Dodaj do ulubionych

szaleństwa waszego dzieciństwa?

17.01.07, 00:38
Czy jak byłyście małe zbroiłyście szalenie dla was, dzieci, szalonego,
nietuzinkowego, wręcz niebezpiecznego?
Ja np jak miałam 3,5 roczku bawiłam się latem sama w piaskownicy przed
blokiem. Miała się mną opiekować moja 17letnia siostra, ale stwierdziła że
równie dobrze może mnie obserwować z okna mieszkania (4-te piętro). Więc tak
chyba z nudów nagle poszłam na odległy o ok kilometr przystanek autobusowy i
pojechałam sobie do centrum miasta (dodam dużego miasta - Gdańska). Wysiadłam
i zaczęłam krążyć. Zrobiło się ciemno, a ja tylko chodziłam i ryczałam.
Pewnie się bałam, specjalnie nie pamiętam, chociaż mam takie wspominki
zaczepiajacych mnie ludzi. Chyba cud sprawił że spotkała mnie kobieta, która
od lat była na mojej ulicy listonoszem. Rozpoznała mnie i zawiozła do domu. A
tam od kilku godzin histeria (nawet milicja mnie szukała).
Czy wy też miałyście podobne historie?
Obserwuj wątek
    • buanitka Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 00:51
      Ja kiedyś (aż strach wspominać) mając 5-6 lat rzuciłam kamieniem i rozwaliłam
      do krwi głowę koledze w podobnym wieku uncertain
      No i nie poniosłam żadnych konsekwencji, bo uciekłam i nikomu nie powiedziałam
      o tym. Sprawa się nie wydała. Ale kolega na szczęście wyszedł z tego cało.
    • aluc Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 00:57
      byłam dzieckiem opasłym, przemądrzałym, o zainteresowaniach naukowych
      topiłam żaby w zbiorniku przeciwpożarowym
      obrywałam ważkom skrzydełka i kładłam je do szpitala pod listki
      rozgniotłam mysz (chyba nieżywą) deską
      ale żabę wycisnęła moja siostra, nie ja

      no i wpadłam w bardzo złe towarzystwo, ale to już dużo dużo później
      • buanitka Aluc 17.01.07, 00:59
        nie zostałaś przypadkiem weterynarzem? ;D
        • wieczna-gosia Re: Aluc 17.01.07, 01:36
          nie, ale rownie wredny zawod sobie nasza kochana aluc wybrala smile
    • kaga-1 Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 01:01
      Ale namieszałam w tym pierwszym zdaniu... no nic

      Opowiem wam jeszcze historię mojego ś.p. teścia.
      Otóż tata mojego męża wychowywał się razem z rodzicami i rodzeństwem w Gdyni,
      bardzo blisko jednostki wojskowej. Jak miał 4 latka (a były to lata 50-te)
      zakradł się ukradkiem na teren jednostki i, zapewne z chłopięcej ciekawości,
      schował się pod plandeką na 'pace' auta wojskowego. Tam sobie cichutko
      siedział, a samochód pojechał... na drugi koniec Polski (chyba radomskie,
      dokładnie nie pamiętam, musiałabym spytać męża). Tam wojskowi go znaleźli. Nikt
      nie wiedział skąd się taki malec wziął, a ten był za mały żeby powiedzić.
      Potrafił się jedynie przedstawić imieniem. Zanim, po dwóch dobach, doszli skąd
      ta znajda jest, rozpieszczali go bananami, czekoladą i innymi rarytasami. Po
      nitce do kłębka znaleźli rodziców, przywieźli małego do Gdyni i zapukali do
      drzwi rodziców mojego teścia. Wtedy zapytali się małego czy to jest twoja mama,
      a on na to NIE. Tak mu tam było dobrze.
    • lila1974 kaga-1 17.01.07, 01:10
      pomyslowe dziecko z Ciebie smile)))))
    • lila1974 Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 01:19
      Rodzice wprowadzili się do naszego nowowybudowanego domu, gdy mialam 4 lata.
      Do okoła nadal trwały budowy - wymarzone miejsce zabaw dla dzieci smile

      Jakieś 400 metrów od mojego domu budowano szeregowiec. Dokładnie to budowali
      więźniowie. Jakimś cudem odkryłam, że w płocie jest obluzowana deska i weszłam
      sobie na teren tej budowy.

      Stałam sie maskotką pracujących tam więźniów. Ukrywali mnie przed klawiszami
      (jeden z nich był moim sąsiadem).

      Sprawa się rypła, jak wpadłam kiedyś do kuchni, by pokazać mojej mamie
      kolekcję "Misia", pisemka dla maluchów, które dla mnie zdobywali właśnie
      więźniowie.

      Tak sobie myślę, że pewnie mama wypuszczała mnie do ogrodu, do piaskownicy,
      wierząć, że absolutnie nie grozi mi tam żadne niebezpieczeństwo, a ja znalazłam
      sposób, by się wykradać. Chyba mieścilam się między prętami naszej furtki.

      Miałam miedzy 4 a 5 lat.

    • figrut Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 01:32
      Jako 8 może 9 latka pływałam z kumplem po jeziorze na krze lodowej. Jak się
      rodzice o tym dowiedzieli, to na całe życie pasem wybili mi to z głowy. Łaziłam
      po górach usypanych z buraków cukrowych [mieszkaliśmy przy cukrowni] które nie
      raz zasypały jakiegoś pracownika cukrowni. Jeździłam wagonami kolejowymi na
      składowisku buraków które popychało stado moich kumpli. Uczepiałam się jadących
      przyczep traktorów wiozących buraki do cukrowni buraki do cukrowni. Zjeżdżałam z
      górki na sankach, którymi musiałam zrobić ostry zakręt aby nie wpaść do
      zbiornika ze spuszczaną wodą od płukania buraków. Raz nie wyrobiłam zakrętu i
      wpadłam, ale woda była ciepła i było płytko. Powrót do domu w mokrych ciuchach w
      środku zimy był jednak koszmarny. Buszowałam z dzieciakami po wielkich,
      stalowych śmietnikach w poszukiwaniu skarbów. Byłam niegrzeczną chłopczycą smile
    • wieczna-gosia Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 01:37
      najleoszym placem zabaw byla budowa smile nowe osiedle, nieskonczone te sprawy...
      ach te rury.. te cegly.... te rowy i doly z gaszonym wapnem.....
      • figrut Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 01:52
        Gosia, przypomniałaś mi. Ja też szalałam na blokach w budowie. Przy blokach
        kopali rowy z których wygrzebywaliśmy szczątki [jakiś bardzo stary cmentarz tam
        był, bo ludzi na siedząco bardzo często chowali] ludzkich kości i jakieś
        koraliki bawiąc się w archeologów. Do dziś zamiłowanie do archeologii mi
        zostało, do ludzkich szczątków jednak nie. Kumpel w garażu miał kolekcję, jakiej
        nie powstydził by się żaden uniwersytet szkolący medyków. Kumplowi zamiłowanie
        też chyba przeszło, bo dziś jest wicedyrektorem "Primy" w Poznaniu.
    • m.fiorella Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 08:57
      najlepsza zabawa dla dzieci to zawsze na budowie. ja w wieku 6 lat razem z
      rodzinka zamieszkalam na nowo budowanym osiedlu, po naszym wiezowcu
      wybudowanaojeszcze dwa i ze cztery bloki takze dluzszy czas mielismy super
      niebezpieczna zabawe np. skakanie z 3 pietra niezbudowanego wiezowca na chałde
      piachu...
    • melka_x Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 09:27
      Pisałam w wątku dotyczącym zostawiania dzieci samych w domu, że zostawiona sama
      w pokoju po krześle weszłam na parapet i otworzyłam sobie okno. Chciałam
      zobaczyć jak będą lecieć zabawki zrzucane z 9 piętra, mimo że doskonale
      wiedziałam, że nie wolno mi otwierać okien. Kiedyś też przez dziurę w
      ogrodzeniu uciekłam z przedszkola, ale szybko mnie złapano. Mając 3 lata
      zaliczyłam pierwsze wymioty z przepicia i kaca. Wyżarłam czekoladki z likierem.
      • kaga-1 Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 09:57
        Twoe wspomnienie na temat "zabaw" w oknie przypomniała mi historię z moja
        siostrą. Jak miała 5 lat to mama zostawiła ją na chwilę w domu samą (zeszła na
        dół zrobić w sklepiku zakupy). Mała wdrapała się na parapet i otworzyła okno, a
        dodam że mieszkali na 9 piętrze. Wlazła na ten parapet z odkurzaczem, bo jakoś
        tak wcześniej widziała bajkę w której czarownice latały na odkurzaczach. No i
        ona też chciała polecieć. Traf chciał że ten odkurzacz jej wypadł a ona jeszcze
        próbowała złapać uciekający kabel. Na szczęście jej się nie udało, bo byłaby
        tragedia.
        Taki to wpływ na dzieciaki mają bajki.
      • agnes123 Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 10:01
        Zrobiłam kiedyś numer mojej mamie w wieku 3 latek.Mianowicie; siedziałam w
        wózku ( spacerówce ) mamuśka poszła do sklepu po mięsko - widziała mnie przez
        szybę.W trakcie gdy płaciła za mięsko wyślizgnęłam się z wózka i poszłam
        sobie ... przeszłam najbardziej ruchliwę ulicę w okolicy mojego
        domu.Odwiedziłąm po drodze ciocię w sklepie,podczas gdy moja mamcia dostawała
        już zawału na rynku.Ciocia zapytała gdzie jest mama,więc odpowiedziałam,że na
        rynku..a ja wyszłam z wózka i uciekłam.Cioctka zamknęła sklep i pobiegła na
        rynek a mnie zaprowadziła do domu.Było wiele innych podobnych sytuacji,teraz
        wiem,że nie chciałabym aby moja 3-letnia córcia postąpiła jak jej mamusia w tym
        samym wieku - brrr.....
        • renia1807 Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 11:16
          W dzień mojej komunii przy wszystkich gościach odsunęłam ojcu krzesło i ojciec
          upadł tyłkiem na podłogę.
          Nęcił mnie agrest za płotem sąsiada więc wspięłam się na płot żeby urwać kilka
          i zawisłam na płocie, sztachety wbiły mi się do brzycha, krzyczałam strasznie i
          ściągnął mnie dopiero tata.
          Wraz z kolegami i koleżankami robiliśmy zdechłemu kotu sekcję a potem pogrzeb,
          przypalaliśmy też dżdżownicom i żabom skórę przez lupę.
          • hannabartek Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 12:16
            W moim przypadku mogę napiać raczej o kilku "dziwactwach" smile :
            - z uwielbieniem wpatrywałam się w pewnien komin mieszczący się na budynku
            jednego z sąsiednich podwórek (moja mama miała serdecznie dość, bo zawsze ją
            tam ciągnęłam jak przechodziłyśmy obok bramy prowadzącej na to podwórko); co
            takiego było w tym kominie, nie wiem, po prostu mnie fascynował;
            - bałam się termofora i kija od szczotki, a także progu w kuchni (rodzice
            musieli go usunąć);
            Mając jakieś 5 lat zgubiłam się w kościele, a na zapytanie starszych pań gdzie
            mieszkam, bo chciały mnie odprowadzić odparłam wyniośle, że takich rzeczy to
            się nie mówi.
            • hanna100 Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 12:32
              A ja dwa razy w życiu położyłam się na torach i powiedziałam, że nie wstanę
              dopóki mnie nie podniesie tylko i wyłącznie prabacia. Tato zdjął mnie z torów,
              ja ryczałam i darłam się przeraźliwie, niósł mnie ryczącą całą drogę po
              prababcię, razem z prabacią wróciliśmy na tory - ja się położyłam, prabacia
              mnie podniosła, przestałam ryczeć i szczęśliwie poszliśmy do domu. Do tej pory
              mi to rodzina wypomina i wszyscy się dziwią, że nie dostałam mata od taty!
      • aluc Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 17:34
        melka_x napisała:

        > Mając 3 lata
        > zaliczyłam pierwsze wymioty z przepicia i kaca. Wyżarłam czekoladki z
        likierem.

        mając półtora roku wlazłam na stół po mamy imprezie imieninowej i dopijałam
        nalewkę z kieliszków
        kaca ani wymiotów rodzinna kronika nie zanotowała smile widać od dziecka miałam
        bardzo odporny organizm
        • malila Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 17:47
          aluc napisała:

          > melka_x napisała:
          >
          > > Mając 3 lata
          > > zaliczyłam pierwsze wymioty z przepicia i kaca. Wyżarłam czekoladki z
          > likierem.
          >
          > mając półtora roku wlazłam na stół po mamy imprezie imieninowej i dopijałam
          > nalewkę z kieliszków

          Podobnież zeżarłam bombonierkę w wieku 10 miesięcy. Niestety, nie wiem, czy
          alkoholizowaną.

          W przedszkolu namiętnie przeprowadzaliśmy operacje na dżdżownicach:
          przecinaliśmy na pół, a potem znowu na pół dopóki nie przestawały się ruszać.

          Kiedy miałam 7 lat postanowiłam samodzielnie odebrać mojego brata z
          przedszkola. Myślałam, że mama się ucieszy.

          Ale największą głupotę popełniłam w wieku lat dwunastu, kiedy przeprowadziliśmy
          się do wieżowca. Wchodziliśmy gromadnie na dach i ganialiśmy się przeskakując
          niemal nad przepaścią. Jak sobie to przypomnę, to mi się słabo robi.
          • malila Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 18:18
            A czy szaleństwa czasów studenckich też się wliczają? W końcu mentalnie
            niedalekosmile Bo jeśli tak, to przypomniała mi się jeszcze jedna historia.
            Wracałyśmy z koleżanką z Francji stopem. No i we Francji wszystko szło
            świetnie, na stopa nie czekało się dłużej niż kwadrans. We Włoszech nieco
            gorzej, ale też nie było na co narzekać. Problem pojawił się w Szwajcarii.
            Samochody mijały nas obojętnie jak słupy drogowe. Stałyśmy tak cały dzień, a
            właściwie przeturlałyśmy się przez okoliczne stacje benzynowe. I już
            zastanawiałyśmy się, czy nie rozbijać gdzieś namiotu, gdy wreszcie ktoś się
            zatrzymał. Taak. Zatrzymał się samochód z trzema Albańczykami. I myśmy wsiadły
            do tego samochodu. I oni dowieźli nas aż do Lucerny. Gdzie padał deszcz i była
            siódma wieczór. Postałyśmy tak z godzinę, po czym zrezygnowane postanowiłyśmy
            poszukać dworca, bo wiadomo, ze najlepiej śpi się na dworcu. Zapytałyśmy
            przechodzacą kobietę, jak na ten dworzec się dostać. Pani wskazała nam
            przystanek trolejbusowy i powiedziała jakim numerem dojedziemy. Moze byśmy
            skorzystały z jej rady, gdybyśmy nie cierpiały na niedobór gotówki. Cóż było
            robić. Poczekałyśmy na ten trolejbus, a potem z plecakami biegusiem za nim.
            Trochę nam się zeszło, szczególnie na rozwidleniachwink) Ale w końcu dotarłyśmy.
            Rozłożyłyśmy się na dworcu, siedzimy sobie zadowolone, mijają godziny, a tu się
            okazuje, ze o pierwszej czy drugiej dworzec zamykają. Ha, no to przyjdzie nam
            się chyba w namiot zawinąć albo wrzucą nas do jakiegoś schroniska dla
            narkomanów. W Szwajcarii porządek musi być, a bezdomnych na ulicach nie.
            Tragedia. Siedzimy takie zrezygnowane i nagle zaczepia nas jakiś chłopak. Pyta,
            co tu robimy, od słowa do słowa, okazało się, że przyszedł na dworzec z kolegą
            Polakiem. Mówi, że zaraz go zawoła. Przyszedł kolega, popytał, popatrzył,
            powiedział, ze tam mieszka z rodzicami i uwaga! zaprosił nas do siebie. W ten
            oto sposób ocalił nas przed niechybną zgubąsmile Jego rodzice przetrzymali nas
            jeszcze przez tydzień, po czym do Polski zabrali nas polscy księża, którzy
            akurat wracali po latach do ojczyzny.
            • mathiola Malila :-) 17.01.07, 18:24
              Twoja historia jest bardzo w moim guście smile) Tylko ja nie za granicą a w kraju
              ojczystym rózne takie głupoty wyprawiałam smile Dzisiaj to mi włos staje dęba na
              głowie jak sobie przypomnę, co wyprawiałam w latach młodości smile Eh, to były
              czasy!
              • malila Re: Malila :-) 17.01.07, 18:50
                No to dawaj, Mathiola, dawajsmile)
    • sylwia06_73 Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 12:48
      Poszlam do babci pieszo z Sosnowca do Katowic to jest 10 km jak mialam 6 lat.W polowie drogi zwinela mnie milicja.Podalam adres babci i mnie tam zawiezli radiowozem babcia o malo zawalu nie dostala.Pytali sie czemu poszlam pieszo to powiedzialam ze nie mialam biletu na autobus.Wokol bloku byly ogronne doly bo autostrade bubowali a blok na gorce teraz stoi kolo jednego z nich roslo drzewo.Przywiazywalismy to niego line i skakalismy na niej na druga strone.w bloku na 5 pietrze mieszkala psychicznie chora kobieta wszyscy mowili na nia Miecia.Kiedys kolega Piotrek zapukal do niej i uciekal czesto to robilismy.Ona byla na to juz przygotowana bo go zaczela gonic z siekiera po calym bloku.po tym zabrano ja do Rybnika.Dzialo sie tak dlatego bo w okresie jesienno zimowym bawilismy sie w bloku 10 pietrowym na korytarzu.Blok mial 3 klatki a wtedy mozna bylo z jednej do drugiej normalnie od wewnotrz latac.Koledzy raz chcieli mi wlac bo sie im narazilam ucieklam pod piwnice na podlodze lezal zdechly szczur.Przezwyciezylam obrzydzenie zlapalam go za ogon,zaczelam nim wymachiwac wolajac,ze kto sie do mnie zblizy zarobi nim w pysk.Chlopaki momentalnie uciekli
    • agniech30 Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 13:17
      Jak byłam w pierwszej klasie podstawówki, to moja koleżanka wymyśliła zawody w
      drodze powrotnej ze szkoły: która z nas przebiegnie na drugą stronę ulicy
      bliżej nadjeżdżającego samochodu... Wszystkim autom szczęśliwie zawsze udawało
      się wyhamować przed nami, niejeden kierowca nas ochrzanił, ale przestałyśmy się
      tak zabawiać dopiero wtedy, jak zatrzymała się czarna Wołga... Chyba dopiero to
      zrobiło na nas odpowiednie wrażenie, hihihi.
      Ale jak sobie pomyślę, że moim dzieciom też coś takiego może przyjść do głowy,
      to włos mi się jeży z przerażenia...
      A kiedyś rzuciłam przez siatkę swojego ogrodu całą kupę łupin z agrestu prosto
      w przednią szybę jadącego samochodu... Gość wpadł w poślizg i o mało nie
      wylądował na drzewie... A ja z przerażenia uciekłam przez dziurę w płocie do
      sąsiadów.
    • agnieszkamodras Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 15:25
      piekne sa Wasze historie, ja bylam dzieckiem dretwym, grubym i zaczytanym w
      ksiazkach, odbilam sobie jako nastolatka: kazdy musi kiedys się wyszumieć
    • mathiola Re: szaleństwa waszego dzieciństwa? 17.01.07, 17:58
      mój kuzyn starszy o rok utopił konewkę w dole po wapnie. Chciałam być dzielna i
      ją wyłowić. Oczywiście wpadłam głową w dół. Kuzyn postanowił mnie ratować i
      poszedł w moje ślady. Nie wiem jak długo pływaliśmy razem w tym dole, ale
      pamiętam jaka rozpacz mnie ogarnęła, kiedy już, już prawie złapałam się za
      zeschłą trawę rosnącą na brzegu, a ta się urwała... Miałam wtedy 2,5 roku i
      pamietam wsyztsko jak dziś. Byłoby po nas, gdyby do moich rodziców nie szła w
      tym czasie matka owego kuzyna. Usłyszała jakieś głosy i dojrzała nas
      pływających w dole. Wyciągnęła nas i zaniosła do domu - ja pod jedną pachą, a
      kuzyn pod drugą. Iść nie mogłam, bo namoczone palto z miśka ciągnęło mnie w dół
      i się przewracałam (była zima).
      Ostatnio trochę się zdziwiłam bo gdzieś przeczytałam że wapno - ale nie wiem
      czy gaszone czy nie - może wypalić oczy. Nam nie wypaliło smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka