vatum
16.01.07, 13:30
Czy któraś z Was Drogie Mamy też jest tak nadopiekuńcza jak ja?
Cały czas chucham i dmucham na swoją córeczkę. Ze względu na jej problemy z jelitami, przechodzę koszmar przy każdym usłyszanym: "mamo, jestem smutna" - to znak, że brzuszek ją boli, to znak, że zacznie wymiotować, to znak, że źle się czuje.
Pójście do przedszkola zaowocowało nowymi koszmarami jakimi są infekcje wirusowe, wieczne gorączki, antybiotyki no i oczywiście jelita przez to wszystko rozchwiane, wariujące, więc nerwy bez zmian.
Wpadłam w jakąś psychozę. Obserwuję małą, mierzę gorączkę - zdrowa czy chora, ja ją badam, obserwuję i szukam, szukam jakichkolwiek objawów nowej, starej, jakiejkolwiek choroby.
Te lęki o nią, wieczne nerwy narastały pomalutku, powolutku aż pękły w dniu kiedy dławiła się cukierkiem. O matko jak to długo trwało! Tu ją trzymam do góry nogami, drugą ręką klepię w plecy, trzecią wykręcam numer na pogotowie, Jezu.... Już sama nie wiem co wtedy robiłam żeby jej pomóc... W końcu przeszło, ale zaczęła wymiotować i znów cukierek utknął... Na szczęście wszystko dobrze się skończyło ale ja popadłam w jakąś psychozę, że ją stracę, że beze mnie umrze, że muszę być ciągle czujna.
Ratunku...