Dodaj do ulubionych

rozwody, rozstania

23.01.07, 13:45
Po przeczytaniu paru watkow na temat zdrady: nie sadzicie, ze instytucja
monogamii, malzenstwa jest sprzeczna z ludzka natura? Zwiazek dwojga ludzi
sila rzeczy po latach nie jest juz tak ekscytujacy jak na poczatku, nastepuje
znudzenie,czlowiek chcialby jeszcze kiedys poczuc te motyle w brzuchu i
swiadomosc, ze w imie moralnosci musi juz do konca zycia trwac przy jednej
osobie w relacji raczej siostra- brat niz maz i zona, kochanek/kochanka
przeraza.
Wiele par sie rozchodzi z tego prostego powodu, ze juz na siebie nie
dzialaja , jest ogolnie nudno, stagnacja, przewidywalnosc.
Smutne to, ale prawdziwe, patrzac na rozsypujace sie zwiazki.
Co ma zrobic ktos, kto po prostu sie w kims zakochal, ale ma rodzine? Isc za
glosem serca i wystawic sie na publiczny ostrzał czy owszem, zachowac sie
uczciwie, ale zyc w poczuciu, ze ominelo go cos pieknego?
Obserwuj wątek
    • bj32 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 13:51
      Tak można tych motyli szukać całe życie. Ja od 11 lat jakoś cały czas jestem
      zafascynowana mężem. Ciągle mnie zadziwia jego troskliwość, czułość, poczucie
      humoru, talent erotyczny. Ostatnio zaskoczył mnie nawet obwód jego talii...
      Dużywink
      • lola211 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 13:56
        Ok, Ty jestes.Ale ludziom sie w zyciu roznie uklada, rozne maja potrzeby,
        charaktery, oczekiwania.Wiąząc sie z kims naprawde maja dobre intencje, sa
        przekonani, ze beda na zawsze razem.Ale zycie weryfikuje, mija pare, parenascie
        lat i wszystko sie zmienia.I co wowczas? Trwac w nisatysfakcjonujacym zwiazku w
        imie zlozonej przysiegi, w imie moralnosci, zasad spolecznych?
        • be_em Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 13:59
          lola211 napisała:

          > Ok, Ty jestes.Ale ludziom sie w zyciu roznie uklada, rozne maja potrzeby,
          > charaktery, oczekiwania.Wiąząc sie z kims naprawde maja dobre intencje, sa
          > przekonani, ze beda na zawsze razem.

          NIe zawszesmile Czasem presja rodziny, otoczenia, czasu, i inne głupie czynnikismile


          Ale zycie weryfikuje, mija pare, parenascie lat i wszystko sie zmienia.I co
          wowczas? Trwac w nisatysfakcjonujacym zwiazku w imie zlozonej przysiegi, w imie
          moralnosci, zasad spolecznych?

          Nigdy, przenigdy nie trwałabym w związku bez miłości. I żal mi ludzi, którzy w
          takich trwają.
          • lola211 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 14:38
            > NIe zawszesmile Czasem presja rodziny, otoczenia, czasu, i inne głupie czynnikismile

            Fakt, motywacja moze byc róznasmile- ja chcialabym sie skupic na przypadkach, gdy
            ludzmi kierowało uczucie, ktore jednak nie wytrzymało próby czasu.Pod pregierz
            ich? Wlasciwie to za co?
        • lila1974 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 14:05
          Mogę sobie tylko pogdybać, bo jak na razie mąż mnie nadal kręci.
          Wydaje mi się, że jeśli obie strony dokładają starań, by małżeństwo nie stało
          się rutyną, to istnieje szansa, że nie trzeba będzie szukać wrażeń na boku. Z
          drugiej strony nie wiadomo, co się w życiu jednej czy drugiej strony wydarzy,
          więc niebezpieczeństwo rozwodu istnieje.

          Dla mnie chyba najważniejszy byłby sposób poinformowania mnie o fakcie, a
          następnie sposób w jaki byśmy się rozstawali.

          Jeśli mąż zachowałby kulturę i był w stosunku do mnie uczciwy, to myślę, że
          bylabym w stanie to docenić, choć z drugiej strony byłoby mi potwornie żal tego
          małżeństwa i nie ukrywam, że pewnie starałabym się je ratować.

          Gdyby jednak próbował mnie zniszczyć i zgnoić psychicznie, wmawiając mi, że
          nigdy mnie nie kochał, że jestem gó.. warta itp to stałby się w moich oczach
          zwykłym śmieciem i nie byloby mi żal.
    • bj32 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 14:13
      A i jeszcze jedno. Tu na ogól o zdradzie jest po kilku zaledwie latach
      małżeństwa. Ja rozumiem, że presja otoczenia, biała sukienka i ten cały czar...
      Ale może czasami wart poczekać po prostu, zanim sie podejmie jakieś wiążące
      decyzje.
      Zgadza się, ja miałam farta trafić na *tegowłaśnie* mężczyznę. Ale ile jest
      osób działających "hajże na Soplicę", byle tylko mieć ten swój "dorosły"
      związek, a dorosłości w tym na prawdę za grosz i potem dramatyczne rozstania...
      (Mam nadzieję, że zrozumiale to napisałam.)
      • lola211 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 14:24
        Ja znam full zwiazkow z 20 letnim stazem , ktore sie sypia.Malzenstwa zdawaloby
        sie dobrane.I przychodzi czas, ze nie chca czy tez jedno z nich nie chce juz
        byc razem, ze znajduja sobie innych partnerow, co oczywiscie jest odbierane
        pzez rodzine, znajomych jak najgorzej.Bo rodzina sie rozpada.
        • bri Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:44
          Późno się decydować na małżeństwo i wyszumieć się przedtem. Jak się już
          zrozumie, że te motyle zawsze mijają to jest mniejsza pokusa, żeby się
          angażować w jakiś nowy związek nawet jeśli w małżeństwie chwilowo jest dołek.
          Wiem już jak wyglądają miłe początki związku i to bardzo dobrze (i jak się mogą
          skończyć). Mam dobrego męża i teraz chcę zobaczyć jak to jest razem dochować
          się wnuków. Mam nadzieję, że będzie mi to dane.
          • lola211 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:49
            Niby tak , aleim poźniej tym mniejsza szansa znalezienia kogos sensownego i
            wolnego w dodatku.Widze jak znajome singielki po 30 sie miotaja, jakos nie
            widac zastepow chetnych facetow sklonnych zakladac rodzine.Albo juz sa w
            zwiazkach albo samo barachlo(bo poprzeczka postawiona jest wysoko).
    • oxygen100 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 14:21
      monogamia jest sprzeczna z ludzka natura. Co prawda na motylach mi az tak nie
      zalezy ale na twardym jurnym pieknym rozowym wacusiu i owszemtongue_outa pozniejniech
      spada do domutongue_out
      • babka71 Re: oxygen wytłumacz to mojemu "małżowi"?? 23.01.07, 15:16
        typowy monogamista, tak samo jak mój rodzony brat....
        taki TYP po prostu...
        Także nie gadaj głupot, ze monogamia jest sprzeczna z ludzka naturą!!!
        Wręcz przeciwnie to zdrady , skoki w bok (fakt jest ich sporo).,psują
        monogamistom opinie i uważają takich ludzi za DZIWAKÓW..Niestety
        • oxygen100 Re: oxygen wytłumacz to mojemu "małżowi"?? 23.01.07, 15:28
          oj babka współczuje!! Moze Wasza rodzina obciążona jest jakims defektem
          genetycznym??Badaliście sobei DNA?
          • babka71 Re: oxygen wytłumacz to mojemu "małżowi"?? 23.01.07, 15:34
            Oj oxygen faktycznie he he.., czas sie przebadać
            p.s tak na marginesie w mojej rodzinie nie było NIGDY rozwodów..!! dasz wiarę???
            Ani z jednej ani z drugiej strony (rodzina męża, rodzina moja)
            • oxygen100 Re: oxygen wytłumacz to mojemu "małżowi"?? 23.01.07, 15:41
              no nie bałdzosmile
              kiedys czytalam jakas rozprawe naukawa na ten temat. znaczy ze udowadniano
              jakos tam ze monogamia jest sprzeczna z ludzka natura, ale ja sie na
              ewolucjonizmie nie wyznaje:p
              • babka71 Re: oxygen sama napisałaś, ze kazdy facet jest 23.01.07, 16:32
                taki sam tak mniej wiecej...cos tam o grzybkach było.., poniewaz tylko o jedno
                mu chodzi.., więc powiedz mi:
                czym sie rózni zony ci...ka od drugiej ci...ki tej nowej kochanki??!!
                wszystkie ci...i, są takie same przecież....
                A On Ci gada, że się zakochał he he w czym?? w innej? w jakiej - "skośnej"...
                Urzekła mnie Twoja historia...
                • oxygen100 Re: oxygen sama napisałaś, ze kazdy facet jest 23.01.07, 19:25
                  czym sie rózni zony ci...ka od drugiej ci...ki tej nowej kochanki??!! wszystkie
                  ci...i, są takie same przecież

                  to prawda. dziura to dziuratongue_out ale facetow kreci nie to co ladniejsze,
                  madrzejsze szczuplejsze czy mlodsze. Ich kreci to co nowe i nie spenetrowane.
                  Troche jednak upraszczasz sprawe. Bo oni (chcialabym w to wierzyc) widza w
                  kobietach nie tylko dziure ale tez oczy wlosy cycki nogi figura a nawet o
                  zgrozo osobowosctongue_outP
        • lola211 Re: oxygen wytłumacz to mojemu "małżowi"?? 23.01.07, 15:36
          A, widzisz, czyli jak piszesz- taki typ.Moze to kwestia wrodzona? Chyba tak,
          ludzie rodza sie z okreslonym temperamentem.jak mozna miec zatem za zle komus,
          ze jest bardziej kochliwy niz inni? To jego wina?
          • babka71 Re: oxygen wytłumacz to mojemu "małżowi"?? 23.01.07, 15:47
            z temperamentem do zdrady i ku....stwa tez!!!??
            znaczy się homoseksualizm to wada genetyczna??!!!
            Tak samo jak 3 rozwody i 5 zwiazków w ciagu całego zycia.... stałych związków
            ma się rozumieć!!
            Tak tiaaa czyli czwarty mąż lub druga, zona to taka wada?/, znaczy się trzeba
            się z tego leczyć he he Niestety przykro mi..
            Takie zycie..
            • lila1974 Re: oxygen wytłumacz to mojemu "małżowi"?? 23.01.07, 15:49
              Babko, a według Ciebie to homoseksualizm to WYBÓR?????
              Ty kiedy zadecydowałaś, że bedziesz heteroseksualna???
              • oxygen100 Re: oxygen wytłumacz to mojemu "małżowi"?? 23.01.07, 19:22
                Babko przede wszytskim nie traktuj wszystkiego co pisze ( ja oxy) tak
                smiertelnie powaznie. Bo w mojej pisaninie jest duzo ironi autoironi czy jadu
                jak to okreslaja niektorzy czy czego tam.
                Jest sznasa ze homoseksualizm to wlasnie pewien defekt rozwojowy ktory moze byc
                uwarunkowany genetycznie a moz ebyc efektrem zaburzen w okresie rozwoju
                plodowego. Dokladnie jesczze nie wiadomo.
                Po co osadzac od razu ludzi? jeden trafi na swoja połowke od razu a inny musi
                dlugo i intensywnie poszukac swego szczescia. A ze Ty to nazywasz kurestwem to
                szkoda. Najlepiej niech kazdy zyje jak chce.
                -
            • lola211 Re: oxygen wytłumacz to mojemu "małżowi"?? 23.01.07, 15:51
              Ale o jakim kurestwie piszesz, bo nie lapie?
              Ludzie maja rozny temperament, rozne libido.Jeden bedzie domatorem w kapciach i
              wystarczy mu cale zycie 1 kobieta, inny bedzie ciekawy zycia, a co za tym idzie-
              bedzie chcial zyc barwnie.To naganne?
              • lila1974 lola 23.01.07, 15:57
                Tak, to naganne, jeśli wybrało się opcję małżeństwo.
                Małżeństwo to układ, w którym obowiązują reguły.
                Znając swoje libido i swoje podejście do tematu chociazby seksu niektóre osoby
                nie powinny nigdy tego małżeństwa zawierać.
                Ale to takie pobożne życzenia uncertain
                • lola211 Re: lola 24.01.07, 13:47
                  Ok, nie kazdy nadaje sie na meza/partnera.
                  A jesli chce sie miec dziecko to co wowczas? Skazywac sie na bezdzietnosc, bo
                  jest duza szansa na brak stabilnosci w zyciu? Bo gdyby nie kwestia dzieci to
                  wielokrotnie wizja malzenstwa odchodzilaby w sina dal.

    • elza78 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 14:36
      ale lola nikt ci nie kaze przysiag skladac mozesz zyc bez przysiegi miec piatke
      dzieci kazde z innym facetem i tak dalej, wiesz sa przedszkola, zlobki pomoc
      jest, mozna byc singlem tylko jakos to tak niefajnie wyglada prawda wygada z
      reszta jak wyglada, ciezko chyba sobie poradzic w takiej sytuacji smile na takich
      wplnych relacjach traci zazwyczaj kobieta - facet truten skacze z kwiatka na
      kwiatek a ona jak da sobei zrobic dziecko to jest skonczona smile monogamicznosc
      moze nie lezy w naturze niektorych ludzi ktorzy nie panuja nad swoimi
      popedami , ale w jakis realny sposob zapewnia bezpieczenstwo kobiecie i jej
      potomstwu to proste smile
      z reszta sa malzenstwa ktore razem przezywaja cale zycie bez skokow w bok w
      celu podniesienia sobie adrenalinki, wystarczy tylko chciec, ale jak ktos zeni
      sie z duzymi cyckami i ladna buzia, albo bierze za meza najlepszego ogiera w
      okolicy, jeszcze najlepiej z drugiego, lub trzeciego sortu, to nie ma sie co
      dziwic, monogamia nie lezy w naturze takich ludzi, monogamia nie lezy w naturze
      slabych ludzi ktorzy jedynie "konsumuja" nic nei dajac od siebie....
      • lola211 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 14:55
        Nie, za piatke to ja dziekuje, nie wiem czy wiesz, ze mozna byc w zwiazku, ale
        niekoniecznie zaraz starac sie o potomstwo z kazdym facetem.
        monogamicznosc
        > moze nie lezy w naturze niektorych ludzi ktorzy nie panuja nad swoimi
        > popedami , ale w jakis realny sposob zapewnia bezpieczenstwo kobiecie i jej
        > potomstwu to proste smile
        Ano wlasnie.I w imie owego poczucia bezpieczenstwa stworzono ten caly system.
        Oprócz takiego modelu jak zaprezentowalas jest jeszcze taki, ze ludzie po
        kilkunastu latach koncza zwiazek i wstepuja w nowy- nie chodzi tu o zwykle,
        prymitywne bzykanie sie, ale o nowa milosc, ktora byc moze tez sie skonczy, ale
        wowczas bedzie sie w takim juz wieku, ze i ochota na romanse przechodzi.
        Wedlug tego co piszesz ludzie musza tłumic swoje potrzeby w imie ladu
        spolecznego.Majac jedno zycie skazywac sie na trwanie przy boku kogos, bo tak
        wypada? Brzmi okropnie.
        • elza78 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:04
          ja czegos takiego nie napisalam, wedlug mnie ludzie wstepujac w zwiazek musza
          sie KOCHAC, to podstawa, i nie ma czegos takiego jak NOWA MILOSC..
          milosc jest czyms wiecznym i nieustajacym, i moze zaczynajac od tego i idac
          dalej monogamiczny zwiazek dwojga KOCHAJACYCH sie ludzi jest dopelnieniem ich
          uczucia a nie supermarketem gdzie fajnie jest puki dajesz mi to czego chce,
          znudzisz sie to jak stary fiszerprajs dziecka - won na smieci (to dziecinne nie
          uwazasz?)...
          tyle ze aby byc z kims kogo sie kocha trzeba sie nastarac i taka osobe sobie
          znalezc aby ona kochala z wzajemnoscia, ale dzisiaj o tym sie zapomina,
          wszystko trzeba miec szybko latwo i jak najlepszej jakosci (najlepiej z
          zewnatrz, zeby sasiedzi zazdroscili)
          w zwiazku z tym zwiazki koncza sie tak jak sie koncza, i nie pisz o milosci bo
          w takich zwiazkach wlasnie JEJ brakuje, to ZABAWA w dom ZABAWA w malzenstwo, a
          jak cos idzie nie tak to wypad z baru znajde sobie nowe cycki...
          zgubilas gdzies to co w tym wszystkim najwazniejsze...
          • elza78 jeszcze obrazowo 23.01.07, 15:07
            prawdziwa milosc to nie Tolibowski z nareczami nenufarow w ubloconych
            spodniach, to Bogumil i noce i dnie z ich wadami i zaletami - niektorym trudno
            to pojac, pojmuja kiedy jest juz za pozno...
            • babka71 Re: jeszcze obrazowo 23.01.07, 15:19
              faktycznie zgadzam się w 100% elza
              Boguś Niechcic...i
              walnięta...dopiero po jego smierci kumata w temacie- żona Barbara...
          • lola211 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:16
            Elzo, jakos do mnie ta wieczna milosc nie przemawia.Zwiazek sie zmienia i
            uczucia sie zmieniaja, tak uwazam.
            Nie sadze, ze te wszystkie osoby, ktore zakonczyły zwiazek nie kochały.Czesc z
            nich na pewno, ale to nie jest regula.
            • elza78 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:25
              IMO, jesli cos sie skonczylo, to NIE KOCHALY, tylko im sie wydawalo...
              • elza78 i ciekawe 23.01.07, 15:28
                dlaczego kiedy np jedna strona po kilkunastu latach odchodzi do kogos innego
                mowi ze DOPIERO SPOTKALA MILOSC SWOJEGO ZYCIA smileczyli sama twierdzi ze
                poprzednika nigdy uczuciem nei darzyla... smutne prawda??
                • babka71 Re: i ciekawe 23.01.07, 15:32
                  ciekawe Machalica zostawił zone dla Olszówki(wielka miłośc) teraz znowu
                  Olszówke zostawił , po 5 latachi itp itd...pierdu pierdu...i gdzie ta wielka
                  Miłośc przez duż M..
                  Moze pewni ludzie nie sa zdolni do miłości?? to tak samo jak z posiadaniem
                  dzieci, jedym pasuje innym nie za bardzo
              • lola211 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:34
                A jak odroznic, ze sie kocha naprawde , a nie ze sie wydaje?
                • elza78 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:37
                  to sie wie i juz smile jesli nei jest sie pewnym lepiej nie krzywdzic drugiej
                  strony zbyt pochopna decyzja o slubie smile to proste
                  • lola211 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:42
                    Zatem sie z Toba nie zgodze.Mozna kochac, a jednak po latach sie rozstac.Bo
                    milosc coz, sie ulotnila.
                  • lila1974 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:43
                    Kiedy szkopół polega na tym, że całe rzesze ludzi biorą ślub POMIMO
                    watpliwości - jednym uda się małżeństwo, inni może się postarają ale im nie
                    wyjdzie, a jeszcze inni dołożą wszelkich starań, by partner odczuł ich
                    niezadowolenie z podjętej decyzji.
            • lila1974 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:25
              Uważam, że w każdym związku jest tak, że jedna strona kocha bardziej.
              Czasami różnica jest prawie niezauważalna, a czasami małżeństwo zawarte jest
              prawie że pod przymusem. Jedna strona napiera, druga podda się presji, a przez
              lata te dysproporcje ogą się jeszcze bardziej nasilić aż dojdzie do tego, że
              ktoś w tym związku nie wytrzyma i albo pójdzie w cholerę tak po prostu, bo
              będzie chciał wreszcie zrzucić z siebie ciężar w postaci współmałżonka, albo
              spotka na swej drodzę osobę, którą pokocha i odejdzie z "milości".

              To naiwność sądzić, że decyzje o małżeństwie są zawsze konsekwencją wielkiego
              uczucia i przemyślane na wskroś.

              Ciągniemy w nasze życie bagaz doświadczeń, czasami może się on stać takim
              balastem, że ludzie ratują się przed zatonięciem ucieczką.

    • bj32 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:21
      Nie no. Nie każdemu udaję się znaleźć tego kogoś na całe życie. Nie można
      uogólniać w ten sposób, że jak po 20 latach ludzie się rozchodzą, to znaczy, że
      nie byli sobie pisani i się nie kochali. Pewnie się kochali, tylko, że o
      związek trzeba dbać. Obydwoje muszą. Bo jak nie, to się rozleci.
      A potem co? Szukanie motyli? Czy tam różowego prężnego? Diabli wzięli Jędrusia
      niech wezmą i kołyskę? Moim, podkreślam: moim zdaniem to infantylne...
      • lola211 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:26
        Ale co jest infantylne? Pokochanie kogos innego niz zona czy dotychczasowa
        partnerka? Myslisz, ze to mozna zaprogramowac? A jak sie zdarzy to co,
        zrezygnowac?
        • bri Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:51
          Lola - żeby stworzyć związek pozamałżeński, tą nową miłość, trzeba masę pracy.
          Trzeba poznać tą drugą osobę, zacząć się z nią umawiać, spędzać z nią sporo
          czasu itd. Normalny człowiek jest w stanie chyba sobie odmówić spotkania z
          uroczą osobą kiedy czuje, że za bardzo się w tą pozamałżeńska relację angażuje.
          Może to uciąć, z żalem bo z żalem ale ma wybór.

          Tak samo czujemy kiedy się od siebie oddalamy w małżeństwie i można wtedy
          podjąć jakieś kroki zaradcze. Zrobić razem coś nowego, skupić się bardziej na
          sobie nawzajem itd.

          Decyzję o trwaniu małżeństwa podejmuje się codziennie od nowa.
          • tabakierka Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:53
            bri napisała:


            >
            > Decyzję o trwaniu małżeństwa podejmuje się codziennie od nowa.

            amensmile
            • lila1974 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:58
              o tak, amen smile
          • lola211 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:55
            Normalny człowiek jest w stanie chyba sobie odmówić spotkania z
            > uroczą osobą kiedy czuje, że za bardzo się w tą pozamałżeńska relację
            angażuje.

            Ja widze to tak: długoletni zwiazek, szarzyzna i nagle poznajemy kogos, kto nas
            zainteresowal.Pojawia sie dylemat- zrezygnowac z tej szansy i nadal wiesc to
            zycie, ktore nas nie satysfakcjonuje czy jednak spróbowac? A potem co, zalowac?
            • bri Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 16:01
              Ja widzę to tak:

              "długoletni zwiazek, szarzyzna i"

              robimy coś, żeby nie było tak szaro. Zapisujemy się razem na kurs żeglarski,
              każde znajduje sobie jakieś nowe zajęcia, idziemy na terapię dla par,
              przypominamy sobie co nam się w partnerze podobało na początku, staramy się
              patrzeć na niego oczami innych kobiet itp.

              Zawsze trzeba pamiętać, że może być też tak:
              "Długoletni zwiazek, szarzyzna i nagle poznajemy kogos, kto nas
              zainteresowal.Pojawia sie dylemat- zrezygnowac z tej szansy i nadal wiesc to
              zycie, ktore nas nie satysfakcjonuje czy jednak spróbowac? A potem co,
              zalowac?"

              Ok, decydujemy się próbować. Rozstajemy się z partnerem co powoduję masę bólu,
              kłopotów, cierpią dzieci. Jeśli są dzieci nowy związek od razu automatycznie
              jest trudniejszy. Po roku nowy związek okazuje się zupełnym niewypałem.
              Załóżmy, że ta druga osoba nei miała rodziny, do związków miała podejście
              lekkie i niefrasobliwe czego my w zauroczeniu nie zauważyliśmy. Porzuca nas
              albo zdradza a my wtedy co? Żałujemy.
              • lola211 Re: rozwody, rozstania 24.01.07, 13:31
                > Ok, decydujemy się próbować. Rozstajemy się z partnerem co powoduję masę
                bólu,
                > kłopotów, cierpią dzieci. Jeśli są dzieci nowy związek od razu automatycznie
                > jest trudniejszy. Po roku nowy związek okazuje się zupełnym niewypałem.
                > Załóżmy, że ta druga osoba nei miała rodziny, do związków miała podejście
                > lekkie i niefrasobliwe czego my w zauroczeniu nie zauważyliśmy. Porzuca nas
                > albo zdradza a my wtedy co? Żałujemy.


                Moze zatem te pozamalzenskie DYSKRETNE romanse nie sa takie głupie? Wilk syty i
                owca cala.
                • bri Re: rozwody, rozstania 24.01.07, 13:53
                  Wtedy decyzję tak naprawdę pozostawiasz innym osobom: donosicielom i ew.
                  współmałżonkowi, który będzie się musiał zastanowić co z tym zrobić.
            • lila1974 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 16:01
              lola, jeśli to jest tylko kwestia znudzenia, to wręcz obowiązkiem powinno być
              dołożenie wszelkich starań, by się z tej nudy otrząsnąć.
              Może być jednak tak, że współmałżonkom (współnie lub tylko jednemu) charaktery
              tak się pozmieniały, czy ewentualnie poprzestawiało się we łbie, że to drugie
              choćby na rzęsach stanęło nie jest w stanie związku uratować i wówczas dla mnie
              odejście jest moralnie usprawiedliwione.
              • bri Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 16:06
                Ja w ogóle tego nie rozważam w kwestiach moralności. Myślę tylko i wyłącznie o
                swoim szczęściu. Mam dobrego męża, mamy dziecko, tworzymy szczęśliwą rodzinę.
                Każdy następny związek to ogromny ból rozwodu, cierpienie dziecka i problemy z
                nim i wielkie ryzyko czy ten nowy związek sie powiedzie. Po cholerę to sobie
                fundować? Jak jest nudno to trzeba razem zrobić coś, żeby nudno nie było.

                Oczywiście jeśli partner nas unieszczęśliwia (pije, bije, zdradza, lekceważy
                itp.) to sytuacja jest inna.
                • lola211 Re: rozwody, rozstania 24.01.07, 13:43
                  Myślę tylko i wyłącznie o
                  > swoim szczęściu.

                  To tak samo jak Ci zdradzajacy- tez chca byc szczesliwi, a ze nie sa we wlasnym
                  zwiazku, to szukaja szczescia poza nim.
                  • bri Re: rozwody, rozstania 24.01.07, 13:56
                    Piszę co ja bym zrobiłam, co ja wtedy myślę. Gdybym była nieszczęśliwa to
                    pewnie myślałabym inaczej.
    • kamamama2 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:34
      Ja nie weszłam w małżeństwo ot tak sobie, byliśmy świetną rodziną, dobrym
      małżeństwem, bez kłótni, z rozmowami przyjaźnią i wszystkim co trzema. Taki
      ideał i nagle bez zapowiedzi trach. Miłość się zmienia, najpierw są motyle,
      potem dojrzałość i też miłość. Zakochał sie, odszedł mówiąć, że wyszedł za
      swojego najlepszego przyjaciela.a miało być piękne dojrzałe macierzyństwo,
      spokojniejsze niż pierwsze no i jestem sama z dzieckiem i w ciąży. I nie
      rozumiem jak to mogło się stać i jak mógł do tego dopuścić i jego koleżanka z
      pracy również.
      • lila1974 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 15:40
        Nie umiem Ci wytłumaczyć dlaczego.
        W takiej sytuacji byłoby dla mnie istotne, jak się będzie zachowywał dalej.
        Czy wykaże resztki przyzwoitości, czy zachowa się jak śmieć dokładając starań,
        by "umilić" Ci życie.
        • tabakierka elza jest niepoprawną romantyczką... 23.01.07, 15:49
          reszta to true life...
          ja uważam tak: nikt nie szuka szczęścia na boku jeżeli ma je we własnym domu,
          to proste!
          każdy człowiek musi mieć zaspokojone podstawowe potrzeby życiowe; i szuka
          istynktownie środka, który je zaspokoi
          a że przy tak zwanej okazji skrzywdzi parę osób po drodze, np. żonę i dzieci,
          no cóż... ryzyko zawodowe!
          • lola211 Re: elza jest niepoprawną romantyczką... 23.01.07, 16:00
            Dotknelas sedna.Tylko ze jak juz wydarzy to wszyscy obwiniaja tego, ktory
            postanowil zwiazek zakonczyc, nie wnikajac zbytnio dlaczego to zrobil.
            Wiele osob powstrzymuje wlasnie to, ze rozpad zwiazku uderzy w dzieci, w
            partnera, wiec tkwia w tym wszystkim.Ci posiadajacy mniej skrupułow, moze
            bardziej zdesperowani,odchodza.Najwazniejsze jak pisala Lila- to, jak sie
            zachowaja "po".
            • ledzeppelin3 Re: elza jest niepoprawną romantyczką... 23.01.07, 16:06
              z punktu widzenia socjobiologii natura ludzka jest jednak bliżej monogamii.
              Najbardziej genetycznie jesteśmy zbliżeni do szympansów, a te zwierzęta żyją w
              długoletnich związkach, w odróżnieniu od np. gorylitongue_out
              Co do zdrady: w długoletnie motyle w brzuchu wierzę, sex jest też w mózgu, nie
              tylko w narządach płciowych, a mózg (i ptak) mojego nigdy mi się nie przejedzą.
              Grunt to utrzymywać tę pasję życia razem. Lubić się. Rozmawiać. bzykać. Być
              siebie ciekawym. Przeciez to nieprawda, że się nie zmieniamy. Nasi partnerzy są
              dziś innymi ludźmi, niż byli 5, 10 lat temu, my tez. Grunt to ciągle chiceć się
              poznawać...
              • babka71 Re: elza jest niepoprawną romantyczką... 23.01.07, 16:42
                10 lat temu mozna było dwa/trzy razy pod rząd, a teraz tylko raz, ale
                jakościowo jest tak samo...starośc też ma swoje prawa..i na tym polega Miłość!
                Starzejemy się razem, Kochamy się razem, kłócimy się razem, ale nadal na stole
                w kuchni mozna zrobić jazdę..he he
                Mamy dzieci, kłopoty finansowe, starych schorowanych rodziców i to tez są
                problemy, a nie ciągle motyle w brzuchu..he he
                Motyle w brzuchu to miałam mając lat 15-16,17 .., teraz to mam orgazm, a nie
                motyle w brzuchu!!
                • lola211 Re: elza jest niepoprawną romantyczką... 24.01.07, 13:34
                  Babka, Ty caly problem sprowadzasz do seksu, a nie o to mi chodzi.
          • elza78 Re: elza jest niepoprawną romantyczką... 23.01.07, 16:15
            tabakierka, tez tak kiedys myslalam teraz mysle inaczej, wszystko to kwestia
            czasu i tego czy znalazlo sie to czego sie szukalo wink
            • elza78 wystarczy przeciez 23.01.07, 16:25
              wziac swoje sprawy we wlasne rece i uwierzyc w to ze wlasne zycie mozna
              ksztaltowac jak plasteline, ze na prawde nie wszyscy faceci zdradzaja i nie
              kazda kobieta doswiadczy zdrady w swoim zwiazku, ze mozna kochac i byc kochanym
              tak na zawsze i nie jest to jedynie puste marzenie smile
              mozna tez zgodzic sie ze zycie jest jakie jest zwiazki monogamiczne nie maja
              sensu, godzic sie na skoki w bok partnera samemu tez skakac, szukac preznych
              mlodych fiutkow, dobrzesie bawic, a wobec losu przyjac bierna postawe, bo nad
              czlowiekiem jakies takie fatum seksualne ciazy ze musi inaczej sie udusi...
              mozna znalezc sobie bylejak byleszybko bylekogo, kto zwrocil na nas uwage i
              miernie z nim spedzac reszte swojego zycia utyskujac na to jaki to ten swiat
              niesprawiedliwy ze faceci wala w rogi ze sie nie kocha i tak dalej, nie kocha
              sie bo sie milosci nie szukalo w jednej madrej ksiazce juz napisali "szukajcie
              a znajdziecie" smile

              a jak rozpoznac milosc i czym jest milosc tez napisali:

              "Miłość cierpliwa jest,
              łaskawa jest.
              Miłość nie zazdrości,
              nie szuka poklasku,
              nie unosi się pychą;
              nie dopuszcza się bezwstydu,
              nie szuka swego,
              nie unosi się gniewem,
              nie pamięta złego;
              nie cieszy się z niesprawiedliwości,
              lecz współweseli się z prawdą.
              Wszystko znosi,
              wszystkiemu wierzy,
              we wszystkim pokłada nadzieję,
              wszystko przetrzyma.
              MILOSC NIGDY NIE USTAJE!"

              cos co sie konczy miloscia nigdy nie bylo...
              • ledzeppelin3 Re: wystarczy przeciez 23.01.07, 16:33
                Z drugiej strony, nie ma jednakowych ludzi. Coś, co jest nie do pomyślenia dla
                jednych (np. spuszczanie się na twarz, coby daleko nie szukaćtongue_out), jest
                niezrównanym doznaniem dla drugich. Może miłość potrafi się skończyć, można też
                pomylić miłość z zakochaniem, a niektórzy mówią, że można kochać dwie osoby
                naraztongue_out i kto tu dojdzie, co jest "normą"?
                • elza78 Re: wystarczy przeciez 23.01.07, 16:39
                  led ja nie twierdze ze sie czlowiek nie moze pomylic smile
                  ale od tego ma rozum zeby nie krzywdzic innych prawda ?
                  • lila1974 Re: wystarczy przeciez 23.01.07, 16:55
                    Oj, nie elza.
                    Jesli mój mąż mialby być ze mną tylko dlatego, że mu przyzwoitość nakazuje - to
                    zbytek łaski.
                    • elza78 Re: wystarczy przeciez 23.01.07, 17:03
                      w tym kontekscie lila mam takie samo podejscie jak ty jesli moj znalazlby inna
                      to won i ja juz wiecej probowac nie chce z nim tez bym nie byla pognalabym na
                      cztery wiatry smile
                • molinka1 Re: wystarczy przeciez 23.01.07, 21:07
                  a ja myślę, że jeszcze trzeba napisać coś o szczęściu... Jeżeli myślimy, że
                  szczęście to coś, co dostajemy od ludzi z zewnątrz, to trudno o wierność. Wtedy
                  łatwo powiedzieć, że on nie daje szczęścia... Ja myślę, że szczęście jest we
                  mnie, jest moją umiejętnością cieszenia się z tego co mam...
                  Poza tym małżeństwo to ciągła praca, to wybór... Jeżeli trwasz w wyborze,
                  trwasz przy swojej decyzji, to trwa i małżeństwo. Problem w tym, że czasy
                  takie, że chyba mniej niż kiedyś uczą konsekwencji, wysiłku i czasem ludziom
                  się nie chce... Łatwiej zrezygnować i zacząć od nowa, bo na początku wszystko
                  wydaje się piękne. a potem wszystko od nowa...
                  I kolejny wybór, przed którym stajemy: żyć powierzchownie czy "głeboko"???
                  jeżeli rozumiecie, co mam na myśli????
            • tabakierka Re: elza jest niepoprawną romantyczką... 23.01.07, 17:50
              elza78 napisała:

              > tabakierka, tez tak kiedys myslalam teraz mysle inaczej, wszystko to kwestia
              > czasu i tego czy znalazlo sie to czego sie szukalo wink
              >

              czyli kwestia szczęścia też powinna być brana pod uwagę, czyż nie?
              a co byś zrobiła, gdyby się jednak okazało, że nie znalazłaś tego, czego
              szukałaś? bo przecież, jak to ktoś w tym wątku już napisał, ludzie się zmieniają...
              • elza78 Re: elza jest niepoprawną romantyczką... 23.01.07, 18:06
                mysle ze nie wyszlabym za maz za chlopa ktorego nie kocham to proste smile
    • bj32 Re: Lola 23.01.07, 16:41
      Za infantylne uważam, że można sobie olać to, co się budowało przez długie lata
      z partnerem i to tylko po to, żeby znaleźć motyle czy inne fizjologiczne
      cudowności. Kurna, jeśli już się zdecydowałam stworzyć związek to o niego dbam.
      Nic się nie rozpada z dnia na dzień. Więc jak widzę, że w domu coś jest nie
      tak, to staram się to naprawić. A jak ktoś mi bredzi, że *nagle* się zakochał,
      to znaczy, że jest właśnie infantylny. Nagle to może piętnastolatka, a nie
      dorosły człowiek.
      Ergo: Albo chcesz z kimś zbudować związek i się tego trzymasz, albo jesteś
      dzieciuchem i szukasz, wrażeń, motyli, wacusia, czy czego tam, a wtedy nie
      piernicz, że Ci na związku zależy.
      • babka71 Re: bj32 dokładnie motyle sryle!! 23.01.07, 16:49
        naczyta się taki jeden z drugim, jedna z druga romansideł i potem mamy takie
        kwiatki: pt: poczułam motyle w brzuchu , bo kolega w pracy musnął moją rękę ...
        czy zostawić męża???
        Podając mu ksero poczułam motyle i zakochałam się.. itp..He he !!sranie w
        banie/..
        jak dzieci cholera ..he he
        Kubuś Puchatek
        • elza78 Re: bj32 dokładnie motyle sryle!! 23.01.07, 17:02
          dokladnie babka, tak jak dzieci musza miec nowa barbie czy kena nowe
          fiszerprajsy i inne cuda na kiju tak w konsumpcjonistycznym spoleczenstwie
          malzonek musi miec mloda jedrna suczke kiedy zoneczka juz mu sie znudzi a ona
          sztywnego preznego kutasika coby przed znajomymi zablysnac, teraz mysli sie o
          komforcie wlasnych narzadow plciowych przede wszystkim, oraz o wrazeniach
          estetycznych, nowe pokolenia chowane sa w ten sam sposob, liczy sie tylko MIEC
          nie wazne czy przedmiot czy czlowieka i malzonek jest sprowadzony do
          wykonywacza uslug seksualnych czy domowych taka zona to praczka sprzataczka
          dziwka i wszystko w jednym a jak jakas opcja sie popsuje to WON
          w druga strone tak samo...
          zenada i dziecinada
          to co najwazniejsze w zwiazku miedzy dwojgiem ludzi ulega zatarciu i rozmyciu
          taki model zycia sie teraz lansuje, przyjemnie spokojnie pod szyldem tego co JA
          czuje co czuja INNI to juz nie moja broszka smile
          jakos stare dobre slowa kazia mi sie tu cisna na usta "tak im zalezy bys TY byl
          KONSUMENT, nie myslal, dzialal jak instrument"
          rozbitymi ludzmi latwiej kierowac, w rodzinie latwiej sie przeciwnosciom
          przeciwstawiac, ajlepiej czlowiekowi wmowic ze cos dla czego warto zyc nie
          istnieje, ze licza sie tylko fiuty cipki wibratorki i wszystko tonie w ogolnym
          syfie....
          • lila1974 Zbyt daleko idące wnioski ... 23.01.07, 17:19
            Wydaje mi się, że nic od wieków się nie zmieniło - większość ludzi chce kogoś
            kochać i być kochanym. Ozywiście są jednostki uwarunkowane inaczej, wydaje mi
            się, że to mniejszość jednak.

            I to właśnie ta potrzeba kochania, bliskości sprawia, że czasami ładujemy się w
            związki zupełnie bezsensowne. I co wówczas? Siedzieć w takim małżeństwie i
            patrzeć, jak życie umyka? Czy może zakończyć taką farsę ale z drugiej strony
            postarać się, by współmałżonek nie cierpiał bardziej niż to konieczne?

            Ja rozumiem Wasze argumenty. Oczywiście, że powinno tak być, że dobieramy sobie
            partnera z miłości, z drugiej strony rozpatrujemy wszystkie "za" i "przeciw",
            pomni własnych niedoskonalości i niedoskonalości partnera. Potem pielęgnujemy
            zawarty związek dokładając wszelkich starań, by wiodlo się między nami jak
            najlepiej. Gdy coś zgrzytnie to oliwimy a nie wyrzucamy na złom.

            Z drugiej strony, wypowiadając się w tym związku myślę o parach, które pobrały
            się zupełnie od czapy, albo któras ze stron mocno zaczęła w malżeństwie
            szwankować.

            Tak, daję prawo ludziom do rozwodów, wymagam jedynie, aby przy okazji takiego
            rozwodu wspięli się na szczyt kultury - jako obserwator będę czuła szacunek do
            osby, która to potrafi.

            Wśród znajomych mam taki przyklad, gdzie facet kompletnie stracił w moich
            oczach nie dlatego, że odszedł, a latego, że odszedł za późno i brzydko.

            Żeniąc się miał masę wątpliwości, ale machnął na nie ręką i małżeństwo zostało
            zawarte. Jakieś dwa lata później powiedział do mnie, że nie mają dzieci, bo on
            jej jednak nie kocha. Odchodzi. Myślałam, że rzeczywiście odejdzie i nawet
            rozumialabym taki krok. Ale nie. pobzykal na boku. wrócił do żony. Zmajstrował
            dwójkę dzieci na przestrzeni 7 lat, po czym jednak zawinął dupę w troki i
            odszedł. Żonę zostawił w kompletnym szoku, mało tego dzień po dniu przypomina
            jej jaka to jest beznadziejna, głupia, gruba i brzydka. I dla mnie jest
            śmieciem! (chociaż to On nie Ona był mi na początku bliższy - ją poznałam przez
            niego).

            Rozumiecie?
            Gdyby od niej odszedł od razu, gdy uświadomił sobie, że to małżeństwo nie ma
            sensu, w ogóle nie istanialaby dla mnie kwesia jego czlowieczeństwa. Natomiast
            ten sam krok podjęty dużo później i w takim stylu sprawia, ze odmawiam mu
            człowieczeństwa - dla mnie jest bezmózgim kawałkiem gnoju.
          • tabakierka ale z drugiej strony... 23.01.07, 17:27
            świat idzie w takim właśnie kieunku, liczy się tylko mieć, a dawać to już nie
            łaska niestety
            wiara w ideały jest piękna i godna podziwu, niestety życie często konfrontuje
            takie poglądy
            młodzi ludzie żyją na pokaz, nie dbając o własny kątek, czyli wspólną sypialnię,
            kuchnię, stół, rozmowy, itd...
            tzn. stoły coraz większe, łóżka wygodniejsze, samochody szybsze tylko nagle się
            okazuje, że za bardzo to nie ma się z kim bzykać w tym super nowoczesnym łóżku...
            poza tym nie ma wg mnie definicji prawdziwej miłości tylko prawdziwego męża i
            prawdziwej żony, bo tylko na takiej prawdziwości można zbudować coś solidnego...

            ale się zamotałamPPP
      • lola211 Re: Lola 24.01.07, 13:32
        > Nic się nie rozpada z dnia na dzień. Więc jak widzę, że w domu coś jest nie
        > tak, to staram się to naprawić

        To moze sobie wyobraz, ze pewnych spraw naprawic sie nie da?Ze nie wszystko
        zalezy od Ciebie? Ze mimo wysilkow nie zmienia sie nic?
    • aluc Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 18:02
      wiele rzeczy jest sprzecznych z ludzką naturą, na przykład zmywanie, wstawanie
      przed dziewiątą, chodzenie do pracy, płacenie podatków... z tych wszystkich
      akurat pozostawanie w jednym związku bez perspektywy motyli wydaje mi się dość
      pociągające i mało wysiłkowe wink

      lola, polecam mniej czytadeł i oglądadeł, więcej literatury, coś z historii na
      przykład albo chemii nieorganicznej

      co ma zrobić ktoś? ktoś ma zrobić łeb pod kran, wysuszyć dokładnie i do roboty
      • lola211 Re: rozwody, rozstania 24.01.07, 13:17
        Aluc- moje pytanie jest czysto teoretycznesmile, ja naprawde nie mam czasu na
        czytanie romansidełsmile, ani nawet ochoty.
        • aluc Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 09:29
          no to teoretycznie ci odpowiadam smile
          absolutnie zgodne z moją naturą ludzką jest jedynie leżenie w perfumie i
          podżeranie czekoladek wink
    • monia145 Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 19:18
      Nie wiem, czy monogamia jest sprzeczna z ludzka naturą, w wykonaniu
      niektórych , to napewnosmile
      Czy można przestać kochać kogoś ,z którym sie związaliśmy? Zalezy w jaki sposób
      pojmujemy miłość - jedna z teorii mówi, że miłość to zjawisko trzyskładnikowe(
      namietność+ intymność+zaangazowanie). Czy po 20 latach wspólnego zycia jeden z
      tych składników nie może się całkowicie lub częściowo zużyć? Czy w związku w
      którym namietnośc sie wypaliła możemy mówić jeszcze o miłości? Zależy zapewnie
      na jakim etapie rozwoju związku jesteśmy i co do tej pory było w nim
      najistotniejsze- czy eros, seks czy philiawink

      Jestem zdania, że każdego powinno byc stać na powiedzenie osobie, z którą było
      się 20 lat: " Kochanie czuję, że Cie juz nie kocham, chcę sie rozstać"- tego
      wymaga zwykła ludzka przyzwoitość. Ale my ludzie wykazujemy przedziwne
      zdolności do, często, wieloletniego oszukiwania drugiej osoby, do
      kombinatorstwa, ukrywania..ilez energii, siły i czasu wkładamy w podwójne
      życie zmiast zdobyc sie na odwagę.
    • wieczna-gosia Re: rozwody, rozstania 23.01.07, 21:13
      A co to jest ludzka natura?
      monogamia jest absolutnie w zgodzie z moja natura na przyklad
    • bj32 Re: Lila1974 23.01.07, 23:44
      Ja się z Tobą zgadzam. Nie chodzi o to żeby sobie żyć do końca świata w
      fikcyjnym związku, albo odejść emanując parszywym zachowaniem.
      Mi chodzi właśnie o ten początek. Spotkałam się z takim zjawiskiem: pani jakieś
      2,5 roku po związaniu się i prawie 2 lata po ślubie uprzejmie mi donosi, że ona
      tak w ogóle nie chciała ślubu, tylko on się uparł. Jak?! Na siłę ją do USC
      zawlókł? Pod bronią te podpisy składała? Nonsens. Po kolejnych 2,5 roku pani
      zabrała dzieci (jedno z pierwszego małżeństwa, drugie z tego) i poszła precz
      (wraz z większością wspólnego majątku zresztą). Gdzie sens, gdzie logika? Po
      kiego grzyba, babo, wychodzisz za mąż, skoro nie chcesz? No i to jest dla mnie
      taki sam kretynizm jak te motyle.
      A któraś z pań pytała, co można po latach, jak namiętność się zużyje. A też
      taka przypowieść całkiem prawdziwa: Dziadek z Babcią żyli razem lata długie, od
      czasu renty nie rozstawali się ze sobą wcale. I nagle On musiał gdzieś tam
      pojechać, a Ona zostać. Ze 4 godziny po wyjeździe On zmarł w pociągu. Pół
      godziny później Ona w domu zmarła. Bez przyczyn fizycznych. Z tęsknoty
      prawdopodobnie. Jakoś trudno mi uwierzyć, że to było *tylko* przyzwyczajenie. A
      jeszcze trudniej, że Ona myślała kiedykolwiek o wacusiu, a On o motylach w
      trzewiach...
      • lila1974 Re: Lila1974 24.01.07, 00:07
        No więc obie gadamy o tym samym.

        Niestety, przykladów takich, jak Twoje jest na pęczki. Ot, choćby ten mojego
        kolegi, o którym wspominałam na górze.

        Ożenił się choć tak do końca przekonany nie był. Wiem to na pewno, bo to na
        prawdę bliska mi osoba. Myślę, że tam sporo przemawiało za małżeństwem, m.in.
        mama wspomnianego oraz jego ego i próżność. Mam podstawy, by sądzić, że milości
        to tam było tyle co kot napłakal - z jego strony. Ona kochała bardzo i wierzyła
        ślepo, choć jak sama dziś przyznaje przeslanki, że robi totalną glupotę byly już
        wcześniej - m.in. przyłapała go jak się całowal z jej przyjaciółką, oraz parę
        innych kwiatków.

        I takie przyklady mozna mnożyć.
        Czasami mam wrażenie, że jakaś zatrważająca liczba małżeństw zawierana jest z
        pobudek zupełnie niewlaściwych. I to napieranie jednego z pary na ślub oraz
        udawana zgoda drugiego też rzadkością nie jest.

        Myślę, że nikt komu dobrze w malżeństwie nie szuka nowych wrażeń. Te
        przyslowiowe motyle, to chyba bardziej potrzeba czucia się kochanym i pożądanym.
        I ta potrzeba moze czasami zaprowadzić na manowce.






    • edorka1 A moze to jest kwestia przypadku? 23.01.07, 23:56

      • bj32 Re: Które? n/t 24.01.07, 00:05

      • edorka1 Re: A moze to jest kwestia przypadku? 24.01.07, 00:11
        uciekło mi smile
        Tzn - spotykamy kogoś, kochamy - jedni mają szczescie i zaskoczą, dobrze trafia inni niekoniecznie...
        Bo ja szczęśliwa mężatka ale ekhem...przez przypadek niejako bo szanownego małżonka poznałam w autobusie komunikacji miejskiej. Doznałam jakiś czas potem olśnienia że jest niepowtarzalny i że muszę do ołtarza szybko bo mi go ukradną.Więc w 21 wiośnie zycia się zaobrączkowałam i była to jedna z najmądrzejszych rzeczy jaką w życiu zrobiłam. Ale w sumie...mogłam tamtego dnia nie wsiąść do tego autobusu.
        Przy całej swojej wiedzy na ten temat, po 15 z kawałkiem latach po slubie potrząc wokół dochodzę do wniosku że dojrzałosć owszem, odpowiedzialność owszem...ale i przypadek.Może nawet bardziej przypadek? nawet najbardziej odpowiedzialna osoba nie przewidzi wszystkiego, nie prześwietli drugiego człowieka na wylot tak, by mieć absolutna pewność, że on nie nawali, nie przestanie kochać.
        Miłośc jest niejako zawierzeniem i zaufaniem drugiemu człowiekowi, że ten nie zawiedzie.
        Bo co do monogami to bardzo dyskusyjne. Jestem klasycznym przykładem monogamistki i wcale nie wydaje mi się to z niczym sprzeczne. Wręcz przeciwnie.

        Ευτυχώς που ξέχασα
        να μεγαλώσω... smile.
        • lila1974 Re: A moze to jest kwestia przypadku? 24.01.07, 00:22
          Tak, nawet najdokładniejsza obserwcja nie da 100% gwarancji.
          Dlatego nie zarzekam się, że nigdy nie wydarzy się w moim małżeństwie nic
          takiego, co sprawi, ze będę chciala z niego wiać. Mam taką nadzieję ale pewności
          mieć nie mogę. Powiedzmy, że sobie ufam - kocham mojego męża i nie w glowie mi
          inni faceci. Natomiast, czy on mnie kiedyś nie przestanie kochac nie wiem. Jeśli
          mialoby się tak stac, to chcialabym tylko, by ze mną nie walczyl i mnie nie
          gnoił, bo żalowalabym lat, ktore z nim spedzilam.
        • bj32 Re: A moze to jest kwestia przypadku? 24.01.07, 00:31
          Ciężko celowo zaglądać do wszystkich autobusów, żeby tę swoją drugą połówkę
          znaleźć. Ja bym musiała nawet pod autobusy zaglądać, bo mechanika autobusowego
          sobie znalazłamsmile)) Więc niewątpliwie przypadek ma wpływ.
          Ale takie często spotykane rzucanie się na łeb na szyję i gnanie do USC mnie
          zadziwia. Poznać się, sprawdzić trochę, a potem dbać o związek. Z obu stron. I
          wtedy nie ma potrzeby szukania czegoś na boku. A u nas panuje chore jakieś
          przeświadczenie, że jak mam cię na papierze, to już mi wszystko może dyndać -
          ty się teraz martw. No i zaczyna sie szukanie wrażeń, a potem zdziwienie, co
          się właściwie stało...
          • edorka1 Re: A moze to jest kwestia przypadku? 24.01.07, 00:45
            Niby tak.Ale jak widac na moim przykładzie nie można uogólniać. Młoda byłam, do ołtarza pognałam z miłości ogromnej i spontanicznej - choć inna rzecz, że byłam chyba bardzo dojrzała jak na swój wiek, sporo gorzkiej wiedzy dostałam od życia na wejściu w dorosłość. Jednak nie przyszło mi do głowy zeby cokolwiek sprawdzać, nawet nie mieszkaliśmy przed ślubem razem. A jednak - zaskoczyło, udało się. I mimo wszystko sądzę, że w duzej mierze dzięki przypadkowi, i ... młodości, która nie umiała zbytnio kalkulować.
            • bj32 Re: A moze to jest kwestia przypadku? 24.01.07, 00:49
              No i dobrze Ci taksmile Ja do ołtarza nie gnałam, ale nie narzekam. Większość zaś
              nie ma naszego farta i budzą się z ręką w nocniku.
        • edorka1 A i jeszcze te motyle co za bzdety 24.01.07, 00:33
          nie pojmuje dlaczego te motyle są utozsamiane z miłością.Motyle są ulotne, odfruwają. Miłosc nie na motylach się nie opiera, a jeśli już to źle się to zazwyczaj kończy.
          Miłość ma być filarem nie motylem, oparciem i skałą nie owadem.
          • bj32 Re: A i jeszcze te motyle co za bzdety 24.01.07, 00:45
            Ja prywatnie to motyle odczuwam na ogół po smażonej cebulce, kapuście kiszonej
            i fasolismile)) Romantyzm romantyzmem i kolację przy świecach zjeść lubię, ale
            życie toczy się swoją drogą. Oprócz "świat zawirował jej przed oczami, a kolana
            zadrgały spazmatycznie, głos zaś uwiązł pomiędzy jedną a drugą struną" jest
            śniadanie, praca, zakupy i grypa. I wtedy potrzebny jest ktoś, na kim można się
            oprzeć, polegać, a nie romantyczny półgłówek ze skrzypkami i róż bukietem. I to
            mi sie wydaje miłością, a nie te tam zauroczenia przecudne.
          • lola211 Re: A i jeszcze te motyle co za bzdety 24.01.07, 13:28
            Jak sie kogos poznaje, to trudno od razu mowic o milosci, najpierw sa wlasnie
            te motyle, czyli stan euforii- szybsze bicie serca czy co tam chcecie.Super
            doznanie, ktore po czasie sie ulatnia.Sa osoby, ktore zaluja, ze to se ne wrati
            i przeraza je fakt, ze nie dane im moze byc tego juz wiecej przezyc.Bo zalozylo
            sie rodzine, wiernym trzeba byc, choc ta zona/maz tak spowszednieli.
        • aska2000 Re: A moze to jest kwestia przypadku? 25.01.07, 07:35
          Edorka...przez przypadek powiadasz, czy może przez Przypadek?

          Ok- nawiedzona się z wiekiem robię coraz bardziej, stąd ta duża literawink, ale
          im dłużej analizuję związki znanych mi bliżej ludzi, a i swój, dochodzę do
          wniosku - wcale nie wiem, niestety, czy budującego - że jednak trzeba mieć
          cholernie dużo szczęscia aby trafić na odpowiednią osobę, w odpowiednim
          momencie!
          Jedni go mają, inni nie...
          Wot i cała filozofia!
          Oj, ok- uprościłam na potrzeby tej wypowiedzi, ale COŚ w tym jest, z pewnością.
          Tylko.. jak to jest,że z ang 'luck' mają często nie Ci, co - po ludzku
          oceniając- powinni/zasługują??
          (Film mi się pewien traktujący pojęcie 'luck' przypomniał..;P)

          Pozdrawiam dyskutantki i inicjatorkę wątku (mamę jedynaczki, dobrze, Lolu,
          pamiętam?)

          • lola211 Re: A moze to jest kwestia przypadku? 25.01.07, 08:32
            Pozdrawiam równiez, tak, mam córke- jedynaczkesmile.
    • toniejawcale Re: rozwody, rozstania 24.01.07, 03:28
      Wlaczam sie do dyskusji bo mam i meza i kochanka i chce opisac jak to wyglada
      uczuciowo z mojej strony. Na codzien znacie mnie pod innym nickiem ale
      odkurzylam ten dla dzisiejszego uzytku...

      Mysle ze fascynacja kochanka moja osoba ma podobne zrodla do opisywanych przez
      Was - nuda w malzenstwie, rozczarowanie codziennoscia z zona, itp. Z pewnoscia
      nie mam innej c-ki od niej, jestem wprawdzie mlodsza (nieznacznie, chyba z 4
      lata) ale za to zdecydowanie grubsza a ladne chyba obie jestesmy. Seksualnie
      jestem bardziej odwazna i to mu sie zdecydowanie podoba. Nie rozmawiamy o niej
      ale z pewnych uwag i podtektow wywnioskowalam ze ona srednio lubi seks a na
      pewno nie ma mowy o oralnym czy analnym. Ja lubie wszystko. Poza tym mamy
      wiele wspolnych zainteresowan, tematow ktore lacza nas a ktorych nie dzieli
      jego zona.

      Z mojej strony nie wiem dokladnie dlaczego stanowi on dla mnie atrakcje na tyle
      welka ze zdradzam z nim meza. Tak jak piszecie z mezem nie czuje juz tych
      motylkow ale go kocham i jest mi z nim dobrze i w lozku i w zyciu. Nie moge
      powiedziec ze sie z nim nudze, u nas zawsze duzo sie dzieje, duzo poddrozujemy,
      realizujemy fajne projekty, mamy super dzieci. Chyba raczej jestem osoba ktora
      lubi byc uwielbiana na wiele frontow a maz uwielbia mnie bardziej jako
      partnerke od tych wszystkich podrozy i przygod a nie jako piekny owoc
      zakazany. Kochanek wodzi za mna oczami predatora.

      Motylki to kwestia czasu, wiem o tym dobrze. Z mezem jestem non-stop 10 lat,
      przez ten czas nie widzielismy sie lacznie moze z miesiac. A kochanka znam o
      niecalego roku i w tym czasie spedzilismy razem po dzien dwa lacznie z 2 i pol
      tygodnia. Fascynacja wiec trwa, jest wciaz swieza.

      A wiec zdrada. Ale nikt tu nie kontempluje rozstan, rozbijania rodzin. Jest
      tak jak jest. To dziala sprawnie tylko poki oboje jestesmy w zwiazkach
      malzenskich. Jesli jedna strona nagle znalazlaby sie w sytuacji wolnego
      czlowieka i zachcialaby uformalnic ten nasz zwiazek na jakikolwiek sposob to
      bylby koniec romansu bo ja nie zostawie dla niego meza a mysle ze on dla mnie
      zony rowniez nie. Moje plany na przyszlosc dotycza meza a nie jego. Mile
      spedzamy razem czas, jestesmy na jakis tam sposob do siebie przywiazani, i
      tyle. Jest to sprzeczne zs spolecznym pojeciem moralnosci ale nic na to nie
      poradze.
      • kanga_roo Re: rozwody, rozstania 24.01.07, 09:41
        uczucia to jedno
        praca nad związkiem to drugie
        ale jak juz któraś wspomniała, małżeństwo rządzi się pewnymi prawami.
        to jest umowa. jasne, że każdą umowę można wypowiedzieć. może to zrobić każda
        ze stron. co nie zmienia faktu, ze trudno mi znaleźć usprawiedliwienie dla
        faceta, który zostawia kobietę z małym dzieckiem, lub w ciąży. ba, mnie się to
        w głowie nie mieści i uważam że to sku..syństwo.
        ale ja też mam wdrukowane wzorce z literatury smile
      • wieczna-gosia Re: rozwody, rozstania 24.01.07, 10:09
        Mile
        > spedzamy razem czas, jestesmy na jakis tam sposob do siebie przywiazani, i
        > tyle. Jest to sprzeczne zs spolecznym pojeciem moralnosci ale nic na to nie
        > poradze.

        o czegos takiego nie cierpie.
        Owszem moja droga poradzisz. to byl twoj WYBOR ze masz kochanka. Poddanie sie
        porywom serca tez jest WYBOREM, zakonczenie znajomosci, ktora robi sie
        dwuznaczna jest WYBOREM. A takze nawiazanie znajomosci celem poromansowania tez
        jest WYBOREM.

        Wiec prosze mi nie pitolic, ze nic nie poradzisz. Poradzisz- jak zechcesz. To ze
        nie chcesz to tylko i wylacznie twoj WYBOR.

        Juz naprawde dorosla kobieta... sciemniac to my a nie nas... nie lepiej napisac-
        mam w d... poleczne pojecie moralnosci, wiernosc itp bzdury, poniewaz on
        swietnie robi minete i w zwiazku z tym WYBRALAM gre na dwa fronty?

        dodam jeszcze jedno- nie ma czegos takiego jak spolaczne pojecie moralnosci.
        Jest moralnosc po prostu. Jak czlowiek wybiera prowadzic sie niemoralnie- to
        jest jego wybor. No przykro mi, ze "niemoralnie" brzmi niewygodnie dla
        delikatnych uszu smilei takie jest jakies malo neutralne, naprawde ale gierki
        sematyczne zostawmy na inna okazje smile
        • toniejawcale Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 03:01
          Nie zgadzan sie z Toba - pojecie moralnosci jest zawsze ustalone przez dane
          spoleczenstwo i inaczej rozumiane przez rozne kultury. Dla araba jestes
          niemoralna bo nie nosisz szmaty na twarzy. A ja dla Ciebie jestem niemoralna
          bo mam kochanka. Ale masz racje odnosnie tego ze to jest moim wyborem i wcale
          tego nie neguje. Ale nic nie poradze na to ze Ty nie zgadzasz sie z moim
          wyborem, bo nie chce nic na to poradzic. Moja sytuacja mi odpowiada.

          I jeszcze jedno - prawie kazda tu sie wypowiada o zdradzie oburzonym tonem a
          tymczasem wokol mnie pelno wlasnie kobiet ktore zdradzaja. W ostatnim polroczu
          nie mniej niz 4 przyjaciolki zwierzyly mi sie ze zdradzaja (ja im nie), 3 maja
          stalych kochankow a jedna zdradza seryjnie od lat. Wydawac sie moze ze to
          zwykle zony i matki takie jak Wy. Jest wsrod nich dentystka, pracownik
          ministerstwa, zona-na-utrzymaniu-meza i handlowiec. Az dziwne ze tu na 100
          rozmowczyn nie przyznaje sie prawie nikt. Moze to takie swiete miejsce? Ale
          nie oklamujcie sie. Statystycznie zdradza 70% mezczyzn i 40% kobiet.
          • edorka1 oj oj oj jak łatwo się zagalopować 25.01.07, 09:02
            i uznać za normę ( moralną w dodatku!!!) to co akurat robi większość. Znaczy co - statystycznie mamy podchodzić do tematu - zdrada jest ok bo wiekszośc zdradza???
            A cóz jest fajnego w zdradzie??Oszukujesz, okłamujesz i uważasz że to można podciągnać pod zachowanie morane? Nie chodzi mi o fakt spania z innym niz mąż czy partner facetem, ale o fakt oszustwa. Bo jeśli ten odszukiwany by o tym wiedział i pasowałoby mu - ok. Ale za plecami, ukradkiem, a potem do prawego łoża - czy może być coś bardziej obrzydliwego??? Obrzydliwe jest właśnie to oszustwo, bo zazwyczaj bierze się ono z tchórzostwa - większość zdradzajcych wie, ze partner nigdy by tego faktu nie zaakceptował.Więc oszukują...
            • lola211 Re: oj oj oj jak łatwo się zagalopować 25.01.07, 11:06
              To zadaj sobie pytanie, dlaczego wlasnie trzeba tak oszukiwac- ano dlatego, ze
              normy spoleczne , moralne uwazaja zdrade za zjawisko negatywne.Wychowuje sie
              nas w przekonaniu, ze szczescie daja tylko zwiazki monogamiczne i najlepiej na
              cale zycie, a inny model jest juz nie bardzo.
              • malila Re: oj oj oj jak łatwo się zagalopować 25.01.07, 11:13
                Tu nie żadne normy społeczne stoją na przeszkodzie. Tylko zwykłe wyrachowanie,
                że mała jest szansa znalezienia pań i panów, którzy pójdą na taką współpracę .
              • edorka1 no bardzo pokrętne rozumowanie 25.01.07, 11:16
                trzeba oszukiwać bo sa normy moralne...
                Znaczy co wolna amerykanka? Nie o zwiazki monogamiczne tu chodzi a o uczciwość. Partner zdradzany czuje sie oszukany - miłosc nie jako z załozenia wymaga uczciwości.Nawet jeśli obyczajowosć nie wymaga - jak w krajach muzłmańskich - monogamii wymaga uczciwości - czyli poślubia sie kolejną kobietę i to - uwaga- w załozeniu ze jest tego kogoś na to stać. Sprawa jest jawna. W zdradzie najobrzydlwsze jest oszustwo.
                I egoizm i dalej co za tym idzie - zazwyczaj dobre samopoczucie tych trzecich...
          • aluc Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 10:17
            toniejawcale napisała:

            > Statystycznie zdradza 70% mezczyzn i 40% kobiet.

            a te 30% mężczyzn to z kim zdradza? z kotem sąsiada?

            nie grzmię z oburzenia, znam zdradzających i zdradzanych, ręce mi tylko opadają
            na tekst "nic nie poradzę", podobnie jak wiecznej opadają

            piętnaście lat temu, jak mi się ten przestał podobać, a zaczynał drugi, to
            pierwszego się puszczało w trąbę i umawiało z drugim i cały biznes polegał na
            tym, żeby puścić w trąbę zanim samemu zostanie się puszczonym wink ale to było
            piętnaście lat temu, nie miałam dzieci, nie miałam wspólnego majątku oraz
            nikomu nie sugerowałam nawet, że zamierzam się z nim zestarzeć

            i jak mi się nawet te motyle pojawią, czego nie wykluczam, bo mi jeszcze
            niczego nie amputowali w mózgu, to mam nadzieję, że się przynajmniej zastanowię
            nad tym, co mogę zyskać i co mogę stracić, już abstrahując totalnie od
            moralności społecznej, aspołecznej czy innej, i jak pójdę za motylami, to nie
            będę pieprzyć głodnych kawałków, że nic na to nie mogłam poradzić i że miłość
            nie wybiera

            bo miłość może nie wybiera, ale my możemy zdecydowanie, a nawet powinniśmy

            i ja się do wyborów niczyich nie przyczepiam, mogę co najwyżej czepiać się
            motywacji
          • malila Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 11:10
            A która to kultura inaczej pojmuje pojęcie moralności w kwestii oszukiwania i
            robienia świństwa najbliższym? Szukasz sobie wymówek, uciekasz od
            odpowiedzialności. Prawie zgadzam się z Wieczną. Prawie, bo uważam, że nie
            dokonujesz żadnego wyboru. Bierzesz wszystko, nie martwiąc się, że rachunek
            będzie musiała zapłacić rodzina. To się podobno konsumpcjonizm nazywa.
            A że wśród Twoich przyjaciółek jest tyle zdradzających? Wiesz, złodzieje też
            się głównie ze sobą kumplują.
      • bri Re: rozwody, rozstania 24.01.07, 10:37
        Co jeśli Twój mąż podejmie decyzje o rozstaniu za Ciebie?
        • kamamama2 Re: rozwody, rozstania 24.01.07, 13:38
          Oczywiście, że wszystkie, albo prawie, chciałyby żeby był dobry, jedyny, na
          zawsze... Różnie sie może ułożyć, to oczywiste. Trzeba być ze sobą, wspierać
          się i pracować nad tym co się dostało. I my robiliśmy to przez cały rok
          miniony, który do łatwych nie należał, wreszcie jesień, wyjazd na wspaniałe
          dawno wymarzone wakacje i wielki koniec, jak dzieje się źle to można coś robić,
          starać się naprawiać - jeżeli obie strony chcą, a jak jest dobrze spokojnie,
          czeka się na 2 dziecko i dostaje się młotkiem w głowę? jak można dopuścić do
          takiej sytuacji/ Jak to możliwe, że ta druga do tego dopuszcza??? To co było
          prawdziwą miłością - jak sie wydawała- sprawdzoną i trwałą w takich
          okolicznościach nagle przestaje być ważne? W imię czego? Emocji? Chemii? Nowego
          seksu? A może jednak ta druga jest prawdziwa, a to co było to tylko
          przyzwyczajenie?
          • kanga_roo Re: rozwody, rozstania 24.01.07, 14:05
            kamamama, gadasz bzdury smile

            >A może jednak ta druga jest prawdziwa, a to co było to tylko
            >przyzwyczajenie?

            niech spróbuje żyć z tą panią na co dzień, przez kilka lat, niech pozna jej
            wady i zalety, niech widzi ją wku..oną, niewyspaną, skacowaną, w ciąży, niech
            słucha jej wymówek, że nie sprząta kibla etc, to wtedy za parę lat będzie mógł
            pwiedzieć, że ta druga jest prawdziwa.
            na razie to fascynacja, i do tego zakazany owoc, co jest dodatkowo
            podniecające. poczekaj, niech mu kobieta da popalić. mnie bardzo dobrze robiła
            myśl, że jakby sobie poszedł, to rywalka mu dopiero pokaże.
            • kamamama2 Re: rozwody, rozstania 24.01.07, 14:33
              Może tak. Pewnie bycie rycerzem na białym koniu i księżniczką jest lepsze niz
              bycie mężem w wyciągniętym dresie i nieumalowaną żoną.Ale myślę też że jak
              spotykają się 2 osoby z których jedna jest po rozwodzie i schwytała swoje
              szczęście, a druga po dogłębnym przemyśleniu zostawiła dla niej dom rodzinę,
              żonę w ciąży itp to tak łatwo się nie poddadzą i może to nie jest tylko
              fascynacja, zauroczenie i te motyle, tylko coś dla czego wg nich było warto...
    • bj32 Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 00:53
      Lola211, wieczny pęd za tym uczuciem zafascynowania to nałóg, jak hazard np.
      Potrzeba tych endorfin i innych tam. To się nawet jakoś naukowo nazywa, ale nie
      pamiętam jak.
      A jeśli idzie o panie, które *nie mogą* się oprzeć i mimo udanego podobnież
      związku puszczają się na boczku, to cóz... K.. to charakter, nie zawód. Taka
      jest moja opinia. Nie zamierzam nikogo obrażać.
      • lola211 Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 09:08
        Pomiedzy calkowita monogamia a "wiecznym pedem" jest cos po srodku.Mozna
        przezyc 20 lat w 1 zwiazku i poczuc, ze chcialoby sie jednak swoje zycie
        zmienic, ze zwiazek sie wypalil i albo do konca zycia bedziemy z tym partnerem,
        bo tak nam nakazuja normy spoleczne, uczciwosc, itd., albo sie z nim
        rozstaniemy i bedziemy szukac swiezej milosci, zgodnie ze swoimi potrzebami.
      • zojkaojka Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 09:17
        Życie to nie równanie matematyczne! Nie da się stworzyć twierdzenia które
        zawsze będzie pasować do wszystkich sytuacji! Zadziwia mnie przekonanie
        prezentowane tu przez szczęśliwe mężatki ,jakoby szczęście zawdzięczały li
        tylko własnym, rozsądnym i prawym decyzjom i mądremu postępowaniu. Jak we
        wszystkim w życiu dużo tu przypadku i łutu szczęścia, spraw od nas nie zależnych
        ( jak choćby to w jakiej rodzinie same wyrosłyśmy).Sama jestem bardzo
        szczęśliwą mężatką, mimo bardzo trudnej sytuacji rodzinnej , już od 12 lat.
        Ponieważ jestem wierząca, jestem wdzięczna Bogu za swojego męża i nasz związek.
        I daleka od przypisywania sobie całej zasługi za cokolwiek, (a innym całej
        winy). A zresztą w bibli powiedziane jest byśmy nie sądzili abyśmy nie byli
        sądzeni ,oraz "Niechaj ten któremu się zdaje że stoi, baczy aby nie upadł". Nie
        ma sensu zarzekanie się, że ja to nigdy, zawsze , moje małżeństwo to...,bo o
        tym to będzie można coś powiedzieć za jakieś 40 lat. I może się okazać że role
        się odwróciły, i zacięte obrończynie małżeństwa są po rozwodzie i w kolejnym
        związku, a te sceptyczne , niańczą wnuki z tym samym partnerem szczęśliwe jak
        norkismile. I poglądy też się zmienią , bo jak wiadomo tylko krowa ich nie
        zmieniasmile.
        • bri Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 10:01
          Hm... Może nie mamy wpływu na to czy się w kimś zakochamy czy odkochamy ale na
          to czy z własnej inicjatywy się z kimś rozstaniemy tak. Ja wcale nie obwiniam
          kobiet, które się rozstały z mężami po prostu mówię jak moim zdaniem powinno
          się postępować, żeby ryzyko rozwodu zminimalizować. Ale jestem świadoma, że
          pewnie czasem inaczej nie można. Oglądałyście film "Godziny"? Tam jest scena
          kiedy kobieta, która pozornie szczęśliwa zamyka się w łazience i płacze. Która
          kobieta tego nie zna z własnego życia?
          • aska2000 Do Bri - "Godziny"..doskonały film i mooocna scena 25.01.07, 10:35
        • bj32 Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 10:37
          Ja nie znam. Ale może 11 lat to za mało na takie doświadczenia.
          Nie zarzekam się, że nigdy mi się nie zdarzy rozstanie. Pochodzę z rozbitej
          rodziny i stosownych wzorców nie miałam. Mąż pochodzi z nierozbitej, ale
          uczucia to tam chyba nigdy nie było. Teraz w każdym razie na pewno nie ma.
          Ale robię, co mogę, żeby było dobrze, żeby nie stracić z mężem kontaktu i
          tematów do rozmów (mam na myśli nie tylko: co dziś na obiad?) Zdaję sobie
          sprawę, że przypadek ma wielkie znaczenie.
          Ale nie zakładam, że za 20 lat mi odbije i wyruszę na poszukiwanie nowych
          wrażeń. Można sobie oczywiście układać życie po 50, ale czy na pewno o to
          chodzi?
          A odnoszę wrażenie, że Lola rozpatruje taką właśnie opcję: za lat ileś mi się
          znudzi tutaj, to sobie zacznę na nowo. Odnajdę wtedy dopiero wielką miłość i
          przeżyję uniesienia zapamiętane z lat młodzieńczych.
          No cudnie. Ale jak ja sobie teraz pomyślę, że miałabym coś takiego przeżyć, to
          mnie zgroza ogarnia. Dobrze mi jest jak jest i nie chcę nawet gdybać na temat
          rozpadu mojego związku. O!
    • annaka Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 10:46
      Jeżeli monogamia jest sprzeczna z ludzką naturą, to czemu ta sama natura
      spowodowała, że dzieci rodzaju ludzkiego wychowuje się długo i mozolnie?

      O rozstaniach, o szukaniu motyli itp itd nie mam bardzo krytycznego zdania, gdy
      dotyczą par luźnych, nie związanych dziećmi, zobowiązaniami, przysięgami.
      Jeżeli decydujemy się na małżeńswto z całymi tego konsekwencjami, powinnismy
      zrobić wszystko, by było trwałe. Bo to nie tylko MIŁOŚĆ, to też
      odpowiedzialność i szacunek. Bywa nudno i przewidywalnie? No bywa. Małżeństwo
      to nie sport ekstremalny. Jeżeli ktoś liczy, ze całe życie bedzie na
      najwyzszych obrotach, z ciągłą "chemią" - to naprawdę nie powinien zakładać
      rodziny. Nic się nie stanie. Ja takich osób nie potępiam. Potępiam, ze składają
      jakąś obietnicę i po kilku latach już ją mają w dupie.
      Ok, rozwody się zdarzają. Ludzie się rozchodza z różnych przyczyn. Ale rzucanie
      żony/męża, bo się poczuło motyle w brzuchu jest największym idiotyzmem.
      • lola211 Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 11:10
        Ale rzucanie
        >
        > żony/męża, bo się poczuło motyle w brzuchu jest największym idiotyzmem.

        Czyli romans? Bez rozwodu, podzialu majatku, traumy dzieci.
        • bri Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 11:54
          Niekoniecznie.
          • bj32 Re: rozwody, rozstania 25.01.07, 12:05
            Lola, albo chcesz sobie ułożyć życie i starasz się, żeby Twój związek, rodzina
            były trwałe, albo szukasz rozrywek i sobie od jednego pana do drugiego
            chodzisz. Takie to proste.
            Może się zdarzyć po latach, że związek się wypalił. Ale zakładanie z góry, że
            *na pewno* tak będzie, że mi się znudzi, będę zdradzać i w końcu odejdę,
            świadczy o tym, że masz głęboko w poważaniu budowanie trwałego układu,
            zakładanie rodziny. Więc po co sobie i komuś tyłek zawracać, rodzić dzieci,
            które potem będą miały traumę i rozbitą rodzinę itd?
          • aska2000 Do Bri 26.01.07, 10:22
            Niekoniecznie romans - czyli co?

            Rozstanie z dotychczasowym partnerem - ok, byle z twarzą - jestem cała 'za' -
            tylko- co jeśli W I A D O M O,że z daną osobą bez korowodów (nie tylko albo
            może raczej mniejsza o te sądowe, heh) się NIE DA??

            A jak do tego jeszcze dołożymy dziecko, które Tatę kocha (i słusznie!!), z
            wzajemnością zresztą taką, na jaką danego chłopa stać ;P to CO pozostaje,
            hęęę??

            Romans?
            Taaaa...ile razy ja to już słyszałam - dla uproszczenia rzucę radą, jaką
            usłyszałam kiedyś od Kogoś bardzo mi życzliwego i mądrego życiowo (SERIO smile-
            "żeby napić się kawy czy pójść do kina rozwodzić sie nie musisz!! "...
            Właśnie...

            Nic dodać nic ująć - gdzie kawa, gdzie kino/koncert, heh, a gdzie
            romansowanie 'na boku', pewnie trzeźwo myślące kobiety/matki/żony/kochanki
            różnice dostrzegają, nie?
            ;P

            Ja niby też - okazji w dorosłym życiu (i tym małzeńskim, i tym przed wink do
            powyższego (czyli tych'kaw' - w uproszczeniu) było tyle,że samej cięzko mi w to
            uwierzyć - S E R I O
            Tyle,że co z tego??

            Jeszcze coś na koniec dodam - ZAWSZE wiedziałam ,że jak się zakocham (nie! jak
            Kogoś pokocham i PEWNA BĘDĘ WZAJEMNOŚCI tejn drugiej strony) to zakończę
            dotychczasowy związek.
            Tylko nie mam pojęcia J A K ?
            • bri Re: Do Bri 26.01.07, 10:34
              Dlaczego akurat wybierasz kończyć dotychczasowy związek zamiast przestać
              spotykać się z tą osobą, w której się zakochujesz? Może jestem mało romantyczna
              ale nie wierzę w wielkie namiętności, z których nie da się wyleczyć. Pewnie
              pocierpisz ale czas leczy takie rany. Niewykluczone też, że w wyniku rozwodu
              cierpiałabyś o wiele bardziej.
              • aska2000 Re: Do Bri 26.01.07, 10:55
                bri napisała:

                > Dlaczego akurat wybierasz kończyć dotychczasowy związek zamiast przestać
                > spotykać się z tą osobą, w której się zakochujesz?

                Napisałam "JAK Kogoś pokocham" (z wzajemnością, dodałam również, prawda?)-
                czyli - teoretyzuję, prawda?
                smile

                > Może jestem mało romantyczna
                >
                > ale nie wierzę w wielkie namiętności, z których nie da się wyleczyć.

                A ja nie muszę wierzyć, mnie to akurat dotyczy(ło?)

                > Pewnie pocierpisz ale czas leczy takie rany.

                Nie wszystkie, co nie znaczy wcale,że nie można żyć dalej- i na dodatek
                świetnie funkcjonować (przynajmniej w oczach bliźnich, heh)

                > Niewykluczone też, że w wyniku rozwodu
                > cierpiałabyś o wiele bardziej.

                A to już jedna wielka niewiadoma.. - niewykluczone, niewykluczone.
                Niemniej - póki co - teoretyzuję
                ;P

                Pozdrawiam
                • bri Re: Do Bri 26.01.07, 11:19
                  Ja nie potępiam ludzi, którzy dokonują takich a nie innych wyborów. Ich prawo.
                  Wydaje mi się, jednak że zawsze jest kilka wyjść i skoro tak wybrali to powinni
                  wziąć odpowiedzialność za swoją decyzję a nie twierdzić, że nie mieli na to
                  żadnego wpływu.
                  • aska2000 Re: Do Bri 26.01.07, 11:32
                    Pełna zgoda, Bri - człowiek zresztą tę wolną wolę posiada i to go różni właśnie
                    od 'braci mniejszych', czyż nie?
                    Czyli- wybory jakich dokonujemy są nasze, konsekwencje takoż.
                    Jakie by one ciężkie nie były!

                    Tylko- o ile odnosisz się do przeczytanych gdzieś wcześniej (na innych
                    wątkach wink moich słów - ja uważam,że to (P?)rzypadek decyduje o tym Kogo i
                    Kiedy spotkamy na naszej drodze.
                    Tylko tyle i AŻ tyle.
    • 76kitka Re: rozwody, rozstania 26.01.07, 11:50

      A myslisz, że w nowym związku nie dopadnie Was rutyna, monotonność? Mam wrażenie, obserwując pary, które sie rozchodzą, że kolejne ich związki są co raz krótsze. Jak się ulokowało dobrze uczucia i partner jest dobry, kochający, fascynuje Cie jako człowiek, ciekawi, oboje macie własne zainteresowania, ale i jakieś wspólne pasje to nawet bez motyli w brzuchu jest dobrze razem. W każdym wieku i nie zaleznie od wspólnych lat pociąg można podtrzymać, tylko trzeba sie troche postarać. Wczesniej mnie pociągało w męzu cos innego, teraz tez co innego. I mimo, że i męzowi i mnie przybywa latek strasznie mnie rozbraja, gdy zaspany, w bokserkach smaży małemu nalesniki, dalej jako facet mi sie podoba. Szczerze mówiąc nie umiem chyba żyć bez Niego.
      • aska2000 76kitka..:) 26.01.07, 12:02
        Jasne!
        Jasne,że masz rację- TY znalazłaś swoją miłość i tak właśnie powinna ona
        wyglądaćsmile)

        Czego i sobie bym życzyła, bardzo, baaaardzo..
        Pozdrawiam smile
      • lola211 Re: rozwody, rozstania 26.01.07, 13:32
        Zanim dopadnie to zdazy sie przezyc kilka- kilkanascie szczesliwych lat.A
        poźniej to juz sie bedzie w takim wieku, ze zadne uniesienia juz nie beda
        potrzebne, bo czlowiek bedzie super zadwolony, jak go w kosciach strzykac nie
        bedziesmile i to mu wystarczy.
        W każdym wieku i
        > nie zaleznie od wspólnych lat pociąg można podtrzymać, tylko trzeba sie
        troche
        > postarać.

        Postarac, postarac.Czasem nic z tych staran nie wychodzi, partner tylko Cie
        wkurza i nic wiecej.
        • edorka1 A czas jak rzeka.... 26.01.07, 15:27
          Postanowiłas zawetować sens długodystansowego bycia razem ... a to nie tak.
          Czy myślisz, że Ciebie czas omija z daleka???Że zawsze będziesz młoda? Ze zmieniając partnerów i szukajac ciągle uchronisz się przed czymś co ja nazywam syndromem koziołka- matołka???Szukał biedak i szukał...Kto zna bajke wie jak było.
          Więc dla mnie ważny jest nie tyle ten trzepot w żołądku, co wzajemna radość z kazdego dnia. Czas nie jest łaskawy dla nikogo, a piękie jest zbudować coś razem, razem patrzeć jak rosną nam dzieci, przybywa siwych włosów, tworzyć coś co zostanie po nas w dzieciach, jakiś mocny dla nich na przyszłosc fundament. Takim fundamentem jest rodzina, kochający sie rodzice.Dlaczego w tej dyskusji niemal nikt o tym nie wspomniał???Myślicie, że można dobrze wychować dzieci samemu kłamiąc i oszukując??? Że w nich to nie zostawia śladu???
          A przeciez nie zawsze jesteśmy tak piękni by wystarczyło zauroczenie, wręcz odwrotnie.
          Pięknie jest móc wiedziec że choć wyglądająca jak zombi po porodach albo z grypą jestem kochana. Nawet jak wykrzykuję z siebie żale do mojego męża - a mam temperament raczej południowy smile)), to nie jest to negacja mojego do niego uczucia - po prostu wiem że ono jest poza jakąkolwiek dyskusją.
          Bo kocha sie kogoś pomimo a nie za coś.
          A co do motyli - one nie uciekają jeśli sie o to zadba. Siedzą sobie gdzieś pod sercem - i całkiem dobrze sie mają, czasem niespodziewanie trzepocą pośród zwykłych spraw.Kocham mojego męża także w tych zwykłych, codziennych sprawach które nas łączą - tyle ich jest. A to domowy bałagan, czasem brak kasy, buty które zawsze pamięta żeby mi zapastować, książka której potrafi szukac we wszystkich ksiegarniach w mieście...
          Wśród znajomych pwoli zaczynamy uchodzić za dinozaury...
          • lola211 Re: A czas jak rzeka.... 26.01.07, 15:45
            Edorko, ok, Ty tak zyjesz jak pan Bog przykazal, spelniasz sie w zwiazku na
            cale zycie.Ale co z tymi, ktorzy chca zmian, z roznych roznistych powodow? Sa
            źli, wstretni, egoistyczni? Czy moze po prostu jest to calkowicie ludzkie i
            normalne?
            • edorka1 Re: A czas jak rzeka.... 26.01.07, 15:51
              Nienormalne jest zalożenie ,że jak jest nudno to hyc w bok. Można nad takim związkiem popracować, odszukać wyciszone uczucia i namietnoci.A jeśli nie - nalezy sobie powiedzieć, że się rozstajemy. Rozstajemy - nie zdradzamy. Wtedy to jest uczciwe. Rozumiem, że się między ludzmi coś kończy. Nie rozumiem, że jest to pretekst do wzajemnego się oszukiwania.
              • aska2000 Edorko, wiem,że do Loli pisałaś, ale ja się 26.01.07, 16:04
                też wtrącę, dobrze?

                Bardzo z Ciebie mądra babka ( i Grecję kochamy obie, no ja może już nieco mniej-
                teraz inny kraj u mnie na 'topie', ale sentyment pozostał duży.. wink), co mogę
                napisać- masz rację, oczywiście,że masz pisząc o tym,że miłosć przez duże M
                polega właśnie na tym wszystkim, o czym napisałaś - teraz i poprzednio (masło
                maślane mi wyszło, ale to przez pośpiech, wierzę,że rozumiesz co mam na myśli wink

                Co do zdradzania- pełna zgoda, to nijak nie przystaje do ideału związku, na
                jakim mnie i zapewne nie mnie jednej ZAWSZE zależało i zależy wciąż , ale my tu
                chyba mówimy (Lola chyba również ?) nie o nudzie prowadzącej do "hycnięcia w
                bok", ale o rozstaniu i wszelkich dylematach z tego przykrego (ale chyba ?
                nieuchronnego) faktu płynących...
                Mylę się..?
                • edorka1 Re: Edorko, wiem,że do Loli pisałaś, ale ja się 26.01.07, 16:48
                  Ta dyskusja jest dosc wielowątkowa i rózne się pojawiały opinie smile)), w tym też o złych albo jak wolisz uwierających normach moralnych i o oszustwach z nich wynikających. Ze niby oszukujemy, bo normy nas zmuszają.
                  Sadzę, że jeśli ludzie maja siebie dość i nic ich nie łączy mogą i powinni sie rozstać- tyle, że to zazwyczaj się tak ładnie nie składa. Rzadko rozstaja się pary z długim stażem tak po prostu. Zazwyczaj najpierw jest ten skok w bok, potem dramat tej zdradzanej strony którra nic nie wiedziała, potem niefajny rozwód. Tak to najcześciej wygląda. Nie wspominając już o dzieciach w tym wszystkim.
                  W Loli postach jest jakby dopuszczenie tego że związek się wypala. A ja myślę, że nie można do tego dopuszczać, że trzeba starać nie dać się rutynie zanim ona się pojawi. Że jak juz się pojawi, zamiast pakować walizki, warto zainwestowac w związek. Nie ma długoletnich związków, które by nie przerabiały róznych kryzysów, nie popadajmy w idealizm. Ale nie jest też łatwo zaczynać zycie na nowo po kilkunastu latach bycia wcześniej z kimś, zwłaszcza z partnerem z podobnym bagażem. Bywa, że hmmm motyle zdychaja i zostaje pustka bo nie ma tej przeszłości, która łączy, a która w dojrzałym wieku znaczy niemal tyle co miłość.
                  Moi tesciowie są 45 lat po ślubie. Wielka namiętność juz chyba w ich wieku nie wchodzi w rachubę. Ale jak pieknie rozmawiają ze soba o czasie przeszłym, jak wiele z tego mogą przekazac wnukom, jak miło popatrzeć na ich siwe głowy i ogrzać się w cieple ich...no właśnie..przyzwyczajeń, rytuałów, MIŁOŚCI. To co Lole tak przeraża, ta codzienność może być tez z innej strony patrząc bardzo piekną sprawą. W końcu z najwyższego nawet Everestu trzeba zejsć na niziny.
                  • bj32 Re: Edorko, wiem,że do Loli pisałaś, ale ja się 26.01.07, 19:45
                    No i ja się z tym zgadzam. I o to zakładanie, że *na pewno się nie uda* mi
                    chodzi. Mam wrażenie, że Lola uparła się, że skoro 80% znajomych się rozeszło,
                    to pozostali też się rozejdą prędzej czy później, bo tak już jest, bo to jest -
                    nie wiem: prawidłowe? reguła? tak było, jest i będzie?
                    Chyba, że jakoś Loli posty źle rozumiem...
    • l.e.a Re: rozwody, rozstania 26.01.07, 22:11
      nie kumam jak się może miłość ulotnić no jak ? jeżeli dba się o związek o
      partnera, jest się w zwiazku uczciwym, gra w otwarte karty to nima cholery aby
      uczucie wygasło. Z mężem jesteśmy 12 lat, bardzo se nadal kochamy, nadal
      chodzimy trzymając się za rękę i tak samo jego rodzice po 36 latach małżeństwa !
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka