecko już nie żyło.
      Stwierdzono śmierć łóżeczkową. Wiecie, ja nawet nie wiedziałam że zespół nagłej
      śmierci łóżeczkowej dotyczy dzieci do 9 miesiąca życia! Wcześniej myślałam że
      to dotyczy dzieci do góra 2 miesiąca życia.
      Taki historie tylko wzmagają mój strach, strach matki przed stratą dziecka.
      Chyba nie ma większego strachu niż ten.
      • vatum Re: Moje dziecko - moja schiza 16.01.07, 18:12
        Moja też ma wgłabiajace się jelito z tym, że nie na stałe dlatego jest to takie okropne, bo nie wiadomo kiedy jej to tam utknie. MAKABRA.
        Kiedyś powiedziałam, że gdyby ktoś mi uświadomił jaka to odpowiedzialnośc i ciagły strach o dziecko to nie wiem czy odważyłabym się zajść w ciażę...
    • moniam14 Re: Moje dziecko - moja schiza 16.01.07, 19:26
      mam schizę na punkcie mojej córci, nie potrafię normalnie funkcjonować kiedy
      jest chora a nawet kiedy jest zdrowa. Kiedy pomyślę tylko, że może umrzeć to
      płaczę. Chciałabym cieszyć się macierzyństwem ale nie potrafię. Zaczęło się
      kiedy w zeszłym roku zachorowała na zapalenie oskrzeli, później miała chore
      jelita które oodnawiają się po każdym podaniu antybiotyku a ostatnio zapalenie
      płuc. Nie mam już siły, chciałabym to zmienić i czasem zastanawiam się czy nie
      skorzystać z pomocy np.psychologa
      pozdrawiam
    • vicky1 Re: Moje dziecko - moja schiza 16.01.07, 19:38
      A ja chcialabym z innej strony
      no coz... taka metoda to tylko zrobicie kaleki i nieszczesliwe istoty z dzieci
      Sama jestem osoba z powazna wada - mam jaskre (prawdopodobnie wrodzona albo
      wczesnodziecieca). Skutek - utrata wzroku w jednym oku (w niemowlectwie),
      krotkowzrocznosc drugiego oka.
      Oprocz tego przez 4 lata bylam leczona neurologicznie - podejrzenie zmian
      rozrostowych w mozgu - skonczylo sie na tym, ze wystepuja bardzo silne bole
      glowy o nie do konca ustalonej etiologii
      ale... przy tym wszystkim jestem calkowicie samodzielna
      dzieki mojej Mamie! tylko i wylacznie. nigdy sie nade mna nie trzesla, nie
      mialam zadnej taryfy ulgowej. Dzieki takiemu podejsciu skonczylam normalna
      szkole srednia, dwa kierunki studiow ( z wyroznieniem - kilkakrotne stypendia
      Ministra, liczne publikacje, doktorat na ukonczeniu, samodzielna
      satysfakcjonujaca praca)
      gdyby moja kochana Mama tak sie rozczulala, trzesla, panikowala prawdopodobnie
      bylabym zalezna od innych, niesamodzielna i czekajaca tylko na pomoc osoba
      a dzieki takiemu podejsciu - zadnego rozczulania sie (choc wiele milosci),
      wymagania jak dla osoby calkiem zdrowej (uprawiam nawet aktywnie sporty!) jestem
      szczesliwa i samodzielna
      i dlatego kochane Mamy - takie histerie, nadopiekunczosc tylko zniszcza dziecko
      mniej wiecej wiem to po historiach osob bedacych w podobnej do mojej albo nawet
      lepszej sytuacji zdrowotnej
      Vicky
      • vatum Re: Moje dziecko - moja schiza 16.01.07, 20:21
        Wiemy, że nadopiekuńczość jest zła. I tu właśnie tkwi problem, bo ciężko z tą słabością walczyć.
        Ja też nie byłam wychowywana pod kloszem a jestem niepełnosprawna od urodzenia. Jestem samodzielna, dzielna smile i cholernie zaradna. Ale nie radzę sobie z małą, z tym lękiem, to jak choroba i faktycznie przydałaby się tu pomoc psychologa.
        Jestem w niej tk zakochana, że świata poza nią nie widzę - może to też przyczyna...
    • vicky1 Re: Moje dziecko - moja schiza 16.01.07, 23:35
      Hej

      Jeśli w Twojej glowie pojawia sie mysl o psychologu - to czas najwyzszy tam isc
      Bo zbytnia nadopiekunczoscia, histeria, nerwami zameczysz dziecko i siebie. a
      przeciez nie o to chodzi. wcale nie o to aby zamykac w klatce (nawet jesli
      budowana z milosci i troski) tylko zeby pomoc rozwinac wlasne skrzydelka
      tak sobie mysle, ze pojawiaja sie u Ciebie sygnaly wskazujace, ze teraz Ty
      potrzebujesz pomocy, na pewno ja znajdziesz jesli zechcesz
      dobry psycholog, dobra poradnia pomoga uporac sie z silnym lekiem
      z doswiadczenia (zwiazanego z praca) powiem Ci, ze taka nadwrazliwosc,
      wyszukiwanie objawow choroby to nie za dobrze rokujacy znak, im szybciej sie
      wychwyci tym lepiej. W swojej praktyce dwukrotnie mialam okazje spotkac sie z
      matkami, u ktorych troska i nadopiekunczosc byly tak rozwiniete, ze ciagle
      dopatrywaly sie u dzieci objawow choroby, okres zdrowia traktowaly jako przerwe
      miedzy chorobami, przede wszystkim ciagle umawialy sie do lekarzy na konsultacje
      w celu wykluczenia kolejnych chorob, wydawalo im sie, ze widza jakies znaki
      choroby. zycie tych matek bylo koszmarem ale przede wszystkim widzielismy, ze z
      czasem coraz bardziej zawstydzone i udreczone byly dzieci, z ktorych nie
      spuszczano wzroku, ograniczono dzialania (z troski przed
      zachorowaniem),nieustannie prowadzono do lekarzy i na sile doszukiwano sie chorob
      do takiego stanu nie dochodzi sie w ciagu jednego dnia, to dluzszy proces
      i dlatego chyba jednak wychwycenie u siebie pierwszych niepokojacych zachowan to
      moment aby nie pozwolic dalej tego rozwijac
      Vicky
      • vatum Re: Moje dziecko - moja schiza 17.01.07, 06:43
        Dzięki vicky smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka